Reklama

Miłosierdzie 24 godziny na dobę

2015-04-07 15:37

Grzegorz Polak
Niedziela Ogólnopolska 15/2015, str. 24-26

Archiwum Biura Pomocy Ad Gentes
Jednym z powołań misjonarek jest czuła opieka nad dziećmi

Co to byłby za misjonarz, gdyby głosił Ewangelię tylko słowem? Jeśliby przeprowadzić plebiscyt, która grupa w Kościele kojarzy się najbardziej z miłosierdziem, misjonarze byliby w czołówce

O ile tzw. przeciętny chrześcijanin praktykuje miłosierdzie od czasu do czasu, misjonarz nie może sobie na to pozwolić, bo jego sytuacja wymaga, aby świadczył je 24 godziny na dobę. Co więcej – musi być ono „kompletne”, obejmujące wszystkie wymienione w katechizmie uczynki miłosierdzia względem ciała. Misjonarz, aby dotarł skutecznie z przesłaniem Ewangelii do ubogiego mieszkańca Afryki czy Ameryki Południowej, musi go najpierw – bardzo często – nakarmić (nie da się mówić do człowieka o pustym żołądku), napoić, a nieraz i ubrać. A przecież są jeszcze inne wielkie sfery, w których miłosierdzie stanowi motyw działania – potrzebne są: edukacja, służba zdrowia, prace na rzecz społeczności lokalnej.

Głodnych nakarmić

Głód to największa z plag, z jakimi stykają się misjonarze. Dlatego konieczna jest systematyczna akcja, w oparciu o struktury. Oczywiście, każdy głodny, który zapuka do misji, zostanie nakarmiony. Nie tak dawno głośno było o polskim misjonarzu, który dokarmiał swoje „owieczki” własnoręcznie robioną kaszanką.

Jednym z najbardziej znanych przykładów systematycznej działalności dla zwalczania głodu, choć nie tylko, jest prowadzona przez pallotynów w Afryce akcja „Adopcja Serca”. Za 16 euro miesięcznie, wpłacane na konto Sekretariatu Misyjnego w Warszawie, każdy, kto zadeklaruje pomoc, może uratować życie jednego dziecka. Pallotyni przekazują każdemu z objętych akcją dzieci tygodniową porcję żywności (fasola, mąka), kupują leki i łożą na edukację.

Reklama

Misjonarze coraz częściej zwracają jednak uwagę na to, żeby nie dawać za darmo, by człowiek obdarowany miał świadomość, że na to zapracował. „Chodzi o proste czynności: koszenie trawy, prace porządkowe. Żeby obdarowany wiedział, że to, co dostaje w formie pożywienia czy pieniędzy, zostało przez niego wypracowane. Chodzi o wychowywanie ludzi, ale i danie im satysfakcji, że są do czegoś zdolni, że na coś zapracowali. To niewielka praca, ale ich kosztuje: mały ból pleców, poświęcony czas” – tłumaczy były misjonarz w Demokratycznej Republice Konga ks. Kazimierz Szymczycha SVD.

Spragnionych napoić

Jak ważny jest to uczynek, wiedzą doskonale mieszkańcy dotkniętych suszą krajów Sahelu. W jednym z nich, w Górnej Wolcie (dzisiejsze Burkina Faso), gościł w maju 1980 r. Jan Paweł II. Wstrząśnięty skutkami suszy wystosował dramatyczny apel do świata o pomoc dla potrzebujących. Następnie założył fundację na rzecz Sahelu, która do dziś realizuje powyżej 200 projektów rocznie o wartości ponad 2 mln dolarów. Mimo to sytuacja w tym kraju pod względem zaopatrzenia w wodę jest nadal bardzo trudna. Ludzie piją wodę brudną, w której jest pełno bakterii. Gdy widzimy w telewizji albo na zdjęciu murzyńskie dziecko z wydętym brzuszkiem, to wiadomo, że jest on wypełniony pasożytami wskutek picia wody pochodzącej z wygrzebanego w ziemi miejsca.

Misjonarze zdobywają środki na budowę studni głębinowych oraz instalowanie pomp. Dzielą trudy z Afrykańczykami. Ks. Jan Fecko, były misjonarz w Burkina Faso, obecnie dyrektor Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie, wspomina:

„W porze suchej racjonowano wodę dzielnicami. W mojej dzielnicy woda była od 4 rano do 5.30. Wieczorem odkręcałem kran i stawiałem wiadro. Jak woda zaczynała lecieć, to mnie to budziło. Czekałem, by się wiadro napełniło, i zakręcałem wodę. To wiadro wody musiało mi starczyć na moje potrzeby. Trzeba się było umyć, czasami kilka razy dziennie. I jeszcze trzeba było zaoszczędzić wodę na pranie bielizny”.

Nagich przyodziać

Afrykańczycy, a zwłaszcza kobiety, aby okryć nagość, wykazują się dużą przedsiębiorczością. Kiedy na Czarny Ląd wkroczyła cywilizacja, dla Afrykańczyków „strój Adama i Ewy” zaczął być przeżytkiem. Stało się to w dużej mierze wskutek działalności misjonarzy z różnych sekt chrześcijańskich, którzy wmawiali tubylcom, że grzechem jest chodzić bez ubrania, bo nagość budzi pożądanie. Na siłę ubierali Afrykańczyków w garderobę nieprzystosowaną do klimatu, co skutkowało nieznanymi dotąd chorobami, jak świerzb, grzybica, łuszczyca czy rak piersi u kobiet. Dzisiaj nagość występuje coraz rzadziej, dlatego wzrasta popyt na odzież. Można się w nią zaopatrzyć za darmo w wielu placówkach misyjnych, a jednym ze źródeł są dary z zagranicy.

Misjonarze, a zwłaszcza misjonarki, starają się zaradzić tym potrzebom w inny sposób: organizują kobietom afrykańskim kursy szycia.

Podróżnych w dom przyjąć

Z tego zalecenia korzystają sami misjonarze, zwłaszcza ci, którzy mają rozległe parafie i podróżują nieraz kilka albo kilkanaście godzin, aby dotrzeć do wiernych. Trzeba jednak dodać, że gościnność nie jest cnotą wyłącznie chrześcijańską – występuje w każdej kulturze i pod każdą szerokością geograficzną.

We wspomnieniach misjonarzy ten motyw podkreślany jest bardzo często. Piękne świadectwo Indianom z Boliwii wystawił o. dr Tomasz Szyszka, były misjonarz w tym kraju:

„Ci ludzie żyją bardzo prosto. Nie mają wiele, ale pragną się dzielić tym, co mają. A mają przede wszystkim czas i mają wielkie pokłady dobroci. My, Europejczycy, zazwyczaj jesteśmy nastawieni na to, że winniśmy się dzielić rzeczami materialnymi, natomiast ci prości Indianie patrzą na to zupełnie inaczej. Mają czas, by poświęcić go drugiej osobie, misjonarzowi, żeby z nim posiedzieć. Ciekawe, że Indianie nie są gadułami. Warto posiedzieć obok siebie, być razem, zamienić kilka zdań. Kilkanaście zdań może być potraktowanych jako poważna rozmowa. Potem jest wspólny posiłek, gdzie się smakuje rarytasów andyjskich”.

Więźniów pocieszać

Wiele krajów afrykańskich i południowoamerykańskich targanych jest wewnętrznymi konfliktami, co stwarza pole do działalności partyzanckiej i terrorystycznej. Ofiarami padają misjonarze, którzy są zastraszani, więzieni, bici, a nawet zabijani, tak jak dwaj polscy franciszkanie: o. Zbigniew Strzałkowski i o. Michał Tomaszek, którzy będą beatyfikowani 5 grudnia br.

Misjonarze, choć sami są zagrożeni, nie tylko odwiedzają uwięzionych, ale robią coś o wiele ważniejszego: starają się ich uwolnić. Wspomina ks. Jerzy Kotwa, pallotyn, pracujący w Demokratycznej Republice Konga: „Został porwany inżynier, który zajmuje się elektrownią, dyrektor szkoły, który był odpowiedzialny również za szkoły w naszej parafii, i nasz sekretarz z parafii. Każdy z tych przypadków jest inny, ale trzeba było się zaangażować na tyle, na ile możemy, żeby pomóc tym ludziom wyjść z opresji. Kontaktowaliśmy się z rodziną, także z ludźmi, którzy mogli pomóc w uwolnieniu uwięzionych”.

Chorych nawiedzać

Misjonarz nie poprzestaje na tym nakazie: on chorym organizuje leczenie. Często nie jest to pomoc doraźna, lecz przybiera formę profesjonalnego centrum medycznego, w którego finansowanie misjonarz angażuje wielu ludzi dobrej woli, a nawet władze państwowe. Mamy wspaniałe przykłady polskich misjonarzy opiekunów trędowatych: werbistę o. Mariana Żelazka, pracującego w Indiach, i niedawno zmarłą dr Wandę Błeńską, misjonarkę świecką w Ugandzie.

Mniej znaną osobą jest s. Rafaela Nałęcz, franciszkanka służebnica Krzyża, która założyła ośrodek dla niewidomych dzieci w Rwandzie, nazwany „afrykańskimi Laskami”. Zwróćmy uwagę, że wszyscy ci misjonarze działali, bądź działają, wśród ludzi wykluczonych przez społeczeństwo, którego to pojęcia chrześcijaństwo nie akceptuje.

Ale i inni misjonarze radzą sobie dobrze, co widać zwłaszcza w Afryce, gdzie bardzo często przychodnia misyjna jest jedynym „ośrodkiem zdrowia” w promieniu 100 km. Problemem jest nie tylko dostęp do lekarza, ale także zdobycie medykamentów. Nie wszystkich stać na ich wykupienie, dlatego działają małe apteki, gdzie potrzebujący mogą za darmo otrzymać leki. Siostry prowadzące przychodnie lub szpitaliki na misjach z trudem zdobywają pieniądze na zakup lekarstw, środków opatrunkowych, a także odczynników, które są potrzebne do badań laboratoryjnych. Cieszą się każdym opakowaniem antybiotyków lub witamin. Starają się przede wszystkim zapewnić dzieciom w wieku przedszkolnym konieczne suplementy do prawidłowego rozwoju. Powszechne są wśród dzieci niedożywienie i brak nawyków higienicznych. Stąd liczne choroby „brudnych rąk”. Walka misjonarzy z tymi zjawiskami przynosi coraz lepsze efekty.

Umarłych pogrzebać

W Afryce, Azji, Ameryce Południowej podczas chrześcijańskiego pogrzebu misjonarz musi zachować rozwagę, aby uszanować miejscowe tradycje, o ile nie pozostają w jaskrawej sprzeczności z chrześcijaństwem. W byłych republikach sowieckich to okazja do nawiązania kontaktów z ludźmi, którzy stracili kontakt z Kościołem. To także znakomita sposobność do ewangelizacji, o czym świadczy wspomnienie pracującego w Rosji werbisty – o. Kazimierza Mariana Grabowskiego. Prowadził on pogrzeb katolika pochodzącego z Białorusi, człowieka zasłużonego, którego żegnali oficjalnymi przemówieniami urzędnicy z kancelarii prezydenta. Przy trumnie widniały poduszki pełne orderów. Ksiądz nie wiedział, co powiedzieć. Kiedy zobaczył złożone ręce nieboszczyka, bez różańca i obrazka, przypomniał sobie, że miał przy sobie krzyżyk Jana Pawła II. „I wtedy przyszło mi do głowy, by mu go podarować. Ten krzyżyk podniosłem do góry i mówię: to jest klucz. To jest jedyny klucz, który mu otworzy tam, u góry, drzwi królestwa Bożego. Mówiłem o krzyżu w jego życiu: został ochrzczony, niósł dzielnie ten krzyż, ciężko chorował i bardzo cierpiał. Właśnie ten krzyż doprowadzi go do nieba. Dlatego ja mu ten krzyż wkładam w ręce. Kwiaty mu nie pomogą. Tylko modlitwa i ten krzyż. Zapanowała cisza. Poważni ludzie patrzyli na ten krzyż” – wspominał o. Grabowski.

Więcej niż tysiące kazań

Jak widać, misjonarze głoszą ewangeliczne orędzie miłości na różne sposoby. Nie tylko przepowiadają Ewangelię, ale dają konkretny wyraz miłości bliźniego poprzez czyny miłosierdzia: prowadzą dzieła edukacyjne, medyczne i charytatywne. W wielu krajach afrykańskich czy w Ameryce Południowej i Środkowej misje katolickie są często jedynymi miejscami, gdzie uboga ludność może otrzymać pomoc materialną. Podobnie jest i w Azji, gdzie występują silne kontrasty między ludnością. Jedni żyją w luksusie i cieszą się zdobyczami nauki i techniki, a inni – pochodzący z niższej kasty – cierpią niedostatek. W wielu kulturach azjatyckich nie ma rozwiniętej kultury miłosierdzia. W Indiach pokutuje przekonanie, że to, iż ktoś urodził się ubogi i cierpi, jest karą za grzechy w poprzednim wcieleniu. Co więcej: uważa się tam, że takiej osobie nie należy pomagać.

„Chrześcijanie łamią takie schematy myślenia. Pomagają umierającym, trędowatym, bezdomnym i niepełnosprawnym. Pomoc ta jest najwspanialszym świadectwem wierności Ewangelii. Ona mówi więcej niż tysiące kazań” – podkreśla bp Jerzy Mazur, przewodniczący Komisji Episkopatu Polski ds. Misji i wieloletni misjonarz.

„Kiedy pracowałem na Syberii – powiedział „Niedzieli” bp Mazur – również spotykałem się z sytuacjami wielkiego ubóstwa. Trzeba było pomagać tym, którzy nie mieli środków do życia. Poważnym problemem był alkoholizm i nieszczęścia, jakie on sprowadzał na tych ludzi. Kościół był jedynym miejscem, gdzie mogli liczyć na pomoc”.

I tak jest na wszystkich kontynentach, nawet w bogatej Europie. Ale o tej pięknej działalności misjonarzy, obejmującej ludzi niezależnie od religii i poglądów, media mainstreamowe raczej nie poinformują. A przecież to jest prawdziwa twarz Kościoła.

Reklama

Edukacja seksualna po katolicku - znakomity przykład

2019-10-18 08:22

Marcin Przeciszewski / Warszawa (KAI)

Piękno i głęboki sens ludzkiej seksualności: w służbie miłości, a nie w oderwaniu od niej – ukazuje książka: „Powiedz mi, co to jest miłość?”, autorstwa Inès de Franclieu, która wydana została niedawno w polskim tłumaczeniu. Może być ona cenną pomocą rodzicom w edukacji seksualnej dzieci, rekomendowaną przez Związek Dużych Rodzin „Trzy Plus”. Książka jest przeznaczona dla rodziców i dzieci od 5 do 12 lat.

YouTube.com

"Powiedz mi, co to jest miłość" jest pozycją unikalną – podkreśla znany świecki psychoterapeuta Szymon Grzelak. - Autorka łączy w niej praktyczne podejście mądrej, kochającej matki z profesjonalizmem psychologicznym i medycznym. Łączy głębię z prostotą ujęcia - prostotą konieczną, by dzieci mogły zrozumieć intymne prawdy miłości i seksualności. O seksualności pisze z wrażliwością i delikatnością, ale zarazem wprost - bez uciekania od tematów trudnych - stwierdza.

Swój przewodnik po miłości i seksie, Inès de Franclieu rozpoczyna od prezentacji dzieciom tajemnicy płci człowieka i związanych z tym różnic pomiędzy chłopcem a dziewczynką. Ukazuje jak stopniowo zmieniają się narządy płciowe w okresie dojrzewania. Pomaga dziecku w poznaniu i zaakceptowaniu swego ciała oraz dokonujących się w nim zmian. A powstające nowe życie traktuje jako prawdziwy cud, którego etapy warto jest poznać. Od momentu poczęcia, poprzez poszczególne etapy ciąży, aż do urodzin. Powstawanie życia autorka ukazuje nie tylko jako fakt biologiczny, ale zawsze jako owoc miłości.

Życie płciowe człowieka autorka prezentuje więc w kontekście rozwoju uczuć wyższych. Ludzkie ciało i seks przedstawia jako najpiękniejszy instrument miłości, do której każdy z nas winien jednak dorosnąć. Dorosnąć i chronić po to, aby móc się nim nie tylko cieszyć, ale i obdarowywać drugą osobę. Dlatego ostrzega przed rozpoczynaniem życia seksualnego zbyt wcześnie. Prezentowana przez nią koncepcja życia seksualnego jest wizją głęboko chrześcijańską, choć werbalnie się do niej nie dowołuje.

Autorka książki radzi, aby rozmowy z dziećmi na ten temat rozpoczynać wcześnie, już od 5 roku, kiedy pojawiają się pierwsze ich pytania. W dzisiejszym świecie – tłumaczy - bardzo łatwo się zetknąć z wulgarnym językiem, a nawet pornografią, dlatego warto jest zacząć rozmowę w dzieckiem jak najwcześniej, zanim uzyska dostęp do tej wiedzy od rodzeństwa lub starszych kolegów.

„Rozmowy z dziećmi – podkreśla - zwłaszcza w młodszym wieku, będą krótkie, gdyż szybko zaspokajają one swoją ciekawość. Warto je powtarzać i w kolejnych rozmowach, inicjowanych przez nas lub dziecko, poszerzać zakres naszych odpowiedzi, zgodnie z potrzebami dziecka”.

Przyznaje, że rozmowy te powinny być prowadzone po pierwsze „w sposób rozważny” a po drugie winny być one „zindywidualizowane”, czyli dostosowane do poziomu rozwoju i wrażliwości dziecka.

Zapewnia rodziców, że „takie rozmowy z dzieckiem na tematy miłości i seksualności nie tylko dają mu poczucie bezpieczeństwa, ale również umacniają relację rodzic–dziecko i stanowią bazę do przyszłych rozmów, gdy stanie się ono nastolatkiem”. Najważniejsze jednak – zdaniem autorki – jest to, aby taką rozmowę zacząć już teraz... .

Książka może być cenną pomocą nie tylko dla rodziców, ale również nauczycieli, katechetów i wychowawców.

Książce towarzyszy strona internetowa: powiedzmi.pl, a zamówienia można składać na adres e-mail: kontakt@powiedzmi.pl

„Powiedz mi, co to jest miłość? Ciało-Miłość-Życie-Seksualność”; Inès de Franclieu; Wydawnictwo Inter Global Oświata, Warszawa 2019.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Maryja jakiej nie znamy – zaproszenie na warsztaty

2019-10-18 12:46

Jasnogórski Instytut Maryjny

W sobotę 19 października i niedzielę 20 października 2019 r. w Jasnogórskim Instytucie Maryjnym odbędą się warsztaty pt. „Maryja jakiej nie znamy” – będzie to spotkanie Maryją i Jej Ikonami! Przewodnikiem w nauce odczytywania słowa zapisanego w Ikonie będzie o. Roman Łaba, paulin z Kijowa; biblista i krajowy duszpasterz Rodzin przy Konferencji Episkopatu Ukrainy.

Jasnogórski Instytut Maryjny

Organizatorzy mają nadzieję, że spotkanie z żywym SŁOWEM i IKONĄ, pozwoli uczestnikom odnowić swoją relację oraz więź z Maryją. Termin:19 i 20 X 2019, godz. 16.00 -19.00. Wstęp wolny. Warsztaty odbędą się w budynku Jasnogórskiego Instytutu Maryjnego (dawny Dom Pątnika).

W czasie Katechezy uczestnicy będą mogli dowiedzieć się również kto jest w centrum każdej Ikony, jakich farb używał św. Łukasz, gdzie jest ukryta „siódma stągiew” z Kany Galilejskiej oraz dlaczego św. Józef trochę się bał Maryi?

Sobór Konstantynopolitański IV, zwołany na przełomie 879/880 roku stwierdził w trzecim kanonie: „Święte ikony Pana Naszego Jezusa Chrystusa nakazujemy otaczać równą czcią, jak księgę świętej Ewangelii”. To zestawienie Ikony i Ewangelii, nie jest przypadkowe – ma głębokie uzasadnienie. Pierwszym i najważniejszym jest tajemnica Wcielenia, która jest niejako sercem Pisma Świętego, bo przez nie Bóg w Jezusie Chrystusie uczynił widzialną swoją Miłość. A skoro Bóg wszedł w nasz świat, stając się jednym z nas, to tym samym przyjął uwarunkowania obowiązujące w komunikacji międzyludzkiej, w której wzrok, jak i słuch, pełnią równorzędną rolę. Dzięki słuchowi słyszymy Słowo Ewangelii, a dzięki wzrokowi – Słowo kontemplujemy na świętej Ikonie.

By poprawnie odczytać Słowo Boże zapisane na kartach Pisma Świętego, musimy pilnować reguł, których Matka Kościół wiernie strzeże i przekazuje z pokolenia na pokolenie. Nie można bez wskazówek Kościoła odczytać, interpretować oraz zrozumieć co naprawdę Słowo Boże znaczy…

Tak też jest i z Ikoną. Aby odczytać przesłanie Świętego Obrazu, również musimy zapoznać się z jego mową, z symboliką, a przede wszystkim odczytywać Obraz w duchu, w którym został on napisany – w duchu wiary Kościoła.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem