Reklama

Niedziela Łódzka

Pojazdami opowiadam historię

Z Jackiem Kopczyńskim, łódzkim pasjonatem, miłośnikiem historii i pojazdów, którego imponująca kolekcja znajduje się w Boczkach koło Szadku, odznaczonym przez śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego Srebrnym Krzyżem Zasługi, rozmawia Anna Skopińska

Niedziela łódzka 17/2015, str. 4-5

[ TEMATY ]

rozmowa

pasja

Anna Skopińska

Jacek Kopczyński przy sprowadzonej z Norwegii tankietce

Jacek Kopczyński przy sprowadzonej
z Norwegii tankietce

ANNA SKOPIŃSKA: – Z tego, co tu zgromadzone, co odrestaurowane i co czeka jeszcze na naprawę, widać, że jest Pan wielkim pasjonatem starych pojazdów... Długo trwa ta fascynacja?

JACEK KOPCZYŃSKI: – Już 38 lat. Zaczęło się w szkole średniej. Jak każdy chłopak marzyłem o samochodzie. W czasach PRL– u bardzo tanio można było kupić samochody zabytkowe. Pomyślałem więc, że od takiego pojazdu zacznę swoją karierę motoryzacyjną. Kupiłem DKW F7 1938 rok produkcji – piękny kabriolecik, którym przez 8 lat jeździłem wszędzie – na wakacje, do szkoły, potem na uczelnię. Spisywał się bardzo dzielnie. I już wtedy zacząłem doceniać zupełnie inną estetykę tych pojazdów – one zawsze czymś mnie zaskakiwały. Każdy pojazd miał swój odmienny charakter – nie to co dzisiaj, gdy samochody są niemal takie same. Kiedyś każda firma starała się robić coś wyjątkowego.

– Zaczął więc szukać Pan tej wyjątkowości...

– Zacząłem w pojazdach dostrzegać to, co mnie najbardziej ciekawi. Zawsze powtarzam, że u mnie nie ma samochodów brytyjskich. One jakoś mi nie pasują. Bardzo lubię natomiast samochody niemieckie – za ich harmonijną linię, czy pojazdy amerykańskie, ale tylko te przedwojenne. Lubię też ciężarówki, bo w nich jest coś zaklętego – taka niezwykła siła i mobilność. I przede wszystkim pojazdy gąsienicowe czy półgąsienicowe – one mnie zawsze interesowały. A przez to, że technika w pojazdach gąsienicowych jest wyjątkowo reżimowa, taka wysublimowana, uruchomienie takiego pojazdu dawało największe satysfakcje. I później poruszanie się w terenie.

Reklama

– Dlaczego to takie szczególne?

– Dlatego, że można było spróbować swoich sił z różnego rodzaju przeszkodami i panowanie nad takim pojazdem dawało radość. Bo udało się np. przejechać przez jakieś bagno czy głębszą wodę. Poza tym pojazdy gąsienicowe mają swoją estetykę. Piękne, wręcz przecudowne, są przedwojenne polskie czołgi – tankietki. Szczególnie, jak latem bądź wczesną wiosną postawi się je gdzieś w plenerze, to z odległości stu metrów potrafią znikać, ukazywać się, choć przecież stoją w miejscu. I obserwując, doznaje się rzeczywiście niezwykłych wrażeń.

– Mówi Pan o tym, jak o czymś wyjątkowym:) W Pana kolekcji jest też wiele innych perełek, motoryzacyjnych skarbów...

– Są motocykle, które zawsze kusiły mnie swoją techniką. Każdy motocykl z mojej kolekcji jest inny: są polskie Sokoły 1000, jest BMW Sahara, Zündapp 500, M72. Każdy z nich ma swój osobisty charakter, każdy ma swoją wyjątkowość. Moja przygoda z motoryzacją to nie jest próba bycia kimś innym. Po prostu tak mogę być postrzegany przez osoby, które nie znają tego bagażu lat. Robię to wszystko, próbując też pokazywać osobom z zewnątrz, jak można z tych hobbystycznych przedmiotów zrobić i kolekcję, i określić sobie kierunek, który historycznie ma uzasadnienie. Bo jeżeli są dwie tankietki polskie, to są również dwa sokoły polskie, jest ciężarówka przedwojenna, która była użytkowana w polskim wojsku, a więc jest pewien wycinek, który dotyczy naszego narodu.

– Taka lekcja historii opowiedziana pojazdami...

– Dokładnie. Potem jest II wojna światowa – mam pojazdy rosyjskie: kołowe, ciężarówki, gąsienicowe; pojazdy niemieckie: motocykle, kołowe, półgąsienicowe, gąsienicowe – to wszystko stanowi jakiś porządek. Są pojazdy amerykańskie – gąsienicowe, ciężarówki i motocykle. Lubię mieć świadomość, że mogę pokazać niektóre armie II wojny światowej.

Reklama

– Pojazdy zaprowadziły też Pana na plany filmowe...

– Bardzo wiele produkcji korzystało z moich zasobów. Ostatnim, dla mnie istotnym i ważnym uczestnictwem przy produkcji była realizacja filmu „Miasto 44”. Do tej produkcji użyczyłem 14 pojazdów. Przez całe wakacje 2013 r. jeździliśmy z synami na plan. I niejako od kuchni podglądaliśmy to, co dzieje się przed kamerą.

– Jak Pan wspomina przygodę na planie filmu o powstaniu warszawskim?

– To było bardzo pouczające. Na planie pokazywali się czasem prawdziwi powstańcy, którzy snuli opowieści, wspominali. To pozwoliło mi nabrać i respektu, i szacunku do tych ludzi, a jednocześnie pozostać przy swoim traktowaniu tego niezwykle tragicznego wydarzenia w naszej historii. Dzisiaj jest wielu krytykantów powstania warszawskiego, są osoby które mówią, że ci, którzy wydali rozkaz o rozpoczęciu walki, powinni iść pod sąd polowy. Według mnie, ta chęć przeciwstawienia się z bronią w ręku okupantowi tak narastała, jak wrzód, który musiał znaleźć ujście. I to ujście znalazło się 1 sierpnia 1944 r. Jakby wyglądała nasza powojenna sytuacja, gdyby nie było powstania? O wiele gorzej, gdyby nie było tej daniny krwi naszego narodu. Myślę, że bylibyśmy kolejną, bezwolną już zupełnie republiką sowiecką, stłamszoną do samego spodu. A tak, ci ze Wschodu po raz kolejny dostali sygnał, że polska nacja nie jest nacją, która daje się bez końca niewolić i wodzić za nos. I warto o tym pamiętać. A ktoś, kto wypisuje dziś brednie, nie ma do tego żadnego uprawnienia.

– Pana pasja to nie tylko te wspomniane wcześniej lekcje historii, ale i nauka patriotyzmu. Zaszczepia Pan to w innych, w synach też...

– Moi chłopcy nie mają innego wyjścia, jak pomagać i wspomagać. Zresztą, wszyscy trzej się tym interesują. Staram się też o to, by szanowali te przedmioty, szczególnie polskie. Dzisiaj w szkołach lekcji historii jest niewiele i my zapominamy, kim jesteśmy. Nie staramy się pokazywać młodzieży najważniejszych wydarzeń z najnowszej historii Polski. Opowiadamy o Brukselach, a zapominamy, że jest coś takiego, jak historia naszej Ojczyzny. To powinno być najważniejsze, bo naród, który nie zna swojej historii, zwykle przestaje być narodem.

– Jakie są Pana plany na to niezwykłe miejsce? Czy to wszystko dzieje się raczej spontanicznie?

– W miarę spontanicznie, ale staram się z każdym rokiem – na ile pozwalają środki finansowe i siły – rozbudowywać i pomieszczenia, i zasoby. Kiedyś wydawało mi się, że hangar 400 m kwadratowych starczy na wszystko. Dzisiaj już wiem, że nie. Powstał namiot przemysłowy – 200 m kwadratowych, ale to też za mało, bo mam już ponad sto pojazdów. Będę więc chciał to rozbudowywać. Chcę też zrobić prawdziwą ekspozycję. Co roku przyjeżdża tu ok. 500-600 osób, są grupy zorganizowane, oprowadzam, opowiadam, czasem demonstruję pojazdy w ruchu. Widać, że to, co zgromadziłem, bardzo interesuje ludzi. Nie wyobrażam sobie inaczej żyć, nie potrafiłbym tu nie przyjechać, nie zajmować się tym. Każdy mój przyjazd musi zaowocować choćby przykręceniem jednej śrubki. Wieczorami w domu wyszukuję części, skrzętnie zapisuję, co dany pojazd jeszcze potrzebuje. Sporo czytam o historii II wojny światowej, szczególnie o tym, co działo się tu w okolicy. To m.in. dzięki temu udało mi się pozyskać części rozbitej tankietki, tu niedaleko, w Rossoszycy, a 2 lata temu udało się wyciągnąć ze starorzecza Warty czołg Valentine, który jest obecnie rekonstruowany. Będę chciał go wkrótce pokazać, jeżdżący, sprawny.

– Swojej pasji poświęca Pan wiele, a co w tym jest najważniejsze?

– Zawsze podkreślam, że dzięki tym pojazdom miałem okazję poznać wspaniałych ludzi – polityków patriotów, często na planie filmowym: aktorów czy twórców filmowych. To daje niesłychaną radość. Samochód, obok którego stoimy, to wielka limuzyna rządowa ZIS 110 – 1949 rok. Tym pojazdem miałem zaszczyt wozić po ziemi sochaczewskiej śp. prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego. Niesłychanie serdeczny, przyjazny człowiek. A w Ostrołęce w 2007 r. miałem przyjemność odbierać z rąk śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego Srebrny Krzyż Zasługi za przywiezienie polskiej tankietki z Norwegii do Polski. Takich wydarzeń, które są warte odnotowania, jest kilka w moim życiu.

2015-04-23 11:06

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

USA/ Biden rozmawiał z papieżem Franciszkiem m.in. o klimacie i migrantach

2020-11-12 20:14

[ TEMATY ]

rozmowa

papież Franciszek

Joe Biden

Wikipedia/Michael Stokes

Joe Biden

Joe Biden

Joe Biden rozmawiał w czwartek telefonicznie z papieżem Franciszkiem - poinformował sztab Demokraty. Polityk wyraził gotowość współpracy w sprawach pomocy najbiedniejszym, integracji migrantów i uchodźców oraz przeciwdziałania zmianom klimatycznym.

Biden - który zgodnie z danymi z komisji wyborczych ma już zapewnioną liczbę głosów elektorskich potrzebnych, by zasiąść w Gabinecie Owalnym - podziękował w rozmowie papieżowi za jego błogosławieństwo oraz powyborcze gratulacje.

Wyraził także uznanie dla działań Franciszka w "promowaniu pokoju i pojednania".

Biden zadeklarował wolę współpracy ze Stolicą Apostolską w "opiece nad marginalizowanymi i biednymi, stawianiu czoła kryzysowi zmian klimatycznych czy przyjmowaniu oraz integrowaniu imigrantów i uchodźców". Odbywać to się ma przy "współdzielonej wierze w godność oraz równość całej ludzkości".

Po zaprzysiężeniu Biden będzie drugim po Johnie F. Kennedym katolikiem na najwyższym urzędzie w USA. 78-latek co tydzień chodzi do kościoła w rodzinnym Wilmington, przy sobie nosi różaniec, a w kampanijnych przemówieniach cytował papieskie encykliki. (PAP)

mobr/ kar/

CZYTAJ DALEJ

Rusza projekt Polacy Zmieniają Świat

2020-11-24 18:37

[ TEMATY ]

KUL

Polacy

projekt

KUL

Polacy chcą zmieniać świat. Służyć temu ma międzynarodowy projekt, za którym stoi Konsorcjum Gospodarcze Bezpieczeństwo Polski.

Cel - połączyć naukę z biznesem, wyróżnić osiągnięcia Polaków w dziedzinie nauki i techniki, wzmocnić współpracę spółek Skarbu Państwa z naukowcami i ekspertami mieszkającymi i pracującymi poza granicami Polski.

Czy Polacy mogą zmienić świat? Nie mają co do tego wątpliwości inicjatorzy projektu, za którym stoi Konsorcjum Gospodarcze Bezpieczeństwo Polski. Założenia projektu „Polacy Zmieniają Świat. Innovation Hub" zostały zaprezentowane podczas konferencji prasowej w siedzibie PAP w Warszawie z udziałem Ministra Edukacji i Nauki Przemysława Czarnka, Sekretarza Stanu w Ministerstwie Aktywów Państwowych Artura Sobonia, Pełnomocnika Rządu do spraw Polonii i Polaków za granicą Jana Dziedziczaka, rektorów KUL, AGH i Politechniki Warszawskiej, a także prezesów spółek Skarbu Państwa. Podczas niej padło wiele ważnych deklaracji i słów poparcia dla inicjatywy. List wystosował Wiceprezes Rady Ministrów Jacek Sasin. - Tworzy się niepowtarzalna przestrzeń do rozwoju nauki, techniki, innowacyjności. Jestem dumny, ze liderem projektu jest KUL Jana Pawła II - napisał.

Minister Edukacji i Nauki, Przemysław Czarnek zaznaczył, że priorytetowe jest sięgnięcie po wybitne doświadczenia i osiągnięcia naszych rodaków za granicą. - Jestem przekonany, ze musimy wzmocnić działania, mając na uwadze wolę Polaków do współpracy. Marka KUL jest rozpoznawalna na świecie. Do tego Politechnika Warszawska i AGH - uczelnie jedyne w swoim rodzaju. Wspólnie tworzą projekt o charakterze międzynarodowym, który będzie przeze mnie wspierany - podkreślił.

Sekretarz Stanu w Ministerstwie Aktywów Państwowych Artur Soboń przypomniał, że wielu Polaków, którzy musieli wyemigrować z kraju, osiągnęło sukces zawodowy. - Są profesorami, doradcami, ekspertami w swoich dziedzinach. W ramach projektu szukamy sposobów, aby ich kompetencje wykorzystać dla Polski i naszych najważniejszych podmiotów gospodarczych.

Ważną rolę w projekcie ogrywają renomowane polskie uczelnie. Koordynacja projektu spoczywa na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II, a jego pomysłodawcą był ks. dr hab. Włodzimierz Broński, prof. KUL z Katedry Negocjacji i Mediacji. Rektor KUL ks. prof. Mirosław Kalinowski dziękował wszystkim zaangażowanym w przedsięwzięcie, w tworzenie wspólnego dobra, które powraca. Zaznaczył, że uniwersytet do projektu wniesie tradycję i nowoczesność. – Chcemy otworzyć przedsięwzięcie na infrastrukturę eklezjalną – parafie, grupy, wspólnoty rozproszone po świecie, a których działania wpisują się w ten projekt.

Kapitałem, jaki do projektu wniesie Akademia Górniczo-Hutnicza im. S. Staszica w Krakowie, jest współpraca z wybitnymi inżynierami i wynalazcami z całego świata. Wśród nich są także uczeni pochodzący z Polski. - Utrzymujemy bliskie kontakty z organizacjami uczonych polonijnych, takimi jak np.: Rada Polskich Inżynierów w Ameryce Północnej, Europejska Federacja Polonijnych Stowarzyszeń Naukowo-Technicznych czy Stowarzyszenie Polonia Technic - podkreślił Rektor AGH prof. dr hab. inż. Jerzy Lis.

KUL

Rektor Politechniki Warszawskiej, prof. dr hab. inż. Krzysztof Zaremba, widzi w projekcie niezwykle dużą szansę . - Wiedza polskich ekspertów w zestawieniu z programami wspierającymi innowacyjną działalność zyskuje realną szansę konkurencyjnego działania w otoczeniu społeczno-gospodarczym – zauważył.

Potrzebę wzmacniania Polskości oraz korzyści, jakie może przynieść projekt, dostrzegają również najważniejsze spółki Skarbu Państwa, w tym KGHM Polska Miedź S.A. - KGHM prowadzi działania innowacyjne i inwestuje w swoich pracowników. Liczymy na współpracę dotyczącą m.in. ochrony środowiska - mówiła Wiceprezes Zarządu ds. Finansowych Katarzyna Kreczmańska-Gigol.

Prezes Zarządu PGE Dystrybucja Marcin Kowalczyk zwrócił uwagę na zaangażowanie w projekt różnorodnych podmiotów. - Współpraca różnych środowisk i branż będzie miała wpływ na wypracowania nowatorskich projektów i rozwiązań systemowych – zaznaczył.

Szansę na dalszy rozwój spółki dzięki projektowi i umocnienie jej pozycji rynkowej dostrzega członek zarządu Grupy Azoty PUŁAWY Andrzej Skwarek. - Udział w projekcie „Polacy zmieniają świat" stanowi szansę na nowe otwarcie, platformę wymiany wiedzy i doświadczeń oraz możliwość nawiązania międzynarodowej współpracy - podkreśla.

Prezes Enei Operator Andrzej Kojro poruszył wątek korzyści biznesowych. - Obecnie w swoim portfolio mamy już kilkanaście podpisanych umów o współpracy . Nasz udział w projekcie jest więc naturalną konsekwencją podjętych już działań i rozszerzeniem współpracy o ośrodki spoza kraju – mówił.

Współpracę biznesu i nauki w ramach projektu chce także rozwijać Bogdanka SA. Prezes spółki Artur Wasil uważa, że uczestnictwo w projekcie przyczyni się do promocji nie tylko firmy, ale również regionu. - Bogdanka od lat jest liderem w branży wydobycia węgla kamiennego, wyróżniając się na jej tle nowoczesnością i efektywnością. Te działania pozwolą wykorzystać nasze doświadczenie na polu współpracy biznesu i nauki.

W projekcie weźmie udział również TUW PZUW, które nawiązując do tradycji towarzystw ubezpieczeniowych z okresu zaborów, wspiera ciekawe projekty naukowe i biznesowe. - Nasz kapitał to my sami. To Polacy, którzy zmieniają świat i dla których nie ma rzeczy niemożliwych – podkreśla prezes spółki Rafał Kiliński.

Liderem naukowym projektu jest Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II, któremu towarzyszą Politechnika Warszawska i Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie. Inicjatorem przedsięwzięcia jest Konsorcjum Bezpieczeństwo Gospodarcze Polski, w skład którego wchodzą spółki Skarbu Państwa: Grupa Azoty SA, KGHM Polska Miedź SA, PGNIG SA, PGE Dystrybucja SA, Towarzystwo Ubezpieczeń Wzajemnych PZUW, Enea Operator, LW „Bogdanka". Wymianę myśli, idei i pomysłów ułatwi platforma komunikacyjna stworzona na stronie www.PolacyZmieniajaSwiat.pl.

Patronat medialny nad projektem objęły: Polskie Radio, Polska Agencja Prasowa oraz TVP INFO.

CZYTAJ DALEJ

Biżuteria z misją - kupując Coriss wspierasz budowę studni w Czadzie

2020-11-25 08:14

[ TEMATY ]

misje

Afryka

Materiał prasowy /misjesercanow.pl

O krzyżykach sercańskich w nowej odsłonie, idei marki Coriss oraz o tym, jak to się stało, że biżuteria stała się cegiełką misyjną, opowiada twórca tego wyjątkowego projektu, ks. Piotr Chmielecki SCJ, zastępca Sekretarza Misji Zagranicznych Księży Sercanów.

Jak zrodziła się idea biżuterii sercańskiej?

Wszystko zaczęło się w grudniu 2011 roku od dramatycznego maila sercańskich misjonarzy z Filipin. Szukali oni pomocy dla ofiar tajfunu Sendong, który zabił 1200 osób i zmiótł z powierzchni ziemi 9000 domów. Misjonarze zaczęli zbierać pieniądze, aby wybudować całkowicie nową wioskę, z 600 domkami po 28 m2 każdy.

Chociaż bardzo chcieliśmy pomóc, stan naszego konta nie pozwalał na tak ogromne wsparcie. Wtedy zrodził się pomysł, aby wesprzeć filipińską inicjatywę poprzez sprzedaż srebrnych krzyżyków zwanych sercańskimi (równoramienny krzyż z pustym sercem w środku). Ich wytwarzanie było jednak zbyt kosztowne, żeby uzyskać realny dochód, który moglibyśmy przekazać misjonarzom.

Wtedy jubiler z Bełchatowa, który tworzył krzyżyki, zaproponował rozwiązanie: produkcję krzyżyków sercańskich ze starej biżuterii. Tak zrodził się projekt Zbieramto i rozpoczęła zbiórka srebrnego i złotego „złomu”. Dziś na liczniku mamy 354 kg srebra i prawie 5 kg złota.

Dzięki zamianie tych kruszców na krzyżyki sercańskie i ich sprzedaży udało się uzyskać 1,5 miliona złotych na pomoc misjom. Kiedy projekt na Filipinach został zrealizowany i udało się wybudować wioskę dla ofiar tajfunu, zyski ze zbiórki starej biżuterii zostały przekierowane do Czadu.

Czad to jeden z najgorętszych i najbiedniejszych krajów świata, gdzie dostęp do czystej wody głębinowej jest dla wielu ludzi nieosiągalnych luksusem. Przez ostatnie 5 lat – dzięki projektowi Zbieramto i darowiznom finansowym – wysłaliśmy misjonarzom w Afryce środki na wybudowanie 150 studni.

Skąd pomysł na zamknięcie sklepu z misją i sprzedaż krzyżyków sercańskich pod nową marką?

Przed kilka lat nasze krzyżyki sercańskie były sprzedawane przede wszystkim w parafiach, równolegle ze zbiórką niepotrzebnej i zdekompletowanej srebrnej i złotej biżuterii. Z czasem trafiły do sklepów internetowych naszych przyjaciół, aż w końcu udało się nam stworzyć własną witrynę – sklepzmisja.pl. Czuliśmy jednak, że krzyżyk sercański w „Sklepie z misją” to dość skomplikowany organizacyjnie i komunikacyjnie twór… Zależało nam na dotarciu do większej grupy odbiorców i pokazaniu, że biżuteria katolicka też może być tworzona profesjonalnie. Tak powstała marka biżuterii Coriss.

Jaka jest idea marki Coriss?

Coriss to skrót pochodzący od dwóch słów: Cor Iesuss. Tłumacząc z języka łacińskiego znaczą one dosłownie "Jezus, który cały jest sercem". Dzięki tej biżuterii chcemy opowiadać o miłości Boga do człowieka. Bóg najmocniej powiedział nam o niej poprzez dobrowolną śmierć Jezusa na krzyżu. On też zaprasza nas do odpowiedzi na Jego miłość. Dzięki zakupom w Coriss.pl okazujemy miłość i miłosierdzie ludziom tak ubogim, że dla przeciętnego Europejczyka jest to trudne do wyobrażenia.

Czym biżuteria Coriss różni się od produktów komercyjnych firm? Co wyróżnia te produkty?

Przede wszystkim w ofercie mamy produkty naszych autorskich projektów, których cechą charakterystyczną jest bogata symbolika. Poza nimi do sklepu Coriss.pl wprowadziliśmy jedynie najbardziej rozpoznawalne dewocjonalia, takie jak cudowny medalik Matki Bożej czy medalik św. Benedykta. Wyróżnia nas to, że produkujemy tylko w Polsce, a niektóre krzyżyki sercańskie jubiler wytwarza od początku do końca ręcznie. Nie "oszukujemy" na złocie. Nasza biżuteria powstaje z żółtego kruszcu próby 585 (14 k), a nie, jak to często bywa w przypadku sieciowej konkurencji, ze złota próby 375 (10 k) czy 333 (9 k).

My również jesteśmy w pewnym sensie komercyjni, bo na przykład kupujemy reklamy, nieustannie poprawiamy wygląd i funkcjonalności sklepu internetowego, staramy się dostarczyć jak najszybciej pięknie zapakowane produkty, ale cel naszej działalności jest inny. Dochody ze sprzedaży biżuterii Coriss są przekazywane misjonarzom do Czadu na budowę studni głębinowych. Taki odwiert zmienia całkowicie los ludzi, pośród których Ewangelię głoszą polscy misjonarze. Mieszkańcy dostają dostęp do czystej wody i nie muszą już pić zanieczyszczonej, która wygląda jak kawa z mlekiem.

Poza tym, bez wątpienia czymś, co nas wyróżnia, jest wyjątkowa społeczność, którą tworzą osoby noszące krzyżyki sercańskie i inne produkty Coriss. Razem z Darczyńcami Sekretariatu Misji Zagranicznych osoby te włączają się do Sercańskiej Rodziny Misyjnej. Jako księża sercanie obejmujemy je naszą modlitwą. Zależy nam na budowaniu więzi i wzajemnym wsparciu.

Więcej informacji oraz misyjny sklep z biżuterią: Zobacz

CZYTAJ DALEJ
Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję