Reklama

GPS na życie

Puzzle z owocem (2)

2015-04-28 11:36


Niedziela Ogólnopolska 18/2015, str. 54-55

sveta/Fotolia

Owoce Ducha Świętego – konsekwencja naszego oddania Panu Bogu i odbicie wzrostu naszej wiary i dojrzałości duchowej. Jak odkrywać je w swojej codzienności? Podpowiedzią mogą być świadectwa tych, którzy walczą o owocowanie Boga w sobie. Po miłości, pokoju i cierpliwości – czas na: wierność, łaskawość i dobroć. Zapraszamy do odkrywania kolejnych części „owocowych puzzli”!

Wierność

Pisząc o wierności jako owocu Ducha Świętego w moim życiu, chcę podkreślić prawdę wyrażoną przez św. Pawła Apostoła: „Jeśli my odmawiamy wierności, On wiary dochowuje, bo nie może się zaprzeć siebie samego" (2 Tm 2, 13). Moja osobista wierność przejawia się „w niewielu rzeczach” (por. Mt 25, 21. 23), odkrywam jednak, że Bóg nie oczekuje ode mnie perfekcjonizmu, ale pogłębiania relacji z Nim.

Pan „poślubił mnie sobie przez wierność” (por. Oz 2, 22), kiedy chodziłem do liceum, wkładając w moje dłonie różaniec. Gdy zacząłem się na nim modlić, stanąłem przed wyborem – albo zrezygnować z odmawiania go, albo przestać ciężko grzeszyć. Odtąd, od dwudziestu lat, staram się żyć na co dzień w przyjaźni z Jezusem. Proszę Go, bym już nigdy nie stracił więzi z Nim. Pomimo dojmującego doświadczenia własnej grzeszności, towarzyszy mi przekonanie, że dopóki trwam w łasce uświęcającej, jestem na dobrej drodze!

Zaproszeniem do „powtórnych narodzin z Ducha” (por. J 3, 3. 5) było też natchnienie, jakie otrzymałem na początku Wielkiego Postu w 2010 r. Pojawiło się wtedy we mnie pragnienie, które uczyniłem swoim postanowieniem, aby w tym szczególnym czasie każdego dnia uczestniczyć we Mszy św. Zasmakowałem wówczas w Eucharystii do tego stopnia, że nie przestałem na nią przychodzić codziennie także po zakończeniu okresu czterdziestodniowej pokuty. Z pomocą Ducha Świętego wierny jestem temu zwyczajowi po dzień dzisiejszy, a raczej to Bóg jest mu wierny. Zauważam bowiem, że kiedy czuję się bardziej niż zwykle niegodny albo wyjątkowo zmęczony i najchętniej odpuściłbym sobie, okoliczności tak się układają, że jednak muszę wstać i pójść do kościoła, bo np. umówiłem się tam na załatwienie jakiejś sprawy przy okazji Mszy.

Reklama

Zdumiewająca jest wierność Boga!

Bartosz

Łaskawość

Przekonałam się, że Bóg istnieje, kiedy miałam 18 lat. Bóg, który kocha, który mnie stworzył, który nieustannie otacza świat swoją miłością. To było odkrycie! Największy „przewrót kopernikański” w moim niełatwym do tej pory życiu.

Dar nawrócenia pociągnął za sobą radykalną zmianę sposobu życia i konieczność odwrócenia się od wielu grzechów. Prawie z dnia na dzień, podejmując regularną modlitwę i codzienną Eucharystię, zaczęłam żyć w czystości i trzeźwości. Dominujące wcześniej poczucie pustki i bezsensu życia zamieniło się w przekonanie o tym, że Życie to najpiękniejszy dar, który otrzymałam od Boga.

Od momentu nawrócenia minęło już 12 lat. Trwając przy Bogu, widzę, jak nieustannie zmienia mnie i pozwala dojrzewać w wierze i człowieczeństwie, które wydaje mi się owocem wiary i działania Ducha Świętego w moim życiu. Ostatnio wracając po raz kolejny do swojej trudnej przeszłości, uświadomiłam sobie, jak wiele, a właściwie wszystko zawdzięczam Bożej łasce. Bóg uratował moje życie i nieustannie to czyni. Ta świadomość bardzo zmienia mnie samą, ale także moje spojrzenie na drugiego człowieka, czyniąc je coraz bardziej życzliwym, delikatnym i łaskawym. Skoro sama tak bardzo doświadczam dobroci i łaski Boga, nie mogę zostawiać jej dla siebie. Wobec własnego grzechu, słabości i mocy Boga każdy człowiek staje się moim bratem, tak bardzo podobnym do mnie samej. Boli mnie, kiedy patrzę na ludzi zachowujących się jak uczeni w Piśmie i faryzeusze z Ewangelii o kobiecie cudzołożnej (por. J 8, 1-11). Mam wrażenie, że patrząc na innych, nieustannie oceniają: dobry–zły; katolik–niewierzący; człowiek porządny–dziwak itd. Chrystus uczy mnie nie oceniać, nie wydawać sądów nawet we własnym wnętrzu, patrzeć łaskawie na mojego brata, którego historia życia, a także intencje pozostają często tajemnicą znaną tylko Bogu. Nieraz myślę, że w niebie wszyscy zdziwimy się, spotykając tych, którzy nas wyprzedzili w drodze do świętości: dobrych łotrów, wielu celników i grzeszników naszych czasów.

Magdalena

Dobroć

Do śmierci taty mieliśmy radosne i szczęśliwe dzieciństwo. Potem trzeba było sprzedać majątek rodzinny i przeprowadzić się do Warszawy. Wysłano mnie do Petersburga, do Korpusu Kadetów. Mama, dostrzegłszy moją rusyfikację, zabrała mnie do gimnazjum w Warszawie. Gdy miałem 14 lat, zostałem sierotą. Jestem wdzięczny cioci Petroneli, siostrze taty, za troskę i miłość, jaką otoczyła mnie i trójkę mojego młodszego rodzeństwa. Dzięki niej kontynuowałem naukę w Szkole Rolniczo-Leśnej w Puławach.

Młodość to czas wielkich ideałów. Gdy zatem pojawiła się możliwość, by zawalczyć o Niepodległą, wraz z kolegami ruszyliśmy do powstania styczniowego. Jak wielu innych, też zostałem ranny, amputowano mi nogę. To był cios. Czułem się do niczego nieprzydatny. Stale jednak doświadczałem dobroci Bożej, mimo przeciwności. Choć byłem w niewoli, znaleźli się ludzie, którzy pomogli mi się stamtąd wydostać i cudem uniknąć zsyłki na Sybir. Wiele dobra doświadczyłem ze strony przyjaciół, dzięki którym otrzymałem protezę, a nawet odbyłem studia malarskie w Monachium. Zaczęto mnie uważać za znawcę przedmiotu. A ja wciąż szukałem. Nowego ideału? Malując obraz „Ecce Homo”, zdecydowałem: wstąpię do jezuitów. Że nie była to droga dla mnie, przekonałem się w pół roku. Doświadczyłem depresji, potrzebne było leczenie w zakładzie dla nerwowo chorych. Pobyt u brata Stanisława na Podolu pomógł mi odzyskać równowagę. Przyszła fascynacja św. Franciszkiem z Asyżu i nowe patrzenie na życie, na ludzi, na świat.

W Krakowie otworzyłem pracownię malarską. Dosłownie – by mogli w niej zatrzymać się na nocleg i posiłek najbiedniejsi... Środków ze sprzedaży obrazów nie wystarczało, by przygarnąć wszystkich biednych, aby ich ogrzać. Tylko serce rosło. Zamieszkałem razem z nimi. Rodzinie napisałem: „Obiit Adamus Chmielowski, natus est frater Albertus”. Zaczęło się nowe życie, a właściwie praca, by mogło nadejść królestwo dobra, prawdy i sprawiedliwości, którego jeszcze nie ma, a które kiedyś będzie, gdy więcej osób przekona się, że: „Powinno się być dobrym jak chleb; powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole, z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się, jeśli jest głodny”.

Brat Albert Chmielowski

Reklama

Pogrzeb śp. Marka Tarnowskiego – zamordowanego na plebanii kościoła św. Augustyna

2019-04-25 10:07

mag / Warszawa (KAI)

- Nagła śmierć naszego współbrata pokazuje nam jak ważne jest przygotowanie do spotkania z Chrystusem – podkreślił kard. Kazimierz Nycz w czasie pogrzebu śp. Marka Tarnowskiego, zamordowanego na plebanii kościoła św. Augustyna na stołecznym Muranowie.

Anna Druś/Archidiecezja Warszawska

Uroczystości odbyły się w kościele św. Feliksa z Kantalicjo na stołecznym Marysinie, gdzie zmarły należał do wspólnoty Drogi Neokatechumenalnej. Liturgię, której przewodniczył metropolita warszawski koncelebrowało wielu kapłanów związanych ze wspólnotą.

– Nagła śmierć waszego współbrata pokazuje nam jak ważne jest przygotowanie na spotkanie z Chrystusem – powiedział kard. Kazimierz Nycz. - Ta spowiedź tuż przed śmiercią. Spowiedź na końcu Drogi Neokatechumenalnej, która szedł – to jest nauka dla nas wszystkich, byśmy nie tyle bali się śmierci nagłej, ile bali się śmierci nieprzygotowanej - podkreślił.

Kard. Nycz przestrzegł jednocześnie członków wspólnoty Drogi Neokatechumenalnej przed sakralizacją zła i grzechu, nawet, gdy patrzymy na to, co się stało z perspektywy Zmartwychwstania. - Zło pozostaje złem. Gdybyśmy tą drogą poszli za daleko, bylibyśmy o krok od powiedzenia, że Pan Bóg tak chciał. A to przecież nie byłoby prawdą Po liturgii ciało zmarłego spoczęło na pobliskim cmentarzu.

W czwartek 11 kwietnia br. na plebanii kościoła pw. św. Augustyna na warszawskiej Woli napastnik zaatakował 64- letniego p. Marka Tarnowskiego, ojca jednego kapłanów archidiecezji warszawskiej, katechistę Drogi Neokatechumenalnej. Mężczyzna wychodził z plebanii, gdzie przystępował do sakramentu pokuty. W jego obronie stanął jeden z dyżurujących kapłanów. On również został zaatakowany przez napastnika.

Ciężko pobity Marek Tarnowski mimo reanimacji nie przeżył.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prymas Polski: w świecie naznaczonym lękiem i śmiercią mamy nieść pokój i radość

2019-04-25 18:29

bgk / Gniezno (KAI)

„Jesteśmy wezwani, aby w tym świecie, takim, jakim on jest, naznaczonym lękiem i śmiercią, pozbawionym nadziei, sparaliżowanym tak wieloma dramatami, nieśli pokój i radość Chrystusa” – mówił dziś w Mielżynie abp Wojciech Polak, odnosząc się do niedzielnych tragicznych wydarzeń na Sri Lance.

Piotr Drzewiecki

Prymas Polski wziął udział w obchodach 100-lecia obecności i posługi w Mielżynie sióstr dominikanek. Zgromadzenie od początku prowadzi tam działalność dobroczynną, opiekując się w sposób szczególny młodzieżą niepełnosprawną intelektualnie i ruchowo.

W homilii Mszy św. stanowiącej centralny punkt jubileuszowych obchodów abp Wojciech Polak postawił pytanie o nasze świadectwo wiary, a konkretnie o radość wiary, której brak papież Franciszek nazwał cechą, a nawet wręcz chorobą wielu chrześcijan.

- Dlaczego boimy się radości? Co nie pozwala nam prawdziwie ucieszyć się bliskością Zmartwychwstałego Pana? – pytał Prymas. – Wolimy się smucić, niż cieszyć może dlatego, że łatwiej jest poruszać się w ciemnościach niż w blasku. Łatwiej jest żyć w lęku, niż otworzyć się na nowość życia. Często brakuje nam radości, bo się po prostu boimy. Czujemy się wciąż przytłoczeni tragedią krzyża, naszymi trudnymi doświadczeniami, naszą przeszłością. Jesteśmy więc, jak mówił swoim uczniom Jezus, zmieszani i różne wątpliwości budzą się w naszych sercach – mówił abp Polak, przypominając, że przecież nie do tego jesteśmy powołani.

„Zmartwychwstały wzywa nas, abyśmy w tym świecie, takim, jakim on jest, tak często naznaczonym lękiem i smutkiem, tak mocno doświadczonym ludzkim cierpieniem i śmiercią, w świecie owładniętym niepewnością i jakże często wręcz sparaliżowanym tak wieloma tragicznymi wydarzeniami, jak choćby w tych ostatnich dniach męczeńską śmiercią tylu chrześcijan na Sri Lance, w świecie przenikniętym samotnością i ostatecznie pozbawionym nadziei, nieśli Jego pokój i radość” – podkreślił Prymas.

Metropolita gnieźnieński nawiązał też do świętowanego jubileuszu zaznaczając, że wezwanie to od stulecia wiernie wypełniają w Mielżynie siostry dominikanki, dla których radość i nadzieja zmartwychwstania jest motywem miłości i służby drugiemu.

„Poczynając od klasztoru i domu dla sierot, poprzez prowadzoną do wybuchu II wojny światowej Szkołę Gospodarstwa Domowego, aż po prowadzony nieprzerwanie od 1956 roku zakład dla dzieci i młodzieży z niepełnosprawnością ruchową i intelektualną, były i są dla tej witkowskiej ziemi zwiastunami nadziei i radości w Panu” – mówił abp Polak.

Na koniec przypomniał słowa pierwszego Prymasa odrodzonej Polski kard. Edmunda Dalbora, który nawołując do troski i miłości o drugich, zwłaszcza o potrzebujących pomocy, zwykł mówić, że „zadaniem naszym jest rany zabliźniać, kolce goryczy bliźnim ostrożnie i miłościwie wyciągać, by im ułatwić przyjście do równowagi i do powrotu do lepszego sposobu życia i do zajęć odważniejszych (…) Dlatego też jako chrześcijanie – dodawał – powinniśmy mieć zawsze współczucie dla naszych bliźnich”.

Mielżyn jest jedną z większych placówek zgromadzenia sióstr dominikanek w Polsce. W klasztorze znajdującym się przy Domu Pomocy Społecznej mieszka i pracuje 18 sióstr. W chwili obecnej 13 sióstr bezpośrednio służy osobom niepełnosprawnym, pozostałe zaś z klasztoru wspierają ich posługę swoimi modlitwami i cierpieniami. Jako wolontariusze w Domu Pomocy Społecznej służą także klerycy Prymasowskiego Wyższego Seminarium Duchownego w Gnieźnie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem