Reklama
- 1. Rozliczenie nadużyć i komisja ekspercka
- Ryzyko utraty wiarygodności: Biskup ostrzega, że bez pełnej „przezroczystości” w kwestii ochrony dzieci, wiarygodność Kościoła całkowicie spadnie.
- Regres w działaniach: Duchowny przyznaje, że w ogólnym odbiorze widać obecnie regres w procesie rozliczania przeszłości, co może wynikać ze zmęczenia tematem lub lęku.
- Apel o dialog: W obliczu sporu o kształt komisji ds. zbadania nadużyć (zespół abp. Polaka vs zespół bp. Odera), bp Ważny apeluje o spotkanie obu grup i wypracowanie wspólnej, „idealnej” wizji, zamiast blokowania dyskusji.
- 2. Relacje z osobami skrzywdzonymi
- Pielgrzymka na Jasną Górę: Pierwsza pielgrzymka osób skrzywdzonych została oceniona jako przełomowa. Jasna Góra została wskazana jako najlepsze miejsce do „poskarżenia się” i szukania pocieszenia u Matki, co ma wymiar głęboko symboliczny i terapeutyczny.
- Obrzeża Kościoła: Wydarzenie to pokazało, że w Kościele jest miejsce dla osób czujących się zmarginalizowanymi (zarówno skrzywdzonych, jak i np. zwolenników liturgii tradycyjnej).
- 3. Nauczanie religii i katecheza
- Spadek frekwencji: Ograniczenie liczby lekcji religii do jednej godziny tygodniowo wyraźnie utrudniło uczniom uczestnictwo i wpłynęło na mniejszą frekwencja.
- Rola katechety: Nowa podstawa programowa nie wystarczy – kluczowa jest osobowość nauczyciela. Jeśli katecheta będzie „świadkiem”, a nie tylko urzędnikiem, lekcja religii ma szansę stać się przestrzenią rozmowy o sensie życia.
- Reforma katechezy parafialnej: Kościół przygotowuje nowy system katechezy w parafiach (dokument roboczy ma być gotowy na początku 2026 r.). Ma to być powrót do źródeł – wiara powinna być przekazywana we wspólnocie, a nie tylko w szkolnej ławie.
- 4. Kontekst Kościoła powszechnego
- Zmiany personalne: Rok 2025 został określony jako czas przełomów – śmierć papieża Franciszka i wybór jego następcy, Leona XIV, znacząco wpłynęły na życie Kościoła.
- Rok Jubileuszowy: Wydarzenia takie jak Jubileusz Młodzieży w Rzymie pokazały, że młodzi ludzie wciąż szukają wspólnoty i sensu w wierze.
Zmiany w organizacji lekcji religii negatywnie wpłynęły na frekwencję – powiedział PAP biskup sosnowiecki Artur Ważny. Jego zdaniem przyszłość lekcji religii zależy od świadectwa katechetów i od tego, czy lekcje te staną się miejscem rozmowy o Bogu, kulturze, relacjach i sensie życia.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Zapytany o ocenę zmian wprowadzonych przez MEN w organizacji lekcji religii, które od września 2025 r. odbywają się w wymiarze jednej godziny tygodniowo, obowiązkowo na pierwszej lub ostatniej lekcji, bp Ważny przyznał, że zmiana ta utrudniła młodzieży uczestnictwo w lekcjach religii i negatywnie wpłynęła na frekwencję.
– Czy będzie się zmniejszać dalej, w dużej mierze będzie zależało od jakości lekcji religii i od świadectwa, które będą dawać nauczyciele religii, od stylu, który będą prezentować – stwierdził.
Mówiąc o zaprezentowanej w grudniu przez biskupów nowej podstawie programowej do lekcji religii, powiedział, że sam dokument to tylko narzędzie, kluczowe zaś jest to, jak zostanie wcielony w życie.
– Jeśli nowe treści będą naprawdę dotykały pytań i doświadczeń dzisiejszych uczniów, to religia przestanie być „przedmiotem o przeszłości”, a stanie się przestrzenią rozmowy o Bogu, o szukaniu Go, o kulturze, o sensie życia, a także o relacjach i sumieniu – mówił.
Zdaniem bpa Ważnego zmiany mogą dać skutek, ale pod jednym warunkiem – że nauczyciele religii będą świadkami, a nie tylko wykonawcami programu.
Reklama
– Jeśli spotkają nauczycieli, którzy potrafią słuchać, rozumieć i mądrze towarzyszyć, wtedy szkoła i lekcje religii staną się miejscem, w którym wiara może być odkrywana, a nie tylko oceniana – powiedział.
Oceniając decyzję podjętą przez KEP w czerwcu 2025 r., zgodnie z którą zespół pod kierownictwem prymasa Polski abpa Wojciecha Polaka zakończył pracę nad powołaniem komisji ekspertów ds. zbadania zjawiska wykorzystywania seksualnego małoletnich, a w jego miejsce powstał zespół kierowany przez bpa Sławomira Odera, przyznał, że „napięcia związane z powstaniem komisji są duże”.
– Próbuję rozumieć różne stanowiska i rodzące się obawy. Jestem zwolennikiem rozmawiania o wizjach i niepokojach. Inaczej wszyscy przegramy. Może naiwnie, ale wciąż liczę na możliwe porozumienie – powiedział.
Odniósł się również do listu otwartego, który w listopadzie skierował do KEP były członek Zarządu Fundacji Świętego Józefa KEP (w latach 2020-2023) ks. Grzegorz Strzelczyk wraz z grupą ekspertów. Zdaniem ks. Strzelczyka „projekt autorstwa bpa Odera zmierza do osłabienia niezależności komisji i daje biskupom możliwość ingerowania w jej prace”.
Bp Ważny podkreślił, że podziela opinię przewodniczącego Komisji Wyjaśnienie i Naprawa Spraw Wrażliwych Diecezji Sosnowieckiej Tomasza Krzyżaka, który zasugerował, że potrzebne jest spotkanie obu zespołów, które pracowały nad dokumentami komisji – tego pod przewodnictwem abpa Polaka i bpa Odera – i wspólne omówienie spornych kwestii.
Reklama
– Krzyżak zasugerował, że obie propozycje – zarówno ta zespołu księdza prymasa, jak i zespołu księdza biskupa Odera – miały wady i zalety. Może dzięki połączeniu tych dwóch nieidealnych wizji możliwe byłoby stworzenie wizji idealnej? Naprawdę wierzę, że ciągle możemy o tym rozmawiać i wykorzystywać potencjał całego Kościoła. Dlatego sądzę, że rozmowa nigdy nie jest czymś złym. Jeśli chcemy stworzyć komisję, która realnie będzie służyć dobru całego Kościoła, zwłaszcza skrzywdzonym, jeśli rzeczywiście mamy tylko jeden strzał – to byłoby dobrze, gdybyśmy rozmawiali – mówił.
Hierarcha przyznał, że w temacie ochrony małoletnich w Kościele w Polsce widać pewien regres. Według niego wynika on „ze zmęczenia, z braku rozmowy albo z jakichś obaw, które gdzieś tam w każdym mieszkają”.
– Uważam, że powinniśmy te obawy oswajać, zaopiekować się tymi lękami, niepewnością związaną z tą komisją i odważnie zmierzyć się z tym problemem. Nie ma innej drogi, bo jeśli w kwestii ochrony dzieci nie będzie przezroczystości, to nie będziemy iść naprzód, a nasza wiarygodność całkowicie spadnie – ocenił.
PUBLIKUJEMY CAŁY WYWIAD
PAP: Jakie wydarzenia w Kościele w Polsce były zdaniem księdza biskupa najważniejsze w tym roku?
Bp Artur Ważny: Na pewno na życie Kościoła w Polsce wpłynęły wydarzenia znaczące dla Kościoła powszechnego – Rok Jubileuszowy, śmierć papieża Franciszka i wybór Leona XIV.
Ważność wydarzeń rzadko bywa absolutna. Najczęściej rodzi się z miejsca, w którym stoimy, z krajobrazu, który znamy, i z historii, którą nosimy. Z tej perspektywy – mojej, diecezjalnej, ale też polskiej – takim znakiem czasu jest rozpoczęcie peregrynacji obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Wędrówki, która nie jest logistycznym przedsięwzięciem, lecz duchowym ruchem: przechodzeniem przez parafie, domy, sumienia.
Reklama
W sierpniu 2025 r. obraz wyruszył z Sosnowca, otwierając trzecią ogólnopolską peregrynację – inicjatywę wyrastającą z modlitwy i profetycznej intuicji bł. kardynała Stefana Wyszyńskiego. To nie był start w sensie technicznym. To był początek drogi, która ma przypominać, że Kościół żyje wtedy, gdy wychodzi, idzie – od człowieka do człowieka.
Nie bez znaczenia pozostaje również obecność tysięcy młodych Polaków na Jubileuszu Młodzieży w Rzymie, przeżywanym w ramach Roku Jubileuszowego 2025 „Pielgrzymi Nadziei”. Ten tłum nie był anonimowy. To był znak pytania postawionego światu: czy wciąż jest przestrzeń na wspólnotę, na sens, na wiarę przeżywaną razem? Takie spotkania nie rozwiązują wszystkiego. Ale bywają początkiem. Iskrą, która – jeśli trafi na podatny grunt – może zapalić coś więcej: odnowę wiary, odpowiedzialność, zaangażowanie. Także tu, na miejscu, w kraju.
PAP: Jednym z ważniejszych wydarzeń kończącego się roku była „Pielgrzymka z obrzeży Kościoła” – pierwsza pielgrzymka osób skrzywdzonych na Jasną Górę. Skąd taki pomysł?
Bp A.W.: Trzeba oddać sprawiedliwość innym, ja zostałem na to wydarzenie zaproszony przez organizatorów. To dla mnie wyróżnienie. Wiem, że organizatorzy chcieli, aby mszy świętej na Jasnej Górze przewodniczył biskup, byśmy mogli modlić się razem, a nie osobno czy tym bardziej przeciw sobie. Sanktuarium jasnogórskie, dom Matki, to najlepsze miejsce, w którym ludzie ochrzczeni, dzieci jednego Ojca, mogą się spotkać, porozmawiać i pomodlić wspólnie. Nie w kontrze do nikogo, ale w poszukiwaniu jedności w wielorakiej różnorodności.
PAP: Jakie widzi ksiądz biskup owoce tej pielgrzymki?
Reklama
Bp A.W.: Podczas samej pielgrzymki wielu ludzi skorzystało, często po latach, z sakramentu pokuty i pojednania. Wielu przybyło na Jasną Górę także po wielu latach nieobecności, a nawet pierwszy raz. Dla niektórych było to wielkie wyzwanie i pokonanie dużych wewnętrznych barier związanych z trudnymi doświadczeniami ze strukturami czy procedurami kościelnymi, za którymi jednak stoją konkretni ludzie.
Słyszałem wiele pozytywnych świadectw. Przede wszystkim o wielkim skupieniu i powadze oraz głębokich przeżyciach duchowych podczas Eucharystii czy nawiedzenia kaplicy jasnogórskiej. Sam otrzymałem wiele słów wdzięczności i nawet świadectw. Na przykład od uczestnika pielgrzymki, który deklarował się jako zwolennik nurtu tradycyjnego w Kościele. Udał się na tę pielgrzymkę, ponieważ – jak deklarował – jako zwolennik liturgii tradycyjnej czuje się wypchnięty na obrzeże Kościoła. To, co przeżył i usłyszał, do tego stopnia go dotknęło, że o tym napisał, a potem także osobiście to przekazał. Zapadły mu głęboko w serce słowa o tym, że wiemy, gdzie Kościół jest, ale nie wiemy do końca, gdzie go nie ma, a także, że można, głosząc Ewangelię bez miłości, ranić drugiego człowieka.
PAP: Już po zakończeniu pielgrzymki odezwały się głosy, że zapraszanie na Jasną Górę – do narodowego sanktuarium Polaków – osób, które chcą mówić o tym, że zostali skrzywdzeni w Kościele, jest nie na miejscu.
Reklama
Bp A.W.: Jasna Góra nie jest tylko punktem na mapie. Gdzie, jak nie tutaj i kto, jak nie każdy, może tu przybyć, by szukać zrozumienia i wewnętrznego ukojenia. Intuicyjnie od pokoleń Polacy to czują, wiedzą i czynią. Dlatego właśnie tam ta pielgrzymka miała swój najgłębszy sens. To naturalne, że kiedy coś nas mocno boli, to chcemy iść z tym do Matki. Jeśli ktoś ma więcej rodzeństwa, to pamięta z dzieciństwa, że jak brat czy siostra jakoś mi dokuczyli, zrobili coś złego, to szło się na skargę do mamy. Więc Jasna Góra to najlepsze miejsce w Polsce, gdzie można przyjść się poskarżyć, ale przede wszystkim po to, by uzyskać pocieszenie i przytulenie. To jest dobre miejsce do rozwiązywania problemów. Przez wieki tak się działo, więc dlaczego nie ma się dziać również teraz?
PAP: Jednym z wydarzeń, które w mediach odbiły się głośnym echem, było odsunięcie zespołu pod kierownictwem prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka od prac nad komisją ekspertów ds. zbadania zjawiska wykorzystywania seksualnego małoletnich i powołanie w jego miejsce zespołu kierowanego przez bp. Sławomira Odera. Ks. Grzegorz Strzelczyk wraz z grupą ekspertów skierował do KEP list otwarty, w którym stwierdził, że projekt dokumentów, które przygotował bp Oder, osłabia niezależność komisji. Jak ksiądz biskup ocenia tę sytuację?
Bp A.W.: Ostatnio zajmowałem się Dziejami Apostolskimi. Przygotowywałem konferencje do szkoły biblijnej. Praca ta przyniosła mi wiele wolności i pokoju. Zobaczyłem na nowo pierwotny Kościół, który stał przed wieloma dylematami i próbował je rozwiązywać poprzez rozmowy i pytanie Ducha Świętego. Wiele z tych sporów było dosyć burzliwych i dla nas może zaskakujących. Zwykle z tych kryzysów Kościół wychodził umocniony i z nowymi pomysłami.
Reklama
Na przykład spór o posiłki podawane wdowom zakończył się powstaniem diakonatu. Kłótnia Pawła i Barnaby o Marka sprawiła, że zamiast jednej odbyły się dwie misje ewangelizacyjne. Wiem, że napięcia związane z powstaniem komisji są duże. Próbuję rozumieć różne stanowiska i rodzące się obawy. Jestem zwolennikiem rozmawiania o wizjach i niepokojach. Inaczej wszyscy przegramy. Może naiwnie, ale wciąż liczę na możliwe porozumienie.
PAP: Rzecznik Episkopatu ks. Leszek Gęsiak stwierdził, że ujawnione dokumenty nie zostały jeszcze zatwierdzone, w związku z czym dyskusja nad nimi nie jest wskazana. Z kolei ks. Grzegorz Strzelczyk uznał, że po zatwierdzeniu dyskusja będzie spóźniona. Czy to dobrze, że te dokumenty zostały ujawnione i że o nich rozmawiamy?
Bp A.W.: Podzielam opinię przewodniczącego naszej sosnowieckiej komisji Wyjaśnienie i Naprawa Spraw Wrażliwych Tomasza Krzyżaka, który zasugerował, że potrzebne jest spotkanie obu zespołów, które pracowały nad dokumentami komisji – tego pod przewodnictwem abp. Polaka i bp. Odera – i wspólne omówienie spornych kwestii. Krzyżak zasugerował, że obie propozycje – zarówno ta zespołu księdza prymasa, jak i zespołu księdza biskupa Odera – miały wady i zalety. Może dzięki połączeniu tych dwóch nieidealnych wizji możliwe byłoby stworzenie wizji idealnej?
Reklama
Idąc za głosem papieża Franciszka, uważam, że każdy konflikt, także ten, o którym rozmawiamy, powinien być przyjęty, przepracowany i powinien skutkować stworzeniem nowego ogniwa. Naprawdę wierzę, że ciągle możemy o tym rozmawiać i wykorzystywać potencjał całego Kościoła. Dlatego sądzę, że rozmowa nigdy nie jest czymś złym. Jeśli chcemy stworzyć komisję, która realnie będzie służyć dobru całego Kościoła, zwłaszcza skrzywdzonym, jeśli rzeczywiście mamy tylko jeden strzał – to byłoby dobrze, gdybyśmy rozmawiali.
PAP: To nie jedyna zmiana, która dokonała się w tym roku, jeśli chodzi o ochronę małoletnich w Kościele. Marta Titaniec, dotychczasowa prezeska Fundacji Świętego Józefa KEP, zdecydowała, że nie będzie kandydować na kolejną kadencję. W uzasadnieniu tej decyzji stwierdziła, że nie zawsze spotkała się wśród biskupów ze zrozumieniem działań Fundacji. Czy nie ma ksiądz biskup wrażenia, że po serii kroków w przód w kwestii tworzenia systemu ochrony małoletnich i rozliczenia z przeszłością Kościół w Polsce zatrzymał się albo nawet zrobił krok wstecz?
Bp A.W.: Mogę mówić przede wszystkim w swoim imieniu. Mam takie poczucie, że osobiście bardzo dojrzewam w tych kwestiach. Natomiast w ogólnym odbiorze rzeczywiście wydaje się, że mamy w tym temacie pewien regres. Z czego to wynika? Może ze zmęczenia, z braku rozmowy albo z jakichś obaw, które gdzieś tam w każdym mieszkają. Uważam, że powinniśmy te obawy oswajać, zaopiekować się tymi lękami, niepewnością związaną z tą komisją i odważnie zmierzyć się z tym problemem. Nie ma innej drogi, bo jeśli w kwestii ochrony dzieci nie będziemy przezroczyści, to nie będziemy iść naprzód, a nasza wiarygodność całkowicie spadnie.
Reklama
PAP: Od września tego roku lekcje religii odbywają się w wymiarze jednej godziny tygodniowo, do tego obowiązkowo na pierwszej lub ostatniej lekcji. Jak ta zmiana wpływa na uczniów i na frekwencję na tych lekcjach?
Bp A.Wa.: Już widzimy, że ten system utrudnia młodzieży uczestnictwo w lekcjach religii i to w sposób widoczny. Frekwencja bardzo się zmniejszyła. Czy będzie się zmniejszać dalej, w dużej mierze będzie zależało od jakości lekcji religii i od świadectwa, które będą dawać jej nauczyciele, od stylu, który będą prezentować. Zdarza się przecież, że jeśli gdzieś do szkoły przyjdzie naprawdę dobry katecheta – świecki czy duchowny – jeśli lekcje są ciekawe, to frekwencja wzrasta. Potrzeba nam przede wszystkim dobrych nauczycieli, takich z misją i powołaniem.
PAP: W grudniu biskupi zaprezentowali nową podstawę programową do lekcji religii w szkole. Czy wprowadzone zmiany mają szansę podnieść jakość nauczania religii i wpłynąć pozytywnie na frekwencję?
Bp A.W.: Myślę, że sama zmiana podstawy programowej nie zatrzyma spadku frekwencji, ale może stworzyć nowe warunki, w których lekcja religii zaakcentuje na nowo swoją wiarygodność. Dokument to tylko narzędzie. Kluczowe jest to, jak zostanie wcielony w życie. Jeśli nowe treści będą naprawdę dotykały pytań i doświadczeń dzisiejszych uczniów, to religia przestanie być „przedmiotem o przeszłości”, a stanie się przestrzenią rozmowy o Bogu, o szukaniu Go, o kulturze, o sensie życia, a także o relacjach i sumieniu.
Reklama
Zmiany dają szansę na efekt, ale pod jednym warunkiem: że nauczyciele religii będą świadkami, a nie tylko wykonawcami programu. Uczniowie szybko wyczuwają autentyczność lub jej brak. Jeśli spotkają nauczycieli, którzy potrafią słuchać, rozumieć i mądrze towarzyszyć, wtedy szkoła i lekcje religii staną się miejscem, w którym wiara może być odkrywana, a nie tylko oceniana. Innymi słowy: dobra podstawa to dobry początek, ale prawdziwy przełom wydarzy się dopiero tam, gdzie spotkają się mądrzy i wierzący, ale nade wszystko kochający młodych nauczyciele oraz rzeczywiste potrzeby uczniów.
PAP: Skoro osobowość katechety jest tak istotna, to czy Episkopat ma jakiś pomysł, w jaki sposób weryfikować, kto ma predyspozycje do tego, by uczyć w szkole?
Bp A.W.: Mamy system ciągłego dokształcania nauczycieli religii, mamy wizytacje. Po zmianach wprowadzonych przez MEN sytuacja może stać się trudniejsza, ponieważ przyszłość lekcji religii w szkole jest niepewna, więc pewnie mniej osób będzie chciało wiązać swoją przyszłość z takim zawodem.
PAP: Jest ksiądz biskup zaangażowany również w prace nad koncepcją odnowionej katechezy parafialnej. Czy katechezy mają być innym sposobem na rozpalanie wiary młodych?
Reklama
Bp A.W.: Odnowa katechezy parafialnej nie ma być jedynie reformą struktur czy metod bądź konieczną reakcją na zmiany zachodzące w systemie szkolnym, lecz odnową samego Kościoła jako wspólnoty. Ufam, że paradoksalnie nowy model katechezy parafialnej jest dużą szansą, przed jaką stoimy w Kościele w Polsce. Wiara bowiem rodzi się i jest najlepiej przekazywana w środowisku wiary, a więc w rodzinie i w parafii. Często z różnych względów rodzina nie jest już w stanie sobie poradzić z przekazem wiary. Stąd zmiana stylu funkcjonowania parafii, przestawienie akcentu na katechezę i formację, zaangażowanie w ten proces ludzi świeckich odpowiednio przygotowanych, także po to, by wspomóc rodzinę, bez wątpienia staje się szansą na odnowę wiary, jak i ożywienie środowiska parafialnego. To w pewnym sensie powrót do źródeł, do tego, jaki ma być Kościół.
PAP: Na jakim etapie są prace nad nowymi wytycznymi dla katechezy parafialnej?
Bp A. W.: Studyjny dokument roboczy dotyczący katechezy parafialnej ma być gotowy na początku przyszłego roku. Zostanie on przekazany do szerszych konsultacji, a w marcu przedłożymy go biskupom na Zebraniu Plenarnym KEP do wstępnego zatwierdzenia. Mam nadzieję, że na kolejnym zebraniu plenarnym w czerwcu dokument zostanie ostatecznie zatwierdzony. Jeśli to się uda, to katechezy w parafiach ruszą od października. Co nie oznacza, że już się nie odbywają. W większości parafii katecheza, zwłaszcza sakramentalna, cały czas się dokonuje. W planowanej koncepcji katechezy parafialnej chodzi o uporządkowanie systemu oraz sformułowanie modelu adekwatnego na te czasy.
