1 J 4,11-18
Autor listu stawia miłość wzajemną w centrum życia Kościoła. Źródłem pozostaje miłość Boga, już pokazana w posłaniu Syna. Teraz widać jej owoc we wspólnocie. Miłość brata otwiera przestrzeń zamieszkania Boga. Jan używa czasownika (menō), „trwać”. W tej tradycji oznacza stałe przebywanie, jak w domu. W zdaniu „nikt nigdy Boga nie oglądał” słychać echo Prologu Ewangelii Jana (J 1,18). Niewidzialny Bóg pozwala się rozpoznać w miłości, która działa. Wzajemna miłość sprawia, że Jego obecność staje się realna, a miłość w człowieku dochodzi do pełni (teleioō).
Jan dopowiada kryterium poznania: Duch dany wierzącym. Dar Ducha nie bywa jedynie wzruszeniem. On tworzy w sercu pamięć o Synu i zdolność do braterskiej wierności. W janowej wspólnocie miłość staje się znakiem przynależności do Boga. To zamieszkanie ma rys świadectwa. Apostołowie widzieli i ogłosili Syna jako Zbawiciela świata. Wyznanie „Jezus jest Synem Bożym” odsłania więź z Ojcem i prowadzi do komunii. Z tej więzi rodzi się (parrēsia), czyli śmiałość wobec Boga.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Dalej Jan wspomina „dzień sądu” bez tonu groźby. Punkt oparcia pozostaje w upodobnieniu do Chrystusa. Jego sposób istnienia staje się miarą ucznia już teraz, pośród świata. Potem pada zdanie o lęku (phobos). Lęk wiąże się z karą (kolasis) i z obrazem Boga jako nieprzyjaznego sędziego. Miłość oczyszczona usuwa taki obraz i otwiera serce na zaufanie. Człowiek noszący w sobie lęk pozostaje rozdarty i nie dochodzi do pełni miłości. Tekst nie karmi sentymentalizmu. Miłość staje się przestrzenią prawdy, w której człowiek przestaje chować się przed Bogiem i przed bratem.
Mk 6,45-52
U Marka ta scena następuje zaraz po rozmnożeniu chleba. Jezus nakazuje uczniom wejść do łodzi i odpłynąć. Użyty czasownik (anankazō) opisuje ponaglenie. Jezus rozdziela tłum i uczniów. Sam wchodzi na górę, aby się modlić. Góra w Biblii bywa miejscem spotkania z Bogiem, a modlitwa Jezusa odsłania Jego synowską więź z Ojcem. Uczniowie zostają na jeziorze wśród przeciwnego wiatru. Marek notuje ich trud wiosłowania i napięcie nocy. Jezus widzi ich zmaganie. W opowiadaniu brzmi to jak spojrzenie pasterza, który zna drogę swoich.
Ewangelista precyzuje porę: czwarta straż nocna, już blisko świtu. To rzymski podział nocy, często łączony z adresatami spoza Palestyny. Jezioro Galilejskie przyjmuje tu rys morza, a morze w Biblii oznacza przestrzeń chaosu i lęku. Jezus idzie do nich, krocząc po wodzie. Ten obraz ma mocne tło w Starym Testamencie. Bóg sam „kroczy po falach” (Hi 9,8), a w Psalmach Jego droga prowadzi przez morze (Ps 77). Marek dodaje zdanie, że Jezus „mijał ich” lub „chciał ich minąć” (parelthein).
W języku biblijnym „przejście obok” pojawia się w opisach objawienia, gdy Pan przechodzi przed Mojżeszem (Wj 33–34) i odsłania swoje imię. Uczniowie widzą postać na wodzie i biorą ją za zjawę (phantasma). Strach wywołuje krzyk. Jezus natychmiast mówi: „Odwagi. Ja jestem. Nie bójcie się”. Tak brzmi formuła uspokojenia znana z teofanii.
Słowa „Ja jestem” (egō eimi) brzmią jak proste przedstawienie się, a jednocześnie niosą echo Bożej autoprezentacji z Wj 3,14 w greckiej Biblii. Jezus wchodzi do łodzi, wiatr ustaje, a zdumienie uczniów narasta. Marek zapisuje ich osłupienie jako wewnętrzne rozbicie, jakby serce nie umiało pomieścić wydarzenia.
Końcowe zdanie odsłania, że serce uczniów pozostaje nieprzenikliwe, bo nie zrozumieli sprawy chleba. Markowe „serce było otępiałe” (pōroō) przypomina język Księgi Wyjścia o zatwardziałości. Rozmnożenie chleba i przejście po wodzie tworzą jedną katechezę o Jezusie. On karmi jak pasterz Izraela i objawia się jako Pan nad głębią. Wchodzi w środek ludzkiej bezradności, a Jego słowo przywraca odwagę. W tradycji chrześcijańskiej łódź często staje się obrazem wspólnoty. Obecność Jezusa w łodzi przynosi pokój, a uczniowska droga dojrzewa przez takie noce.
