Święcenia diakonatu nie są zwieńczeniem drogi, lecz jej wyraźnym początkiem: - To nie jest koniec drogi. To jest dopiero początek pewnej pracy, pewnego zmagania, pewnego "tak", które będzie się domagało potwierdzenia w codziennym życiu – mówił bp Kleszcz, wskazując, że prawdziwa wiara nie zatrzymuje się na deklaracjach.
Kaznodzieja zatrzymał się przy tajemnicy Słowa. Przypomniał, że w Ewangelii „Słowo stało się ciałem”, a największym problemem współczesnego człowieka bywa rozdźwięk między tym, co mówi, a tym, jak żyje. - U niektórych ludzi istnieje przepaść między słowami a czynami – zauważył, przywołując znane powiedzenia o obietnicach bez pokrycia. Dopiero wtedy – podkreślał – gdy słowo przekłada się na życie, nabiera ono prawdziwej wartości.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
W centrum rozważań pojawiła się także Maryja – ta, która powiedziała Bogu „tak”, nie znając szczegółów. - Jakby podpisała pustą kartkę i pozwoliła, aby Pan Bóg sam napisał cały scenariusz. Poszła w ciemno. A potem, gdy przyszły momenty trudne, także pod krzyżem, to właśnie Ona tam była. Gdy zabrakło tych, którzy wcześniej chcieli być po prawej i lewej stronie Jezusa, Maryja pozostała wierna do końca. – powiedział kaznodzieja – mówił biskup. To porównanie stało się kluczem do zrozumienia drogi brata Władysława: wejścia w posługę bez gwarancji łatwości, ale z zaufaniem.
Reklama
Bezpośrednio do kandydata do święceń bp Kleszcz zwrócił się słowami prostymi i mocnymi: Czasem trzeba – jak Maryja – pójść na całość, mimo braku stuprocentowej pewności. Obawy były, są i pewnie będą. Ale jedno jest pewne: jeśli pójdziemy tą drogą z Panem Bogiem, to wygramy.
Wspólnota seminarium, w której studiują bracia z Polski, Białorusi, Ukrainy, Afryki i Ameryki Łacińskiej, pokazuje, że to „tak” wypowiadane jest w Kościele pełnym różnorodności chrześcijańskiej tradycji a zarazem wspólnym. Biskup nawiązując do swojego pobytu w seminarium powiedział: - Wielu z nas siedziało kiedyś dokładnie w tym miejscu, jako kandydaci, niepewni, ale gotowi zaufać. Od tego wszystko się zaczęło.
W Łagiewnikach nie wydarzyło się więc coś spektakularnego w sensie zewnętrznym. A jednak padło słowo, które zobowiązuje. Słowo, które – jeśli pozostanie wierne – będzie się każdego dnia na nowo stawało ciałem, kiedy powołanie, którym obdarza Bóg staje się życiem.
