Reklama

Niedziela Przemyska

Cuda się zdarzają

Niedziela przemyska 37/2015, str. 5

[ TEMATY ]

uzdrowienie

choroba

Archiwum rodzinne

Marysia w kościele św. Judy Tadeusza w Mirocinie

Choć nie każdy w nie wierzy, ale jednak cuda się zdarzają. Takim małym-wielkim cudem jest Marysia Bukowa, której drugie urodziny świętowaliśmy 14 sierpnia br. Rodzina, przyjaciele i parafianie Mirocina mogli uczestniczyć we Mszy św. dziękczynnej za życie Marysi, odprawionej w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.

Dlaczego mówimy o cudzie? Przypomnijmy pokrótce historię tego wzruszającego wydarzenia. Mama Marysi – Marta Bukowa zmarła 5 października 2013 r. O swojej chorobie dowiedziała się w marcu tego samego roku. Diagnoza była jednoznaczna – rak jelita grubego. Dramat – dla Marty, dla jej męża, dla czteroletniego syna Bartka, dla rodziców, dla całej rodziny i parafii.

Zaraz na początku choroby mama Marysi miała robioną tomografię komputerową z kontrastem w celu rozpoznania ewentualnych przerzutów. Po tomografii zalecono konsultację ginekologiczną. Podczas badania u lekarza ginekologa okazało się, iż jest w dziewiątym tygodniu ciąży. Jak uprzedziła pani ginekolog, po tomografii, z medycznego punktu widzenia, do trzech dni zapewne nastąpi poronienie, ale nie nastąpiło. Lekarz onkolog sugerował usunięcie ciąży i rozpoczęcie leczenia, ale rodzice nie zdecydowali się na aborcję. Za to jeszcze nienarodzoną dziewczynkę Marta wraz z mężem zawierzyła opiece Dzieciątka Jezus w sanktuarium w Jodłowej. Jak powiedziała sama Marta, „od tej pory byłam pewna, że mojemu dziecku nic nie będzie i urodzi się zdrowe, chociaż lekarze nie dawali mu żadnych szans”.

Reklama

Dramat Marty był podwójny, walka toczyła się o dwa życia – własne i dziecka. Walka o życie dziecka została wygrana – w siódmym miesiącu ciąży cesarskim cięciem przyszła na świat dziewczynka, której rodzice dali na imię Maria Magdalena, z racji tego, że urodziła się w wigilię uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, tzw. Matki Bożej Zielnej. Dziewczynka urodziła się zdrowa i otrzymała 10 punktów w skali apgar. Lekarze powiedzieli, że jest to biologiczny cud, zważając na stan zdrowia matki. Lekarka, która opiekowała się dzieckiem w szpitalu, przy wypisie powiedziała, iż mimo tego, że jest to wcześniak, dziecko jest jak donoszone i nie ma żadnych problemów zdrowotnych typowych dla wcześniaków.

Marta Bukowa zmarła w tym samym dniu, w którym ochrzciła swoją małą córeczkę. Była to pierwsza sobota miesiąca października – miesiąca Matki Bożej Różańcowej. Po ludzku patrząc powierzyła siebie i swoje dziecko najlepszej Matce – Maryi. Według kościelnego przekazu, kto umiera w pierwszą sobotę miesiąca, ten idzie prosto do Nieba – Marta na to zasłużyła, ponieważ oddała swoje życie za życie dziecka.

Dziś mała Marysia jest radosną i pełną życia dziewczynką. Jest ukochaną córeczką, siostrzyczką sześcioletniego Bartka i wnuczką, która łzy zamienia w uśmiech. W opiece nad dziećmi tacie pomagają rodzice Marty oraz reszta rodziny. Mała rezolutna dziewczynka uczyniła, że tak tragiczna strata, jaką jest śmierć żony, córki i siostry, nie poszła na marne. Można by rzec, że jest zadośćuczynieniem cierpienia, bólu i ogromnego żalu, który nigdy nie będzie mniejszy. Gdyby Marta żyła, byłaby dumna z małej córeczki. Wierzymy, że patrzy na nią z Nieba i jest jej aniołem, który obroni ją od złego.

Paulo Coelho pisał, że „zawsze trzeba podejmować ryzyko. Tylko wtedy uda nam się pojąć, jak wielkim cudem jest życie, gdy będziemy gotowi przyjąć niespodzianki, jakie niesie nam los”. Słowa te oddają sytuację, w jakiej znalazła się Marta wraz z najbliższymi. Czy zatem cuda się zdarzają? Chyba tak... Trzeba mieć tylko wiarę, która góry przenosi i nadzieję, która nigdy nie ustaje...

2015-09-10 09:53

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Jezus wskrzesił moje dziecko!

Niedziela Ogólnopolska 48/2019, str. 18-19

[ TEMATY ]

uzdrowienie

Zdjęcia: archiwum prywatne

Bonnie Engstrom z synem Jamesem Fultonem

Bonnie i Travis Engstrom dowiadują się, że kolejny raz zostaną rodzicami. W trakcie oczekiwania na dziecko odkrywają kazania abp. Fultona Sheena. Jednomyślnie postanawiają nadać dziecku imię na cześć arcybiskupa. Nie wiedzą jeszcze wtedy, że to jego wstawiennictwo uratuje życie ich maleństwa...
Jeśli nie wierzysz, że Bóg żyje, działa i czyni cuda – przeczytaj historię Jamesa Fultona, chłopca, który urodził się martwy.
Z Bonnie Engstrom, mamą wskrzeszonego chłopca i autorką książki „61 minut do cudu”, rozmawia Agnieszka Bugała

AGNIESZKA BUGAŁA:

Bonnie, jesteś chyba jedyną żyjącą mamą na świecie, której dziecko urodziło się martwe, a teraz żyje, ma 9 lat i dobrze się rozwija. W dodatku Kościół uznał to wydarzenie za cud. To brzmi niewiarygodnie!

BONNIE ENGSTROM: – Ja i mąż wciąż jesteśmy bardzo wdzięczni za dar tego cudu. To dla nas wielka radość, że James żyje i czuje się dobrze! Każde dziecko to cud, wielki dar, ale życie Jamesa to dla nas podwójny dar.

– Jak przebiegały wydarzenia w szpitalu w dniu narodzin Jamesa? Jego serce zaczęło bić dopiero po 61 minutach od przyjścia na świat... Wiem, że prosiliście o modlitwę w mediach społecznościowych i odzew był ogromny. O pomoc prosiłaś też abp. Sheena...

– Jeszcze w czasie ciąży zaplanowaliśmy, że nadamy naszemu dziecku imiona James Fulton. Ciąża przebiegała bez zarzutu, ale i tak przez cały czas prosiliśmy abp. Sheena, by modlił się za Jamesem. W trakcie tych straszliwych 61 minut mój mąż, który cały czas był obecny przy naszym dziecku, wzywał pomocy arcybiskupa. Robił to także wtedy, gdy wodą chrzcił małego Jamesa niedającego oznak życia. Pamiętam te szepty, ciche modlitwy. Tamte minuty, później godziny, dni, tygodnie i miesiące, gdy James wracał do zdrowia. Wypełnialiśmy je modlitwą o łaskę uzdrowienia dla naszego syna za wstawiennictwem abp. Sheena. Wiemy, że wraz z nami modlili się ludzie w wielu innych krajach świata.

– W jaki sposób ta niezwykła interwencja Boga wpłynęła na Wasze małżeństwo?

– Na pewno pomogła i nadal pomaga mnie i Travisowi zachować Boga w centrum naszego życia rodzinnego. Ten cud pomaga nam do dzisiaj trwać w modlitwie dziękczynienia i w uwielbianiu Boga. Jesteśmy słabymi ludźmi, grzeszymy, a ten piękny dar pozwala nam stawać się lepszymi każdego dnia.

– Mówisz w swojej książce: „To Jezus Chrystus wskrzesił Jamesa Fultona”. Ty i Twój mąż byliście świadkami cudu. Ale nie wszyscy dostępują takiej łaski... Co poradziłabyś rodzicom, którzy żarliwie modlą się o zdrowie dla swoich dzieci, a jednak nie zostają wysłuchani?

– To, o co pytasz, jest bardzo trudne. James faktycznie został uzdrowiony, ale moje pierwsze dziecko poroniłam. To było 12 lat temu. Gdy zaczęłam krwawić, żarliwie modliłam się do Boga, by ocalił moje dziecko. Tak się jednak nie stało, Bóg pozwolił mu umrzeć. Po 12 latach nadal czuję smutek z powodu tamtej straty. Przeżyć śmierć swojego dziecka to chyba jedna z najgorszych rzeczy, które mogą się przytrafić człowiekowi. Nie wiem, dlaczego Bóg nie przyszedł mi wtedy z pomocą, ale wiem jedno – uzdrowienie, o które się modlimy, a uzdrowienie, które otrzymujemy, to nierzadko dwie różne rzeczy. Cierpienie także może nas oczyścić, stanowić dla nas dar w perspektywie wieczności. Wierzę głęboko, że kto zaufał Bogu, otrzymuje od Niego właśnie to, co w danej chwili jest dobre.

Wiem, że Bóg może wyprowadzić rzeczy piękne z naszego cierpienia. Dlatego każdego dnia się modlę: „Jezu, ufam Tobie!”
.

– A skąd zaufanie do abp. Sheena i duchowa przyjaźń z nim?

– To rodziło się powoli, ale i ja, i mąż daliśmy się porwać nauczaniu arcybiskupa, jego cudownym konferencjom, które można znaleźć na YouTube. Ujęło nas jego poczucie humoru, ale też wielkie ciepło, wrażliwość i prostolinijność. Fulton Sheen potrafił łączyć wielki intelekt i głębię myśli z prostotą przekazu. To jest rzadka umiejętność. W dodatku emanowało z niego to, że żył Ewangelią, że nie bał się ciężko pracować w służbie Bogu. Słuchając go, nie możesz się pozbyć wrażenia, że największą pasją jego życia był nasz Pan Eucharystyczny.

– Czy od 2010 r. abp Sheen interweniował jeszcze w życiu Waszej rodziny? Czy doświadczacie jego wstawiennictwa?

– Wierzę, że czuwa nad nami nieustannie. Codziennie proszę o jego wstawiennictwo. Przed narodzinami Jamesa również robiłam to regularnie. Prosiłam, by wspierał mnie w trudach rodzicielstwa. Nie chcę, żeby to brzmiało patetycznie i wzniośle, ale po prostu rozmawiam z arcybiskupem jak z najlepszym przyjacielem. To naprawdę chyba najlepszy przyjaciel naszej rodziny! Regularnie czytamy jego książki, słuchamy konferencji. On był nie tylko świetnym kaznodzieją, ale też wielkim prorokiem naszych czasów. Lubimy też o nim rozmawiać i często to robimy, staramy się odkrywać go na nowo w naszym życiu. No i mamy w domu kilka jego obrazów, jeden jest nawet przyczepiony do lodówki.

– Jak wygląda codzienność rodziny, w której Bóg zadziałał z taką mocą?

– Zwyczajnie – nasz dom jest bardzo głośny i pełen życia. Latem często chodzimy pływać albo pracujemy wszyscy w ogródku. Wieczorami bawimy się z tyłu domu. To są piękne chwile, kiedy jesteśmy razem. Teraz jest zima, dlatego więcej czasu spędzamy w domu. Oglądamy wspólnie filmy, rozpalamy w kominku i dużo ze sobą rozmawiamy. Dzieciaki rozpiera energia, więc w piwnicy śmigają na rolkach. Bardzo ważne są dla nas spotkania z bliskimi i przyjaciółmi. Nasze dzieci bardzo często widują swoich dziadków, spędzają z nim dużo czasu. To ważne, ponieważ oni dzielą się z nimi taką mądrością, której my nie mamy.

– A w jaki sposób pielęgnujecie wiarę Waszych dzieci?

– Przede wszystkim przez wspólną modlitwę. Trudno jest nauczyć dzieci modlić się, jeśli sami nie damy im przykładu. Chcesz, żeby twoje dziecko klękało codziennie do modlitwy? Sposób jest prosty: klękaj codziennie do modlitwy. Najczęściej modlimy się Litanią do Wszystkich Świętych, staramy się też bardzo często brać udział we Mszy św. i adorować Najświętszy Sakrament. Ważna jest też codzienna lektura Pisma Świętego.

– Msza św. beatyfikacyjna abp. Sheena jest zaplanowana na 21 grudnia. Czy – zgodnie ze zwyczajem – to James Fulton poniesie relikwiarz?

– Tak, James ma nieść relikwiarz arcybiskupa. Będziemy mu w tym towarzyszyć. James bardzo chce, by w tym momencie byli przy nim rodzice.

– Beatyfikacja arcybiskupa oznacza, że Wasz syn – i wraz z nim cała rodzina – będzie w centrum uwagi Kościoła i mediów na całym świecie. To będzie wyzwanie! Czy Wasz syn wie, jak wyglądał początek jego życia?

– James wie, w jak dramatycznych okolicznościach przychodził na świat. Dzisiaj jest całkowicie normalnym chłopcem. Uwielbia „Gwiezdne wojny”, bawi się z rodzeństwem i przyjaciółmi, potrafi ugotować ulubione kiełbaski na śniadanie. Jest trochę nieśmiały, dlatego nie lubi być w centrum zainteresowania. W ostatnich miesiącach zainteresowanie nim faktycznie wzrasta, w końcu jego uzdrowienie zostało uznane za cud beatyfikacyjny. James bardzo chce, byśmy razem z Travisem towarzyszyli mu w różnych niełatwych dla niego sytuacjach. Nie lubi być fotografowany, dlatego na zdjęciach jest z nim cała rodzina. Nie postrzegamy Jamesa jako jakiegoś wyjątkowego „żywego cudu”. Każde dziecko jest przecież cudem. Bóg jest dobry, że podarował Jamesowi życie, ale on jest normalnym chłopcem.

– A plany Bonnie Engstrom po beatyfikacji? Przed Wami pierwsze święta Bożego Narodzenia z błogosławionym abp. Sheenem!

– Mam swój plan na te święta: będę się cieszyć wraz z całą rodziną z narodzenia naszego Pana i wreszcie utnę sobie w ciągu dnia naprawdę długą drzemkę!

Książkę Bonnie L. Engstrom pt. „61 minut do cudu” wydało w Polsce wydawnictwo Esprit.

Razem z Travisem odwiedziliśmy Polskę w 2005 r. Byliśmy wtedy na Światowych Dniach Młodzieży w niemieckiej Kolonii i przy okazji odwiedziliśmy sąsiedni kraj. Moje wspomnienia? Pokochaliśmy Wasz kraj. Jest piękny! Byliśmy w Łagiewnikach, przed obrazem Jezusa Miłosiernego, podróżowaliśmy też śladami Jana Pawła II, no i zwiedziliśmy Kraków. Z pięknych miejsc pamiętam też kopalnię soli w Wieliczce. Zrobiła na nas ogromne wrażenie. To było wspaniałe! Oczywiście, musiałam też spróbować słynnych kremówek, no i obowiązkowo pierogów! Duże wrażenie zrobili też na mnie sami Polacy. Jesteście bardzo mili, otwarci i serdeczni. To Wasze najmocniejsze strony. Ale wiesz, co jest u Was najcudowniejsze? Małe kapliczki przy drogach, przed którymi można stanąć i zmówić modlitwę. Z Waszego kraju aż bije miłość do Boga!

CZYTAJ DALEJ

Testament miłości

2020-02-27 20:24

[ TEMATY ]

Częstochowa

siostry

muzeum

spektakl

ośrodek

Józefitki

Anna Przewoźnik/Niedziela

Widowisko muzyczne „Po śladach Ojca ubogich”

W ramach obchodów jubileuszu 100 rocznicy śmierci świętego kapłana Zygmunta Gorazdowskiego, założyciela zgromadzenia sióstr św. Józefa, 27 lutego br. w Muzeum Monet i Medali Jana Pawła II w Częstochowie, odbyła się premiera widowiska muzycznego „Po śladach Ojca ubogich”.

W spotkaniu jubileuszowym udział wziął bp Andrzej Przybylski, biskup diecezji częstochowskiej. Obecne były siostry z różnych placówek, na czele z generalną zakonu, s. Wandą Matysik, ks. Andrzej Sobota, proboszcz parafii pw. Krzyża św. na terenie której znajduje się Ośrodek Wychowawczy, kapelan ośrodka, dyrektor Radia Jasna Góra o. Andrzej Grad, poseł Lidia Burzyńska, prezydent Ryszard Stefaniak, przedstawiciele Kuratorium Oświaty.

- Postanowiliśmy radować się z gośćmi tym jubileuszem wspólnie z dziećmi, siostrami, pracownikami oraz naszymi przyjaciółmi. Wszystko to, by uczcić jubileusz dla nieba - mówi dyrektor Specjalnego Ośrodka Wychowawczego s. Ezechiela Wolak. W roku jubileuszowym, w którym obchodzimy stulecie narodzin dla nieba św. Zygmunta Gorazdowskiego, pochylamy się nad tą szczególną dla nas postacią. Staramy się zgłębić jego życie i drogę do świętości, na nowo odkryć duchowe dziedzictwo, jakie nam pozostawił. - Obchodzimy ten jubileusz w całym zgromadzeniu i przez cały rok. Nasz dom przyjął formę dziękczynienia, poprzez przypominanie świętego na różne sposoby, również poprzez widowisko.

Dziewczynki z ośrodka, poprzez spektakl teatralny, pokazały życie św. Zygmunta Gorazdowskiego i jego bliskość z Bogiem. Wszystko poprzez muzykę i ruch. Jedyne słowa, które padły ze sceny, to słowa świętego Zygmunta:

„Wszechmogący zmiłuj się nad kornym sługą Twoim, użycz mi siły abym mógł wypełnić posłannictwo twe, a całe życie poświecę dla dobra bliźnich”.

Słowa te były życiowym przesłaniem świętego, który chciał służyć Bogu. Siostry, na wzór założyciela, pełnią takie miłosierdzie wobec drugiego człowieka.

- Staramy się odpowiadać na znaki czasów właśnie na wzór św. Zygmunta – mówi s. Ezechiela Wolak. Na co dzień, opiekując się dziewczętami, które posiadają orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego, realizujemy swoje powołanie, wspierając dziewczynki i ich rodziny.

W ośrodku mamy pod opieką 52 dziewczynki. Na scenie wystąpiły niemal wszystkie.

Siostra Aurelia Mokrzan - inicjatorka i pomysłodawczyni przedstawienia - zaznacza, że taniec jest jej pasją. - Kocham taniec i stąd przez klika miesięcy rodziło się pragnienie, w sercu i na modlitwie, by przygotować spektakl, który poruszy widzów. Zależało mi, by poczuli, że Pan Bóg jest dobry, jest blisko każdego człowieka, że kocha i daje nam świętych.

- Długo pracowałyśmy nad tym przedstawieniem, ale to, co dzisiaj zobaczyłam, przerosło moje oczekiwania. Dziewczynki dokładnie wiedziały co przekazują. Modliłyśmy się przy każdej próbie, wiedziałam, że czują duchowość tego świętego i to poruszało. Ważne jest to, że światła, muzyka, nagłośnienie, prezentacja tekstowa – wszystko było wspaniałe! To też zasługa Krzysztofa Witkowskiego, dyrektora muzeum – dodaje siostra.

Ks. Zygmunt Gorazdowski ogłoszony został świętym w 2005 roku przez papieża Benedykta XVI, wcześniej w 2001 r. został ogłoszony błogosławionym przez św. Jana Pawła II. Dlatego miejsce nie jest przypadkowe - mówi siostra dyrektor. To dwaj polscy święci. W tym roku splatają się setne urodziny św. Jana Pawła II i 100 urodziny dla nieba św. Zygmunta Gorazdowskiego. To nie przypadek, tym bardziej, że w zbiorach Muzeum znajduje się medal św. Zygmunta Gorazdowskiego – mówi dyrektor Ośrodka s. Ezechiela.

Zobacz zdjęcia: Testament miłości

Skoro jubileusz to podczas świętowania pojawił się tort, podziękowania i dyplomy dla osób zaprzyjaźnionych z ośrodkiem.

Do sióstr Józefitek szczególne podziękowania za niesienie miłości bliźnim, skierował Prezes Rady Ministrów Mateusz Morawiecki. List od Premiera przeczytała posłanka Lidia Burzyńska (PIS).

Na zakończenie spotkania wszyscy goście otrzymali perełki„Czyli duchowe myśli św. Zygmunta”.

CZYTAJ DALEJ

CMWP SDP krytycznie o publikacji Gazety Wyborczej na temat żony ministra sprawiedliwości

2020-02-28 21:18

Materiał prasowy

Apel do dziennikarzy o przestrzeganie etyki dziennikarskie.

CMWP SDP z zaniepokojeniem przyjmuje podjętą przez Gazetę Wyborczą próbę dyskredytowania ministra sprawiedliwości poprzez publikacje niewiarygodnych informacji o jego żonie i apeluje do mediów o przestrzeganie zasad etyki dziennikarskiej, szczególnie w trwającej obecnie w kraju prezydenckiej kampanii wyborczej.

26 lutego b.r. “Gazeta Wyborcza” zamieściła artykuł Wojciecha Czuchnowskiego pod tytułem “Niebezpieczne związki Patrycji Koteckiej. Niejasna przeszłość żony Ziobry”, w którym, opierając się na zeznaniach byłego członka gangów Piotra K. ps. Broda z 2009 r., skierowano pod adresem żony ministra sprawiedliwości, Zbigniewa Ziobry, zarzuty bliskich kontaktów ze środowiskiem przestępczym Warszawy .

Tymczasem informacje ujawniane przez media w odpowiedzi na publikację Gazety Wyborczej (m.in. portal wpolityce.pl ) potwierdzają, iż w/w artykuł oparty był na kłamstwach i konfabulacjach niewiarygodnych osób . W ocenie CMWP SDP termin, treść opublikowanego artykułu i sposób jego promocji w mediach , w tym w społecznościowych, wskazuje na to, iż jest on elementem nieuczciwej walki politycznej, której celem jest dyskredytowanie ministra sprawiedliwości i związanego z nim obozu politycznego.

Należy przy tym zauważyć, iż informacjom GW stanowczo zaprzeczyła zarówno Prokuratura Krajowa, jak i p. Patrycja Kotecka. Prokuratura Krajowa w specjalnym oświadczeniu podkreśliła , iż wyjaśnienia Piotra K. na których opiera swoje zarzuty Gazeta Wyborcza, były przez nią wielokrotnie i szczegółowo sprawdzane w postępowaniach prowadzonych od 2009 r. i nie zostały przez nią potwierdzone. Przeciwnie, dowody zgromadzone przez prokuraturę w tych postępowaniach jednoznacznie wykazały, że Piotr K. ps. „Broda” mijał się z prawdą. Piotr K . obecnie jest podejrzany, ściganym listami gończymi oraz Europejskim Nakazem Aresztowania i utracił status świadka koronnego.

W związku z tym CMWP SDP przypomina, iż zgodnie z zasadami Światowej Karty Etyki Dziennikarskiej przyjętej 12 czerwca 2019 podczas 30. Kongresu Międzynarodowej Federacji Dziennikarskiej (IFJ) podstawowym obowiązkiem dziennikarza jest szacunek dla prawdy i prawo opinii publicznej do jej poznania. Spełniając ten obowiązek dziennikarz powinien zawsze przestrzegać zasady rzetelności w zbieraniu i publikowaniu informacji i nie wolno mu wykorzystywać wolności prasy dla partykularnych korzyści. Jest to podstawą zasady wolności słowa w demokratycznym państwie, do której przestrzegania zobowiązani są zarówno przedstawiciele władzy, jak i mediów.

dr Jolanta Hajdasz
dyr. CMWP SDP
Warszawa, 28 lutego 2020 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję