Reklama

Zdrowie psychiczne kapłana

2015-09-15 13:13

Odpowiada Ks. Zdzisław Wójcik
Niedziela Ogólnopolska 38/2015, str. 34

Graziako

Czy to, że współczesny kapłan jest atakowany, często ośmieszany i niezrozumiany, ma jakieś znaczenie dla jego zdrowia psychicznego?

Sądzę, że wielu braci w kapłaństwie podziela pogląd, że ludzie, z którymi ksiądz jest na co dzień, są kopalnią wiedzy potrzebnej do zrozumienia wielu teologicznych zagadnień. Ale to nie wszystko. Parafia, pielgrzymka, szkoła itd., a zwłaszcza konfesjonał to miejsca poznawania psychiki innych, ale i samego siebie. Myśląc o tym, coraz bardziej przekonuję się, że jako kapłan należę do tego świata, a jednocześnie do niego nie należę. Krótko mówiąc, nawet kapłanowi nie jest łatwo odpowiedzieć dzisiaj na pytanie: gdzie i kim jestem? Nagle i boleśnie bowiem postawiony wobec nowych i niejasnych realiów szybko zmieniającego się świata może stracić orientację. A jeśli tak się dzieje, to znaczy, że jego zdrowie psychiczne może być zagrożone.

Nikt nie jest samotną wyspą

Wiadomo, że egzystencja człowieka to bycie razem. Nie jestem sam w świecie, ale dzielę ten świat z innymi. Jeśli chcę prowadzić zdrowe życie w świecie, który mnie osądza i każe grać rolę zgodną z moją fizyczną tożsamością, potrzebuję dwóch rzeczy. Po pierwsze – muszę mieć swoją wewnętrzną prywatność, w której będę mógł się ukryć przed obliczem świata pełnego wyzwań; i po drugie – muszę ustalić hierarchię relacji z tym światem. W wewnętrznym kręgu mojego życia znajduje się osoba, która jest mi najbliższa. Ten intymny krąg otacza następny, z rodziną i przyjaciółmi. Potem w dalszej odległości umieszczam krewnych, znajomych, a jeszcze dalej współpracowników w interesach i pracy. W końcu jestem świadom tego szerokiego kręgu ludzi, których nie znam z nazwiska, ale którzy także należą do świata, który nazywam moim. Jednak istnieje takie miejsce, do którego nie wchodzi nikt, w którym jestem całkowicie sam i pielęgnuję moją najgłębszą prywatność.

Zagrożona prywatność

W jakim stopniu sytuacja wyżej opisana dotyczy kapłana? Otóż możliwość ukrycia się człowieka przed obliczem świata jest warunkiem formacji i każdej wspólnoty. Innymi słowy, człowiek, który nie ma prywatności, nie może być częścią wspólnoty. To właśnie tutaj kapłan może mieć problemy. Bardzo często traci prywatne życie, w którym mógłby być sam ze sobą. Będąc przyjacielem wszystkich, nierzadko sam nie ma przyjaciół. Udzielając rad innym, czasami nie ma nikogo, kto by zaradził jego bólom i problemom. Nie mając poczucia zadomowienia, biega po parafii, aby znaleźć ludzi, którzy dadzą mu poczucie przynależności. Kapłan, który nerwowo szuka przyjaźni, może potrzebować swych parafian bardziej niż oni jego. Szukając akceptacji, jest skłonny zaufać każdemu, kto się doń uśmiechnie. W konsekwencji jego parafianie staną się jego potrzebą. Zacznie spędzać z nimi długie godziny, aby bardziej zaspokoić własne pragnienia niż ich. W ten sposób będzie zmierzał do zatracenia hierarchii w relacjach, nigdy nie będzie czuł się bezpieczny, zawsze będzie czujny i w końcu stwierdzi, że jest straszliwie niezrozumiany i samotny. Ostatecznie może się odgrodzić od innych i popaść w drugą skrajność – „zamknąć się w czterech ścianach”. Paradoks polega na tym, że ten, kogo uczono kochać wszystkich, w rzeczywistości może nie mieć przyjaciół. Ten, kto ćwiczył się w kontemplacji, często nie jest w stanie być ze sobą sam na sam. Ten, który często innym podpowiada: „zatrzymaj się na chwilę i pomyśl, po co żyjesz”, sam odczuwa przemożną potrzebę ciągłego bycia z innymi, aby mieć wrażenie, że się rozwija, że jest pełną osobą i ma poczucie sensu.

Reklama

Szczera diagnoza – dobra prognoza

Jest wiele obszarów, gdzie czyha na kapłana zagrożenie, jak zresztą na każdego człowieka. Nie ulega wątpliwości, że nasze hałaśliwe czasy zagrażają zachowaniu równowagi między życiem publicznym a prywatnym; między miejscem zarezerwowanym a miejscami, którymi powinien się dzielić; między kontemplacją a działaniem; między nauką a pracą. To zagrożenie wywołuje niepokój i cierpienie. Jednak gdy zrozumiemy rany, wtedy trafna diagnoza może być zapowiedzią dobrej prognozy.

Niech na nasze różne kapłańskie lęki, zagrożenia i niepokoje dobrą radą będą słowa św. Jana Pawła II: „Kapłan nie powinien się obawiać być «nienowoczesnym», ponieważ to ludzkie «dziś» każdego kapłana jest osadzone w «dziś» Chrystusa Odkupiciela. (…) jeżeli jesteśmy zanurzeni z naszym ludzkim, kapłańskim «dziś», w owym «dziś» Jezusa Chrystusa, nie ma zasadniczo obawy o to, że staniemy się «wczorajsi», zacofani... Chrystus jest miarą wszystkich czasów” („Dar i tajemnica”, 2005, s. 82).

Tagi:
ksiądz duszpasterstwo

Reklama

Ks. Prusak SJ: problem odejść księży wymaga głębszej analizy

2019-06-28 21:36

Rozmawiała Maria Czerska / Warszawa (KAI)

- Każdy przypadek odejścia z kapłaństwa to osobna historia. Być może jednak łączy je jakiś głębszy problem, który wymagałby pewnej systemowej analizy – twierdzi ks. Jacek Prusak SJ, teolog, psycholog i psychoterapeuta. W rozmowie z KAI jezuita zwraca m.in. uwagę na problem oderwania formacji seminaryjnej od realiów późniejszego życia księdza diecezjalnego.

Bożena Sztajner/Niedziela

KAI: – Trzeba sobie powiedzieć, że te ostatnie tygodnie nie przynoszą w gruncie rzeczy niczego nowego. Mamy największa liczbę odejść z kapłaństwa w Europie. W skali światowej jesteśmy na drugim miejscu, po USA. Rocznie odchodzi 30–40 księży, również znani i cenieni. Od pewnego czasu to zjawisko jednak narasta. Niepokojące są również samobójstwa wśród księży i kleryków. Okazuje się, że problem dotyczy różnych miejsc w Polsce i duchownych w różnym wieku, o różnym doświadczeniu kapłańskim.

Ks. Jacek Prusak: - Faktycznie w ostatnich tygodniach mamy do czynienia z pewną kumulacją tych przypadków. Te, o których wiemy, nie są ze sobą powiązane personalnie, ale być może łączy je jakiś głębszy wspólny problem. Niewątpliwie coś dzieje się w Kościele w Polsce. Coś dzieje się z duchownymi w naszym Kościele.

- Co, zdaniem Ojca, się dzieje?

– Każdy przypadek to oczywiście odrębna historia. Wydaje mi się jednak, że zjawiska te nie są wystarczająco analizowane od strony systemowej. I takiej odpowiedzi systemowej brakuje gdy mówimy o odejściach z kapłaństwa w Polsce.
Jeśli chodzi o odejścia księży – od kilkudziesięciu lat prowadzone są badania na temat motywów podejmowania takich decyzji. Przeważają cztery. Pierwszy to zakochanie się/pragnienie założenia rodziny. Drugi to obiekcje w stosunku do celibatu. Trzeci to konflikt z przełożonymi i instytucją Kościoła. Czwarty dotyczy poważnych problemów osobistych o podłożu duchowym bądź psychicznym. Należy jednak pamiętać, że zdecydowana większość księży, którzy odchodzą z kapłaństwa ma podwójną motywację wynikająca z poczucia osamotnienia bądź niedocenienia oraz dodatkowych okoliczności, które inicjują kryzys wierności powołaniu.
Warto by było jednak zastanowić się głębiej, czemu te motywy, które nie są przecież nowe, działają dziś z większa siłą. Ciekawym wątkiem, o którym mówili sami księża, którzy zdecydowali się porzucić kapłaństwo, jest pewna bariera, jaką niegdyś stwarzał pontyfikat Jana Pawła II. Niektórzy myśleli o odejściu od dawna, lecz nie byli w stanie podjąć takiej decyzji za życia polskiego papieża. Mieli poczucie, że to jest osobista zdrada Wojtyły. Gdy zmarł, było to dla nich trochę jak śmierć rodzica, którego się teraz już swoją decyzją nie zrani.
Innym czynnikiem są zmiany jakie zaszły w społecznej percepcji księdza jako pośrednika między Bogiem a ludźmi oraz osoby publicznego zaufania. Prywatyzuje nam się wiara, a księża z tym sobie coraz gorzej radzą, bo religijność można kontrolować, ale wiary się nie da. Wierni zaczynają postrzegać księdza bardziej „zwyczajnie” i księża tak też zaczynają postrzegać samych siebie. Jest w pewnym sensie większe społeczne przyzwolenie na niedoskonałość, ale nie na obłudę. Coraz więcej księży mówi otwarcie o tym, że przeszkodą dla ich kapłaństwa jest celibat i że nie chcieliby rezygnować z kapłaństwa ale nie mogą dłużej tak żyć.
Myślę, że wierni doceniają uczciwość takiej deklaracji. Wolą to niż zakłamanie, podwójne życie, ukazywane m.in. w filmie „Kler”, w filmie Sekielskich. Tym być może tłumaczyć można oklaski, które rozległy się w kościele po ogłoszeniu decyzji o odejściu przez proboszcza w Tychach. Księża też mają poczucie, że podwójne życie to najgorsze rozwiązanie.
Kolejna ważna sprawa, niewystarczająco poruszana – to relacje księży z biskupem, ich zawodowy, formalny charakter. To jest problem z obu stron. Mówią o tym księża skarżący się na biskupa i biskup skarżący się na swoich księży.
Warto też wspomnieć o słabości psychicznej niektórych młodych kapłanów, którzy dodatkowo wystawieni są na coraz większy stres. Poziom akceptacji i zaufania dla księży w społeczeństwie od lat spada. Jest zupełnie inny niż niegdyś, gdy się wychowywali lub gdy myśleli o powołaniu. Ludzie są coraz bardziej wymagający, coraz bardziej krytyczni. Dawny model polskiego księdza zderza się z kulturową rzeczywistością, do której nie pasuje i pojawiają się kryzysy.
Dodałbym na koniec problem, jakim jest mała znajomość samych siebie u kleryków a nawet księży. Identyfikowanie się z „rolą księdza” nie wystarcza do określenia siły powołania, nawet jeśli samo pragnienie jest szczere. Wydaje mi się, że w polskim modelu formacji kleryków i młodych księży mylnie założono, że formacja ludzka to formacja do celibatu a nie do dojrzałości a dojrzałość to ugodowość, unikanie napięć, kościelny konformizm.

- Jakiego rodzaju wsparcia ze strony wspólnoty potrzebują księża?

– To jest złożona kwestia. Duchowni nie są uczeni tego, żeby mieć przyjaźnie poza kręgiem swoich kolegów w kapłaństwie. Koledzy mogą być z dzieciństwa, z ławki szkolnej albo z seminarium. Po święceniach duchowni są już księżmi pozostającymi zawsze w asymetrycznej relacji do wiernych. Obie strony mogą się co najwyżej lubić, ale nie może być mowy o jakiejś emocjonalnej zależności. Niektórzy więc maskują swoje człowieczeństwo. W sposób uproszczony traktują twierdzenie, że miłość Boga i miłość do Boga wystarczy im do szczęścia. Ukrywają osamotnienie, ujawniając to ewentualnie jedynie przed kolegami, w przekonaniu, że księdza zrozumie tylko drugi ksiądz.
Dla wielu zakochanie to pierwsze tak intensywne doświadczenie emocjonalne w życiu. Wielu wtedy myśli, że stracili powołanie albo, że nigdy powołania nie mieli. Wcale nie szukają wtedy pomocy. Najczęstszy scenariusz jest taki, że zakochany ksiądz przychodzi po pomoc dopiero w tym momencie, gdy podjął decyzję o odejściu. Zresztą nawet jak sygnalizuje to wcześniej przełożonemu, biskupowi, często może usłyszeć – „to ci przejdzie!”, „przeniesiemy cię, żebyś nie miał kontaktu z tą kobietą”, „czas goi rany...”. To jest za mało.

- Kapłani muszą radzić sobie sami?

- – Nie muszą. Niestety sami księża, zwłaszcza diecezjalni, mówią o tym, że cała formacja seminaryjna od strony ludzkiej jest formacją do życia w samotności pomiędzy innymi księżmi.

- Co należałoby zmienić?

- – Nie chciałbym być recenzentem programu formacji seminaryjnej w Polsce, bo nie zajmuję się wprost formacją kleryków. Wielu księży zwraca jednak uwagę, że model tej formacji oparty jest na modelu zakonnym, który nijak nie przystaje do realiów życia księdza diecezjalnego. Przygotowanie do kapłaństwa odbywa się w sztucznym środowisku a nie w realiach życia. Po święceniach człowiek ląduje na parafii, gdzie rzeczywistość w niczym nie przypomina tego, co dzieje się na co dzień w seminarium.
Pamiętam, jak abp Ryś przed laty w trakcie publicznej debaty mówił o swoim doświadczeniu, gdy był jeszcze rektorem seminarium w Krakowie. Bardzo się starał, by neoprezbiterom wybrać jak najlepsze parafie. Zależało mu, by mieli ułatwiony start. Okazało się, że jeszcze przed końcem wakacji połowa z tych młodych księży przyjechała z pretensjami. To był taki szok, doświadczenie tak odmienne od seminaryjnego. Kompletnie sobie nie radzili, a przecież mieli dobrane „pod siebie” parafie w jednej z najbardziej religijnych diecezji w Polsce.
Zgadzam się z tezą, że obecny model formacji seminaryjnej nie bardzo odpowiada zadaniom, z jakimi się styka ksiądz. Jeśli pozostanie nie zmieniony, prawdopodobnie będziemy mieć z czasem więcej dysfunkcji niż korzyści. Ale przyznam, że nie wiem, jakie konkretne rozwiązania należałoby przyjąć.

- Ciekawy wydaje się model proponowany na Drodze Neokatechumenalnej, gdzie kleryk a potem kapłan pozostaje we wspólnocie, ma żywy kontakt z rodzinami.

– Tak, przyszły ksiądz powinien być formowany we wspólnocie wiernych, to jest jego naturalne środowisko. Natomiast Neokatechumenat to konkretna droga, konkretny wybór. Nie da się tego narzucić wszystkim.
Wśród księży pojawiają się głosy, że być może kleryk powinien być formowany we wspólnocie parafialnej. Mieszkać na parafii i dojeżdżać na zajęcia do seminarium.
Inna sprawa, że nie ma idealnej formacji. I żaden, najlepszy nawet model nie sprawi, że księża nie będą odchodzić z kapłaństwa, przeżywać kryzysów itp. Jako terapeuta przypomniałbym głęboką intuicję Junga, który twierdził, że „największe i najważniejsze problemy w życiu są w zasadzie nie do rozwiązania. Nie można ich nigdy rozwiązać, można z nich jedynie wyrosnąć”. Zawsze jednak warto pozostać otwartym na pomoc i z niej korzystać.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dziś największy lipcowy odpust maryjny na Jasnej Górze

2019-07-16 17:49

mir / Jasna Góra (KAI)

Podprzeor Jasnej Góry o. Mieczysław Polak podziękował pieszym pątnikom zgromadzonym na odpustowej sumie w dzisiejsze wspomnienie Matki Bożej z Góry Karmel, zwanej Szkaplerzną, że „stają w obronie wartości chrześcijańskich, będąc świadkami tego, co dobre i prawdziwe”. Ponad 4 tys. osób dotarło w pieszych pielgrzymkach na największy lipcowy odpust maryjny na Jasnej Górze.

Bożena Sztajner/Niedziela

Suma odpustowa odprawiona została na jasnogórskim szczycie o godz. 11.00. Na uroczystości przybyli pielgrzymi piesi z Poznania, Przemyśla, Piotrkowa Trybunalskiego w archidiecezji łódzkiej i z parafii arch. częstochowskiej; m.in. Gorzkowic, Rozprzy, Kamieńska oraz z Trzemeśni w arch. krakowskiej. Dotarła także licząca 75 osób Franciszkańska Pielgrzymka Rowerowa ze Wschowy w diec. zielonogórsko-gorzowskiej.

- Chodziliśmy od małego – przyznaje wielu jasnogórskich pielgrzymów. Od pokoleń pielgrzymują pieszo, przekazując wiarę, miłość do Boga i umiłowanie pielgrzymowania swoim dzieciom. Od 150 lat wędrują wierni z Piotrkowa Trybunalskiego.

- Można powiedzieć, że podróżujemy 'od Matki do Matki', ponieważ Piotrków Trybunalski również ma swoją Maryję, którą oczywiście czcimy - wyjaśniał kierownik grupy ks. Jacek Tyluś. Najstarszym pielgrzymem była w tej grupie 82-letnia Janina, najmłodszymi 13-miesięczy Jaś i 16-miesięczna Marcelina. Wierni z Piotrkowa Trybunalskiego także pieszo wracają do domów. Tradycyjnie w dzień poświęcony Najświętszej Maryi Pannie z Góry Karmel na Jasną Górę przybyła też grupa z Rozprzy z sanktuarium, w którym Maryję czci się jako Matkę Życia. Także ci pielgrzymi wracają pieszo.

Odprawiający rekolekcje w drodze modlili się o wstawiennictwo Maryi w wiernym naśladowaniu Jej Syna. O. Mieczysław Polak, podprzeor Jasnej Góry podziękował pielgrzymom, że „stają w obronie wartości chrześcijańskich, będąc świadkami tego, co dobre i prawdziwe”.

Mszy św. przewodniczył ks. Jan Markowski, kierownik 85. Poznańskiej Pieszej Pielgrzymki, a koncelebrowali m.in.: ks. Łukasz Łukasik, ojciec duchowy 85. Poznańskiej Pieszej Pielgrzymki i ks. Jacek Tyluś, kierownik 150. Jubileuszowej Pielgrzymki Piotrkowskiej.

O tym, by wiara nie była tylko przyzwyczajeniem i tradycją, lecz żywą relacją z Jezusem i Jego Matką mówił w kazaniu ks. Łukasz Łukasik. - Przychodzimy do Maryi na Jasną Górę, aby zawierzyć Jej sprawę naszej wiary i tego, jak ta wiara w naszym życiu jest postrzegana, a przede wszystkim, jak jest wyznawana – mówił kaznodzieja – To właśnie w naszym sercu rodzi się ta walka związana z wiarą, to właśnie w naszym sercu, w dzisiejszych czasach, rodzi się największa walka o chrześcijaństwo i o Jezusa Chrystusa”.

Z racji odpustu Matki Bożej Szkaplerznej, w Kaplicy Cudownego Obrazu odprawione zostały Nieszpory połączone z nabożeństwem tzw. klęczek. Podczas nabożeństwa ojcowie i bracia paulini modlili się wezwaniami Litanii Loretańskiej i ze wzniesionymi ku górze rękami śpiewali łacińską antyfonę „Monstra Te esse Matrem” („Okaż nam się Matką”).

Święto Matki Bożej Szkaplerznej jest dla niektórych pielgrzymów okazją do uroczystego założenia tego szczególnego znaku zawierzenia Maryi.

Historia szkaplerza sięga połowy XIII w., kiedy to ówczesny generał karmelitów o. Szymon Stock prosił Matkę Bożą o pomoc w uratowaniu zakonu przed kasatą. Jak podaje tradycja, w odpowiedzi Maryja ofiarowała karmelicie płócienną szatę jako znak schronienia pod Jej macierzyńską opiekę. Z noszeniem szkaplerza związane są tzw. przywileje szkaplerzne, czyli łaski obiecane przez Matkę Bożą. Po pierwsze, gwarantuje on szczególną opiekę Najświętszej Maryi Panny w trudnych sytuacjach i niebezpieczeństwach doczesnego życia, a po drugie - w znaku szkaplerza Maryja obiecała szczęśliwą śmierć i zachowanie od wiecznego potępienia.

- Dzisiejsze święto to także ważny dzień w duchowości paulinów - wyjaśnia o. Piotr Łoza. Życie patriarchy Zakonu Paulinów św. Pawła Pierwszego Pustelnika było naśladowaniem życia proroka Eliasza. - Karmel to Góra proroków i pustelników - zauważa o. Łoza – I w tej tajemnicy można odkrywać i dziś co to znaczy życie pustelnicze. Życie pustelnicze to życie prorockie. Pustelnik ma być prorokiem dla tego świata, czyli żyć tym, co jest nadprzyrodzone. Życie według Boga jest proroctwem, czasami nic nie trzeba mówić, tylko żyć według Boga, żeby być prorokiem – wyjaśniał zakonnik.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Francja: od 25 lat wspólnotę braci z Taizé wspierają urszulanki z Polski

2019-07-17 19:36

(KAI/VaticanNews) / Taizé

Od ćwierć wieku pracują na wzgórzu w Taizé urszulanki Serca Jezusa Konającego z Polski. Za ich posługę podziękował im przeor wspólnoty, brat Alois. Swoją wdzięczność każdego tygodnia wyraża też młodzież, z którą pracują siostry.

Łukasz Krzysztofka

Pracujący w Taizé od wielu lat polski kapłan brat Marek przypomniał, że przybycie sióstr urszulanek było związane z potrzebą wspierania jego jako jedynego wówczas brata z Polski, by można było przyjąć liczne grupy młodych. Zaprosił je założyciel wspólnoty brat Roger, który bardzo liczył na to, że uda się znaleźć odważne zakonnice, które zechciałyby przyjechać do Taizé. Bardzo je polubił i wspierał, nalegając jednocześnie, by nosiły strój zakonny, żeby było wiadomo, że są to siostry z Polski.

W rozmowie z Radiem Watykańskim siostra Grażyna zaznaczyła, że chociaż początkowo urszulanki służyły głównie Polakom i osobom z Europy Środkowo-Wschodniej, to z czasem objęły swoimi działaniami także mieszkańców innych krajów. "Stopniowo nasza misja się zmieniała, ale cały czas jesteśmy nastawione na służenie młodym i słuchanie ich. Towarzyszymy dziewczętom z różnych krajów, w zależności od tego, jakimi językami mówimy. Zdarza się niekiedy, że dziewczęta, które w Taizé poznały urszulanki, wstępują do tego zgromadzenia" – powiedziała siostra Ania. Dodała, że ona sama właśnie w Taizé poznała urszulanki "i tu rozeznawałam moją drogę i, jak widać, jestem w zgromadzeniu".

W ciągu dwudziestu pięciu lat na wzgórzu w Taizé pracowało kilkanaście urszulanek. Dla życia każdej z nich doświadczenie to było bardzo istotne. Także braciom ze wspólnoty i wielu ludziom młodym nie sposób sobie wyobrazić życia w tym miejscu bez ich obecności.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem