Przemoc, której nie wolno usprawiedliwiać
Zacznijmy jasno: nauczyciel nie ma prawa bić, szarpać ani wyzywać ucznia. Każdy taki czyn jest naruszeniem prawa, etyki zawodowej i zaufania społecznego. Obdukcja, zgłoszenie na policję i do prokuratury – to naturalna, konieczna droga. Odpowiedzialność indywidualna musi zostać wyciągnięta.
Ale odpowiedzialność systemowa – już niekoniecznie. A bez niej będziemy skazani na powtarzalność podobnych historii.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Edukacja włączająca – idea czy iluzja?
Z tego chaosu wyrasta pojęcie, które odmieniane jest dziś przez wszystkie przypadki: edukacja włączająca. W teorii – piękna. W praktyce – coraz częściej iluzoryczna.
Najpierw do klasy trafia jedno dziecko z opinią, potem kolejne. Każdy przypadek uzasadniany jest podobnie: „to dla dobra dziecka”, „nie możemy go wykluczyć”, „przecież równość wymaga, aby był wśród rówieśników”. Słowa brzmią szlachetnie, odwołują się do empatii i sprawiedliwości, więc kto odważy się sprzeciwić? A jeśli ktoś podnosi głos, natychmiast padają oskarżenia o brak serca i wrażliwości.
To element pedagogiki krytycznej – gotowość do przekraczania wszelkich barier społecznych, rezygnacja z oceniania, kategoryzowania i kwalifikowania kogokolwiek. Idea równości zostaje przesunięta z pozycji wrodzonej godności człowieka na szeroki obszar cech fizycznych, psychicznych i intelektualnych. W praktyce oznacza to: „nie ma osób ułomnych pod żadnym względem”.
Reklama
Krok po kroku, plasterek po plasterku, system się zmienia. Nikt nie mówi wprost: „od dziś szkoła ma być miejscem terapii zamiast nauczania”. Zamiast tego dokonuje się drobnych przesunięć, które sumują się w wielką transformację. W efekcie nauczyciel prowadzi nie klasę, lecz mozaikę przypadków, dokumentów i wyjątków. Uczniowie nie uczą się już razem – uczą się każdy „na własnych zasadach”.
Pod hasłem równości i dobra dziecka dokonuje się cicha rewolucja. Równość zostaje zredukowana do sloganu – jedni otrzymują coraz więcej „dostosowań”, a inni stają się przezroczyści. „Dobro dziecka” staje się zaklęciem, którym usprawiedliwia się wszystko – nawet to, co de facto szkodzi całej wspólnocie szkolnej.
Dobrostan kontra rzeczywistość
Nową religią szkoły stał się „dobrostan”. Brzmi humanistycznie, ale bywa używany jak pałka ideologiczna. Bo gdy dobrostan jednego ucznia oznacza chaos dla dwudziestu dziewięciu pozostałych, to czyj dobrostan naprawdę chronimy?
Każde kolejne orzeczenie trafiające do tej samej klasy uzasadnia się „dobrem dziecka”. Protest? Natychmiast zarzut braku empatii. W efekcie nauczyciel funkcjonuje w stanie permanentnego napięcia – rozdarty między potrzebą nauczania a gaszeniem kryzysów. To nie usprawiedliwia przemocy. Ale tłumaczy bezradność.
TikTok jako nowy kurator oświaty
Do tego dochodzi jeszcze jeden czynnik: TikTokizacja szkoły. Krótkie filmiki, emocjonalne narracje, publiczne lincze zanim zapadną jakiekolwiek ustalenia. Nauczyciel przestaje być wychowawcą – staje się potencjalnym bohaterem viralowego oskarżenia.
Szkoła działa dziś pod presją kamer, telefonów i algorytmów. Każdy konflikt może zostać wyrwany z kontekstu i stać się „dowodem” w medialnym sądzie.
W stronę prawdy, nie sloganów
Reklama
Jeśli naprawdę zależy nam na dobru dzieci, musimy przestać udawać, że każde dziecko w każdej klasie i w każdych warunkach będzie rozwijać się tak samo dobrze. To nie jest empatia. To ideologia. Nie chcemy usprawiedliwiać przemocy – każde uderzenie, każde szarpnięcie jest złe i nieakceptowalne. Ale warto spojrzeć na to, co dzieje się w klasie, zanim dojdzie do tragedii w małej skali. Nauczyciel w Głogowie pracował z uczniem, który regularnie zakłócał lekcje, ignorował polecenia, prowokował kolegów i nauczyciela. Podczas jednej z lekcji napięcie osiągnęło punkt krytyczny.
Potrzebujemy: mniejszych klas, realnego wsparcia specjalistów, oddziałów i form kształcenia dostosowanych do potrzeb, ochrony nauczyciela jako osoby uczącej, nie wyłącznie „opiekuna emocji”.
Bo szkoła, która nie uczy, przestaje wychowywać. A nauczyciel, który nie ma narzędzi, prędzej czy później pęka. Nie wolno nam akceptować przemocy. Ale jeszcze groźniejsze jest akceptowanie systemu, który do niej pośrednio prowadzi, a potem udaje zdziwienie.
To nie jest felieton przeciwko dzieciom z orzeczeniami. To felieton w obronie szkoły, która ma jeszcze odwagę uczyć.
