Reklama

Wiadomości

Ucieczka do oazy spokoju

O przyczynach i możliwych skutkach napływu do Europy wielkiej liczby uchodźców z Bliskiego Wschodu z dr. Janem Burym rozmawia Wiesława Lewandowska

Niedziela Ogólnopolska 39/2015, str. 36-37

[ TEMATY ]

uchodźcy

polityka

Grzegorz Boguszewski

Dr Jan Bury

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Imigracja z krajów Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej do Europy – przede wszystkim do Niemiec i Francji – trwa od ponad dwudziestu lat. Dziś nadciąga fala uchodźców z Syrii, Iraku, Afganistanu, Libii, Somalii, tak wielka, że poszczególne kraje europejskie nie są w stanie ich przyjąć, buntują się, wręcz odmawiają pomocy...

DR JAN BURY: – Można powiedzieć, że Europa ma za swoje, gdyż od czternastu lat patrzyła obojętnie lub nawet bezpośrednio wspierała rozmaite wojenne ekscesy USA na Bliskim Wschodzie i w Afryce. Trzeba by to dziś wreszcie jasno powiedzieć, że interwencje zbrojne Stanów Zjednoczonych zamiast obiecywanej demokracji wprowadziły totalny chaos w wielu krajach arabskich i muzułmańskich; zostały tam zniszczone instytucje państwowe oraz infrastruktura, która nie jest odbudowywana. Można zatem powiedzieć, że zrujnowano perspektywy życiowe znacznej części tamtejszego młodego społeczeństwa. Trudno się więc dziwić, że od pewnego czasu zaczęło się nasilać zjawisko desperackich ucieczek, czy to w obliczu otwartej wojny, czy za chlebem.

– Dlaczego właśnie teraz nadeszła ta „kulminacyjna fala” wędrówki ludów?

– Dlatego, że dzisiejsza wojna syryjska – będąca pokłosiem wspierania przez Zachód rozmaitych bojówek w okresie arabskiej wiosny w 2011 r. i przerzucenia ich potem z Libii do Syrii – trwa już za długo i jest bardziej krwawa nawet od wojny w Iraku. Większość dzisiejszych uciekinierów pochodzi właśnie z Syrii, w której dziś wprost nie sposób doliczyć się liczby ofiar – szacuje się ją na ok. 200 tys. Walczącym tam dziś bojówkarzom – których nawet trudno nazwać opozycją przeciwko reżimowi prezydenta Al-Asada – nie udało się obalić wspieranych przez Rosję władz w Damaszku. Zachód tym razem nie interweniuje wprost, z uwagi na polityczno-militarny sojusz Syrii z Iranem, będącym już poważnym mocarstwem regionalnym. Pod pozorem wewnętrznego konfliktu syryjskich bojówkarzy z syryjskim reżimem mamy tam wciąż podsycany najprawdziwszy konflikt mocarstw, który dla samych Syryjczyków jest naprawdę wyniszczający.

– Można mówić o codziennym zagrożeniu życia?

– Niestety, tak. Mieszkająca w stosunkowo spokojnej, środkowej części Syrii rodzina żony mojego kolegi ze studiów informuje, że na Damaszek spada codziennie po kilkanaście pocisków moździerzowych. Nie ma tam wprawdzie regularnego frontu walki, ale jest strach i codzienna niepewność. Szczególnie w północno-wschodniej części kraju, kontrolowanej przez wyjątkowo bezwzględnych, radykalnych bojówkarzy islamskich, którzy mordują członków innych grup etnicznych i religijnych, prowadzą najzwyklejszą czystkę etniczną.

– Pozostaje jedynie ucieczka?

– Tak. Ci uciekinierzy, którzy teraz trafiają do Europy – nieważne, czy z Syrii, czy z Iraku – nie uciekają przed „przebrzydłym panem Asadem”, lecz przed bojówkami fanatycznego Państwa Islamskiego, które wsławiają się coraz to bardziej okrutnymi zbrodniami. Pewnie chętnie uciekliby właśnie do Al-Asada, ale na południe Syrii trudno im się przedostać właśnie z powodu owych mordujących bojówek. Pozostaje w miarę bezpieczna droga lądowa na północny zachód, czyli do Europy.

– Mające potężnych sojuszników państwo syryjskie nie może jednak wygrać wojny z bojówkami, ale czy naprawdę w żaden sposób nie może się dziś zatroszczyć o swych obywateli?

– Nie ma takich możliwości, bo syryjska armia jest w ruinie; oficjalnie liczy 360 tys. żołnierzy, ale co najmniej 100 tys. już zdezerterowało, a nie wiadomo, ilu zostało skorumpowanych i nie przejawia chęci niszczenia bojówek. Tak naprawdę, ostrożnie licząc, prezydent Al-Asad może dziś dysponować 25-30 tys. oddanych mu doborowych żołnierzy. Może też liczyć na wsparcie kilku tysięcy żołnierzy irańskich oraz bojówkarzy Hezbollahu, którzy mają religijny obowiązek wspierać swych syryjskich braci szyitów. Niedawno też ujawniono, że Rosjanie zaczęli budować pod Damaszkiem swoją drugą bazę w Syrii (mają już bazę morską w Tartusie), do której ściągają samoloty i śmigłowce... Co dalej, nie wiadomo.

– Jak na razie chyba nie ma mocnych na islamskich bojówkarzy... Dlaczego tak trudno skończyć tę wyniszczającą wojnę?

– Dlatego, że bojówkarze islamscy skądś wciąż otrzymują wsparcie, są nieustannie szkoleni i dozbrajani. Trzeba przyznać, że dżihadyści w Syrii są znakomicie uzbrojeni w nowy sprzęt. Na pewno nie kupują go na Allegro...

– Uciekinierzy często mówią, że najchętniej pozostaliby w swoim kraju. Dlaczego więc uciekają do odległej Europy, a nie do sąsiednich bogatych krajów arabskich?

– Po pierwsze dlatego, że Europę postrzegają jako oazę dobrobytu i spokoju. Nie mogą się udać do swoich braci Arabów znad Zatoki Perskiej, bo tam buduje się mury. Arabia Saudyjska postawiła elektroniczne ogrodzenie wzdłuż granicy z Jemenem... Te bogate kraje żyją sobie wygodnie i nie chcą problemów, a przybyszów akceptują jedynie jako odpowiednio limitowaną tanią siłę roboczą, której już zresztą mają pod dostatkiem. W Kuwejcie mieszka ok. 2,5 mln ludzi, z czego nie więcej niż pół miliona to prawdziwi Kuwejtczycy, pozostali to tania siła robocza, głównie z Indii, Filipin, Bangladeszu i Pakistanu.

– Dzisiejszą falę uciekinierów Europejczycy postrzegają właśnie głównie jako imigrację zarobkową. Niesłusznie?

– Kim są ci uciekinierzy i dlaczego uciekają – to powinny dobrze rozeznać służby policyjne krajów, do których przybywają. Wstępnie można zakładać, że są to przybysze z Syrii, z Iraku czy też z państw Afryki, z rejonów ogarniętych konfliktami. Postrzegamy ich jako nieszczęśników, którzy nie mają już nic do stracenia, których domy zostały zburzone, którzy potracili swoje rodziny, a w najlepszym razie tylko warunki do godnego życia.

– Już na pierwszy rzut oka można oszacować, że wśród uciekinierów przeważają młodzi mężczyźni. Jeden z polskich polityków niedawno wyraził zgorszenie, że nie zostali w swoim kraju, by go bronić...

– Zapytam: jak, po której stronie mieliby to robić? Europejscy politycy chyba nie zdają sobie sprawy z sytuacji panującej na Bliskim Wschodzie, do której, notabene, w swoim czasie sami się przyczynili!

– Faktem jest, że dzisiejszą Europą miotają sprzeczne uczucia: z jednej strony chciałaby być wspaniała i przygarnąć wszystkich, bez względu na ich pochodzenie i religię, z drugiej – panicznie boi się islamskiego terroryzmu, który być może właśnie teraz ma najlepszą sposobność, by przeniknąć do krajów europejskich. Nie ma się czego bać?

– Powiedziałbym, że Europa ma się czego bać, ale nie tylko terroryzmu. Europejskie elity chyba najbardziej boją się tego, że promowany przez nie system neoliberalnej dyktatury zostanie w pewnym momencie stłamszony właśnie przez muzułmańskich przybyszów.

– Skoro nie chcą kościołów, to będą meczety?

– Prawdziwe zagrożenie dla obecnej formy europejskiej cywilizacji nastąpi dopiero wtedy, gdy muzułmanie zaczną się politycznie organizować i będą mieli silne reprezentacje w europejskich parlamentach. To jednak, przynajmniej na razie, mało prawdopodobny scenariusz, może najszybciej realny w Niemczech i we Francji.

– Dlaczego to akurat Niemcy i Francja są do dziś krajami najbardziej otwartymi wobec arabskich przybyszów?

– Te kraje mają już odpowiednie historyczne doświadczenia; Francja z racji swych związków kolonialnych przyjmowała od dawna imigrantów z krajów arabskich, a w Niemczech dziś już przebywa ok. 2 mln Turków i przybywa też coraz więcej imigrantów z krajów islamskich. Władze niemieckie od dawna prowadzą dialog z muzułmanami, co – jak wynika z ich doświadczeń – dość skutecznie ogranicza możliwość rozwijania się islamskiego terroryzmu.

– Generalnie wśród krajów europejskich – również w Polsce – panuje obawa, wręcz niechęć do tych przybyszów z obcego kręgu cywilizacyjnego, zwłaszcza w tak wielkiej, jak nigdy dotąd, liczbie. Europa się po prostu boi!

– I – powtórzę raz jeszcze – ma za swoje! Teraz ponosi konsekwencje swojej obojętności lub wręcz udziału w rozniecaniu konfliktów na Bliskim Wschodzie. Dopiero dziś słyszy się nieśmiałe komentarze, że błędem było likwidowanie bliskowschodnich reżimów, które jednak stabilizowały sytuację w tym regionie.

– Polska premier oraz szef MON stwierdzili niedawno, że przede wszystkim trzeba umieć rozwiązywać problemy tam, na miejscu, czyli w Syrii, Libii, Iraku, Afganistanie, by naprawdę pomóc tamtejszej ludności. Co to miałoby znaczyć, Pana zdaniem?

– Naprawdę nie wiem! Zażartuję sobie, że może to przyznanie się do winy, że biorąc udział we wcześniejszym rozwiązywaniu tamtejszych problemów, ponieśliśmy jednak klęskę, czego dowodem są dzisiejsze kłopoty z uchodźcami...

– A przede wszystkim kłopot z możliwym teraz wielkim „importem” terroryzmu, któremu wcześniej chciano zapobiec właśnie poprzez interwencje zbrojne na Bliskim Wschodzie. Jak można skutecznie zminimalizować to obecne zagrożenie?

– To zadanie dla europejskich, głównie niemieckich, służb bezpieczeństwa, które muszą w miarę możliwości dokładnie prześwietlić każdego przybysza, co, oczywiście, nie będzie proste, ponieważ trudno będzie zweryfikować wiarygodność zeznań ludzi bez odpowiednich dokumentów. Na pewno trzeba wychwytywać wszelkie nieścisłości i luki w informacjach na temat losów poszczególnych osób. Moim zdaniem, pewne gwarancje dałby tu choćby przejściowy pobyt grup uchodźców właśnie w niemieckich, dobrze już wyspecjalizowanych obozach, w celu rzetelnej weryfikacji i wykluczenia osób podejrzanych o działalność terrorystyczną.

– Nie można się kierować żywiołowym odruchem serca i przyjmować ludzi do swych społeczności bez tego rodzaju weryfikacji?

– Jednak nie. Mimo że papież Franciszek namawia nas, chrześcijan, do tego odruchu serca, podobnie polski Episkopat, pomimo że niektóre polskie parafie i gminy już dziś zgłaszają gotowość do przyjmowania uchodźców, warto tę operację przeprowadzić spokojnie i metodycznie. I to przede wszystkim przed państwem stoi zadanie zorganizowania naprawdę skutecznej pomocy dla uchodźców, zapewnienie im dachu nad głową być może na wiele lat, zapewnienie pracy, nauki języka. Do tego potrzebne są profesjonalne służby.

– Polski problem polega dziś na tym, że w związku z wysokim bezrobociem zwykłych gastarbeiterów raczej nie potrzebujemy. Może co najwyżej mile widziani byliby imigranci odpowiednio wykształceni, którzy zastąpiliby tych Polaków, którzy wyjechali do Anglii, Irlandii, Niemiec.

– Obawiam się, że wśród uchodźców są przede wszystkim ludzie słabo wykształceni. Ci lepiej wykształceni przeważnie mają rodziny w innych krajach arabskich i nie muszą daleko uciekać ani wyjeżdżać za chlebem do Europy. Rodziny arabskie są zazwyczaj bardzo liczne – przeciętnie składają się z ok. 2 tys. osób! – i tradycyjnie bardzo się wspierają.

– W Polsce pojawiają się głosy, że powinniśmy przyjąć przede wszystkim syryjskich chrześcijan. Nawet wydawało się, że z Syrii uciekają tylko prześladowani chrześcijanie...

– Oczywiście, wśród uchodźców jest wielu chrześcijan, którzy uciekając przed fanatycznymi islamskimi bojówkami, przedostali się do Turcji, potem do Grecji i dalej na północ. Nie wiadomo jednak, jaki procent uchodźców stanowią właśnie syryjscy chrześcijanie. Z pewnością przeważają muzułmanie, a wśród nich syryjscy szyici oraz Kurdowie. Oczywiście, trudno zaprzeczyć, że chrześcijanie są nam, Polakom, kulturowo bliżsi niż muzułmanie, ale właśnie jako chrześcijanie i obrońcy praw człowieka powinniśmy przyjąć także muzułmanów.

– Było nie było, stoimy w Europie przed zderzeniem cywilizacji. Można zakładać, że ten proces będzie się szybko pogłębiał?

– Będzie się pogłębiał tak długo, jak długo będą trwały i będą podsycane konflikty na Bliskim Wschodzie. Najistotniejsze jest więc to, żeby ustabilizować ten region, ale tego z pewnością nie da się szybko osiągnąć.

– Dlaczego?

– O to trzeba by pytać światowe mocarstwa. Ale i tak nie będzie jednoznacznej odpowiedzi.

2015-09-22 11:22

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Grecja: Caritas próbuje ulżyć uchodźcom na Morzu Egejskim

[ TEMATY ]

uchodźcy

Caritas

vaticannews.va

Grecja przyjęła już ponad 115 tys. migrantów, z których prawie 42 tys. tłoczy się na wyspach Morza Egejskiego. Jest to potencjalne ognisko wybuchu epidemii koronawirusa, która tam, w przepełnionych obozach, mogłaby spowodować prawdziwą katastrofę.

Poinformowała o tym rzeczniczka Caritas Grecji Christy Tsantioti na stronie Caritas Internationalis, dodając, że jej organizacja podejmuje wszelkie działania, aby „dbać o takie podstawowe prawa uchodźców i migrantów, jak prawo do zdrowia, oświaty i ochrony”.

Według rzeczniczki „kryzys uchodźców w tym regionie osiągnął już punkt krytyczny i wymaga pilnych działań ze strony zarówno władz greckich, jak i wspólnoty międzynarodowej, bo nikt nie może być pozostawiony na uboczu”. Tsantioti zwróciła uwagę, że w obecnym kontekście, wywołanym pandemią wirusa, „podstawowe normy, potwierdzone przez ustawodawstwo, dotyczące uchodźców i ich praw, są stale zagrożone”. Podkreśliła, że w świetle najnowszych danych, zgromadzonych przez Caritas, „nie można już zwlekać z interwencją”.

Zdaniem greckiej działaczki charytatywnej, najtrudniejsza sytuacja, pogłębiona przez epidemię, panuje na wyspach Chios, Moria, Kara Tepe i Lesbos. Tysiące osób korzystają tam codziennie z pomocy, udzielanej im przez pracowników Caritasu, którzy m.in. w razie potrzeby dowożą chorych do szpitala na Chios.

Obóz w Kara Tepe jest znany z tego, że przyjmuje rodziny uchodźców, jak to było w przypadku ok. 1,3 tys. uznanych za „bezradne” i w związku z tym nie będących w stanie przebywać w sąsiednim obozie w Moria; chodzi przede wszystkim o niepełnosprawnych, rodziny z małymi dziećmi i kobiety w ciąży. Wszystkie te osoby przeniesiono do tymczasowych schronisk, gdzie – jak same mówiły – „poczuły powiew nadziei”. „Nie musimy już stać w długich kolejkach po żywność albo żeby się umyć, nie ma już tych napięć, życia w wielkim stłoczeniu w jednym namiocie i bać się o swoje zdrowie. Jesteśmy spokojniejsi i już się nie boimy” – powiedział dziennikarzom jeden z przesiedlonych do Kara Tepe.

To zaangażowanie przynosi pewne owoce, ale wymaga nieustannego wsparcia z zewnątrz – powiedziała Tsantioti – aby „uwrażliwiać społeczeństwo na sprawy związane z migracjami i z zapewnieniem opieki tym, którzy znaleźli się w obliczu pandemii w bardzo trudnych warunkach, zwłaszcza grupom najbardziej zmarginalizowanym”. I to właśnie wśród nich Caritas Grecji rozprowadziła specjalny zestaw higieniczno-sanitarny, mleko w proszku dla niemowląt, udzielała pomocy psycho-społecznej, w tym także za pomocą internetu i telefonicznie, prowadząc kursy języków angielskiego i greckiego, aby mogli się porozumieć. „Dla najbardziej potrzebujących jest to wielki dar” – uważają przedstawiciele organizacji.

Caritas Grecji wraz ze swym oddziałem ateńskim i amerykańską organizacją Catholic Relief Services bierze udział w programie ESTIA (Emergency Support to Integration and Accomodation), opracowanym przez Wysokiego Komisarza NZ ds. Uchodźców (UNHCR). Ma on za zadanie szczególnie zapewnienie „godnego i bezpiecznego rozlokowania oraz wsparcie ekonomiczne” 26 tys. osób ubiegających się o azyl w Grecji. Według Tsantioti, „podstawowe zasady, leżące u podstaw ochrony uchodźców są dziś wystawione na próbę, ale my będzie nadal stać po stronie tych najbardziej bezradnych, aby nie pozostawić nikogo na uboczu”.

Do tego programu włączyła się ostatnio także Caritas Archidiecezji Mediolańskiej, która zaczęła zbierać środki na pomoc dla swej bliźniaczej organizacji w Grecji. „Najgorszą odpowiedzią, jakiej możemy udzielić w tych trudnych dniach, gdy nasz kraj podjął niezwykły wysiłek powstrzymania szerzenia się koronawirusa, byłaby obojętność wobec cierpienia naszych sąsiadów” – oświadczył Sergio Malacrida, odpowiedzialny Caritas Mediolańskiej za projekty na Wschodzie Europy. Zauważył, że można „reagować w obecnej chwili, aby nie skupiać się tylko na sobie i myśląc także o bólu innych oraz być blisko tych, którzy nadal uciekają przed wojnami i głodem”.

CZYTAJ DALEJ

Ksiądz, powstaniec, patriota. Powieszony przez Niemców na swojej własnej stule

2020-08-01 16:26

[ TEMATY ]

ksiądz

Powstanie Warszawskie

wikipedia.org

W ciągu 63 dni Powstania Warszawskiego oprócz wielu żołnierzy i ludności cywilnej, wzięli w nim udział również duchowni, którzy stale towarzyszyli walczącym.

Zajmowali się organizowaniem Eucharystii i wspólnych modlitw, udzielali sakramentów, towarzyszyli poległym na ostatniej drodze, a niejednokrotnie oddawali własne życie w walce o wolność Ojczyzny.

Jednym z nich był pallotyn ks. Józef Stanek – kapelan powstańców na Czerniakowie, zamordowany przez hitlerowców 23 września, wyniesiony na ołtarze przez Jana Pawła w gronie 108 męczenników II wojny światowej. Obecnie trwają modlitwy o rychłą kanonizację niezłomnego kapłana.

Ks. Józef Stanek, noszący pseudonim “Rudy”, w dniu wybuchu Powstania Warszawskiego posługiwał jako kapelan w Zakładzie Sióstr Rodziny Maryi na Koszykach. Od 1 sierpnia 1944 uczestniczył w Powstaniu Warszawskim. W trudnych warunkach odprawiał nabożeństwa, udzielał pomocy rannym i umierającym, wspierał ludność cywilną i personel medyczny w szpitalach polowych. W drugiej połowie sierpnia zajął się towarzyszeniem żołnierzom zgrupowania AK “Kryska”, walczącym na Czerniakowie.

Duchowny z oddaniem i gorliwością służył powstańcom. Jego zaangażowanie w sprawowanie sakramentów i zwykłe rozmowy z wiernymi, miały niebagatelny wpływ na morale walczących. Wielokrotnie znosił z pola walki rannych powstańców, posługując niemal w każdym miejscu walczącego Czerniakowa. Zjawiał się nawet w najbardziej niebezpiecznych punktach oporu powstania, by wspierać załamanych cywili, głosić Ewangelię i udzielać sakramentów.

Podczas trwania powstania duchowny dostał propozycję przeprawy na prawy brzeg, co miało zapewnić mu bezpieczeństwo. Ustąpił jednak miejsca w pontonie rannemu żołnierzowi, rezygnując z przeprawienia się przez Wisłę. Nie zdecydował się na opuszczenie walczących powstańców i do końca pozostał w ruinach konającego Czerniakowa.

Był dla nich wsparciem do ostatnich chwil. Świadkowie życia młodego pallotyna podkreślają jego heroiczną miłość bliźniego. Nazywano go „niestrudzonym Samarytaninem”. Śmierć poniósł mając zaledwie 28 lat, po 5 latach kapłaństwa. Jego altruistyczna i bohaterska postawa sprawiła, że zyskał wielki szacunek i uznanie ze strony wszystkich walczących.

W dniu kapitulacji Czerniakowa 23 września, duchowny dostał się w ręce SS. Odważnie pertraktował z wrogiem, aby ocalić jak najwięcej powstańców. Był poddawany wielu szczególnie brutalnym torturom, a następnie powieszony na własnej stule. Kiedy na szyję duchownego nałożono pętlę, pobłogosławił on jeszcze powstańców i ludność cywilną prowadzoną przez Niemców do obozów.

Jednym ze świadków jego egzekucji był inny wybitny kapelan powstania jezuita, o. Józef Warszawski. Ks. Stanek ściągnął na siebie szczególną nienawiść m.in. dlatego, że polecił żołnierzom polskim zniszczyć broń, ponieważ hitlerowcy niemal każdego uzbrojonego Polaka natychmiast rozstrzeliwali. Nie chciał także, aby broń dostała się w ręce Niemców i służyła zabijaniu powstańców.

Ks. Stanek święcenia kapłańskie przyjął już w latach okupacji w 1941 roku. Po święceniach studiował na tajnym Wydziale Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego.

Zwłoki duchownego ekshumowano i złożono w zbiorowej mogile przy ul. Solec w Warszawie 14 kwietnia 1945 r. Następnie w 1946 roku przeniesiono je na cmentarz Powązkowski. 4 listopada 1987 w kościele Matki Boskiej Częstochowskiej przy ul. Zagórnej odbyło się nabożeństwo żałobne połączone z ekshumacją i pogrzebem, 5 listopada 1987 szczątki pallotyna złożono w powązkowskiej kwaterze zgrupowania AK „Kryska”. W 1994 roku przy skrzyżowaniu ulic Wilanowskiej i Solec postawiono pomnik ku czci ks. Józefa Stanka oraz innych bohaterów walczących na tym terenie w oddziałach Armii Krajowej i Wojska Polskiego.

13 czerwca 1999 roku w Warszawie Jan Paweł II ogłosił ks. Józefa Stanka błogosławionym w gronie 108 męczenników II wojny światowej oraz drugim pallotynem – ks. Józefem Jankowskim.

Kaplicę im. bł. ks. Józefa Stanka można odwiedzić w Muzeum Powstania Warszawskiego. Poświęcił ją kard. Józef Glemp podczas otwarcia Muzeum 31 lipca 2004 r. Do kaplicy wniesiono wówczas relikwie kapelana powstańców na Czerniakowie.

„Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami” – tak mówił o bł. ks. Józefie Stanku, pallotynie i męczenniku ks. dr Jan Korycki SAC w homilii wygłoszonej podczas Mszy św. w 74. rocznicę śmierci duszpasterza Powstańców Warszawskich.

CZYTAJ DALEJ

ONZ wzywa do szybkiego otwarcia szkół po kryzysie związanym z koronawirusem

2020-08-05 19:47

[ TEMATY ]

szkoła

ONZ

koronawirus

Adobe.Stock

Organizacja Narodów Zjednoczonych wydała przewodnik, który ma przyczynić się do jak najszybszego ponownego otwarcia szkół po kontroli na koronawirusa. Ma on pomóc rządom poszczególnych krajów w realizacji planów oświatowych – oznajmił sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres 4 sierpnia w Nowym Jorku.

Według niego pandemia doprowadziła do największego w historii załamania się system oświatowego. W ponad 160 krajach zamknięto wszystkie placówki oświatowe, co oznaczało przerwanie nauki przez miliard uczniów. „Obecnie stoimy w obliczu katastrofy pokoleniowej, która może zmarnować niewyobrażalny potencjał ludzki, osłabić dziesięciolecia postępu i pogłębić głęboko zakorzenione nierówności” – ostrzegł sekretarz generalny ONZ.

Oświadczył, że dziś najważniejszą sprawą jest uznanie edukacji za priorytet polityki przez poszczególne państwa. Przekonywał, że decyzje, które teraz będą podejmowały rządy i ich partnerzy, „będą miały trwały wpływ na miliony młodych ludzi i perspektywy rozwoju krajów w nadchodzących dziesięcioleciach”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję