Salvador Valera Parra urodził się w 1816 r. w ubogiej rodzinie chłopskiej. Już w wieku trzynastu lat, przy łóżku swojego zmarłego ojca, wykazał się niezwykłą wiarą, gdy zamiast lamentować, pogrążył się w modlitwie. To wewnętrzne powołanie doprowadziło go w wieku czternastu lat do seminarium w Murcji. Święcenia kapłańskie przyjął w 1840 r., a swoją pierwszą Mszę św. odprawił w klasztorze kapucynek, aby podziękować zakonnicom, które wspierały go podczas studiów.
Życie w stodole i gorliwa służba
Po krótkim okresie pracy w rodzinnym mieście został proboszczem w Alhama de Murcia. Tutaj jego ubóstwo osiągnęło charakter dosłownie ewangeliczny: jego mieszkaniem stała się prosta stodoła nieopodal kościoła. Ks. Salvador gorliwie opiekował się potrzebującymi, chorymi, opuszczonymi, o nikim nie zapominając. W 1851 r. został proboszczem parafii Matki Bożej Wniebowziętej (Nuestra Señora De la Asunción) w swoim rodzinnym mieście Huércal-Overa. Pozostał tam przez trzynaście lat. Wyróżnił się działalnością duszpasterską i społeczną, zwłaszcza w czasie epidemii cholery i trzęsienia ziemi, które w 1863 r. spowodowały poważne zniszczenia i wiele ofiar śmiertelnych. Jego gorliwość i moralna integralność przyniosły mu uznanie nie tylko wiernych, ale także państwa – otrzymał Order Izabeli Katolickiej oraz Order Karola III. On sam jednak uważał te zaszczyty za drugorzędne w porównaniu z pracą dla ludzi.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Bohater z Kartageny, który odrzucał zaszczyty
Reklama
W 1864 r. biskup wysłał go do Kartageny, największej parafii diecezji. Kiedy rok później miasto dotknęła epidemia cholery, Don Salvador stał się „aniołem pocieszenia”. Kroniki podają, że nie było umierającego, którego by nie odwiedził. Jego poświęcenie było tak ogromne, że nawet generał Prim, bohater ówczesnej historii Hiszpanii, zaproponował mu wysokie stanowisko. Skromny „Cura Valera”, czyli Proboszcz Valera miał jednak tylko jedno pragnienie: powrócić do swoich ukochanych wiernych w rodzinnym Huércal-Overo.
Powrót do domu i świadectwo cudów
Jego ostateczny powrót do rodzinnej miejscowości w 1868 r. przypominał wjazd Jezusa do Jerozolimy. Całe miasto wyszło mu na spotkanie, na jego cześć biły dzwony, a ludzie witali swojego księdza, który wracał na prostym wozie.
Ostatnie dwadzieścia lat jego życia było przepełnione wydarzeniami, które ludzie postrzegali jako nadprzyrodzone: od nagłego ugaszenia pożaru w świątyni po wezwaniu wstawiennictwa Matki Bożej, aż po liczne uzdrowienia. Mimo to pozostał człowiekiem skromnym, gorliwym w pobożności, głębokiej modlitwie, współczuciu i solidarności. Wraz ze św. Teresą Jornet założył dom dla opuszczonych seniorów, który stoi do dziś jako żywe świadectwo jego miłości.
Droga na ołtarze
Cura Valera zmarł 15 marca 1889 r., opłakiwany przez cały region. Przekonanie o jego świętości było tak silne, że już w 1915 r. wierni złożyli wniosek o rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego. Po dziesięcioleciach badań papież Franciszek uznał heroiczność jego cnót w 2021 r.
Decydujący moment nastąpił 20 czerwca 2025 r., kiedy Papież Leon XIV uznał cud za jego wstawiennictwem. Było to cudowne uzdrowienie chłopca o imieniu Tyquan, który urodził się 14 stycznia 2007 r. w Rhode Island (USA) w stanie krytycznym. Noworodek nie wykazywał żadnych oznak życia, nie oddychał, a lekarze godzinę po porodzie przestali wyczuwać u niego bicie serca. W tej chwili całkowitej bezradności lekarz, który był rodakiem Salvadora Valery Parry, zwrócił się do sługi Bożego ze spontaniczną prośbą o wstawiennictwo.
Wkrótce potem serce dziecka ponownie zaczęło bić bez zewnętrznej interwencji. Chociaż prognozy medyczne po przeniesieniu na oddział intensywnej terapii przewidywały ciężkie, trwałe upośledzenie w wyniku niedotlenienia mózgu, chłopiec zaczął wykazywać nieoczekiwaną spontaniczną aktywność, a jego stan neurologiczny stopniowo się poprawiał. Po pomyślnym pokonaniu kolejnych komplikacji, po kilku miesiącach został wypisany do domu z całkowicie normalnym rozwojem psychomotorycznym. Dzisiaj Tyquan prowadzi życie zdrowego nastolatka, co zostało potwierdzone przez komisję ekspertów jako zjawisko niewytłumaczalne naukowo, co otworzyło drogę do uznania cudu.
