Reklama

Z Polski

2015-10-07 08:41


Niedziela Ogólnopolska 41/2015, str. 9

List na Dzień Papieski

In vitro jest niegodne człowieka

Przestrogę do wiernych przed stosowaniem in vitro, antykoncepcji i pigułek wczesnoporonnych skierowali biskupi w liście pasterskim na XV Dzień Papieski, obchodzony w niedzielę 11 października br. pod hasłem: „Jan Paweł II – Patron Rodziny”.

Biskupi przypominają znaczenie małżeństwa w świecie i wymieniają współczesne zagrożenia rodziny. Wskazują, że powołaniem każdego mężczyzny i każdej kobiety jest bycie mężem i żoną, ojcem i matką. Przywołując spostrzeżenie kard. Gianfranca Ravasiego, zauważają, że pierwszy człowiek chciał mieć kogoś, z kim mógłby spotkać się jak równy z równym. „Kobieta nie została stworzona ze stóp mężczyzny, by jej nie szanował, ani z jego głowy – by ona nim rządziła. Została natomiast utworzona z boku mężczyzny i to od strony serca, aby być mu równą i kochaną” – czytamy w liście.

Autorzy listu zwracają też uwagę, że postępujący kryzys kulturowy i ideowy wpływa na zniekształcony obraz tradycyjnego, nierozerwalnego małżeństwa i rodziny, czego przykładem są ludzie młodzi mieszkający razem bez ślubu kościelnego oraz małżonkowie, którzy odkładają decyzję o posiadaniu potomstwa do czasu, gdy zrobią karierę zawodową.

Reklama

Biskupi przypominają również wypowiedź papieża Franciszka skierowaną do włoskich lekarzy, że in vitro jest niegodne człowieka. Zwracają uwagę, że nie jest ono sposobem leczenia niepłodności, „gdyż nawet po urodzeniu dziecka tą metodą kobieta pozostaje bezpłodna”. W liście przypomniano także nauczanie Jana Pawła II o rodzinie i wezwano do modlitwy o świętość polskich małżeństw.

(BP KEP)

Weto prezydenta

Andrzej Duda nie podpisał ustawy o uzgodnieniu płci

Prezydent Andrzej Duda nie podpisał ustawy o uzgodnieniu płci. Ustawa – przegłosowana przez PO i lewicę – miała uprościć procedurę zmiany płci wpisanej m.in. do aktu urodzenia, jeśli ta nie odpowiada płci odczuwanej przez daną osobę.

To pierwsze weto Andrzeja Dudy, który 2 października br. podjął decyzję o skierowaniu ustawy o uzgodnieniu płci do ponownego rozpatrzenia. W opinii prezydenta Dudy, ustawa ta jest pełna luk i nieścisłości, a także stoi w sprzeczności z dotychczasową praktyką orzeczniczą. Rozwiązania przyjęte przez parlament dopuszczają m.in. wielokrotną zmianę płci metrykalnej na podstawie uproszczonych procedur oraz nie wymagają wykazania trwałości poczucia przynależności do określonej płci. Ustawa dopuszcza także zawarcie małżeństwa przez osoby tej samej płci biologicznej oraz adopcję dzieci przez takie pary. Aby prezydent ustawę podpisał, Sejm musi ją teraz ponownie przegłosować 3/5 głosów.

(Red.)

Petycja do Ojca Świętego

Polacy modlą się za synod o rodzinie

Zinicjatywy organizacji CitizenGO, która swoją działalność opiera na chrześcijańskiej wizji człowieka, „Polacy piszą do Papieża i modlą się za synod o rodzinie”. Pod petycją do Ojca Świętego i uczestników synodu podpisało się dotychczas prawie 15 tys. osób.

Magdalena Korzekwa – dyrektor polskiej sekcji CitizenGO zwraca uwagę, że synod o rodzinie to jedno z najważniejszych wydarzeń w Kościele. – Jednocześnie potrzebuje ono ogromnego wsparcia modlitewnego wszystkich wierzących. Zapewnijmy o naszym wsparciu papieża Franciszka i pozostałych uczestników synodu. Módlmy się w tej intencji indywidualnie, w naszych rodzinach i większych wspólnotach – apeluje Korzekwa.

Petycję można podpisać pod linkiem: citizengo.org/pl/30020-polacy-pisza-do-papieza-i-modla-sie-za-synod.

(KAI)

Myśli kardynała Stefana Wyszyńskiego

Może człowiekowi wydawać się niekiedy, że wszystko w nim zamarło, że znikąd żadnej nadziei i pomocy – nawet Bóg milczy – a jednak i w takim momencie jest przy nas Maryja. Ona stoi nie tylko pod krzyżem Chrystusa, ale pod krzyżem każdego z nas. Jest naszą Nadzieją jedyną.

Krótko

• Ojciec Święty mianował pochodzącego z Cieszyna o. Tadeusza Kusego OFM, od 2014 r. biskupa koadiutora diecezji Kaga-Bandoro w RŚA, biskupem diecezjalnym w tej diecezji.

• W Warszawie w dniach 6-7 października br. odbyło się 370. Zebranie Plenarne Konferencji Episkopatu Polski. Biskupi zapoznali się z socjologicznym obrazem sytuacji młodzieży w Polsce, a także wysłuchali refleksji duszpasterzy. Szczególnym kontekstem refleksji były Światowe Dni Młodzieży w Krakowie w 2016 r.

• Do Polski w ciągu dwóch lat trafi z Syrii i Erytrei 7 tys. uchodźców, którzy po okresie wstępnej adaptacji w rządowych ośrodkach dla azylantów mają być rozesłani po kraju.

• Siergiej Andriejew, rosyjski ambasador w Polsce, po rozmowie w MSZ tłumaczył, że był niedostatecznie precyzyjny. W wywiadzie telewizyjnym ambasador stwierdził, iż Polska była częściowo odpowiedzialna za wybuch II wojny światowej.

• Ambasada Ukrainy w Polsce ostro skrytykowała wizytę wicepremiera nieuznawanego przez Unię Europejską rządu Krymu. Dmitrij Połonski był w Warszawie na konferencji Biura ds. Praw Człowieka OBWE. Polscy urzędnicy tłumaczyli, że został wpuszczony przez pomyłkę.

• Dziura z podatku VAT może w tym roku wynieść aż 53 mld zł. Luka wynika z wyłudzeń tego podatku.

• Szef NIK Krzysztof Kwiatkowski odwiesił się i wrócił do pracy, mimo że nadal nie wyjaśniono sprawy ustawiania konkursów w Izbie, a prokuratura dalej prowadzi śledztwo.

• Trybunał Konstytucyjny rozstrzygnął, że karanie właścicieli samochodów, którzy nie wskazali, kogo fotoradar przyłapał na drodze w ich aucie, jest zgodne z konstytucją.

Strony informacyjne przygotowano na podstawie doniesień korespondentów własnych, Radia Vaticana, KAI, BP KEP oraz RIRM.

„Pająk” i Święta

2019-11-14 10:09

Fragment książki "Dotyk Nieba" autorstwa Elżbiety Ruman

Andrzej Mecherzyński-Wiktor (ur. 1984) zawsze uwielbiał się wspinać. Uzdrowiony za wstawiennictwem Bł. Celiny Borzęckiej. Czy cud zostawia ślady? A jeśli tak, to jakie? W wyglądzie czy zachowaniu? Trochę bałam się zobaczyć z Andrzejem... Jak wygląda chłopak „naznaczony cudem”?

youtube.com
Andrzej Mecherzyński-Wiktor

– Nie miał jeszcze trzech lat, gdy siedząc przy stole usłyszałem jego pełne strachu wołanie: „tato, tato!”. Zaniepokojony, pobiegłem do jego pokoju, ale... nie zauważyłem syna. Szukałem go na podłodze, gdy on tymczasem zawisł przy suficie, wczepiony w najwyższą półkę regału z książkami – śmieje się pan Adam Wiktor.

Mieszkanie rodziny Mecherzyńskich, w bloku na jednym z krakowskich osiedli, pełne jest książek, obrazów, pamiątek rodzinnych. Ale jest i pamiątka tak wielka, że w żadnym mieszkaniu by się nie zmieściła.

Brzdąc na drzewie

Proszę spojrzeć – pani Magdalena, mama Andrzeja, podchodzi do okna. – My jesteśmy na pierwszym piętrze, ale to drzewo sięga aż do czwartego.

Rozłożysty klon rozpościera swoje konary nad znaczną częścią podwórza. Dzieciaki uwielbiały i uwielbiają się pod nim bawić. Nie inaczej było i z Andrzejem.

Miał wtedy siedem lat, i często urzędował z kolegami przed domem. Pod koniec lata siedziałam z mężem przy stole, kolacja była gotowa, trzeba było tylko zawołać Andrzeja – uśmiecha się pani Magdalena. – Ale nim to uczyniliśmy, jego młodsza siostra, Kasia, dostrzegła go... mijającego nasze okno. Nawet nie zdążyłam krzyknąć, gdy widziałam już jego pięty... Wspiął się na drugie piętro!

Zawodnik

Piętnaście lat temu brakowało na osiedlu placów zabaw dla dzieci, więc kiedy grupa zapaleńców w starej kotłowni urządziła ściankę wspinaczkową, stało się to arcyważnym wydarzeniem dla mieszkańców. Oczywiście, Andrzej trafi ł na ściankę jako jeden z pierwszych. Wspinał się jak pająk – i takie przezwisko szybko do niego przylgnęło.

Organizatorzy zajęć szybko dostrzegli talent dziesięciolatka. Już po kilku miesiącach ćwiczeń pojechał na zawody do Lublina. – I tak się zaczęło – z dumą uśmiecha się mama zawodnika. – Półki w jego pokoju pełne są trofeów: a to Puchar Polski Juniorów, a to za mistrzostwo Polski, a to za wicemistrzostwo świata…

Wypadek, śpiączka, nowenna

W 1999 roku Andrzej miał 15 lat. To był 20 lipca – pani Magdalena nerwowo przeciera okulary. – Wieczór. Wakacje, syn miał dużo czasu. Przez kilka dni strasznie narzekał, że ścianka jest nieczynna, bo ją remontowano. Wreszcie remont się skończył... Wiedziałam, że Andrzej będzie trenował dłużej niż zwykle, żeby nadrobić zaległości, więc nie dziwiła mnie jego nieobecność.

Nagle zadzwonił telefon. Odebrał tata Andrzeja... I zamarł ze słuchawką w dłoni, gdy usłyszał, że syn miał wypadek i jest pokiereszowany, a karetka już jedzie…

• Basiu... Andrzej spadł. – Tylko tyle był w stanie wyszeptać do żony pan Adam.

Rodzice pobiegli na miejsce treningu. Karetka przyjechała wcześniej. Andrzej już w niej leżał. Nieprzytomny, cały zakrwawiony…

W szpitalu przez dwie godziny nie mogli się doczekać wiadomości. Wreszcie wyszedł do nich dyżurny lekarz.

• Syn ma złamaną podstawę czaszki, wstrząs mózgu, uszkodzenie pnia mózgu i potężny krwiak w czaszce. Jest w stanie śpiączki – oznajmił sucho.

• Kiedy się obudzi? – spytała matka.

• Nikt nie potrafi odpowiedzieć na to pytanie...

Przez całą noc nie zmrużyli oka. Kiedy zaczęło świtać, przypomnieli sobie, że o siódmej rano Andrzej miał służyć do Mszy św. w kościele parafialnym.

• Pani Magda przybiegła zapłakana – opowiada siostra Władysława, zmartwychwstanka, która była wtedy w parafii organistką. – Opowiedziała nam o tragedii i poprosiła o modlitwę za syna.

Siostrze Władysławie – drobniutkiej, kruchutkiej – oczy błyszczą młodzieńczą energią, choć jest chyba najstarsza w zgromadzeniu. Z werwą opowiada o zdarzeniach sprzed dziesięciu lat: – Zaraz zadzwoniłam do naszej prowincjałki, do Kęt, i powiedziałam jej, że musimy modlić się do naszej Matki Celiny, bo tutaj tylko ona może pomóc!

• Dlaczego tylko ona?

• Bo ona już dobrze wie, co to znaczy stracić dziecko. Zanim została zakonnicą, była żoną i matką czworga dzieci.

Matka Prowincjalna z Kęt wysłała faksy do Rzymu... I tak o tej gorącej intencji modlitewnej dowiedziały się siostry zmartwychwstanki na całym świecie. Rozpoczęły dziewięciodniową nowennę przez wstawiennictwo Matki Celiny o zdrowie dla Andrzeja.

I stał się cud...

Gdy na całym świecie w domach Zgromadzenia Sióstr Zmartwychwstania Pańskiego trwała nowenna, rodzice Andrzeja całe noce i dnie spędzali przy szpitalnym łóżku. Syn nie dawał znaku życia. Bali się, że odchodzi coraz dalej, że już nigdy do nich nie wróci...

Mijały kolejne dni. Środa, czwartek, piątek... Za Andrzeja oddychał respirator, a lekarze bezradnie rozkładali ręce. W sobotę powiedzieli, że jeśli w ciągu najbliższych kilkudziesięciu godzin chłopak się nie wybudzi, to właściwie nie ma żadnych szans, że kiedykolwiek wróci do zdrowia. Rodzice modlili się, aby syn choć palcem ruszył, by dał jakikolwiek znak, że ich słyszy, że jego mózg wciąż żyje...

W poniedziałek nadal był w śpiączce. A rodzice usłyszeli, że nawet jeśli się kiedyś zbudzi, to będzie jak roślina, sparaliżowany i głuchy… Bo tak rozległe uszkodzenie mózgu musi zostawić nieodwracalne zmiany. Rodzice sami przed sobą nie chcieli się przyznać, że tracą już nadzieję. Jednak tak było.

Aż nagle...

– Wychodziliśmy już z oddziału intensywnej terapii, razem z lekarką, która właśnie zakładała płaszcz, kiedy przybiegła pielęgniarka – opowiada pan Adam. – Wołała, że coś dziwnego się dzieje!

Wróciliśmy biegiem do syna.

Andrzej próbował otworzyć oczy, zaczął się ruszać i wyraźnie wykonywał drobne ruchy rękami.

Rodzice rozpłakali się ze szczęścia. Na dobre obudził się siódmego dnia pobytu w szpitalu, we wtorek. Otworzył szeroko oczy i zapytał: – Kiedy będę się wspinał?

Rozpoznawał rodziców, pamiętał właściwie wszystko – z jednym wyjątkiem: okoliczności wypadku.

Gdy w czwartek rano rodzice znów wybierali się w odwiedziny do chorego, zadzwonił telefon...

• Zamarłam – wspomina pani Magdalena.

• Byłam pewna, że to telefon ze szpitala. Przestraszyłam się, nie byłam w stanie podnieść słuchawki. Na szczęście mąż był w domu.

Pan Adam uniósł słuchawkę i... oniemiał. Bo usłyszał: – Proszę przyjeżdżać i zabrać syna do domu. Jak to? Do domu? Przecież jeszcze kilka dni temu był w stanie beznadziejnym, oddychały za niego maszyny!

Nie było jednak cienia wątpliwości. Andrzej w pełni wrócił do sił. Lekarze uznali, że nie ma sensu przetrzymywać go w szpitalu. I bezradnie rozkładali ręce, gdy pytano ich, jak to możliwe. Po co przenosić chłopaka na inny oddział, na jakąś obserwację? Lepiej niech wraca do domu!

Profesorskim okiem

• Panie profesorze, czy tak uszkodzony mózg może sam się zregenerować?

• Każdy uraz mózgu zostawia ślady. Im większe uszkodzenie, tym dłuższa rehabilitacja – tłumaczy prof. dr Edmund Szwagrzyk. Jest neurochirurgiem, badał Andrzeja i studiował dokumentację jego choroby. – Cięższe urazy wymagają ćwiczeń trwających kilka lat, aby osiągnąć wymierne efekty i uruchomić nowe obszary mózgu. Te właśnie nowe komórki, na skutek długotrwałych, powtarzanych tysiące razy ćwiczeń, przejmują zawiadywanie organizmem. Dzięki temu chorzy odzyskują utracone wcześniej funkcje chodzenia, mowy, kojarzenia. Jednak na ogół i tak pozostają ślady choroby: pacjenci poruszają się wolniej, mowa może być niewyraźna, pamięć uszkodzona do końca życia. Po urazie tak ciężkim, jak

u Andrzeja, w najlepszym przypadku spodziewałbym się długich miesięcy mozolnych ćwiczeń po obudzeniu się ze śpiączki. Oczywiście bez żadnych gwarancji powrotu do choćby częściowej sprawności.

• Co się wobec tego stało u tego młodego człowieka?

• Jego ozdrowienie jest najbardziej niezwykłym i niewytłumaczalnym przypadkiem w mojej długoletniej praktyce. Nigdy wcześniej nie widziałem, żeby ktoś po tak ciężkim urazie głowy wprost z intensywnej terapii poszedł do domu.

Lekarz i zakonnica

Tak też prof. dr Edmund Szwagrzyk świadczył w procesie uznania wydarzenia za cud, przez pośrednictwo Matki Celiny Borzęckiej, założycielki zmartwychwstanek.

– Nowenna trwała dziewięć dni – uśmiecha się siostra Władysława. Ona też była świadkiem

w procesie beatyfikacyjnym. – Dlatego dziewiątego dnia Andrzej wrócił do domu. – Zakonnica mówi ze spokojną pewnością, jakby dla każdego musiało być jasne, że nowenna przynosi cudowne skutki. – Teraz on studiuje filozofię i oczywiście nadal wspina się ku górze… Dla mnie Celina jest patronką rodzin, jestem pewna, że nigdy nie zostawiłaby bliskich w potrzebie.

Cud i jego świadek

Czy cud zostawia ślady? A jeśli tak, to jakie? W wyglądzie czy zachowaniu? Trochę bałam się zobaczyć z Andrzejem... Jak wygląda chłopak „naznaczony cudem”?

Znaleźć go nie jest trudno. Studiuje filozofię na UJ, a wolny czas po staremu spędza na ściance wspinaczkowej, zbudowanej w starej osiedlowej kotłowni.

• Gdzie jest Andrzej? – spytałam nastolatka, porządkującego ekwipunek przy wejściu.

• Tam, widzi pani? – machnął ręką w kierunku sufitu. Tam ścianka była wypukła,

i ktoś całkowicie wbrew prawom natury wisiał niemal „przyklejony” do skalnego uskoku, kilka metrów nad betonową posadzką.

To był Andrzej. Szczupły, niewysoki, radośnie uśmiechnięty, szybko znalazł się przy mnie.

• Poruszasz się naprawdę jak pająk – moje mało odkrywcze stwierdzenie rozbawiło studenta filozofii. – Nie boisz się?

• Nigdy się nie bałem!

• Wybierasz się do Rzymu na beatyfikację Matki Celiny?

• Wszyscy się wybieramy.

• Jak to jest być świadkiem cudu?

• Nie wiem. Zupełnie nie pamiętam wypadku. Było tak jakbym zasnął

w czasie wspinaczki, a obudził się

w szpitalu – chłopak uśmiecha się przepraszająco.

– Wtedy nie wiedziałem, co się stało,

i dziś wiem niewiele więcej. Jestem normalny, i chcę, żeby tak zostało.

Beatyfikacja

27 października 2007 roku – dzień beatyfikacji Matki Celiny Borzęckiej (1833-1913).

W pierwszej ławce w bazylice laterańskiej zasiadł Andrzej z rodzicami. To z jego rąk kardynał Saraiva Martins – główny celebrans uroczystości – odbierał relikwie błogosławionej.

„Jej postać wydaje się być wykuta przez boskiego rzeźbiarza dłutem modlitwy

i podporządkowania Jego planom – mówił kard. Martins. – Ufna modlitwa towarzyszy jej jako żonie i matce, szczególnie, gdy radość z urodzenia dzieci jest gaszona żałobą po ich śmierci. Nabiera sił z Eucharystii, w której co rano uczestniczy, czerpiąc z Chrystusowej ofiary natchnienie i energię dla swego codziennego poświęcenia”.

Jak zauważył kaznodzieja, niełatwo zaczynać nowe życie, gdy ma się 58 lat, a tyle właśnie miała Celina, gdy 6 stycznia 1891 roku zmartwychwstanki zatwierdzono jako zgromadzenie kontemplacyjno-czynne, którego zadaniem jest nauczanie i chrześcijańskie wychowanie dziewcząt. „Gdy jest się jednak w jedności z Chrystusem, «nie ma nic niemożliwego». Skałą schronienia nowej błogosławionej jest Bóg, zwłaszcza w trapiących chwilach opuszczenia, naznaczonych trzema wyjątkowo bolesnymi zgonami: męża, kierownika duchowego przy zakładaniu zgromadzenia, ks. Piotra Semenenki, a także córki Jadwigi, która była główną podporą Matki Celiny w początkach życia zakonnego. Ileż godzin modlitwy było potrzebnych do pogodzenia się ze zrządzeniem Opatrzności do tego stopnia, by stwierdzić, że «nie ma rzeczy, której by dusza z miłości do Pana Jezusa nie wytrzymała»! Ileż pokory trzeba było mieć, by napisać: «Pan Bóg odjął mi to, co po ludzku dawało mi pewność, ażeby pokazać, że dzieło Jego na Nim jedynie ma się oprzeć»!”.

Kard. Saraiva Martins podkreślił, że bł. Celina, zarówno jako żona, matka, wdowa, jak

i zakonnica, pełniła wolę Bożą z wiernością, pokorą, dyspozycyjnością i w głębokim rozmodleniu. Jej liturgiczne wspomnienie obchodzone będzie 26 października, czyli w rocznicę śmierci.

A kiedy wszyscy wyszliśmy z bazyliki – rzymskie październikowe słońce było jak zwykle ciepłe, promienne. Tylko miałam pewność, że inna, cudowna rzeczywistość jest na wyciągnięcie ręki. I że to zupełnie normalne.

U źródeł

Powróciwszy do Polski odwiedziłam w Kętach dom prowincjalny Zgromadzenia Sióstr Zmartwychwstania Pana Naszego Jezusa Chrystusa. Wielkie domostwo położone jest

w rozległym ogrodzie. W części budynku mieści się przedszkole.

– Rodzinę Mecherzyńskich znam jeszcze ze swojej pracy w Krakowie – opowiada matka prowincjalna zmartwychwstanek Anna Helena Skalik. – Co ciekawe, są związani rodzinnie

z naszą założycielką, Celiną Borzęcką. Przecież ona, nim założyła zakon, była żoną i matką czworga dzieci. A mama Andrzeja, Magdalena Mecherzyńska-Wiktor, jest właśnie praprawnuczką córki naszej założycielki, również Celiny.

W obszernym domostwie sióstr jest też muzeum. Niewielkie, ale pełne pamiątek po Założycielce. Jej suknie, ozdoby, fortepian, zdjęcia z mężem

i dziećmi. Piękna, spokojna twarz Matki Celiny obserwuje moje kroki w pokojach, wypełnionych przeszklonymi gablotami.

– Urodziła czworo dzieci, z których dwoje zmarło w niemowlęctwie. Jej mąż, Józef, zachorował, przez ostatnie lata życia był sparaliżowany. Opiekowała się nim z czułością. Zmarł w 1874 roku. Dopiero po jego śmierci założyła nasze zgromadzenie, wraz z córką Jadwigą. Miała wtedy blisko pięćdziesiąt lat. Do końca swojego długiego życia była bardzo związana z własną rodziną. Niemal codziennie wymieniała listy z drugą żyjącą córką, jeździła na jej połogi. Ciągle była obecna w życiu bliskich, wymadlała potrzebne im łaski.

Kilkaset metrów od klasztoru jest kościół z kryptą, w której pochowano Celinę Borzęcką, zmarłą w 1913 roku. Przy grobie świeże kwiaty i klęczniki. Te klęczniki rzadko bywają wolne. W Kętach wszyscy wiedzą, że w sprawach rodzinnych trzeba się modlić do Matki Celiny. Przecież niewielu świętych doświadczyło równie mocnych doświadczeń rodzinnych, jak właśnie Ona...

MODLITWA

Modlitwa za wstawiennictwem Błogosławionej Celiny

Bądź uwielbiony, Panie Jezu, który udzieliłeś błogosławionej Celinie daru szczególnego

umiłowania tajemnicy paschalnej

i pragnienia wypełnienia Twojej świętej woli.

Ufając w Twoją bezgraniczną miłość do nas, prosimy Cię za jej wstawiennictwem

o łaskę /...../.

Spraw, o Panie, aby Kościół mógł się radować zaliczeniem służebnicy Twojej Celiny

do grona świętych dla większej chwały Twojej i naszego dobra.

Który żyjesz i królujesz z Bogiem Ojcem, w jedności Ducha Świętego,

Bóg przez wszystkie wieki wieków. Amen.



Fragment książki "Dotyk Nieba" autorstwa Elżbiety Ruman

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Marsz Świętych

2019-11-15 05:20

Marta Matysek

Maciej Sierżęga

Święci są dla nas przykładem. Poznając ich życie, uczymy się właściwego postępowania. Za pośrednictwem świętych otrzymujemy łaski. To ich prosimy o wsparcie i ratunek w różnych potrzebach. Cześć okazywana świętym wyraża się we wznoszeniu kościołów pod ich wezwaniem, rozwieszaniu obrazów z ich wizerunkami w domach i kapliczkach, we wspominaniu ich w konkretnym dniu roku.

Parafia pw. Nawrócenia św. Pawła w Lublinie zaprosiła dorosłych, młodzież i dzieci do udziału w II Marszu Wszystkich Świętych. Wspominanie świętych ułatwiała i podkreślała obecność przebranych za nich dzieci. - Gromadzimy się w wigilię Wszystkich Świętych, żeby przypomnieć sobie, że powołanie do świętości jest dla każdego z nas. Cieszę się z obecności dzieci i młodzieży, które wystroiły się, aby dać świadectwo o tym, że wierzymy w świętych obcowanie. Nadchodzi święto nie tylko tych, do których się modlimy, ale i tych, o których zasługach być może nie wiemy, a żyli świętością. Bo święci żyją pośród nas - mówił proboszcz ks. Mirosław Matuszny.

Po Eucharystii w radosnym korowodzie świętych ulicami Lublina maszerowały dzieci przebrane m.in. za Maryję, św. Julię, św. Weronikę, św. Anielę, św. Klaudię, św. Cecylię, św. Urszulę, św. Jadwigę… Barwny korowód wiary otwierał proboszcz z relikwiami patrona miasta, św. Antoniego Padewskiego. Uczestnicy poprzez modlitwę, śpiew i rozdawanie obrazków z wizerunkami świętych zachęcali siebie nawzajem i przechodniów do podążania drogami świętości po śladach osób wyniesionych przez Kościół na ołtarze. W organizacji marszu brali udział: proboszcz ks. Mirosław Matuszny i księża wikariusze z parafii pw. Nawrócenia św. Pawła, schola parafialna, Młodzież Wszechpolska oraz koło przyjaciół Radia Maryja. Za zaangażowanie w przygotowanie strojów i udział w procesji wszystkie dzieci zostały docenione i obdarowane słodyczami. Niektóre z nich wylosowały szopki bożonarodzeniowe, przywiezione z Ziemi Świętej. Wyjątkowe upominki trafiły do uczennic ze szkół nr 7 i 27 oraz ze szkoły prowadzonej przez siostry Urszulanki.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem