Reklama

Niedziela na Podbeskidziu

Peregrynacja w dekanacie istebniańskim

Dzielą się talentami z najmłodszymi

Powiedz, córko moja, że jestem miłością i miłosierdziem samym. Kiedy dusza zbliża się do mnie z ufnością, napełniam ją takim ogromem łaski, że sama w sobie tej łaski pomieścić nie może, ale promieniuje na inne dusze.
Dzienniczek 1074

2015-10-29 12:12

Niedziela bielsko-żywiecka 44/2015, str. 4-5

[ TEMATY ]

miłosierdzie

Monika Jaworska

Procesja ze znakami miłosierdzia na Mlaskawce

Jezus często zwracał się do s. Faustyny, mówiąc o niej: „córko”, „dziecię”. Każdy człowiek jest dzieckiem Bożym, a Jezus patrzy na ludzi jak dobry ojciec na swoje dzieci – z miłością i miłosierdziem. – Mamy być miłosierni jak Ojciec. Pod takim hasłem przeżywamy tę peregrynację – przypomniał bp Roman Pindel w Istebnej-Mlaskawce.

Dzieci są otaczane szczególną troską w dekanacie istebniańskim, o czym mówi dziekan dekanatu istebniańskiego ks. kan. Jerzy Kiera: – Wiele się słyszy o tym, że dzieci są niedożywione. W naszym dekanacie takiej sytuacji nie ma, dzięki temu, że zbieramy ofiary na ten cel w każdy 1. piątek miesiąca. Następnie specjalna komisja w szkole wskazuje, które dzieci w danym roku będą mieć fundowane przez nas obiady. Co miesiąc wpłacamy zebrane pieniądze, a dzieci otrzymują obiady. W naszym dekanacie działają również wolontariusze ze Stowarzyszenia Wolontariatu Międzynarodowego VIDES. Oni zapraszają młodych ludzi z tego terenu na wspaniale zorganizowane spotkania, o których wcześniej informuję dzieci i rodziców z ambony. Dzieci chętnie przyjeżdżają na te spotkania, które nie tylko zapadają w pamięć, ale pozytywnie wpływają na ich rozwój – mówi Ks. dziekan. Podkreśla, że także młodzież z Ruchu Światło-Życie bierze udział w różnych akcjach, jak sprzedaż zniczy, albo kolędowanie po domach. A zebrane pieniądze przeznaczają np. na wspólnotowe wyjazdy. – W dekanacie działają także zespoły charytatywne. Posługują w nich osoby ofiarne i oddane temu, co robią – zaznacza kapłan.

Dekanat istebniański jest czwartym, po dekanacie wiślańskim, w którym odbyła się peregrynacja znaków miłosierdzia. Rozpoczęła się 14 października w kościele filialnym św. Józefa na Mlaskawce, należącym do parafii Matki Bożej Fatimskiej w Stecówce. Następnie znaki dotarły do parafii: Podwyższenia Krzyża Świętego w Kubalonce, Dobrego Pasterza w Istebnej, Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Jaworzynce, Matki Bożej Frydeckiej w Trzycatku i 19 października pojawiły się w parafii św. Bartłomieja w Koniakowie. – Cały dekanat żył peregrynacją. Do mojej parafii obraz przyjechał w poniedziałek wieczorem, a w niedzielę o. Syrach OFM głosił kazania na wszystkich Mszach św. przygotowujące do tego wydarzenia. W parafiach naszego dekanatu wierni mogli otrzymać obrazy, które upamiętniały to wydarzenie, a zarazem były znakiem błogosławieństwa udzielanego podczas peregrynacji – podkreśla Ks. dziekan i dodaje: – W Koniakowie odprawiamy w 3. piątki nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego. Codziennie rano przed Mszą św. odmawiamy Koronkę. Przyznaję, że nie zawsze tak było. Posługuję w tym dekanacie ponad 30 lat, ale widzę, że ten kult bardzo ożył w ostatnim czasie.

Reklama

Wychowanie jest sprawą serca

Troska o najmłodszych jest jednym z ważnych dzieł miłosierdzia w dekanacie istebniańskim. Jak już wspomniał ks. dziekan, na terenie dekanatu działa Stowarzyszenie Wolontariatu Międzynarodowego VIDES, które właściwie zostało założone przez Zgromadzenie Córek Maryi Wspomożycielki, czyli Siostry Salezjanki, w 1987 r. we Włoszech. (W tłum. z włoskiego VIDES znaczy: „Wolontariat, Międzynarodowy, Kobieta, Edukacja, Rozwój”, dlatego, że w skali międzynarodowej działa na rzecz kobiet, których prawa są łamane, i ogólno pojętego rozwoju oraz edukacji). W działalność Stowarzyszenia wpisuje się posługa miłosierdzia wobec dzieci i młodzieży w oparciu o system prewencyjny św. Jana Bosko. – W Trójwsi Beskidzkiej, czyli na terenie gminy Istebna i dekanatu istebniańskiego, VIDES działa czynnie od 2006 r., kiedy to zorganizowano pierwszą akcję wakacyjną dla dzieci „Pokój to skarb w Twoich rękach”. Stało się to dzięki obecności Sióstr Salezjanek w Wiśle, a w szczególności delegatki VIDES w Polsce s. Haliny Koćwin – mówi Karina Czyż, wiceprezes Stowarzyszenia oraz koordynatorka działań VIDES w Trójwsi. Jak się okazuje, s. Halina uczyła w wiślańskim technikum, do którego uczęszczali także młodzi mieszkańcy Trójwsi. Zachęciła kilku z nich do spotkań formacyjnych. – Cały czas pracujemy na rzecz rozwoju i wychowania dzieci. Angażujemy w tę pracę młodzież – wolontariuszy-animatorów. VIDES wyznaje zasadę, że wychowanie jest sprawą serca. Do dzieci zawsze podchodzimy z sercem pełnym dobroci, przyjaźni i zrozumienia. Każde dziecko jest zauważane i traktowane z należytą delikatnością i troską. To na pozór nic wielkiego, lecz wierzymy, że gdy Pan temu błogosławi, to każdy, nawet najmniejszy nasz gest rośnie w sercach tych dzieci i przyniesie w przyszłości dobry owoc – dodaje Karina Czyż.

Jedna z wolontariuszek w Trójwsi, Zuzanna, podkreśla, że jako wolontariusze VIDES mają na celu odpowiedzieć na problemy współczesnego świata. – Wspieramy te osoby, których prawa są łamane, i staramy się zapewniać im rozwój i obronę godnego życia. Szczególną opieką objęliśmy grupę dzieci i to im poświęcamy siebie i swój czas – wspomina Zuzanna. Dzieci i młodzież uczęszczające na zajęcia VIDES biorą udział w tygodniowych akcjach wakacyjnych w Istebnej, Jaworzynce i Koniakowie. Co miesiąc spotykają się z wolontariuszami w szkołach w Koniakowie i Jaworzynce. A co tydzień – w salezjańskim Oratorium, które od 17 stycznia br. działa w istebniańskim Gimnazjum. – Nasi animatorzy spotykają się z młodymi uczestnikami, aby w atmosferze zrozumienia, miłości i przyjaźni wspólnie się bawić, uczyć, rozwijać pasje i zainteresowania, a także modlić się. Dzieci chętnie włączają się w przygotowanie czegoś dla innych, jak np. kanapek czy herbaty, a dzięki temu uczą się szacunku i dostrzegania drugiego człowieka –podkreśla Karina Czyż.

Młodzi ludzie biorą również udział w imprezach cyklicznych, jak karnawałowy „Boski Bal Przebierańców”, Rodzinny Rajd na Tyniok czy Wielkanocny Kiermasz Wypieków, albo okazjonalnych, jak np. charytatywne święto „Dajmy nadzieję”. Karina Czyż zaznacza, że inicjatywy VIDES odbywają się we współpracy z lokalnymi parafiami dekanatu oraz instytucjami. – Proboszczowie z ambony chętnie zapraszają dzieci, młodzież i rodziców na nasze wydarzenia i spotkania. Od początku cieszymy się również przychylnością lokalnych instytucji: samorządu, ośrodka kultury i szkół. Co roku z budżetu Gminy Istebna otrzymujemy dotację na przeprowadzenie akcji wakacyjnej. Placówki szkolne w Trójwsi są nam udostępniane bezpłatnie, a dyrektorzy szkół, kiedy spotykają nas przypadkowo na ulicy, pytają: „Kiedy znów będą zajęcia, bo dzieci już nie mogą się doczekać”. Zawsze chętni do pomocy są pracownicy GOK-u w Istebnej. Kiedy tylko potrzebujemy jakiegoś sprzętu, pani dyrektor z ciepłymi słowami i wyrazami podziwu pomaga nam. Nie brakuje również ludzi dobrej woli, którzy wspierają nas materialnie.

Fenomen miłosiernej miłości

Wolontariusze VIDES zgodnie przyznają, że ich działaniu przyświecają słowa z Ewangelii św. Mateusza: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci Moich najmniejszych, mnieście uczynili”. – Podczas każdego spotkania z najmłodszymi pochylamy się nad nimi i staramy się wydobyć z nich to, co najpiękniejsze: każdy dar, talent, umiejętność. W VIDES mamy na uwadze rozwój umiejętności i talentów dziecka, wychowanie dzieci, jak mawiał nasz patron ks. Bosko: „na dobrych chrześcijan i uczciwych obywateli”. To, co nas zachwyca w życiu ks. Bosko, to fenomen miłosiernej miłości do młodego człowieka. Dla niego ważny był każdy młody człowiek wraz z całym bagażem przeżyć, które towarzyszyły jego codzienności – zaznacza p. Karina.

Modlitwa jest istotnym punktem spotkań VIDES. – Trudne sprawy powierzamy Miłosiernemu Ojcu w Koronce do Bożego Miłosierdzia. Każde nasze dzieło jest omadlane nie tylko przez nas, ale przez wielu nam życzliwych ludzi, siostry zakonne. To Boskie wsparcie zawsze odczuwamy, gdyż wiele spraw i inicjatyw po ludzku byłoby nie do zrealizowania – podkreśla p. Karina i dodaje: – Kilku wolontariuszy VIDES z Trójwsi głosiło Boże Miłosierdzie także wśród ludzi innych narodów i ras. W 2008 r. po raz pierwszy sześć młodych wolontariuszek pod opieką s. Haliny wyjechało na miesięczny wolontariat do Kamerunu w Afryce. A drugi raz – w 2010 r. Ich służba polegała na dzieleniu się sobą i swoimi talentami z najmłodszymi. Pamiętam, że podczas misji w Kamerunie każdego wieczoru wspólnie odmawialiśmy Koronkę. Ta modlitwa ma dla nas duże znaczenie. Wiemy, że to dzięki niej mogliśmy dać tyle dobrych rzeczy i pozostawić po sobie wiele dobra.

Dobro rodzi kolejne dobro

Grupa VIDES z Trójwsi wzięła udział również w peregrynacji znaków miłosierdzia w dekanacie. Dla Kariny Czyż miłosierdzie Boże jest owocem niewyobrażalnej miłości Boga do każdego człowieka. – Czas peregrynacji znaków miłosierdzia jest wręcz konieczny, abyśmy odkrywali na nowo dar, jaki daje nam miłosierny Pan. – mówi koordynatorka, dodając, że dzięki danej im możliwości wpatrywania się w oblicze Miłosiernego Jezusa, pełniej będą przeżywali nadchodzący Rok Miłosierdzia. – Uważam, że jesteśmy narzędziami w rękach Pana, który jest miłosierny. Dzięki naszym najmniejszym dobrym czynom rozszerza się Boże miłosierdzie na ziemi – zaznacza wolontariuszka Ania.

Dla Renaty posługa miłosierdzia przejawia się głównie w staraniu się być miłosiernym zwłaszcza dla dzieci, z którymi pracuje w VIDES, czy to w Istebnej, czy w Lille we Francji, gdzie pracowała w obozowisku Romów. – Rzeczy, które robię, to te najprostsze z możliwych, zwykłe pytanie: co słychać, uśmiech, podarowanie kanapki czy złapanie za rękę, zabawa, prowadzenie warsztatów – mówi Renata. Za granicą posługiwała również Ania. – Zawsze wydawało mi się, że dzielę się cząstką siebie na tyle, na ile mam chęci, siły i możliwości, dziękując Bogu, że pozwolił mi doświadczyć wielu łask zarówno w wolontariacie miejscowym, jak i zagranicznym. Teraz dopiero zaczynam się zastanawiać nad tym, że rzeczywiście okazując komuś odrobinę dobra i życzliwości w prostych gestach, okazuję bliźniemu miłosierdzie. Doszło do mnie, że miłosierdzie nie działa tylko w jedną stronę, ale w obie. Dobro rodzi kolejne dobro – mówi Ania.

Również Zuzanna stara się dawać drugiemu człowiekowi to, co posiada: czas i siebie oraz swoje talenty i zdolności. – Wspieram dzieci poprzez okazane im zrozumienie, życzliwość czy zwykły uśmiech. Mogę po prostu być i im towarzyszyć, bez względu na wszystko, i to wystarczy. Czymś, co sprawia mi radość, mogę dzielić się z innymi. Nie oczekuję nic, a otrzymuję bardzo wiele: wdzięczność, zadowolenie, uśmiech i ogromne serce ze strony dzieci. A to jest najcenniejszy dar, jaki można otrzymać! – uśmiecha się Zuzanna. Także Wojtek poświęca dzieciom wolny czas i uwagę. Jak zauważa: – Przyjmowanie dziecka to przyjmowanie Jezusa. Poświęcanie uwagi dziecku to poświęcanie uwagi Jezusowi. Okazywanie miłosierdzia dzieciom, które do nas przychodzą, to przyjęcie tych dzieci w imię Jezusa z całą otwartością i miłością serca.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Alicja z krainy dobra

2019-12-19 09:41

Niedziela Ogólnopolska 51/2019, str. 52-54

[ TEMATY ]

miłosierdzie

wolontariat

Klaudia Zielińska

Nie lubi mówić o sobie. Unika udzielania wywiadów. Ratuje ludzi od śmierci, głodu, cierpienia i chorób. Misjonarka w Kenii i Tanzanii. Nazywana przez bliskich „Aniołem Afryki” lub „Matką Teresą z Polski”.

Krzysztof Tadej: Trzy lata temu w wywiadzie dla tygodnika Niedziela powiedziała Siostra m.in.: „Kiedyś pojechałam do jednej z wiosek. Witałam się z ludźmi i nagle usłyszałem dziwny pisk. Spytałam: «Co to takiego?». Wskazano mi jeden z domów. Wczołgałam się, bo nie było drzwi. Zobaczyłam dziecko leżące na liściach od banana. Piszczało z bólu. W jego uchu zagnieździły się robaki i wyjadały błonę bębenkową. Obok leżała matka i nie miała siły wstać. Umierała z głodu. Udało się uratować dziecko i matkę w ostatniej chwili”. Opowiadała Siostra również o innych dramatycznych sytuacjach w kenijskiej miejscowości Laare. Czy od tego czasu sytuacja się poprawiła?

S. Alicja Kaszczuk: Nadal jest wielu potrzebujących. W Laare trwa susza. Od 2 lat nie padał deszcz. Ludzie nic nie sadzą, bo na tej ziemi nic nie wyrośnie. Tracą nadzieję. Niedawno siostry z mojej misji poszły do jednej z rodzin. Po drodze spotkały ludzi, którzy byli na granicy życia i śmierci. Ktoś im powiedział, że siostry będą przechodziły, więc z trudem doszli do drogi i, wycieńczeni, czekali. Rodzice i trójka dzieci. Okazało się, że przez 4 dni nic nie jedli. Skończyła im się żywność. Prosili o pomoc. Siostry sprowadziły ich do misji. Podawaliśmy im specjalne papki, żeby wrócili do normalnego jedzenia. Przebadaliśmy dzieci. Miały wyjedzone stopy przez pchłę piaskową. To u nas duży problem. Robaki dostają się pod skórę i wyjadają kawałki ciała. Trzyletnie dziecko ważyło 7, a ośmiolatek 11 kg. Siostra, która je badała, stwierdziła, że po odrobaczeniu będą ważyły 2 kg mniej.

Dlaczego ta rodzina znalazła się w takiej sytuacji?

Matka nie jest w pełni sprawna. Ojciec pracował na polach u innych ludzi. Jak nastała susza, praca się skończyła. Później zarabiał przy wycince drzew i wypalaniu drewna na węgiel. Zarabiał, to znaczy za cały dzień pracy dostawał talerz z jedzeniem. Przychodził z nim do domu i dzielił się tym, co dostał. Ale i ta praca się skończyła.

To jedna z wielu rodzin, które uzyskały pomoc w misji Zgromadzenia Sióstr Małych Misjonarek Miłosierdzia w Laare.

Zgromadzenie zajmuje się pomaganiem najbiedniejszym, najbardziej potrzebującym, chorym, pozostawionym samym sobie. Nie wystarczy jednak dać komuś jedzenie i ubranie. Należy także ofiarować mu miłość i nadzieję. Naszym pierwszym zadaniem jest głoszenie Ewangelii „aż po krańce ziemi”. Mówimy o Bogu, który jest miłością. Staramy się czynić tak wszędzie, gdzie jesteśmy.

Do Laare przyjechała Siostra po raz pierwszy w 2008 r. „We wsi były tylko jeden sklep i mały budynek poczty. Wysyłanie listów to był jedyny kontakt ze światem. Nigdzie nie było prądu ani wody. Pomyślałam, że to koniec świata” – wspominała Siostra po latach.

Zobaczyłam przerażającą biedę. Nie da się jej opisać słowami. Szybko zaczęliśmy organizować akcję „Adopcja na odległość”. Polega ona na pomocy konkretnemu dziecku. Ktoś w Polsce wpłaca pieniądze i z tych środków zapewniamy dziecku naukę w szkole, obiad, ubezpieczenie zdrowotne. Obiad to często jedyny posiłek, który dzieci jedzą w ciągu dnia.

Ile dzieci jest objętych pomocą?

Dzisiaj jest ich już 1,5 tys.!

Pomagają nie tylko bogaci...

Wiele osób musi z czegoś zrezygnować, żeby pomóc. Pamiętam panią z domu pomocy społecznej. W pokoju miała biureczko, na którym były zdjęcie naszego dziecka z Kenii i obrazek Matki Bożej. Powiedziała, że to całe jej bogactwo. W innym miejscu więźniowie dowiedzieli się o sytuacji naszych dzieci. Postanowili, że to, co zarobią na noszeniu cementu, przekażą naszym dzieciom, żeby mogły się uczyć. Sami nie skorzystali z szansy, jaką daje edukacja. W Kenii natomiast nauka w szkole to marzenie każdego dziecka. Jedyna szansa na sukces w przyszłości.
Nieraz słyszę, że świat jest zły. Przytaczam wtedy konkretne przykłady, które świadczą o tym, jak wiele jest dobra w ludziach.
Często piszą do mnie małżonkowie, że wpłacą pieniądze na pomoc dzieciom w Kenii, bo mają rocznicę. W taki sposób chcą podziękować Bogu za wspólnie przeżyte lata. Przykłady można mnożyć, te gesty dobroci naprawdę są częste. Niedawno przyleciałam na krótki okres do Polski. Byłam na ślubie Klaudii Zielińskiej – przez kilka lat koordynatorki pomocy dla naszych dzieci w Laare w fundacji Czyńmy Dobro. Przed wylotem spytałam ją, jaki prezent chciałaby dostać z Kenii. Odpowiedziała: „Kup 5 worków fasoli. Niech razem z nami ktoś inny przeżywa chwile szczęścia”. U nas fasola dla głodnych jest cenniejsza niż złoto czy najpiękniejsze rzeczy. Klaudia chciała się podzielić swoim szczęściem.
Dobro płynące z Polski ma niesamowitą moc. Trafia tysiące kilometrów dalej – na afrykańską ziemię i zmienia ludzi. Są bardzo wdzięczni. Każdego dnia dzieci modlą się za swoich darczyńców. Modlą się też ich rodziny, dziękując Bogu za morze dobra, które dotarło z Polski.

Siostra próbuje również w inny sposób pozyskać fundusze dla biednych dzieci...

Rada starszych w wiosce ofiarowała naszej misji 50 ha ziemi. Razem z darczyńcami kupiliśmy stado wielbłądów, które dają mleko. Mamy też 200 kur i krowę. Zaczynamy sprzedawać produkty rolne, żeby wspomagać dzieci. Otworzyliśmy również szwalnię, żeby szyć szkolne mundurki i szaty liturgiczne. Cały dochód przeznaczamy dla ubogich.

Siostra pomaga również mieszkańcom Tanzanii.

Tanzania i Kenia to kraje zbliżone pod względem ubóstwa. Arcybiskup archidiecezji Tabora w Tanzanii – Paul R. Ruzoka zaprosił nasze zgromadzenie i ofiarował dom. W jednej części miasta Tabora, niedaleko naszego domu, znajduje się tzw. wioska pokoju, w której mieszkają trędowaci. Miejsce symboliczne w Afryce. Matka Teresa założyła tam 50 lat temu swoją pierwszą afrykańską misję. Zostałyśmy poproszone o katechizację mieszkających tam ludzi i zorganizowanie im pomocy.

Święta spędzi Siostra w Tanzanii czy w Kenii?

Jeszcze nie wiem. W sercu zawsze będę w tych dwóch miejscach i, oczywiście, w Polsce.

Jaka jest specyfika np. świąt Bożego Narodzenia w Kenii? W Polsce wieczerza wigilijna, opłatek, Pasterka, choinka, prezenty, często śnieg, a w Laare?

Gorąco, upalnie i bardzo zielono. To czas, gdy kończy się pora deszczowa. Nie ma choinek. Gdzieniegdzie pojawiają się światełka i ozdoby. W naszej misji ubieramy największą palmę. Zawieszamy na niej łańcuchy i balony. Istota świąt Bożego Narodzenia jest, oczywiście, taka sama na całym świecie, ale różnice dotyczą zwyczajów i miejscowych tradycji. W Kenii nie ma np. kolacji wigilijnej. Jedyną tradycją jest pieczenie kozy. Oczywiście, tam, gdzie rodzina może sobie na to pozwolić.
U nas, w Laare, przygotujemy świąteczny obiad. Co roku uczestniczy w nim przynajmniej 800 dzieci. Przychodzą ze swoimi talerzami i łyżkami. Te, które ich nie mają, przynoszą liście bananów, na których zjedzą swój ulubiony posiłek.

Jaki?

Gotowane mięso z ryżem w zalewie podobnej do naszego sosu. To szczególny dzień, w którym każde dziecko dostaje tyle dokładek, ile chce. Po obiedzie każdy dostanie prezent – najważniejszy i najbardziej przez nich oczekiwany, czyli bochenek chleba.

Bochenek chleba?

Tak robimy od czasu, kiedy zabrałam dzieci na wycieczkę poza miasto. Zatrzymaliśmy się przy jakimś sklepie, dałam każdemu trochę pieniędzy. Po chwili prawie wszystkie dzieci wychodziły z chlebem. Kilka minut wcześniej jadły obfity obiad, więc spytałam, dlaczego nie kupiły np. słodyczy. „Siostro, lizakiem trudno się podzielić. W domu czekają głodni rodzice. Z nimi podzielimy się chlebem” – odpowiedziały. Zrozumiałam, że będzie to najlepszy prezent.

Czy w nocy odprawiana jest Pasterka?

U nas Msza św. rozpoczyna się ok. godz. 20 i trwa 3-4 godziny. Pierwsi wierni pojawiają się przy bramie misji już rano. Grają kolędy na swoich grzechotkach i bębenkach. Wieczorem Msza św. rozpoczyna się od tańca. Ksiądz w pląsach wchodzi w procesji z Dzieciątkiem Jezus. Wszyscy zaczynają klaskać i tańczyć. W ten sposób wyrażają radość z narodzenia Pana Jezusa. Przyznam, że gdy pierwszy raz zobaczyłam w Kenii rozkrzyczanych i roztańczonych ludzi w czasie Mszy św., to pomyślałam, że ich wiara jest płytka. Bardzo się myliłam. Gdy nadchodzi moment konsekracji, wszystko się zmienia. Ludzie przechodzą do kontemplacji. Panuje idealna cisza. Dla każdego z nich to ogromne duchowe przeżycie. Na koniec składamy sobie życzenia.

A czego życzy Siostra czytelnikom Niedzieli?

Doświadczenia Bożej miłości. Bóg przychodzi do każdego z nas – w niespodziewanych sytuacjach, w drugim człowieku. Nieraz ktoś do nas puka i prosi o pomoc. Tak jak wiele lat temu robiła Maryja z Józefem, gdy szukali miejsca w Betlejem. Życzę, żebyśmy byli otwarci na potrzeby innych i gotowi przyjąć Chrystusa w tej rzeczywistości, w której jesteśmy.

CZYTAJ DALEJ

Niebo dotyka ziemi

2019-12-31 11:21

Niedziela warszawska 1/2020, str. 4

[ TEMATY ]

Niepokalanów

Kaplica Wieczystej Adoracji

Łukasz Krzysztofka

W Kaplicy Wieczystej Adoracji Najświętszego Sakramentu modlitwa trwa dzień i noc

Przychodzący do tej kaplicy odczuwają szczególne wstawiennictwo Niepokalanej. A na to, że Maryja próśb słucha i przekazuje je Jezusowi, są konkretne dowody.

Niepokalanowska Kaplica Wieczystej Adoracji Najświętszego Sakramentu przyciąga tysiące pielgrzymów z Polski i świata. Przy wejściu do świątyni franciszkanie wyłożyli dla wiernych księgę podziękowań i łask. Znajdują się w niej świadectwa cudów, które tu się dokonały – uzdrowień z chorób, pojednań w rodzinie i nawróceń.

Zakonnicy nie dzielą łask na mniejsze i większe. – Dla jednej osoby wielkim cudem będzie uzdrowienie z choroby, a dla kogoś innego pojednanie z dzieckiem – mówi o. Andrzej Sąsiadek OFMConv, proboszcz parafii.

Dla wierzących takie wyjaśnienie jest oczywistością. Sceptycy zapewne wątpiliby nadal, lecz we franciszkańskim archiwum znajduje się także świadectwo cudownego uzdrowienia wraz z opinią lekarza. A taki dowód nawet ludziom dalekim od wiary powinien dać do myślenia.

Nie dla ciebie ta operacja

Problemy ze zdrowiem p. Bogdana zaczęły się w 2018 r., kiedy remontował mieszkanie. Bolał go kręgosłup, potem doszło drętwienie nogi. Mężczyzna nie mógł kontynuować prac w domu ani prowadzić auta. Badania pokazały, że w trzech miejscach na kręgosłupie miał przepuklinę i ucisk na nerwy. Lekarska diagnoza była jednoznaczna – operacja.

W tym samym czasie, kiedy prowadzono badania, żona zabierała p. Bogdana do Niepokalanowa. Tam prosili Maryję o uzdrowienie. Mężczyzna codziennie odmawiał też Różaniec. Pewnego dnia w czasie modlitwy w kaplicy poczuł na plecach ciepło. „Nie wiedziałem, co się dzieje, Niepokalana zabrała ból” – napisał.

Po zrobieniu tomografu okazało się, że po przepuklinie nie ma śladu. „To wszystko dzieło Niepokalanej. (…) Ona zadecydowała o moim życiu”.

Tydzień przed planowaną operacją p. Bogdan miał też sen. „Leżałem na stole operacyjnym (...). Podeszły do mnie dwa anioły, mówiąc do mnie: «Nie dla ciebie ta operacja, nie czas», wzięły mnie pod rękę i wyprowadziły z operacyjnej sali”.

Inne niewytłumaczalne świadectwo uzdrowienia dotyczy p. Iwony, u której podejrzewano sarkoidozę płuc. Kobieta modliła się w kaplicy dzień przed pójściem do szpitala. „Prosiłam, żeby Matka Boża i Pan Jezus postawili na mojej drodze lekarzy, którzy pomogą mi przez to wszystko szczęśliwie przejść” – czytamy. Trzeciego dnia pobytu w szpitalu lekarka oznajmiła kobiecie, że jest zdrowa. „Od razu wiedziałam, że doznałam cudu” – wspomina.

Córka z matką, polityk z politykiem

Niepokalana wyprasza wiele łask pojednania. Jednym z cudów było pogodzenie się po 7 latach matki z córką. – Matka nie mogła być w kaplicy, otworzyła więc transmisję on-line w internecie i modliła się przed komputerem. Na drugi dzień rano córka zadzwoniła do niej, a godzinę później siedziały i płakały razem – opowiada o. Sąsiadek.

Matce Bożej dużo zawdzięczają także samorządowcy. W jednej z parafii proboszcz pogodził włodarzy miasta. Politycy spotkali się na Eucharystii i teraz wspólnie troszczą się o dobro miasta.

W księdze podziękowań i łask jest coraz więcej zadziwiających świadectw. Ale o. Andrzej Sąsiadek przypomina, że w wierze cuda nie są najistotniejsze. – Najważniejsze to usłyszeć głos Boga, bo Jemu najbardziej zależy na tym, abyśmy byli z Nim – podkreśla.

CZYTAJ DALEJ

Narodowy Marsz Życia 2020 już 22 marca

2020-01-24 10:48

[ TEMATY ]

marsz dla życia

narodowymarszzycia.pl

22 marca 2020 r. kolejny już raz ulicami Warszawy przejdzie Narodowy Marsz Życia.

Prezentujemy informacje Organizatorów:

Będzie to centrum obchodów Narodowego Dnia Życia, który zgodnie z uchwała Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej „powinien być manifestacją solidarności społecznej, zachętą do wszelkich działań służących wsparciu i ochronie życia oraz okazją do narodowej refleksji nad odpowiedzialnością władz państwowych, społeczeństwa i opinii publicznej za ochronę i budowanie szacunku dla życia ludzkiego, szczególnie ludzi najmniejszych, najsłabszych i zdanych na pomoc innych”.

Dlatego też nasz ogólnopolski Marsz ma być przede wszystkim radosną i pozytywną afirmacją życia człowieka od urodzenia do naturalnej śmierci. Będziemy jednak domagać się także poważnego traktowania spraw które są fundamentem życia narodowego i chrześcijańskiej cywilizacji życia.

Upomnimy się między innymi o przyjęcie przez Sejm obywatelskiego projektu „Zatrzymaj aborcję”, wypowiedzenie przez nasze państwo genderowej Konwencji Stambulskiej i zaproponowania Międzynarodowej Konwencji Praw Rodziny. Ubiegłoroczny Marsz, który zgromadził ponad 20 000 osób był przede wszystkim manifestacją solidarnych rodzin.

Jesteśmy przekonani, że będzie nas jeszcze więcej w tym szczególnym roku św. Jana Pawła II. Pamiętamy, że uchwała o ustanowieniu w Polsce państwowego święta – Narodowego Dnia Życia – była odpowiedzią Polskiego Parlamentu na apel i prośbę Jana Pawła II, zawartą w encyklice „Evangelium Vitae”, aby „corocznie w każdym kraju obchodzono Dzień Życia.

Jego podstawowym celem jest budzenie w sumieniach, w rodzinach, w Kościele i w społeczeństwie świeckim wrażliwości na sens i wartość ludzkiego życia w każdym momencie i w każdej kondycji: należy zwłaszcza ukazywać, jak wielkim złem jest przerywanie ciąży i eutanazja”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję