Reklama

Niedziela Zamojsko - Lubaczowska

Lubycza Królewska

Matka Boża Różańcowa błogosławi

Na szlaku Katolickiego Radia Zamość znalazła się parafia pw. Matki Bożej Różańcowej i Aniołów Stróżów w Lubyczy Królewskiej. Gościliśmy tam podczas tzw. niedzieli radiowej w dniu odpustu parafialnego

Niedziela zamojsko-lubaczowska 45/2015, str. 4-5

[ TEMATY ]

świątynia

parafia

odpust

Łukasz Kot

Obraz Matki Bożej z kościoła w Lubyczy Królewskiej

Lubycza Królewska to dawna osada wołoska. Lokowana w 1420 r. W l. 1759-87 miała prawa miejskie. 1 stycznia 2016 r. ponownie je odzyskała. Przed II wojną światową 90 proc. ludności stanowili Żydzi. Jednym z najokazalszych zabytków miejscowości jest neogotycki kościół parafialny z 1904 r., pierwotnie tylko pod wezwaniem Aniołów Stróżów z obrazem łaskami słynącym Matki Bożej Różańcowej (Matka Boża z Dzieciątkiem), który został przywieziony przez ks. Jakuba Winiarza z Rawy Ruskiej w 1946 r. Kamień węgielny pod nowy kościół poświęcony został przez Ojca św. Jana Pawła II w Krakowie. Poświęcenia nowego kościoła dokonał bp Marian Rechowicz 26 października 1980 r. Parafianie szczególną czcią otaczają obraz Matki Bożej Różańcowej. W pierwszą niedzielę października odbywa się tu odpust parafialny. Wezwanie Matki Bożej Różańcowej dla kościoła w Lubyczy Królewskiej zostało dodane w 1982 r.

Proboszczem w parafii jest ks. Robert Mokrzyński pochodzący z Typina. Święcenia kapłańskie przyjął w katedrze zamojskiej 29 maja 1993 r. z rąk bp. Jana Śrutwy. Po święceniach pracował duszpastersko jako wikariusz w parafii św. Jerzego w Biłgoraju do czerwca 1996 r. Był proboszczem parafii Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Nowym Bruśnie, następnie proboszczem parafii św. Jadwigi Śląskiej w Hedwiżynie (w l. 2001-07). Od czerwca 2007 r. jest proboszczem parafii Matki Bożej Różańcowej i Aniołów Stróżów w Lubyczy Królewskiej. Ks. Robert roztacza opiekę duszpasterską nad Radą Parafialną, katechetami, Różami Różańcowymi i Katolickim Stowarzyszeniem Młodzieży. Odpowiada także za kancelarię. – Jestem tu proboszczem od 8 lat. Tak jak na każdej parafii, tak i u nas jest dużo zajęć. Kontynuujemy pracę duszpasterską naszych poprzedników. Każdego roku podejmujemy jakąś inwestycję materialną. Troszczymy się o świątynię i jej otoczenie. Uporządkowaliśmy i ogrodziliśmy cmentarz. To była nasza pierwsza, duża inwestycja. Ludzie są otwarci na propozycje, uzgadniamy wszystko z Radą Duszpasterską. Niedawno odnowiliśmy wnętrze kościoła. Otwartość na ludzi i do ludzi to podstawa pracy duszpasterskiej – tacy staramy się być. Kiedy wychodzimy do młodych, zachęcamy ich do przyjaźni z Jezusem Chrystusem. Angażujemy wiernych do wspólnego działania. Jest grupa młodzieży, chętnie przychodząca na spotkania, z którą przygotowujemy się do Światowych Dni Młodzieży w Krakowie. Realizujemy Program Serce 2.0. To jest dobry zaczyn, by młodzi mogli w swoim środowisku świadczyć o Chrystusie – mówi ks. Mokrzyński.

Wikariuszem w parafii lubyckiej jest pochodzący z Zamościa ks. Artur Sokół. 9 czerwca 2001 r. z rąk bp. Jana Śrutwy przyjął święcenia kapłańskie. W 2001 r. rozpoczął pracę duszpasterską w parafii Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny w Tomaszowie Lubelskim, gdzie pracował do 2008 r., po czym został przeniesiony do parafii Ducha Świętego w Hrubieszowie. W lutym 2013 r. ks. Artur został mianowany kapelanem Związku Harcerstwa Polskiego hufca w Hrubieszowie. Decyzją bp. Mariana Rojka od sierpnia 2013 r. jest wikariuszem parafii w Lubyczy Królewskiej. Sprawuje opiekę duszpasterską nad Liturgiczną Służbą Ołtarza i Legionem Maryi. – Mamy około 20 ministrantów. Organizujemy cotygodniowe spotkania formacyjne. Czasem wyjeżdżamy na rajdy rowerowe, do kina czy na pielgrzymki. Jestem też opiekunem Legionu Maryi. Jest to mała grupka, ale bardzo sympatyczna i szczera. Przygotowuję także dzieci do I Komunii św. Są miłe i bardzo posłuszne. Z każdej takiej grupki udaje się wyłonić kilku ministrantów – opowiada ks. Artur.

Reklama

Elżbieta Kołtun jest katechetką w Zespole Szkół w Lubyczy Królewskiej. Bardzo lubi pracować z najmłodszymi dziećmi, bo – jak twierdzi – są ciekawe przedstawianych zagadnień na lekcjach katechezy. Natomiast uczniowie gimnazjum to dorastająca młodzież, z którą trzeba nadawać na tych samych falach. – Sami się otwierają, dzielą się smutkami, ale i radościami. Potrafią mówić o wierze, ale też o swoich problemach prywatnych. Na katechezie uzyskują odpowiedzi na nurtujące ich pytania życiowe dotyczące wiary. Młodzież jest dobra, wesoła i spragniona wiedzy. Młodzi pomagają przy parafii. Angażują się w procesje, przygotowania do liturgii a także w działalność charytatywną i wolontariacką. Lubią słuchać o objawieniach Matki Bożej na świecie. Jeździmy razem na zjazdy Szkolnych Armii Różańcowych – powiedziała Elżbieta Kołtun.

W lubyckiej parafii prężnie działają grupy modlitewne. Zelatorką Róż Różańcowych w jest Janina Krzyszycha. – Róże Różańcowe składają się z osób, które odmawiają codziennie Różaniec. W jednej Róży jest 20 osób. Co miesiąc wymieniamy tajemnice. Służymy Kościołowi, rozmodlamy ludzi i tworzymy jedność w parafii. Jesteśmy zawsze w kościele i adorujemy Pana Jezusa. W każdą pierwszą sobotę miesiąca czuwamy na modlitwie. Uczestniczymy we wszystkich parafialnych uroczystościach. Co niedzielę odmawiamy wspólnie Różaniec. Jesteśmy zawsze z Matką Bożą i doświadczamy Jej pomocy. Dziękujemy Jej za wszystko. Modlimy się za chorych i potrzebujących. Adorujemy Najświętszy sakrament. Pomagamy w dekoracji kościoła. Przynosimy świeże kwiaty i obrusy.

Teodora Litkowiec, która jest prezydentem Legionu Maryi w Lubyczy Królewskiej, mówi: – Mieszkam tutaj od 1964 r. Wcześniej mieszkałam w Mostach Małych, skąd chodziłam na piechotę do Matki Bożej Różańcowej w Lubyczy. Bez tego kościoła nie wyobrażam sobie życia. Doznałam wielu łask Bożych. W tej chwili jest pięć osób w Legionie. Nie tylko modlimy się, ale także pracujemy na rzecz parafii. Nauczyłam się modlić z namaszczeniem, pobożnością i pokorą. Nieraz czuję się bardzo słaba, ale kiedy zaczynam się modlić, to odzyskuję siły. Lepiej się czuję. Modlimy się za księży, parafian i rodziny. Moim marzeniem jest to, by powstało nowe prezydium Legiony Maryi w Lubyczy Królewskiej.

Reklama

Kamil Frąc, który jest jednym z ministrantów w parafii, mówi: – Chciałem sprawdzić, czy wciągnie mnie posługa ministrancka, jak się będę w tej nowej roli czuł. Bardzo mi się to spodobało. Mam 9 lat służby za sobą. Gdy wstępowałem w szeregi ministranckie, miałem 7 lat. Daje mi to wielką satysfakcję, że mogę być blisko Boga, że mogę się z Nim porozumiewać, że jestem wyróżniony z grona wielu chłopców. W niedzielę obowiązkowo jestem przy ołtarzu. Jako ministranci spotykamy się na zbiórkach. Mamy wspólne wyjazdy, rajdy rowerowe, spotkania diecezjalne, ogniska, wyjazdy do kina, salę sportową, turnieje i konkursy, gramy w ping-ponga, robimy wiele innych fajnych rzeczy. Plebania jest cały czas otwarta i możemy zawsze tam przyjść. Mamy 10 nowych ministrantów, którzy się dopiero wszystkiego uczą. Opiekujemy się nimi, pomagamy im.

Warto wstąpić choćby na krótką chwilę modlitwy do Matki Bożej Różańcowej w malowniczo położonym kościele w Lubyczy Królewskiej, otoczonym z jednej strony lasem a z drugiej stawami. Świątyni nie trzeba zbytnio szukać, gdyż znajduje się przy krajowej drodze nr 17 biegnącej do granicy z Ukrainą w Hrebenne.

2015-11-05 12:23

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Udany odpust mimo koronawirusa. Wkrótce zapraszają na koncert

2020-08-06 20:48

[ TEMATY ]

odpust

Maryja

św. Franciszek

koncert organowy

porcjunkula

MJscreen

Odpust Porcjunkuli w Cieszynie.

Dziś wszyscy tworzymy Porcjunkulę, cząsteczkę. Razem z nami trwa na modlitwie Maryja, która jest przede wszystkim dla nas Matką. Jej nie jest obojętny nasz los. Ona uczy nas zawierzenia Bogu nie słowami, lecz przykładem życia. Przypomina, że wszelkie odpowiedzi znajdziemy w Chrystusie – powiedział ks. Tomasz Kotlarski na odpuście w Cieszynie.

Parafia św. Elżbiety w Cieszynie przeżywała 2-dniowe uroczystości z okazji odpustu Porcjunkuli ku czci Matki Bożej Anielskiej. W tej świątyni znajduje się obraz Matki Bożej Anielskiej, który przedstawia, jak św. Franciszek wyprasza odpust.

Świętowanie rozpoczęło się w sobotę 1 sierpnia Nieszporami Maryjnymi i Mszą św. Co roku ten odpust miał bardzo uroczystą oprawę. W tym roku jednak, z powodu epidemii, nie było tak bogatej zewnętrznej oprawy ani tzw. imprez towarzyszących. Koncentrowali się na duchowym przeżywaniu tych dni. – Przeżywamy trudny czas, który z pewnością nas wszystkich zaskoczył. Ale mimo tego trudnego doświadczenia pragnęliśmy normalnie przeżywać ten czas z Panem Bogiem i móc zyskać odpust zupełny, czyli darowanie kar, które słusznie się nam należą. Ten odpust jest wielkim darem, który trzeba nam ciągle na nowo odkrywać – zaznacza administrator parafii ks. Tomasz Kotlarski. Dodaje, że ucieszył go fakt, że dużo osób uczestniczyło w uroczystościach odpustowych: parafianie i goście, siostry zakonne, przedstawiciele grup parafialnych, poczty sztandarowe.

W wygłoszonym kazaniu zauważył, że Pan Bóg powołał św. Franciszka do szczególnej służby w świecie i w Kościele, a jego misja miała polegać na odbudowaniu duchowego Kościoła. Ulubionym miejscem modlitwy Franciszka była mała kapliczka poświęcona Matce Bożej Anielskiej. Tam zgromadził pierwszych swych braci. – W 1216 r. w kapliczce św. Franciszek ujrzał jasność: Chrystusa na tronie i Maryję, otoczonych chórami aniołów. Pan Jezus zapytał: „Franciszku, czego byś pragnął dla zbawieniu dusz? Proszę, aby każdy kto przekroczy ten próg kościoła skruszony, otrzymał odpust zupełny za wszystkie popełnione grzechy”. Matka Boża w otoczeniu aniołów przypomina nam o miejscu naszego przeznaczenia, bo nasza ojczyzna jest w niebie, tu jesteśmy tylko pielgrzymami. To prawda głęboko wpisana w nasze ziemskie pielgrzymowanie: pielgrzymujemy przez życie ku życiu – podkreślił ks. T. Kotlarski dodając, że jedynym językiem, na które należy przełożyć swoje troski, jest język modlitwy.

Po Mszy św. wieczornej przeszła wokół kościoła Procesja Maryjna. Mężczyźni nieśli figurę Matki Bożej, a wierni świecie świece. A przed Mszą wieczorną w niedzielę oprawiono nabożeństwo do Matki Bożej Anielskiej.

O odpuście będzie można również poczytać w Niedzieli – w dodatku Niedziela na Podbeskidziu nr 33 na 16 sierpnia 2020 r.

Wkrótce w tejże parafii odbędzie się koncert w ramach Wieczorów Muzyki Organowej i Kameralnej u św. Elżbiety. Organizatorzy zapraszają do kościoła w niedzielę 16 sierpnia o godz. 19:00. Na altówce zagra Anna Utmańczyk, a na organach - Tomasz Barcik. Będzie można złożyć ofiarę na remont zabytkowych organów.


CZYTAJ DALEJ

Starałem się pracować z całych sił

Niedziela małopolska 39/2019, str. 4-5

[ TEMATY ]

wywiad

Ks. Jaromir Buczak

Z okazji złotego jubileuszu gratulacje składają przedstawiciele Rady Parafialnej: Janina Węglarz i Mirosław Babicz

Chciałbym tu zaapelować: wstydźmy się codziennie za siebie, a wtedy, być może, będzie mniej powodów do wstydu w ogóle – mówi „Niedzieli” świętujący złoty jubileusz kapłaństwa ks. prof. Antoni Paciorek, który na miejsce kapłańskiej i profesorskiej emerytury wybrał rodzinną Trzcianę (powiat bocheński)

MARIA FORTUNA-SUDOR: – Księże Profesorze, proszę powiedzieć, jak to się zaczęło?

KS. ANTONI PACIOREK: – Żadnego przełomu nie było. Zawsze się trzymałem Kościoła, parafii. Myślę, że niemały wpływ na moje wybory miał brat mego ojca, ks. Jan Paciorek, niemal przez całe życie związany z tarnowskim seminarium duchownym, gdzie wykładał katechetykę. W pewien sposób ma to również związek z bratem ks. Jana – ks. Józefem Paciorkiem. W czasie II wojny światowej obydwaj zostali aresztowani przez gestapo. W wyniku poczynionych starań udało się uwolnić ks. Jana. Ks. Józef trafił do Oświęcimia, gdzie został zamordowany przez Niemców. Ks. Jan przez całe życie pozostawał pod wpływem śmierci starszego brata, chociaż mówił o tym niewiele. Ale na moich prymicjach stwierdził: „Przyszła za brata rekompensata”. No cóż, ta jest zawsze mniej wartościowa, ale się staram…

– Czy w PRL-owskiej rzeczywistości łatwo było zostać kapłanem?

– Moja droga do kapłaństwa wiodła przez pobyt i naukę w tzw. Małym Seminarium (oficjalnie: Studium Humanistyczne), które jeszcze przed I wojną światową założył bp tarnowski Leon Wałęga. Powołania kapłańskie w sferach ziemiańskich były wówczas nieliczne. Z kolei wysyłanie dzieci do szkół w przypadku ubogich mieszkańców wsi, często przekraczało możliwości finansowe. Biskup odbywał pielgrzymki do sanktuarium maryjnego w Tuchowie w intencji powołań. Podobno podczas jednej z nich pojawił się pomysł, aby przeznaczyć sporą część biskupiego domu na internat dla ubogich uczniów. Rzeczywiście, wielu z nich potem wstępowało do Wyższego Seminarium Duchownego, zwiększając znacznie liczbę kapłanów diecezji. Ale nikomu nie narzucano takiego wyboru. Podobnie było w późniejszych, w moich czasach. Przykładem może być były marszałek i premier RP, śp. Józef Oleksy, który także się uczył w Małym Seminarium. Działało ono także w czasach głębokiego PRL-u, a że sytuacja polityczna po II wojnie zmieniła się diametralnie, wychowankowie zdawali maturę w liceum dla pracujących, podając się za rolników, listonoszy, kominiarzy… Oczywiście, nauczyciele wiedzieli, że jesteśmy z Małego Seminarium, ale potrzebny był papier, więc był… Dodam, że zostało zamknięte w 1963 r. przez władze państwowe, oczywiście, z powodu „niskiego poziomu nauczania”, a widomym świadectwem był wspomniany poseł, marszałek i premier.

– A jak zostaje się w Kościele księdzem profesorem?

– W diecezji nie jest tak, że każdy wybiera sobie to, co mu się podoba. Po święceniach kapłańskich biskup wysyła neoprezbiterów na parafię. Ja zostałem skierowany na dwa lata do parafii św. Jakuba w Tuchowie, a następnie – na dalsze studia. Najpierw na KUL, gdzie studiowałem na Wydziale Teologii biblistykę, a na Wydziale Humanistycznym – filologię klasyczną. Potem wysłano mnie do Rzymu. Z Polski wyjechałem z kilkoma dolarami w kieszeni, co, jak się okazało, nawet na drogę z dworca kolejowego do miejsca zamieszkania w Kolegium Polskim nie starczyło (uśmiech). Mieliśmy tam zapewnione mieszkanie i posiłki w Kolegium, a o resztę – np. opłatę za studia, fundusze na zakup książek – trzeba było zadbać samemu. W czasie wakacji jechało się więc na zastępstwo na jakąś parafię i tam się zdobywało parę groszy. To były trudne warunki, ale jakoś się udało.

– Dzisiaj jest łatwiej czy trudniej zostać księdzem?

– Wtedy było na pewno inaczej. Dzisiaj jest więcej, nazwijmy to w cudzysłowie, pokus. Młody człowiek może się po maturze realizować na różne sposoby; podjąć pracę czy to w Polsce, czy za granicą, wybrać studia, gdzie chce… Oczywiście, trzeba powiedzieć o panseksualizmie, który jednak ma wpływ na życie młodego człowieka szukającego drogi. Swoje robią negatywne opinie o pojedynczych kapłanach, upowszechniane przez media w sposób szczególnie natarczywy. One także zniechęcają do wejścia na taką drogę. W tej sytuacji wybór powołania do życia w kapłaństwie zapewnia – jak zawsze – Boża łaska, ale ta może być zagłuszana przez świat i ostatecznie odrzucana.

– Prawda, aktualnie Kościół jest na cenzurowanym. Jak Ksiądz ocenia tę sytuację?

– Dużo by mówić. Taki szczegół. Określone środowiska oczekują, że Kościół będzie nieustannie przepraszał i wstydził się za kogoś, za coś… Wciąż słyszymy, że w Kościele ktoś czegoś tam się wstydzi. Może jest to sprawa szersza, ale krótko powiem, że wstydzę się za to, co wyrzuca mi moje sumienie. Odnoszę natomiast wrażenie, że ktoś ogłaszając, jak bardzo wstydzi się za złe czyny innych, sugeruje: „Ja czegoś takiego nie uczyniłbym nigdy!” I poprawia swe samopoczucie, o co widocznie mu chodzi. Podam przykład spoza Kościoła. Niedawno niemiecki minister, podczas wizyty w Polsce, wyznaje, że wstydzi się za Niemców, którzy zburzyli doszczętnie Warszawę i stali się powodem niezliczonych nieszczęść Polaków. Równocześnie nie wstydzi się wcale, że jako minister reprezentujący niemiecki rząd, jest częścią decydentów, którzy nie chcą przyznać Polakom prawa do reparacji za wojenne zniszczenia. Być może to kwestia nazewnictwa, ale powtórzę, że wstydzić mogę się za to, co osobiście źle robię, zrobiłem. Nie potrafię natomiast wstydzić się za to, co złego stało się w Kościele gdziekolwiek na świecie, na co zupełnie nie miałem wpływu. Oczywiście, ubolewam nad tym i w miarę możliwości (modlitwa, akcje charytatywne), staram się to naprawić. Odnoszę wrażenie, że dziś pewne środowiska z całej siły wmawiają Kościołowi potrzebę wstydu, aby ze spuszczoną głową jak najdłużej stał przed dotkniętymi hipokryzją, samozwańczymi sędziami i jakby na przestrzeni wieków nie uczynił nic dobrego, co mogłoby być, a nawet powinno, powodem do chluby, Chciałbym tu zaapelować; wstydźmy się codziennie za siebie, a wtedy, być może, będzie mniej powodów do wstydu w ogóle.

– A propos chluby. Złoty jubileusz sprawił, że w rodzinnej Trzcianie, w czasie uroczystości odpustowych, został Ksiądz odznaczony przyznanym przez prezydenta RP Andrzeja Dudę Złotym Krzyżem Zasługi. Czym dla kapłana jest takie wyróżnienie?

– Pragnę zaznaczyć, że nie uważam, abym dokonał czegoś nadzwyczajnego. Mogę tylko powiedzieć, że starałem się pracować z całych sił, a publikacje są tego niejakim dowodem. Ufam, że dla kogoś będą pomocne. Wprawdzie twierdzą dziś niektórzy, że wszystko można znaleźć w internecie i książki są już niepotrzebne. Myślę jednak, że póki co warto i trzeba z nich korzystać. Co będzie, jeśli ich zabraknie? A to już nie moje i nie naszego pokolenia zmartwienie.
A co do odznaczenia, to jest ono na pewno miłe. I jestem za nie wdzięczny. Zwłaszcza moim tarnowskim uczniom, którzy o to zabiegali. Mnie by to do głowy nie przyszło. O staraniach dowiedziałem się jako jeden z ostatnich (uśmiech). Wie pani, dziś często jest tak, że wielkie osiągnięcia (oczywiście, nie moje, bo takich nie mam) przechodzą niezauważone. Nawet, gdy ktoś zrobił bardzo dużo w jakiejś dziedzinie, to z jakiegoś powodu się go przemilcza, bo skrytykować nie sposób, a opowiedzieć – broń Boże – ktoś mógłby się dowiedzieć! Ot, taka zasada; nie mówimy, nie piszemy, więc go/jej nie ma. Toteż pragnę jeszcze raz podkreślić, że jestem wdzięczny ludziom, którzy jakoś mnie zauważyli. Ich uznanie jest dla mnie cenniejsze niż samo odznaczenie.

* * *

W bieżącym roku ks. prof. dr hab. Antoni Paciorek, prof. zwyczajny KUL-u, świętuje złoty jubileusz kapłaństwa. To kapłan, który nie tylko w seminarium tarnowskim przez lata kształtował kolejnych duszpasterzy. Wśród jego studentów byli m.in. obecni biskupi posługujący w diecezji tarnowskiej. Znany i ceniony kapłan – naukowiec ukończył, po otrzymaniu święceń kapłańskich, studia specjalistyczne uwieńczone magisterium z filologii klasycznej i doktoratem z teologii w zakresie Pisma Św. na KUL-u, a następnie studia – na Papieskim Instytucie Biblijnym w Rzymie. Wieloletni wykładowca Pisma Świętego w Wyższym Seminarium Duchownym w Tarnowie. Po uzyskaniu habilitacji był zatrudniony na KUL –u. Spis tytułów publikacji ks. prof. Antoniego Paciorka to kilkadziesiąt stronic w wydanej z okazji jubileuszu księdze „Dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół”. Szczegółowe informacje o zakresie podejmowanych zadań naukowych, ściśle związanych z życiem Kościoła, można przeczytać m.in. pod adresem: www.kul.pl/ks-prof-dr-hab-antoni-paciorek,art_435.html

CZYTAJ DALEJ

MR: polskie rodziny otrzymały 500 mln zł w postaci bonu turystycznego

2020-08-13 13:59

[ TEMATY ]

bon turystyczny

Ks. Dariusz Burski

500 mln zł to wartość 590 tys. bonów turystycznych przekazanych polskim rodzinom - poinformowało w czwartek Ministerstwo Rozwoju.

"500 mln zł to wartość 590 tys. przekazanych bonów turystycznych" - czytamy na Twitterze resortu rozwoju.

Ministerstwo podkreśliło, że polskie rodziny będą mogły bon turystyczny przeznaczyć na wypoczynek w kraju.

Polski Bon Turystyczny można aktywować od 1 sierpnia br. Na platformie PUE ZUS mogą to robić rodzice dzieci do 18. roku życia. Profil na PUE można założyć m.in. przy pomocy Profilu Zaufanego oraz bankowości elektronicznej. Po wejściu na PUE rodzice aktywują bon i otrzymają kod. Sam proces płatności odbywa się poprzez przekazanie numeru bonu podmiotowi oraz za pomocą dwóch kodów potwierdzających zakup w momencie płatności za usługę. Bonem można płacić wielokrotnie, aż do wyczerpania środków.

Bon to elektroniczny dokument przyznawany na dziecko, na które przysługuje świadczenie wychowawcze lub dodatek wychowawczy z programu "Rodzina 500 plus". Dotyczy to także dzieci, których rodzice pobierają świadczenie rodzinne za granicą i "500 plus" im nie przysługuje. Na każde dziecko przysługuje jeden bon w wysokości 500 zł. W przypadku dziecka z niepełnosprawnością wsparcie jest dwa razy wyższe i wynosi 1000 zł.

Za pomocą bonu można płacić za usługi hotelarskie i imprezy turystyczne na terenie Polski. Bon jest ważny do końca marca 2022 r. i nie podlega wymianie na gotówkę ani inne środki płatnicze. Lista zarejestrowanych podmiotów jest dostępna na stronach Polskiej Organizacji Turystycznej. (PAP)

autor: Aneta Oksiuta

aop/ pad/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję