Reklama

Partyzancka Wigilia

Niedziela częstochowska 1/2001

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

ANNA WYSZYŃSKA: - Święta Bożego Narodzenia to także czas rodzinnych spotkań i wspomnień. W czasie wojny walczył Pan w oddziale partyzanckim Armii Krajowej Komendy Leśnej "Buk". Czy pamięta Pan Boże Narodzenie z partyzanckich czasów i leśną Wigilię?

ZYGFRYD ROGACZ: - Nie sposób zapomnieć mroźnej Wigilii 1943 r.Od listopada trzymał ostry mróz, śnieg skrzypiał pod butami, leśne trakty były zasypane. Byłem wtedy w partyzanckim oddziale " Andrzeja", który funkcjonował w lasach niedaleko wsi Rędziny, w pobliżu drogi z Żytna do Kobiel Wielkich. Nasz obóz zamykał się trójkątem bunkrów wykopanych głęboko w ziemi, wykładanych grubymi palami. Dachy przykrywała metrowa warstwa piachu i darni. Okoliczne rozlewiska dawały doskonałe zabezpieczenie. Byłem najmłodszy w oddziale, nosiłem pseudonim "Marynarz". Bożego Narodzenia i Wiglii zawsze wyczekuje się z radością. Wtedy czekaliśmy nie tylko z radością, ale i z wielką nadzieją, bo wbrew niemieckiej propagandzie zewsząd po kryjomu docierały do nas informacje o niemieckich klęskach na różnych frontach. W dniu wigilijnym zwiększyło się krzątanie, czyszczenie broni i mundurów. Poszły w ruch żelazka na duszę, węgiel. Dziewczęta z organizacji bardzo starały się, by z naszych sfatygowanych mundurów zrobić przyodziewek godny tak wielkiego święta i gości, którzy mieli wraz z nami obchodzić leśną Wigilię.

- Jakich gości spodziewał się Wasz oddział?

- Mieli przyjechać przedstawiciele wyższych władz wojskowych, delegacje sąsiednich oddziałów partyzanckich, przedstawiciele organizacji terenowych. Wiedzieliśmy, że Pasterkę w lesie odprawi dla nas współpracujący z partyzantką ksiądz "Burza". Spodziewaliśmy się, że będzie uroczyście. Tymczasem zostałem wezwany do komendanta i otrzymałem rozkaz, że muszę jak najszybciej dostarczyć broń do sąsiednich majątków Przyborów, Jasień i Włynice. Potem miałem wrócić do naszego obozu, wziąć konie i pojechać po księdza "Burzę", by dotarł do obozu zanim na niebie pojawi się pierwsza gwiazda. Niebezpieczny ładunek zapakowałem do plecaka, przykrywając go świątecznymi plackami, i wsiadłem na rower. Jechałem szybko, bez problemów dostarczyłem broń do Przyborowa i do Jasienia. Słońce zaczęło się już chylić ku zachodowi, więc postanowiłem jechać na skróty, przez wieś Chrostową. Mój ojciec był tam leśniczym, więc znałem te tereny jak własną kieszeń. Minąłem las i pole, ale kiedy wjechałem do wsi, poczułem, jakby gorące płomienie przeleciały mi po plecach. W zagrodzie sołtysa zobaczyłem niemieckich żandarmów, którzy bili jakiegoś chłopa za zbyt opieszałe wywiązywanie się z dostaw kontyngentowych. Przez chwilę łudziłem się, że mnie nie zauważą, ale zaraz usłyszałem "halt!" i długą serię z automatu, która odłupała wióry ze stojącego nieopodal krzyża.

- W takiej sytuacji, mając broń i radiostację w plecaku, można się jedynie polecić Bożej opiece...

- Jestem pewien, że bez Bożej pomocy nie wyszedłbym cało z tej opresji. Trzej Niemcy podeszli bliżej i zatrzymali mnie. Zsiadłem z roweru, zaczęła się rewizja. Nagle ktoś ich zawołał. Żandarmii odwrócili się i zaczęli iść z powrotem w kierunku zagrody sołtysa. Miałem przy sobie broń i przez mgnienie oka zastanawiałem się, czy jej użyć, bowiem w razie znalezienia radiostacji i aresztowania groziły mi tortury. Wolałem zginąć po żołniersku, w walce, z bronią w ręku. Ale postanowiłem wykorzystać sytuację. Udając, że jest już po rewizji, zacząłem, jak gdyby nigdy nic, zbierać rzeczy do plecaka. Bardzo spokojnie wsiadłem na rower i odjechałem. Dobrze wykorzystałem ten moment, bowiem po chwili żandarmi, którzy mnie rewidowali, odwrócili się i podnieśli krzyk. Ktoś zaczął strzelać, ale ja byłem już za daleko. Rzuciłem rower w śnieg, przeskoczyłem płot i wpadłem między zagrody. Tyłami zabudowań doszedłem do lasu, gdzie poczułem się bezpiecznie.

- Jaki był powrót do obozu?

- Postanowiłem nie iść już do Włynic, tylko jak najszybciej zameldować mojemu komendantowi o zajściu. Był on trochę zaskoczony, bo wcześniej zapewniano nas, że drogi są bezpieczne. Dla zbadania sytuacji rozesłał patrole po okolicy. Mnie natomiast polecił pojechać saniami po księdza. Mieliśmy dobre konie (była to zdobycz wojenna na żandarmerii gidelskiej), ale i tak do wsi Kobiele Wielkie dotarłem dopiero po zmierzchu. We wsi znajdował się garnizon własowców pod komendą niemieckiego kapitana. Młodzi, którzy nie pamiętają tamtych czasów, powinni wiedzieć, że własowcy to byli żołnierze radzieccy wzięci do niewoli i wcieleni do wojska niemieckiego. Na siedzibę w Kobielach obrali sobie pałac hrabiny Sobańskiej. Bałem się spotkania z nimi, bo byli agresywni, gorsi od rodowitych Niemców. Szczęśliwie jednak dojechałem na plebanię. Ksiądz czekał już na mnie, wsiadł do sań, krzyknął "no to z Bogiem!" i ruszyliśmy. W czasie drogi przeżyłem chwilę zaskoczenia, kiedy ksiądz wspomniał w rozmowie, że jest wikarym w parafii w Kobielach. Wydawało mi się, że ksiądz "Burza" jest proboszczem, ale nie zastanawiałam się nad tym, bo chciałem, po trudnych przeżyciach tego dnia jak najszybciej znaleźć się w obozie. Kiedy minęliśmy pierwszy posterunek i kapral "Uchwyt" zaprezentował broń, zdumiony ksiądz zawołał: "A gdzież tyś mnie, duszko, przywiózł? To ja z Panem Bogiem do chorego miałem jechać". Byłem strapiony tą pomyłką i zacząłem się tłumaczyć, ale ksiądz nie czynił mi wyrzutów. Wręcz przeciwnie, powiedział: "Skoro Pan Bóg tak zrządził, to tu zostaję, choćby to miała być moja ostatnia posługa. Nigdy, nawet w najśmielszych marzeniach nie myślałem, że przyjdzie mi posługiwać polskim partyzantom. Widać Bóg dla mnie łaskaw. Dzięki mu za to, że dostąpiłem takiego zaszczytu. Prowadź mnie, chłopcze, do waszego komendanta. Będzie Pasterka jak się patrzy!".

- W jakich warunkach odbyła się ta pamiętna dla wszystkich Pasterka?

- Kiedy ksiądz zobaczył ołtarz wśród drzew, przykryty białymi prześcieradłami, szeregi partyzantów prezentujących przed nim broń, bardzo się wzruszył. Szedł żołnierskim szpalerem do ołtarza, wycierając oczy rękawem sutanny. Potem padła komenda, szeregi zwarły się i rozpoczęła się Msza św. Utkwiła mi też w pamięci śpiewana wtedy partyzancka kolęda: Bóg się rodzi, a my w lesie po okopach rozproszeni. /Chwałę Polski na bagnecie roznosimy po przestrzeni, / By się wrogom nie zdawało, że władają Polakami/ A Słowo Ciałem się stało i mieszkało między nami.

- Dziękuję za rozmowę.

Nasza rozmowa była możliwa dzięki staraniom ks. Sławomira Wojtyska, proboszcza parafii w Kobielach Wielkich, który dotarł do osób występujących w tekście: "Marynarz" to Zygfryd Rogacz, "Andrzej" - mjr Florian Budniak, "Burza" - ks. kpt. Stanisław Czernik, wikariusz parafii w Kobielach Wielkich - ks. Stanisław Piwowarski, "Uchwyt" - kpr. Józef Sojczyński, brat kpt. Stanisława Sojczyńskiego "Warszyca", dowódcy I batalionu 27 pułku AK.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2001-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Nowenna pompejańska: modlitwa nadziei od Leona XIII do Leona XIV

2026-05-07 08:29

[ TEMATY ]

nowenna pompejańska

Leon XIII

Leon XIV

modlitwa nadziei

Vatican Media

Matka Boża Różańcowa z Pompejów

Matka Boża Różańcowa z Pompejów

Od małej kaplicy w Pompejach po Kościół powszechny. Historia Nowenny pompejańskiej to opowieść o wierze, która przekracza czas. Dziś łączy ona dwa pontyfikaty: papieża Leona XIII, który wspierał jej rozwój, oraz Leona XIV, który wyniósł do chwały ołtarzy jej twórcę Bartolo Longo. W rocznicę pontyfikatu Leon XIV uda się 8 maja do Pompejów, aby przed wizerunkiem Matki Bożej zanosić suplikę.

Początki Nowenny pompejańskiej sięgają XIX wieku i życia Bartola Longo, człowieka, który przeszedł drogę od duchowego zagubienia do głębokiej wiary. W lipcu 1879 r., ciężko chory na tyfus, napisał tzw. „Novena d’Impetrazione”, nowennę błagalną, przeznaczoną dla sytuacji po ludzku beznadziejnych.
CZYTAJ DALEJ

Ojciec duchowny z WSD: kandydatom do kapłaństwa brakuje dziś jedności, którą mogliby w nas, starszych, zobaczyć

2026-05-07 14:00

[ TEMATY ]

kapłaństwo

Karol Porwich/Niedziela

Różnorodność, delikatność, potrzeba tożsamości, doświadczenie bogactwa Kościoła a jednocześnie pewna chwiejność i brak autonomii w spotkaniu ze światem. O tym, co dziś charakteryzuje kandydatów do kapłaństwa mówi ks. dr Michał Pabiańczyk, ojciec duchowny w Wyższym Międzydiecezjalnym Seminarium Duchownym w Częstochowie. Zauważa, że przyszłym księżom brakuje jedności, głębokiej wiary i przykładu życia, które mogliby zobaczyć w Kościele wokół nich. Podkreśla, że dla wspierania powołań kluczowa jest modlitwa, wspólnota i mówienie raczej o pięknie Boga niż o otaczającym nas złu.

Maria Czerska (KAI): Jacy są dziś kandydaci do kapłaństwa? Czy inni niż alumni sprzed lat?
CZYTAJ DALEJ

Byłem w Arce Noego

2026-05-07 20:30

[ TEMATY ]

archidiecezja łódzka

Marek Kamiński

ks. Roman Piwowarczyk, autor książki Arka Noego odnaleziona

ks. Roman Piwowarczyk, autor książki Arka Noego odnaleziona

W Łódzkim Klubie Biznesu przy ul. Piotrkowskiej 85 odbyło się spotkanie z ks. dr Romanem Piwowarczykiem, autorem książki „Arka Noego odnaleziona”. - Moja przygoda z historią Noego i poszukiwaniem arki zaczęła się w listopadzie 2017 r. i trwa do dzisiaj. Pewnego dnia przygotowując się do Mszy świętej natrafiłem na fragment Ewangelii, który mocno mnie poruszył: „Jezus powiedział do swoich uczniów: Jak działo się za dni Noego, tak będzie również za dni Syna Człowieczego: jedli, pili, żenili się i za mąż wychodzili aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki; nagle przyszedł potop i wygubił wszystkich” (Łk 17,26).

Ksiądz Roman dr filozofii znający języki obce m.in.: łacinę, grekę, francuski, angielski, natrafił na różne dokumenty potwierdzające budowę arki. Noe przygotowywał się do potopu przez długi czas, budował ją prawie 100 lat. Miała ona długość około 150 m, szerokość 14 m i wysokość 20 m. Był to największy drewniany statek zbudowany na naszej planecie wykonany w drewna cedrowego i cyprysowego. Potop nastał, gdy Noe miał 600 lat (a żył ponad 900). Nie było to żadne tsunami ani podtopienie, tylko globalny potop. Arka osiadła po roku dryfowania na samotnej, wulkanicznej Górze Ararat, mającej kształt piramidalny. Święta Góra Ararat przez tysiąclecia była w obszarze Armenii i jest do dzisiaj jej symbolem. Tam wyszedł z arki Noe wraz z rodziną, rozpoczął nowe życie i założył pierwsze państwo po potopie.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję