Dz 8, 1b-8 <- KLIKNIJ
Po śmierci Szczepana zaczyna się w Jerozolimie wielkie prześladowanie. To moment przełomu. Wspólnota, która dotąd żyła wokół świątyni i domów, zostaje rozproszona po Judei i Samarii. Apostołowie pozostają w mieście, ale inni wierzący muszą odejść. Łukasz pokazuje przez to coś bardzo ważnego. Misja nie jest zarezerwowana dla Dwunastu. Słowo idzie dalej także przez tych, którzy uciekają.
Pobożni ludzie grzebią Szczepana i opłakują go głośno. Kościół nie udaje, że przemoc nie boli. Zaraz potem pojawia się Szaweł. Wchodzi do domów, wyciąga mężczyzn i kobiety i oddaje ich do więzienia. Prześladowanie ma więc charakter planowy i dotyka całej wspólnoty. A jednak rozproszeni nie milkną. Łukasz pisze krótko: „głosili słowo”. Przemoc zmienia geografię Kościoła, ale nie gasi Ewangelii.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
W tym miejscu wchodzi Filip, jeden z Siedmiu. Udaje się do miasta w Samarii i głosi tam Chrystusa. To krok bardzo znaczący. Między Judejczykami i Samarytanami od dawna istniało napięcie religijne i społeczne. Ewangelia przechodzi więc przez dawną granicę. Spełniają się słowa Jezusa o świadectwie „w Samarii”. Filip czyni znaki. Duchy nieczyste wychodzą z krzykiem. Paralitycy i chromi odzyskują zdrowie. Na końcu Łukasz zapisuje rzecz prostą, ale wielką: „wielka radość zapanowała w owym mieście”. To jeden z najpiękniejszych znaków wejścia Ewangelii w nowe miejsce.
J 6, 35-40 <- KLIKNIJ
Reklama
Jezus dalej rozwija mowę o chlebie życia. Najpierw nazywa problem wprost. Ludzie widzieli znak, a jednak nie wierzą. U Jana samo widzenie nie wystarcza. Można zobaczyć cud i nadal pozostać na powierzchni. Dlatego Jezus mówi o głębszym ruchu. „Wszystko, co Mi daje Ojciec, przyjdzie do Mnie”. W tych słowach nie ma chłodnego przeznaczenia. Jest tajemnica Bożego pociągnięcia i ludzkiej odpowiedzi.
Zaraz potem Jezus wypowiada jedno z najbardziej czułych zdań tej Ewangelii: „Tego, który do Mnie przychodzi, precz nie odrzucę”. W świecie, w którym odrzucenie oznaczało utratę miejsca i godności, brzmi to jak obietnica schronienia. Jezus nie buduje kręgu uprzywilejowanych. Przyjmuje tego, kto przychodzi. Źródłem tej postawy jest Jego relacja z Ojcem. Syn zstąpił z nieba nie po to, by pełnić własną wolę, lecz wolę Tego, który Go posłał.
Ta wola zostaje wypowiedziana bardzo jasno. Po pierwsze, Jezus nie ma utracić nikogo z tych, których daje Mu Ojciec. Po drugie, ma ich wskrzesić w dniu ostatecznym. Jan łączy tu teraźniejszość i przyszłość. Kto wierzy, już teraz ma życie wieczne. A jednak to życie zmierza ku pełni, którą będzie zmartwychwstanie. Manna na pustyni podtrzymywała człowieka tylko na czas drogi. Jezus daje życie, które nie kończy się wraz z nocą ani ze śmiercią. Wola Ojca nie jest tu abstrakcyjnym planem. Jest decyzją Boga, by ratować człowieka do końca.
