Reklama

Pamięci Żołnierzy Wyklętych

2016-02-25 09:59

Ks. Adam Lechwar
Edycja sandomierska 9/2016, str. 4-5

Oficyna Wydawnicza Volumen
Żołnierze ze zgrupowania mjr. Hieronima Dekutowskiego

Interesujesz się Żołnierzami Wyklętymi? – zapytałem Pawła Bartochowskiego, który w czasie ferii odwiedzał w Oazowym Domu Rekolekcyjnym w Olchowej swoją siostrę. – Tak! Kolega zainteresował mnie tą mało znaną kartą naszej historii – odpowiedział młody mężczyzna ubrany w dresową bluzę z napisem „Żołnierze Wyklęci”. – A znasz z imienia i nazwiska kogoś z nich – zapytałem. – Rotmistrz Witold Pilecki, Inka – zaczął zdecydowanie wymieniać. – A z naszego terenu znasz kogoś? – Dekutowski! To jest Żołnierz Wyklęty.

Filip Gruby z Raniżowa kilka lat temu przyjechał na Patriotyczną Oazę Modlitwy do Olchowej. Wraz z innymi zapoznawał się z historią Łukasza Cieplińskiego i brał udział w apelu poległych za Ojczyznę głośno skandując: „Cześć ich pamięci! Chwała bohaterom!”. Na jego facebookowym profilu widnieje zdjęcie z polskim orzełkiem na rogatywce i monumentalny krzyż. – Przynajmniej tak mogę powiedzieć o tych, których imiona słudzy bolszewizmu puścili w niepamięć – mówi z lekkim gniewem. Jeszcze w czasie trwania Oazy Modlitwy dzwonił na antenę Radia Maryja i w czasie Rozmów Niedokończonych dzielił się swoim patriotyzmem z radiosłuchaczami i swoimi kolegami w pokoju. – A wie ksiądz, jak komuniści nazywali Żołnierzy Wyklętych? – zapytał Filip. – Wiem, że uważali ich za wrogów i nieprzejednanych przeciwników, utrwalanego w Polsce na siłę komunizmu – odpowiedziałem. A Filip na to. – To za słabo brzmi i mało propagandowo. Te nazwy miały ich pogrążać – kontynuuje. Dlatego wymyślili określenia: „mordercy”, „bandyci”, „sługusy imperializmu”, „zaplute karły reakcji”! Te określenia musiały być dla nich bardzo przykre, bo przecież oni nigdy polski i honoru żołnierza nie zdradzili – dodał Filip. Tak oto otrzymałem całkiem bogatą lekcję historii od tego młodego czlowieka. Warto tę lekcję pogłębiać, kontynuować, gdyż żyjąc w wolnej Polsce, jesteśmy to winni tym, których nazywano Żołnierzami Wyklętymi, choć byli niezłomni.

Dlaczego wyklęci?

Co się stało, że ich wyklęto? Polityka mocarstw światowych, pozostających w koalicji antyhitlerowskiej w osobach: Franklina Roosevelta, Winstona Churchilla i Józefa Stalina zdecydowała w Jałcie (luty 1945 r.) o przyszłym kształcie Europy. Miała się znacznie rozszerzyć dominacja ZSSR, czego Polska stała się ofiarą. Zatem Polskie Siły Zbrojne, wierne powołanemu na uchodźstwie rządowi Polski, przez zwolenników nowej władzy wykreowanej przez Kreml 22 lipca 1944 r. w Lublinie, zaczęto postrzegać jako zdecydowanych wrogów. Konsekwentnie czyniono wszystko, aby pod okiem ZSRR marginalizować znaczenie Armii Krajowej, Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, czego przykład mamy chociażby w czasie Powstania Warszawskiego, kiedy to stojąca nad brzegiem Wisły Armia Czerwona i zależna od niej, powstała w ZSRR I Armia Polska nie włączyły się do walki o wyzwolenie Warszawy. Następnie wspierany przez Sowietów Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej i Polska Partia Robotnicza, po sfałszowanych wyborach w styczniu 1947 r., umocniły swoją pozycję uzyskując uznanie mocarstw zachodnich, które równocześnie wycofały poparcie dla Rządu Polskiego na Uchodźstwie. Wszystko to rozzuchwaliło nową władzę, która wszczęła krwawe represje wobec tych, którzy wolną Polskę widzieli w innym kształcie. Zapełniały się więzienia, dokonywano pokazowych procesów, wykonywano egzekucje enkawudowską metodą, czyli strzałem w tył głowy, dokonywano tajemniczych pochówków, bez oznak szacunku dla ludzkich szczątków, wymazywano pamięć, niszczono dobre imię bohaterów wiernych Bogu, honorowi i Ojczyźnie.

Reklama

Lista bohaterów

Jednym tchem można wymienić nazwiska osób, którym po latach przywraca się dobre imię i honor Żołnierza Polskiego. W naszym regionie działali w tamtym czasie m.in.: mjr Hieronim Dekutowski „Zapora” (Tarnobrzeg) – stracony w 1949 r. w Zakładzie Karnym (ZK) Mokotów; por. Tadeusz Gajda „Tarzan” (Charzewice – dzisiaj Stalowa Wola) – stracony w 1946 r. w więzieniu na Montelupich w Krakowie; ppor. Adama Kusz „Garbaty” (Sieraków, gm. Harasiuki) – zabity w 1950 r. w obławie grupy operacyjnej UB/KBW; kpt. Adam Mirecki „Adaś” (Ulanów/Racławice k. Niska) – stracony w 1952 r. ZK Mokotów; por. Tadeusz Socha „Karol” (Rudnik nad Sanem) – zabity w 1945 r. przez NKWD prawdopodobnie w Byszówce; kpt. Wincenty Sowa „Vis” – Janów Lubelski – rozstrzelany z wyroku Sąd Wojskowego Garnizonu Lubelskiego, miejsce pochówku nieznane.

Jakimś cudem przy życiu po represjach, przesłuchaniach i sądach ocaleli m.in.: ppłk. Narodowego Zjednoczenia Wojskowego (NZW) Skarbimir Socha „Jaskółka” (Rudnik nad Sanem); por. Andrzej Kiszka „Dąb” – Maziarnia, Lasy Janowskie; por. Franciszek Bogacz „Bławat” – Tarnobrzeg i inni, którzy utracili zdrowie, możliwość awansu społecznego, dobre imię. Ciemna noc upokorzenia żołnierzy podziemia antykomunistycznego z lat 1944-56 zakończyła się dopiero po 1989 r. Duch „Solidarności”, a także struktury, które wytworzyła pozwalały dawnym partyzantom wracać z komunistycznego niebytu w społeczne struktury i na karty historii. Będąc bowiem w niezgodzie z władzą ludową nie zapisali się do żadnych organizacji kombatanckich, nie zgodzili się na żadną formę współpracy z komunistycznym reżimem. W Stalowej Woli zaczęli się spotykać założyciele koła Światowego Związku Żołnierzy AK oraz żołnierze innych formacji niepodległościowych. W końcu w otwarty sposób mogli opowiedzieć swoje historie najpierw sobie na wzajem, a później wyszli z nimi do społeczeństwa. Ich wspomnienia rozjaśniły mroki zakłamanej historii powojennej Polski. A honor żołnierza polskiego tamtych lat zajaśniał autentycznym blaskiem.

Dzieje niezłomnych

Poruszająca jest historia płk. Łukasza Cieplińskiego, prezesa IV Zarządu Głównego Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, który po aresztowaniu i brutalnym śledztwie, został w 1950 r. skazany na 5-krotną karę śmierci. Z celi śmierci więzienia mokotowskiego z datą 2 lutego 1951 r., w jednym z ostatnich grypsów pisał do syna: „Andrzejku! Pociecho moja jedyna. Ofiarowując Ciebie opiece Matki Bożej proszę Ją, aby z ducha Twego wyrosło w czyn moje serce zdławione rękami wrogów. Ażeby moje marzenia zapadły do Twego serca jak iskry płomienne. Abyś był mężnym i słowo dane wobec Boga, Ojczyzny i własnego ducha przedkładał nad życie. Abyś był szlachetny i miał zawsze czyste ręce. Aby uśmiech nie schodził z Twoich ust nawet w momencie gdyby szatańskie ręce życie Tobie – jak mnie – odebrać chciały. Abyś utulił w bólu i otarł łzy Matce i był dla niej prawdziwą radością. Ojciec”. To i inne świadectwa miłości do rodziny, Boga i Ojczyzny wzywają obecne pokolenie, by pełniej jeszcze przywrócić Żołnierzy Niezłomnych społeczeństwu, które nie zna goryczy wojny. Dzieje się to bardzo powoli. Swoisty przełom w upowszechnianiu wiedzy o zapomnianych bohaterach nastąpił w latach 1997-2001. Wicemarszałek Sejmu Stanisław Zając doprowadził do pierwszego spotkania żołnierzy powojennej konspiracji z posłami na Sejm ówczesnej kadencji. Jednym z zabierających głos był pochodzący z Rudnika nad Sanem żołnierz AK-NZW, ppłk Skarbimir Socha.

Nasze ulice

Oficjalne uszanowanie Żołnierzy Wyklętych pociągnęło za sobą wiele konferencji naukowych, wykładów, ale także wiele gestów prostych, oddolnych. Władze Tarnobrzega przed laty zmieniły nazwę jedne z ulic nadając jej imię mjr. Hieronima Dekutowskiego. Podobnie postąpiła rodzina nadając wnuczkowi „Zapory” imię jego dziadka. Tym sposobem wróciła pamięć tego „śmiertelnego wroga” władzy ludowej, a równocześnie wielkiego bohatera narodowego. „Zapora” był wybitnym tarnobrzeżaninem. Brał udział w Kampanii Wrześniowej, a po jej klęsce przedostał się do wojska polskiego we Francji. Następnie znalazł się w Wielkiej Brytanii i po kursie cichociemnych został zrzucony do okupowanej przez Niemców Polski. Tu jako świetny dowódca, stał się legendą partyzantki niepodległościowej. Po latach walki z dwoma wrogami i ubeckiej prowokacji „Zaporę” i jego sześciu oficerów w dniu 7 marca 1949 r. rozstrzelano w mokotowskim więzieniu.

Przybywając do sanktuarium w Sulisławicach, niejeden pielgrzym zdziwi się widząc zorganizowane w przestrzeni sakralnej, w formie wystawy, informacje i pamiątki na temat „Jędrusiów”. To inna karta martyrologi Żołnierzy Wyklętych w naszym regionie. Twórca oddziału „Jędrusie" – Władysław Jasiński, zginął w styczniu 1943 r. i został pochowany w zbiorowej mogile „Jędrusiów" w Sulisławicach. W październiku 1943 r. grupa została włączona do Armii Krajowej.

„Jędrusie” działali do stycznia 1945 r. Niestety, po zakończeniu II wojny światowej wielu członków oddziału dostało się w ręce NKWD i UB. Część z nich została zesłana do sowieckich łagrów, inni otrzymali długoletnie wyroki więzienia. A zwykli ludzie zachwyceni postawą patriotyczną bohaterów z oddziału „Jędrusie”, dla ich uczczenia, nazwali tym właśnie imieniem jedno z osiedli i jeden ze sklepów w Tarnobrzegu.

Młody patriotyzm

Wracam jeszcze raz do rozmowy z Filipem. Słucham i notuję, a on z pasją opowiada: – Jeśli chodzi o Żołnierzy Niezłomnych, to o nich zwłaszcza trzeba pamiętać i oddawać im hołd, ponieważ dla nich wojna się nie skończyła. Mieli rodziny, domy, a jednak wielu z nich nie wyszło już z lasu. To oddanie i poświęcenie, ta miłość do tej naszej poznaczonej bliznami ziemi i do rodaków, trzeba naśladować i brać przykład z nich, a nie z tych za przeproszeniem telewizyjnych błaznów z seriali... Dla mnie osobiście największymi wzorcami jeśli chodzi o Wyklętych są „Rój”, „Inka” oraz „Pług”, oczywiście także rtm. Pilecki, ale to wiadomo. Zrobiłem ostatnio na przykład taki duży bilbord-plakat. Mam zamiar poprosić naszego proboszcza, żeby pozwolił mi go wywiesić 1 marca przy kościele. A jeśli się nie zgodzi, to go wywiesimy gdzieś na mieście, na jakimś płocie, ktoś na pewno się zgodzi. – wyjaśniał mi dalej Filip. Nie śmiałem mu przeszkadzać i przerywać wątku, więc zasłuchałem się, zamyśliłem. I zdaje się, że widząc tą niezłomną postawę w nim i w wielu innych młodych, wiem, że 1 marca, w dniu pamięci o Żołnierzach Wyklętych, powieszą gdzieś flagę narodową, bilbord lub pójdą na leśne mogiły Wyklętych, ale Niezłomnych, żeby się pomodlić i odddać cześć bohaterom.

Tagi:
żołnierze wyklęci

Pierwszy pochówek Wyklętego na ziemi łódzkiej

2019-05-28 13:40

Red.
Edycja łódzka 22/2019, str. 8

Uroczystości pogrzebowe Józefa Domańskiego ps. Znicz, żołnierza Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, w 1952 r. skazanego na śmierć przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Lublinie, i jego wuja ks. Jana Szadkowskiego, proboszcza łódzkiej parafii Matki Bożej Królowej Polski, odbyły się w miejscowości Siedlec k. Łęczycy. To pierwszy na ziemi łódzkiej pochówek ofiary totalitaryzmu komunistycznego, odnalezionej 14 listopada 2017 r. podczas prac ekshumacyjnych na cmentarzu rzymskokatolickim przy ul. Unickiej w Lublinie

Archiwum
Śp. Józef Domański

Józef Domański (ps. Paweł, Łukasz, Znicz) urodził się 2 marca 1920 r. w miejscowości Dąbie w powiecie łęczyckim. Był synem Władysława i Marii z domu Gałamon. Jego rodzice posiadali czterohektarowe gospodarstwo rolne. Ukończył 7 oddziałów szkoły powszechnej.

W 1940 r. został wysiedlony wraz z rodzicami, bratem Stanisławem i siostrą Heleną na teren powiatu chełmskiego. Początkowo zamieszkali w Siedliszczu, a następnie w kolonii Brzeziny. Pracował przy kopaniu rowów melioracyjnych, a także przy wyrębie lasu. W 1943 r. nawiązał kontakt z miejscowymi członkami Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych, jednak sam nie należał do żadnej organizacji. W marcu 1945 r. powrócił z rodziną do wsi Dąbie w powiecie Łęczyca.

Walka na Lubelszczyźnie

W lipcu 1946 r. przyjechał w interesach na Lubelszczyznę. W Siedliszczu nawiązał kontakt z kolegami z byłego oddziału NSZ Eugeniusza Walewskiego „Zemsty”. W czasie jednego ze spotkań we wsi pojawiła się grupa operacyjna Urzędu Bezpieczeństwa – Wojska Polskiego, która poszukiwała partyzantów. Domański zbiegł wówczas z kwatery razem z Józefem Kowalskim ps. Wierzba. Od tej pory zaczął się ukrywać z obawy przed aresztowaniem za współpracę z podziemiem.

W sierpniu 1946 r. wstąpił za rekomendacją „Wierzby” do oddziału Józefa Struga ps. Ordon z Obwodu WiN Włodawa. We wrześniu 1946 r. został przeniesiony do oddziału żandarmerii Antoniego Chomy ps. Batory. Po śmierci dowódcy, w lutym 1947 r., dołączył ponownie pod komendę „Ordona”.

W czasie amnestii 1947 r. nie ujawnił się. Po śmierci „Ordona” pozostawał pod komendą jego zastępców, Stanisława Falkiewicza ps. Ryś i Stanisława Marciniaka ps. Niewinny. Grupa przetrwała w do wiosny 1948 r. 29 maja 1948 r. Domański i Marciniak zostali zaskoczeni k. wsi Bogdanka przez grupę funkcjonariuszy Komendy Powiatowej Milicji Obywatelskiej w Lubartowie. W czasie wymiany ognia Domański został ranny. Utracił jednak łączność z Marciniakiem.

Kara śmierci

Do jesieni 1949 r. Józef Domański ukrywał się samotnie, najdłużej w Jagodnie u Romana Dobrowolskiego ps. Ostrożny w wykopanym pod stodołą bunkrze. W listopadzie 1949 r. dołączył do oddziału Edwarda Taraszkiewicza ps. Żelazny. Pełnił funkcję skarbnika i nieformalnego zastępcy dowódcy.

6 października 1951 r. czteroosobowa grupa „Żelaznego” została osaczona na kwaterze w kolonii Żbereże, powiat Włodawa, przez ponad 700 ubowców. W wyniku walki śmierć ponieśli: „Żelazny”, Stanisław Torbicz „Kazik” oraz dwójka współpracowników udzielająca im schronienia.

Rannego w czasie walki i nieprzytomnego Józefa Domańskiego przetransportowano do siedziby UB we Włodawie. Pomimo odniesionych ran został jeszcze tego samego dnia poddany wstępnym przesłuchaniom.

10 października 1951 r. osadzono go w więzieniu karno-śledczym na Zamku w Lublinie. Przeszedł bardzo intensywne i ciężkie śledztwo.

14 sierpnia 1952 r. skazany przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Lublinie na karę śmierci. Wyrok wykonano 12 stycznia 1953 r. w więzieniu na Zamku w Lublinie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Stop Deprawacji Dzieci i Młodzieży!

2019-08-19 07:23

Bp Marek Mendyk

- Dziecko nie może uczestniczyć w żadnych tego typu zajęciach bez wyraźnej zgody rodziców lub prawnych opiekunów – napisał bp Marek Mendyk, Przewodniczący Komisji Wychowania Katolickiego KEP, w apelu skierowanym do rodziców w związku z planowanym finansowaniem przez niektóre samorządy zajęć dodatkowych w placówkach oświatowych.

fotolia.com

Przewodniczący Komisji Wychowania Katolickiego KEP apeluje do rodziców o czujność i roztropność w związku z planowanym finansowaniem przez niektóre samorządy (organy prowadzące szkoły) zajęć dodatkowych w placówkachoświatowych.

Apel Komisji Wychowania Katolickiego Konferencji Episkopatu Polski do rodziców i prawnych opiekunów:

Stop Deprawacji Dzieci i Młodzieży!

Rodzicielska kontrola nad zajęciami dodatkowymi w szkołach

Wobec planowanego finansowania przez niektóre samorządy (organy prowadzące szkoły) zajęć dodatkowych w placówkach oświatowych apelujemy do rodziców o czujność i roztropność. Warto zainteresować się tym, co dzieje się w szkołach, jakiego typu zajęcia są organizowane, kto je prowadzi i jakie treści przekazuje.

Według doniesień medialnych, w niektórych miastach Polski od września br. planuje się wprowadzenie (finansowanie) edukacji seksualnej. Są też takie miejsca, w których już realizowana jest tzw. edukacja antydyskryminacyjna. Przypominamy, że dziecko nie może uczestniczyć w żadnych tego typu zajęciach bez wyraźnej zgody rodziców lub prawnych opiekunów.

W celu uzyskania pewności, że dzieci nie wezmą udziału w zajęciach, podczas których będą im przekazywane treści niezgodne z wyznawanym systemem wartości oraz wykraczające poza podstawę programową obowiązującą na danym etapie kształcenia, należy złożyć w szkole specjalne oświadczenie.

Wzór takiego oświadczenia jest do pobrania poniżej oraz na stronie Komisji Wychowania Katolickiego KEP: www.katecheza.episkopat.pl

bp Marek Mendyk

Przewodniczący Komisji Wychowania Katolickiego

Konferencji Episkopatu Polski

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Proponowane w Polsce standardy edukacji seksualnej WHO

2019-08-19 17:36

Marcin Przeciszewski / Warszawa (KAI)

- Dziecko nie może uczestniczyć w żadnych tego typu zajęciach bez wyraźnej zgody rodziców lub prawnych opiekunów – napisał dziś bp Marek Mendyk, przewodniczący Komisji Wychowania Katolickiego KEP, w apelu skierowanym do rodziców w związku z planowanym wprowadzeniem ich przez niektóre samorządy. Postulowane przez niektóre samorządy programy edukacji seksualnej w szkołach mają opierać się na standardach i wytycznych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). W poniższej analizie prezentujemy ich główne założenia.

Bożena Sztajner/Niedziela
Dary dla dzieci z Białorusi

Wytyczne te zostały przedstawione w dokumencie „Standardy edukacji seksualnej w Europie”, będącym wspólną publikacją Biura Regionalnego Światowej Organizacji Zdrowia dla Europy i niemieckiego Federalnego Biura ds. Edukacji Zdrowotnej. Publikacja ta, wydana w 2010 r., zawiera zalecenia dla osób i instytucji odpowiedzialnych za zdrowie i edukację seksualną. Jej polskie tłumaczenie zostało wydane w dwa lata później.

Dokument ten - jak czytamy we wstępie - opiera się na tzw. podejściu holistycznym do seksualności człowieka i ma za cel „pomóc dzieciom i młodym osobom w rozwinięciu podstawowych umiejętności umożliwiających im samookreślenie ich seksualności i związków na różnych etapach rozwoju, (...) w przeżywaniu swojej seksualności oraz partnerstwa w sposób satysfakcjonujący i odpowiedzialny”.

Autorzy dokumentu zaznaczają, że podejście „holistyczne” ma zastąpić modele edukacji seksualnej obowiązujące w wielu krajach. Informują, że pierwsza ich grupa – promowana szczególnie silnie przez Republikanów w USA – bazowała na zapoznaniu dzieci i młodzieży z biologicznymi kwestiami dotyczącymi płci i życia seksualnego, co jednak było połączone z promocją wstrzemięźliwości seksualnej do momentu zawarcia związku małżeńskiego. Druga grupa programów, realizowanych dotąd w większości krajów europejskich, abstynencję seksualną traktuje jako zachowanie opcjonalne, a obok niej przedstawiane są zasady antykoncepcji i tzw. bezpiecznego seksu.

Natomiast program WHO ma charakter znacznie bardziej liberalny, uwzględnia również orientację homoseksualną, a płeć – zgodnie z teoriami gender - traktuje jako zjawisko bardziej społeczne niż biologiczne. Na równi z małżeństwem definiowanym jako związek mężczyzny i kobiety, stawia na równym poziomie inne rodzaje związków.

Konkretne propozycje w zakresie edukacji

Dokument „Standardy edukacji seksualnej w Europie WHO” prezentuje „Matrycę” która stanowi przegląd tematów, które powinny zostać omówione w poszczególnych grupach wiekowych: 0–4 lata, 4–6 lat, 6–9 lat, 9–12 lat i 12-15 lat. Zakłada się, że zajęcia te powinny być obowiązkowe (niezależnie od woli rodziców) już od wieku przedszkolnego, a powinni je prowadzić różni specjaliści, niekoniecznie wychowawcy czy nauczyciele. Przewiduje się zatem możliwość prowadzenia edukacji seksualnej przez organizacje pozarządowe mające taki zapis w statutach, a szkoła pełniłaby rolę koordynacyjną.

0–4 lata

Program przewiduje, że szkolni seksedukatorzy powinni przekazywać dzieciom w wieku poniżej 4 lat podstawową wiedzę o ludzkim ciele i narządach płciowych, o różnicach płciowych oraz pochodzeniu dzieci, czyli ciąży i porodzie.

Ma być również kształtowane „pozytywne nastawienie do własnej płci biologicznej, jak i społeczno-kulturowej” oraz wiedza, że związki natury seksualnej mogą być różnorodne, a tej różnorodności powinna towarzyszyć akceptacja.

Niezależnie od tego mają być przekazywane takie treści jak „radość i przyjemność z dotykania własnego ciała” czy wiedza o „masturbacji w okresie wczesnego dzieciństwa”.

4–6 lat

Dzieci w wieku od 4 do 6 lat mają dalej zgłębiać tę tematykę, włącznie z pozytywnym podejściem do masturbacji pojmowanej jako „radość i przyjemność”.

Zarazem mają być omawiane różnorodne emocje, w tym „pierwsza miłość” jako rodzaj zauroczenia, a także przygotowywanie do radzenia sobie w sytuacji, w której uczucie nie zostaje odwzajemnione.

Dziecko w tym okresie ma być również zapoznawane ze „związkami do osób tej samej płci” oraz kształtowane w pozytywnym podejściu do własnej tożsamości płciowej. Kształtowana być winna postawa, że „moje ciało należy do mnie”, więc mam określone prawa z tym związane. Towarzyszyć temu ma świadomość, że są osoby, które „mogą posunąć się do przemocy oraz, że muszę nauczyć się jak należy się przed nimi chronić”.

6–9 lat

U dzieci w wieku od 6 do 9 lat ma być pogłębiana wiedza o rozwoju fizjologicznym, z uwzględnieniem miesiączkowania, ejakulacji itp. Duży nacisk ma być położony na antykoncepcję. Jest ona proponowana jako jedyna możliwość planowania rodziny. Prezentowane mają być także różnorodne techniki współżycia płciowego. Zaznacza się tylko, że „akceptowalne współżycie/seks, winien być odbywany za zgodą obu osób, ma być on dobrowolny, równy i stosowny do wieku i kontekstu, zapewniający szacunek do samego siebie”. Żadne inne etyczne normy i zasady dotyczące podejmowania współżycia seksualnego nie są proponowane. Za to ma być uświadamiany „pozytywny wpływ seksualności na zdrowie i dobre samopoczucie”.

Prezentowane mają być również „prawa seksualne”, rozumiane jako prawo do informacji i edukacji seksualnej, jak i cielesnej integralności.

Podobnie jak na poprzednich etapach – wobec dzieci w wieku 6–9 lat - proponowana jest masturbacja i autostymulacja seksualna. Mowa ma być również o „seksie w mediach” (włącznie z internetem), oraz o „radzeniu sobie z obrazem seksu w mediach”. Nie pojawia się w tym kontekście pojęcie pornografii jako zjawiska mającego negatywny wpływ na rozwój człowieka.

Jest też mowa o małżeństwie, ale pojęcie to pojawia się wyłącznie w kontekście możliwości rozwodu. Prezentowane mają być także „różne związki rodzinne” w kontekście umiejętności „negocjowania kompromisów, wykazywania tolerancji i empatii”.

9–12 lat

Na etapie od 9 do 12 lat przedmiotem nauczania ma być szczegółowe poznanie różnych (skutecznych i nieskutecznych) metod antykoncepcji oraz „zrozumienie, że antykoncepcja to odpowiedzialność obu płci”. Wiele ma być mowy o przeżywaniu ciąży i poszczególnych jej etapów, włącznie z ciążą „w związkach między osobami tej samej płci”.

Uczniowie mają być również uświadamiani z zakresie niebezpieczeństwa przemocy seksualnej i konieczności obrony przed nią.

Prezentowane mają być różne orientacje seksualne oraz „miłość wobec osób tej samej płci”. Tym dzieciom, które odkryły swą odmienność seksualną - proponowany ma być «coming out», czyli publiczne ogłoszenie tego faktu jeszcze przed ukończeniem 12. roku życia. Zgodnie z teorią gender ma być przekazywane także przekonanie o „różnicach między tożsamością płciową i płcią biologiczną”.

Cel edukacji ma być osiągnięty wraz z ukończeniem 15. roku życia, kiedy młody człowiek powinien już osiągnąć pełną „akceptację, szacunek i rozumienie różnorodności dotyczącej seksualności i orientacji seksualnych”. Nigdzie natomiast nie ma mowy o potrzebie opanowywania popędu seksualnego, nie pojawia się więc pojęcie wstrzemięźliwości. Nie istnieje pojęcie „uczyć wyższych” rozumianych jako rozwój miłości, którym powinny być podporządkowane „uczucia niższe”, w postaci pożycia seksualnego.

Zaznaczyć należy, że tak zarysowany program edukacji seksualnej pozostaje w diametralnej sprzeczności nie tylko z chrześcijańską koncepcją rozwoju osoby ludzkiej, ale także z „integralną wizją ludzkiej seksualności” zawartą w obowiązującej w Polsce podstawie programowej, wprowadzonej rozporządzeniem Ministra Edukacji Narodowej z 14 lutego 2017.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem