Reklama

Historia

Pamięci Żołnierzy Wyklętych

Niedziela sandomierska 9/2016, str. 4-5

[ TEMATY ]

żołnierze wyklęci

Oficyna Wydawnicza Volumen

Żołnierze ze zgrupowania mjr. Hieronima Dekutowskiego

Interesujesz się Żołnierzami Wyklętymi? – zapytałem Pawła Bartochowskiego, który w czasie ferii odwiedzał w Oazowym Domu Rekolekcyjnym w Olchowej swoją siostrę. – Tak! Kolega zainteresował mnie tą mało znaną kartą naszej historii – odpowiedział młody mężczyzna ubrany w dresową bluzę z napisem „Żołnierze Wyklęci”. – A znasz z imienia i nazwiska kogoś z nich – zapytałem. – Rotmistrz Witold Pilecki, Inka – zaczął zdecydowanie wymieniać. – A z naszego terenu znasz kogoś? – Dekutowski! To jest Żołnierz Wyklęty.

Filip Gruby z Raniżowa kilka lat temu przyjechał na Patriotyczną Oazę Modlitwy do Olchowej. Wraz z innymi zapoznawał się z historią Łukasza Cieplińskiego i brał udział w apelu poległych za Ojczyznę głośno skandując: „Cześć ich pamięci! Chwała bohaterom!”. Na jego facebookowym profilu widnieje zdjęcie z polskim orzełkiem na rogatywce i monumentalny krzyż. – Przynajmniej tak mogę powiedzieć o tych, których imiona słudzy bolszewizmu puścili w niepamięć – mówi z lekkim gniewem. Jeszcze w czasie trwania Oazy Modlitwy dzwonił na antenę Radia Maryja i w czasie Rozmów Niedokończonych dzielił się swoim patriotyzmem z radiosłuchaczami i swoimi kolegami w pokoju. – A wie ksiądz, jak komuniści nazywali Żołnierzy Wyklętych? – zapytał Filip. – Wiem, że uważali ich za wrogów i nieprzejednanych przeciwników, utrwalanego w Polsce na siłę komunizmu – odpowiedziałem. A Filip na to. – To za słabo brzmi i mało propagandowo. Te nazwy miały ich pogrążać – kontynuuje. Dlatego wymyślili określenia: „mordercy”, „bandyci”, „sługusy imperializmu”, „zaplute karły reakcji”! Te określenia musiały być dla nich bardzo przykre, bo przecież oni nigdy polski i honoru żołnierza nie zdradzili – dodał Filip. Tak oto otrzymałem całkiem bogatą lekcję historii od tego młodego czlowieka. Warto tę lekcję pogłębiać, kontynuować, gdyż żyjąc w wolnej Polsce, jesteśmy to winni tym, których nazywano Żołnierzami Wyklętymi, choć byli niezłomni.

Dlaczego wyklęci?

Co się stało, że ich wyklęto? Polityka mocarstw światowych, pozostających w koalicji antyhitlerowskiej w osobach: Franklina Roosevelta, Winstona Churchilla i Józefa Stalina zdecydowała w Jałcie (luty 1945 r.) o przyszłym kształcie Europy. Miała się znacznie rozszerzyć dominacja ZSSR, czego Polska stała się ofiarą. Zatem Polskie Siły Zbrojne, wierne powołanemu na uchodźstwie rządowi Polski, przez zwolenników nowej władzy wykreowanej przez Kreml 22 lipca 1944 r. w Lublinie, zaczęto postrzegać jako zdecydowanych wrogów. Konsekwentnie czyniono wszystko, aby pod okiem ZSRR marginalizować znaczenie Armii Krajowej, Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, czego przykład mamy chociażby w czasie Powstania Warszawskiego, kiedy to stojąca nad brzegiem Wisły Armia Czerwona i zależna od niej, powstała w ZSRR I Armia Polska nie włączyły się do walki o wyzwolenie Warszawy. Następnie wspierany przez Sowietów Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej i Polska Partia Robotnicza, po sfałszowanych wyborach w styczniu 1947 r., umocniły swoją pozycję uzyskując uznanie mocarstw zachodnich, które równocześnie wycofały poparcie dla Rządu Polskiego na Uchodźstwie. Wszystko to rozzuchwaliło nową władzę, która wszczęła krwawe represje wobec tych, którzy wolną Polskę widzieli w innym kształcie. Zapełniały się więzienia, dokonywano pokazowych procesów, wykonywano egzekucje enkawudowską metodą, czyli strzałem w tył głowy, dokonywano tajemniczych pochówków, bez oznak szacunku dla ludzkich szczątków, wymazywano pamięć, niszczono dobre imię bohaterów wiernych Bogu, honorowi i Ojczyźnie.

Reklama

Lista bohaterów

Jednym tchem można wymienić nazwiska osób, którym po latach przywraca się dobre imię i honor Żołnierza Polskiego. W naszym regionie działali w tamtym czasie m.in.: mjr Hieronim Dekutowski „Zapora” (Tarnobrzeg) – stracony w 1949 r. w Zakładzie Karnym (ZK) Mokotów; por. Tadeusz Gajda „Tarzan” (Charzewice – dzisiaj Stalowa Wola) – stracony w 1946 r. w więzieniu na Montelupich w Krakowie; ppor. Adama Kusz „Garbaty” (Sieraków, gm. Harasiuki) – zabity w 1950 r. w obławie grupy operacyjnej UB/KBW; kpt. Adam Mirecki „Adaś” (Ulanów/Racławice k. Niska) – stracony w 1952 r. ZK Mokotów; por. Tadeusz Socha „Karol” (Rudnik nad Sanem) – zabity w 1945 r. przez NKWD prawdopodobnie w Byszówce; kpt. Wincenty Sowa „Vis” – Janów Lubelski – rozstrzelany z wyroku Sąd Wojskowego Garnizonu Lubelskiego, miejsce pochówku nieznane.

Jakimś cudem przy życiu po represjach, przesłuchaniach i sądach ocaleli m.in.: ppłk. Narodowego Zjednoczenia Wojskowego (NZW) Skarbimir Socha „Jaskółka” (Rudnik nad Sanem); por. Andrzej Kiszka „Dąb” – Maziarnia, Lasy Janowskie; por. Franciszek Bogacz „Bławat” – Tarnobrzeg i inni, którzy utracili zdrowie, możliwość awansu społecznego, dobre imię. Ciemna noc upokorzenia żołnierzy podziemia antykomunistycznego z lat 1944-56 zakończyła się dopiero po 1989 r. Duch „Solidarności”, a także struktury, które wytworzyła pozwalały dawnym partyzantom wracać z komunistycznego niebytu w społeczne struktury i na karty historii. Będąc bowiem w niezgodzie z władzą ludową nie zapisali się do żadnych organizacji kombatanckich, nie zgodzili się na żadną formę współpracy z komunistycznym reżimem. W Stalowej Woli zaczęli się spotykać założyciele koła Światowego Związku Żołnierzy AK oraz żołnierze innych formacji niepodległościowych. W końcu w otwarty sposób mogli opowiedzieć swoje historie najpierw sobie na wzajem, a później wyszli z nimi do społeczeństwa. Ich wspomnienia rozjaśniły mroki zakłamanej historii powojennej Polski. A honor żołnierza polskiego tamtych lat zajaśniał autentycznym blaskiem.

Dzieje niezłomnych

Poruszająca jest historia płk. Łukasza Cieplińskiego, prezesa IV Zarządu Głównego Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, który po aresztowaniu i brutalnym śledztwie, został w 1950 r. skazany na 5-krotną karę śmierci. Z celi śmierci więzienia mokotowskiego z datą 2 lutego 1951 r., w jednym z ostatnich grypsów pisał do syna: „Andrzejku! Pociecho moja jedyna. Ofiarowując Ciebie opiece Matki Bożej proszę Ją, aby z ducha Twego wyrosło w czyn moje serce zdławione rękami wrogów. Ażeby moje marzenia zapadły do Twego serca jak iskry płomienne. Abyś był mężnym i słowo dane wobec Boga, Ojczyzny i własnego ducha przedkładał nad życie. Abyś był szlachetny i miał zawsze czyste ręce. Aby uśmiech nie schodził z Twoich ust nawet w momencie gdyby szatańskie ręce życie Tobie – jak mnie – odebrać chciały. Abyś utulił w bólu i otarł łzy Matce i był dla niej prawdziwą radością. Ojciec”. To i inne świadectwa miłości do rodziny, Boga i Ojczyzny wzywają obecne pokolenie, by pełniej jeszcze przywrócić Żołnierzy Niezłomnych społeczeństwu, które nie zna goryczy wojny. Dzieje się to bardzo powoli. Swoisty przełom w upowszechnianiu wiedzy o zapomnianych bohaterach nastąpił w latach 1997-2001. Wicemarszałek Sejmu Stanisław Zając doprowadził do pierwszego spotkania żołnierzy powojennej konspiracji z posłami na Sejm ówczesnej kadencji. Jednym z zabierających głos był pochodzący z Rudnika nad Sanem żołnierz AK-NZW, ppłk Skarbimir Socha.

Reklama

Nasze ulice

Oficjalne uszanowanie Żołnierzy Wyklętych pociągnęło za sobą wiele konferencji naukowych, wykładów, ale także wiele gestów prostych, oddolnych. Władze Tarnobrzega przed laty zmieniły nazwę jedne z ulic nadając jej imię mjr. Hieronima Dekutowskiego. Podobnie postąpiła rodzina nadając wnuczkowi „Zapory” imię jego dziadka. Tym sposobem wróciła pamięć tego „śmiertelnego wroga” władzy ludowej, a równocześnie wielkiego bohatera narodowego. „Zapora” był wybitnym tarnobrzeżaninem. Brał udział w Kampanii Wrześniowej, a po jej klęsce przedostał się do wojska polskiego we Francji. Następnie znalazł się w Wielkiej Brytanii i po kursie cichociemnych został zrzucony do okupowanej przez Niemców Polski. Tu jako świetny dowódca, stał się legendą partyzantki niepodległościowej. Po latach walki z dwoma wrogami i ubeckiej prowokacji „Zaporę” i jego sześciu oficerów w dniu 7 marca 1949 r. rozstrzelano w mokotowskim więzieniu.

Przybywając do sanktuarium w Sulisławicach, niejeden pielgrzym zdziwi się widząc zorganizowane w przestrzeni sakralnej, w formie wystawy, informacje i pamiątki na temat „Jędrusiów”. To inna karta martyrologi Żołnierzy Wyklętych w naszym regionie. Twórca oddziału „Jędrusie" – Władysław Jasiński, zginął w styczniu 1943 r. i został pochowany w zbiorowej mogile „Jędrusiów" w Sulisławicach. W październiku 1943 r. grupa została włączona do Armii Krajowej.

„Jędrusie” działali do stycznia 1945 r. Niestety, po zakończeniu II wojny światowej wielu członków oddziału dostało się w ręce NKWD i UB. Część z nich została zesłana do sowieckich łagrów, inni otrzymali długoletnie wyroki więzienia. A zwykli ludzie zachwyceni postawą patriotyczną bohaterów z oddziału „Jędrusie”, dla ich uczczenia, nazwali tym właśnie imieniem jedno z osiedli i jeden ze sklepów w Tarnobrzegu.

Młody patriotyzm

Wracam jeszcze raz do rozmowy z Filipem. Słucham i notuję, a on z pasją opowiada: – Jeśli chodzi o Żołnierzy Niezłomnych, to o nich zwłaszcza trzeba pamiętać i oddawać im hołd, ponieważ dla nich wojna się nie skończyła. Mieli rodziny, domy, a jednak wielu z nich nie wyszło już z lasu. To oddanie i poświęcenie, ta miłość do tej naszej poznaczonej bliznami ziemi i do rodaków, trzeba naśladować i brać przykład z nich, a nie z tych za przeproszeniem telewizyjnych błaznów z seriali... Dla mnie osobiście największymi wzorcami jeśli chodzi o Wyklętych są „Rój”, „Inka” oraz „Pług”, oczywiście także rtm. Pilecki, ale to wiadomo. Zrobiłem ostatnio na przykład taki duży bilbord-plakat. Mam zamiar poprosić naszego proboszcza, żeby pozwolił mi go wywiesić 1 marca przy kościele. A jeśli się nie zgodzi, to go wywiesimy gdzieś na mieście, na jakimś płocie, ktoś na pewno się zgodzi. – wyjaśniał mi dalej Filip. Nie śmiałem mu przeszkadzać i przerywać wątku, więc zasłuchałem się, zamyśliłem. I zdaje się, że widząc tą niezłomną postawę w nim i w wielu innych młodych, wiem, że 1 marca, w dniu pamięci o Żołnierzach Wyklętych, powieszą gdzieś flagę narodową, bilbord lub pójdą na leśne mogiły Wyklętych, ale Niezłomnych, żeby się pomodlić i odddać cześć bohaterom.

2016-02-25 09:59

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Wierni przysiędze

Niedziela toruńska 11/2020, str. I

[ TEMATY ]

pamięć

ojczyzna

żołnierze wyklęci

władza komunistyczna

Aleksandra Wojdyło

Łasin pamięta o Wyklętych

Mieli zostać zapomniani, ale stali się ziarnem. Wydaje ono owoce – miłości ojczyzny, pamięci o bohaterach i świadomości narodowej.

Żołnierze Wyklęci, którzy nie złożyli broni, bo byli wierni przysiędze wojskowej, którzy nie chcieli bratać się z sowietami i walczyli do końca. To oni stanęli w szeregi drugiej, powojennej konspiracji. Władza komunistyczna widziała w nich bandytów i tropiła jak wilki.

Mieli zostać zapomniani – tak sobie „życzyła” władza komunistyczna. Stali się jednak ziarnem, dzięki któremu wzrasta dobro i wydaje owoce – miłości ojczyzny, pamięci o bohaterach i świadomości narodowej, przynależności do wspólnoty oraz poczucia, że nie należy się poddawać w realizowaniu ważnych celów.

Ósmy bieg „Tropem Wilczym” z okazji 9. Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych odbył się po raz pierwszy w Łasinie. Ponad 80 osób stanęło na linii startu. Burmistrz Łasina odczytał list przewodni Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej przypominający ideę święta oraz biegu. Nowoczesny patriotyzm połączył wszystkie pokolenia. W biegu pamięci wystartowali młodzi i dorośli, uczniowie i nauczyciele, rodzice i dzieci, członkowie klubu sportowego, Klubu Historycznego im. Armii Krajowej oraz niezrzeszeni. Wszyscy dumnie prezentowali bohaterów drugiej konspiracji na swoich koszulkach. Była to także doskonała okazja do zainteresowania się życiorysami niezłomnych, którzy zapłacili życiem za marzenia o wolnej Polsce, nie dali się złamać i nie dali się zniszczyć w najtrudniejszych czasach. Na mecie uśmiechy na twarzach rozświetlały wyjątkowe medale, a organizator – Stadion Miejski – zapewnił gorący poczęstunek. Radość płynie z faktu, że pamięć o rodzinnych bohaterach wyklętych, którą kultywował przede wszystkim Klub Historyczny im. AK (m.in. przez Festiwal Piosenki i Poezji Patriotycznej, apele i wystawy okolicznościowe, dzielenie się informacjami), podejmuje teraz także środowisko sportowe.

Bóg, Honor, Ojczyzna – tego bronili do śmierci, a naszym obowiązkiem jest pamięć o nich.

Bóg, Honor, Ojczyzna – tego bronili do śmierci, a naszym obowiązkiem jest pamięć o nich. Zawołajmy ich po imieniu! Niech pamięć trwa. Nie dajmy sobie wydrzeć wartości, za które ginęli niezłomni. Mordowani w ubeckich katowniach, zakopywani w bezimiennych dołach śmierci, do dziś nie wszyscy mają swoje groby. A tych, których jeszcze nie udało się odnaleźć, prosimy – bohaterowie – dajcie się odnaleźć!

CZYTAJ DALEJ

Kościół mnie uratował

2020-06-17 11:08

Niedziela Ogólnopolska 25/2020, str. 14-15

[ TEMATY ]

świadectwo

Adobe Stock.pl

Miałam kilka lat. Nie wiem, kiedy „to” się zaczeło. Pamiętam od zawsze. Pamiętam też, że nikt nie kiwnął palcem, żeby pomóc.

Przykro mi, że moim oprawcą był mój ojciec. Przykro mi, że był tylko wiecznie bezrobotnym murarzem, alkoholikiem. Gdyby to był ktoś inny, być może pan Sekielski by mnie wysłuchał. Gdyby moim oprawcą był ksiądz, każdy by mi współczuł. Ojciec nie wzbudza już żadnej sensacji, nikogo nie obchodzi... Takich jak ja jest wiele i czujemy się gorsze od najgorszych.

Gehenna

Urodziłam się w bardzo dysfunkcyjnej rodzinie. Byłam dla wszystkich ogromnym rozczarowaniem. Moja mama spodziewała się syna, a urodziły się bliźnięta. Był to stan wojenny, zima. Półtora kilograma nieszczęścia, które każdemu w mojej rodzinie na całe życie pokrzyżowało plany. Ciągle chora i ciągle płacząca. Kula u nogi, jak to zwykle mawiali moi rodzice. Moja mama nigdy mnie nie przytuliła, nie wzięła na ręce. Nie usłyszałam od niej, że mnie kocha. Zwracała się do mnie zawsze bezosobowo – w najlepszym wypadku. Zawsze, kiedy ojciec wracał pijany do domu, brała mojego brata i uciekała.

Miałam kilka lat. Nie wiem, kiedy „to” się zaczęło. Pamiętam od zawsze. Nie miało znaczenia, czy był pijany czy trzeźwy. Ja ze swoim oprawcą i katem mieszkałam przez 13 lat pod jednym dachem. Wiedziałam, że nie mogę o tym nikomu powiedzieć. Raz próbowałam. Moja matka wyciągnęła mnie wtedy za włosy z wanny i skatowała. Wielokrotnie razem z moim ojcem przekonywali znajomych, że jestem kłamczuchą, że wymyślam, że sprawiam kłopoty. Myślę, że każdy wiedział, co się działo w naszym domu – łącznie z matką, ale każdy udawał, że tego nie widzi. Na początku płakałam, później zrozumiałam, że to gorzej, że moje cierpienie wzbudza w moim ojcu jeszcze większą agresję, że wszystko trwa przez to dłużej.

Tak samo było z biciem. Katowali mnie na zmianę, kijem od szczotki, smyczą, kablem od grzałki... Miałam ciągle powyrywane włosy, poprzecinane dłonie, którymi zakrywałam twarz, ponadrywane uszy.

Spadłam na samo dno

Kiedy byłam starsza, liczyłam w myślach od jednego do dziesięciu. To pozwoliło mi przetrwać w ciszy. Było szybciej... Kiedy ojciec miał wrócić do domu, ulgę sprawiało mi wyrywanie włosów z głowy i wykręcanie palców. Wiedziałam, że za chwilę znów „to” będzie. Byłam małą dziewczynką. Kiedy sytuacja stawała się niebezpieczna dla matki, zabierała mojego brata i uciekała. Ja sama musiałam uspokoić ojca. Na Boga, miałam tylko kilka lat!

Kiedy miałam ok. 13 lat, moja matka ostatecznie wyrzuciła ojca z domu. Było to krótko przed moją pierwszą próbą samobójczą. W wieku 14 lat byłam już uzależniona od alkoholu, a gdy miałam 17 lat, zaczęłam się leczyć psychiatrycznie na depresję. Później doszły narkotyki, leki, kolejne próby samobójcze... Spadłam na samo dno. Zatrudniłam się w nocnym klubie jako telefonistka, czyli ogólnie rzecz biorąc, jako stręczyciel. W tamtym czasie czułam się bardzo dobrze w takim środowisku. Kiedy nie było pracy, siedziałyśmy razem z dziewczynami w moim „biurze” i opowiadałyśmy sobie wzajemnie o swoim tragicznym, parszywym życiu. Prawie każda z nas przeszła to samo. Tatuś, wujek, dziadziuś, prokurator, przyjaciel rodziny... Tabletki gwałtu i gwałty... Chleb powszedni. Znam dziewczynę, która wraz z siostrą rodziła swojemu ojcu dzieci. Każdy się domyślał, cała wieś, wiedziała matka. Nikt nie kiwnął palcem, żeby pomóc. Nikt nie chciał się wtrącać...

Kiedy poznałam tę dziewczynę, jej ojciec był już bardzo chory. Prosiłam ją, żeby mimo wszystko zawiadomiła policję. Odmówiła. Powiedziała, że bardzo kocha ojca. To właśnie robi z głową molestowanie. Znam dziesiątki, jeśli nie setki podobnych historii, z wieloma dziewczynami utrzymuję kontakt, ale nigdy nie słyszałam, żeby którakolwiek z nich była molestowana przez księdza.

Ocalone życie

Rok 2012. Pierwsza Komunia św. mojego syna. Byłam wtedy daleko od Boga, bo to Jego obwiniałam za całe to bagno. Po tej uroczystości mój syn zdecydował, że zostanie ministrantem. Bałam się. Poprosiłam znajomą, żeby prowadzała go do kościoła i pilnowała. Płaciłam jej za to, z czasem jednak musiałam zacząć chodzić z nim sama. Dla mnie nieważne było, czy to ksiądz, kościelny czy nawet organista – każdy był podejrzany, każdy był wrogiem. Zaczęłam jednak się modlić, korzystać z tego, co ofiarowuje Kościół. Przez wcześniejsze lata bezskutecznie szukałam terapii dla ofiar pedofilii.

Swoją pracę rzuciłam w czasie pobytu na Jasnej Górze. Zadzwoniłam do szefowej i powiedziałam, że więcej tam nie wrócę. Za ostatnie pieniądze kupiłam sobie Pismo święte i wróciłam do domu.

Dalej jednak nie potrafiłam przebaczyć. Nie chciałam. To mnie rujnowało, ale podejmowałam walkę. Rekolekcje, rekolekcje, rekolekcje... Msza św. z modlitwą o uzdrowienie wspomnień, relacji rodzice – dzieci, dzieci – rodzice. Wyjechałam do Medjugorie. Przebaczyłam. Korzystałam również z pomocy księży egzorcystów. Wiem, że moje koleżanki znalazły pomoc w Magdalence podczas rekolekcji uzdrowienia wspomnień. Dziś też śmiało mogę powiedzieć, że mojego syna wychował Kościół. Częste rekolekcje, wyjazdy w góry, ogniska, wycieczki, podczas których spał również w seminarium. Dużo rozmawiamy o pedofilii, mój syn nigdy nie był jej ofiarą, świadkiem, nie słyszał wśród swoich kolegów o molestowaniu. Dziś jest prawie dorosłym, zrównoważonym człowiekiem. Nie pije, nie pali, nigdy nie sprawiał żadnych problemów wychowawczych. Po pierwszym filmie Sekielskiego przestał chodzić w tygodniu do kościoła, bo bał się, że będzie napiętnowany przez rówieśników. W gimnazjum wielokrotnie był prześladowany za wiarę. Brzydzę się kłamstwem i manipulacją, którymi posłużył się pan Sekielski w swoich filmach. Mnie, ofierze pedofilii, i mojej rodzinie Kościół uratował życie! Dzięki niemu dziś, od 7 lat, jestem normalnym człowiekiem. Jestem matką. Pracuję i wychowuję dzieci. Staram się pomagać w wielu fundacjach działających na rzecz obrony życia i pomocy dzieciom. W ten sposób pragnę podziękować Bogu za łaski, które otrzymałam. Zawsze będę chodzić do kościoła. Pedofil to nie ksiądz, pedofil to pedofil! Pójdzie zawsze tam, gdzie są dzieci pozostawione bez opieki. I bez względu na to, jaką pełni funkcję, należy mu się kara.

Przykro mi tylko, że wszyscy ci, którzy obrzucają kamieniami Kościół, słysząc za ścianą krzywdę innego dziecka, mówią, że to nie ich sprawa.

CZYTAJ DALEJ

Wielomilionowe dofinansowanie dla innowacyjnych projektów w zakresie zwalczania pandemii

2020-07-07 09:02

[ TEMATY ]

dofinansowanie

COVID‑19

pandemia

Tomasz Zajda – stock.adobe.com

200 mln zł przewidziano w konkursie „Szybka ścieżka – Koronawirusy” na dofinansowanie projektów badawczych, których efektem ma być opracowanie innowacyjnych rozwiązań mających na celu przeciwdziałanie rozprzestrzenianiu się wirusów, w tym przede wszystkim SARS-COV-2.

W konkursie, który potrwa do końca roku, mogą wziąć udział przedsiębiorstwa, ich konsorcja oraz konsorcja naukowo-przemysłowe.

Konkurs był tematem środowego webinarium z cyklu „Tarcza antykryzysowa dla biznesu”, który to cykl został zorganizowany przez Ministerstwo Rozwoju we współpracy z Polską Agencją Rozwoju Przedsiębiorczości.

Jak poinformowała Agnieszka Lewandowska z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, podstawowym warunkiem zakwalifikowania przedstawionego projektu do dofinansowania jest możliwość jego wdrożenia w działalności gospodarczej.

W 200-milionowym budżecie konkursu, który jest realizowany w ramach Programu Inteligentny Rozwój, 75 mln jest przeznaczonych dla województwa mazowieckiego, a 125 mln dla pozostałych 15 województw. Otrzymane dofinansowanie można przeznaczyć na badania przemysłowe i/lub eksperymentalne prace rozwojowe mieszczące się w trzech obszarach tematycznych konkursu (badania przemysłowe są fakultatywne, natomiast prace rozwojowe obowiązkowe).

Pierwszy z obszarów to zestawy i urządzenia do szybkiej diagnostyki, np. testy czy roboty do zdalnego pobierania próbek. Drugi obejmuje badania nad lekami i szczepionkami. Mogą one dotyczyć zarówno wykorzystania już zarejestrowanych substancji w nowy sposób, czyli np. w terapii koronawirusa, jak i nowych, innowacyjnych leków.

Trzeci ostatni obszar to prace związane z prewencją zakażeń, z tworzeniem tzw. tarczy antywirusowej. Mieszczą się w nim projekty urządzeń do podtrzymywania życia, środki ochrony osobistej i grupowej (np. skuteczne maseczki ochronne), systemy dezynfekcji, systemy teleinformatyczne (np. specjalne aplikacje), kioski do diagnostyki czy systemy zwiększające efektywność wszelkiego rodzaju pracy zdalnej.

Wartość kosztów kwalifikowalnych projektów, czyli kosztów, na których pokrycie może zostać przyznana dotacja - to w przypadku projektów realizowanych samodzielnie przez mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwa – od 1 mln zł do 50 mln euro, a pozostałych projektów – od 2 mln zł do 50 mln euro.

Poziom dofinansowania dla MŚP może wynieść nawet 80 proc. na badania przemysłowe i do 60 proc. na prace rozwojowe. W przypadku dużych firm jest to odpowiednio 65 proc. i 40 proc.

Nadsyłanie wniosków przebiega w trzech rundach. Pierwsza już się zakończyła i trwała od 6 maja do 5 czerwca, druga obejmuje okres od 6 czerwca do 24 lipca, trzecia – od 25 lipca do 31 grudnia br. Na początku oceny projektów sprawdzana jest ich poprawność formalna . Potem następuje panelowe spotkanie online wnioskodawcy z ekspertami i pracownikami NCBR, którzy przekazują mu swoje uwagi dotyczące wniosku. Po panelu przedsiębiorca ma szansę na poprawienie wniosku i uwzględnienie wskazówek ekspertów.

Na koniec projekt jest oceniany przez panel ekspertów pod względem zgodności z kryteriami konkursu. Ocenia się m.in. istotę projektu (jego cel, proponowaną metodologię badawczą, innowacyjność rezultatów), realizację (plan prac, zespół badawczy oraz zarządzający, infrastrukturę naukowo-badawczą), a także aspekty procesu wdrożenia projektu takie jak np. znaczenie realizacji projektu dla polskiej gospodarki i jej opłacalność, zachowanie praw własności intelektualnej.

Innym sposobem uzyskania dofinasowania na inwestycje związane z przeciwdziałaniem pandemii jest ubieganie się o dotację na infrastrukturę do zwalczania COVID-19 w ramach Programu Inteligentny Rozwój. Łukasz Małecki z Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej poinformował, że chodzi tu o wsparcie finansowe projektów, których celem jest budowa lub unowocześnienie infrastruktury służącej do testowania oraz przygotowania do masowej produkcji produktów służących do zwalczania pandemii COVID-19. Chodzi tu o szczepionki i inne produkty lecznicze, sprzęt szpitalny, odzież ochronną, środki odkażające itp.

Budżet konkursu opiewa na 100 mln zł, a nabór wniosków, który rozpoczął się 8 czerwca, potrwa do 31 lipca. Jak wskazał Małecki, pod uwagę będą brane tylko te projekty, które mogą zostać zrealizowane w okresie do 6 miesięcy od dnia udzielenia pomocy. Maksymalna wysokość dotacji wynosi 75 proc. kosztów kwalifikowalnych. Może ona zostać zwiększona o 15 pkt. proc., jeżeli projekt zostanie zakończony w terminie dwóch miesięcy od dnia udzielenia dofinasowania.

Kolejne webinaria z cyklu „Tarcza antykryzysowa dla biznesu” poświęcono ułatwieniom podatkowym w Tarczy Antykryzysowej (wtorek 7 lipca) oraz dopłatom do kredytów dla firm dotkniętych kryzysem (środa 8 lipca).

Więcej informacji oraz szczegółowy harmonogram webinariów: www.parp.gov.pl/tarcza.

Partnerami cyklu „Tarcza antykryzysowa dla biznesu” są Ministerstwo Finansów, Krajowa Administracja Skarbowa, Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej, Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, Agencja Rozwoju Przemysłu, Polski Fundusz Rozwoju, Urząd Zamówień Publicznych, Bank Gospodarstwa Krajowego, Zakład Ubezpieczeń Społecznych, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju oraz Krajowy Punkt Kontaktowy ds. Instrumentów Finansowych Programów Unii Europejskiej.

Źródło informacji: Centrum Prasowe PAP

UWAGA: Za materiał opublikowany przez Centrum Prasowe PAP odpowiedzialność ponosi jego nadawca, wskazany każdorazowo jako „źródło informacji”. (Centrum Prasowe)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję