Wspomnienie
W każdą środę zaglądałem na „Orzechówkę” z nowym numerem „Niedzieli”. Siostry informowały Arcybiskupa Józefa, że przyszedł ksiądz Suchy i po chwili z gabinetu wyłaniał się właśnie On. Zazwyczaj z książką w ręku i odbierał kolejny numer naszej „ Niedzieli”.
Napije się ksiądz kawy? – tradycyjnie pytała siostra Chryzostoma, nie odmawiałem. A ksiądz Arcybiskup? - pytała siostra. Z prałatem zawsze!.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Zanim pojawiła się kawa następował proces recenzowania nowego numeru Niedzieli. - Zobaczę co też dzisiaj napisałeś.
Potem pojawiała się kawa i odrobina czasu na rozmowy. Wiele z nich było wspominaniem przez księdza Arcybiskupa czasów swojego dzieciństwa, czasu posługi biskupiej i pracy w Rzymie.
Właśnie w ten poniedziałek uświadomiłem sobie, że takich chwil już nie będzie. Nie będzie odprowadzania do drzwi i sakramentalnego, ojcowskiego - trzymaj się Pana Jezusa!.
Szczególnego znaczenia to odejście nabrało kiedy po śmierci abp. Józefa otrzymałem wiadomości z wyrazami współczucia z powodu śmierci „przyjaciela”. Uświadomiłem sobie jak wielka to dla mnie strata. Nigdy nie odważyłbym się tak określać naszych relacji. Z boku widocznie widać więcej.
Te wiadomości uświadomiły mi, że niczym nie zasługiwałem na takie określenie naszych relacji a nawet nie zawsze byłem ich godzien.
Reklama
Trzydzieści dwa lata trwała ta nasza relacja, a jej „sprawcą” była przemyska „Niedziela”. Z konieczności a potem z potrzeby serca nasze spotkania stawały się coraz częstsze. Ich intensywność wzmogła się, kiedy ks. Arcybiskup zaczął umieszczać w niej swoje felietony.
Historia niezwykłej przyjaźni z Janem Pawłem II
Patrząc wstecz na miniony czas wielu z nas musi przyznać, że więcej otrzymaliśmy niż daliśmy. Dzięki tej relacji mogłem dwukrotnie spotkać się przy stole ze św. Janem Pawłem II. Szczególną lekcją było spotkanie w 1997 roku. Ojciec Święty był już bardzo chory. Ksiądz Arcybiskup przywiózł mu wodę ze źródełka św. Jana z Dukli. Starał się ją przekazać w sposób jak najbardziej dyskretny. Widziałem też z jaką wiarą chory papież przyjął ten dar.
Przy drugim spotkaniu ujawniła się przyjaźń tych dwóch Przyjaciół. Był akuratnie okres Bożego Narodzenia. Po obiedzie Ojciec Święty zwrócił się do księdza Metropolity ze słowami: - Józiu, nic dzisiaj nie kolędowaliśmy. I zaprosił Przyjaciela na kolędową kolację.
Sens cierpienia
Nie tylko w chwilach radosnych, ale i trudnych był nauczycielem. Jak sam przyznawał nie miał silnego zdrowia. Często źle się czując przemieszczał się samolotami do różnych krajów aby pełnić swoje obowiązki, a miał ich wiele. Szczególnie trudnym doświadczeniem było wydarzenie z Bożego Ciała, kiedy stracił przytomność przy ołtarzu. Potem przez długi czas dręczył go lęk, ale nigdy nie zrezygnował z posługi pasterskiej.
Reklama
Nie zrezygnował z posługi, kiedy już był seniorem i przeszedł ciężką operację. Wielu z nas udałoby się na zasłużony odpoczynek, ale nie On. Jako Senior pomagał księżom biskupom, odwiedzał parafie z okazji ostatniej chociażby peregrynacji obrazu Serca Pana Jezusa.
Był człowiekiem wiernym swoim przyjaźniom. To właśnie ta cecha stała się początkiem odchodzenia do Pana. Mimo nie najlepszego samopoczucia pojechał do Łomży na stulecie swojej macierzystej diecezji. Kolejnym punktem wyjazdu były zaplanowane rekolekcje dla księży seniorów tejże diecezji. I wtedy właśnie rozpoczęła się ta droga krzyżowa trwająca kilka miesięcy. Kolejne pobyty w szpitalach, bolesne terapie, a jednocześnie pogoda ducha i pogodzenie się z wolą Bożą. Doskonale zdawał sobie sprawę, że nadszedł czas odchodzenia.
Wprost prosił odwiedzających aby modlili się o tę łaskę. Wielkim Jego pragnieniem było odejść w czasie Roku Świętego. Mijały tygodnie i trwanie w swoim Ogrójcu. Potem nadszedł rok Św. Franciszka – Golgota trwała nadal. Cierpienia się wzmagały. Było coraz trudniej, ale też potęgowała się Boża łaska.
Już czas mój synu
Wreszcie nadszedł dzień Maryi - Królowej Polski. Wprawdzie liturgia tej niedzieli zaproponowała perykopę ewangelijną o wielości mieszkań w Domu Ojca. Na zewnątrz trwały uroczystości rocznicy Konstytucji 3-go Maja. Kiedy ucichł gwar o nocnej porze, tak sobie to wyobrażam przyszła do Niego Maryja i powiedziała:
Już czas mój synu, mój patrioto. Zapraszam Cię do Domu mego Syna, gdzie przygotowano dla Ciebie wieczne mieszkanie".
I trudno się dziwić tej intuicji - był wielkim czcicielem Maryi Jasnogórskiej, konfratrem zakonu paulinów oraz pielgrzymem na Jasną Górę. W swojej posłudze wielokrotnie podkreślał przywiązanie do Kościoła, miał szczególne nabożeństwo do Maryi. Wskazywał na Maryję jako na dłoń, której nie wolno wypuścić, oraz na wzór, który pomaga wypełniać wolę Bożą. Zachęcał do czerpania siły z bliskości z Matką Bożą.
Kochał młodzież
Jestem przekonany, że ks. Arcybiskup Józef był nam dany przez Pana Boga na ten czas - trudny, niełatwy dla polskiego społeczeństwa, narodu, dla Kościoła w Polsce. W dobie obrzydzania kapłaństwa i prób podważania świętości Jana Pawła II wiernie służył Kościołowi do końca. Ks. Arcybiskup kochał młodych ludzi i zawsze o nich pamiętał w swojej modlitwie. Mówił często o oczekiwaniach jakie Kościół stawia przed młodym pokoleniem oraz o tym jakie znaczenie młodzież miała i ma dla świata. Zapewniał młodych, że Duch święty ma moc także w naszych czasach obudzić wielkich gigantów ducha, którzy się sprawdzą w codzienności życia i wydadzą dobry owoc na życie wieczne. Na Was Kościół liczy. Kościół się nie zawiedzie na młodych ludziach! Za te słowa jesteśmy szczególnie wdzięczni Księdzu Arcybiskupowi, niechaj będzie to swoisty testament duchowy dla młodzieży i całej archidiecezji. A On w Królestwie Niebieskim niech u Chrystusa i Jego Matki, wyprosi łaskę jedności w naszej Ojczyźnie.
