Fragment książki "Nowe cuda ks. Jerzego Popiełuszki". Do kupienia w naszej księgarni: ksiegarnia.niedziela.pl.

– Dolegliwości „sprzed cudu”, czyli sprzed dwudziestu czterech lat, już nigdy do mnie nie powróciły.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Siostra Róża Falkiewicz mieszka w Klasztorze Urszulanek Unii Rzymskiej we Wrocławiu. Z wykształcenia polonistka, całymi latami zajmowała się kształceniem dzieci i młodzieży. Najpierw w Krakowie, gdzie była opiekunką studentek, które mieszkały w prowadzonej przez zakonnice bursie akademickiej, później w Warszawie, a następnie w Kijowie na Ukrainie, gdzie przez wiele lat prowadziła wykłady w seminarium duchownym i uczyła katechezy w szkole. Od 1996 roku cierpiała na uciążliwą dolegliwość: egzemę kontaktową. Miała nieustanny stan zapalny skóry na dłoniach i palcach, a przy zetknięciu z mydłem, szamponem czy środkami chemicznymi pojawiały się otwarte rany. Czuła tak dotkliwy ból, że nie była w stanie utrzymać w ręku długopisu, nie mówiąc już o myciu, zmywaniu czy sprzątaniu – detergenty paliły jej skórę.
Reklama
– Mijały lata, ale leczenie nie przynosiło żadnych skutków, nie było żadnej poprawy, moje ręce wciąż krwawiły – wspomina siostra Róża. Już wtedy interesowała się życiem i działalnością księdza Popiełuszki, gorąco modliła się też o jego beatyfikację. To właśnie jemu polecała wszystkie trudne sprawy, które napotykała w życiu, także dotyczące innych ludzi.
Tak było również w niedzielę 13 grudnia 2000 roku, kiedy brała udział w uroczystościach związanych z odsłonięciem popiersia księdza Jerzego w Parku Jordana w Krakowie.
– Dobrze pamiętam ten dzień, przyjechały delegacje pracowników Huty Warszawa oraz innych środowisk związanych z księdzem Popiełuszką, zebrali się przedstawiciele wielu krakowskich parafii, władz miejskich, duchowieństwa, tylko kardynał Franciszek Macharski nie mógł przybyć, chociaż miał ten pomnik poświęcić, ale się rozchorował – opowiada siostra Róża.
Uroczystość miała charakter religijny, śpiewano pieśni, odmawiano modlitwy. – Szczerze prosiłam wtedy księdza Popiełuszkę o pomoc, patrząc na swoje pooklejane plastrami, krwawiące ręce, nieśmiało wspomniałam, że może wstawiłby się za mną u Pana Boga i wyprosił mi łaskę uzdrowienia – wspomina zakonnica. Błagała wtedy księdza Jerzego także w innej intencji – by ocalił zdrowie studentki, którą dobrze znała z bursy akademickiej. Zawierzyła Popiełuszce jej życie.
Minęło dziesięć dni, nastała wigilia Bożego Narodzenia. Siostra Róża wyznaje: – Doznałam szoku, gdyż moje rany nagle całkowicie się zabliźniły. Skóra zrobiła się całkowicie gładka, zupełnie zdrowa. I tak jest do dziś. Mogę nawet używać detergentów, płynów do mycia naczyń. Jestem głęboko przekonana, że to ksiądz Popiełuszko wstawił się za mną i wyprosił dla mnie cudowne uzdrowienie.
Reklama
Od tamtej pory zakonnica systematycznie przyjeżdżała na grób błogosławionego męczennika. – Lubiłam odwiedzać dawne mieszkanie księdza Popiełuszki, a w nim panią Katarzynę Soborak, która za każdym razem z ogromnym zaangażowaniem opowiadała mi szczegóły życia księdza Jerzego, pokazywała różne pamiątki, zdjęcia, rękopisy – wspomina siostra. Pani Katarzyna również miło wspomina te spotkania: – Doskonale pamiętam, jak siostra Róża przychodziła do naszego Ośrodka, do dawnego mieszkania księdza Jerzego, i jak opowiadała mi o cudownym uzdrowieniu. Poprosiłam ją, aby spisała cud, którego doznała. Jej świadectwo dołączyłam do zbioru wszystkich nadzwyczajnych łask i uzdrowień.
Należy podkreślić, że w grudniu 2000 roku Błogosławiony Jerzy wyprosił też zakonnicy drugą łaskę: fizycznie i duchowo została uzdrowiona studentka, za którą modliła się siostra Róża. Dziewczyna była na drugim roku studiów. Wcześniej zapadła na poważną chorobę, długo się leczyła. Bez skutku. Siostra Róża pomagała jej, jak mogła, wspierała ją, poświęcała jej czas. W końcu studentka przerwała naukę i opuściła bursę. Dokładnie w tym samym czasie, kiedy zakonnica zawierzała ją w Krakowie księdzu Popiełuszce, studentka doznała tragicznego wypadku (siostra nie chce podawać szczegółów i prosi o dyskrecję). Kilka miesięcy musiała pozostać w domu z rodzicami. – Odzyskała jednak zdrowie, a po wypadku nie było śladu, powróciła na studia. Doznała przemiany wewnętrznej do tego stopnia, że koleżankom trudno było uwierzyć, że to ta sama dziewczyna – opowiada siostra Róża. – Powiedziałam jej, że ksiądz Popiełuszko jest jej patronem i że to on uratował ją z opresji i wyprosił zdrowie. Zainteresowała się jego życiem.
– Czy Siostra czuje się wybrana? – pytam urszulankę. – Absolutnie nie! Uzdrowienie traktuję jako łaskę Bożą. A łaska jest za darmo, nie za coś. Łaska jest po prostu łaską – przyznaje siostra Róża. W jej słowach nie ma ani cienia pychy, lecz jedynie prostota, pokora i głęboka wdzięczność.
