DN: Peter, Jesteśmy zaszczyceni, że zgodziłeś się na wywiad. O czym w największym skrócie jest książka „Odkrywanie wieczności” i co Cię skłoniło do jej napisania?
Peter Seewald: Śmierć jest niewątpliwie najważniejszym wydarzeniem w naszym życiu. Ale co się z nami dzieje, gdy na zawsze zamkniemy oczy? Czy po prostu znikamy jak świeca, której już nikt nie zapala? A przecież powinniśmy mieć nadzieję. Wiem o tak zwanych „rzeczach ostatecznych”, ale chciałem dowiedzieć się więcej. A potem napisać o nich w sposób pouczający, angażujący, a zarazem humorystyczny. Ostatecznie czytelnik powinien być w stanie poradzić sobie ze starzeniem się i nieuniknionym końcem życia z większym spokojem. Jak powiedział starożytny filozof Seneka: „Dzień, którego boisz się, jakby był twoim ostatnim, jest narodzinami wiecznego istnienia”.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
© Paul Seewald
Peter Seewald
DN: W książce wielokrotnie wplatasz słowa papieża Benedykta XVI, w którym przeprowadziłeś wiele ważnych rozmów. Czy znajomość z papieżem zmieniła Twoje życie?
Reklama
P.S.: Na początku jako były komunista i wtedy redaktor gazety „Der Spiegel”, byłem raczej sceptyczny wobec kardynała Ratzingera. Dzięki licznym osobistym spotkaniom poznałem go przede wszystkim jako człowieka bardzo uczciwego i pokornego. Był mądrzejszy niż dziesięciu laureatów Nagrody Nobla, a przy tym prosty i pobożny jak żebraczy mnich. Przekonujące było to, że ukazywał prawdę i piękno wiary chrześcijańskiej nie tylko w swoim nauczaniu, ale także w swojej osobie. Żył tym co głosił. To naprawdę poszerzyło moje horyzonty i dało mi inne spojrzenie i na życie, i na nieśmiertelność. „Jeśli przynależność do Kościoła ma w ogóle jakiś sens” – napisał papież Benedykt – „to tylko taki, że daje nam życie wieczne, a zatem prawo, prawdziwe życie. Wszystko inne jest drugorzędne”.
Książka do kupienia pod tym linkiem: rafael.pl.

DN: Napisałeś, że śmierć oddziałuje na życie jak żadna inna siła. Jak te słowa mają się do współczesnego świata?
P.S. Śmierć uczy nas o życiu, tak jak wiedziały poprzednie pokolenia. Myśląc z perspektywy końca, potrafimy rozpoznać, co jest naprawdę ważne, a co nie. W społeczeństwie skupionym wyłącznie na sprawach materialnych nie tylko stłumiliśmy śmierć, zapominając o wspomnianej maksymie, ale także utraciliśmy niebo. To nie jest błaha sprawa; to katastrofa! Decyduje ona bowiem o tym, jak żyjemy, jakie wyznajemy wartości, jak traktujemy innych, jak spędzamy czas, jak kochamy i jak umieramy. Ostatecznie decyduje również o tym, czy wierzymy w Boga.
DN: Co to oznacza w praktyce?
Reklama
P.S: Musimy sobie przypomnieć, że to, że ktoś żyje tak, jakby istniał tylko w tym jednym krótkim okresie między kołyską a grobem, w który musi wcisnąć wszystko, co się da, z całym tym zgiełkiem, pośpiechem i wyzyskiem ma fundamentalne znaczenie! Czy też, z pewną dozą spokoju, prowadzi podwójne życie, które w gruncie rzeczy trwa „x” plus nieskończoność. Z ograniczoną egzystencją w tym życiu i nieograniczoną w życiu pozagrobowym. Czy może robić, co mu się podoba, czy zakłada, że pewnego dnia będzie musiał odpowiedzieć za kłamstwa, egoizm, terror i wszelkie nieokiełznane zachowania społeczeństwa, które nie śmie już wierzyć w nic wyższego od siebie; które zapomniało o Bogu!
DN: W Polsce media i social media unikają trudnych tematów, co nie oznacza, że zniknęły. Czy podobnie jest w Niemczech?
P.S. Głębokie pytania stają się coraz trudniejsze do przekazania w dzisiejszych czasach. Skupiamy się, i dotyczy to mniej więcej wszystkich krajów zachodnich, nie tyle na sprawach bytu czyli na prawdzie, pięknie i dobru, ile na sprawach posiadania, takich jak: sukces, luksus, seks i władza. Bez zakorzenienia w naszych tradycjach, etyce i mądrości religii popadamy w egzystencjalną pustkę. Jest to związane z przerażająca trywializacją naszego stylu życia i naszej kultury w ogóle.
DN: Wydaje się, że „Odkrywanie wieczności” to bardzo osobista książka. Co chcesz nią powiedzieć czytelnikom? Czy masz jakąś dobrą radę na szczęśliwe życie?
P.S. Życie bywa brutalnie wyczerpujące. Zawsze takie było. Być może właśnie dlatego powinniśmy na nowo nauczyć się dostrzegać obie strony człowieczeństwa: doczesność i wieczność. Wtedy nie chodzi o dodawanie dni do życia, ale o dodawanie im więcej życia.
