Reklama

Niedziela Lubelska

Bóg dał nam siłę

Uroczystą Eucharystią w parafii pw. Świętej Rodziny w Lublinie, sprawowaną 17 kwietnia pod przewodnictwem bp. Artura Mizińskiego, sekretarza generalnego Konferencji Episkopatu Polski, rozpoczęły się lubelskie obchody 1050. rocznicy Chrztu Polski

Niedziela lubelska 17/2016, str. 1

[ TEMATY ]

Chrzest Polski

Łukasz Sztolf

Liturgii przewodniczył bp Artur Miziński

Na mocy chrztu zostaliśmy wszczepieni w Boga w Trójcy Jedynego i włączeni do nowego ludu Bożego, odkupionego Krwią Baranka – mówił bp Artur Miziński. Jak podkreślał, przeżywając jubileusz Chrztu Polski należy dziękować Bogu za Jego dobroć, bo dzięki temu wydarzeniu każdy Polak może utożsamiać się z owcą, która należy do owczarni Chrystusa. Nawiązując do przeżywanej Niedzieli Dobrego Pasterza, bp Miziński pytał, czy wierni pozwalają się paść Dobremu Pasterzowi. Takim pasterzem jest tylko Jezus Chrystus, a niestety, współczesny świat dostarcza ludziom fałszywych pasterzy, którzy są przeciwnikami Boga i proponują prawo i moralność sprzeczną z nauką Kościoła. Wielu daje się zwieść fałszywym pasterzom. – Jedni idą w alkohol, inni w narkotyki czy związki bez zobowiązań, a wielu idzie jeszcze dalej, zgadzając się w imię fałszywie pojętej wolności i tolerancji na zabijanie niewinnych dzieci, żeby rzekomo szanować prawa kobiet, a z drugiej strony godzą się na selekcję genetyczną przy procedurze in vitro, żeby otrzymać dziecko zgodnie ze swoimi oczekiwaniami. Nie widzą wtedy sprzeczności i tego, że stawiają się w roli Boga decydując o rzeczach, o których nie mają prawa decydować – mówił sekretarz generalny Komisji Episkopatu Polski. Jak podkreślał, jedynie Bóg w swojej miłości miłosiernej potrafi całkowicie zadbać o człowieka i doprowadzić go do zbawienia. – Staliśmy się dziedzicami tej obietnicy na mocy naszego chrztu, przez który zostaliśmy zanurzeni w śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa – dodał.

Dziękując Bogu za 1050 lat od Chrztu Polski, bp Artur Miziński przypomniał, że chrzest Mieszka I był nie tylko strategiczną decyzją polityczną, która doprowadziła do tego, że ówczesne państwo polskie znalazło się w kręgu kultury łacińskiej, we wspólnocie narodów chrześcijańskich. Dzięki temu przed tysiącem lat Dobra Nowina ogarnęła polską ziemię. Pomimo wieków, Kościół ze swym depozytem wiary przetrwał w Europie. – To samo Wyznanie wiary powtarzamy i my 1050 lat później, gdyż wiara chrześcijańska przetrwała nienaruszona dzięki przekazywaniu jej z pokolenia na pokolenie – podkreślał. Jubileusz Chrztu Polski nie powinien być dla katolika tylko wspomnieniem historycznego wydarzenia, ale przede wszystkim czasem odnowienia i umocnienia wiary. Ksiądz Biskup przestrzegał, aby Polacy, szczycąc się historią i wiarą przodków, nie okazali się narodem niewierzącym. – Może się tak stać, gdy nie zatroszczymy się, by wiarę uczynić podstawą naszych wartości, podstawą i kryterium wszelkich wyborów – podkreślał.

Reklama

Po Eucharystii, w której uczestniczyli przedstawiciele władz państwowych i samorządowych, odbyła się premiera oratorium Roberta Grudnia oraz artystyczny pokaz laserów. Uroczystości zostały przygotowane we współpracy z Katolickim Stowarzyszeniem „Civitas Christiana” i Centrum Jana Pawła II.

2016-04-21 11:41

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Dobrawa – Matka Chrzestna Polaków

[ TEMATY ]

historia

Chrzest Polski

pl.wikipedia.org

Dobrawa

„Dobrawa była córką księcia Bolesława Srogiego, a jednocześnie prawnuczką św. Ludmiły, bratanicą św. Wacława, siostrą Bolesława Pobożnego, późniejszego władcy Czech. Taka genealogia niewątpliwe zaważyła na osobowości księżniczki, a przez to przygotowała ją do roli Matki Chrzestnej Polaków” – mówi historyk Kościoła ks. dr Łukasz Krucki z Gniezna.

Ks. dr Łukasz Krucki: – Dąbrówka, a może jednak lepiej Dobrawa, była kobietą, o której, jak na czasy średniowiecza, zachowało się stosunkowo dużo wiadomości. Chociaż nie potrafimy podać dokładnej daty jej urodzenia, to jednak wiemy, że pochodziła z czeskiego rodu książęcego Przemyślidów, władającego Czechami od końca IX w. Była córką księcia Bolesława Srogiego, a jednocześnie prawnuczką św. Ludmiły, bratanicą św. Wacława, siostrą Bolesława Pobożnego, późniejszego władcy Czech, Strachkwasa-Christiana, zakonnika w klasztorze św. Emmerama w Ratyzbonie, następnie biskupa elekta praskiego mającego objąć stolicę biskupią po św. Wojciechu oraz Mlady-Marii, początkowo mniszki w Rzymie, później opatki klasztoru Benedyktynek przy kościele św. Jerzego na praskich Hradczanach. Taka genealogia niewątpliwe zaważyła na osobowości księżniczki, a przez to przygotowała ją do roli „Matki Chrzestnej Polaków”. Zaowocowała również koneksjami, które wraz z książęcym małżonkiem potrafiła umiejętnie spożytkować w celach chrystianizacyjnych państwa Polan. To dowodzi konsekwencji działania księżniczki, której polska tradycja przydała wiele imion: Dobrawa, Dubrowka, Dobrawka, Dąbrówka…

KAI: Skąd ta różnorodność imion?

– Najprościej można stwierdzić, że jest to wynik odmiennych zapisów kronikarskich. W różnych okresach dziejopisowie w rozmaity sposób zapisywali jej imię. Praktyka ta niosła jednak ze sobą niejednoznaczne odniesienia etymologiczne. O ile imię Dąbrówki należałoby wywodzić od dąbrowy, czyli boru dębowego, o tyle miano Dobrawki czy też Dobrawy od określenia „dobra”, a więc „życzliwa”. Za tą ostatnią wersją przemawiają zresztą fragmenty kroniki Thietmara, który właśnie w ten sposób tłumaczy znaczenie słowiańskiego imienia pierwszej chrześcijańskiej żony Mieszka I.

- Małżeństwo z Mieszkiem podyktowane było względami politycznymi. Chodziło o wprowadzenie młodego państwa polskiego na szersze europejskie wody, ale także o zyskanie możnego sojusznika…

– Niewątpliwie był to czynnik istotny. Poprzez zawarcie małżeństwa z Dobrawą Mieszko zyskiwał pomoc militarną Czechów potrzebną w czasie walk z niemieckim margrabią Wichmanem oraz jego sojusznikami, Wieletami. Polański książę zapewnił również bezpieczeństwo swojemu księstwu od południa. Pamiętać jednak należy, że oprócz czynników politycznych i militarnych Mieszko zyskiwał coś jeszcze. Wsparcie w dziele chrystianizacyjnym. To z Czech przyszli do Polski pierwsi misjonarze. Pamiątką tego do dziś pozostaje chociażby słownictwo kościelne w znacznej mierze zaczerpnięte od naszych południowych sąsiadów np. kościół czy ksiądz. Zatem te owoce kontaktów z Czechami okazały się o wiele trwalsze niż chwilowy sojusz militarny.

– Czy wiadomo, jak wyglądało przybycie Dobrawy do nowej ojczyzny?

– Najstarszy zapis rocznikarski odnoszący się do naszych dziejów, a zawarty w „Roczniku kapitulnym krakowskim” (tzw. dawnym) stwierdza, że w 965 r.: „Dubrouka ad Mesconem venit”, czyli „Dobrawa przybywa do Mieszka”. Niestety, tylko tyle. Niemniej fakt przybycia czeskiej księżniczki do kraju Polan u potomnych wzbudzał wiele emocji i zaciekawienia. Nic zatem dziwnego, że Jan Długosz, piszący w drugiej połowie XV w., w swoich „Rocznikach czyli kronikach sławnego Królestwa Polskiego” pokusił się, aby starannie ten moment przedstawić. Wykorzystując fantazję, jak i niekwestionowany talent literacki, skreślił we wspomnianym dziele następujące słowa: „Dziewicę Dąbrówkę odprowadziło wraz ze swatami księcia Mieczysława wielu możnych i rycerzy czeskich wielkim kosztem i wielką okazałością; wiozła ze sobą posag i wyprawę rzadkie i niepospolite, aby były równe i godne zarówno teścia, jak i zięcia; wyszli naprzeciw niej książę Mieszko ze swoimi baronami i dostojnikami polskimi, jako też wszystkie stany i wjazd jej przyjęto wspaniale i z dostojną czcią; dla uczczenia jej przybyły do Gniezna z rozkazu księcia najdostojniejsze matrony i dziewice polskie, przystrojone w klejnoty, złoto, srebro i inne ozdoby […]” (Księga II, do 1038, Warszawa 1962, s. 242). Taki tryumfalny wjazd Dobrawy chyba na długo pozostał w świadomości Polaków.

– Jakie Gniezno zobaczyła? Może spróbujmy to sobie wyobrazić?

– W czasie gdy Dobrawa przybyła do Mieszka państwo Polan przechodziło transformację organizacyjną. Kośćcem polańskiej państwowości stawały się grody wznoszone w Wielkopolsce: Gniezno, Poznań, Ostrów Lednicki, Grzybowo i Giecz. Wśród wspomnianych szczególna rola przypadła Gnieznu, najlepiej ufortyfikowanemu, pełniącemu do połowy lat 60. X w. rolę głównego sanktuarium pogańskich Polan. Sytuacja zmieniała się po 966 r., gdy Mieszko przyjął chrzest. Wówczas pogański gród należało „schrystianizować”. W tym celu podjęto zakrojone na szeroką skalę prace budowlane, które szybko przekształciły pierwotny gród wzniesiony ok. 940 r. w potężny ośrodek obejmujący dodatkowy człon z częścią „sakralną”, a więc zabudowaniami kościelnymi, w tym pierwotną rotundą, na fundamencie której później wznoszono kolejne kościoły katedralne archidiecezji gnieźnieńskiej. Sam gród gnieźnieński ulokowany na Wzgórzu Lecha, otoczony jeziorami i bagnami, stanowił miejsce bezpieczne, które z czasem jeszcze bardziej rozbudowywano oraz dodatkowo fortyfikowano wysokimi wałami sięgającymi nawet 12 metrów, co w tym czasie czyniło z Gniezna gród nie do zdobycia.

– Po ślubie słuch o Dobrawie jakby zanika. Wiemy, że urodziła dwójkę dzieci. Co jeszcze wiadomo?

- – Małżeństwo Mieszka i Dobrawy trwało 12 lat. Zawarte w 965 r. przetrwało do śmierci Dobrawy, czyli do 977 r. W tym czasie na świat przyszła dwójka dzieci książęcej pary – Bolesław zwany Chrobrym, który objął po ojcu tron i w 1025 r., tuż przed śmiercią, został koronowany na pierwszego króla Polski oraz Świętosława-Sygryda, także nosząca koronę i to aż dwóch państw skandynawskich, Szwecji i Danii. Co zaś się tyczy samego związku Mieszka i Dobrawy to rzeczywiście niewiele wiadomo. Niemniej trwanie tego stadła małżeńskiego przypadło na czas bogaty w wydarzenia polityczne i kościelne: powstanie biskupstwa w Poznaniu, walki z Wichmanem, później z Hodonem, zakończone przyłączeniem Pomorza Zachodniego do Polski, działania Mieszka podejmowane na rzecz wzmocnienia opozycji antycesarskiej w Rzeszy, czy też układy sojusznicze zawierane ze Szwedami i Duńczykami. Można przypuszczać, że we wspomnianych przedsięwzięciach Dobrawa nie tylko stała przy mężu, ale również go wspierała.

– W prezbiterium katedry gnieźnieńskiej znajduje się płyta upamiętniająca Matkę Chrzestną Polski. Ignacy Kraszewski twierdził, że właśnie na Wzgórzu Lecha została pochowana. Faktycznie jednak nie znamy ani daty śmierci Dąbrówki, ani miejsca jej pochówku.

– Wspomniana przez Panią płyta jest wyrazem tradycji, o której jeszcze wcześniej aniżeli Kraszewski wspominał Edward Raczyński w dziele „Wspomnienie Wielkopolski”. Dziś trudno określić czy jest to miejsce pochówku księżnej zmarłej w 977 r., czy też nie. Wśród historyków toczą się dyskusje na ten temat. Obok Gniezna wysuwany jest też Poznań, w którym później złożono doczesne szczątki jej męża i syna. W Gnieźnie niewątpliwie pozostała żywa pamięć o „Matce Chrzestnej Polaków”, która nie zmarnowała żadnej możliwości, by pozyskać młode państwo polskie dla Chrystusa i Jego Ewangelii.

– Dziękuję za rozmowę

CZYTAJ DALEJ

Medjugorie. Miejsce objawienia... Kościoła

2020-01-14 10:24

Niedziela Ogólnopolska 3/2020, str. 19

[ TEMATY ]

Medjugorie

Archiwum autora

Kościół św. Jakuba w Medjugorie

Już dziś mówi się o Medjugorie nie jako o miejscu ukazywania się Matki Bożej, ale o miejscu... objawiania się mocy sakramentów Kościoła.

Medjugorie komuś przeszkadza. Może nawet nie tyle samo objawienie, ile... jego odbiór. W końcu wiele jest objawień maryjnych, nawet oficjalnie uznanych, a jednak nie mają one tak masowego przełożenia na ludzkie losy. O niektórych z nich właściwie nic nie wiemy. Kto słyszał o Betanii (1976), Cuapie (1980), San Nicolas (1983)... Tymczasem orędzie z Medjugorie znają miliony i dostrzegają w nim zaproszenie do zmiany życia na „według Ewangelii”. Więcej – i to znowu szczególny fenomen – ludzie wracają do domów, a nawrócenie trwa...

Zasłuchanie w to orędzie jest masowe i zmienia (na stałe!) życie milionów osób (aż tylu!). Zauważmy, że po tylu już latach trwania objawień tę ziemię zdążyło opuścić więcej niż jedno pokolenie ludzi nawróconych przez Medjugorie. Ci ludzie nie trafili do piekła, do którego może szli... Czy dla Boga i dla Kościoła jest coś ważniejszego niż to?

Wincenty Łaszewski

GŁOS KOŚCIOŁA: „Medjugorie są to przede wszystkim ludzie, którzy tu przyjeżdżają, którzy się tu modlą, tutaj się przemieniają, stąd wyjeżdżają do swoich krajów i tam niosą ducha Ewangelii” – tłumaczy abp Henryk Hoser. Zdaniem papieskiego wysłannika, w sanktuarium Królowej Pokoju najważniejsi są właśnie ludzie – nie orędzie objawień. A jeśli mówimy o orędziu... słyszymy o orędziu Ewangelii! Piękne to, prawda?

GŁOS ANTY-KOŚCIOŁA: Trudno się dziwić, że komuś Medjugorie przeszkadza. Więc słyszymy, że „to jest od diabła!”, że to „manipulacja”, że „masoneria”, że „dla zysku i sławy”, że „wizjonerzy żyją w luksusach”, że „podróżują po świecie”...

Jeśli to nie wystarcza, by zasiać niepokój, przedstawia się nam inne oskarżenie: Medjugorie ma za zadanie odciągnąć ludzi od Fatimy – jedynego orędzia, które może ocalić świat. Dlatego te przesłania są takie cudowne, niezwykłe, wiarygodne... Mają przykuć ludzi do siebie, tym samym nie dopuścić do triumfu Niepokalanego Serca.

Można jeszcze próbować skompromitować same objawienia. Nie wypowiadamy się o ich prawdziwości, bo to rola kościelnych urzędów, ale abp Hoser potwierdza, że nie ma tu błędów doktrynalnych. Coraz głośniej mówi się też o tym, że do Medjugorie może zostać zastosowany precedens z Kibeho (objawienia w Afryce, uznane w 2001 r.; warto wspomnieć, że w ich zatwierdzeniu dużą rolę odegrał właśnie abp Henryk Hoser, będący wówczas misjonarzem w Rwandzie). Pojawiają się głosy, że taka decyzja może zapaść jeszcze w tym roku... Kościół ogłosiłby wiarygodnymi pierwsze objawienia, ograniczyłby liczbę wizjonerów do dwóch-trzech, bo – podobnie jak w Kibeho – potem treści się powtarzają, a inni wizjonerzy nie wnoszą do objawienia nic nowego.

Gdyby tak się stało, byłoby to kolejne potwierdzenie, że Medjugorie jako „teren objawień” spełniło swą misję.

Już dziś mówi się o Medjugorie nie jako o miejscu ukazywania się Matki Bożej, ale o miejscu... objawiania się mocy sakramentów Kościoła.

PROROCZE MIEJSCE: W tej parafii jest prawdziwy, żywy, napełniony mocą Kościół. Nieważne, czy Msze odprawia święty czy najgorszy kapłan – zawsze jest ona doświadczeniem obecności i miłości Boga, który uzdrawia, nawraca, rodzi nowe życie. Nieważne, kto spowiada: sakrament zawsze ujawnia swą moc. Ludzie mówią o odbytych tam „spowiedziach życia”...

Medjugorie – miejsce modlitwy, liturgii, sakramentów, miejsce nawrócenia. Tak widzi je papieski wysłannik. Tego typu znak – mówiący, że odnowa Kościoła jest na wyciągnięcie ręki! – jest niezwykle potrzebny w czasach obecnego kryzysu. Gdyby prorocka misja Medjugorie rzeczywiście oznaczała bycie zaczynem odnowy Kościoła, a w naszych parafiach zaczęło się ujawniać to, co tam – moc sakramentów, wówczas Medjugorie okazałoby się jednym z najważniejszych miejsc na duchowej mapie świata.

Nie będziemy chyba długo czekać na weryfikację tej tezy.

Wincenty Łaszewski, mariolog, pisarz, tłumacz

CZYTAJ DALEJ

Jasna Góra: Oddany Maryi więzień - spotkanie przed beatyfikacją Prymasa Wyszyńskiego

2020-01-28 12:45

[ TEMATY ]

kard. Stefan Wyszyński

jaskinia

Instytut Prymasowski

kard. Wyszyński

żródło: www.jasnagora.com

O heroicznym życiu Prymasa Wyszyńskiego, źródle jego cnót, osobowym podejściu do Matki Bożej, jego męstwie i wierze – rozmawiano na Jasnej Górze na pierwszym spotkaniu w nowym cyklu przygotowującym do beatyfikacji kard. Stefana Wyszyńskiego. Jego tematem były słowa: „Oddany Maryi - więzień”.

Inaugurując spotkanie abp Wacław Depo, metropolita częstochowski, przypomniał słowa św. Jana Pawła II ze wstępu do książki „Wszystko postawiłem na Maryję”: „to wyjątkowe świadectwo doświadczenia Maryjnego na miarę epoki będziemy wciąż na nowo czytać, jako dar bezcenny wobec wyzwań współczesności w Polsce i na świecie”.

Arcybiskup przywołał też słowa samego ks. Prymasa, które wypowiedział na Jasnej Górze, gdy przybył tu tuż po uwolnieniu 2 listopada 1956 r. : Ta, przed obliczem Której teraz staję, była mi cały czas mocą i wytrwaniem, światłem i oparciem, pociechą i nadzieją, pomocą nieustającą i pomogła mi przetrwać wszystko.

Gość spotkania o. Gabriel Bartoszewski, wiecepostulator w procesie beatyfikacyjnym, podkreślał, że po przebadaniu różnych aspektów życia i posługi ks. Prymasa nie było żadnych wątpliwości co do heroiczności jego cnót. Zaznaczył, że osobiście opracowywał wszystkie cnoty heroiczne, nie tylko na podstawie Zapisków, ale przede wszystkim na podstawie zeznań świadków i dokumentów zewnętrznych. - Wszystkie cnoty są równe, ale mnie uderza przede wszystkim męstwo ks. Prymasa. Jego sposób zachowania, jego postawa w każdej sytuacji, w której się znalazł, a było ich bardzo wiele. One świadczyły, że to był Boży człowiek, pełen chrześcijanin, bez jakichkolwiek zastrzeżeń czy braków – mówił kapucyn.

Przypomniał, że w ocenie teologów studiujących zebrane już positio o heroiczności cnót, czyli udokumentowane życie i działalność kard. Stefana Wyszyńskiego, żaden z nich nie miał najmniejszej wątpliwości a głosowanie było jednomyślne - unanimiter.

Dla Anny Rastawickiej, świadka życia i posługi sługi Bożego największym świadectwem dla wszystkich jest wiara kard. Stefana Wyszyńskiego. - Ta jego niewzruszona wiara. Tu idzie do więzienia, tu go oskarżają, tu różne ataki, a ten człowiek wierzy, ten człowiek wie, że jest Bóg, ten człowiek wierzy Bogu. Tak często to podkreślał, że mamy nie tylko wierzyć w Boga, ale wierzyć Bogu i ta jego wiara jest dla mnie najmocniejszym świadectwem - mówiła członkini Instytutu Prymasa Wyszyńskiego.

Nawiązując do heroiczności cnót kard. Wyszyńskiego, Rastawicka mówiła też o miłości do nieprzyjaciół, której uczył Prymas.

- Mnie nie mieściło się w głowie, by kochać swych wrogów, może krzywdy bym nie zrobiła, ale żeby kochać. Kiedyś zdobyłam się na odwagę i zapytałam, jak może kochać towarzysza Gomułkę, który był pierwszym sekretarzem, i który tyle krzywdy wyrządził Kościołowi i nieustannie atakował ks. Prymasa? A kard. Wyszyński odpowiedział krótko: przecież Bóg go kocha, więc co ja mam do powiedzenia – opowiadała współpracownica sługi Bożego. Podkreślała, że nie było to jednak zamazywanie prawdy. - Ksiądz Prymas potępiał czyny, upominał się o prawo, mówił, że człowiek ma obowiązek bronić swoich wartości, ale nie potępiał człowieka – podkreślała.

Anna Rastawicka mówiła także o tajemnicy więzi Prymasa z Maryją. Przypominała, że była to więź osobowa.

- Ona była dla niego żywą osobą, nie tylko w więzieniu, bo i już po śmierci swojej mamy uciekał się do Niej, i z pierwszą Mszą św. przyjechał na Jasną Górę, bo chciał, by Ona stanęła przy każdej Eucharystii, jak stanęła pod krzyżem Chrystusa na Kalwarii. A więc osobowo, by była, bo każda Msza jest uobecnieniem tej Chrystusowej ofiary - podkreślała.

Zauważyła, że to doświadczenie żywej obecności Matki Bożej zabrał ze sobą do więzienia, a potem w swoje dalsze życie. - I kiedy przychodziły chwile trudne, których i dziś nie brakuje, kiedy wciąż jest prześladowanie Kościoła, kiedy walka nie ustaje, to trzeba przywoływać słowa Prymasa, który podkreślał, że: możemy i musimy oddać się Matce Najświętszej, tak jak Chrystus w momencie najtrudniejszym, swojej śmierci, na krzyżu Jej oddał Jana a Ją oddał Janowi – podkreślała.

Goście wieczoru mówili o trzech latach uwięzienia ks. Prymasa, przypominali fragmenty jego Zapisków i podkreślali, że nie tylko nie był to czas zmarnowany, jak chcieli komuniści, ale najbardziej owocny i jak pisał sam Prymas najszczęśliwszy, bo „Ona była wtedy dla niego wszystkim”. Zaprezentowany został też krótki film „Oddany Maryi – więzień”.

Pierwsze spotkanie w cyklu „Maryjna droga do świętości” poprzedziła Msza św. w Kaplicy Matki Bożej pod przewodnictwem abp. Wacława Depo, o dobre przygotowania i owoce dla każdego z nas i naszej Ojczyzny, beatyfikacji kard. Stefana Wyszyńskiego. Apelem Jasnogórskim rozpoczęła się nocna modlitwa w tej intencji.

Spotkania odbywać się będą każdego 27. dnia miesiąca i stanowią też przygotowanie do narodowego dziękczynienia za osobę Prymasa Tysiąclecia, które odbędzie się 26 sierpnia na Jasnej Górze.

Organizatorem spotkań jest Jasnogórski Instytut Maryjny we współpracy z Instytutem Prymasa Wyszyńskiego a partnerami w projekcie są: Katolickie Stowarzyszenie „Civitas Christiana” o/w Częstochowie, Stacja7.pl, Uniwersytet Papieski Jana Pawła II w Krakowie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję