Reklama

Na ścieżkach Brata Alberta

2016-06-08 11:27

Rozmawia Anna Wyszyńska
Niedziela Ogólnopolska 24/2016, str. 26-27

Archiwum Caritas Diecezji Kieleckiej

Anna Wyszyńska: – Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta istnieje od 35 lat. Jak to było możliwe, że udało się je oficjalnie zarejestrować w czasach reżimu, który likwidował organizacje kościelne?

Ks. prał. Stanisław Słowik: – Towarzystwo zostało zarejestrowane 2 listopada 1981 r., jako pierwsze niezależne stowarzyszenie w PRL. Inspiratorem był br. Jerzy Marszałkowicz, który wtedy był furtianem w seminarium wrocławskim. Gromadziła się przy nim grupa osób bezdomnych, którym na miarę możliwości organizował pomoc: kanapki, herbatę, kurtki itp. Kiedy grupa stawała się coraz liczniejsza, zaczęto szukać innego rozwiązania. Starania osób świeckich o pomoc dla bezdomnych poparli kard. Henryk Gulbinowicz i bp Józef Pazdur (wówczas ojciec duchowny seminarium). Na fali entuzjazmu Solidarności, tuż przed stanem wojennym, wojewoda wrocławski zgodził się na zarejestrowanie naszego stowarzyszenia. Szybko udało się znaleźć baraki przy ul. Lotniczej we Wrocławiu i Wigilię Bożego Narodzenia 1981 r. grupa kilkunastu bezdomnych spędziła już pod dachem. Było to pierwsze schronisko dla bezdomnych, które powstało w PRL.

– Ale osób bezdomnych w PRL oficjalnie być nie mogło...

– Dlatego nie zgodzono się, aby w nazwie stowarzyszenia było określenie „bezdomni” i nie zgodzono się też na Brata Alberta jako patrona. Pierwotna nazwa towarzystwa brzmiała: Towarzystwo Pomocy im. Adama Chmielowskiego. Pierwsze koło działało we Wrocławiu, później powstały koła w Warszawie, Poznaniu i Kielcach. Środowiska wrocławskie i poznańskie koncentrowały się na pomocy dla bezdomnych mężczyzn, zaś koła warszawskie i kieleckie organizowały pomoc dla samotnych matek. Były to wówczas w większości młode dziewczyny w ciąży, nieakceptowane przez najbliższych, które musiały szukać miejsca w obcym środowisku, by urodzić dziecko.

– W latach 90. ubiegłego wieku było już łatwiej rozwijać inicjatywy pomocowe...

– Różne środowiska zaczęły korzystać z przetartych przez nas ścieżek i wypracowanych wzorców działania, przybywało również kół terenowych towarzystwa. W okolicach roku 2000 mieliśmy ich ok. 30, obecnie jest 67. Ale wcześniej, w 1993 r., oficjalnie wpisaliśmy do naszej nazwy jako patrona św. Brata Alberta, bo wtedy było to już możliwe. Dynamika pracy poszczególnych kół jest różna – 10 prowadzi po kilka placówek, i to dość dużych, np. we Wrocławiu mamy 2 schroniska dla mężczyzn, schronisko dla kobiet i matek z dziećmi oraz noclegownię dla mężczyzn, punkt dobroczynny, łaźnię, ogrzewalnię sezonową oraz Strefę Kultury w Labiryncie Wykluczenia. Koło kieleckie prowadzi Dom Samotnej Matki i Ofiar Przemocy, schronisko oraz noclegownię dla bezdomnych mężczyzn, ogrzewalnie dla bezdomnych i mieszkania wspierane. Jeszcze więcej placówek prowadzi koło gdańskie. Ok. 30 kół prowadzi po jednej placówce, a pozostałe koncentrują się na działaniach doraźnych.

– To duże osiągnięcia, chociaż potrzeby są znacznie większe...

– Dlatego mamy nadzieję, że obecny rok – jubileuszowy dla towarzystwa – a także przyszły, który będzie Rokiem św. Brata Alberta, staną się okazją do zwrócenia uwagi osób wrażliwych i pełnych dobrej woli, które chciałyby coś zmienić w swoim środowisku, na możliwości, jakie daje utworzenie koła towarzystwa pomocy. Znane stowarzyszenie daje prawną i organizacyjną podstawę działania, ma bogate doświadczenia, pomaga też w negocjacjach z władzami lokalnymi. Mając gotowe wzorce, łatwiej jest zorganizować i ukierunkować działalność pomocową na swoim terenie.

– Jakie są główne kierunki działania kół?

– Na pierwszym miejscu stawiamy pomoc dla bezdomnych – w różnych miastach koła prowadzą 44 schroniska dla mężczyzn. Drugim obszarem jest pomoc dla kobiet, ofiar przemocy. Trzeba też wspomnieć o jadłodajniach – prowadzimy 15 kuchni i jadłodajni, które codziennie wydają ok. 2,8 tys. obiadów. To jest bardzo ważne, bo pewnej grupie osób uzależnionych czy chorych nie da się pomóc inaczej, jak tylko przez zaspokojenie elementarnych potrzeb. Bardzo ważne są też noclegownie i ogrzewalnie. Są to, co prawda, działania osłonowe, które nie rozwiązują trwale problemu, ale często ratują bezdomnym zdrowie i życie. Podobnie jak kursujący w Łodzi specjalny autobus, który w miesiącach zimowych dociera do osób mieszkających poza schroniskami z ciepłym posiłkiem i herbatą.

– A inne działania?

– Zwrócę uwagę na mieszkania wspierane i readaptacyjne, gdzie osobie wychodzącej z bezdomności czy choroby psychicznej zapewniamy opiekę trenera lub terapeuty do czasu, aż ta osoba zacznie normalnie funkcjonować. Po pewnym okresie część z tych osób rzeczywiście udaje się wyprowadzić na prostą. Podejmujemy również działania przeciwdziałające bezdomności. Koło gdańskie prowadzi, we współpracy z miastem, ambitny program oddłużania mieszkań po to, aby w przypadku osób biednych i niezaradnych nie dopuścić do ich eksmisji z powodu zadłużenia mieszkania. Prewencja bezdomności jest ważna, chociaż trudno ocenić jej skuteczność ze względu na nieprzewidywalny rozwój zdarzeń. Prowadzimy także dwa domy dla osób starszych oraz hospicjum w Żarach – co wynika z lokalnych potrzeb.

– Na ile obecne warunki pracy na rzecz najuboższych różnią się od tych, w których działał Brat Albert?

– Chociaż od śmierci naszego patrona w grudniu br. minie 100 lat, w większości działań podążamy jego ścieżkami i podziwiamy trafność jego spostrzeżeń. W wielu obszarach próbujemy też wracać do jego pomysłów. Niektórzy ze zdziwieniem odkrywają, że Brat Albert już w pierwszych latach swej działalności szukał pracy dla swoich podopiecznych, mówił, że nie można zostawić w schronisku ludzi, którzy mają wielki potencjał i mogą go wykorzystać, by pracować i zarabiać na swoje utrzymanie. Także w naszych schroniskach są realizowane projekty mające na celu aktywizację bezdomnych, aby wśród podopiecznych nie utrwalać bezradności i postaw wyczekiwania na pomoc, ale wyprowadzać ich w kierunku samodzielności. Jest wielu ludzi, którzy dzięki okazanej im pomocy wyszli z bardzo trudnych sytuacji życiowych: uzależnień, bezdomności, różnych chorób i są dobrym przykładem dla innych. Nasze doświadczenie uczy, że nikogo nie wolno przekreślać. Często osoby, które wyszły niemal z samego dna, angażują się bardzo owocnie na rzecz innych bezdomnych, pracują jako streetworkerzy czy opiekunowie schronisk.

– Jakie inne wskazówki pozostawił nam Brat Albert?

– Mówił też, że każdemu trzeba pomóc, że jeżeli nie można zrobić dużo, to trzeba zrobić mało i wtedy każdemu będzie trochę lżej. To jest pewien sposób na podejście do dużych wyzwań. Jeżeli nie da się problemu udźwignąć w całości, nie da się zmienić otoczenia – nie załamujmy rąk, róbmy rzeczy małe. Nie trzeba zaczynać od organizowania schroniska dla setki osób, wystarczy pomóc jednej lub kilku osobom, a potem znajdą się inni chętni do współpracy – razem zawsze jest łatwiej.

– Od czego można zacząć tworzenie koła?

– Jezusowe słowa: „...ubogich zawsze mieć będziecie” (por. J 12, 8 – przyp. red.) są aktualne i dają głęboką motywację do działania. Potrzeb jest wiele, bardzo wiele. Nasze towarzystwo ma status organizacji katolickiej. Asystentem kościelnym stowarzyszenia jest bp Edward Janiak z Kalisza. W wielu parafiach mamy ogromne oparcie i pomoc, m.in. przez możliwość wykorzystania pomieszczeń parafialnych, wyrażenie zgody na organizowanie zbiórek przy kościele itp. Chcemy, aby dalszy rozwój towarzystwa był przedłużeniem działalności charytatywnej Kościoła. Pomagają nam również władze lokalne, udostępniając niewykorzystane dawne budynki biurowe, szkoły czy obiekty poprzemysłowe. Są szerokie możliwości aplikowania o fundusze unijne i inne środki publiczne. Możliwości zakładania nowych kół jest wiele, zaś Zarząd Główny aktywnie wspiera nowe inicjatywy w sprawach merytorycznych, prawnych i organizacyjnych. Prowadzimy doradztwo oraz organizujemy szkolenia i wiele spotkań poświęconych wymianie doświadczeń między członkami stowarzyszenia. Można też dołączyć do kół już istniejących. Ludzi potrzebujących jest wokół nas bardzo wielu i każde koło oczekuje na nowych członków, ludzi gotowych poświęcić trochę czasu dla dobra osób bezdomnych i potrzebujących pomocy.

Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta
ul. Kołłątaja 26a, 50-007 Wrocław
KRS 0000069581
e-mail: biuro@tpba.pl
Konto: 11 1020 5242 0000 2502 0019 4118

Tagi:
polityka społeczeństwo

Reklama

W 2021 r. Narodowy Spis Powszechny - GUS zapyta m.in. o wyznanie i stan cywilny

2019-12-04 13:23

lk / Warszawa (KAI)

Od 1 kwietnia do 30 czerwca 2021 r. zostanie w całej Polsce przeprowadzony Narodowy Spis Powszechny. Rachmistrzowie Głównego Urzędu Statystycznego zapytają mieszkańców naszego kraju m.in. o stan cywilny, narodowość czy wyznanie, a więc przynależność do Kościoła lub związku wyznaniowego.

©I rob z – stock.adobe.com

Zakres informacji zbieranych w Narodowym Spisie Powszechnym Ludności i Mieszkań określa ustawa uchwalona w tym celu w sierpniu br. (przed każdym spisem uchwalany jest osobny akt prawny).

Rachmistrzowie zbiorą przede wszystkim podstawowe dane biograficzne jak płeć, wiek, adres zamieszkania, kraj urodzenia i kraj obywatelstwa oraz stan cywilny.

Co ciekawe, podczas poprzedniego spisu (2011) w odpowiedniej ustawie określono, że pytania mają dotyczyć nie tylko dat zawarcia i ewentualnego rozwiązania związku małżeńskiego, ale też daty powstania aktualnego związku nieformalnego.

Związek nieformalny zdefiniowano wtedy jako "dwie osoby żyjące w tym samym gospodarstwie domowym, które nie zawarły związku małżeńskiego w formie przewidzianej prawem polskim, ale wzajemne relacje tych osób są natury małżeńskiej". Jednak w 2021 r. pytanie ma dotyczyć po prostu "stanu cywilnego".

Ponadto GUS zapyta o aktywność ekonomiczną (m.in. wykonywany zawód, czas pracy i źródło utrzymania), poziom wykształcenia, niepełnosprawność, gospodarstwa domowe i rodzina, a także zasoby mieszkaniowe.

Rachmistrzowie zadadzą też pytanie o kwestie związane z migracjami zewnętrznymi i wewnętrznymi, jak przebywanie kiedykolwiek za granicą, rok przyjazdu lub powrotu do Polski czy miejsce zamieszkania rok przed spisem.

GUS będzie także pytał o charakterystykę etniczno-kulturową osób czasowo lub na stałe mieszkających w Polsce. Chodzi tu o przynależność narodowo-etniczną oraz język, którym posługują się osoby w kontaktach domowych, a także wyznanie – przynależność do Kościoła lub związku wyznaniowego.

Zgodnie ze spisem z 2011 r., większość społeczeństwa polskiego identyfikowała się z instytucjami wyznaniowymi. Prawie 34 mln 222 tys. (97,4%) mieszkańców Polski uznała się za członków – wiernych, sympatyków – kościołów, związków wyznaniowych, denominacji i ruchów religijnych. Zbiorowość nienależących do żadnego wyznania liczyła 929 tys. osób (2,6%).

Wiernych Kościoła katolickiego było 33 mln 729 tys. (96%) osób o rozpoznanym statusie wyznaniowym. Przynależność do Kościoła prawosławnego zadeklarowało 156 tys. (0,44%), Świadków Jehowy było 137 tys. (0,39%), luteran 71 tys. (0,2%), a grekokatolików 33 tys. (0,09%). Na pytanie o wyznanie odmówiło odpowiedzi 2 mln 733 tys. osób.

Zaplanowany na 2021 r. Narodowy Spis Powszechny Ludności i Mieszkań będzie w pełni realizowany przy użyciu interaktywnego formularza spisowego dostępnego na stronie GUS. Samospis internetowy będzie przeprowadzany od 1 kwietnia do 16 maja 2021 r.

Jeżeli osoba fizyczna, np. ze względu na stan zdrowia, nie może uczestniczyć w spisie, jej dane będą zebrane metodą wywiadu telefonicznego lub wywiadu bezpośredniego.

Ustawa o najbliższym spisie powszechnym informuje o obowiązku przekazania GUS przez odpowiednie podmioty i urzędy rejestrów, baz danych i systemów informacyjnych, które na co dzień gromadzą informacje na temat ludności i mieszkań.

Są to dostawcy publicznie dostępnych usług telekomunikacyjnych oraz m.in. o ministerstwa (np. MEN dane o liczbie uczniów i nauczycieli z systemu informacji oświatowej), powiatowe urzędy pracy (zatrudnienie i bezrobocie), Urząd ds. Cudzoziemców (dane o pobycie cudzoziemców w Polsce), ZUS (dane z konta płatnika składek) czy jednostki samorządu terytorialnego (dane o ewidencji ulic i mieszkańców).

Spis ma zostać wykonany "z wykorzystaniem bezpiecznych technologii informatycznych" oraz "w sposób zapewniający poufność, integralność i dostępność informacji, z uwzględnieniem ich autentyczności, rozliczalności, niezaprzeczalności i niezawodności".

Aby zapobiec sytuacji, w której zobowiązany do spisu mieszkaniec Polski nie ma możliwości dokonania samospisu (np. z powodu braku dostępu do urządzeń i Internetu), ustawa zobowiązuje m.in. urzędy statystyczne, urzędy wojewódzkie i urzędy obsługujące wójtów, burmistrzów, prezydentów miast do umożliwienia realizacji samospisu.

W szczególnych przypadkach (gdy osoba objęta obowiązkiem spisowym nie będzie mogła wypełnić w żaden sposób formularza elektronicznego) rachmistrze będą kontaktowali się z tymi osobami telefonicznie lub osobiście, aby pomóc w dopełnieniu obowiązku spisowego.

Przekazanie danych w ramach spisu jest obowiązkowe i nieodpłatne. Ustawa wskazuje (art. 28), że należy udzielać "dokładnych, wyczerpujących i zgodnych z prawdą odpowiedzi".

Zgodnie z przepisami spis obejmie "osoby fizyczne stale zamieszkałe i czasowo przebywające w mieszkaniach, budynkach i innych zamieszkanych pomieszczeniach nie będących mieszkaniami na terenie Polski, osoby fizyczne nie mające miejsca zamieszkania" oraz "mieszkania, budynki, obiekty zbiorowego zakwaterowania i inne zamieszkane pomieszczenia nie będące mieszkaniami".

Spisem nie obejmuje się natomiast szefów oraz cudzoziemskiego personelu przedstawicielstw dyplomatycznych i urzędów konsularnych państw obcych, członków ich rodzin oraz innych osób korzystających z przywilejów i immunitetów na mocy ustaw, umów międzynarodowych lub powszechnie uznanych zwyczajów międzynarodowych.

Z obowiązku spisowego wyłączone są także mieszkania oraz budynki będące własnością przedstawicielstw dyplomatycznych i urzędów konsularnych państw obcych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Niezwykła historia Wyrwanych Z Niewoli

2019-12-05 09:09

Red.

Było to chyba w 2012 r. jakoś jesienią. Jechaliśmy na koncert do Wielkopolski. Było nas czterech, każdy dresy, niektórzy łyse głowy i tatuaże. Każdy z historią uzależnień, jeden po poprawczaku, inny swego czasu należący do czołówki polskich zawodników MMA, każdy z „popapraną” przeszłością lecz wszyscy dotknięci przemieniającą i wyzwalającą mocą Jezusa - tak swoją niezwykłą historię opisuje grupa ewangelizacyjna "Wyrwani Z Niewoli"

Wyrwani Z Niewoli

Jak piszą dalej:

Środkiem naszego transportu był wtedy pociąg i jak to w tamtym czasie bywało gdziekolwiek nie jechaliśmy, zabieraliśmy ze sobą ponad metrową figurę Matki Bożej. Nie mogło być inaczej tamtego dnia. Z Białegostoku w tamte strony mieliśmy dobre parę godzin, więc była świetna okazja na ewangelizację.

Po zakupie biletów gdy dotarliśmy na peron, zauważyliśmy grupę kilkuset kibiców Jagielloni Białystok, jadących na mecz do Warszawy. Z wyglądu niczym się od nich nie różniliśmy prócz szalika klubowego, którego nie mieliśmy i dużej figury Maryi, której nie mieli oni. W jednym momencie spotkaliśmy się ze spojrzeniem całego peronu „łysoli”, którzy ze zdziwieniem odprowadzali nas wzrokiem.

W końcu nadjechał pociąg i zajęliśmy miejsce w przedziale. Gdy pociąg ruszył czuliśmy potrzebę wyjścia do kibiców i w jakikolwiek sposób podzielenia się naszą Miłością do Boga. Jednak na samą myśl o tym czuliśmy ogromny strach. Postanowiliśmy modlić się w tej intencji, za kibiców. Jednak teraz z perspektywy czasu możemy przyznać, że modlitwą chcieliśmy zyskać czas, żeby droga jak najszybciej się skończyła i w ten sposób uniknąć działania. Modlitwa trwała i trwała, minuty uciekały i żaden z nas nie kwapił się żeby wyjść z naszego bezpiecznego przedziału do „kiboli”.

W pewnym momencie dostrzegliśmy przez okienko w naszym przedziale kibiców uciekających po korytarzu od „kanarów” i policji. Biegali w tę i z powrotem jak się potem okazało z powodu braku biletów i mało kulturalnego zachowania. W jednym momencie pewna grupka uciekających „kiboli” nieoczekiwanie wpadła do naszego przedziału. Zobaczyli nas, zobaczyli figurę. Szybko zaczęli nam zadawać pytania o co chodzi, czy robimy sobie jaja itp.

To było niezwykłe, bo sami zaczęli nas dopytywać o powód jeżdżenia z tą figurą. Zaczęliśmy dzielić się świadectwem i opowiadać o Jezusie, oni słuchali z otwartymi „gębami”. Było widać ich poruszenie. Nie chcieli wychodzić z naszego przedziału, chcieli więcej. Przyszli również kolejni. Na końcu przyszedł główny szef całej grupy kibiców i chciał z nami pogadać, również otworzył się na nasze słowa, otworzył się na ewangelizację.

Było to niezwykłe doświadczenie, które zapadło nam w pamięci do dnia dzisiejszego.

Nie musieliśmy nic robić, nic wymyślać. Po prostu mieliśmy ze sobą Maryję w znaku figury i uciekliśmy w modlitwę czując potrzebę opowiadania innym o Jezusie, przez co Bóg sam ich do nas przyprowadził. Czujemy się Jego Apostołami – Apostołami w dresach, choć czasem nosimy dżinsy.

_____________________________________________

Tekst artykułu jest przedmową grupy Wyrwani z Niewoli do książki Damiana Krawczykowskiego "Apostołowie w dresach. Jezus potrzebuje właśnie ciebie!", wyd. Święty Wojciech. Więcej o książce: ksiegarnia.niedziela.pl

Więcej o grupie Wyrwani Z Niewoli: Zobacz

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Hiszpania: eksperci katoliccy przestrzegają przed separatyzmem baskijskim

2019-12-05 20:28

mz (KAI/AyO) / Madryt

Separatyzm baskijski w dalszym ciągu podsyca nienawiść w Hiszpanii – uważają eksperci z uniwersytetów katolickich w tym kraju. Podczas konferencji zorganizowane na uniwersytecie katolickim w Walencji wskazali, że dzieje się tam pomimo faktu, iż 4 maja 2018 r. w trakcie zorganizowanej we francuskiej miejscowości Cambo-les-Bains uroczystości władze baskijskiej organizacji terrorystycznej ETA oficjalnie ją rozwiązały.

wikipedia

Zdaniem uczestników spotkania utrzymującej się nienawiści w Kraju Basków sprzyja regularne wychwalanie przez separatystów działań ETA, która zabiła łącznie 539 osób.

Tylko w tym roku do prokuratury generalnej w Madrycie wpłynęło kilka skarg na tego rodzaju postawy ekstremistów baskijskich, podejmujących z honorami bojowników ETA wychodzących na wolność. Jeden z takich wniosków złożył rząd Pedro Sancheza.

Główne zadanie w swoich 60-letnich działaniach zbrojnych ETA widziała w utworzeniu niezależnego państwa Basków na pograniczu północn0-zachodniej Hiszpanii i południowo-zachodniej Francji. Mimo samorozwiązania się organizacji władze w Madrycie twierdzą, że pociągną do odpowiedzialności wszystkich ukrywających się przed wymiarem ścigania baskijskich terrorystów.

Z szacunków hiszpańskich służb specjalnych wynika, że policja poszukuje nadal co najmniej 50 baskijskich separatystów. Jedynie około dziesięciu z nich mieszka w Hiszpanii. Pozostali ukrywają się głównie w Ameryce Łacińskiej.

Według Pedra Ontoso, historyka ETA, tamtejszych separatystów przez wiele lat popierało wielu duchownych baskijskich, chociaż episkopat hiszpański jednoznacznie potępiał te działania. W wydanej w maju 2019 r. książce “Z Biblią i parabellum” Ontoso wymienił przypadki współpracy baskijskich duchownych z bojownikami ETA. Wskazał, że niektóre zamachy, w tym pierwszy z 2 sierpnia 1968, terroryści zaplanowali w budynkach należących do miejscowych parafii.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem