Reklama

Wspomnienie o Halinie Burskiej

Wspaniała kobieta

2016-07-05 11:24

Anna Skopińska
Edycja łódzka 28/2016, str. 4

Archiwum rodzinne
Halina i Zenon Burscy

Bo Pan Bóg jest tak jasny że nic nie tłumaczy (...) stąd cierpienia po prostu nie wiadomo po co (...) i śmierć tak punktualna że zawsze nie w porę choć wiadomo śmierć miłość od śmierci ocala
Ks. Jan Twardowski

W tym numerze miało się ukazać wspomnienie o ks. Jarku Burskim. O tym, jakim był kapłanem i człowiekiem. Dla tych, którzy go znali, spotkali na swojej drodze, pracowali z nim i czerpali z jego Bożej radości, ukochania tego, kto obok, zachwytu nad światem. Jednak, gdy miałam napisać tekst o księdzu, który wpływał na nasze życie, który uśmiechem i ciepłem zjednywał sobie i Chrystusowi ludzi, który ze słowem Bożym trafiał w nasze serca, przyszła wiadomość o śmierci mamy ks. Jarka.

28 czerwca, kilkanaście dni przed piątą rocznicą śmierci ks. Jarka, odeszła Halina Burska. Jaka była? Jaką ją zapamiętamy? Dla mnie była jedną z tych wspaniałych, świętych kobiet, tych zwyczajnych niezwyczajnych, żyjących pośród nas, tych świętych, cichych, pokornych, a jednak silnych duchem i wiarą. I pięknych sercem.

Zawsze serdeczna, skromna, pełna spokoju i wrażliwości. Umiejąca pocieszyć, dać nadzieję, choć przecież sama w życiu wiele przeszła. To od niej mogliśmy uczyć się tego, jak zaufać, jak nie stracić wiary, jak kochać wtedy, gdy Pan Bóg zabiera nam tak wiele. Była otwarta na drugiego człowieka. Ile to razy wspólnie z mężem pomagali tym najbiedniejszym, bez żadnego rozgłosu, bez oczekiwania na podziękowania, bezinteresownie. Ile razy wspierali różne akcje, czy to materialnie czy modlitwą. Przez wiele lat przyjmowali pod swój dach dzieci ze Wschodu i nieważne, czy było ich dwoje czy czworo. Bo w domu państwa Burskich zawsze znajdowało się miejsce dla każdego. Stamtąd nikt nie wychodził nieugoszczony, nieobdarowany choćby dobrym słowem. Nawet gdy nie miało się czasu, to i tak wychodziło się po wielu minutach rozmowy z panią Halinką, z panem Zenkiem.

Reklama

To, co ujmowało, to wielka wyrozumiałość pani Burskiej dla drugiego człowieka, jego postępowania, dla często niemądrych wyborów. Ona zawsze znalazła usprawiedliwienie i stanęła po stronie tego „odrzuconego”. Delikatna, dyskretna, mądra. I umiejąca wysłuchać. I podzielić radość i smutek.

Była wielką miłośniczką kwiatów, w jej ogrodzie kwitły róże, pachniały zioła, a w domu czuć było ciepło gospodyni. Troszczyła się o swoich synów, dbała, by byli dobrymi kapłanami. Wychowała ich na wspaniałych ludzi, bo i sama taka była. Za jej dobro na pewno Pan Bóg nagrodził ją niebem, i na pewno już spotkała się ze swoim ukochanym synem – Jarkiem. To radość, choć przecież po ludzku tak bardzo żal, tak szkoda. Pewnie wiele słów można by powiedzieć o jej życiu, wymienić pełno zalet, pochylić się nad pięknymi cechami charakteru. Ale może wystarczy tylko napisać – była wspaniała. I to już wystarczy. Bo gdy zamyka się oczy, widać pełną łagodności kobietę i jej ciepły, dobry uśmiech.

Tagi:
wspomnienia

Reklama

Kelner Pana Boga

2019-11-19 12:18

Wanda Mokrzycka
Edycja wrocławska 47/2019, str. 5

Czego Krzysia w szeregach Liturgicznej Służby Ołtarza nauczono, Krzysztof wykonuje do dziś, niestrudzenie... Krzysztof Widawski służy przy ołtarzu od 36 lat

Radek Mokrzycki
Krzysztof Widawski

Piętnastego marca 1983 r. władze PRL oficjalnie zaprosiły Papieża do złożenia wizyty w ojczyźnie, a we wrocławskiej parafii św. Antoniego przy ul. Kasprowicza trwały próby przed przyjęciem 70 chłopców do grona ministrantów. – Pamiętam, to była sobota, uroczystość św. Józefa. Po półrocznym kursie zostałem ministrantem. Dziś śmiało mogę powiedzieć, że wraz z datami ślubu i narodzin moich dzieci był to najszczęśliwszy dzień mojego życia – opowiada Krzysztof.

W męskim gronie

Zaczęło się zwyczajnie. Po I Komunii św. służbę przy ołtarzu zaproponował Krzysiowi tata. Odmówił. Potrzeba było czasu i kolegi. – Jeździłem sobie na rowerze i spotkałem kumpla z klasy. Zapytałem go dokąd idzie, a on mi odpowiedział, że na zbiórkę ministrancką. Poszedłem z nim. I zostałem. Chłopców było 200! Prócz służby przy ołtarzu, łączyło ich latem boisko, zimą stół do ping-ponga. – Każdy marzył, żeby w rozgrywkach trafić na mnie, bo to był pewny awans! – śmieje się Krzysztof. – Po meczach chodziliśmy z zaprzyjaźnionym zakonnikiem na lody. To środowisko kształtowało nasze wartości, naszą męską tożsamość.

Służba nie drużba

A cóż począć, gdy chętnych dwa razy więcej, niż strojów? Wcześniej wstawać! Zdarzyło się, że aby służyć na Roratach, Krzyś czekał na mrozie od 4.43. Jednak wzorowa frekwencja upoważniała do chodzenia po kolędzie, a to była szansa na odwiedziny u koleżanek… Ministranckie życie to małe zwycięstwa i porażki. Nasz bohater dość szybko został lektorem, ale za tempem awansu nie nadążył głos. Kiedyś stwierdził, że zaśpiewa Alleluja. Po aklamacji Kościół zamarł. Wierni nie mogli dostroić się do kantora. Podszedł do niego kapłan i pouczył: „Jak się nie umie śpiewać, to się nie śpiewa”. Od tamtego zdarzenia minęły 33 lata i choć pan Krzysztof w Eucharystii stara się uczestniczyć każdego dnia, psalm ośmielił się zaśpiewać dopiero w tym roku.

– Będąc chłopcem uwielbiałem Adwent. My do Boga lgniemy duszą i zmysłami. Odpowiednie nastrojenie zmysłów podprowadza nas do ducha, a Roraty to nastrój i wysiłek zwieńczony nagrodą. Człowiek jest cudnie zmęczony po Pasterce i zasypia z radością, że Jezus przyszedł na świat i można świętować – mówi Krzysztof. – Teraz lubię bogate liturgicznie Triduum Paschalne. Intrygujący dźwięk kołatek, oczekiwanie na modlitwę o jedność Kościoła z Żydami (wtedy trzeba wyjść po krzyż) i przejmujący śpiew „Ludu mój, ludu” w czasie jego adoracji. Potem wielkosobotnie poranne czuwanie przy Bożym Grobie i wreszcie cudna Msza rezurekcyjna.

Jest jeszcze jedno nabożeństwo, za którym przepada – Transitus, czyli pamiątka przejścia św. Franciszka do wieczności. Urzeka go klimat tej modlitwy: ciemny kościół, mnisi ze świecami. Kilka lat temu Krzysztof spełnił swe marzenie, by przeżyć wspomnienie świętego w Porcjunkuli. Pojechał z przyjacielem i trochę się rozczarował, bo tamtejsze obchody są bardzo huczne. Jednak październikowe wyjazdy do Asyżu stały się męską tradycją.

Bliżej się nie da

Warto zaznaczyć, że w życiu Krzysztofa służba do Mszy św. nigdy nie konkurowała ze służbą rodzinie – jeśli do kościoła idzie z żoną, zawsze trwa przy niej w ławce (wyjątkiem jest Triduum Paschalne).

– Dlaczego od 36 lat służę? Jako geograf mam podejście przestrzenne: im bliżej, tym lepiej. Odnoszę wrażenie, że przy ołtarzu Pan Bóg lepiej słyszy mnie, a ja Jego. Radością dla mnie jest fakt, że od kilku lat służą także nasi synowie, a żona jest z nas wszystkich dumna. Ministrantura to niezasłużony i nieuświadomiony dar. Ministrantem jest się do końca.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zażegnany kryzys wiary

2019-12-10 08:48

O. Krzysztof Osuch SJ
Niedziela Ogólnopolska 50/2019, str. 31

„Jan Chrzciciel”, Bartolomeo Veneto, XVI wiek

Kryzys wiary w Jezusa, dotykający samego Jana Chrzciciela, jest wielce pouczający. Przyczyna kryzysu była bardzo konkretna. Jan, o którym Jezus wydał najwspanialsze świadectwo, został poddany brutalnej represji. Herod wtrącił go do więzienia. Miały prawo nachodzić Jana różne czarne myśli... Poddany przemocy mógł się pogrążyć w trwodze i zwątpieniu. On jednak szukał ratunku. Wysłał poselstwo do Jezusa, i to wcale nie po to, by „żądać” cudownego uwolnienia. Nie. Stawką w inicjatywie Jana było upewnienie się, że Jezus jest Mesjaszem!

Wysłannicy zadali Jezusowi sakramentalne pytanie: „Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?”. A Jan czekał na odpowiedź z drżeniem serca. Odpowiedź, choć nieco zaszyfrowana, była dla Jana zrozumiała i wymowniejsza niż proste: „tak” albo „nie”. Jan doznał ulgi i zadowolenia, gdy usłyszał: „Idźcie i oznajmijcie Janowi to, co słyszycie i na co patrzycie: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci zostają oczyszczeni, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię. A błogosławiony jest ten, kto nie zwątpi we Mnie”. Reszta Janowych dni w więzieniu (przed egzekucją) upłynęła na rozważaniu czynów Mesjasza i Emmanuela – Boga pośród ludzi i radowaniu się nimi. Nawet śmierć jest Mu poddana!

Jan zasłużył na miano błogosławionego. Zachwiał się, ale szukał oparcia w świadectwie Mistrza. Udręki więzienia przewyższał cudny widok spełniających się mesjańskich obietnic Starego Testamentu. Tak, widok to wspaniały i krzepiący, gdy widzi się (i słyszy), jak Mesjasz odnawia dzieło stworzenia, zwłaszcza człowieka!

Ten sam widok – tyle że pełniejszy i mocniej porywający ku niebu – rozpościera się dziś przed nami. Czy jednak wpatrujemy się weń otwartym umysłem i sercem? Bóg niewyobrażalnie wspaniale angażuje swą miłość we mnie. Trzeba jednak chcieć ją poznawać i chłonąć. I szczerze odwzajemniać. To tak się dzieje cud zbawienia. Osiągamy radość i szczęście, ustępuje smutek i wzdychanie.

Te bezcenne dobra są na wyciągnięcie ręki. W Kościele. W Adwencie. W całym roku liturgicznym. W modlitwie, Eucharystii, w akcie ufnej wiary.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Nigeria: w tym roku zamordowano już ponad 1000 chrześcijan

2019-12-15 18:32

Paweł Pasierbek SJ/vaticannews.va / Abudża (KAI)

W Nigerii od stycznia tego roku zamordowano już ponad 1000 chrześcijan. Głównymi sprawcami zabójstw nie są terroryści z Boko Haram, ale bojówki z pasterskiego plemienia Fulani.

Graziako

Dane te opublikowała brytyjska organizacja pozarządowa Hart (Humanitarian Aid Relief Trust) w raporcie „Wasza ziemia lub wasza krew”. Duża część z tych zabójstw miała miejsce w stanie Kaduna, leżącym w środowej części Nigerii. Fulani nie tylko mordują ludzi, ale także burzą kościoły i niszczą całe wioski.

Zdaniem Caroline Anne Cox założycielki Hart i członkini brytyjskiej Izby Lordów, napady bojówek z plemienia Fulani na chrześcijańskie plemiona rolnicze nie są podyktowane jedynie poszukiwaniem nowych pastwisk z powodu pustynnienia i zmian klimatycznych, ale mają także podłoże ideologiczne. Niektórzy nigeryjscy biskupi oskarżają ich o próbę islamizacji kraju.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem