Reklama

Dobra zmiana w wojsku

2016-07-27 09:05

Rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 31/2016, str. 40-41

O służbie Wojska Polskiego i tworzeniu nowej sylwetki żołnierza jako przewodnika w zachowaniach moralnych oraz obywatelskich z prof. Wojciechem Fałkowskim rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – W swoim czasie wykonywał Pan Profesor słynną wycenę materialnych strat Warszawy podczas II wojny światowej. Czy – przepraszam za drastyczną analogię – podjąłby się Pan dziś wyceny, a może raczej tylko oceny, niematerialnych strat, szkód i zaniechań III RP, których różne skutki ponosimy albo będziemy jeszcze ponosić?

PROF. WOJCIECH FAŁKOWSKI: – Bardzo trudno byłoby dziś te straty wycenić, m.in. dlatego że, moim zdaniem, szkody duchowe poniesione w ostatnich dwóch dekadach są kontynuacją zaniechań i szkód, które miały miejsce w PRL-u. Mam tu na myśli zafałszowywanie perspektywy historycznej, próby modyfikowania czy wręcz zmiany naszej tożsamości narodowej i wreszcie rezygnację z aktywnego kształtowania postaw i wzorów dla młodego pokolenia. Wycena szkód z tego tytułu jest dziś niemal niemożliwa, także dlatego, że w dziedzinie edukacji i oddziaływań społecznych efekt jest zawsze odłożony o jedno pokolenie, czasami nawet dłużej. To, że Polska przetrwała lata PRL-u, że w bardzo siermiężnych latach 60. ubiegłego wieku mieliśmy znakomitą poezję, bardzo ciekawe dokonania kulturalne, jest zasługą pokolenia przedwojennego – to właśnie ten efekt odłożony o 30 lat.

– Tymczasem szkody i zaniechania PRL-u zostały dodatkowo zakonserwowane w okresie III RP?

– Można tak powiedzieć. Dlatego jeszcze dziś mamy do czynienia z efektami działalności wychowawczej PRL-u. Istnieje zatem pilna potrzeba przywoływania dobrych wzorców i zbudowania wreszcie wyraźnego drogowskazu moralnego, jak również przywrócenia tożsamości historycznej, czyli wiedzy i poczucia tego, co znaczy dziś być Polakiem, w tym najlepszym znaczeniu. To jest ważne nie tylko dla nowych pokoleń, ale również dla wszystkich ludzi tu i teraz działających w sferze publicznej, dla wspólnot lokalnych, sąsiedzkich.

– W minionych dekadach wolnej Polski doszło, zdaniem Pana Profesora, do świadomego czy też niejako przypadkowego zaniechania tzw. polityki historycznej?

– Wydaje się, że – trudno rozstrzygnąć, w jakich proporcjach – występowały oba te zjawiska naraz. Z pewnością nie tylko mieliśmy w dużej mierze do czynienia ze świadomym zaniechaniem przywoływania i kształtowania obrazu przeszłości, z rezygnacją z wychowywania i formowania postaw w oparciu o wzory historyczne, ale też najwyraźniej po prostu deprecjonowano i ośmieszano wszelką identyfikację narodową; często stosowano metodę zawstydzania, tzw. pedagogikę wstydu.

– W jaki sposób ten brak polityki historycznej, rozumianej jako przekazywanie wartości i postaw, dobrych wzorów służby dla Ojczyzny odcisnął się na polskim wojsku? Jak wypadł resortowy „audyt” w tej sprawie?

– Niestety, wciąż są widoczne i żywe tradycje wydziału politycznego LWP... Może już tak mocno nie oddziałują, ale instytucjonalna pamięć o nich wciąż istnieje i sprawia, że placówki wojskowe nie są takie, jakie powinny być w wolnej Rzeczypospolitej. A przecież mogłyby być – w najlepszym znaczeniu tego słowa – placówkami elitarnymi, zwłaszcza chodzi tu o szkoły wojskowe i wojskowe instytuty naukowe.

– Jakie więc są teraz?

– Wolałbym mówić, jakie powinny, jakie mogłyby być. Powinny reprezentować bardzo wysoki poziom badawczy i naukowy, powinny być szeroko związane ze sferą cywilną przez wymianę naukową, rywalizację na płaszczyźnie intelektualnej; nie powinny odstawać od placówek cywilnych, nie mogą być wyizolowane, iść osobnym rytmem, w innym kierunku.

– A są wyizolowane, idą osobnym rytmem? Dlaczego?

– Moim zdaniem, na skutek zaszłości kilku ostatnich dekad, w tym w dużej mierze wciąż żywego pokłosia PRL-u, gdy z wojska tworzono grupę wyizolowaną, niekiedy wręcz przeciwstawianą społeczeństwu. I nadal też pokutuje powiedzenie: „Nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera”, co oznacza, że awans społeczny i oficerski ma być zawdzięczany władzy i wyłącznie postawom serwilistycznym, a nie rzeczywistym osiągnięciom i postawie moralnej. To jest, niestety, spuścizna, która cały czas w jakiś sposób funkcjonuje!

– Od dawien dawna aż do dziś wszystkie badania opinii społecznej pokazują, że wojsko niezmiennie cieszy się dużym szacunkiem Polaków. Można by mieć wątpliwości, czy to prawda...

– I to jest ten dziwny fenomen, którego istoty nie rozumiem i nie potrafię wyjaśnić! Wojsko jako formacja brało przecież udział w pacyfikowaniu wybuchów społecznych w Polsce – w czerwcu 1956 r. w Poznaniu, w grudniu 1970 r. na Wybrzeżu; wprowadzało stan wojenny w 1981 r. i mimo tak niechlubnej karty cieszyło się i nadal cieszy wysoką estymą całego społeczeństwa, nadal ma wysoki prestiż. I to bardzo dobrze, należy się z tego cieszyć, ponieważ w związku z obecną sytuacją geopolityczną potrzeba wzmocnienia polskiej armii staje się oczywista. Realizujemy już dyrektywę stopniowego, ale skutecznego i szybkiego powiększania stanu liczebnego Wojska Polskiego.

– Jakie działania podejmuje resort obrony, aby poprawić także stan jakościowy – intelektualno-duchowy – polskiego wojska?

– W planie ogólnym chodzi nam o przyjęcie pewnej spójnej filozofii, o spojrzenie na polską armię jako naprawdę ważną instytucję państwa polskiego, o nawiązywanie do najlepszych jej tradycji. Gdy zaś idzie o działania doraźne, to od października w programach wszystkich uczelni wojskowych zostaje wprowadzony przedmiot „historia Polski”, z naciskiem na ostatnie dwa stulecia – będzie to cały rok wykładów zakończony egzaminem. Roczniki wyższe, tam, gdzie program jeszcze to umożliwia, będą ten kurs historii nadrabiały.

– Zmiana Akademii Obrony Narodowej na Akademię Sztuki Wojskowej to zatem nie tylko zwykła zmiana nazwy?

– Chcemy nawiązać do tradycji Wyższej Szkoły Wojennej, bardzo wyraźnie pokazać korzenie, tę linię, która była zapoczątkowana i realizowana w czasie II RP. ASW będzie, rzecz jasna, realizować program związany ze współczesnymi wyzwaniami, prowadzić dodatkowe kursy i nauczanie zwłaszcza dla wyższych oficerów sztabowych zgodnie z wymogami XXI wieku. Tą nazwą chcemy jednak podkreślić pewną ciągłość międzypokoleniową, sięgającą jeszcze XIX wieku i najbardziej chlubnych tradycji Wojska Polskiego. Oczywistą dla nas sprawą jest, że ASW z jednej strony ma prowadzić dydaktykę na najwyższym poziomie, zgodnie z wymogami współczesnej teorii wojennej, ale z drugiej – świadomość korzeni musi być wyraźnie widoczna.

– Co ze świadomością korzeni w jednostkach wojskowych?

– Tam rozwija się w tej chwili akcja przeglądu tzw. izb pamięci i tradycji.

– Efekty tego remanentu są zaskakujące?

– Właśnie nie! Jestem bardzo zadowolony z wyników tej akcji, ponieważ okazuje się, że znacznie bardziej potrzebne są techniczne zmiany ekspozycji niż zmiana ich treści, które już na szczęście wcześniej zniknęły z tych izb.

– Mimo to media przedstawiały tę akcję niemal jako ingerencję wojskową batalionów IPN...

– Zapewniam, że nie ma tu potrzeby jakichkolwiek nadzwyczajnych ingerencji. Korekty są niewielkie, a w przeważającej części przypadków zupełnie niepotrzebne.

– Mówi się też, że do wojska wrócą PiS-owscy oficerowie polityczni... Może – przepraszam za żart – będą to oficerowie „historyczni”?

– Nie będzie ani oficerów „historycznych”, ani tym bardziej „politycznych”. Chcemy jasno powiedzieć, że obyczajowość i etos oficera muszą być budowane na znajomości historii i na obcowaniu z historią na co dzień. Jest to bowiem jeden z ważnych elementów tegoż etosu. Natomiast żadnego sprawdzania ani dyrektyw nie będzie. Bardzo chcemy, aby każdy polski żołnierz, od szeregowca aż po najwyższe stopnie generalskie, znał polską historię, również tę lokalną i swojej jednostki, by emocjonalnie był z tą historią związany, aby ta łączność z pewnymi wzorcami historycznymi była po prostu elementem codzienności.

– Opozycja komentuje złośliwie, że do wojska wkraczają ostra polityka i indoktrynacja...

– Żadnej indoktrynacji nie ma i nie będzie. Uważamy też, że wojsko powinno stać jak najdalej od polityki. Powinno służyć państwu i narodowi.

– W ostatnich latach słyszało się wiele złych ocen wojskowych: że traktują swą służbę jako zwykłe urzędowanie, jak zwykły zawód, a nie zaszczytną służbę; że mundury traktują jak ubranie robocze, w którym nie chodzi się po godzinach pracy... Czy to się powinno zmienić? Czy będziemy mieć nowe jakościowo wojsko, „nowego żołnierza”?

– Tak, to, co robimy, ma prowadzić do nowego ducha w wojsku, do stworzenia nowej sylwetki żołnierza w sensie moralnym i mentalnym, do traktowania tego zawodu jako służby. Służba i rutynowe wykonywanie obowiązków muszą iść w parze. Jedno i drugie jest równie ważne. W żadnym razie nie można pomijać aspektu służby, zarówno służby najwyższym wartościom, Rzeczypospolitej, jak i tej w wymiarze bardzo konkretnym, związanym z rygorem i dyscypliną wojskową.

– Ostatnio wiele oburzenia w niektórych gremiach wywołała deklaracja szefostwa MON, że najlepszym gwarantem naszego bezpieczeństwa może być wiara polskich żołnierzy, że w wojsku muszą obowiązywać główne zasady Dekalogu.

– Potwierdzam tę deklarację. Nie znaczy to, że osoba niewierząca nie może robić kariery w wojsku. Nie ma obowiązku bycia wierzącym chrześcijaninem, nie ma obowiązku uczestniczenia w obrzędach religijnych, natomiast absolutnie konieczne jest przestrzeganie zasad moralnych, które są oparte właśnie na Dekalogu. Polska historia, polska obyczajowość są ściśle związane z religią katolicką, a zatem także w zachowaniach każdego oficera i żołnierza powinno to być wyraźnie widoczne.

– Co to znaczy?

– To znaczy, że skoro w całym społeczeństwie obowiązuje oddawanie szacunku symbolom religijnym i zachowywanie się z szacunkiem wobec osób wierzących, to w armii wyjątku od tego być nie może. I więcej, armia reprezentująca majestat Rzeczypospolitej w każdym jego wymiarze nie może nie podkreślać także swojego szczególnego zaangażowania w sprawy wiary.

– Więcej wojska w kościele i Kościoła w wojsku?

– Najogólniej można by tak to ująć. Ale nie chodzi tu tylko o wojskowo-religijne rytuały, lecz także o tak konkretne działania żołnierzy, jak np. niedawna pomoc wojska w przetransportowaniu i zainstalowaniu figury Chrystusa Króla w Poznaniu. Traktujemy tego rodzaju misję żołnierzy polskich jako coś oczywistego. Z dwóch powodów – właśnie dlatego, że mamy do czynienia z symbolem religijnym, któremu należy się cześć, oraz dlatego, że wojsko miało przywilej wzięcia udziału w odbudowie symboliki historycznej miasta. Ta figura jest elementem pejzażu historycznego Poznania.

– Dobra zmiana w wojsku polega więc nie tylko na materialnej reanimacji wojska, ale także na wskrzeszaniu jego nieco zapomnianego ducha?

– Tak. To przede wszystkim bardzo wyraźnie postawiony prymat wymagań i wzorów moralnych, ale też wymóg ściślejszych związków wojska ze społeczeństwem, zarówno w obszarze zawodowym, jak i na polu współdziałania armii z innymi instytucjami państwowymi i z samorządami. Chodzi tu o odbudowanie dobrego wizerunku żołnierza i jego roli jako przewodnika, także w zachowaniach moralnych i obywatelskich.

– Bo – przyzna Pan Profesor – z tzw. morale w polskiej armii ostatnimi czasy nie było najlepiej...

– To, niestety, prawda. W ostatnich dziesięcioleciach mieliśmy do czynienia z wieloma przykładami wręcz demoralizacji wojska. Na pewno proces rugowania tego typu zachowań nie będzie krótki, a jego efekty nie będą szybko widoczne.

– Nie będzie żadnych przyspieszonych kursów umoralniających żołnierzy?

– W żadnym razie! Wydaje się, że osoby niegodne, uwłaczające honorowi munduru, z wojska już odeszły, a jeśli jeszcze takie są, to na pewno odejdą... Nikogo nie zamierzamy na siłę umoralniać. Zakładamy oddziaływanie przez odpowiednie wzory, które muszą iść przede wszystkim od dowódców każdego szczebla, oraz bardzo jasny przekaz ze strony kierownictwa resortu. To już się dzieje.

* * *

Prof. Wojciech Fałkowski
Historyk, nauczyciel akademicki i urzędnik państwowy, działacz opozycji demokratycznej w PRL-u, był przewodniczącym zespołu przy prezydencie Warszawy Lechu Kaczyńskim ds. oszacowania strat Warszawy i jej mieszkańców w latach okupacji niemieckiej 1939-45. Od 2015 r. podsekretarz stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej.

Reklama

Kaja Godek ws. "Zatrzymaj aborcję": skupiamy się na działaniach w Sejmie

2019-11-13 12:39

lk / Warszawa (KAI)

Inicjatorzy akcji "Zatrzymaj aborcję", czyli obywatelskiego projektu dotyczącego likwidacji tzw. aborcji eugenicznej, zapowiedzieli, że skupią się na działaniach prowadzących do uchwalenia swojej inicjatywy w Sejmie, nie będą natomiast pracować nad antyaborcyjnym wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego z uwagi na nieskuteczność tej strategii w ostatniej kadencji parlamentu. - Nie chcemy po raz kolejny blokady w Trybunale - wyjaśnia Kaja Godek, pełnomocniczka Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej "Zatrzymaj aborcję".

Magdalena Kowalewska

Wczoraj rozpoczęło się posiedzenie Sejmu IX kadencji. Oznacza to, że wniosek poselski do Trybunału Konstytucyjnego złożony dwa lata temu przez 107 posłów przepadł. Wnioski poselskie podlegają bowiem dyskontynuacji, czyli mogą być rozpatrywane tylko dopóty, dopóki trwa kadencja, w której zostały złożone.

- To, że prezes TK Julia Przyłębska - główna hamulcowa wniosku - naruszyła w ten sposób podstawy ustrojowe państwa (prawo posłów do uzyskania od TK orzeczenia ws. konkretnych przepisów i ich zgodności z ustawą zasadniczą) - pisałam już nie raz" - napisała na swoim profilu na Facebooku Kaja Godek.

Jej zdaniem, Julia Przyłębska powinna ponieść z tego powodu konsekwencje i nigdy więcej nie pełnić już żadnych funkcji państwowych. Ponadto, zdaniem Godek, "sensowny wydaje się także postulat likwidacji samego Trybunału Konstytucyjnego - instytucji niedziałającej, skompromitowanej, zależnej od bieżącej polityki i ubezwłasnowolnionej". - Marnowanie pieniędzy podatnika, a niewykonywanie obowiązków - to nie są powody, dla których powołano TK - stwierdziła Kaja Godek.

"Ale jeszcze ważniejsze są losy dzieci poczętych z wadami - tych nienarodzonych, którym grozi zabicie za wadliwy gen i tych już narodzonych, które obecna ustawa piętnuje i stawia w pozycji obywateli drugiej kategorii" - uważa pełnomoniczka inicjatywy "Zatrzymaj aborcję".

W jej opinii, obecnie należy przede wszystkim odrobić lekcję z tego, co działo się w sprawie aborcji. - Z pewnością wiemy już, że zgoda kierownictwa PiS na złożenie wniosku do TK nie była manewrem obliczonym na spokojne i pozbawione politycznych napięć wprowadzenie ochrony życia. Między bajki można włożyć deklaracje sędzi Przyłębskiej z listopada 2017 o tym, że rozpatrzenie wniosku jest "kwestią miesięcy". Posłom PiSu nakazano mówić, że aborcja ma poczekać, bo orzeczenie wyda Trybunał i tak też mówili ci wszyscy, którzy chcieli uspokoić sytuację wokół tematu eugeniki - opisuje Kaja Godek.

"Tymczasem sytuacja wcale się nie uspokajała, trzy legalne morderstwa dziennie to nie jest spokój społeczny, nawet jeśli na ulice nie wylegają manifestacje. Prolajferzy podnosili zatem nieustannie potrzebę uszczelnienia ochrony życia. A Trybunał - choć stale ponaglany - milczał. Milczała też sejmowa komisja, a potem podkomisja, bo przecież kazano im czekać na Trybunał. I tak błędne koło się zamykało" - przypomniała Godek.

Jej zdaniem, "jest jasne, że zgoda na złożenie wniosku do TK została wydana przez Jarosława Kaczyńskiego wyłącznie po to, aby ochronę życia odwlec 'na święte nigdy'".

- Blokada okazała się niezwykle skuteczna. Do posłów wyznaczonych do rozpatrzenia projektu ustawy łatwo wyborcom dotrzeć i naciskać, do sędziów Trybunału znacznie trudniej. Co wytrwalsi, dzwoniąc lub pisząc na Aleję Szucha rozbiją się o sekretariat, a samych sędziów trudne rozmowy ominą. Poza tym sędziowie nie zależą od wyborców, więc żadna to dla nich presja, że ktoś dzwoni - zauważyła Godek.

Działaczka pro-life uważa, że obecnie składanie kolejny raz wniosku poselskiego do Trybunału będzie oznaczało kolejną blokadę ochrony życia na całą kadencję. - Szaleństwem jest bowiem robić to samo, a oczekiwać innych rezultatów - stwierdziła.

- Jarosław Kaczyński, który wartości katolickie wyciąga na sztandary już tylko w sferze retoryki, bo działań w tym obszarze nie podejmuje, właśnie opracował i przećwiczył doskonałą metodę sekowania prawnej ochrony nienarodzonych dzieci. Metoda ta gwarantuje prezesowi PiS nie tylko utrzymanie eugeniki w polskim prawie, ale i wizerunkowe zwycięstwo pod hasłem "my złożyliśmy wniosek do TK, my jesteśmy za życiem" - napisała Godek.

Dlatego - jej zdaniem - prezes PiS bardzo liczy na ponowny ruch posłów w sprawie Trybunału. - Znów będzie mógł mamić Episkopat, pacyfikować posłów mówiąc, że mają czekać na orzeczenie, a wyborcom przekazywać, że droga przez Trybunał jest lepsza, bo ustawy można zmieniać, a orzeczeń TK nie i to dlatego PiS "czeka" na TK - uważa działaczka pro-life.

Dodała, że gdy poseł Bartłomiej Wróblewski w 2017 r. składał poselski wniosek o stwierdzenie niekonstytucyjności tzw. przesłanki eugenicznej, była umiarkowaną entuzjastką tego rozwiązania. - Czas pokazał, że nawet to pozornie dobre posunięcie zostało przez PiS wykorzystane do złego celu - napisała Kaja Godek.

"Dlatego ze strony inicjatorów ustawy "Zatrzymaj aborcję" chcę z całą mocą podkreślić: żadnych nowych wniosków do TK! Dziś działania wszystkich posłów antyaborcjonistów powinny być nakierowane na wyjęcie z Komisji Polityki Społecznej i Rodziny ustawy "Zatrzymaj aborcję" i skierowanie jej do kolejnego czytania, a następnie do Senatu i podpisu Prezydenta" - podkreśliła.

"Nie chcemy po raz kolejny blokady ustawy przez składanie w Trybunale wniosku. A na dziś sytuacja z Trybunałem jest taka, jak była - i jeśli chodzi o jego umocowanie, i konstrukcję, i skład personalny" - uważa Godek.

Godek nie chce też, aby ktokolwiek składał nową ustawę o ochronie życia do Sejmu. - Kierownictwo rządzącej partii z radością zleciłoby w takim wypadku wyjęcie obu ustaw do czytania, zrobiło zamieszanie i podzieliło w ten sposób głosy pro-life w Sejmie. Ten manewr ćwiczyli już przy ustawie o in vitro i przy innych okazjach - stwierdziła działaczka pro-life.

Zaapelowała też, aby wszyscy, którzy "są dziś w parlamencie i mienią się obrońcami życia", zjednoczyli się w tej najważniejszej dla naszej Ojczyzny sprawie. - Panie i Panowie Posłowie, życie niepełnosprawnych dzieci jest w Waszych rękach. Nie uciekniecie od tej odpowiedzialności. Zostawcie za drzwiami podziały, frakcje i osobiste ambicje, działajcie mądrze. Uchwalcie projekt podpisany przez milion Polaków - podsumowała Kaja Godek.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Posłanka Lewicy przewodniczącą sejmowej komisji polityki społecznej i rodziny

2019-11-14 11:53

lk (KAI) / Warszawa

Magdalena Biejat z Lewicy została wybrana przewodniczącą sejmowej komisji polityki społecznej i rodziny, w której czeka na rozpatrzenie obywatelski projekt "Zatrzymaj aborcję". - Jestem przekonana, że dla nas wszystkich tutaj w centrum jest człowiek, od prawa do lewa - przekonywała Biejat. Jej kontrkandydatem był Grzegorz Braun z Konfederacji, który prosił o wybór, gdyż w tej komisji "ważą się sprawy życia i śmierci w Polsce". Ostatecznie nie został nawet wiceprzewodniczącym komisji.

pl. wikipedia.org
Magdalena Biejat

Zgodnie z regulaminem, przewodniczącym komisji zostaje poseł, który otrzyma najwięcej głosów. Na tę funkcję kandydowali Magdalena Biejat z Lewicy oraz Grzegorz Braun (Konfederacja). Posłanka wygrała, otrzymując 25 głosów.

Po wyborze Magdalena Biejat wyraziła przekonanie, że dla wszystkich członków komisji "w centrum jest człowiek, od prawa do lewa". - Możemy w różny sposób definiować najważniejsze potrzeby i sposób ich rozwiązywania, ale jestem przekonana, że będziemy potrafili ze sobą konstruktywnie współpracować, a rozwiązania, które będą wychodziły z tej komisji będą jak najlepsze dla Polek i Polaków - dodała.

Grzegorz Braun, zgłaszając swą kandydaturę, powiedział, że w tej komisji sejmowej "ważą się sprawy życia i śmierci w Polsce". - Przed tą komisją staje sprawa bezpieczeństwa życia ludzkiego, bez względu na płeć, wiek, wyznanie, samopoczucie, stan zdrowia, kondycję finansową. My chcielibyśmy, żeby człowiek był bezpieczny w Polsce, żeby życie ludzkie nie było zagrożone - powiedział poseł Konfederacji.

"Aborcja z przesłanek eugenicznych jest szczególnie perfidnym zamachem na nasze zasady cywilizacyjne i szczególnie tragiczne jest praktykowanie tej zasady antycywilizacyjnej w Polsce w odniesieniu do najbardziej bezbronnych, tak małych, że nie mogą się nawet odezwać we własnej obronie" - mówił dalej Braun.

Jak dodał, komisja polityki społecznej i rodziny zajmować się będzie także innymi zagadnieniami, jak np. kwestie ubezpieczeń społecznych, ale najistotniejsze są "sprawy początków życia ludzkiego". - Jesteście tutaj panami i paniami życia i śmierci - zwrócił się do pozostałych członków komisji.

"Kompromis aborcyjny, tak usilnie rekomendowany w Polsce przez kolejne dekady, stawia nas, szanowni państwo, cywilizacyjnie, dokładnie na poziomie wybitnych działaczy socjalistycznych XX wieku, a konkretnie Trzeciej Rzeszy Adolfa Hitlera" - powiedział Grzegorz Braun.

Jego zdaniem, oddanie przewodniczenia obradom komisji przedstawicielom Lewicy będzie "prostą drogą do zamiecenia pod dywan, włożenia do kolejnej zamrażarki w Trybunale w najlepszym wypadku, projektów ustaw, które mają na celu gwarancję bezpieczeństwa życia ludzkiego".

Grzegorz Braun zgłosił następnie swoją kandydaturę na jednego z wiceprzewodniczących, ale otrzymał jedynie pięć głosów (przy 15 przeciwnych).

Wiceprzewodniczącymi komisji zostały wybrane Urszula Rusecka (PiS), Magdalena Okła-Drewnowicz (KO), Agnieszka Ścigaj (PSL-Kukiz`15) i Teresa Wargocka (PiS).

Do sejmowej komisji polityki społecznej i rodziny trafił w ubiegłej kadencji, w celu rozpatrzenia, obywatelski projekt "Zatrzymaj aborcję". Jego celem jest wykreślenie z ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży tzw. przesłanki eugenicznej, pozwalającej na aborcję dzieci, u których stwierdzono podejrzenie nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu.

Pod projektem podpisało się 850 tys. Polaków. Dokument nie był jednak w żaden sposób procedowany. Miała się nim zająć specjalna podkomisja, ale jej członkowie nie zebrali się w tym celu ani razu.

Zgodnie z zasadą dyskontynuacji, "Zatrzymaj aborcję" jak projekt obywatelski nie musi być zgłaszany ponownie do laski marszałkowskiej w nowej kadencji, zatem posłowie komisji mogą się nim zająć.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem