Reklama

Święci i błogosławieni

Moja ciocia jest w niebie…


Z Agi Bojaxhiu Guttadauro – bratanicą Matki Teresy z Kalkuty – rozmawia Aleksandra Zapotoczny

2016-08-24 09:00

Niedziela Ogólnopolska 35/2016, str. 8-9

[ TEMATY ]

św. Matka Teresa z Kalkuty

PAP/Newscom

Matka Teresa z Kalkuty

Kiedy wspominamy Matkę Teresę, przed naszymi oczami staje postać w białym sari, schylająca się nad biednymi na ulicach Kalkuty. Ta zakonnica o drobnej budowie ciała jest laureatką nagród krajowych i międzynarodowych, a także najwyższych odznaczeń, w tym Pokojowej Nagrody Nobla (1979 r.). Przez całe życie pracowała, pomagała ludziom, apelowała o poszanowanie godności człowieka, sprzeciwiała się aborcji, eutanazji i antykoncepcji. Założone przez nią Zgromadzenie Sióstr Misjonarek Miłości z Indii powędrowało na cały świat, gdzie zakładało sierocińce i hospicja. Powstała także męska gałąź zgromadzenia – Bracia Misjonarze Miłości. Matka Teresa zostawiła po sobie ślad także w Rzymie – wraz z Janem Pawłem II, z którym łączyła ją głęboka przyjaźń, założyli w 1988 r. przytułek dla bezdomnych „Dar Maryi”.

Agi Bojaxhiu Guttadauro jest jedyną żyjącą krewną Matki Teresy z Kalkuty, córką Lazara, brata Matki Teresy. Jest zamężna z obywatelem włoskim, mieszka na Sycylii. To ona towarzyszyła swojej cioci w podróży do Oslo, gdzie zakonnica odbierała Nagrodę Nobla. Za każdym razem, kiedy Matka Teresa przyjeżdżała do Włoch, jej bratanica starała się z nią spotkać, mimo że podczas tych spotkań częściej modliły się, niż rozmawiały.

Reklama

A. Z.

* * *

ALEKSANDRA ZAPOTOCZNY: – Jak wspomina Pani swoją ciocię?

AGI BOJAXHIU GUTTADAURO: – Zawsze myślę o miłości, którą żywiła do mnie, a przede wszystkim do mojego ojca, swojego brata, starszego od niej o 2 lata. Matka Teresa i mój tata byli ze sobą bardzo zżyci. Poznałam ją osobiście w 1966 r. – wcześniej znałam ją tylko z opowieści mojego ojca. Gdy byli dziećmi, ona mu pomagała w zadaniach domowych, a on przygotowywał jej jedzenie. Później pisali do siebie listy.
Wprawdzie nie była przy jego śmierci, ale odwiedziła go na kilka miesięcy przed jego odejściem. Z tego spotkania pamiętam bardzo zabawną sytuację. Mój ojciec leżał w rzymskiej klinice. ona objęła go wówczas serdecznie i powiedziała, że musi być szczęśliwy, bo za chwilę ujrzy Jezusa. Mój ojciec zażartował: „Może chciałabyś się ze mną zamienić, ty pójdziesz do Niego, a ja zostanę tutaj?”. Kiedy spotkałyśmy się po jego śmierci, Matka Teresa przyjęła mnie w swoim pokoju, co nigdy wcześniej się nie zdarzało, gdyż nie otwierała drzwi nikomu spoza klasztoru. Usiadłyśmy, a ona objęła mnie, wzięła moją rękę i powiedziała, że zostałyśmy tylko dwie z naszej dużej rodziny.

– Wiele razy mówi Pani, że boi się mówić o swojej cioci, by nie umniejszyć jej osoby. Być może patrząc na tę pokorną siostrę, zapominamy, że była kobietą bardzo wykształconą...

– Tak, to prawda, Matka Teresa była osobą wykształconą, jak cała nasza rodzina od pokoleń. Także moja ciocia miała warunki, by się kształcić. Pochodziła z dobrego domu, była kochana przez rodziców i otoczona ich troską. Jej rodzina była na poziomie: wszystkie dzieci studiowały, mój ojciec we Francji, Włoszech, podobnie jego siostry, Agnes – Matka Teresa i Age. Zasadami mojej rodziny były: rygor, dyscyplina i modlitwa. Matka Teresa nie była w żadnym wypadku dyletantem. Była bardzo inteligentna i używała subtelnej ironii, ale potrafiła też użyć dosadnych słów, kiedy wymagała tego sytuacja.

– Co myślała Pani, gdy patrzyła na swoją ciocię, pochylającą się nad chorymi lub odbierającą Pokojową Nagrodę Nobla?

– Za każdym razem uświadamiałam sobie, że jej życie jest poświęcone bliźnim. Wykonywała ciężką pracę, kiedy np. myła chorych czy prała ręcznie ich prześcieradła. Matka Teresa robiła to z wielką łatwością i energią, której ja, chociaż jestem od niej młodsza, nie mam. Kiedy pojechałyśmy odebrać Nagrodę Nobla, było to emocjonujące także dla niej samej. W kraju, w którym w tamtych czasach aborcja była zabiegiem powszednim, Matka Teresa wypowiedziała zdanie: „Dzieci, których nie chcecie, dajcie mnie, ja za was będę je wychowywać”.

– Matka Teresa nie rozstawała się z różańcem...

– Tak, zawsze trzymała go w ręce. Kiedy tylko miała wolną chwilę, była gotowa się modlić, zwłaszcza w samochodzie, w czasie drogi do klasztoru. Matka Teresa przyjeżdżała do Rzymu w maju na śluby zakonne, miała wtedy mnóstwo spotkań z siostrami, a ja, by móc pobyć z nią, często jej towarzyszyłam. Wyjeżdżałyśmy rano o godz. 7 i wracałyśmy późnym wieczorem. Za każdym razem, kiedy rozmowy w samochodzie ustawały, Matka Teresa przesuwała paciorki różańca, który trzymała w ręce.

– Jakie przesłanie pozostawiła dla nas Matka Teresa?

– Powiedziała wiele zdań, które zebrano i przetłumaczono na wiele języków. Mnie osobiście bliska jest myśl o rodzinie, która według Matki Teresy jest centrum świata. Mówiła, że w czasie wspólnej modlitwy jesteśmy w stanie wzmocnić nasz węzeł małżeński. Fakt, że jesteśmy rodzicami, sprawia, że jesteśmy odpowiedzialni za nasze dzieci, a one za nas.

Archiwum Autorki

Bratanica Matki Teresy (z kielichem) w dniu beatyfikacji swojej cioci na Placu św. Piotra w Rzymie, 19 października 2003 r.

– Jak określiłaby Pani relację między Matką Teresą a Janem Pawłem II?

– Relacja ta była bardzo serdeczna, wzajemnie się o siebie troszczyli i rozumieli. Było to przede wszystkim spotkanie ich idei. W życiu rzadko się zdarza, by dwie osoby miały tak zgraną harmonię wartości, ideałów, stylu bycia. Oni widzieli świat oczami miłości, a równocześnie widzieli go takim, jaki jest naprawdę. I co najbardziej mnie zaskoczyło podczas beatyfikacji Matki Teresy – kiedy niosłam w darze ołtarza kielich, spojrzałam w oczy papieżowi Janowi Pawłowi II i zauważyłam, że miał ten sam kolor oczu, co Matka Teresa.
Podczas ostatniego pobytu cioci w szpitalu byłam świadkiem wielu telefonów od Papieża. Za każdym razem, kiedy byłam przy jej łóżku, Jan Paweł II dzwonił do niej, żeby zapytać o stan jej zdrowia. A ona na boku zbierała dla niego różańce i małe, fosforyzujące plastikowe figurki Matki Bożej. Mówiła, że Papieżowi będą się podobały, więc trzeba mu je przesłać. Mieć ciocię w niebie jest czymś wyjątkowym, modlę się do niej każdego wieczoru przed snem. Jest moim światłem, moją gwiazdą, moim aniołem stróżem.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Daj mi ocalić choć jedną duszę

2019-08-21 11:24

Niedziela Ogólnopolska 34/2019, str. 20-21

[ TEMATY ]

św. Matka Teresa z Kalkuty

Krzysztof Tadej

Renata Kutera-Zdravkovska

Urodziła się i wychowała w Skopje – w mieście, które obecnie jest stolicą Macedonii Północnej. Mieszkała tam przez 18 lat. Nie ma już jej domu, nie ma również śladu po kościele, w którym codziennie się modliła. W 2009 r. w Skopje otwarto Dom Pamięci Matki Teresy. Znajdują się tam pamiątki związane ze świętą. Przez ponad 10 lat dyrektorem tej instytucji była Polka – Renata Kutera-Zdravkovska

KRZYSZTOF TADEJ: – Od 35 lat mieszka Pani w Skopje. Dlaczego?

RENATA KUTERA - ZDRAVKOVSKA: – Na początku lat 80. ubiegłego wieku, gdy studiowałam psychologię w Krakowie, poznałam Macedończyka. Przyjechał odwiedzić znajomych. Mieszkał kilka dni w domu studenckim i tam się poznaliśmy.

– Od razu rozpoczęła się wielka miłość?

– Dużo rozmawialiśmy. Już od pierwszych chwil miałam wrażenie, że znamy się od 100 lat. To było zadziwiające! W ostatnim dniu pobytu w Polsce przyszedł się pożegnać. Pamiętam, że wtedy w Krakowie ciągle padał śnieg i z trudem chodziło się po ulicach. Do tego to były czasy, że nic nie można było kupić. A on... przyniósł mi przepiękną magnolię.

– Romantycznie. Pomyślała Pani: Będzie moim mężem?

– Nie wyobrażałam sobie, że mogę na stałe wyjechać z Polski.

– I...?

– Przez 3 lata jeździliśmy do siebie – ja do Skopje, on do Krakowa. Szybko się przekonałam, że jest bardzo dobrym człowiekiem. Do tego wierzącym, mimo że w dawnej Jugosławii tak wielu było ateistów. Początkowo rodzice sprzeciwiali się tej znajomości. On był prawosławny, ja pochodzę z pobożnej katolickiej rodziny. Wkrótce jednak zobaczyli jego dobroć. Zdecydowaliśmy się na ślub. Oczywiście, kościelny. I tak znalazłam się w Skopje.

– Tam pojawiła się Pani „druga miłość”, czyli Matka Teresa...

– Można tak powiedzieć. Kiedy mieszkałam w Krakowie, przeżywałam wybór kard. Karola Wojtyły na papieża. Później żyłam wszystkim, co było związane z Janem Pawłem II. W tym czasie moja mama opowiadała o Matce Teresie – o jej działalności, pomocy umierającym, trędowatym, biednym. Kiedy przyjechałam do Skopje, zorientowałam się, że Matka Teresa jest tam prawie nieznana, miałam wrażenie, że w Polsce więcej wiemy o tej wspaniałej osobie. Społeczeństwo było tam bardzo zateizowane.

– W 2009 r. została Pani dyrektorem muzeum – Domu Pamięci Matki Teresy.

– Do dzisiaj uważam, że to był cud w moim życiu. Z okazji 100. rocznicy urodzin Matki Teresy władze postanowiły zbudować muzeum. Było wielu chętnych do objęcia stanowiska dyrektora. Ja nie uczestniczyłam w tych „przepychankach”. Pracowałam w Muzeum Narodowym w Skopje. Któregoś dnia zadzwoniła pani minister kultury. Powiedziała, że obserwowała moją pracę i że według niej, jestem najlepszym kandydatem do prowadzenia muzeum. To był jeden z najszczęśliwszych dni. Chodziło przecież o zorganizowanie miejsca pamięci tak wspaniałej, świętej osoby.

– Muzeum powstało w szczególnym miejscu...

– Do 1963 r. znajdowała się tam katedra katolicka pw. Najświętszego Serca Jezusowego. Matka Teresa w katedrze została ochrzczona, przyjęła I Komunię św. i sakrament bierzmowania. Jako młoda dziewczyna codziennie przychodziła do kościoła i długo się modliła.

– W 1963 r. w Skopje doszło do silnego trzęsienia ziemi. Zginęło 1,7 tys. osób, ponad 3 tys. zostało rannych. Zniszczeniu uległo prawie 80 budynków w mieście. W przewodnikach można przeczytać, że poważnie została uszkodzona katedra i musiała zostać rozebrana.

– Rozmawiałam z ludźmi, którzy przeżyli trzęsienie ziemi. Twierdzili, że zarówno dom rodzinny Matki Teresy, jak i katedra nie wymagały rozbiórki. Można było je wyremontować. Zapadła jednak decyzja polityczna o wyburzeniu katedry. Taki los spotkał też zresztą cerkwie prawosławne. Pod wieloma względami to miejsce jest więc szczególne. Również dlatego, że w muzeum – Domu Pamięci Matki Teresy znajduje się kaplica, w której odprawiane są Msze św. Po otwarciu muzeum katolicy płakali ze szczęścia. Mówili, że nie wierzyli, iż jeszcze będą mogli uczestniczyć w Mszy św. odprawianej w centrum Skopje.

– W tej kaplicy odprawiane są również Msze św. w języku polskim.

– Przyjeżdża do nas polski kapelan z Kosowa. Przybywa dużo grup pielgrzymkowych z naszego kraju. Poza tym to miejsce odwiedzają pielgrzymi z całego świata. Msze św. są odprawiane w wielu językach, np. po węgiersku czy koreańsku.
Myślę, że Dom Pamięci Matki Teresy stał się miejscem, które łączy ludzi różnych kultur, wyznań, przekonań. Muzeum odwiedza w ciągu roku ok. 100 tys. osób. Wśród nich jest wiele grup turystycznych z krajów muzułmańskich, np. Malezji czy Indonezji.

– Jakie są największe atrakcje w muzeum? Co można w nim zobaczyć?

– Znajdują się tu oryginalne sari Matki Teresy, modlitewnik, z którego modliła się podczas pobytu w Skopje, wiele autoryzowanych kopii dokumentów, tj. akt chrztu, rękopisy. Mamy unikatowe fotografie i wiele filmów dokumentalnych. Odtworzyliśmy wnętrze typowego mieszczańskiego domu w Skopje z początku XX wieku – takiego, w jakim mieszkała Matka Teresa. Są również polskie akcenty. Jeden z dwóch pomników Matki Teresy przed wejściem do muzeum został wykonany przez prof. Gustawa Zemłę. W środku znajduje się witraż przedstawiający Matkę Teresę, podarowany przez witrażystę Krzysztofa Króla. Mamy kopie dokumentacji z 1993 r., gdy Uniwersytet Jagielloński uhonorował Matkę Teresę doktoratem honoris causa. Co ciekawe, Matka Teresa nie przyjechała do Krakowa. Uroczystość odbyła się – zgodnie z jej życzeniem – w Warszawie, w sali, w której na co dzień wydawane były posiłki dla biednych.

– Podczas zbierania pamiątek związanych z Matką Teresą i prowadzenia prac badawczych w archiwach dowiadywała się Pani o wielu szczegółach z życia świętej. Co zrobiło na Pani największe wrażenie?

– Zachwycałam się energią, aktywnością Matki Teresy i tym, co udało jej się osiągnąć. Była niska, drobna – maleńka, a jednak potrafiła wytrzymać tak wiele. Gdy oglądałam filmy dokumentalne z Kalkuty, zobaczyłam zgiełk miasta, ulice z cierpiącymi ludźmi. Zastanawiałam się, czy byłabym w stanie wytrzymać choćby 1 proc. tego, co przeżyła Matka Teresa.
Inna jej cecha to pokora. Kiedyś siostry ze zgromadzenia Matki Teresy powiedziały mi, że w ciągu całego swojego życia otrzymała ponad 700 nagród, wyróżnień, odznaczeń. Przyznawano je Matce Teresie, mimo że ich nie chciała. Wzbraniała się przed uroczystościami, odczytami i odbieraniem tych nagród.
Ocaliła wiele dusz. Pomogła tysiącom cierpiących. Nie wahała się zawierzyć życia Bogu, choć nieraz musiała dokonywać trudnych wyborów.

– Na przykład gdy wyjeżdżała ze Skopje – miała wtedy zaledwie 18 lat...

– Z mamą i siostrą pojechały wówczas do Zagrzebia. Tam się pożegnały. Okazało się, że to było ostatnie pożegnanie. Matka z siostrą wróciły do Skopje, a później przeniosły się do Tirany w Albanii. Kiedy Matka Teresa zaczęła jeździć po świecie, bardzo chciała odwiedzić mamę i siostrę. Albańskie władze jednak nie udzielały na to zgody. Cofano ją z granicy. Próbowała przejechać z konwojem Czerwonego Krzyża, ale również jej nie wpuszczono. Wreszcie, gdy jej mama chorowała, władze stwierdziły, że może przyjechać do Albanii, ale już nie będzie mogła wyjechać z kraju. Matka Teresa musiała wybierać między dobrem zakonu, który założyła, a spotkaniem z cierpiącą, w zasadzie umierającą matką. I nie pojechała.

– Kiedy w Skopje „odkryto” Matkę Teresę? Kiedy przekonano się, że to wybitna postać, która dokonała tak wiele dobra?

– To zasługa przede wszystkim prawosławnego dziennikarza Stojana Trenczewskiego. Spotkał Matkę Teresę podczas jakiejś międzynarodowej konferencji w Genewie i się nią zachwycił. Pisał o niej artykuły, książki, opowiadał o Matce Teresie wszystkim, których spotykał. Po jej śmierci podkreślał, że noblistka ze Skopje zasługuje na pomnik i muzeum. I to właśnie on przyczynił się do tego, że dzisiaj wszyscy w Skopje wiedzą, kim była Matka Teresa.

CZYTAJ DALEJ

Dlaczego chrzcimy dzieci, a nie dorosłych?

2020-01-08 08:08

Niedziela Ogólnopolska 2/2020, str. 11

[ TEMATY ]

chrzest

Internet

Chrzest jest najpiękniejszym darem, dlaczego więc pozbawiać go dzieci? Dlaczego krępować działanie Ducha Świętego w ich sercach i umysłach?

Kto naprawdę wierzy w skutki sakramentu, ten wie, że chrzest sprawia, iż stajemy się dziećmi Bożymi, otrzymujemy Ducha Świętego i zostajemy włączeni do Kościoła, w którym z czasem możemy przyjąć kolejne sakramenty. Skoro – w myśl słów św. Grzegorza z Nazjanzu – chrzest jest najpiękniejszym darem, dlaczego pozbawiać go dzieci? Dlaczego krępować działanie Ducha Świętego w ich sercach i umysłach? To przecież dzięki Niemu będą mogły kiedyś świadomym aktem wiary przyjąć Jezusa jako Pana i Zbawiciela, bo „chrzest dzieci domaga się katechumenatu pochrzcielnego” (Katechizm Kościoła Katolickiego, 1231). Ziarno wiary jest łaską, a ta może być przyjęta, jeśli spadnie na właściwie przygotowany grunt.

Duch Święty działający w duszy dziecka może je łatwiej przygotować na świadome przyjęcie wiary w wieku dojrzałym.

Jasne świadectwa tego, że chrztu udzielano dzieciom pochodzą z II wieku. Czy mogło tak być wcześniej? Wszystko na to wskazuje.

Biblijnych argumentów za chrztem dzieci jest kilka. W starożytności pod pojęciem „dom” rozumiano nie tylko wszystkich członków rodziny, w tym dzieci i niemowlęta, ale nawet sługi i niewolników (Dz 11, 14). Gdy Korneliusz wraz z całym domem przyjął chrzest, oznacza to także chrzest dzieci (Dz 10, 47-48). Wraz z całym domem chrzest przyjęli niejaka Lidia w Filippi (Dz 16, 15), strażnik więzienia, w którym przetrzymywani byli Paweł i Sylas (Dz 16, 33), Tycjusz Justus, przełożony synagogi w Koryncie (Dz 18, 8) czy Stefanas, mieszkający w tym samym mieście (1 Kor 1, 16). Trudno przypuścić, aby w żadnym z tych „domów” przyjmujących chrzest nie było ani jednego dziecka.

Z czasem, gdy Kościół się rozwijał, praktyka udzielania chrztu niemowlętom upowszechniała się coraz bardziej. Chrześcijanie odwoływali się do słów Jezusa: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże” (Mk 10, 14).

Już w dniu Pięćdziesiątnicy, gdy po raz pierwszy Piotr głosił najpiękniejszą wieść o zbawieniu, dodał: „Bo dla was jest obietnica i dla dzieci waszych” (Dz 2, 39).

Inny argument za chrztem niemowląt wynika z faktu, że Jezus był Żydem i nauczał wśród Żydów, a ci przecież obrzezywali niemowlęta. Trudno sobie wyobrazić, dlaczego Jezus – Żyd miałby zmieniać ten zwyczaj inicjacji niemowląt, który wywodzi się z Jego własnej religii, i nakazywać przyjmowanie do Kościoła tylko dorosłych. To raczej nieprawdopodobne. Gdyby takie było Jego pragnienie, z pewnością znalazłoby ono wyraz w Ewangelii.

Jest także bardziej egzystencjalny argument za chrztem dzieci. Bardzo poruszyło mnie świadectwo egzorcysty, który wiele lat spędził w Afryce. Zdarzało się, że dwie rodziny pokłóciły się ze sobą. Członkowie jednej z nich szli do czarownika, by ten rzucił urok lub przekleństwo na wrogów. Gdy urok padał na rodzinę chrześcijańską, dzieci nigdy nie doznawały uszczerbku. Jeśli czary skierowane były przeciw rodzinie pogańskiej, dzieci często zapadały na trudne do zdiagnozowania słabości. „Nie potrzeba mi innych dowodów, że chrzest dzieci jest potrzebny” – mówił egzorcysta. „Dziecko ochrzczone nie jest w stanie popełnić grzechu śmiertelnego, gdyż nie ma jeszcze pełnej świadomości winy. To oznacza, że od chwili chrztu zawsze mieszka w nim Duch Święty. I dlatego rzucane uroki nie mają żadnej mocy”. I dodawał: „Kłopot zaczyna się wtedy, gdy ktoś ochrzczony zrywa z Duchem Świętym przez grzech śmiertelny. Wówczas naraża się na działanie złego”.

Odmowa chrztu dzieciom nie ma egzystencjalnego uzasadnienia. Czy osobom, które rodzą się niepełnosprawne umysłowo i nigdy nie dojdą do świadomego przeżywania wiary, należy odmówić chrztu? Czy należy odmówić namaszczenia chorych osobom nieprzytomnym, nieświadomym, dotkniętym amnezją? Są przecież równie nieświadome jak dzieci. Czy posunięta miażdżyca jest podstawą do odmówienia Komunii św.? Oczywiście, że nie. Podobnie jest z sakramentem chrztu.

Nie jest więc tak, że chrztu nie udzielano niemowlętom w pierwotnym Kościele i protestanci przywrócili ten stan rzeczy, lecz odwrotnie – to właśnie niektóre wspólnoty protestanckie odeszły od praktyki udzielania chrztu dzieciom. Praktyki, która ma solidne podstawy biblijne i świadectwa nieprzerwanej Tradycji Kościoła.

CZYTAJ DALEJ

Miechów: diecezjalny zlot kolędników misyjnych z udziałem bp. Piotrowskiego – byłego misjonarza

2020-01-25 17:36

[ TEMATY ]

misje

bp Jan Piotrowski

Miechów

Władysław Burzawa

Matka Boża bierze nas za rękę, czasem może niepokornych i nieposłusznych, ale Ona nie rezygnuje – mówi bp Jan Piotrowski

Grupy kolędników misyjnych z kilkudziesięciu parafii diecezji kieleckiej uczestniczyły dzisiaj w diecezjalnym spotkaniu kolędników misyjnych w sanktuarium Grobu Bożego, z udziałem misjonarza z Peru, delegatów Papieskich Dzieł Misyjnych oraz bp. Jana Piotrowskiego – byłego misjonarza w Ameryce Południowej.

Bp Jan Piotrowski przewodniczył Mszy św. z udziałem grup kolędniczych.

W homilii zauważył, że to właśnie Eucharystia przynagla wszystkich do dziękczynienia za dar wiary i łaskę chrztu św., a Boże Narodzenie przypomina o wielkiej miłości Boga do ludzi. – Bóg wciąż wychodzi nam naprzeciw i dosięga miłością miłosierną każdego człowieka – mówił biskup, cytując słowa Jana Pawła II, iż „każda kultura jest godna Ewangelii” oraz że „wiara umacnia się, gdy jest przekazywana”. – Chrześcijaństwo nie jest muzealnym obiektem – zastrzegał bp Piotrowski.

- Jesteście uczestnikami wielkiego dzieła, które wyrasta z wiary, aby stała się ona darem dla innych. Wasz dar pokonuje wszelkie granice, niesie wolność i nadzieję tym, którzy czekają na Pana Jezusa – zwrócił się do kolędników misyjnych bp Jan Piotrowski.

W trakcie spotkania o swojej posłudze misyjnej opowiadał zebranym ks. Grzegorz Pańczyk, który od 9 lat jest proboszczem ponad 22-tysiecznej parafii Puerto Bermudes w Peru, położonej na obszarze ok. 8 tys. kw. Dzieci odpowiadały na pytania dotyczące Peru i otrzymywały misyjne upominki.

Jak mówi KAI s. Monika Juszka RMI – sekretarz PDM, która wraz z Piotrem Eyoum uczestniczyła w wydarzeniu, diecezja kielecka obok katowickiej jest absolutnym liderem w pracy na rzecz misji. – Kolędowanie misyjne, w tym roku na potrzeby Amazonii obejmuje projekty ochrony zdrowia, ochrony życia, edukacji. Bardzo ważna w tych działaniach parafialnych jest przede wszystkim formacja dzieci i ich rodzin, niesienie radości Ewangelii, a dopiero potem zebrane datki – mówi s. Juszka.

- Ok. 60 tys. zł. zebrali w tym roku nasi kolędnicy misyjni i jest to piękny wynik, ale przede wszystkim jestem im wdzięczny, że uczą się ofiarować swój czas, o co dzisiaj tak trudno – podkreśla w rozmowie z KAI ks. Łukasz Zygmunt dyrektor diecezjalny Papieskich Dzieł Misyjnych.

Podczas dzisiejszego spotkania jego uczestnicy mieli okazję poznać także niezwykłą historię parafii w Miechowie. Były również animacje misyjne, zabawy w Indian peruwiańskich i rozstrzygnięcie konkursu na najpiękniejszą gwiazdę. Pierwsze miejsce przypadło parafii św. Jadwigi Królowej w Kielcach, drugie – par. Niepokalanego Poczęcia NMP z Buska-Zdroju, a trzecie św. Maksymiliana Kolbego z Wolicy – Tokarni.

W Miechowie znajduje się najstarsza w Europie replika Grobu Bożego. Kościół miechowski z został zbudowany na złożonej przez pobożnego rycerza Jaksę autentycznej ziemi z góry Golgoty, przywiezionej w workach w 1163 r. do Miechowa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję