Reklama

Kościół

Bałam się mistyki - ona i tak mnie znalazła. O filmie „Mistyczka” i kobiecie, której historii nie chciałam opisać

Jest w „Mistyczce” - filmie o Alicji Lenczewskiej - jedna scena, po której nie sposób wyjść z kina obojętnym. Alicja zamawia Mszę świętą i wypowiada: „Chcę ofiarować swoje życie za życie mojego brata”.

2026-08-22 22:19

[ TEMATY ]

felieton

Alicja Lenczewska

Mat.prasowy

Dorota Chotecka-Pazura jako Alicja Lenczewska

Dorota Chotecka-Pazura jako Alicja Lenczewska

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Kilkanaście lat temu otrzymałam propozycję od jednego z wydawnictw, bym napisała biografię Alicji Lenczewskiej. Odmówiłam. Bałam się, i mówię to bez wstydu, że nie mam kompetencji, żeby pisać o kimś, kto rozmawia z Jezusem. Historię potrafię zweryfikować w archiwum, relację świadka mogę nagrać i opisać, medialne studium przypadku mogę przygotować, ale mistyka? Ona nie zostawia po sobie akt. Zostawia tylko zeszyty, w których ktoś zapisuje zasłyszane z Góry słowa. Gdy odmówiłam wydawcy, miałam poczucie, że w ten sposób zamknęłam ten temat na zawsze.

Red

Ale jednak nie zamknęłam. Po latach, choć wcale tego nie planowałam, zostałam współautorką książki o innej mistyczce- kobiecie z Włoch, pani Francesce, której, jak twierdzi, objawia się błogosławiony Jerzy Popiełuszko. Zupełnie inny kontekst, inny kraj, inna epoka, a jednak, kiedy oglądałam „Mistyczkę” w reżyserii Jana Sobierajskiego, miałam wrażenie, że oglądam tę samą historię, tylko z innym imieniem w tytule. Tę samą postawę kobiet, które to spotkało: cichość, pokorę, dyskrecję. Tę samą codzienność, zwyczajność spraw ludzkich. I ten sam, uparcie powracający motyw: nie wielkie sprawy, tylko te najmniejsze, wierność obowiązkom i codzienna miłość jako dowód, że coś w życiu w ogóle ma sens.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Wracam do tej scysji, o której wspomniałam na wstępie, bo im dłużej o niej myślę, tym mocniej we mnie działa. Alicja zamawia Mszę świętą. „Chcę ofiarować swoje życie za życie mojego brata” - mówi (czule zwracała się do niego: „bratku”). Ksiądz, który przyjmuje intencję, odpowiada krótko: „Wykluczone”. A jednak, wbrew tym słowom, ta ofiara z miłości została przyjęta. Dla mnie, jeszcze raz to podkreślam, to jedna z najbardziej przejmujących scen tego filmu i chyba nie ma w nim niczego, co lepiej tłumaczyłoby, kim właściwie była Alicja Lenczewska. Bo cała ta historia, gdy się ją oczyści z mistyki, z „głosów” i „natchnień”, sprowadza się w gruncie rzeczy do jednego pytania: czy jesteś gotowy oddać życie za drugiego człowieka?

Alicja odpowiada na nie heroicznie. Gdy jej ukochany brat Sławomir otrzymał diagnozę nowotworu, ona nie idzie do kościoła zamówić Mszy o jego uzdrowienie. Idzie zamówić Mszę o wzięcie na siebie jego cierpienia, wraz ze wszystkimi jego konsekwencjami. „Mój brat ma żonę, ma córeczkę. Nie chcę, żeby je zostawił” - tłumaczy. Ksiądz mówi, że będą się modlić, że „jeśli Jezus będzie chciał, to sam go uzdrowi”, ale ona i tak dyktuje swoją intencję. Stawia na swoim.

I tu reżyser czyni coś, czego się nie zapomina: nie mówi wprost, czy to się „opłaciło”, nie ocenia tej „transakcji”. Po latach Lenczewska po prostu otrzymuje taką samą diagnozę: ma raka, już z przerzutami do kości, lekarze proponują ostatecznie leczenie paliatywne. „Dziękuję. Jestem przygotowana” - odpowiada. Tylko te trzy słowa. Żadnego dramatyzmu, żadnej pretensji. Jakby to wszystko od dawna działo się na jej życzenie.

Reklama

Drugi wątek, który mnie w tym filmie poruszył, jest znacznie skromniejszy w skali - „waży” mniej niż oddanie życia za bliźniego swego. To mistyka w codzienności. W bloku na dziewiątym piętrze, w szkole, w pokoju nauczycielskim, na wycieczkach, w spotkaniach z ludźmi. W realnym życiu. To przekonanie przewija się przez cały film i zdaje się wołać, że największa świętość dokonuje się właśnie w codzienności. „Nie oczekuj na czas, na sytuację, kiedy będziesz mogła dokonywać czynów wielkich. Nie dokonasz nic, jeśli nie dokonujesz ich teraz. Jeśli nie stać cię na heroizm miłości i świętości, w szarości życia i zdarzeń codziennych” - słyszy Alicja od Jezusa.

„Twoja mała codzienność i banalne czynności też mogą być święte i mogą uświęcać teraźniejszość”.

Głos, który do niej mówi, w ogóle nie brzmi jak głos kogoś, kto żąda heroizmu na pokaz. Częściej brzmi jak ktoś, kto uspokaja przestraszone dziecko: „Nie trwóż się i nie pytaj o nic. Zaufaj”. Kiedy ona sama się broni, mówiąc „ale ja jestem nieśmiała i łatwo się peszę”, słyszy w odpowiedzi: „Dam Ci moją moc. Dam Ci wszystko, co jest potrzebne”. A kiedy pyta, jak ma się zachowywać wobec tego wszystkiego, dostaje instrukcję zaskakująco skromną: „Bądź skromna i cicha, tak jak moja Matka”. Nie ma w tych słowach nic z patosu objawień, jakie znamy z niektórych świętych obrazków. Jest raczej czułość, powtarzana w kółko, jakby to było najważniejsze słowo tego filmu: „Kocham. Kocham. Bądź wśród ludzi promieniem mojej miłości, jaką wszystkich was obdarzam”.

Kiedy skończyłam oglądać film, wróciłam do tamtej rozmowy z wydawnictwem, którą odbyłam wiele lat temu. Zastanawiałam się, czego się właściwie tak bałam. Może tego, że mistyka, jeśli się w nią wejdzie na poważnie, nie pozwala już wyjść suchą nogą, nie pozwala pisać o niej z bezpiecznej, dziennikarskiej odległości?

Reklama

„Moja” włoska mistyczka Franceska i Polka Alicja Lenczewska nigdy się nie poznały, dzieli je pół Europy i inny język, a przecież obie usłyszały w gruncie rzeczy to samo przesłanie: że nie muszą być kimś więcej, żeby zostać wybrane, że mają być „skromne i ciche”, i że najważniejsza w ich życiu jest wiara i miłość. Obie w końcu okazały się świadkami czegoś, co przerosło ich własną biografię - jedna stała się głosem cierpiącego, ukrzyżowanego Chrystusa, druga - głosem ks. Popiełuszki - kapłana, który sam zginął, oddając życie za innych.

Nie napisałam wtedy książki o Alicji Lenczewskiej. Ale patrząc na ekran, miałam wrażenie, że w jakimś sensie i tak ją napisałam - tylko pod innym tytułem, z inną bohaterką, w innym kraju. Może właśnie o to w mistyce chodzi: że nie da się jej zamknąć w jednej biografii, bo powtarza tę samą historię tak długo, aż ktoś w końcu zechce jej uwierzyć.

Kiedy teraz o tym myślę, te dwa wątki - ofiara za brata i świętość w szarości dnia - wcale nie są osobne. To jedna i ta sama miłość, tylko odmierzana w innej skali.

Nie wiem, czy każdy wyjdzie z kina przekonany, że tytułowa „Mistyczka” słyszała głos Jezusa. Ale w to, że kochała swojego brata bardziej niż siebie, uwierzy każdy, kto choć raz w życiu kogoś naprawdę kochał.

Oceń: +85 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Czyste ręce

Gdy trwa gonitwa wyborcza, a chodzi o coś więcej niż funkcja sołtysa – nie wszystko jest takie, jakim się wydaje. Gdy w najbliższym czasie usłyszymy, zobaczymy coś dziwnego, nie dziwmy się, wierzmy oczom i uszom, nie przecierajmy ich. To nie złudzenie, UFO, lecz walka o byt.
CZYTAJ DALEJ

Najświętsza Maryja Panna Częstochowska

26 sierpnia to dzień Częstochowskiej Prowincji Kościelnej oraz święto patronalne Pomocników Maryi Matki Kościoła, ale to przede wszystkim uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej

Uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej zawdzięczamy staraniom bł. Honorata Koźmińskiego. Po upadku powstania styczniowego pragnął on zjednoczyć Polaków wokół Matki Najświętszej – Królowej Polski. Razem z ówczesnym przeorem Jasnej Góry o. Euzebiuszem Rejmanem wyjednali u papieża św. Piusa X ustanowienie święta Matki Bożej Częstochowskiej. Stało się to w roku 1904. Papież zaś Pius XI w 1931 r. pozwolił, by obchodzono je w całej Polsce. Zatwierdził też tekst Mszy św. i modlitwy brewiarzowej.
CZYTAJ DALEJ

Papież przypomina zawierzenie polskiego Kościoła Maryi w czasach komunizmu

2026-08-26 13:11

[ TEMATY ]

Leon XIV

Śluby Jasnogórskie

Vatican Media

Leon XIV pozdrowił Polaków zgromadzonych na Jasnej Górze w sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej, gdzie dziś po 70 latach odnowiono Jasnogórskie Śluby Narodu. Tekst ślubów ówczesny duchowy przywódca Polaków, kard. Stefan Wyszyński, napisał w komunistycznym więzieniu, a w dniu ślubowania powtarzało je w sanktuarium w Częstochowie pół miliona wiernych. Papież wskazał, że zawarty w nich program odnowy moralnej pozostaje aktualny także dziś - podaje Vatican News.

„Serdecznie pozdrawiam Polaków. Łączę się duchowo ze zgromadzonymi w Częstochowie” – powiedział Leon XIV podczas audiencji generalnej. Papież przypomniał Jasnogórskie Śluby Narodu – wielkie wydarzenie Kościoła w Polsce, które było jednym z kluczowych momentów obrony religijności i odnowy duchowej Polaków w okresie komunistycznego ucisku i po dramacie II wojny światowej.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję