Reklama

Niedziela Podlaska

Priorytetem długofalowa pomoc

Z Agnieszką Patralską – menedżerem ds. Dnia Papieskiego przy Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia”, absolwentką Fundacji pochodzącą z naszej diecezji – rozmawia ks. Marcin Gołębiewski

KS. MARCIN GOŁĘBIEWSKI: – Od blisko 4 lat pracuje Pani w Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia”. Związała się z nią Pani jednak nieco wcześniej, przynależąc do grona stypendystów. Co Pani przyniósł udział w stypendium i w jaki sposób pomoc Fundacji wpłynęła na Pani przyszłość?

AGNIESZKA PATRALSKA: – Jestem bardzo wdzięczna Panu Bogu i św. Janowi Pawłowi II, że dane mi było przynależeć do programu stypendialnego prowadzonego przez Fundację aż przez 8 lat mojego życia – od III klasy gimnazjum aż do IV roku studiów. Pamiętam ten dzień, kiedy moja wychowawczyni z gimnazjum zaprosiła mnie na rozmowę, informując, że mogę złożyć wniosek o stypendium, bo spełniam wszystkie wymogi. Tylko kilka osób ze szkoły dostało taką szansę. Byłam w szoku, a jednocześnie bardzo szczęśliwa, bo czułam, że coś się zmieni w moim życiu. Ale nie sądziłam, że aż tak! To był wielki prezent od Boga.
Na początku myślałam, że będzie to po prostu wsparcie finansowe, co dla moich rodziców przy piątce dzieci było dużą pomocą. Jednak już na pierwszym letnim obozie formacyjno-integracyjnym przekonałam się, że to dużo więcej. Poznanie rówieśników z całej Polski, którzy wyznają te same wartości chrześcijańskie, pragną się rozwijać i dzielić swoją wiedzą, czasem i pomocą z innymi, stało się bardzo cenne, a często motywujące, by iść „pod prąd”, wbrew temu, co narzuca nam dziś świat: konsumpcjonizmowi, wygodnictwu, egoizmowi.
Gdyby nie stypendium, być może nie rozpoczęłabym studiów albo konieczne by było podjęcie pracy i studiów zaocznych. Dzięki Fundacji i ludziom, których w niej poznałam, mogłam trzymać się swoich wartości i zasad – i nie zatracić ich. Teraz Fundacja wypełnia znaczną część mojego życia – to moja praca, a większość moich przyjaciół stanowią stypendyści i absolwenci programu, którzy założyli Stowarzyszenie Absolwentów Dzieło. Po ukończeniu studiów mamy kontakty w całej Polsce. Są wśród nas lekarze, ekonomiści, informatycy, pedagodzy, filolodzy, prawnicy, inżynierowie itd. Możemy wymieniać się doświadczeniami, pomagać sobie wzajemnie – to ogromna szansa!
I choć praca zdeterminowała wybór Warszawy jako miejsca zamieszkania, to mam nadzieję kiedyś wrócić na nasze piękne Podlasie, do diecezji drohiczyńskiej, i tam już zostać. Jestem patriotką lokalną i zawsze z dumą podkreślam, skąd jestem.

– Proszę w kilku słowach przybliżyć nam działalność Fundacji. Czym się zajmuje, kogo obejmuje swym zasięgiem, jakie są jej podstawowe zadania?

– Fundacja istnieje już od 16 lat. Powstała w 2000 r. po pielgrzymce Jana Pawła II do Polski, jako wyraz wdzięczności za jego pontyfikat. Dlatego stypendyści nazywani są żywym pomnikiem św. Jana Pawła II. Prowadzi program stypendialny dla zdolnej, ale niezamożnej młodzieży z małych miejscowości i miast do 20 tys. mieszkańców. Miesięczny dochód stypendysty nie może przekraczać 0,7 najniższego miesięcznego wynagrodzenia brutto na członka rodziny, ale w praktyce jest on często dużo niższy. Stypendyści wykazują ponadto swoje zaangażowania wolontariackie i naukowe. Minimalna wymagana średnia ocen to dla gimnazjum 4,8, w szkole średniej 4,5, zaś na studiach 4,0. Uczestniczą także w formacji na letnich obozach formacyjno-integracyjnych oraz w trakcie roku na rekolekcjach i dniach skupienia. Uczniowie biorą udział w formacji na terenie swoich diecezji, zaś studenci tworzą w największych miastach w Polsce wspólnoty akademickie.
Do głównych celów Fundacji należy wspieranie rozwoju kultury i nauki chrześcijańskiej, podnoszenie szans edukacyjnych młodzieży z małych miast i wsi oraz promowanie nauczania św. Jana Pawła II. Fundacja „Dzieło Nowego Tysiąclecia” organizuje Dzień Papieski oraz przyznaje nagrody TOTUS.

– Obecnie jest Pani menedżerem ds. Dnia Papieskiego. Na czym polegają przygotowania i organizacja takiego dzieła, które przecież swoim zasięgiem wychodzi poza granice naszego kraju?

– W tym roku 9 października obchodzimy 16. Dzień Papieski pod hasłem: „Bądźcie świadkami miłosierdzia”. Przygotowania rozpoczęły się tak naprawdę tuż po zakończeniu obchodów poprzedniego Dnia Papieskiego.
W całej Polsce organizowanych jest kilkadziesiąt seminariów naukowych i paneli dyskusyjnych, których tematem jest nauczanie św. Jana Pawła II. Dzień Papieski jest przede wszystkim dniem duchowej łączności z Ojcem Świętym i modlitwy w jego intencjach. We wszystkich parafiach całej Polski w niedzielę poprzedzającą Dzień Papieski odczytywany jest list pasterski Konferencji Episkopatu Polski. Odbywają się liczne nabożeństwa oraz uroczyste apele modlitewne w łączności z Ojcem Świętym. W wigilię Dnia Papieskiego na Zamku Królewskim w Warszawie Fundacja „Dzieło Nowego Tysiąclecia” wręcza jedne z najbardziej prestiżowych nagród w Kościele katolickim – nagrody TOTUS. Dniu Papieskiemu towarzyszy także kilkadziesiąt innych dużych wydarzeń artystycznych, zarówno o zasięgu lokalnym, jak i ogólnopolskim. Zwieńczeniem obchodów Dnia Papieskiego jest zawsze koncert galowy w Warszawie.
Podczas Dnia Papieskiego prowadzona jest zbiórka funduszy umożliwiających realizację programu stypendialnego. Dzieło to można wesprzeć podczas zbiórki publicznej (w tym roku w dniach 2-22 października), zbiórki przykościelnej w niedzielę Dnia Papieskiego, wysyłając SMS oraz wpłacając środki na konto Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia”.
Co roku w kweście bierze udział kilkadziesiąt tysięcy wolontariuszy: ministrantów, harcerzy, młodzieży i dorosłych z różnych środowisk, wchodzących w skład Ogólnopolskiego Komitetu Organizacyjnego Dnia Papieskiego.
Dzień Papieski wykracza też poza granice Polski. Do obchodów włączają się polskie parafie i Polonia zamieszkująca m.in. Australię, Stany Zjednoczone, Francję, Niemcy, Wielką Brytanię, Danię, Holandię, Szwecję, Szwajcarię, Norwegię i Austrię.

– Młodzi ludzie pochodzący – zresztą tak jak i Pani – z terenu naszej diecezji mają możliwość korzystania z pomocy stypendium. Na czym ta pomoc polega i do jakiego grona naszych diecezjan obecnie jest kierowana?

– Z naszej diecezji ze stypendium korzysta co roku ok. 80 osób. Wsparcie finansowe, jakie daje przynależność do programu stypendialnego, to przeciętnie 310 zł miesięcznie, na studiach jest to wyższa kwota z uwagi na większe koszty utrzymania. Stypendyści przyznane środki mogą wykorzystywać w ramach pakietu naukowego (na pomoce naukowe, podręczniki etc.) oraz pakietu socjalnego (dojazdy do szkoły, opłaty za akademik czy internat, wyżywienie itp.) Ponadto uczniowie gimnazjum i szkół średnich uczestniczą co roku w letnich obozach integracyjno-formacyjnych w największych miastach w Polsce, gdzie mają okazję m.in. do zwiedzania i poznania ich potencjalnych ośrodków akademickich. Natomiast studenckie obozy odbywają się w kameralniejszych przestrzeniach, m.in. na Mazurach czy też w górach.
W przypadku nowych kandydatów do stypendium pomoc kierowana jest głównie do gimnazjalistów i uczniów szkół średnich, zaś studenci stypendyści to ci, którzy kontynuują korzystanie ze wsparcia, gdy nadal spełniają wszystkie kryteria. Warto podkreślić, że pomoc ze strony Fundacji ma charakter długofalowy. Zależy nam na tym, aby stypendyści mogli formować się w programie jak najdłużej.

– Dlaczego warto wspierać Fundację?

– Bez wątpienia jest to inwestycja w przyszłość nie tylko tych młodych ludzi, ale także całej Ojczyzny. Nasi stypendyści to bardzo utalentowani i inteligentni ludzie. Absolwenci często zajmują wysokie stanowiska i pełnią ważne funkcje, m.in. w ministerstwach, urzędach, dużych firmach, i zakładają też własne przedsiębiorstwa, jak np. Punkt Przedszkolny LOLEK na warszawskim Mokotowie czy też sieć szkół rodzenia w Wielkopolsce. Mają opinie uczciwych i oddanych pracowników. Ale przede wszystkim to ludzie, którzy pragną walczyć o wartości moralne i etyczne. Absolwenci Fundacji zrzeszeni w Stowarzyszeniu Absolwentów Dzieło zorganizowali już kilka sympozjów naukowych z cyklu „Rodzina się liczy”, bo troska o dobro rodziny jest ich priorytetem.
Jesteśmy bardzo wdzięczni wszystkim darczyńcom, dzięki którym Fundacja może istnieć i co roku przyznawać stypendia dla ponad 2 tys. zdolnych ludzi. Bez państwa pomocy nie byłoby to możliwe. Jednocześnie zwracamy się z prośbą i zachęcamy wszystkich ludzi dobrej woli do wsparcia tego wyjątkowego dzieła. Szczegółowe informacje dotyczące Fundacji, jak i sposobów pomocy można znaleźć na naszej stronie www.dzielo.pl.

2016-10-06 09:51

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

XX Dzień Papieski - 11 października pod hasłem „Totus Tuus”

[ TEMATY ]

Jan Paweł II

Dzień Papieski

św. Jan Paweł II

Biały Kruk/Adam Bujak, Arturo Mari

Biskupie zawołanie ks. Karola Wojtyły "Totus Tuus" (Cały Twój) będzie hasłem tegorocznego XX Dnia Papieskiego, który przypadnie w niedzielę 11 października. - Chcemy, aby to hasło było formą syntezy pontyfikatu Jana Pawła II - powiedział w Sekretariacie Konferencji Episkopatu Polski kard. Kazimierz Nycz, przewodniczący Rady Fundacji "Dzieło Nowego Tysiąclecia", która jest organizatorem corocznych obchodów.

Każdego roku, w niedzielę poprzedzającą wybór Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową, w całej Polsce oraz środowiskach polonijnych obchodzony jest Dzień Papieski, podczas którego przypominana jest postać i nauczanie św. Jana Pawła II. Dzień Papieski co roku ma swoje hasło, wskazujące na istotny obszar papieskiego nauczania.

W tym roku, gdy przypada 100. rocznica urodzin Karola Wojtyły, hasłem Dnia Papieskiego będą słowa biskupiego zawołania Jana Pawła II - "Totus Tuus" (Cały Twój).

- Fundacja "Dzieło Nowego Tysiąclecia" wchodzi w 20. rok swojej działalności. W poprzednich latach różne hasła odnosiły się szczegółowo do nauczania papieskiego. W tym roku chcemy, aby "Totus Tuus" było hasłem syntetyzującym pontyfikat Jana Pawła II. W tym haśle zawiera się to wszystko, co on chciał nam powiedzieć - powiedział w środę podczas prezentacji programu XX Dnia Papieskiego kard. Kazimierz Nycz, przewodniczący Rady Fundacji "Dzieło Nowego Tysiąclecia".

Biskupie hasło wyrażało przywiązanie przyszłego papieża do pobożności maryjnej i towarzyszyło mu przez całe życie. Słowa te, widoczne w papieskim herbie, były związane z dojrzałym życiem papieża i wyrażały jego postawę wobec Boga i Maryi, a w konsekwencji do człowieka i całego świata. Życie św. Jana Pawła II było coraz pełniejszą realizacją zawierzenia Bogu przez Maryję.

Jak tę postawę interpretować dzisiaj? W obliczu dramatycznego odrzucania Boga we współczesności, ciągle aktualnym przesłaniem Jana Pawła II jest wezwanie do zawierzenia Maryi, a Bogu przez Maryję. Matka Boża wskazuje na Jezusa jako Źródło zaspokojenia ludzkich braków, potrzeb i tęsknot. Zachęca współczesnego człowieka do przyjęcia wiary nadającej sens codziennemu wędrowaniu.

"Zawierzenie Maryi łączyło myślenie i działanie Papieża Polaka i Prymasa Tysiąclecia. Stąd też XX Dzień Papieski będzie opromieniony radością z beatyfikacji Sługi Bożego, kardynała Stefana Wyszyńskiego, zapowiedzianej na 7 czerwca 2020 roku. Chcemy, aby papieskie wezwanie Totus Tuus prowadziło także nas do zrozumienia i przyswojenia sobie postawy zawierzenia i ufności Bogu" - wyjaśnia ks. Paweł Walkiewicz, wiceprzewodniczący zarządu Fundacji "Dzieło Nowego Tysiąclecia".

Dniu Papieskiemu towarzyszy co roku kilkadziesiąt dużych wydarzeń artystycznych, zarówno o zasięgu lokalnym, jak i ogólnopolskim. W przeddzień wydarzenia na Zamku Królewskim w Warszawie Fundacja „Dzieło Nowego Tysiąclecia” wręcza jedną z najbardziej prestiżowych nagród w Kościele katolickim – nagrodę TOTUS.

Dzień Papieski oprócz wymiaru intelektualno-duchowego i artystycznego ma także aspekt charytatywny. Tego dnia prowadzona jest zbiórka pieniędzy na rzecz funduszu stypendialnego dla zdolnej młodzieży z niezamożnych rodzin. Podopieczni Fundacji "Dzieło Nowego Tysiąclecia" są nazywani „żywym pomnikiem” św. Jana Pawła II, a wspieranie ich jest wyrazem wdzięczności Polaków wobec swojego Wielkiego Rodaka.

Prowadzona podczas XIX Dnia Papieskiego zbiórka przykościelna i publiczna oraz akcja SMS-owa na program stypendialny przyniosły łącznie ponad 8,3 mln zł. W jej przeprowadzenie zaangażowanych było 100 tys. wolontariuszy we wszystkich parafiach w kraju oraz w środowiskach polonijnych w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Holandii, USA, Norwegii i Austrii.

Środki pozyskane w ramach zbiórek oraz inne indywidualne darowizny od osób fizycznych pozwolą na pokrycie stypendiów dla 2000 młodych osób.

Jednym z najistotniejszych elementów programu stypendialnego są wakacyjne obozy formacyjne. Co roku organizowane są trzy obozy dla każdej z grup wiekowych: uczniów, studentów oraz maturzystów. W tym roku obozy odbędą się w Krakowie, Gnieźnie oraz w Myczkowcach w Bieszczadach. Weźmie w nich udział odpowiednio 1100 uczniów, 650 studentów i 250 maturzystów.

Oprócz wsparcia w Dniu Papieskim Fundacja "Dzieło Nowego Tysiąclecia" zachęca do przekazywania odpisu 1% podatku dochodowego. Tegoroczna kampania 1% odbywa się pod hasłem „Zostałeś kimś, kim chciałeś być? Dzisiaj Ty masz wpływ na naszą przyszłość”. Adresowana jest do darczyńców Fundacji i toczy się w przestrzeni outdoorowej i w mediach społecznościowych.

Program stypendialny można wspomóc przekazując swój 1% podatku i podając nr KRS 0000150776. PIT można rozliczyć przez stronę www.dzielo.pl. W ub. roku konto Fundacji z tytułu 1% zasiliło prawie 375 tys. zł, co umożliwiło wypłatę 95 rocznych stypendiów uczniowskich.

CZYTAJ DALEJ

Chrzestny czy sponsor?

Chrzestny elegancki, chrzestna zrobiona na bóstwo. Stoją szykowni tuż obok malucha przy kościelnej chrzcielnicy. Ale czy naprawdę wiedzą, że podejmują właśnie zadanie pilnowania ognia, który ma się palić na wieki?

Święty Grzegorz napisał, że chrzest jest najpiękniejszym i najwspanialszym darem Boga: „Nazywamy go darem, łaską, namaszczeniem, oświeceniem, szatą niezniszczalności, obmyciem odradzającym, pieczęcią i wszystkim, co może być najcenniejsze”. Ale czy my to wszystko rozumiemy, gdy stajemy w roli rodziców chrzestnych obok rodziców dziecka?

Podczas chrztu św. kapłan wypowiada m.in. słowa: „Podtrzymywanie tego światła powierza się wam, rodzice i chrzestni, aby wasze dzieci, (...) trwając w wierze, mogły wyjść na spotkanie przychodzącego Pana razem z wszystkimi Świętymi w niebie”.

Czy mamy świadomość, gdy odpalamy świecę chrzcielną od paschału, że ten obowiązek spoczywa na nas, chrzestnych? Czy wiemy, że jeśli płomień wiary zgaśnie, to nie tylko będzie to nasza wina, ale też że dusza powierzonego nam na chrzcie nie wyjdzie w niebie na spotkanie przychodzącego Boga, bo bez płomienia nie trafi w ciemności?! Duszpasterze alarmują, że świadomość kandydatów na chrzestnych, mimo katechez chrzcielnych, wcale nie wzrasta. Co rusz przychodzą bowiem do parafialnych kancelarii ludzie, którzy żyją w konkubinatach i tego nie ukrywają, ale chcą zostać matką chrzestną lub ojcem chrzestnym, mimo że Kodeks prawa kanonicznego mówi wyraźnie, iż „chrzestnym może zostać katolik, który prowadzi życie zgodne z wiarą”. (Więcej na ten temat na str. 59 – przyp. red.) Wydaje się, że teoria o naszym życiu wiarą i praktykowanie cnót wynikających z wiary coraz bardziej się od siebie oddalają. Uważamy, że wymagania są za trudne, albo po prostu grzech tak nam plącze życie, że nie potrafimy już sobie poradzić...

W patchworkowej rodzinie

Ewa z Markiem mają dwoje dzieci. Gdy urodziło się drugie, Zosia, o zostanie ojcem chrzestnym poprosili męża siostry Marka. Tomasz chętnie się zgodził, ale 2 lata później jego małżeństwo się rozpadło – przestał być szwagrem, nie przestał być chrzestnym. I zaczęły się prawdziwe trudności, ponieważ z dnia na dzień przestał być traktowany jak członek rodziny, mimo że to nie on złożył wniosek o rozwód. Zależało mu na kontakcie zarówno z własnymi dziećmi, jak i z chrześniakami w rodzinie byłej żony. O ile kontakt z własnymi dziećmi zagwarantował mu sąd, o tyle do chrześniaków nie miał żadnego dostępu.

Na początku o spotkaniach w gronie rodzinnym, np. na urodzinach chrześnicy, w ogóle nie było mowy. Próbował dzwonić, prosił o spotkanie, ale za każdym razem, pod różnymi pretekstami, spotykał się z odmową. Aż przyszedł czas, gdy Zosia miała przystąpić do Pierwszej Komunii św. – Zadzwonił do mnie były szwagier i spytał, na jaki adres może wysłać zaproszenie, bo zbliża się Komunia i chrzestny powinien być – opowiada Tomasz. – Co ciekawe, przez kilka poprzednich lat nie byłem w ogóle potrzebny i kontakt z Zosią całkowicie się urwał. Gdy przyszedłem do kościoła, a potem na proszony obiad, czułem się jak intruz i szczerze mówiąc, do dziś nie jestem pewien, czy nie chodziło tylko o prezent od chrzestnego. Potem założyłem nową rodzinę, zresztą moja była żona też, i teraz odwiedzam chrześnicę z okazji urodzin, ale nigdy w tym samym czasie, co reszta rodziny. Widzę, że rodzice Zosi dbają o to, by tak było. Czy mam im to za złe? Nie, obydwie strony noszą jakieś rany, uprzedzenia, trudno razem siadać do stołu. Ale Zosia wyrosła na świetną dziewczynę i staram się, choć kontakt jest rzadki, jakoś ją wspierać – zwierza się Tomasz.

Idealny, bo jeden z nas...

Rozpad rodziny nie jest jedyną sytuacją, w której trudno być aktywnym chrzestnym. Znam rodzinę, która przez kilka lat należała do katolickiej wspólnoty małżeństw. Coraz większe społeczność, zażyłości, a w tym gronie – zdaniem wielu praktykujących – idealni kandydaci na chrzestnych co rusz rodzących się dzieci! Bo przecież są świadomi, chcą czegoś więcej, należą do wspólnoty... I rzeczywiście, moja znajoma przyjęła obowiązek zostania matką chrzestną. Tyle że okazało się, iż w tej wspólnocie działa mechanizm podobny jak w małżeństwie po rozwodzie: jesteś chciany, gdy jesteś jednym z nas, gdy jednak odchodzisz ze wspólnoty, przestajesz być dla nas wiarygodny, także jako chrzestny. Rzeczywiście, gdy małżonkowie opuścili wspólnotę (katolicką!), byli pomawiani i oczerniani, ale przede wszystkim rodzice dziecka, którzy poprosili moją znajomą o zostanie matką chrzestną, zabronili jej kontaktu z chrześnicą pod kilkoma warunkami ściśle związanymi z rzeczywistością tej wspólnoty.

Na 100 małżeństw rozpadają się 33, wielu z małżonków to chrzestni. Po rozwodzie trudno utrzymywać kontakt z chrześniakami z rodziny byłej żony czy byłego męża.

Mimo że moralność, obyczaje i praktyki moich znajomych nie zmieniły się po opuszczeniu wspólnoty, zostali wręcz potępieni przez grupę ludzi, z którymi kiedyś wspólnie przeżyli niejedną Eucharystię. Małżeństwo, któremu kobieta zechciała służyć, zostając matką chrzestną ich dziecka, posunęło się dalej niż była rodzina Tomasza: nie zaprosili jej na Pierwszą Komunię św. chrześnicy.

Łaska woła o pomoc

Trudnych sytuacji jest w rodzinach coraz więcej. Rozpady sakramentalnych małżeństw są plagą, a chrzestnymi zwykle zostają osoby z kręgu najbliższych krewnych, dlatego po rozwodzie, niemal z automatu, są traktowani jak wrogowie. Dlaczego tak się dzieje w katolickich rodzinach, które, według wszystkich obietnic składanych w czasie przyjmowania sakramentów, powinny rozumieć sens tego, w czym zdecydowali się mieć udział? W 1255. kanonie Katechizmu Kościoła Katolickiego czytamy: „Aby mogła rozwijać się łaska chrztu, potrzebna jest pomoc rodziców. Na tym polega także rola rodziców chrzestnych, którzy powinni być głęboko wierzący, a także zdolni i gotowi służyć pomocą nowo ochrzczonemu, zarówno dziecku, jak dorosłemu, na drodze życia chrześcijańskiego. (...)

Rodzice chrzestni powinni być strażnikami ognia. A czasem to są strażacy

Cała wspólnota eklezjalna ponosi częściowo odpowiedzialność za rozwój i zachowywanie łaski otrzymanej na chrzcie”. A więc jeśli cała, to i dziadkowie, i ciocie, i wujkowie, i poranieni rozwodem małżonkowie, którzy kiedyś zostali rodziną, a teraz, z dnia na dzień, rozwodowym dokumentem próbują zerwać wszystkie relacje, które w ciągu lat małżeństwa udało się zbudować w rodzinie. Psychologowie mówią, że rozwód, poza złamaniem życia dwojga ludzi i ich dzieci, uderza w całą rodzinę, rykoszetem – to jest rozrywanie ogromnego koca, który daje ciepło wielu ludziom, i nagle dwoje z nich zaczyna ten koc szarpać, tarmosić, ciąć nożycami, nożami i czym tylko się da. Nagle wszyscy są poranieni, odsłonięci i zaczynają marznąć. Jak po rozwodzie wypełniać obowiązki rodzica chrzestnego? Duszpasterze radzą, że w sytuacjach, gdy spotkania nie są możliwe, trzeba nieustannie otaczać chrześniaka modlitwą. W dniu urodzin, gdy spotkanie nie jest możliwe, można pójść na Mszę św. w intencji dziecka. Lepiej być blisko, ale gdy się nie da, płomienia wiary można strzec na odległość – modlitwa podsyca każde gasnące ognisko.

CZYTAJ DALEJ

Zjednoczenie z Jezusem pierwszym etapem uzdrowienia

2020-08-04 08:05

[ TEMATY ]

uzdrowienie

Archiwum Kazimierza Ożoga

Zanim powiemy o konkretnych, fizycznych, psychicznych i duchowych uzdrowieniach, zanim zastanowimy się, jak ustępują choroby, musimy dobrze uzmysłowić sobie, czym jest fundament uzdrowienia.

Chodzi o tę podstawową prawdę, że Jezus przez swój sposób przeżywania cierpienia nie tylko niweczy jego przyczynę, czyli grzech, nie tylko daje nam wzór do naśladowania, lecz także czyni z cierpienia szczególną przestrzeń, w której możemy Go odnaleźć i wejść z Nim w szczególną, zażyłą bliskość – zawiązać z Nim więź.

Chodzi więc o zjednoczenie. Ponieważ Jezus już przez sam fakt wcielenia bierze na siebie naszą dolę, nasz umęczony ludzki los, a w swej męce w szczególny sposób otwiera się na nasze cierpienie, w bardzo konkretny, duchowy sposób nasza męka jest w Nim, a Jego męka w nas. Realizuje się to w każdym indywidualnym cierpieniu poszczególnego człowieka, który przyjmując cierpienie i jednocząc się w swym sposobie jego przeżywania z Chrystusem, otwiera się na tę tajemnicę pasyjnego zjednoczenia – na przemieniające go i upodabniające do udręczonego Syna Bożego współcierpienie z Nim.

Mogę więc przeżywać mój ból i chorobę ze świadomością, że Jezus obarczył się moim cierpieniem i że to nie jest zamierzchła przeszłość, ale coś stale aktualnego, co od strony Boga uobecnia się dziś na wiele sposobów (najbardziej radykalnie w każdej Eucharystii), a od mojej strony w każdym moim udręczeniu.

To niezwykłe. Mogę żyć ze świadomością, że w tym, co przeżył Jezus i co wciąż aktualizuje się w Kościele przez moc Ducha Świętego, są ślady mojego cierpienia że moje rany mają swe konkretne duchowe odniesienie do obrażeń zadanych Jego ciału, do przemocy dotykającej Jego psychiki, do krzywdy raniącej Jego duszę. Jezus to wszystko przeżył w sobie, nadając temu wciąż aktualne konsekwencje. Moje rany mają w sobie coś z Jego męki, dlatego mogę się z Nim na tej płaszczyźnie spotkać.

Wchodząc w cierpienie i przyjmując je w zjednoczeniu z Jezusem, mam szansę być szczególnie blisko serca Boga. Rozdarte serce Syna staje się jakby szczeliną, przez którą mogą się zobaczyć, spotkać i połączyć czuwające przy sercu Syna kochające serce Ojca oraz moje ludzkie serce. To nie są jakieś tanie metafory. To dostępna nam w wierze autentyczna duchowa rzeczywistość.

Ewangelia mówi, że po zmartwychwstaniu Jezus przychodzi mimo drzwi zamkniętych do zgromadzonych w Wieczerniku przerażonych apostołów. I co wówczas się dzieje? Jezus pokazuje im swoje rany. W ten sposób pozwala im się zidentyfikować, potwierdza autentyczność swej męki i fakt zmartwychwstania. Trzeba jednak podkreślić, że rany, które Jezus pozostają otwarte. To niezwykle istotne – w zmartwychwstałym, uwielbionym ciele Jezusa pozostają wciąż żywe, otwarte rany. Przecież te rany mogłyby się zabliźnić. A jednak Bóg pozostawia je otwarte. To niesamowity znak, że Jego męka żyje w zmartwychwstaniu, że dzięki zmartwychwstaniu nie stała się tylko wspomnieniem, ale jest nieustannie żywą aktualnością.

Dzięki zmartwychwstaniu Jezusa moja męka i Jego męka mogą się więc połączyć. Misterium Paschalne Jezusa nie jest więc czymś, co należy już tylko do dziedzictwa historii. Moje cierpienie może wciąż łączyć się z Jego cierpieniem, nieustannie kontemplować Jego rany, bez przerwy czerpać z nich ożywiającą moc.

Zmartwychwstały i obecny w Duchu Świętym pośród nas – w Kościele i w świecie – Jezus zachowuje swe otwarte rany, znak Jego nieustannie aktualnej i żywej męki, która uobecnia się w Jego zmartwychwstaniu i udostępnia każdemu. Od nas tylko zależy, czy ten dar przyjmiemy.

Jeżeli tak się stanie, jeżeli przyjmujemy cierpienie z taką świadomością, wówczas stajemy jakby wobec Jego otwartych ran, możemy w nie wnikać i zstępować w głąb – w strumieniach Jego najświętszej krwi spływać aż do serca Boga, stając się duchowo częścią Jego „krwiobiegu”, żyjąc namiastką Jego wewnętrznego życia. Dlatego rany Jezusa są cały czas otwarte – one cały czas czekają, aby mnie przyjąć w mojej męce, aby usensownić moje cierpienie, abym w nim mógł spotkać się z żywą obecnością Boga.

Co się wtedy dzieje? Moje cierpienie przestaje mnie niszczyć. Znika z niego rozgoryczenie, rozbijający lęk, poczucie porzucenia przez Boga, totalna bezradność, psychiczne rozbicie. Przeciwnie, moje cierpienie ulega transformacji, przeobraża się do tego stopnia, że właściwie przestaje być tym, czym było na początku. Dalej przeżywam ból mojej choroby, ale nie cierpię już w takim sensie jak kiedyś – nie ma we mnie tego dramatycznego rozpadu, tego ościenia, który skrywał najgłębsze pokłady prastarego grzechu. Ból pozostał, ale pradawne, zasilające go przekleństwo zamieniło się w błogosławieństwo.

_____________________________________

Artykuł zawiera fragment książki Aleksandra Bańki „4 wymiary uzdrowienia”, wyd. RTCK. Zobacz więcej: rtck.pl

rtck.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję