Reklama

Michaś wygrał drugie życie

2016-10-19 08:56

Katarzyna Johann, Piotr Grochowski
Niedziela Ogólnopolska 43/2016, str. 49

Michaś miał nie żyć. Uderzył swoją malutką główką w drzewo z tak potężną siłą, że lekarze przygotowywali jego mamę na najgorsze. Pani Natalia modliła się o cud nad szpitalnym łóżkiem, w którym leżał jej półroczny synek pogrążony w śpiączce. I cud się wydarzył. Dziś Michaś rośnie i robi postępy w rozwoju

To były straszne dni, najdłuższe i najgorsze w moim życiu. Pełne niepewności. Nic nie było wiadomo. Czy się wybudzi, czy będzie sam oddychał... – wspomina chwile po wypadku pani Natalia z Chełmży pod Toruniem. Płakała, gdy chłopiec otworzył wreszcie oczka. Ale to był dopiero początek długiej drogi powrotu do zdrowia, która jeszcze się nie skończyła. Otoczony matczyną opieką Michaś odzyskuje sprawność dzięki specjalnemu programowi rehabilitacyjnemu dla ofiar wypadków drogowych, który finansuje firma ubezpieczeniowa LINK4.

Dzielna położna

Ten ponury listopadowy dzień dwa lata temu nie był szczęśliwy dla rodziny pani Natalii. Jej mama właśnie się dowiedziała, że ma nowotwór złośliwy. Ze szpitala w Bydgoszczy, gdzie usłyszała druzgocącą wiadomość, wracali razem: przypięty w foteliku Michaś, jego babcia, a za kierownicą – mama.

Wąska droga wiła się między drzewami. Nagle przed oczami pani Natalii wyrósł potężny TIR. Pędził z naprzeciwka lewą stroną, wprost na jej auto. – Dzieliło nas jakieś 20 m. A ja w głowie miałam jedną myśl: albo odbiję w bok, albo zderzymy się czołowo. Musiałam ratować rodzinę. Skręciłam. Straciłam panowanie nad samochodem, wpadliśmy w poślizg. Liczyłam, że uda mi się skierować auto na pole, ale uderzyłam w drzewo – wspomina tragiczny moment. O to drzewo z potworną siłą uderzył główką Michaś, gdy wypadł z fotelika.

Reklama

Zrządzeniem losu pierwszą osobą, która akurat tamtędy przejeżdżała i rzuciła się na ratunek, była położna. Ta sama, która raptem pół roku wcześniej pomagała Michasiowi przyjść na świat. Zaczęła reanimować niemowlę. Skutecznie. Chłopcu wrócił oddech. Położna po raz drugi przywołała go do życia.

Cud wybudzenia

Michaś oddychał, ale był w bardzo ciężkim stanie. Jego maleńką główkę strzaskało uderzenie o drzewo. Lekarze wprowadzili go w stan śpiączki farmakologicznej. Aż na dwa tygodnie. Słabiutki oddech chłopca podtrzymywał respirator. Szanse, że dziecko przeżyje, były znikome. Mama, lżej ranna w wypadku, wypłakiwała nad nim oczy. – Najgorsze były niepewność i ciągłe czekanie – opowiada.

Pierwsza próba wybudzenia chłopczyka ze śpiączki się nie powiodła. Udała się dopiero druga próba. Michaś otworzył oczka. Jego mama płakała tym razem ze szczęścia.

Konieczna rehabilitacja

Ale na wybudzeniu radość się kończyła. Chłopiec, który przed wypadkiem zaczynał raczkować, stracił władzę w rączkach i nóżkach. – Przelewał mi się przez ręce – opisuje pani Natalia. Nie widział. Chociaż miał zdrowe oczka, uderzenie w głowę spowodowało, że mózg dziecka przestał odbierać bodźce wzrokowe.

Nadzieję dawała jeszcze rehabilitacja – ćwiczenia dla pobudzenia wzroku i wzmocnienia mięśni. Ale los nawet maleńkich pacjentów w polskich szpitalach jest tragiczny. – Z Narodowego Funduszu Zdrowia przysługiwał synkowi zaledwie kwadrans rehabilitacji w miesiącu. To za mało. I zdecydowanie za rzadko – mówi mama chłopca, która była bliska załamania.

Wsparcie z ubezpieczenia

Nadzieja odżyła po kilku miesiącach. Znalazła się profesjonalna opieka. – Z końcem kwietnia 2015 r. Michaś został zakwalifikowany do rehabilitacji finansowanej przez LINK4 – opowiada pani Natalia. Firma, w której sprawca wypadku miał wykupioną polisę OC, stanęła na wysokości zadania.

– W specjalistycznym ośrodku Michaś miał trzy spotkania z rehabilitantem w ciągu tygodnia, każde po godzinie. W porównaniu z tym, co oferuje NFZ, to niebo a ziemia – uśmiecha się pani Natalia.

Ale ćwiczenia mięśni to jedno. Trzeba jeszcze zadbać o oczka. – Dzięki LINK4 pojechaliśmy na dwa turnusy rehabilitacyjne do Krakowa, każdy po trzy tygodnie – mówi mama chłopczyka. – A w końcu stycznia tego roku LINK4 znalazł dla nas zajęcia z rehabilitacji wzroku w Bydgoszczy, czyli znacznie bliżej naszego domu w Chełmży. Jeździliśmy tam trzy razy w tygodniu, a od września jeszcze częściej, bo aż cztery razy w tygodniu – dodaje.

Są postępy!

Pani Natalia ma błysk w oczach, kiedy opowiada, jak duże postępy robi jej synek: – Na samym początku ćwiczeń źrenice Michasia nie reagowały w ogóle, a teraz reagują jak u zdrowego dziecka – mówi. To jeszcze nie znaczy, że dobrze widzi. Ale skuteczna rehabilitacja pozwala z większą nadzieją myśleć o przyszłości.

Jeszcze lepiej jest ze sprawnością ruchową. Michaś samodzielnie je, znów raczkuje i zaczyna rozumieć, co się do niego mówi. Małe rzeczy? Dla Michasia i jego mamy – olbrzymie. Chłopiec z powodu ciężkiego urazu główki jest opóźniony w rozwoju w stosunku do rówieśników o 1,5 roku. – Ale ma dopiero 2,5 roczku. Nadrobi – jego mama nie ma wątpliwości. – Tylko potrzeba ćwiczeń. Bo jego stan zależy od intensywnej rehabilitacji i wytężonej pracy – tłumaczy pani Natalia.

Mały bohater

Najważniejsze, że Michaś chce walczyć o swoje zdrowie. – Jego wola walki jest ogromna. Ma więcej siły, by ćwiczyć, niż dorosły. Jakby się zawziął, że odzyska jak najwięcej z tego, co stracił w chwili wypadku – opowiada z podziwem mama chłopczyka.

Michaś cieszy się na każde zajęcia. W ramach programu rehabilitacyjnego LINK4 jest pod stałą opieką neurologopedy, który uczy go mówić, rehabilitanta ruchu i wzroku, psychologa oraz tyflopedagoga, czyli specjalisty, który uczy chłopca orientacji w przestrzeni. Ta armia fachowców zajmuje się Michasiem w tygodniu, a w weekendy dzielnie rehabilituje go mama.

– Szkoda tracić soboty i niedziele. W wolne dni sama z nim ćwiczę. Szczególnie oczka. Wieczorami bawimy się latarką. To stymuluje nerwy wzrokowe do działania. Proste, ale skuteczne. Naprawdę! – przekonuje pani Natalia.

Uda się!

W tej ciężkiej doli kobieta ma wsparcie rodziców i rodzeństwa. – To oni pomagają mi najwięcej – nie ukrywa. – Wiele załatwia za mnie opiekun z LINK4. Umawia wizyty Michasia u specjalistów, opracowuje plan rehabilitacji. Dzięki temu nie tracę czasu i mogę go poświęcić synkowi – mówi pani Natalia.

Przed dzielną mamą i jej dzieckiem jeszcze 3,5 roku systematycznej rehabilitacji finansowanej przez ubezpieczyciela. Bo program LINK4 dla Michasia jest rozpisany na 5 lat. – Na razie los nam sprzyja. Przecież moje dziecko miało już nie żyć. A proszę spojrzeć, jak ładnie się do mnie uśmiecha – cieszy się mama Michasia. – Uda mu się. Ma więcej siły niż ja.

Tekst powstał we współpracy z Grupą PZU.

* * *

Marek Baran z LINK4:

Nie zostawiamy nikogo w potrzebie. A już zwłaszcza malutkiego dziecka, które dotknęła tragedia. Cieszymy się, że możemy pomóc. I kibicujemy Michasiowi, żeby wrócił do pełni zdrowia.

Lekarz z "Nieplanowane" jest lekarzem i dokonywał aborcji. Zrezygnował po śmierci córki

2019-11-08 15:04

MK

Byłem płatnym mordercą, aborcjonistą - przyznaje. Dlaczego już nie jest?. Doktor Anthony Levatino, były aborcjonista, który w "Nieplanowane" zagrał role lekarza dziś opowiada o tym dlaczego zrezygnował z zabijania dzieci.

video.foxnews.com
Anthony Levatino

Doktor Anthony Levatino to lekarz ginekolog ze Stanu Nowy York, USA , który regularnie przeprowadzał zabiegi terminacji ciąży, w tym tzw. późne aborcje. Przeprowadził 1200 aborcji w tym ponad 100 tzw, późnych, tj. do 24 tygodnia ciąży. Po śmierci córki i przełomowym zabiegu, podczas którego zrozumiał, że aborcja jest zabiciem czyjegoś dziecka zrezygnował z ich wykonywania.

W filmie "Nieplanowane" gra lekarza pracującego w Planned Parenthood

Dr Levatino jest bohaterem instruktażowych filmików, na których zaprezentowano przebieg aborcji w każdym trymestrze.



CZYTAJ DALEJ

Reklama

Biskupi na 11 listopada: "kocham Polskę" sprawdza się w prostej codzienności

2019-11-11 18:45

tk, md, bgk, ar, dab, tm, km, xps, BPKEP, oprac. lk / Warszawa (KAI)

Łatwo mówić „kocham Polskę”, ale sprawdza się to dopiero w miłości do człowieka i prostej codzienności w małej ojczyźnie. Nie żądajmy od innych, tym bardziej od polityków, aby się odmienili, zacznijmy od siebie. Miłość do Ojczyzny winna być przekazywana młodemu pokoleniu w domach i szkole - wskazywali 11 listopada, w Narodowe Święto Niepodległości, arcybiskupi i biskupi podczas tradycyjnych Mszy św. w intencji Ojczyzny.

pixabay.com

Nie rzucać kamieniami

W Mszy św. w intencji Ojczyzny, sprawowanej w poniedziałek rano w Świątyni Opatrzności Bożej uczestniczyli przedstawiciele najwyższych władz państwowych z prezydentem Andrzejem Dudą na czele. Obecni też byli marszałkowie Sejmu i Senatu minionej kadencji, parlamentarzyści, członkowie rządu z premierem Mateuszem Morawieckim oraz licznie przybyli mieszkańcy Warszawy.

W homilii biskup polowy Józef Guzdek wskazał, że do odzyskania przez Polskę niepodległości doprowadziło wiele przyczyn, ale jedną z najważniejszych było wzajemne zaufanie. „Polacy z trzech zaborów, o różnych przekonaniach politycznych, wierzący i niewierzący, katolicy, prawosławni i ewangelicy oraz wyznawcy innych religii wznieśli się ponad wszelkie podziały” – przypomniał duchowny.

Podkreślił, że ilekroć istniały w narodzie zgoda, współpraca i wzajemne zaufanie oraz poszanowanie godności i podstawowych praw, Polska rozwijała się i umacniała swoją pozycję międzynarodową, a Polakom żyło się dostatniej. Wskazywał, że w życiu naszego narodu bardzo potrzeba zgody i wzajemnego zaufania. „Nie wolno bagatelizować win, ale też należy odrzucić ducha zemsty. Pamięć – tak, ale nigdy pamiętliwość” – wskazywał hierarcha.

Jak zaznaczył, "nie istnieje żadna święta wojna, i nie jest nią nawet wojna z terroryzmem, bowiem tylko pokój jest święty". - „Oby w naszej Ojczyźnie już bezpowrotnie zaprzestano rzucać kamieniami w tych, którzy mają inne pomysły na zagospodarowanie przestrzeni wolności. Potrzebne są dialog, bliskość i zaufanie – zaapelował biskup polowy.

Przypomniał też, że misją Kościoła jest budowanie mostów porozumienia i wzajemnego zaufania. „Zatem widząc zdradę Ewangelii, brak zaufania i poszanowania drugiego człowieka, Kościół ma prawo powtarzać do córek i synów katolickiej wspólnoty skargę Jezusa: „Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie” (Mt 15,8).

Podczas Eucharystii prezydent Andrzej Duda zapalił Świecę Niepodległości ofiarowaną Warszawie przez Piusa IX w 1867 r. z życzeniem, by zapalono ją dopiero wówczas, gdy Polska będzie już wolna.

- Ta świeca będzie przypominać to, co wydarzyło się w 1918, ale też ma uświadamiać Polakom, że wolność została wywalczona, ale została Polakom przez Pana Boga dana i zadana – powiedział na początku Mszy św. kard. Nycz, dodając: „Jesteśmy pokoleniem troski o niepodległość”.

Jak korzystamy z wolności?

Prymas Polski abp Wojciech Polak, cytując słowa Prymasa Tysiąclecia, nawoływał, aby nie oglądać się na innych, choćby na polityków, żądając od nich, aby się odmienili. Trzeba – powtórzył za kard. Wyszyńskim – aby każdy zaczął od siebie.

„Zacznijmy od siebie! Zapytajmy dziś siebie o to, w jaki sposób my czynimy użytek z tego, że jesteśmy ludźmi wolnymi? Zapytajmy o nasze konkretne zaangażowanie na rzecz wspólnego dobra” – mówił Prymas, wskazując na znaczenie osobistej odpowiedzialności i zarazem konieczność współpracy, która jest nieodzowna do „budowania społeczeństwa prawdziwie ludzkiego”, i która domaga się dojrzałych relacji międzyludzkich, do których – jak powtórzył za czytaną Ewangelią – należy także zdolność upominania i przebaczania.

„Chodzi o to, abyśmy zmagali się o coś, a nie zmagali z kimś. Gdy bowiem zmaganie o coś zostaje zdominowane przez zmaganie z kimś, wówczas – cytował społeczny list biskupów polskich z marca tego roku metropolita gnieźnieński – ginie roztropna troska o dobro wspólne, a w jej miejsce wkrada się ślepo prowadzona walka o władzę”.

Świadectwo miłości do Ojczyzny

Z okazji 101. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości przewodniczący Episkopatu Polski przypomniał, że jest to dla Polaków wielkie święto. - Potrzeba, abyśmy dawali świadectwo miłości do naszej Ojczyzny, czyli miłości do wszystkiego, co Polskę stanowi - zaznaczył abp Stanisław Gądecki.

Przewodniczący Episkopatu podkreślił jednocześnie, że nie możemy zapomnieć o naszych przodkach, którzy po odzyskaniu niepodległości dzięki bardzo ciężkiej pracy i ofiarności, odbudowali naszą państwowość oraz krzewili oświatę oraz kulturę. Powiedział: „Dziś szczególnie pamiętajmy o nich w naszej modlitwie”.

Abp Gądecki przypomniał również o ważnej roli duchowieństwa, które pracowało wówczas zarówno nad świętością naszego narodu, jak również nad jego rozwojem gospodarczym i kulturalnym, a gdy trzeba było broniło niepodległości Polski.

Tylko wiara gwarancją wolności

- Tylko wiara w Boga jest gwarancją bycia człowiekiem wolnym - mówił w katedrze na Wawelu metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski. - Tyle pokoleń Polaków powtarzało za apostołami w czasach niewoli: „Panie, przymnóż nam wiary”, a wraz z tym błaganiem łączyło się drugie: „Panie, przymnóż nam wiary w Polskę, daj nam poczucie siły i Polskę daj nam żywą”, jak mówił Konrad z "Wyzwolenia" Stanisława Wyspiańskiego.

"Konieczne były te błagania, bo były umysły Polaków, które dały się zniewolić, których duch był duchem zniewolenia, poddaństwa i marazmu. Jakże była potrzebna modlitwa, która by sprawiła, że nie warchołowie będą nadawali ton polskiemu duchowi, ale ci, którzy wierzyli w Polskę – stwierdził kaznodzieja.

Abp Jędraszewski wezwał do dziękczynienia za „wszystkich znanych, a głównie zupełnie nieznanych z imienia i nazwiska rodaków, którzy wierząc w zmartwychwstanie Chrystusa, wierzyli także w zmartwychwstanie Polski, oddawali swoje życie, rzucając je na stos”. – To nasze dzisiejsze dziękczynienie za ich wiarę w Boga i w Polskę, za ich patriotyzm i poświęcenie, za to, że ich wiara pozwala nam dzisiaj radośnie śpiewać: „Ojczyznę wolną pobłogosław Panie” – podsumował hierarcha.

Ojczyzna - dar Bożej Opatrzności

Abp Sławoj Leszek Głódź zauważył, że 11 listopada serca Polaków „mocniej niż każdego dnia biją rytmem spraw Ojczyzny”. - To także dzień naszej modlitewnej wdzięczności ku Bogu skierowanej. Jesteśmy bowiem świadomi, że naród chrześcijański, a takim jesteśmy, jest osadzony na fundamencie planów Opatrzności. Wypełnia swą dziejową misję otrzymaną od Boga. Ojczyzna jest darem Bożej Opatrzności – podkreślił, dodając, że dziś należy za ten dar szczególnie dziękować.

Hierarcha przypomniał, że w obliczu zagrożenia i wspólnego wroga zapomniano o podziałach społecznych, odłożono na bok ideowe spory i polityczne utarczki. - Wolność i niepodległość. Te dwa słowa pełniły rolę detonatorów narodowej jedności w dążeniu do wspólnotowego celu. Ponad doraźnymi podziałami i społecznymi zatargami. A celem tym było utrwalanie niepodległości i wolności – podkreślił. Historyczne zwycięstwo, zdaniem arcybiskupa, jest dziełem nie tylko walecznych obrońców Ojczyzny, ale również tysięcy modlących się wiernych.

Przestrzegał słowami przemówienia Jana Pawła II w polskim parlamencie 20 lat temu, że demokracja bez wartości łatwo może się przemienić w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm. - I to się dzieje w zsekularyzowanej, odwracającej się od własnej historii Europie. To jest widoczne w działaniach potężnych organizacji międzynarodowych, oferujących finansową i gospodarczą pomoc i wsparcie, ale w „pakiecie” z wymogiem angażowania się w tzw. „postępowe” programy ideologiczne. W strategii tych mediów, które pozostając w niepolskich rękach, narzucających szerokiemu kręgowi odbiorców, zafałszowaną, nierzeczywistą wizję rzeczywistości – powiedział hierarcha, podsumowując, że jest to wyzwanie dla dzisiejszej Polski.

Krzyż łączy

O znaku krzyża łączącym pokolenia Polaków i określającym tożsamość społeczeństwa polskiego mówił w homilii podczas Mszy za Ojczyznę w katowickiej katedrze Chrystusa Króla abp Wiktor Skworc. Metropolita katowicki zaapelował o modlitwę za całe społeczeństwo - aby pamiętało, że jest spod znaku krzyża.

Wspomniał też ludzi młodych tęskniących za wielkimi ideałami, którzy kuszeni są „mirażami ukazywanych przez współczesnych idoli i nauczycieli luzu”. Przywołał tych, którzy „chcieliby wyrzec się chrześcijańskich korzeni narodu, związku z krzyżem, domagając się usunięcia krzyży z przestrzeni publicznej, oddzielenia wiary od życia, moralności od polityki i gospodarki, zamknięcia ust chrześcijanom” oraz tych, którzy wyrzekają się nieraz krzyża „w pogoni za pieniądzem, prestiżem, stylem życia jakby Boga nie było” oraz ludzi, którzy „dopuszczają się bezczeszczenia świętego znaku wiary w imię wolności artystycznej, nowoczesności i europejskości”.

Wszystkich rodaków abp Skworc poprosił, aby „w nowym 100-leciu dziejów naszej Ojczyzny krzyż ubezpieczał nas i naszą ziemską Ojczyznę, wspólny dom Polaków”.

Narodowe wady

Abp Grzegorz Ryś wymienił wady, z jakimi muszą się dziś mierzyć Polacy. Są nimi zgorszenie i niemożność przebaczenia oraz brak braterstwa między obywatelami jednej Ojczyzny.

"Myślę o zgorszeniu, jakie nie raz dajemy. Jak potem stawać przed ludźmi w pozycji tego, który naucza? To dotyczy wielu z nas. Mówimy dzisiaj, że w naszym kraju nie ma żadnego autorytetu. Skąd się to bierze? Dlaczego nie ma żadnego autorytetu? Bo nie potrafimy unieść własnej winy. Takiej winy, która dotyka także innych, ma konsekwencje ich w życiu i sprawia, że inni się potykają i upadają - tłumaczył arcybiskup.

Nie ma też wśród Polaków umiejętności przebaczenia. - Nie chodzi tylko o to, że nie potrafimy się zmierzyć z własną winą, ale też nie potrafimy się zmierzyć z winą drugiego wobec nas. Tu nie chodzi o upomnienie, które chce postawić na swoim, które zmierza do ukazania swoich racji. To upomnienie, które zmierza do pojednania. Idziesz i mówisz: zrobiłeś coś złego, ale w polu widzenia masz pojednanie. To spotkanie jest po to, by wybaczyć, a nie aby upominać. My nie potrafimy ani jednego, ani z drugiego. Zwalniamy się z upomnienia i z pojednania - ubolewał abp Ryś.

Miłość do małej ojczyzny

Łatwo mówić „kocham Polskę”, ale sprawdza się to dopiero przez miłość do człowieka, który jest w zasięgu mojej ręki. To jest dopiero dobry sprawdzian prawdziwości ważnych słów, które weryfikuje prosta codzienność w mojej zwykłej małej ojczyźnie – mówił bp Edward Dajczak w uroczystej Mszy św. w kościele mariackim w podczas wojewódzkich obchodów Narodowego Święta Niepodległości w Koszalinie.

Ojczyznę kochać jak matkę i ojca

- Bóg chce, abyśmy pomagali Polsce, pracowali dla niej i jej się poświęcali. Abyśmy kochali ją, tak jak kochamy ojca i matkę - powiedział w katedrze lubelskiej abp Stanisław Budzik. W homilii mówił o duchowej spuściźnie, jaką zostawiły współczesnym Polakom poprzednie pokolenia doświadczone walką o wolność.

– Wspominamy tych, którzy wiarę w odzyskanie niepodległości przekuli na czyn. Odbudowa państwa polskiego była efektem wysiłku wielu Polaków. Reprezentowali różne poglądy polityczne, pochodzili z różnych zaborów. Mimo to, potrafili zjednoczyć się wokół jednego nadrzędnego celu: wolności i niepodległości Ojczyzny – podkreślił abp Budzik.

Dziedzictwo polskie i chrześcijańskie

W Białymstoku abp Tadeusz Wojda zauważył, że miłość do Ojczyzny winna być przekazywana młodemu pokoleniu w polskich domach, ale i w polskiej szkole. - To nasze narodowe dziedzictwo jest nie tylko polskie, ale jest też chrześcijańskie - równocześnie zakorzenione w tym, co Polskę stanowi, ale także w tysiącleciu chrześcijaństwa polskiego - mówił metropolita białostocki.

Abp Wojda zauważył, że dyskusja nad kształtem obecnej i przyszłej Polski trwa nieustannie, co „wyraża się nie tylko w wynikach wyborów, w sporach politycznych, czy ogłaszanych nowych programach edukacyjnych mających usprawnić proces kształcenia. Przejawia się przede wszystkim w walce o «rząd dusz», czyli w walce o przyszłość polskiej szkoły i wychowania młodego pokolenia".

Podkreślił, że dzięki przemianom, jakie dokonały się w Polsce, katecheza znalazła swoje miejsce w systemie wychowawczym, jednak troska o nią jest nie tylko podstawowym zadaniem Kościoła. Ciężar odpowiedzialności za nią spoczywa na wszystkich wierzących.

„Nauczanie religii w polskich szkołach musi więc być postrzegane przez władze państwowe i samorządowe, ale i przez wszystkich Polaków, jako prawo osób wierzących. Ma być uznane za pierwszorzędny wkład Kościoła, nie tylko jako instytucji, ale przede wszystkim jako wspólnoty wierzących, w budowanie przyszłości Polski. To jest też wkład Kościoła w budowanie jedności całej Europy, opartej na dziedzictwie chrześcijańskiej kultury” - podkreślił abp Wojda.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem