Reklama

Miłosierdzie dla mężczyzn

2016-10-20 08:07

Sylwia Niedzieska
Edycja warszawska 43/2016, str. 1

Marcin Żegliński
Gościem specjalnym spotkania w sanktuarium św. Andrzeja Boboli był Roy Hendy z angielskiego ruchu Harvesters (na zdjęciu z prawej)

„Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny” – słowa z Ewangelii św. Łukasza przyświecały spotkaniu męskich wspólnot katolickich działających w archidiecezji warszawskiej

Sobotnie popołudnie to czas, gdy większość mężczyzn siedzi przed telewizorami lub spotyka się ze znajomymi. Okazuje się, że nie wszyscy. 15 października kilkudziesięciu panów postanowiło poświęcić czas na chrześcijańską formację. Miejsce męskiego spotkania także było nieprzypadkowe, bo sanktuarium św. Andrzeja Boboli jest jednym z kościołów jubileuszowych Roku Miłosierdzia.

– Bogu niech będą dzięki za to, że powstają duszpasterstwa dla mężczyzn. Wasze działania są odpowiedzią na pytanie o przeżywanie wiary przez mężczyzn i ich uczestniczenie w życiu Kościoła – mówił podczas Mszy św. bp Piotr Jarecki.

Zdaniem kaznodziei współczesny marazm męskości w polskim Kościele spowodowany jest tym, że mężczyźni mają za mały kontakt z Jezusem Chrystusem. – Wchodźcie w intymną relację z Panem Jezusem, ponieważ od tego się wszystko zaczyna – zachęcał bp Jarecki.

Reklama

Wiodącym tematem skupienia dla mężczyzn było Boże Miłosierdzie. – Modlimy się dziś, aby mężczyźni czerpiący z bogactwa miłosierdzia sami byli wrażliwi na potrzeby innych – podkreślił bp Piotr Jarecki.

Gościem specjalnym spotkania był Roy Hendy, założyciel i wieloletni lider wspólnoty The House of the Open Door Community oraz odpowiedzialny za katolicką organizację Harvesters zrzeszającą mężczyzn w Wielkiej Brytanii. – Dzieje się teraz duchowa rewolucja na świecie. Ja nazywam to rewolucją łaski. Jest to miłosierdzie dla wszystkich, nawet dla największych grzeszników, ponieważ Jezus umarł za nas wszystkich i wszystkim chce przebaczyć – mówił Hendy.

Jubileusz Miłosierdzia dla Mężczyzn zorganizowany został z inicjatywy Stowarzyszenia Mężczyzn św. Józefa, Wspólnoty Chrystusa Zmartwychwstałego „Galilea” oraz Przymierza Wojowników. – Chcemy, aby przesłanie miłosierdzia dotarło do wszystkich mężczyzn w Polsce. W tym celu organizujemy konferencje, rekolekcje i weekendy dla mężczyzn, w czasie których koncentrujemy się na łasce, jaka płynie z Roku Jubileuszu – powiedział „Niedzieli” Andrzej Lewek, prezes zarządu Stowarzyszenia św. Józefa oraz współorganizator spotkania.

Poza Warszawą Jubileusze Miłosierdzia dla Mężczyzn odbyły się także w Koszalinie i Krakowie.

Tagi:
wspólnota

Bóg nie zostawia człowieka w ciemności

2019-07-03 08:37

Agnieszka Bugała
Niedziela Ogólnopolska 27/2019, str. 20-21

Dość często – i lekko – mówimy o naśladowaniu Jezusa. A naśladować Go to wejść w Wielką Sobotę, szukać ludzi w ich piekle

Archiwum Nuovi Orizzonti

To właśnie od lat robi Chiara Amirante. Przywiązana do Mistrza „podwójną liną” rzuca się w mętny wir diabelskiego ścieku i wyciąga stamtąd oszukanych ludzi. I żyje, pod jednym dachem, z kryminalistami, narkomanami, bezdomnymi z dworców – z ludźmi nocy. Po co? Żeby światło dnia, ogień miłości i rzeka modlitwy pomogły im zmartwychwstać.

Miłość wygrywa od 25 lat

Niedawno, bo 9 czerwca br., w jednym z włoskich Cittadella Cielo (Miasto Niebo), we Frosinone, 3 tys. osób świętowało 25-lecie istnienia wspólnoty Nowe Horyzonty. Założyła ją w 1991 r. Chiara Amirante. Dziś wspólnota działa w różnych krajach, należy do niej 6 mln osób. Na świecie prowadzi 17 435 ośrodków mieszkalnych, które zajmują się przyjmowaniem i reintegracją osób w trudnych sytuacjach, 46 ośrodków formacyjnych dla międzynarodowego wolontariatu, 25 ośrodków kontaktowych i telefonów zaufania, dzięki którym rocznie udzielana jest pomoc ponad 100 tys. osób.

Jedną z piosenek śpiewanych na spotkaniach Nowych Horyzontów jest znana wszystkim „Widzieliśmy miłość wygraną”.

– Gdybyśmy podsumowali te 25 lat w dwóch słowach, moglibyśmy zrobić to za pomocą tego, co właśnie śpiewaliśmy – powiedziała 9 czerwca Chiara. – Widzieliśmy, jak miłość zwycięża śmierć, widzieliśmy miłość wygrywającą z ciemnością, widzieliśmy, jak miłość uzdrawia, leczy złamane serca, widzieliśmy, jak miłość łamie łańcuchy, przynosi więźniom wolność, daje wzrok niewidomym, widzieliśmy miłość dokonującą cudów...

A jak to wszystko się zaczęło?

Cała Jego

Urodzona 20 lipca 1966 r. w Rzymie Chiara, dzięki rodzicom związana z Ruchem Focolari, od najmłodszych lat żyje Dekalogiem i nasłuchuje, co Bóg dla niej zaplanował. Gdy w wieku 17 lat zakochuje się w przystojnym chórzyście, po raz pierwszy świadomie wybiera Boga.

„Roberto bardzo mi się podobał i byłam w nim zakochana, ale moje wątpliwości wiązały się z tym, że moje serce było za bardzo oddane Bogu, bym mogła wyobrazić sobie życie w związku z inną osobą. Było dla mnie jasne, że chcę w całości należeć do Boga, tak jak zdecydowałam podczas mojego pierwszego ślubowania w wieku 11 lat” – notuje. Świadomie ćwiczy się usilnie w przeżywaniu na modlitwie wszystkiego, co robi. – Mój dzień wyznaczały poszczególne pory, zasadniczo charakteryzujące się postawą słuchania, podczas których wchodziłam do świętego tabernakulum duszy – jak lubię to nazywać – nocą lub w kaplicy kościoła pw. Aniołów Stróżów, lub też na łonie natury. Rano medytowałam, potem szłam na codzienną Mszę św., później odmawiałam Różaniec, a potem następowały chwile adoracji i cichej modlitwy, podczas której rozmawiałam z Panem i Jemu się powierzałam – opowiada.

Samotność rodzi rozpacz

Chiara kończy szkołę średnią i chce zostać dziennikarką, dużo się uczy. W tym czasie dokonuje też pewnego odkrycia: „Tak bardzo się przejmuję, tak wiele energii poświęcam, przygotowując się do egzaminu maturalnego, dla stopnia wystawianego przez ludzi. A przecież jest jeszcze jeden egzamin końcowy, do którego będę musiała nieuchronnie podejść, a od którego zależy cała moja wieczność. Jezus Chrystus już mi wyjawił pytania i byłoby naprawdę absurdalne, gdybym – tak samo jak chcę możliwie najlepiej wypaść na egzaminie maturalnym – nie przejmowała się tym końcowym egzaminem jeszcze bardziej, tak by stawić się na nim przygotowana”. Od tego momentu wszystko odnosi do fragmentu Ewangelii: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 40).

W 1984 r. Chiara zaczęła studiowanie nauk politycznych na Uniwersytecie Rzymskim „La Sapienza”. Tam po raz pierwszy odkryła samotność pojedynczych ludzi w tłumie. „Pierwsze zderzenie z tym nowym środowiskiem zupełnie mnie zdezorientowało – pisze. – Widziałam zatłoczone sale z setkami studentów, którzy zamykali się we własnym świecie, tak jakby każdy był samotną wyspą. Z ich oczu przezierała bezkresna samotność”. Pierwszą inicjatywą, którą podjęła z grupą znajomych, było stworzenie salki do nauki w krypcie uniwersyteckiej kaplicy. Zapraszała tam tych, którzy podczas przerw między zajęciami snuli się bez celu. W ciągu zaledwie dwóch miesięcy powstała trzystuosobowa grupa młodych ludzi, którzy regularnie przychodzili do kaplicy. To był pierwszy sukces Chiary.

Punkt zwrotny i skok w ciemność

Od 1987 r. Chiara niespodziewanie traci wzrok. Sytuacja jest poważna, grozi jej całkowita ślepota. – Po przyjeździe do szpitala lekarz specjalista, gdy tylko spojrzał na moje oczy, podskoczył na krześle i wybuchnął: Ależ ty powinnaś krzyczeć z bólu z tym, co masz! Wyjaśnił mi, że doszło do poważnego zakażenia, które objęło oboje oczu – opowiada. Zdiagnozowano przewlekłe i nieuleczalne zapalenie błony naczyniowej. W tym samym czasie, mimo że ogarnia ją fizyczna ciemność, w sercu pojawia się pragnienie szukania ludzi, którzy przeżywają piekło, i dosłownego wyjścia nocą na ulicę, by spotkać tych najbardziej nieszczęśliwych. Chiara czuje niepokój duszy, ponieważ ma do czynienia z natchnieniem wyjątkowo silnym i trudnym do opanowania.

„Za każdym razem, gdy zanurzałam się głęboko w modlitwie, a czyniłam to niemal bez przerwy, to natchnienie stawało się coraz większe. «Muszę odszukać najbardziej nieszczęśliwych braci, muszę wyjść na ulice nocą, by odszukać dealerów narkotyków, narkomanów, alkoholików, prostytutki, chorych na AIDS» – powtarzałam sobie. Jednak prawda była taka, że nie mogłam ustać na nogach i niewiele widziałam! Sama sobie odpowiadałam: «Dokąd pójdę, co zrobię? Moja choroba mi na to nie pozwala...»” – pisze. W tym stanie odrętwienia spowodowanym sprzecznymi myślami zwraca się do Pana, mówiąc Mu po prostu: „Nie wiem, czy wołanie, które tak wyraźnie słyszę w sercu – by wyjść nocą w poszukiwaniu narkomanów, prostytutek, alkoholików, przestępców, desperatów – Ty mi wlewasz do serca. Zdaję sobie sprawę, że dla młodej dziewczyny takiej jak ja to wszystko jest zbyt niebezpieczne, to szaleństwo... Ale Ty wiesz, że zawarłam z Tobą bezwarunkowe zobowiązanie, pragnę tylko tego, czego Ty pragniesz. Jeśli z jakiegoś powodu, jak się wydaje, to gorące pragnienie Ty wlewasz mi do serca, Ty, który wszystko możesz, stwórz mi jakieś minimalne warunki do tego, bym mogła je zrealizować, daj mi tę odrobinę zdrowia potrzebnego, by wyjść samotnie nocą na ulice”.

To wydaje się nieprawdopodobne, ale choroba ustępuje. Lekarze rozkładają ręce, bo nie wiedzą, jak to możliwe. Chiara jest zdrowa.

Ludzie mieszkają w piekle

Boi się, ale powtarza sobie, że Bóg tego chce, słyszy wołanie i wezwanie, więc wychodzi do ludzi, których nikt nie chce – pijaków, przestępców, narkomanów, prostytutek. Ma 25 lat, jest piękną kobietą, ale przełamuje opór i schodzi do podziemi rzymskiego dworca Termini.

„Pierwszej nocy, kiedy poszłam na dworzec, miałam wrażenie zejścia do piekieł. Wyższy poziom i przestrzeń wokół dworca były opanowane przez ludzi bez stałego miejsca zamieszkania i problematyczną młodzież, ale był to tylko «czyściec». W podziemiach był zupełnie inny świat, strefa, o której «wtajemniczeni» dobrze wiedzieli, że lepiej tam nie zaglądać. Rzuciłam okiem i przekonałam się, że ludzie, którzy schodzili tam na dół, to byli ci najbardziej wyniszczeni.

Dlatego pomyślałam: «Piekło jest tam niżej, muszę tam pójść»” – pisze o tamtym okresie. Od tej pory przychodziła na Termini systematycznie, już wiedziała, że Bóg ją tam posyła i jej strzeże. Poprosiła o spotkanie z biskupem, przedstawiła swoje plany – o dziwo odczytał w nich plan Boga i udzielił błogosławieństwa.

Pierwszy dom Nowych Horyzontów powstał w Rzymie w marcu 1994 r. – to miejsce, gdzie setki młodych ludzi mających za sobą ekstremalne doświadczenia nałogowe i przestępcze zaczynają odbudowywać siebie dzięki opracowanemu przez Chiarę odwykowemu programowi terapeutycznemu opartemu na Ewangelii.

Trzy lata później powstał kolejny dom, w prowincji Frosinone – to oficjalna siedziba wspólnoty – a potem kolejne. – Od 25 lat widzę, jak miłość wygrywa z ciemnością – mówi Chiara. – Bóg nikogo nie chce zostawić w piekle, ale po ludzi nocy ktoś musi pójść...

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Święta szata

2019-07-16 20:50

Beata Pieczykura

W klasztorze pw. Miłosierdzia Bożego w Częstochowie w uroczystość Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel, 16 lipca, Mszy św. przewodniczył oraz homilię wygłosił bp Andrzej Przybylski.

Beata Pieczykura/Niedziela
Zobacz zdjęcia: Święta szata

Do licznie zebranych powiedział: – Czas ucieka, a szkaplerz niesie nas ku wieczności. Do nieba prowadzi nas m.in. wielki znak szkaplerza świętego. Razem ze siostrami my, tu zgromadzeni w Karmelu w Częstochowie, chcemy odnowić przywiązanie do szkaplerza, wiarę w ten święty znak i to wszystko, co on oznacza. Ksiądz Biskup przypomniał, że szkaplerz jest świętą szatą, która oznacza przyobleczenie się w Chrystusa, czyli decyzję przemiany życia, by każdego dnia stylem życia naśladować Jezusa i Jego Matkę. Tym, którzy zdecydowali się przyjąć szkaplerz, przedstawił obowiązki (takie jak współpracować z łaską, często spowiadać się, odmawiać znaczoną w dniu przyjęcia modlitwę, czynić dobrze bliźnim), a przede wszystkim obietnice, że znajdują się pod szczególną opieką Matki Bożej w trudach i niebezpieczeństwach życia ziemskiego, zostaną zachowani od wiecznego potępienia, a Matka Jezusa już w pierwszą sobotę po ich śmierci uwolni z czyśćca.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Francja: od 25 lat wspólnotę braci z Taizé wspierają urszulanki z Polski

2019-07-17 19:36

(KAI/VaticanNews) / Taizé

Od ćwierć wieku pracują na wzgórzu w Taizé urszulanki Serca Jezusa Konającego z Polski. Za ich posługę podziękował im przeor wspólnoty, brat Alois. Swoją wdzięczność każdego tygodnia wyraża też młodzież, z którą pracują siostry.

Łukasz Krzysztofka

Pracujący w Taizé od wielu lat polski kapłan brat Marek przypomniał, że przybycie sióstr urszulanek było związane z potrzebą wspierania jego jako jedynego wówczas brata z Polski, by można było przyjąć liczne grupy młodych. Zaprosił je założyciel wspólnoty brat Roger, który bardzo liczył na to, że uda się znaleźć odważne zakonnice, które zechciałyby przyjechać do Taizé. Bardzo je polubił i wspierał, nalegając jednocześnie, by nosiły strój zakonny, żeby było wiadomo, że są to siostry z Polski.

W rozmowie z Radiem Watykańskim siostra Grażyna zaznaczyła, że chociaż początkowo urszulanki służyły głównie Polakom i osobom z Europy Środkowo-Wschodniej, to z czasem objęły swoimi działaniami także mieszkańców innych krajów. "Stopniowo nasza misja się zmieniała, ale cały czas jesteśmy nastawione na służenie młodym i słuchanie ich. Towarzyszymy dziewczętom z różnych krajów, w zależności od tego, jakimi językami mówimy. Zdarza się niekiedy, że dziewczęta, które w Taizé poznały urszulanki, wstępują do tego zgromadzenia" – powiedziała siostra Ania. Dodała, że ona sama właśnie w Taizé poznała urszulanki "i tu rozeznawałam moją drogę i, jak widać, jestem w zgromadzeniu".

W ciągu dwudziestu pięciu lat na wzgórzu w Taizé pracowało kilkanaście urszulanek. Dla życia każdej z nich doświadczenie to było bardzo istotne. Także braciom ze wspólnoty i wielu ludziom młodym nie sposób sobie wyobrazić życia w tym miejscu bez ich obecności.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem