Reklama

Do trzech razy sztuka

2016-11-02 11:42

Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 45/2016, str. 14-16

Artur Stelmasiak

To stare polskie powiedzenie doskonale wpisuje się w historię budowy Świątyni Opatrzności Bożej. Nie udało się w I Rzeczypospolitej, nie udało się w II RP, dopiero po 225 latach idea narodowego wotum zostaje zrealizowana

Te trzy podejścia ukazują nam jeszcze jedną historyczno-narodową zależność. Za każdym razem, gdy Polska nie wywiązywała się z danej Bogu obietnicy, bardzo źle się to dla nas kończyło. – Ta idea była jak fatum nad naszą Ojczyzną, która raz dźwigała się ku niepodległości, to znowu ją traciła – mówi prof. Wiesław Wysocki, historyk z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego.

Mówił o tym również św. Jan Paweł II podczas Mszy św. na placu Piłsudskiego w 1999 r. „Niech ta świątynia stanie się miejscem szczególnego dziękczynienia za wolność Ojczyzny. Modlę się, by żadne bolesne doświadczenie nie zakłóciło tego dziękczynienia, na które czekaliśmy 200 lat” – podkreślił Papież.

Wszystko wskazuje na to, że modlitwa Ojca Świętego została wysłuchana, bo w Święto Niepodległości – 11 listopada 2016 r. zostanie odprawiona pierwsza Msza św. w Świątyni Opatrzności Bożej. Po 225 latach przedstawiciele Episkopatu Polski i najwyższe władze państwowe będą świętować zarówno odzyskanie niepodległości w 1918 r., jak i zamknięcie pewnego etapu w historii, którym jest budowa Świątyni Opatrzności Bożej. – Takiej świątyni, jaką wybudowaliśmy na warszawskim Wilanowie, nie ma nigdzie indziej w Europie. Jesteśmy ewenementem, bo nie ma państw, które w podobny sposób potrafiłyby docenić swoją katolickość – podkreśla prof. Wysocki.

Reklama

Nieudane podejścia

Budowa Świątyni Opatrzności Bożej sięga czasów panowania króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Dwa dni po uchwaleniu Konstytucji 3 maja przez Sejm Czteroletni, a więc 5 maja 1791 r., parlamentarzyści oraz król podjęli dziękczynne zobowiązanie o wzniesieniu kościoła „ex voto wszystkich stanów... najwyższej Opatrzności poświęcony”. Miał to być wyraz dziękczynienia „Najwyższemu losami narodów Rządcy” za uchwalenie konstytucji.

Pierwszą łopatę wbito rok później, w rocznicę uchwalenia konstytucji. Budowę zainaugurowali uroczyście król Stanisław August oraz ostatni prymas I Rzeczypospolitej abp Michał Poniatowski. Gdyby plan ten został wówczas zrealizowany, to naprzeciwko Kancelarii Prezesa Rady Ministrów stałby dziś kościół pw. Opatrzności Bożej.

Historia, niestety, potoczyła się jednak inaczej, bo kilka dni później carskie wojska ruszyły na Warszawę, co uniemożliwiło wzniesienie kościoła, a 3 lata później naszego państwa nie było już na mapach Europy.

Po odzyskaniu niepodległości Sejm Ustawodawczy odrodzonej Rzeczypospolitej 17 marca 1921 r. podjął ponownie uchwałę o budowie świątyni. Parlament zdecydował, że koszty jej realizacji poniesie państwo. Budżet miał również finansować wieczyste stypendium, z którego miały być opłacane Msze św. w intencji Ojczyzny oraz za dusze Polaków poległych w jej obronie.

Trudności ekonomiczne, a przede wszystkim szalejąca inflacja, sprawiły jednak, że rozpoczęcie inwestycji przeciągało się w czasie. Dopiero Komitet Pamięci Marszałka Piłsudskiego, zawiązany po jego śmierci pod przewodnictwem prezydenta Ignacego Mościckiego, postanowił zrealizować to dzieło. Na Polach Mokotowskich miało powstać miejsce pamięci m.in. z pomnikiem Marszałka oraz Łukiem Triumfalnym Bitwy Warszawskiej. Centralnym obiektem tego kompleksu narodowej pamięci miała być Świątynia Opatrzności Bożej.

Komitet wyłonił w drodze konkursu projekt, który zakładał wzniesienie olbrzymiej świątyni w stylu konstruktywistycznym, z wieżą przypominającą nieco nowojorskie drapacze chmur. Latem 1939 r. rozpoczęto prace ziemne. Plany budowy pokrzyżował jednak wybuch II wojny światowej. Okupacja hitlerowska, a później dyktatura komunistyczna uniemożliwiły realizację tych planów.

Problemy finansowe

III RP to kolejny rozdział w historii Polski. Tym razem o obietnicy przodków przypomniał prymas Polski kard. Józef Glemp, który do intencji dziękczynnych dołączył odzyskanie niepodległości w 1989 r. Kardynał uzyskał najpierw poparcie Rady Warszawy, Komisji Konstytucyjnej Senatu, a w 1997 r. budowę świątyni poparł Sejm RP.

Tak jak w czasach II RP, tak i teraz były problemy z wyłonieniem pracy konkursowej oraz ze sfinansowaniem inwestycji. I o ile w poprzednich podejściach ciężar budowy spoczywał na budżecie państwa, o tyle tym razem budowa uzyskała jedynie słowne wsparcie parlamentu. W efekcie realizacja obietnic składanych przez władze państwowe spoczęła całkowicie na Kościele, czyli na wiernych. Ze względu na charakterystykę terenu oraz bum budowlany wznoszenie świątyni okazało się o wiele bardziej kosztowne, niż początkowo zakładano. A sam prymas Glemp często był krytykowany za ten pomysł przez lewicowo-liberalne media, że stawia gigantyczny kościół w szczerym polu.

Budowa szła wolno i były kilkuletnie przestoje, bo cały ciężar inwestycji spoczywał praktycznie na archidiecezji warszawskiej. Był czas, że budowa była krytykowana. Nowego otwarcia dokonał następca prymasa kard. Kazimierz Nycz. Kilka miesięcy po swoim ingresie w Warszawie powołał Centrum Opatrzności Bożej i jasno wskazał, że cały kompleks nie jest jedynie kościołem. Tym samym budowa części kulturalnej, którą jest Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego, mogła już być współfinansowana z budżetu państwa. Jednocześnie COB zaczęło prowadzić szeroką kampanię informacyjno-promocyjną i budowanie bazy zwykłych darczyńców. – O ile prymas Polski potrafił podjąć zobowiązanie dane Panu Bogu przez naszych przodków, o tyle kard. Kazimierz Nycz potrafił je później skutecznie zrealizować – mówi ks. Tadeusz Aleksandrowicz, proboszcz parafii Opatrzności Bożej.

W 2008 r. zorganizowano pierwszy Dzień Dziękczynienia oraz pierwszą ogólnopolską kwestę na rzecz budowy Świątyni Opatrzności Bożej. Jednocześnie podjęto rozmowy na temat współfinansowania części muzealnej całego kompleksu. – Po ośmiu latach zamykamy pewien bardzo ważny etap, bo w świątyni zostanie odprawiona pierwsza Msza św. – mówi Sylwester Bizacki, dyrektor biura COB. – Przez ten okres udało się zbudować trwałą relację z 80 tys. darczyńców, którzy wspierają budowę. To znaczy, że nasza praca jest potrzebna, bo Polacy chcą zrealizować obietnicę.

Na 100-lecie niepodległości

Otwarcie Świątyni Opatrzności Bożej w 2016 r. jest bardzo symboliczne. Pierwszy raz w historii rocznicę odzyskania niepodległości będziemy świętować w kościele, który jest narodowym wotum spajającym tradycję I i II Rzeczypospolitej, z silnym odniesieniem do współczesności. Duchowym wymiarem narodowego sanktuarium jest fakt, że w jednym miejscu można będzie czcić relikwie świętych i błogosławionych z całej historii Polski.

– Skoro w 1791 r. decyzję o budowie Świątyni Opatrzności Bożej podjęli wspólnie król, ówcześni parlamentarzyści oraz Kościół, to do tamtej jedności chcielibyśmy nawiązać w dniu otwarcia. Przez dobór gości Ksiądz Kardynał chciałby podkreślić, że świątynia Opatrzności Bożej jest naszym wspólnym dziełem – mówi „Niedzieli” Piotr Gaweł, prezes Centrum Opatrzności Bożej.

Od czasów oświecenia w Europie władze budowały miejsca pamięci z pominięciem wymiaru duchowego, a nawet tworzono w ten sposób przeciwwagę dla religii. – W Polsce było i nadal jest inaczej. Mamy taką historię, że nie da się jej opowiedzieć z pominięciem Kościoła, bo byłoby to fałszywe. Wszystkie ważne daty w dziejach naszego narodu mają wymiar zarówno państwowy, jak i religijny. Idea budowy Świątyni Opatrzności Bożej oddaje więc to, co nazywamy Polską w wymiarze zarówno państwowym, wspólnotowym, jak i duchowym – mówi prof. Wiesław Wysocki.

Często próbuje się na siłę tworzyć rozdział państwa od Kościoła i wmawia opinii publicznej, że są to rzeczywistości przeciwstawne. – Tak jednak nie jest, bo choć są to dwa odrębne byty, to jednak cel mają ten sam, czyli dobro obywateli. Państwo troszczy się o dobro doczesne, a Kościół – o wieczne. Nie ma tu więc żadnego konfliktu interesów – podkreśla prof. Wysocki.

Święto Niepodległości w Świątyni Opatrzności Bożej jest więc pięknym dopełnieniem jubileuszu 1050-lecia Chrztu, który jednocześnie jest początkiem polskiej państwowości. Za dwa lata natomiast w tym miejscu będzie można hucznie świętować 100-lecie odzyskania niepodległości. – Na 100-lecie szykujemy kolejną niespodziankę. W 2018 r. planujemy otwarcie nowoczesnego Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego, które znajduje się nad częścią sakralną – mówi Piotr Gaweł. – W nowoczesny, narracyjny sposób zostanie pokazane życie dwóch wielkich Polaków na tle zmieniającej się historii Polski, Europy i świata. Nie mam wątpliwości, że będzie to muzeum fascynujące, bo na mapie edukacji historycznej nie ma drugiej takiej placówki, która w tak niezwykły sposób opowiadałaby o ostatnich stu latach.

Tagi:
świątynia Świątynia Opatrzności Bożej

Reklama

Krzyż i orzeł niech królują

2019-04-30 09:16

PR
Edycja rzeszowska 18/2019, str. 4

Podczas wizytacji kanonicznej parafii pw. Przemienienia Pańskiego i św. Doroty w Trzcinicy, 5 maja 2019 r., bp Jan Wątroba dokona konsekracji ołtarza i kościoła parafialnego oddanego do kultu w 1987 r.

Miłosz Dykas
Bryła kościoła w Trzcinicy nawiązuje do symbolu orła wzbijającego się do lotu

Potrzebę budowy nowej świątyni w Trzcinicy widziano już na początku XX wieku, ale plany te nie zostały zrealizowane. Z zebranych w tamtych czasach funduszy wybudowano plebanię, a drewniany kościół św. Doroty, pełniący funkcję świątyni parafialnej od XVI wieku, pokryto blachą.

25 czerwca 1982 r., po rocznym wikariacie w Trzcinicy, ks. Stanisław Bałucki otrzymał nominację na proboszcza. Natychmiast podjął decyzję o budowie nowej świątyni. Już w cztery dni później powołał Komitet budowy kościoła, który zaczął gromadzić fundusze i materiały budowlane. Trzeba przypomnieć, że były to bardzo trudne czasy dla realizacji tego typu przedsięwzięć. Od 13 grudnia 1981 r. obowiązywał stan wojenny z wszechobecną inwigilacją służb, z przykrymi przesłuchaniami i dokuczliwymi karami administracyjnymi nakładanymi na proboszcza i wiernych zaangażowanych w to dzieło. Mimo tych przeszkód cel budowy świątyni wyzwolił zapał i zaangażowanie wiernych. Wszelkie prace wykonywano własnymi siłami w systemie gospodarczym.

Budowa kościoła, według projektu Stanisława Karpa i Janusza Hanusa z Krosna, rozpoczęła się 28 marca 1984 r. Pierwowzorem architektonicznym dla nowej świątyni był kościół pw. św. Franciszka Borgia w Chicago. Swą nietypową bryłą budynek nawiązuje do sylwetki orła, wzbijającego się do lotu. 1 listopada 1985 r. biskup przemyski Ignacy Tokarczuk wmurował kamień węgielny. Na materiał tej symbolicznej podwaliny użyto fragmentu z płyty nagrobnej rodziny Włodków, dawnych właścicieli Trzcinicy. Dwa lata wcześniej – 22 czerwca 1983 r. kamień węgielny poświęcił papież Jan Paweł II na krakowskich Błoniach.

Nowa świątynia w Trzcinicy była gotowa do pełnienia swojej funkcji już w 1987 r. 15 listopada tegoż roku bp Ignacy Tokarczuk poświęcił kościół, nadając mu tytuł Przemienienia Pańskiego. W kolejnych latach, dzięki ofiarności mieszkańców Trzcinicy, nowy kościół parafialny był stopniowo wyposażany i upiększany według projektu prof. Kazimierza Rocheckiego z Torunia.

Uroczystość konsekracji jest okazją do złożenia dziękczynienia Bogu za dar świątyni i za wszystkich, którzy z wielkim oddaniem wznosili ten dom Boży. Wielu z budowniczych i fundatorów nie dożyło tego momentu. Za nich i za wszystkich żyjących budowniczych i fundatorów będziemy się modlić podczas Eucharystii o godz. 11.30, dziękując za poświęcenie, hojność i odwagę, bez której to dzieło, w tak niesprzyjających okolicznościach, nie mogłoby powstać. W szczególności wyrazimy wdzięczność za posługę ks. Stanisława Bałuckiego, dziś emerytowanego proboszcza, który swą odwagą, zaangażowaniem i umiejętnością kontaktu z ludźmi zapisał się w historii parafii i w pamięci mieszkańców jako świetny organizator i budowniczy tego kościoła.

Kiedy bp Ignacy Tokarczuk umieszczał kamień węgielny w murach powstającej świątyni, Mszę św. odprawił na schodach budowanego równocześnie domu parafialnego. Pod ołtarzem widniało wówczas hasło zaczerpnięte z pieśni: „Krzyż i orzeł nad życiem naszym, Panie, niechaj królują od chrztu po skonanie”. Dziś kolejne pokolenia parafian podejmują odpowiedzialność, w wymiarze materialnym i duchowym, za świątynię. Niech słowa tej pieśni na nowo przypomną wszystkim o potrzebie miłości i wierności Bogu, Ojczyźnie i tradycji przodków.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Być blisko Chrystusa

2016-07-13 09:00

O. Stanisław Jarosz OSPPE
Niedziela Ogólnopolska 29/2016, str. 32-33

Thomas Reimer/Fotolia.com

Stwierdzenie św. Pawła: „Teraz raduję się w cierpieniach za was i ze swej strony dopełniam niedostatki udręk Chrystusa w moim ciele dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół”, jest odkrywaniem tajemnicy chrztu św.

Jezus Chrystus ponad dwa tysiące lat temu dokonał dzieła zbawienia, sprawiedliwość Boża wykonała się na Jezusie Chrystusie. On wziął wszystkie winy na siebie i jako winowajca poszedł na krzyż, został pogrzebany i zmartwychwstał. Przynosi dobrą nowinę o przebaczeniu.

Dzisiaj ten sam Jezus dokonuje tego samego zbawienia przez tych, którzy trwają przez wiarę i życie w jedności z Nim. On w naszym życiu wypełnia to wszystko, czego dwa tysiące lat temu sam dokonał. Nie brakuje niczego w tym, czego dokonał wtedy Zbawiciel, zaprasza On natomiast swój Kościół, swoich uczniów, tych, którzy chcą być do Niego podobni, aby mieli udział w tej łasce, w tym dziele zbawienia, które wysłużył dla wszystkich ludów i narodów: niewierzących, wyznawców innych religii, dla tych, którzy mienią się chrześcijanami, a żyją jak poganie. Przecież Jezus Chrystus umarł za wszystkich!

Widząc tych wszystkich, którzy mimo męki i śmierci Chrystusa nie przyjmują tego daru, odrzucają go lub go nie znają, Paweł apostoł wpisuje się w dzieło zbawienia, jakby mówiąc: Panie, jeśli jeszcze potrzeba dopełnić czegoś dla tych, którzy teraz żyją, by byli zbawieni, wykorzystaj moje życie, moje cierpienia, moją śmierć dla ich zbawienia. Dlatego mówi: „raduję się w cierpieniach za was”.

Życie naznaczone jest cierpieniem, trudem, bólem. często myślimy: taki los człowieka, cierpieć i umrzeć; Pan Jezus cierpiał i my też musimy swoje odcierpieć. Jeżeli chcę być podobny do Jezusa, jeżeli chcę mieć udział z Chrystusem; skoro nie ucieknę od tego, co jest kondycją ludzkiego życia, to chcę, aby słowa drugiego czytania wypełniły się również na mnie, mocą Ducha Świętego.

Św. Paweł w innym miejscu głosi: „Nosimy nieustannie w ciele naszym konanie Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym ciele” (2 Kor 4, 10); gdzie indziej stwierdza: „przez poznanie Go: zarówno mocy Jego zmartwychwstania, jak i udziału w Jego cierpieniach – w nadziei, że upodabniając się do Jego śmierci, dojdę jakoś do pełnego powstania z martwych” (Flp 3, 10-11). I jeszcze inny tekst: „A właśnie za wszystkich umarł [Chrystus] po to, aby ci, co żyją, już nie żyli dla siebie, lecz dla Tego, który za nich umarł i zmartwychwstał” (2 Kor 5, 15).

Kiedy jesteśmy umęczeni, jesteśmy blisko Jezusa, podobni do Niego. Bóg cię kocha, widzi w tobie umęczoną twarz Jezusa; przecież rodzice są bliżej dziecka, kiedy ono cierpi. Bóg byłby gorszy od nas? Od Abrahama uczmy się wiary, a od Marii słuchania jak uczeń Mistrza. Odwagi!

Polecamy „Kalendarz liturgiczny” – liturgię na każdy dzień
Jesteśmy również na Facebooku i Twitterze

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Katowice: Msza św. z okazji 100-lecia Policji Państwowej

2019-07-21 14:27

ks. sk / Katowice (KAI)

Metropolita katowicki przewodniczył Eucharystii z okazji 100-lecia Policji Państwowej w Katowicach. W homilii podkreślał, że Bóg uzdalnia człowieka do osiągnięcia zamierzonej przez Niego miary ludzkiej wielkości.

Ks. Paweł Kłys

Zwracając się do policjantów przypomniał, że ich służba ma „z natury głębokie znamiona troski o sprawiedliwość, zwłaszcza tę w wymiarze społecznym”. Zauważył, że muszą się oni zmagać z konkretnym złem, „które zapuszcza swe korzenie w człowieka, niszcząc w nim Boży obraz – piękna, prawdy i dobra”.

Metropolita katowicki zauważył, że policjanci do wypełniania swojej misji potrzebują „siły, której źródłem nie jest człowiek, ani regulaminy ale sam Bóg”. – Potrzeba Wam odwagi i wrażliwości, którą może wzbudzić tylko Ten, który sam będąc Bogiem i Człowiekiem doświadczył ludzkiego losu i zna wnętrze człowieka. Potrzeba Wam nadziei, ożywianej Bożą mocą, aby nie zwątpić, nie stracić sensu tej ważnej służby i aby samemu być odpornym na zło – stwierdził.

Przypominając początki tworzenia oddziałów policji przytoczył istotę działania tej służby polegającą na „zapewnieniu mieszkańcom wielonarodowej Rzeczypospolitej bezpieczeństwa, a w życiu publicznym właściwego porządku i społecznego ładu”.

Mówiąc o nauczaniu Kościoła i Papieży XX wieku zauważył, że Bóg niczego nie zabiera człowiekowi, który wybiera Go na swego Pana. – Przeciwnie! Bóg uzdalnia człowieka do osiągnięcia zamierzonej przez Niego miary ludzkiej wielkości, do podejmowania służby bliźniemu aż po heroiczną nieraz ofiarę z życia – mówił abp Skworc.

Arcybiskup nawiązał do roty przysięgi policjantów z 24 lipca 1919. Przypomniał, że na początku i na końcu odwołuje się ona do Boga. - On jest niejako pierwszą i ostatnią literą alfabetu policyjnej przysięgi i etosu policjanta. Tak właśnie służbę państwowej policji i policjantów postrzegali założyciele tej zasłużonej dla ojczyzny formacji – mówił abp Skworc.

Metropolita katowicki przypomniał także dramatyczną historię funkcjonariuszy policji na początku II wojny światowej. Przywołał rozstrzelanych w Kalininie (obecnie Twer) policjantów, których pochowano w Miednoje. – Jak wiemy spoczywa tam 6311 policjantów. Aż 1231 z nich służyło w Policji Województwa Śląskiego. Wielu z policjantów, którzy wpadli w ręce niemieckiego okupanta, zwłaszcza tych, którzy brali udział w akcji powstańczo-plebiscytowej na Górnym Śląsku, trafiło do obozów koncentracyjnych. Katowicki Oddział IPN szacuje, że spośród przeszło 3 tys. śląskich policjantów 80 procent nie przeżyło II wojny – powiedział.

Zwrócił także uwagę, że po 1945 wyrzucenie Boga z przysięgi milicji obywatelskiej nie przyniosło właściwego podejścia do bezpieczeństwa obywateli i porządku publicznego. - Milicja razem ze Służbą Bezpieczeństwa, jak dobrze o tym wiemy, stała się narzędziem opresji totalitarnego państwa, czego najjaskrawszym dowodem były morderstwa Polaków, którzy nie chcieli się poddać nowemu zniewoleniu swojej ojczyzny. Tragicznym potwierdzeniem tego stwierdzenia są krzyże (znak obecności Boga) – w Poznaniu, Gdańsku i Katowicach oraz inne ofiary stanu wojennego, w tym bł. ks. Jerzy Popiełuszko – mówił.

W Eucharystii wzięli udział przedstawiciele rządu, parlamentarzyści, władze samorządowe, ludzie świata nauki, służby mundurowe i harcerstwo.

Uczestnicy uroczystości udali się następnie na plac Bolesława Chrobrego, gdzie przy pomniku Józefa Piłsudskiego odbył się uroczysty apel podczas którego wręczone zostały ordery, odznaczenia oraz akty mianowania na wyższe stopnie policyjne. Całość zakończył koncert Orkiestry Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach poprzedzony defiladą oraz pokazem musztry.

Polska Policja została powołana do istnienia 24 lipca 1919 jako formacja służąca społeczeństwu i przeznaczona do ochrony bezpieczeństwa ludzi oraz do utrzymywania bezpieczeństwa publicznego i porządku publicznego. W swojej historii przechodziła liczne zmiany. Ostatnia reforma struktur miała miejsce w 1990.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem