Reklama

Kościół

W duchu pokuty

Przed spotkaniem Franciszka z luteranami w Lund w Szwecji z kard. Kurtem Kochem – przewodniczącym Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan – rozmawia Włodzimierz Rędzioch

Niedziela Ogólnopolska 45/2016, str. 18-19

[ TEMATY ]

reformacja

Włodzimierz Redzioch

Kard. Kurt Koch

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – W tym roku obchodzona jest 500. rocznica reformacji. Zawsze się zastanawiam, czy luteranie mają świadomość, że Kościoły protestanckie zrodzone z reformacji powstały wbrew woli Chrystusa: „Ut unum sint” (Aby byli jedno)...

KARD. KURT KOCH: – Jeśli luteranie wzięliby na poważnie Lutra, powinni zdać sobie sprawę z powagi schizmy, ponieważ na początku Luter nie chciał tworzyć nowych kościołów, nie chciał schizmy, ale pragnął reformy Kościoła. Z tego powodu nie mówimy o obchodach rocznicy reformacji, ale o jej upamiętnieniu. A ma ono trzy zasadnicze punkty. Pierwszy – to wdzięczność, bo w 2017 r. przypada nie tylko 500. rocznica reformacji, ale także 50. rocznica rozpoczęcia dialogu z luteranami. W ostatnich latach odkryliśmy, że mamy wiele wspólnego, szczególnie – ponowne odkrycie Ewangelii usprawiedliwienia, wspólną deklarację w sprawie nauki o usprawiedliwieniu w 1999 r. w Augsburgu. Drugim punktem jest pokuta, ponieważ reformacja była nie tylko nowym odkryciem Ewangelii, ale też spowodowała rozdarcie wewnątrz Kościoła i przerażające wojny religijne w XVI i XVII wieku, a zwłaszcza wojnę 30-letnią (1618-48), która zamieniła Europę w jezioro krwi. Dlatego musimy czynić pokutę. Trzeci punkt to nadzieja, że wspólne upamiętnianie tych faktów będzie stanowić nowe kroki w kierunku jedności między luteranami i katolikami.

– Jak układają się dziś stosunki i dialog z luteranami?

– W dziedzinie teologii po deklaracji w sprawie nauki o usprawiedliwieniu musimy zająć się przygotowaniem wspólnej deklaracji o Kościele, Eucharystii i posługiwaniu, ponieważ eklezjologiczne konsekwencje deklaracji o usprawiedliwieniu nie zostały wyciągnięte. Dlatego cieszę się, że w Stanach Zjednoczonych katolicy i luteranie już przygotowali tekst pt. „The Declaration on the Way: Church, Ministry and Eucharist” (Deklaracja w drodze: Kościół, posługiwanie duchowe i Eucharystia).

– W tym roku przypada jeszcze jedna rocznica: 50 lat temu Pawłowi VI złożył wizytę anglikański arcybiskup Canterbury Michael Ramsey, wielki zwolennik dialogu ekumenicznego. Niestety, od czasów abp. Ramseya sytuacja Wspólnoty Anglikańskiej pogorszyła się i prawie doszło w niej do podziału ze względu na przychylny stosunek do homoseksualizmu Kościoła Episkopalnego w Stanach Zjednoczonych, gdzie jeden z biskupów jest zdeklarowanym gejem. Jak Eminencja postrzega te napięcia wśród anglikanów?

– Ta sprawa nie dotyczy tylko anglikanizmu – generalnie rzecz biorąc, argumenty etyczne stały się dużym problemem w dialogu ekumenicznym. W latach 80. ubiegłego wieku mówiono, że wiara dzieli, działanie łączy. Dziś musimy powiedzieć odwrotnie: można było wspólnie pogłębić wiele kwestii wiary, ale pojawiły się problemy etyczne dotyczące wczesnego okresu życia, diagnostyki preimplantacyjnej, aborcji, eutanazji, a także ideologii gender, która dotyka wizji antropologicznej człowieka, a co za tym idzie – wizji rodziny i społeczeństwa. Jest to przyczyną wielu napięć w dziedzinie ekumenicznej. Ważne, aby zająć się tymi kwestiami, ponieważ jeśli chrześcijanie w Europie nie mogą mówić jednym głosem w sprawach podstawowych, to ich głos staje się coraz słabszy.

– Wspomniany problem homoseksualizmu jest objawem wypaczenia chrześcijańskiej wizji człowieka w Kościele anglikańskim oraz w Kościołach protestanckich. Jak to się dzieje, że odwołując się do tej samej Biblii, można zupełnie inaczej interpretować takie kwestie, jak rodzina, bioetyka, antropologia itp.?

– Nie mamy już wspólnej antropologii chrześcijańskiej i jest to wielkie wyzwanie. Wielu protestantów twierdzi, że problemy, o których Pan wspomniał, nie wpływają na istotę wiary, są kwestiami drugorzędnymi. My, katolicy, jesteśmy natomiast przekonani, że koncepcja małżeństwa nie jest sprawą drugorzędną, gdyż opiera się na Biblii, na biblijnej antropologii. Dialog powinien obejmować także te kwestie, a to nie jest łatwe. Napięcia te występują nie tylko we Wspólnocie Anglikańskiej, ale dotyczą także innych wspólnot protestanckich.

– Ksiądz Kardynał jest także szefem Komisji ds. Kontaktów Religijnych z Judaizmem. W tym roku, 17 stycznia, miała miejsce wizyta w synagodze trzeciego już biskupa Rzymu – po Janie Pawle II (1986 r.) i Benedykcie XVI (2010 r.) rzymską wspólnotę żydowską odwiedził Franciszek. Czym ta wizyta różniła się od poprzednich i co nowego wniosła do relacji z żydami?

– Postrzegam wizytę Franciszka jako kontynuację poprzednich. Pierwszy wielki krok został wykonany przez Jana Pawła II – pierwszego papieża, który odwiedził synagogę i wygłosił w niej bardzo ważne przemówienie. Powiedział wtedy, że my, katolicy, mamy z żydami związki, których nie mamy z żadną inną religią, a stosunki między Kościołem a Synagogą nie są zewnętrzne, lecz wewnętrzne. Jest to bardzo mocne stwierdzenie. Benedykt XVI kontynuował tę linię, pogłębił ją na płaszczyźnie teologicznej – mam w pamięci jego ważną wypowiedź o Dekalogu. Franciszek natomiast podkreślił przede wszystkim, że my, katolicy i żydzi, jesteśmy wielką rodziną, a więc musimy żyć tą rzeczywistością, a przede wszystkim mieć przyjazne stosunki z braćmi w tym samym Przymierzu.

– Podczas wizyty Franciszka w synagodze niektórzy przedstawiciele społeczności żydowskiej nalegali, by uznać nierozerwalny związek Żydów z Izraelem. Czy uzasadnione są więc pewne zarzuty o manipulowanie wizytą? Wcześniejsze spotkania były wykorzystywane politycznie, np. by nalegać o nawiązanie stosunków dyplomatycznych z państwem Izrael, by uznać Jerozolimę za niepodzielną stolicę Izraela itp.

– To skomplikowany i trudny problem, ponieważ z jednej strony kraj Izrael jest biblijną obietnicą, z drugiej – państwo Izrael to rzeczywistość polityczna tak jak inne państwa i podobnie jak one może być krytykowane za swoją politykę. Sami Żydzi krytykują przywódców państwa Izrael i nikt ich nie oskarża o antysemityzm – byłoby to absurdem. Dla katolików rozróżnienie między biblijną obietnicą a rzeczywistością polityczną jest bardzo jasne, a dla wielu Żydów jest trudne do zaakceptowania.

– Niedawno grupa ortodoksyjnych rabinów przygotowała dokument, w którym stwierdza się, że Kościół katolicki jest częścią Boskiego planu zbawienia. Czy jest to głos odosobniony, biorąc pod uwagę liczbę sygnatariuszy, czy raczej opinia szerszych kręgów społeczności żydowskiej?

– Jest takie żydowskie powiedzenie: Gdzie spotyka się dwóch Żydów, tam mamy trzy opinie. I taka jest rzeczywistość – w świecie żydowskim istnieje wiele poglądów. Ale jesteśmy bardzo wdzięczni za to oświadczenie rabinów, ponieważ jest to duży krok w dobrym kierunku. Do dzisiaj to my, katolicy, wypowiadaliśmy się na temat relacji między katolikami a żydami, a dziś mamy także oświadczenie na ten temat ważnych przedstawicieli judaizmu.

– Na koniec chciałbym zadać pytanie, które może powinienem postawić na początku naszej rozmowy: dlaczego Franciszkowi tak bardzo zależy na prowadzeniu dialogu ekumenicznego, biorąc pod uwagę jego relacje z przywódcami innych Kościołów, takimi jak abp Justin Welby – zwierzchnik Wspólnoty Anglikańskiej, Karekin II – patriarcha wszystkich Ormian, Tawadros II – patriarcha koptyjskiego Kościoła prawosławnego czy Abune Mathias I – patriarcha etiopskiego Kościoła prawosławnego?

– Myślę, że powody aktywności ekumenicznej Franciszka są takie same, jak te, które przyświecały Janowi Pawłowi II. Pamiętam pierwszą wizytę Papieża Polaka w Niemczech, gdzie w rozmowie z przedstawicielami innych Kościołów przypomniał, że żył w epoce dwóch totalitaryzmów: hitlerowskiego i komunistycznego, i stwierdził, że dla dyktatorów, którzy prześladowali chrześcijan, nie było żadnej różnicy między katolikiem, prawosławnym i protestantem. To oznacza, że w męczeństwie jesteśmy jednością. Jan Paweł II bardzo podkreślał ten ekumenizm męczeństwa i, moim zdaniem, to był fundament jego wielkiego zaangażowania ekumenicznego. A Franciszek mówi o ekumenizmie krwi, podkreśla, że chrześcijanie dzisiaj nie są prześladowani dlatego, że są katolikami, prawosławnymi, zielonoświątkowcami itp., ale dlatego, że są wyznawcami Chrystusa. Krew chrześcijańskich męczenników dziś nie dzieli, a jednoczy.
Jestem bardzo zadowolony, że wszyscy papieże, począwszy od Soboru Watykańskiego II, są bardzo otwarci na ekumenizm. Paweł VI podczas spotkania z abp. Ramseyem dał mu swój pierścień – znak swojej władzy Piotrowej. Uczynił też bardzo wiele w stosunku do prawosławnych, spotykając się z patriarchą Konstantynopola Atenagorasem I. Jan Paweł II zrobił znaczne postępy na drodze ekumenizmu, ale utkwiła mi w pamięci jego pierwsza wizyta w kościele ewangelickim w Rzymie. Benedykt XVI był wielkim teologiem, ale także wielkim ekumenistą – wskazywał na ekumenizm w prawdzie. Dla Franciszka natomiast największe znaczenie ma ekumenizm praktyczny, czyli wspólna ewangelizacja. Dlatego spotyka się z tak wieloma przedstawicielami innych Kościołów i wspólnot.

* * *

Papież Franciszek zaplanował swój udział w ceremonii inauguracji obchodów 500. rocznicy reformacji, zorganizowanej przez Światową Federację Luterańską, zaplanowanej na 31 października 2016 r. w Lund (Szwecja). Chodzi tutaj właściwie o obchody rocznicy wielkiego rozłamu w Kościele. Jest to więc bardzo smutna rocznica. Dlatego kard. Gerhard Ludwig Müller, prefekt Kongregacji Nauki Wiary, napisał w swojej najnowszej książce: „My, katolicy, nie mamy żadnych podstaw do świętowania 31 października 1517 r., daty uważanej za początek reformacji, która doprowadziła do rozłamu zachodniego chrześcijaństwa”. I dodał: „Jeżeli wierzymy, że Boże Objawienie zachowane jest w całości – niezmienione – w Biblii i Tradycji, w doktrynie wiary, w sakramentach, w hierarchicznej strukturze Kościoła, ustanowionej na podstawie praw Bożych i sakramentu kapłaństwa, nie możemy zaakceptować, że istnieją wystarczające powody do odejścia z Kościoła”.

2016-11-02 11:42

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Abp Ryś w Święto Reformacji: słuchaj i kochaj

[ TEMATY ]

reformacja

ks Paweł Kłys

W 502. rocznicę wystąpienia ks. dra Marcina Lutra i 20. rocznicę podpisania wspólnej Deklaracji o Usprawiedliwieniu pomiędzy Kościołami zrzeszonymi w Światowej Federacji Luterańskiej i Kościołem katolickim, w luterańskiej świątyni pw. św. Mateusza w Łodzi odbyło się ekumeniczne nabożeństwo, w którym uczestniczyli metropolita łódzki abp Grzegorz Ryś, zwierzchnik Kościoła ewangelicko – augsburskiego w Rzeczpospolitej Polskiej bp Jerzy Samiec oraz bp Jan Cieślar – biskup diecezji warszawskiej Kościoła ewangelicko-augsburskiego.

Zebranych w świątyni przywitał proboszcz łódzkiej parafii ks. Michał Makula. przypomniał znaczenie podpisanej przed 20 laty Deklaracji o Usprawiedliwieniu, kończącej trwający od 500 lat spór o usprawiedliwienie, który doprowadził w XVI wieku do podziału Kościoła.

W czasie wieczornego nabożeństwa Wieczerzy Pańskiej kazanie wygłosił arcybiskup Grzegorz Ryś, który stwierdził, że "niewątpliwe 502 lata temu pokazał się w Kościele człowiek, który wykrzyczał na cały głos, by słowa Boga, by Ewangelia znalazły dla siebie właściwe miejsce w duszpasterstwie, w życiu Kościoła. To słuchanie Boga jest niesłychanie ważne. Bóg ma prawo do tego, byśmy Go słuchali, bo raz po raz do Niego krzyczymy i spodziewamy się, że On nas będzie słuchał. Tym bardziej On ma prawo, byśmy Go posłuchali, by miedzy Panem a nami wydarzyła się prawdziwa rozmowa. Żeby człowiek w wierze przyznał Bogu pierwszeństwo, żeby człowiek z całą pokora uznał, że Bóg ma pierwsze i ostatnie miejsce w tej rozmowie, że to słuchanie Boga jest o wiele ważniejsze niż wykrzykiwanie ku Niemu".

- Tym poranionym i pobitym z przypowieści o Miłosiernym Samarytaninie jest Kościół. My wiemy kto Go pobił i kto Go poranił. Pozadawaliśmy Kościołowi takie rany, które do dziś nie są zaleczone. Nie przemawia to do was, że Kościołowi łatwiej jest się podnieść z takich ran, które zadają mu obcy. Przez ile prześladowań Kościół przeszedł i wychodził z nich mocniejszy, ale z tych ran, które mu zadały własne dzieci, do dziś nie może się podnieść. Od Boga potrzeba nam miłości, żeby zobaczyć ten stan Kościoła, i żeby się nad tym Kościołem po Bożemu ulitować i po Bożemu znajdować lekarstwa na te rany. Pokochać się nawzajem miłością, którą przyjmujemy od Niego – mówił abp Grzegorz Ryś.

Metropolita łódzki nawiązując do tekstu Deklaracji o Usprawiedliwieniu wskazał, że sformowane przed wiekami wzajemne potępienia, nie odnoszą się do nauczania. "Potrzeba było pięciu wieków, aby się zacząć nawzajem słuchać, aby nie mówić drugiej stronie w co wierzy, tylko zapytać i posłuchać" – zaznaczył.

Dziękując za dzisiejszą obecności i wygłoszone słowo Boże arcybiskupowi Rysiowi, biskup Samiec – zwierzchnik Kościoła ewangelicko-augsburskiego – zauważył, że Kościół może jest i poraniony naszymi wzajemnymi waśniami, naszą pychą, tym kto jest ważniejszy, kto jest mniej ważny, kto ma głębszą lub mniej głęboką wiarę, ale Kościół nie powinien koncentrować się na sobie. "Kościół Chrystusowy i wszystkie Kościoły organizacyjne, powinniśmy przede wszystkim wychodzić do ludzi, do ludzi, którzy potrzebują Chrystusa w tym konkretnym momencie, w tym kontekście, w którym żyjemy w XXI w. w Polsce, w Europie. Dziękuję za to nabożeństwo, które staje się pewnego rodzaju symbolem i staje się wyzwaniem do tego, byśmy wspólnie razem świadczyli o Chrystusie" – podkreślił bp Samiec.

W dzisiejszym ekumenicznym nabożeństwie obok duchownych i wiernych Kościoła ewangelicko–augsburskiego uczestniczyli także duchowni z Kościoła ewangelicko–reformowanego oraz ewangelicko-metodystycznego.

Święto Reformacji obchodzone 31 października upamiętnia ogłoszenie przez mnicha augustiańskiego ks. dr. Marcina Lutra w Witteneberdze słynnych 95 tez, co rozpoczęło wydarzenia, które doprowadziły do podziału w zachodnim chrześcijaństwie.

CZYTAJ DALEJ

Bez Eucharystii

2020-03-28 00:42

pixabay

Ranią serca nasze puste kościoły. Płaczą z tęsknoty dusze, które kochają Eucharystię. Miłość przyzywa Miłość a spotkanie jest odłożone w czasie i rozłąka może być dla wielu zakochanych w Jezusie doświadczeniem bolesnym. Ale może przyszedł czas, by formacją był właśnie brak Eucharystii?

Wiele lat temu moja przyjaciółka wzięła udział w Szkole Ewangelizacji zorganizowanej w Białymstoku przez Ruch Światło – Życie. I nic by nie było w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że miała wtedy 20 lat i nie należała do Ruchu, nigdy nawet nie była na żadnym wyjeździe oazowym. W czasie przeznaczonym na powiedzenie kilku słów o sobie każdy z uczestników wstawał i opowiadał, który stopień formacji ma za sobą, wymieniał udział w KODA, itd. Kiedy przyszła kolej na nią też wstała i, jakby nigdy nic, powiedziała, że jej formacją jest codzienna Eucharystia. O ciszy, która wtedy zapadła do tej pory opowiadają ci, którzy słyszeli to wyznanie. Niedługo potem została zakonnicą i – prawdopodobnie aż do teraz – nie przeżyła ani jednego dnia bez Eucharystii. A jednak teraz, gdy taki czas przyszedł, podporządkowała się dekretom biskupów i nie wychyla głowy z klasztoru w poszukiwaniu Mszy św. Wszystkie siostry w jej domu czekają, w zawierzeniu, aż będą mogły uczestniczyć na nowo w spotkaniu z Oblubieńcem. Dlaczego? Bo formacją może być też…brak Eucharystii.

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus, uważana przez Kościół za jedną z najbardziej „eucharystycznych” świętych, tak bardzo czekała na dzień Pierwszej Komunii Świętej, że przez wiele tygodni przygotowań wymyślała sobie coraz to nowe pobożne praktyki i szeptała akty strzeliste, aby w tym dniu ofiarować je Jezusowi jak bukiet najpiękniejszych kwiatów. Dzień, w którym przyjęła po raz pierwszy Komunię św. uznawała do końca życia za „najpiękniejszy spośród wszystkich dni”. Po latach napisała nawet: „Jakże słodki był dla mej duszy ten pierwszy pocałunek Jezusa!”

Czy do szaleństwa zakochana w Jezusie Teresa nie pragnęła przyjmować Go codziennie? Czy nie była na to gotowa? Czy nie tęskniła? A jednak na drugie spotkanie musiała czekać prawie cały miesiąc, bo wtedy w Kościele do Komunii św. nie przystępowano codziennie. I Teresa czekała! Unikała najmniejszej choćby pokusy do grzechu, aby tylko być ewangeliczną panną roztropną, która z lampą pełną oliwy czeka na mogącego przyjść lada chwila Oblubieńca! Teresa, której list z 1889 r. do Piusa X jest małym traktatem o Eucharystii ostatnią Komunię św. przyjęła kilkanaście dni przed śmiercią. Z wielkim trudem i bólem, ale przyjęła decyzję przełożonych, gdy nie pozwolono jej już przystępować do Komunii św. codziennie…

Ta, która chciała stać się „cząstką Jezusa Hostii”, gdy tylko dowiadywała się, że w jakimś kościele jest zaniedbane tabernakulum, zachęcała by „Uczynić z naszych serc małe tabernakulum, w którym Jezus będzie mógł się schronić”… Czy ona tęskniła mniej, niż my?

Ranią serca nasze puste kościoły. Płaczą z tęsknoty dusze, które kochają Eucharystię. Miłość przyzywa Miłość a spotkanie musi być odłożone w czasie i rozłąka może być dla wielu zakochanych w Jezusie doświadczeniem bolesnym. Ale może przyszedł czas, by formacją był właśnie brak Eucharystii?

Ilu z nas, rzeczywiście, unika choćby okazji do grzechu, aby zawsze być gotowym na przyjęcie Jezusa?

Ilu, po popełnionym grzechu, od razu szuka konfesjonału, aby w spowiedzi umyć grzechowy brud, który jest przeszkodą w przyjmowaniu Komunii?

Ilu, całym serem, oddaje Bogu każdą myśl, gdy siedzi w ławce w czasie niedzielnej Mszy św.?

Ilu z nas odlicza godziny do kolejnego z Nim spotkania?

Ilu pamięta o tym, że przed Nim aniołowie kryją twarz?

Ilu nie spuszcza Go z oczu w czasie podniesienia?

Ilu robi znak krzyża mijając kościół, bo tam, w ciemnym tabernakulum, jest właśnie On?

A ilu w czasie ubiegłorocznej procesji Bożego Ciała, idąc za Nim, opowiadało swojej dawno niewidzianej znajomej o nowych butach i ślubie córki?

Ilu z nas wierzy, że na święta trzeba mieć czyste auto i stoi w długiej kolejce do myjni, ale nie ma poczucia konieczności stania w kolejce do konfesjonału?

Ilu z nas, w ubiegłoroczny Wielki Piątek, znalazło czas, aby upiec kolejny popisowy makowiec, ale nie aby zapłakać przy Jego grobie?

Ilu, w Wielką Sobotę, pamiętało o poświęceniu jajek, a nie zajrzało do kaplicy adoracji?

Ilu, jeszcze niedawno, na czas niedzielnej Mszy planowało galerię, wycieczkę i rodzinny obiad?

Ilu z nas kiedykolwiek zapragnęło być „cząstką Jezusa Hostii”?

Kościół przeżywa Rok Eucharystii. Cały chciał się skupić na zanurzeniu w Jej tajemnicy, na odkrywaniu Jej piękna, na celebrowaniu ukrycia, w Niej, jakie wybrał Jezus. I oto Rok Eucharystii Kościół przeżywa bez Eucharystii…

Czy pamiętamy kiedykolwiek taki czas? Czy „za naszego życia” już coś takiego było? Oczywiście, że nie, dlatego stoimy przed szansą, aby zrobić w swoim sercu i w życiu prawdziwy remanent, rewizję, a niektórzy z nas nawet gruntowny remont – musimy znaleźć w swoim życiu miejsce na Eucharystię! Musimy posprzątać, pomalować, wyrzuć graty, rupiecie i śmieci, aby w chwili, gdy „Pan przyjdzie z nieba” być gotowym!

To nie jest czas na kontestację decyzji biskupów, szukanie świątyń gdzie „załapiemy się na piątkę, bo my nikogo nie zarażamy”. To jest czas na rachunek sumienia z Eucharystii i szansa - gdy tęsknimy -  by „Uczynić z naszych serc małe tabernakulum, w którym Jezus będzie mógł się schronić…”

Brak może przygotować miejsce dla Obecności. Nie zmarnujmy tego.

CZYTAJ DALEJ

Ks. Z. Wójcik: każdego dnia słowo Boże odnosi się do naszej sytuacji

2020-03-29 21:22

[ TEMATY ]

kwarantanna

TV Niedziela

ks. dr Zdzisław Wójcik, psycholog, proboszcz parafii pw. Matki Bożej Zwycięskiej w Częstochowie

– Każdego dnia w sytuacji skrajnej słowo Boże przemawia z wielką mocą. Każdego dnia odnosi się ono do naszej sytuacji. Lepszej rady, diagnozy i pomysłu nie ma na te nasze chwile i dni – mówi w rozmowie z Niedzielą TV ks. dr Zdzisław Wójcik, psycholog, proboszcz parafii pw. Matki Bożej Zwycięskiej w Częstochowie.

– Trzeba mieć dobrą wolę, żeby zrozumieć drugiego człowieka w słowie, które on do mnie wypowiada. Podobnie dzieje się ze słowem Bożym – podkreśla ks. Wójcik.

Jego zdaniem „ten czas, który przeżywamy to jest taka próba, żeby wykazać się człowieczeństwem”. – To jest także czas na modlitwę. Może nawet na te zaległe modlitwy – dodaje ks. Wójcik.

Kapłan radzi również, aby w okresie kwarantanny spokojnie porozmawiać w rodzinach – Może się zdarzyć, że jak to wszystko się skończy ktoś powie, miałem tak dużo czasu, a nawet nie porozmawiałem z moim ojcem i po raz kolejny nie zdałem egzaminu z życia i człowieczeństwa. To by było najsmutniejsze – zauważa ks. Wójcik.

– Dla nas wierzących najważniejsza kwarantanna to ta, która dotyczy naszej duszy. Trzeba pokładać ufność w Panu – dodaje kapłan i za filozofem i teologiem Paulem Tillichem z jego książki „Męstwo bycia” podkreśla, że „gdy człowiek dojdzie do ściany, której nie może przebić głową, gdy dojdzie do sytuacji, w której już nic nie ma sensu, to odpowiedź jest jedna – wiara w Pana Boga i zaufanie”.

Ks. dr Zdzisław Wójcik, psycholog, proboszcz parafii pw. Matki Bożej Zwycięskiej w Częstochowie. Wykładowca psychologii ogólnej, psychologii religii i psychologii rozwojowej w Wyższym Seminarium Duchowny i w Wyższym Instytucie Teologicznym w Częstochowie.

CZYTAJ DALEJ
E-wydanie
Czytaj Niedzielę z domu

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję