Reklama

Edytorial

Król – czyli Bóg albo nic

2016-11-23 09:53

Lidia Dudkiewicz, Redaktor Naczelna „Niedzieli”
Niedziela Ogólnopolska 48/2016, str. 3

Bożena Sztajner/Niedziela

Polska usłyszała wołanie Jana Pawła II z początku jego pontyfikatu: „Nie bójcie się, otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi”. I przyszedł dzień, gdy Naród wypowiedział uroczyście Jubileuszowy Akt Przyjęcia Chrystusa za Króla i Pana. Stanowi to potwierdzenie historycznego wydarzenia sprzed 1050 lat, gdy Mieszko I przyjął Chrzest św. Właśnie wtedy na polskiej ziemi zaczęło się królowanie Chrystusa. Od każdego z nas zależy, czy zaprosimy Go do swojego życia i pozwolimy królować. On stoi u drzwi i kołacze. – Wystarczy otworzyć drzwi, przyjąć Pana, dać Mu pierwsze miejsce we wszystkich sferach naszego życia: rodzinnej, zawodowej i społecznej, a On je uporządkuje i rozwinie; wprowadzi Boży ład, napełni swym Duchem i pokojem – wskazuje bp Andrzej Czaja, przewodniczący Zespołu KEP ds. Ruchów Intronizacyjnych. Jednocześnie przestrzega, byśmy nie dryfowali w kierunku, który oznacza oddalanie się od Boga.

Posłuchaj: Edytorial 48/2016

Jakże czytelne są dzisiaj przekazy polskiej mistyczki – służebnicy Bożej Rozalii Celakówny. Przestrzegała ona, że „ostoją się tylko państwa, w których będzie Chrystus królował”. W 1938 r. miała wizję „pękniętego globu”. „Z jego wnętrza wybuchnął ogromny ogień, za nim polała się obrzydliwa lawa jak z wulkanu, niszcząc doszczętnie wszystkie państwa, które nie uznały Chrystusa. Widziałam zniszczone Niemcy i inne zachodnie państwa Europy” – zapisała mistyczka. Najnowsze polskie świadectwo przynależności do Chrystusa, właśnie to z 19 listopada 2016 r., jest potrzebne światu. Niedawno bowiem kard. Robert Sarah, prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, autor słynnej książki „Bóg albo nic”, ostrzegł, że Zachód umiera. Wyraził swoje obawy o przyszłość cywilizacji dotąd chrześcijańskiej. Dziś Europejczycy tylko liczą pieniądze i prześcigają się w osiągnięciach technicznych. – Europa się zagubiła i już nie wie, skąd pochodzi. Straciła własne korzenie, a drzewo bez korzeni obumiera – zauważa kard. Sarah. Musimy zdecydowanie mówić, że Chrystus jest Królem, gdyż niektóre elity tzw. nowoczesnych społeczeństw chcą być jak bogowie, działając na szkodę stworzenia, co przejawia się nawet w gwałceniu porządku natury. – Trzeba się obudzić i uderzyć w dzwony – woła z kolei bp Czaja. Jego zdaniem, jednorazowa proklamacja niczego nie zmieni, jeśli nie podejmiemy radykalnego nawrócenia. W związku z przyjęciem Chrystusa za Króla i Pana przypomnijmy słynnego duszpasterza młodzieży – o. Jana Górę OP, który przy źródłach chrzcielnych Polaków, nad Jeziorem Lednickim k. Gniezna, wybudował Bramę Rybę. Od 1997 r. przechodzą przez nią ludzie Lednicy i wybierają Chrystusa na swoje dalsze życie. Ludzie wyboru Chrystusa to zupełnie nowi ludzie, dla których celem jest dom Ojca, czyli wieczność – tak to widział o. Góra.

Reklama

Zakończenie Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia i roku 1050-lecia Chrztu Polski to zarazem nowy początek. W pierwszą niedzielę Adwentu rozpoczyna się rok duszpasterski 2016/2017, który będzie przebiegał pod hasłem: „Idźcie i głoście”. Obdarowani zdrojem łask chrzcielnych, miłosierdziem i Bożą czułością, teraz, gdy już pozwoliliśmy Chrystusowi królować w naszym osobistym życiu oraz we wszystkim, co Polskę stanowi, musimy opuścić kanapę, włożyć wyczynowe buty i wyruszyć, aby dawać świadectwo i zdobywać himalaje wiary. Zamknięcie Bram Miłosierdzia to jednocześnie otwarcie drzwi dla Chrystusa.

Tagi:
edytorial

Moc Słowa

2019-10-16 12:28

Ks. Jarosław Grabowski
Niedziela Ogólnopolska 42/2019, str. 3

Sztajner/Niedziela
Ks. dr Jarosław Grabowski

Słowa mają moc. Możemy tego doświadczać na własnej skórze. To, co powiedział w konkretnej sytuacji ktoś dla nas ważny, zostaje w nas na długo, czasem na zawsze. Słowa zapadają w pamięć – te raniące, trudne, niesprawiedliwe i oceniające, ale też te dobre, pokrzepiające, szczere i wzruszające. Wiedząc, jak wielką moc mają słowa, musimy o nie dbać. Trzeba dbać o kulturę języka, sposób wypowiedzi – to jeden z podstawowych środków wyrazu tego, co w nas. Słowami, które wypowiadamy, dajemy świadectwo o sobie. I bezpowrotnie dajemy coś drugiemu człowiekowi. Skoro słowo wyraża to, co w nas, to my, chrześcijanie, winniśmy najpierw zadbać o swoje wnętrze, by przemawiały przez nas owoce Ducha: cierpliwość, łagodność, opanowanie... U źródeł wszelkich naszych słów powinno zatem leżeć słowo Boga.

Papież Franciszek zwrócił na to szczególną uwagę i ustanowił trzecią niedzielę zwykłą roku liturgicznego Niedzielą Słowa Bożego. Przypomniał – za św. Hieronimem – że kto nie zna Pisma Świętego, ten nie zna Chrystusa. To właśnie słowo Boże uzdalnia nas do czynienia dobra, kulturalnego zachowania wobec innych. Co więcej, jak pisze ks. prof. Antoni Tronina, jest ono lekarstwem na powszechne zdziczenie obyczajów (str. 20). I choć słowo Boże nie należy dziś do modnych produktów, to jednak wciąż jest filarem naszego życia – życia w jedności z Bogiem. Ci, którzy go słuchają i starają się nim wypełniać swoje życie, wiedzą, że jest ono jak orzeźwiająca woda, jak pożywienie, którym karmi się człowiek wierzący.

To słowo, zasiane w nas, przynosi owoce – pragnienie dobra i służby. Taka służba może się wyrażać na wiele sposobów, zawsze jednak będzie miała na względzie dobro drugiego człowieka i chęć rezygnacji z własnego egoizmu. Na kanwie Pisma Świętego swoje życie powinni budować matka, która cały dzień opiekuje się dziećmi, prezes zarządu dużej firmy czy misjonarz, który zachwycony słowem Bożym poszedł za pragnieniem głoszenia go całemu światu. Najważniejsze jest to, by w słowie Bożym trwać, by to właśnie z niego rodziły się nasze dobre pragnienia. Byśmy umieli je nieść dalej – czasem na inny kontynent, a czasem na ulicę, przy której mieszkamy. Byśmy doświadczeni mocą Bożego słowa dali mu się prowadzić i nie zatrzymywali go tylko dla siebie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Powraca kontrowersyjna prośba do papieża

2019-10-22 13:33

azr (KAI/Zenit) / Watykan

Sześciu biskupów i kardynałów skierowało do papieża Franciszka list otwarty, w którym prosi ogłoszenie piątego dogmatu maryjnego, który miałby dotyczyć współodkupieńczej roli Maryi w historii Zbawienia. Kontrowersyjny postulat powraca w Kościele od ponad stu lat, jednak dotąd nie znalazł wystaczającego uzasadnienia w nauczaniu Kościoła.

Grzegorz Gałązka

"W ciągu ostatnich dwu tysięcy lat Kościół w czterech dogmatach uznał szczególne przywileje, jakie Ojciec przyznał Maryi – Matce Jego boskiego Syna. Nigdy jednak Kościół uroczyście nie uznał jej ludzkiej, choć kluczowej roli w Bożym planie zbawienia jako Nowej Ewy u boku Nowego Adama, jako Duchowej Matki ludzkości. Jesteśmy przekonani, że Ojciec oczekuje, aby Kościół w sposób szczególny i dogmatyczny uczcił jej współodkupieńczą rolę wraz z Jezusem, przez co odpowie On historycznym nowym wylaniem Ducha Świętego" - piszą sygnatariusze listu otwartego, adresowanego do papieża Franciszka. Postulat ogłoszenia piątego dogmatu argumentują m.in. potężną walką duchową, jaka toczy się obecnie na świecie i w której olbrzymią rolę odgrywa wstawiennictwo Maryi.

"Potrzebujemy jej, ale ona także potrzebuje nas. Jeśli czcimy Naszą Panią w całej wielkości, jaką nasz Pan jej przyznał, może ona w pełni podjąć macierzyńskie orędownictwo za nami, jak w Kanie Galilejskiej, może wstawiać się u swojego Syna wypraszając cuda na nasze czasy" - można przeczytać w kontrowersyjnym dokumencie. Jego autorami są dwaj kardynałowie, Telesfor Toppo z Indii oraz Juan Sandoval z Meksyku, a także czterech biskupów: Felix Job z Nigerii, Antonio Baseotto z Argentyny, John Keenan ze Szkocji oraz David Ricken ze Stanów Zjednoczonych.

Temat uznania dogmatu o współodkupieńczej roli Maryi w historii Zbawienia powraca w Kościele od lat. Już podczas Soboru Watykańskiego I, postulat uznania Maryi za Współodkupicielkę podniósł francuski biskup Jean Laurent. W latach 20. XX w. naciski skoncentrowane były bardziej na uznaniu Maryi jako Pośredniczki łask wszelkich. W tej sprawie belgisjski hierarcha kard. Désiré-Joseph Mercier skierował aż 4 listy do papieża Benedykta XV. W 1921 r. Ojciec Święty zezwolił na obchody uroczystości NMP Pośredniczki Łask Wszelkich, a pozwolenie to dotyczyło diecezji brukselskiej oraz innych diecezji i wspólnot, które chciały obchodzić tę uroczystość. Nie zdecydował jednak o ogłoszeniu dogmatu.

Aż do lat 50., międzynarodowe kongresy mariologiczne popierały postulat ogłoszenia dogmatu o wszechpośrednictwie Najświętszej Maryi Panny. Także po zwołaniu Soboru Watykańskiego II kilkuset biskupów postulowało doprecyzowanie tej kwestii, a kilkudziesięciu ponownie prosiło o uznanie Maryi za współodkupicielkę ludzkości. Jednakże papież Jan XXIII nie zdecydował się na ostateczną zmianę nauczania Kościoła w tej kwestii. W 62 paragrafie Konstytucji Dogmatycznej o Kościele "Lumen gentium" Maryja zostaje wprawdzie określona mianem Pośredniczki, ale nie Pośredniczki Łask Wszelkich. W dokumencie tym czytamy: "Dzięki swej macierzyńskiej miłości opiekuje się braćmi Syna swego, pielgrzymującymi jeszcze i narażonymi na trudy i niebezpieczeństwa, póki nie zostaną doprowadzeni do szczęśliwej ojczyzny. Dlatego też do Błogosławionej Dziewicy stosuje się w Kościele tytuły: Orędowniczki, Wspomożycielki, Pomocnicy, Pośredniczki. Rozumie się jednak te tytuły w taki sposób, że niczego nie ujmują one ani nie przydają godności i skuteczności działania Chrystusa, jedynego Pośrednika".

Choć nieujęte dogmatem, określenie Maryi mianem Współodkupicielki pojawia się jednak w Kościele. Jak podaje "Vatican Insider", pierwszym papieżem, który publicznie go użył, miał być Piux XI. Także Jan Paweł II kilkukrotnie używał tego określenia, a z kolei Benedykt XVI określił Maryję mianem Pośredniczki Łask Wszelkich w liście do abpa Zygmunta Zimowskiego z okazji Światowego Dnia Chorego w 2012 r.

Postulat ogłoszenia dogmatu o współodkupieńczej roli Matki Bożej powracał także po Soborze Watykańskim II. W latach 90. domagała się tego m.in. grupa znana jako Vox Populi Mariae Mediatrici, założona przez amerykańskiego mariologa dra Marka Miravallego. Krytycznie wobec tego postulatu wypowiedziała się grupa 23 teologów (reprezentujących także Kościół prawosławny, luteran oraz anglikanów), obradująca w Częstochowie w 1996 r. podczas 12. Międzynarodowego Kongresu Mariologicznego. Do tego samego tematu powróciła w 2005 r. grupa 6 teologów - w tym kard. Toppo z Indii - kierując stosowną petycję do papieża Benedykta XVI.

Zachowawcze stanowisko wobec tych postulatów tak komentował w rozmowie z KAI mariolog, o. prof. Celestyn Napiórkowski w 2001 r. :

"Studiuję tę problematykę ponad 30 lat. Coraz bardziej przekonuję się, że rola Matki Bożej w dziejach zbawienia była i jest olbrzymia, zdumiewająca, ogromna, a wielką do Niej miłość i głębokie nabożeństwo uzasadnia Ewangelia i doświadczenie Kościoła, które odsłania błogosławione owoce tej drogi. Z drugiej jednak strony nie sposób nie dostrzegać pewnych elementów niepokojących, które towarzyszą maryjności, zwłaszcza w nauczaniu o pośrednictwie Maryi i w praktyce pobożności. Przykład pierwszy. Na początku V wieku zajęli Hiszpanię ariańscy wizygoci, którzy odmawiali Chrystusowi bóstwa. Kościół w Hiszpanii zdecydowanie podkreślał negowane przez najeźdźców bóstwo Chrystusa, celowo nie podkreślając człowieczeństwa. Niezamierzony skutek był taki, że w świadomości wiernych wybitnie osłabła funkcja Chrystusa jako pośrednika między Bogiem a ludźmi.

(...) Po drugie, na osłabienie świadomości wiernych odnośnie do Chrystusa jako naszego najmiłosierniejszego Pośrednika, w tym również Orędownika, wciąż wpływa skłonność do czynienia Boga na obraz i podobieństwo swoje: mama lepsza, miłosierniejsza, bardziej wyrozumiała od ojca. Psychologia wcisnęła się zwycięsko w teologię i mariologię. Największy kaznodzieja maryjny średniowiecza, św. Bernard z Clairvaux, tak zachęcał do zawierzenia pośrednictwu Maryi: Chrystus wprawdzie jest doskonałym Pośrednikiem, ale jest Bogiem, którego człowiek się lęka, ale jest też i będzie naszym Sędzią, a któż przed takim Sędzią nie czuje trwogi, ale jest mężczyzną, a z mężczyznami łączymy raczej szorstkość i twardość niż delikatność i litość. Tymczasem Maryja nie jest ani Bogiem, ani Sędzią, ani mężczyzną, uciekajmy się zatem do Niej, naszej najlepszej Pośredniczki. Te elementy w różnej formie wciąż żyją w słowach i tekstach zalecających uciekanie się do Maryi, w kazaniach, czytankach, modlitwach i pieśniach maryjnych.

Po trzecie, w apologii piątego dogmatu znajduję brak poprawności i ścisłości w argumentacji. Nawet węzłowe terminy: Współodkupicielka, Pośredniczka, Orędowniczka, nie zostały uściślone; serwuje się nam semantyczny chaos."

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ks. Hanas: atak na rodzinę jest związany z atakiem na narody

2019-10-23 09:22

ar / Warszawa (KAI)

Atak na rodzinę jest związany z atakiem na narody - stwierdził ks. dr Zenon Hanas podczas warszawskiej części III Międzynarodowego Kongresu "Europa Christi", która odbyła się we wtorek na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego.

uksw.pl
Ks. dr Zenon Hanas

Hasło tegorocznego kongresu, który odbywał się już m.in. w słowackiej Nitrze i w Lublinie, to "Europa Christi – Europa dwóch płuc – Europa Ewangelii, Prawdy i Pokoju". Tematem sesji na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie były słowa Jana Pawła II: "Przyszłość ludzkości idzie przez rodzinę".

Trzeci panel konferencji rozpoczął wykład pt. „Dyktatura politycznej poprawności”. Wygłosił go prof. Eugenio Capozzi z Uniwersytetu w Neapolu.

Wykładowca zauważył, że w dzisiejszych czasach ciągle słyszy się o politycznej poprawności w kontekście walki z dyskryminacją i dochodzenia praw mniejszości. - Za tym pojęciem stoi wizja świata mówiąca o tym, że cywilizacja zachodnia jest zła i winna, ponieważ doprowadziła do ciemiężenia i przemocy – powiedział, podkreślając, że polityczna poprawność to „świecka religia bez Boga”.

Prof. Capozzi ostrzegał przed absolutyzm relatywistycznym, w którym liczą się jedynie „poruszenia ducha”. – Wszelkie tradycyjne zwyczaje społeczne nadane przez kulturę zachodnią są uznane za wrogie i trzeba dążyć do stworzenia „społeczeństwa płynnego”, jak mówił Zygmunt Bauman: „rzeczywistości płynnej” – tłumaczył. Dodał również, że Kościół stanowi zagrożenie dla takiego sposobu pojmowania świata.

Wykładowca nakreślił trzy postawy sprzyjające tworzeniu się takiej rzeczywistości. Po pierwsze, relatywizm kulturalny, głoszący, że wszystkie społeczności są równe i powinny się ze sobą stapiać. Po drugie, antyhumanistyczny ekologizm, mówiący o tym, że człowiek nie jest istotą stworzenia, lecz tylko „jednym z elementów”, natomiast „ludzkość jest czymś, co zaburza równowagę na świecie”. Po trzecie, przekonanie, że każda jednostka może decydować o tym, jaki styl życia wybrać i kontrolować swoje życie od początku do końca.

- Najbardziej niebezpieczny dla rodziny jest ten trzeci problem. Gdy mówimy, że jednostka może autonomicznie decydować o sobie, odrzucamy rodzinę jako najważniejszą komórkę społeczną. Ta nowa ideologia neguje rzeczywistość rodziny, proklamuje społeczeństwo płynnych jednostek – stwierdził.

Wykładowca zauważył, że celem politycznej poprawności jest zmiana sposobu myślenia i przedefiniowanie pewnych pojęć. – Możemy obserwować pewne kampanie, które prowadzą do zniszczenia rodziny. Propagowanie rozwodów, antykoncepcji, oddzielenie prokreacji od poczęcia, przypisanie matce absolutnej władzy nad poczęciem, zastępcze macierzyństwo... Przez to rodzicielstwo przestaje być faktem, a staje się prawem do samorealizacji – stwierdził.

- Małżeństwo jest definiowane na nowo. Wprowadza się prawo do małżeństw homoseksualnych. Rodzicielstwo staje się prerogatywą osób tej samej płci, co prowadzi do upłynnienia wartości – dodał prof. Capozzi.

Jak zauważył, na tych zabiegach zyskują wyłącznie silne jednostki, natomiast słabsze wyłącznie tracą. – Najsłabsze są dzieci, które nie mają żadnego prawa do decyzji w swojej sprawie – podkreślił.

Profesor przyznał, że na zjawisko politycznej poprawności nie ma gotowej recepty. Naszym zadaniem jest afirmowanie natury ludzkiej – powiedział, dodając, że Europa powinna zwrócić się do swoich korzeni i powrócić do sakralizacji życia. - To skarb, który powinien być przekazywany dalej przez nasze pokolenie i następne – podsumował.

Następnie głos zabrał ks. dr Zenon Hanas, który wygłosił referat pt. „Rodzina w nauczaniu Sługi Bożego Kardynała Stefana Wyszyńskiego”.

Jak podkreślił wykładowca, z dorobku kard. Wyszyńskiego wynika, że nie można prowadzić sporu o rodzinę bez refleksji nt. antropologicznej wizji osoby ludzkiej, wychowania, pielęgnowaniem wartości.

- Atak na rodzinę jest związany z atakiem na narody – zaznaczył dr Hanas, dodając, że dorobek kard. Wyszyńskiego powinien być cennym wkładem do współczesnej debaty o kształcie rodziny.

Kolejnym prelegentem był ks. prof. dr hab. Bogumił Gacka, który wygłosił referat pt. „Trzy kolumny sakramentu małżeństwa” opisujący m.in. jedną z fundamentalnych katechez Drogi Neokatechumenalnej.

Duchowny podkreślił, że małżeństwo jest dziełem Boga - To Bóg sprawił, że dwie osoby stają się jednym ciałem na wzór Boga, który jest jeden w trzech osobach. Bóg powołał małżeństwo jako odblask swojej obecność. Stworzył małżeństwo żeby pokazać, kim jest – powiedział.

Ks. Gacka wyjaśnił, że we właściwym funkcjonowaniu małżeństwa ważne jest zadbanie o trzy małżeńskie ołtarze. Pierwszym z nich jest ołtarz eucharystyczny – wspólna modlitwa małżonków, uczestnictwo w Mszy św., trwanie w łasce uświęcającej. Drugi ołtarz to wspólny stół, przy którym rodzina powinna spożywać posiłki i podejmować dialog. Trzeci z nich to łoże małżeńskie, w którym „wyraża się miłość i jedność małżeńska”.

Duchowny dodał, że należy również pamiętać o właściwiej hierarchii w rodzinie - Kochaj Boga na pierwszym miejscu, następnie kochaj męża, potem kochaj dzieci – podsumował.

O swoim doświadczeniu opowiedzieli również Jakub i Małgorzata – małżeństwo będące na Drodze Neokatechumenalnej.

- Wierność Ewangelii rzeczywiście umacnia małżeństwo. Słowo Dobrej Nowiny jest w stanie odbudować małżeństwo z najgorszego rozpadu. To co nam daje jedność to wspólne przeżywanie sakramentów i odniesienie do Słowa Bożego, tam jest odpowiedź na wszystkie problemy życia codziennego – powiedział mężczyzna.

Jego żona dodała, że wskazane przez ks. Gacka ołtarze stały się osobistym doświadczeniem ich rodziny i faktycznie ją jednoczą. – Takie życie wpływa również na właściwe formowanie dzieci. Szczególnie dziś, kiedy seksualność jest tak bardzo akcentowana, ważne jest przekazywanie katechezy Kościoła na ten temat, pokazywanie, że jest w tym świętość – podkreśliła.

Kolejne sesje III Kongresu Ruchu „Europa Christi” zaplanowano we Wrocławiu (11 listopada) oraz Lwowie (18-20 listopada).

Inspiracją do powołania Ruchu „Europa Christi” (Europa Chrystusa) była konferencja na temat stanu i współczesnych wyzwań dotyczących Starego Kontynentu, która odbyła się w 2016 r. w redakcji tygodnika katolickiego „Niedziela” w Częstochowie. Założycielem i moderatorem Ruchu jest ks. inf. Ireneusz Skubiś.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem