Reklama

Nie opuszczę cię aż do śmierci

2016-12-20 10:11

Iwona Galińska
Niedziela Ogólnopolska 52/2016, str. 64-65

Magdalena Pijewska

Wydaje się, że wiemy wszystko o chorobie alkoholowej, która jest plagą wielu polskich rodzin. I nie dotyczy jedynie rodzin z marginesu społecznego, ale jest bardzo częsta w tzw. dobrych rodzinach. Może warto spojrzeć na nią z innej perspektywy

Zdrada, alkoholizm to najczęstsze przyczyny rozwodów. Czujemy się zranieni przez swojego partnera, który w chwili zawarcia małżeństwa był innym człowiekiem – czułym, kochającym i deklarującym miłość aż po sam grób. A później czas i nasze błędy, wynikające zwykle z egoizmu, zmieniły wszystko. Gdy dojdzie do tego jeszcze choroba alkoholowa, która zamienia codzienne życie rodziny w koszmar, poddajemy się, rezygnujemy z walki o małżeństwo i zranieni odchodzimy, nie chcąc mieć z naszym współmałżonkiem żadnych kontaktów.

A może warto po raz kolejny spróbować... Jeszcze raz wyciągnąć rękę do naszego męża czy żony. Podjąć kolejną próbę leczenia. I wszystkie swoje działania powierzyć Bogu, bo to On – wbrew wszelkiej nadziei – może grzesznika wyciągnąć z największego błota i uczynić cud – uwolnić go od nałogu.

Może historia pani Natalii przekona nas do tego. A że początek przemiany związany jest z wieczorem wigilijnym, warto o tym pomyśleć, siadając do rodzinnego stołu, przy którym często nie ma miejsca dla uciążliwego pijaka, który może po raz kolejny zaburzyć świąteczny nastrój.

Reklama

Musimy pamiętać, że czas Adwentu i Bożego Narodzenia to okres refleksji i przebaczenia. Sam Bóg ukorzył się tak bardzo przed człowiekiem, że z miłości do nas przyszedł na ten świat jako bezbronne dziecko, aby razem z każdym człowiekiem dźwigać trudy życia i przez swą krwawą ofiarę zapewnić nam zbawienie. Trzeba tylko dostrzec obecność Boga w naszym życiu i w przeżywaniu ciężkich chwil, upadków prosić Go o pomoc. Bo bez niej nie jesteśmy w stanie niczego dokonać. Jeżeli będziemy wierzyli, że Bóg nas wyciągnie z najgorszej pułapki i poprowadzi nieraz bardzo krętymi ścieżkami do wyzwolenia, osiągniemy zwycięstwo.

Szczęście i upadek w małżeństwie

Pani Natalia, emerytowana prawniczka, po wielu oporach zgodziła się na publikację swojej historii. – Długo nad tym myślałam, bo każdy przypadek nieudanego małżeństwa jest inny i żadna recepta opublikowana w prasie nikogo nie uleczy. Trzeba samemu dojrzeć, przejść przez wiele meandrów życia, aby wyciągnąć wnioski ze swojej historii. Zawsze byłam sceptyczna co do wynurzeń kobiet w prasie kolorowej. Ale zgodziłam się upublicznić swoje przeżycia w „Niedzieli”, tym bardziej że są one związane z Wigilią Bożego Narodzenia.

Wszystko zaczęło się zwyczajnie, tak jak w wielu związkach. Antka poznałam podczas swoich praktyk studenckich, które odbywałam w sądzie. On był już wówczas młodym, świeżo mianowanym sędzią. Błyskotliwy, inteligentny, szarmancki wobec kobiet. Miał w sobie to coś, co zapewniało mu powodzenie u dziewczyn. Szybko staliśmy się parą. Byłam szczęśliwa i zakochana, podobnie jak on. Wiedziałam, że Antek nie stroni od alkoholu, ale wówczas daleko mu było do bycia alkoholikiem. Po ślubie byliśmy bardzo szczęśliwi. Wiliśmy wspólne gniazdko, doczekaliśmy się upragnionej córki. Antek robił błyskotliwą karierę zawodową, ale nigdy nie odbywało się to kosztem domowego czasu.

Gdy się jest młodą, niedoświadczoną i bezgranicznie zakochaną, nie dostrzega się pewnych spraw albo się je bagatelizuje. Wówczas jeszcze nie przywiązywałam wagi do bratania się Antka z wódką. „Jesteśmy młodzi, szczęśliwi, chcemy się bawić, a nie rozdzierać szat nad każdym wypitym kieliszkiem” – myślałam. Byłam spokojna, bo sama również brałam udział w tych wszystkich balangach. Oczy miałam szeroko otwarte na ewentualną zdradę Antka. Wiedziałam, jak bardzo podoba się innym kobietom. A alkohol... No cóż, w pewnych środowiskach niemal każdy pije. Było to zwodnicze, tym bardziej że Antek był bardzo silnym mężczyzną i nie upijał się do tego stopnia, żebym musiała go taszczyć do domu.

Lata mijały, a mój mąż miał coraz większe problemy z alkoholem. Jak zwykle w takich sytuacjach, zaczęły się konflikty w rodzinie. Antek znikał z domu, wracał pijany nad ranem. Początkowo był pełen skruchy. Przepraszał, obiecywał poprawę. Gdy stawiałam twarde warunki, buntował się. Wiedziałam, że ma grono przyjaciół, z którymi pije. Znałam ich wszystkich i próbowałam stworzyć koalicję z żonami trzech najbliższych przyjaciół męża. Ale na nic się to zdało. W pracy Antek miał nieposzlakowaną opinię. Nigdy nie pojawiał się w niej pod wpływem alkoholu. Mógł sobie na to pozwolić, bo jego dzień pracy był nienormowany.

Najgorsze, że mój mąż nie chciał przyznać się do nałogu. „Jaki ze mnie alkoholik – przekonywał – przecież wszystko mam pod kontrolą. Taki mam styl życia. Lubię się odprężyć po stresującej pracy”. Zaczęłam dostrzegać u niego paskudne cechy charakteru. Przez te wszystkie lata obcowania na co dzień z najgorszymi postępkami ludzkimi stracił wrażliwość i nauczył się grać, oszukiwać. Opanował to do perfekcji.

Zaczęliśmy żyć z dnia na dzień. Nigdy nie można było niczego zaplanować. A wyjazdy na wakacje to była prawdziwa udręka. W wynajętym domku na Mazurach wszelkie rygory puszczały. Antek przyjeżdżał z nami po to, aby móc swobodnie pić. I pił do upadłego. Prosiłam, błagałam, aby poddał się terapii, takiej, jaka będzie dla niego najlepsza. Wszystko trafiało w próżnię. Nasza córka Inga nienawidziła ojca. Wstydziła się za niego przed koleżankami. Nigdy nikogo nie zapraszała do domu, w obawie, aby jej koleżanki nie były świadkami ekscesów ojca. Może dlatego szybko się usamodzielniła i ograniczyła kontakty z rodzicami. Miała do mnie żal, że nie byłam zdecydowana, aby podjąć radykalne kroki. Ale ja kilka razy próbowałam odejść od Antka. Wyprowadzałam się z dzieckiem z domu do swojej siostry. Kończyło się na przeprosinach i kajaniu się męża. Wracałam do domu, a po pewnym czasie wszystko było po staremu. Szukałam winy w sobie. Może zbyt późno dostrzegłam jego problem? Ale Antek nie chciał zrozumieć, że jest alkoholikiem. Nie chciał poddać się żadnej terapii, twierdząc, że ze wszystkim poradzi sobie sam.

Nasze małżeństwo powoli przestawało istnieć. Współczułam mężowi, ale już go nie kochałam. Gdy przeszedł na wcześniejszą emeryturę, mógł pić bez ograniczeń i popłynął w alkohol. Zaczęła się tragedia. Okresy abstynencji były coraz rzadsze. Wszyscy na osiedlu go znali. Popijał na ławce z okolicznymi pijaczkami. Nie pomogło zamykanie go w domu, wylewanie zachomikowanej wódki do zlewu. Stał się agresywny, dochodziło do rękoczynów. Wielokrotnie wzywałam policję, ale byli bezradni, bo męża chronił immunitet. A on sam odgrywał przed policjantami uciśnioną przez żonę ofiarę – tak mistrzowsko, że wierzono mu i patrzono na mnie podejrzliwie.

Koniec małżeństwa

W końcu miałam tego wszystkiego dosyć. Ciągłej niepewności jutra, awantur, wstydu przed sąsiadami, prania, sprzątania po pijanym mężu. Żyliśmy w samotności, nikt nie przychodził do naszego domu, nie mieliśmy świąt ani rodzinnych uroczystości. Wszystko przepadło w oparach alkoholu. „Nie mogę marnować resztki życia, które mi pozostało” – myślałam. Wyprowadziłam się z domu, wynajęłam kawalerkę. Nie potrafiłam jednak zerwać kontaktu z mężem. Nie był mi obojętny, martwiłam się o niego. Raz uratowałam go od śmierci. Pijany wszedł do wanny i nie mógł się z niej wydostać. Bez leków – bo był już wtedy chory na cukrzycę – przeleżał w wannie dwa dni. Gdy karetka zabierała go do szpitala, był nieprzytomny. Odratowano go, ale stracił oko, które, miotając się w wannie, wybił sobie jakąś szczotką. Pielęgnowałam go podczas rekonwalescencji. Myślałam, że ten wypadek go otrzeźwił. Ale on winą za wszystko obciążył mnie. Upił się i, jak ja to nazywam: „na bandytę”, zrobił karczemną awanturę z łamaniem mebli w tle. Uciekłam do swojej kawalerki i postanowiłam zerwać z nim wszelkie kontakty. Każdy jest odpowiedzialny za swoje życie – tłumaczyłam sobie. Utwierdzana w swojej – uważałam, że słusznej – decyzji przez koleżanki, siostrę i córkę zerwałam kontakty z mężem. Czasami tylko moja dawna sąsiadka telefonowała do mnie, by opowiedzieć o ekscesach Antka.

Próba wybaczenia

Mieszkałam sama, miałam spokój, ale ciągle dręczyły mnie wątpliwości. Może nie wykorzystałam wszystkich możliwości, może gdzieś, również z mojej winy, pogubiliśmy swoje ścieżki... Może trzeba mozolnie odnaleźć właściwą drogę. Ale jak? Rady psychologa na nic się zdały.

Któregoś wieczoru poszłam z siostrą na Mszę św. Nigdy nie byłam zbyt religijna, wiarę traktowałam naskórkowo. Nie angażowałam Boga w swoje życie. Wierzyłam, że sama muszę pokonywać trudności. Kazanie wygłoszone w trakcie tej Mszy św. stało się początkiem mojej nowej drogi. Zrozumiałam, że sama nie dam rady zmienić niczego w swoim życiu. Muszę z pokorą prosić o pomoc Boga. Wierzyłam, że to On wskaże mi rozwiązanie w moim małżeństwie.

Od tego czasu zaczęłam czytać Biblię. Po kawałku zgłębiałam Nowy Testament wraz z odpowiednimi komentarzami. Już nie byłam taka pewna co do słuszności swojej decyzji. Wiele lat temu przysięgałam przed Bogiem, że nie opuszczę męża aż do śmierci. I co? Zdezerterowałam. Wiedziałam, że Antek jest wierzący. Widziałam, jak w chwilach abstynenckich się modlił. Gdy był trzeźwy, słuchał przez radio niedzielnej Mszy św. „Przecież to może być punkt zaczepienia” – myślałam. Dlaczego nie poszłam tą drogą? Dlaczego nie błagałam Boga o pomoc, o uratowanie życia mojemu mężowi? Te myśli kiełkowały we mnie powoli. Nie byłam jednak jeszcze gotowa, aby się przemóc i spróbować ponownie.

Nadchodziły święta Bożego Narodzenia. Nigdy ich nie lubiłam – są dla szczęśliwych ludzi, którzy w zgodzie i miłości zasiadają do wigilijnej wieczerzy. Wigilijny wieczór spędziłam z córką i jej rodziną. Wróciłam do pustego domu. I ogarnął mnie dziwny niepokój. Myślałam o Antku: „Leży na pewno pijany i nawet nie wie, że są święta. A jeżeli potrzebuje pomocy...?”. W taką noc nikt nie powinien być sam. I błyskawicznie podjęłam decyzję. Pojechałam do niego. Był trzeźwy, ale pogrążony w bezgranicznej rozpaczy. Przegadaliśmy ze sobą całą noc. Powiedziałam, że mu wybaczyłam i że nie opuszczę go aż do śmierci. Że musimy swoje życie odbudować na stałym fundamencie, jakim jest wiara. A potem wspólnie modliliśmy się o pomoc w wydobyciu się z nałogu. Mąż po raz pierwszy zgodził się na udział w terapii anonimowych alkoholików. To była noc naszego odrodzenia.

A dalej? No cóż... Nie było łatwo, ale powolutku, krok po kroku, wchodziliśmy na nową drogę. Antek wyznał mi, że w ten wigilijny wieczór planował odebrać sobie życie. Był już zbyt zmęczony i samotny, aby dalej ciągnąć swój bagaż. Dlatego był trzeźwy, bo chciał, jak powiedział, godnie odejść.

Teraz chodzimy na terapię prowadzoną przez księdza. Poznaliśmy tragiczne drogi innych alkoholików. Były upadki, zwątpienie i znów mozolne podnoszenie się. W każdą niedzielę chodzimy na Mszę św., przystępujemy do Komunii św. I błagamy Boga o pomoc w wytrwaniu w abstynencji.

Od tamtej chwili minął rok. Przed nami święta Bożego Narodzenia. Po raz pierwszy zasiądziemy wspólnie do wieczerzy wigilijnej. Będziemy dziękować Bogu za ocalenie, za otwarcie nam oczu na inne horyzonty.

Tagi:
rodzina wierność

Premier powołał Radę Rodziny

2019-12-05 12:45

lk (KAI) / Warszawa

Premier Mateusz Morawiecki powołał dziś Radę Rodziny, organ doradczy przy Radzie Ministrów. Jej zadaniem będzie opracowanie strategii demograficznej i promocja tradycyjnego modelu rodziny. Członkami Rady zostali eksperci z wieloletnim doświadczeniem działania na rzecz polskich rodzin.

Nichizhenova Elena/fotolia.com

Uroczystość powołania członków Rady Rodziny rozpoczęła się od minuty ciszy w intencji osób, które zginęły wskutek wybuchu gazu w jednym z domów w Szczyrku. Śmierć poniosło tam osiem osób, w tym dzieci.

W skład Rady Rodziny weszli eksperci z wieloletnim doświadczeniem pracy w organizacjach społecznych specjalizujących się w tematyce rodzinnej, a także wykładowcy akademiccy, doradcy rodzinni, parlamentarzyści oraz rodzice tworzący rodziny wielodzietne.

W tym gronie znaleźli się Dorota Bojemska (działaczka na rzecz obrony rodziny, matka ośmiorga dzieci, przewodnicząca Rady), Rafał Antczak (wiceprezes PKO BP), posłowie Piotr Uściński, Anna Maria Siarkowska i Dominika Chorosińska, prof. Ewa Frątczak (SGH), Marek Grabowski (Fundacja Mamy i Taty), Kordian Kordiarz (burmistrz Nysy), Joanna Krupska (Związek Dużych Rodzin 3+), Bartosz Marczuk (wiceprezes Polskiego Funduszu Rozwoju), prof. Michał Michalski (UAM Poznań), Jacek Sapa (Fundacja Narodowy Dzień Życia), dr Krzysztof Szwarc (UE Poznań), Janusz Wardak (doradca rodzinny).

Premier Mateusz Morawiecki podkreślił w swoim wystąpieniu, że w życiu każdego państwa, które chce się rozwijać, rodzina musi mieć centralne miejsce. - Tam powstaje podstawowy zaczyn do życia społecznego i państwowego - mówił szef rządu, dodając, że "każdy z nas w rodzinie odbiera wychowanie i wykształcenie, tam jesteśmy uczeni życia".

Zaznaczył, że rząd, którym kieruje, pomaga w budowaniu programu wzmacniania rodziny. - Rodzina jest takim centralnym ośrodkiem życia, bez którego nie ma długofalowego rozwoju społecznego. Za tym rozwojem musi kryć się też mądrość - stwierdził premier.

Zwracając się do nowo powołanych członków doradczego organu Rady Ministrów powiedział: "Państwo jako Rada Rodziny będziecie analizowali tysiące stron i ekspertyz po to, by w naszej strategii do spraw demograficznych, do spraw rodziny, znalazły się mądre, dobre rozwiązania".

Zdaniem premiera, powołanie Rady Rodziny było konieczne także dlatego, że rodzina jest w Polsce "przedmiotem ideologicznego ataku". - My się na to nie zgadzamy. Uważamy, że dzieci w rodzinie są najwyższą wartością społeczną; są wartością, od której zależy przyszłość Rzeczypospolitej - dodał.

Przypomniał, że kierowany przez niego rząd już w poprzedniej kadencji zaproponował wiele rozwiązań poprawiających społeczno-ekonomiczną sytuację polskich rodzin, jak programy "Rodzina 500+" czy "Mama 4+" wspierający materialnie osoby, które wychowały przynajmniej czwórkę dzieci, ale nie zdołały wypracować sobie najniższej emerytury.

"Chcemy prosić Radę Rodziny, naszych wybitnych ekspertów, o kolejne pomysły i rozwiązania w obszarze życia społecznego, które dadzą mocny fundament wartości" - dodał Mateusz Morawiecki.

Minister rodziny, pracy i polityki społecznej Marlena Maląg podkreśliła, że kwestia demograficzna jest polskim wyzwaniem na najbliższe lata, tak aby rodzina mogła godnie się rozwijać i aby rodziło się coraz więcej młodych Polek i Polaków.

Zaznaczyła, że Radę Rodziny tworzą osoby merytorycznie zaangażowane od lat w jej problemy. Wyraziła nadzieję, że współpraca ministerstwa z Radą da efekty w postaci stworzenia drogowskazu mówiącego, jakie działania należy podejmować. Rada ma być organem doradczym, który ma mieć poważny wpływ na prace Rady Ministrów, projekty ustaw i działalność administracji.

Pełnomocnik rządu ds. polityki demograficznej Barbara Socha, powołana na to stanowisko 3 grudnia, podkreśliła, że prace Rady Rodziny będą miały szczególny wpływ na przygotowanie ogólnopolskiej strategii demograficznej, dzięki której zwiększy się dzietność i promocja tradycyjnego modelu rodziny.

Ma to być pakiet rozwiązań wywodzących się z różnych dziedzin: kwestii związanych z zatrudnieniem, polityką fiskalną i mieszkaniową czy służbą zdrowia. Strategia ma być też tworzona o analizy i dokładne badania społeczne. - Tylko bowiem precyzyjna diagnoza pozwoli nam przygotować skuteczny program - dodała pełnomocnik rządu.

Rada będzie też monitorować i proponować do wdrożenia najlepsze prorodzinne rozwiązania już funkcjonujące w innych krajach europejskich.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kiedy obowiązuje post?

Ks. Ryszard Kamiński
Edycja płocka 9/2003

Bożena Sztajner

Moi rodzice opowiadali mi, że kiedyś w okresie Wielkiego Postu wypalano nawet garnki, żeby nie została w nich ani odrobina tłuszczu. Dziś praktyka postu w Kościele jakby złagodniała. Przykazanie kościelne mówi o czasach pokuty, ale pozostaje problem, jak rozumieć te "czasy pokuty". Czy 19 marca, w czasie Wielkiego Postu, można zawrzeć sakrament małżeństwa z weselem? Czy w piątek można iść na dyskotekę? Czy w Adwencie można się bawić? Czy post nadal obowiązuje w Kościele?

Czwarte przykazanie kościelne, które dotyczy tych spraw, brzmi: "Zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, a w okresach pokuty powstrzymywać się od udziału w zabawach". Wydaje się, że najważniejszym wyrażeniem w tak sformułowanym przykazaniu jest słowo "pokuta". Katechizm Kościoła Katolickiego precyzuje, że chodzi tutaj o pokutę wewnętrzną, która polega na nawróceniu serca, przemianie postaw, radykalnej zmianie całego życia na lepsze. To jest podstawowa, prawdziwa wartość pokuty, jej sedno. Takiej pokuty oczekuje od chrześcijanina Pan Bóg i Kościół. Chrześcijanie są zobowiązani do jej praktykowania cały czas. Ponieważ jednak różnie z tym bywa w ciągu kolejnych dni i miesięcy, Kościół ustanowił dni i okresy pokuty, gdy koniecznie należy praktykować czyny pokutne, które wspomagają nawrócenie serca.
Jakie są te czyny pokutne? Wykładnia do omawianego przykazania podana przez Sekretarza Generalnego Episkopatu Polski wylicza: "modlitwa, uczynki pobożności i miłości, umartwienie przez wierniejsze pełnienie obowiązków, wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych i post". Czas zaś pokuty, określony przez czwarte przykazanie, to poszczególne piątki całego roku i Wielki Post. We wszystkie piątki całego roku oraz w Środę Popielcową i Wigilię Bożego Narodzenia (o ile nie przypada wtedy IV niedziela Adwentu), obowiązuje chrześcijanina powstrzymanie się od spożywania pokarmów mięsnych, gdy ukończył on 14 rok życia. Zaleca się jednak, aby także młodsze osoby wprowadzać do tej praktyki, nie czekając aż osiągną one 14 lat. Warto jeszcze dodać, że według Konstytucji Apostolskiej Paenitemini zakaz spożywania pokarmów mięsnych nie oznacza zakazu spożywania nabiału i jaj oraz przyprawiania potraw tłuszczami zwierzęcymi.
Prymas Polski (to także ważne) udzielił dyspensy od obowiązku powstrzymania się od potraw mięsnych w piątki wszystkim, którzy stołują się w zakładach zbiorowego żywienia, gdzie nie są przestrzegane przepisy postne, a także takim osobom, które nie mają możności wyboru potraw, a muszą spożywać to, co jest dostępne do spożycia. Dyspensa ta nie dotyczy jednak Wielkiego Piątku, Środy Popielcowej i Wigilii Bożego Narodzenia. Zatem w te trzy dni obowiązuje w każdych okolicznościach powstrzymanie się od spożywania potraw przyrządzonych z mięsa.
Po wyjaśnieniu wymagań IV przykazania kościelnego w odniesieniu do wstrzemięźliwości od pokarmów mięsnych, zwróćmy uwagę na "nakazane posty" w tym przykazaniu. Post może być jakościowy i ilościowy. Ten pierwszy dotyczy niespożywania określonych pokarmów, np. mięsa. Ilościowy zaś polega, według wyżej wspomnianej Konstytucji Apostolskiej, na spożyciu jednego posiłku dziennie do syta i dopuszcza możliwość przyjęcia "trochę pokarmu rano i wieczorem". Taki post obowiązuje wszystkich wiernych między 18 a 60 rokiem życia w Środę Popielcową i w Wielki Piątek. Należy tutaj powtórzyć wcześniej napisane słowa, że ci, którzy nie mają 18 lat, właściwie od dzieciństwa powinni być wychowywani do spełniania tej praktyki. Błędem byłoby stawianie tego wymagania dopiero od wieku pełnoletności. Racje wydają się oczywiste i nie ma potrzeby ich przywoływania w tym miejscu.
Gdy chrześcijanin podlega uzasadnionej niemożności zachowania wstrzemięźliwości w piątek, powinien podjąć inne formy pokuty (niektóre z nich zostały przytoczone wcześniej). Natomiast post ilościowy i jakościowy w dwa dni w roku: Wielki Piątek i Środę Popielcową, powinien być koniecznie zachowywany. Winien rozumieć to każdy chrześcijanin, nawet ten, który słabo praktykuje wiarę. Dyspensa Księdza Prymasa, o której wspomniałem wcześniej, nie dotyczy zachowania postu w te dwa dni roku. Ci zaś, którzy z niej korzystają, powinni pomodlić się w intencji Ojca Świętego, złożyć ofiarę do skarbonki z napisem "jałmużna postna", lub częściej spełniać uczynki miłosierdzia.
Jeszcze kilka słów o zabawach. Powstrzymywanie się od udziału w nich obowiązuje we wszystkie piątki roku i przez cały Wielki Post, łącznie z dniem św. Józefa (19 marca) - jeśli wtedy trwa jeszcze Wielki Post. Adwent nie został zaliczony do czasów pokuty, dobrze jednak byłoby w tym czasie powstrzymać się od udziału w zabawach, zachowując starą i dobrą polską tradycję - Adwent trwa bardzo krótko, a karnawał jest tak blisko. W Adwencie zaś - co staje się coraz powszechniejszą praktyką - jest wiele spotkań opłatkowych, które mają inny charakter. Warto je upowszechniać i pozostawać w radosnym, pełnym nadziei oczekiwaniu na przyjście Zbawiciela w tajemnicy Bożego Narodzenia.

Od marca 2014 r. obowiązuje nowa wersja IV przykazania kościelnego

Przeczytaj także: Nowa wersja IV przykazania kościelnego - powstrzymanie się od zabaw tylko w Wielkim Poście
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Watykan: inauguracja szopki na Placu św. Piotra

2019-12-06 11:03

azr (KAI) / Watykan

Na Placu św. Piotra odsłonięto bożonarodzeniową szopkę i zapalono lampki na choince. Tegoroczone symbole Bożego Narodzenia są darem z terenów, przez które przechodził front I wojny światowej i które w ubiegłym roku zostały nawiedzone przez silne nawałnice.

Włodziemierz Rędzioch

Ponad 26-metrowy świerk pochodzi z płaskowyżu Asiago w regionie Veneto, natomiast wykonana z drewna szopka jest darem mieszkańców przysiółka Scurelle w regionie Trydent-Górna Adyga i została zamontowana na placu św. Piotra przez strażaków przybyłych z tej wioski, liczącej 1400 mieszkańców. W odsłonięciu szopki wzięli udział m.in. przewodniczący oraz sekretarz generalny Gubernatoratu Państwa Watykańskiego: kard. Giuseppe Bertello oraz bp Fernando Vérgez Alzaga.

Tego samego dnia papież przyjął na audiencji pielgrzymów z diecezji, które ofiarowały świąteczne symbole. Także w czwartek w Auli Pawła VI odsłonięto szopkę bożonarodzeniową, która jest darem dla papieża Franciszka od wolontariuszy z regionu Veneto, nawiedzanego tej jesieni przez wyjątkowo niebezpieczne powodzie. Obie szopki oraz choinkę będzie można oglądać do 12 stycznia. W ten sposób kontynuowany jest zwyczaj, zapoczątkowany przez papieża Jana Pawła II w 1982 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem