Reklama

Adwent

Adwentowe rozważania z Watykanu

Konferencja i homilia ks. prał. dra Dariusza Giersa, pracownika Papieskiej Rady ds. Służby Zdrowia i Duszpasterstwa Chorych wygłoszone w Polskim Papieskim Instytucie Kościelnym w Rzymie, 10.12.2014.

Ciszę się, że to nasze dzisiejsze duchowe spotkanie przypada w dzień liturgicznego wspomnienia Matki Bożej Loretańskiej. Myśląc o Matce Bożej Loretańskiej, chciałbym jeszcze wspomniećpolskie Loreto. To niewielkie centrum duchowości położone na terenie diecezji warszawsko-praskiej, niedalekood mojej rodzinnej miejscowości. Założył je kapłan pochodzący spod Drohiczyna bł. Ks. Ignacy Kłopotowski i przeznaczył na nowicjat dla sióstr loretanek. Odwiedzałem Loreto kilkakrotnie ze względu na wyjątkową atmosferęduchową, jaka tam panuje. Raz przebywałem tam kilka dni na prywatnych rekolekcjach zamieszkując w tak zwanym „domku ks. Ignacego”. Siostry opowiadały, że często przybywają do nich księża na swoje prywatne rekolekcje indywidualnie i grupowo.

Chrystus obalił kapłaństwo religii pogańskich i starotestamentalnej religii żydowskiej. On sam stał się kapłanem, żertwą i ofiarą; jedynym pośrednikiem miedzy Bogiem i ludźmi. Chrystus powołał i wybrał apostołów, aby mu towarzyszyli i działali w jego imieniu. Ustanowił dwunastu i posłał ich, aby w duchu proroczym przepowiadali ewangelię i „czynili pamiątkę Jego ofiary”. W tak rozumianym kapłaństwie nie urząd lecz profetyzm jest osią powołania. Ewangelia z istoty rzeczy jest przecież proroczym głosem proroka przez duże „P”. Nie może być kapłana chrześcijańskiego, który nie był by zarazem prorokiem.

Reklama

Każdy z nas ma udział w tej prorockiej misji, ale realizuje ją w sobie wiadomy sposób. Czy zawsze właściwy?

Więź z kapłanami

Warto zatem przywoływać dobre wzorce kapłańskiego życia. Exemplatrahunt (przykłady pociągają),szczególnie zaś tych, którzy potrafili wznieś się ponad przeciętność. Pozwólcie, że powrócę do postaci bł. Ks. Kłopotowskiego. Był to kapłan niezwykły, o którym moglibyśmy powiedzieć„Boży kapłan”. Urodził się w małej wiosce koło Drohiczyna. Był księdzem lubelskim, ale przeniósł się do Warszawy, gdzie zasłynął jako opiekun ubogich. Wyróżniała go ogromna aktywność, wyczucie na sprawy społeczne, niezwykła ofiarność w służbie człowiekowi, kościołowi i ojczyźnie. Ciekawe, że najbliższe grono jego przyjaciół stanowili ludzie nieprzeciętni i świątobliwi (np. bł. o. Honorat Koźmiński). Jego bogate ziemskie życie zakończyło się w 1931 r.

Skąd czerpał siły i moc ten wspaniały człowiek i Boży kapłan?

Reklama

W duchowości ks. Ignacego można wyróżnić dwie zasadnicze pobożności: eucharystyczna i maryjną. Adoracja przemieniała go wewnętrznie, dawała siłę i impuls do przebogatej działalności zewnętrznej. Każdą Msze św. sprawował w wielkim skupieniu. Zatapiał się w Bogu obecnym w Eucharystii. Nie dziwi, iż często powtarzał: „Nie żałuj czasu na nawiedzenie Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Przekonasz się, jak niewymowną pociechę sprawi ci ten czas, jak niejedną korzyść przyniesie teraz i w wieczności”. „Czas modlitwy, to czas najcenniejszy”. Modlił się o doskonałe wypełnienie woli Bożej w posłuszeństwie biskupom i papieżowi.

Z pobożnością eucharystyczną szła w parze w ks. Ignacym pobożność maryjna. Praktykował różne formy kultu maryjnego. Nigdy nie rozstawał się z różańcem. Nie przepadkiem więc założone przez niego zgromadzenie zakonne przyjęło nazwę Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Loretańskiej, a jego doczesne szczątki spoczęły ostateczniew Loreto w kaplicy Sanktuarium Matki BożejLoretańskiej (które obecnie pięknie się rozbudowuje).

Podobnie w życiu św. proboszcza z Ars pobożność eucharystyczna łączyła się maryjną. W Liście do kapłanów na Wilki Czwartek 1986 r. Jan Paweł II postawił nam Jana Vianney’a za wzór do naśladowania. Eucharystia stanowiła centrum jego życia. Mawiał: „Wszystkie dobre dzieła nie dorównują ofierze Mszy św., gdyż są dziełami ludzi, podczas gdy Msza św. jest dziełem Boga”. Mimo ogromnego napływu penitentów poświęcał przygotowaniu do Mszy co najmniej 15 min. Często głosząc kazanie zwracał się z ambony w stronę tabernakulum i wołał w uniesieniu „On tam jest”. Tam bije Jego Serce!

Trzeba nam czerpać z tych wzorców kapłańskiej służby; często zwracać się do nich w wymiarze świętych obcowania. Trzeba szukać w życiu tych, którzy kochają kapłaństwo i pragną się dzielić miłością do niego z innymi.Bardzo potrzebujemy takiej kapłańskiej wspólnoty. Jesteśmy bowiem, jak naucza Sobór Watykański II nie tylko sakramentalnie włączeni w Chrystusa, ale także we wspólnotę z biskupem i innymi prezbiterami, by służyć ludowi Bożemu (PDV, 11).

Dekret o posłudze i życiu prezbiterów („Presbiterorumordinis”) z 1964 r. akcentuje eklezjalny wymiar duchowości kapłańskiej. Kapłan jest „drugim Chrystusem” w służbie Kościoła - Mistycznego Ciała Chrystusa. Terenem jego uświęcania się jest misja w Kościele i dla Kościoła. Istotne są tu takie elementy jak: postawa wobec biskupa - uległość, współpraca, szacunek (n. 7), współpraca z braćmi kapłanami (n. 8) i wreszcie właściwe odniesienie do świeckich (n.10). To dla nich ostatecznie mamy być prezbiterami - „starszymi braćmi w wierze”.

Pozwólcie, że zwrócę uwagę na nasząWieź z Biskupami

Wieź z Biskupem

Wspomniany dekret soborowy mówi w tym przypadku o „o ścisłej więzi” (n. 14), a nawet posługuje się terminem „zjednoczenie”. Jasne i znaczące słowa….

Odwiedził nas ostatnio nowo mianowany biskup drohiczyński Tadeusz Pikus. Chętnie spotkał się ze swoimi księżmi, porozmawiał, zainteresował ich studiami i sprawami. Odwiedził też swoich księży pracujących na terenie Włoch. Taki sam był dla nas biskup senior Antoni. Drzwi jego biskupiego domu były zawsze dla nas otwarte, a kiedy przyjeżdżał do Rzymu, każdy koniecznie chciał się z nim spotkać. Nigdy nie stroniliśmy od naszego biskupa, jak zdarzało się to wielu naszym kolegom. Ta ojcowska obecność biskupa jest niezbędna dla kształtowania naszego kapłaństwa. Św. Jan Paweł II, podkreślał, że to, co najbardziej się liczy posłudze biskupa, to właśnie to, że ma być ojcem (Wstańcie, chodźmy, s. 107).

Papież Franciszek nauczał niedawno w katechezie środowej, że „kiedy Jezus wybrał i powołał apostołów, nie chciał, aby byli oddzieleni i działali na własny rachunek, ale przebywali razem wspólnie z Nim zjednoczeni jak jedna rodzina”. „W Kościele - kontynuował­- nie powinno być miejsca dla mentalności światowej, według której człowiek zrobił karierę kościelną - został biskupem. Biskupstwo jest służbą a nie zaszczytem, nie jest po to, aby się pysznić” (Audiencja ogólna, 5.11.2014). Podobnie kapłaństwo nie jest nam dane przez Pana, aby się wywyższać, wymądrzać i gardzić innymi. W pokorze mamy przyjmować jeden drugiego. Biskupowi okazywać serce i szacunek. Nie uciekać i nie unikać swojego biskupa. Jedynie w jedności z naszymi biskupami możemy budować prawdziwą wspólnotę Kościoła; nigdy zaś bez nich!

Wieź z Papieżem

Wśród biskupów jeden jest wyjątkowy, to ten, który nosi białą sutannę. Kim jest on dla mnie? Czy zawsze wspieram go modlitwą, czy odczuwam jego bliskość? Wszak w Rzymie mieszkamy po sąsiedzku.

Kiedy rozgorzała wrzawa medialna po ostatnim burzliwym Synodzie, uderzyła mnie jasna i jednoznaczna riposta kard. Stanisława Dziwisza, która wprost zamurowała dziennikarza zadającego pytanie: „Papieżem jest Franciszek. My biskupi polscy i cały Kościół, będziemy zawsze z nim, wierni jego nauczaniu”. Wiedział doskonale, co mówi, długoletni, najbliższy współpracownik Jana Pawła II.

Podobnie wypowiedział się ostatnio Kard. L. Burke, któremu również próbowano wmówić, że jest w opozycji do Papieża. Odrzekł: „Jestem tak samo posłuszny Papieżowi, jak prawdzie zawartej w Ewangelii”.

Również my, drodzy bracia, którym Boża Opatrzność pozwoliła spotkać się w Rzymie, mieszkać w cieniu Bazyliki watykańskiej, powinniśmy poczuwać się do szczególnej więzi z Następcą św. Piotra. Ogarniać go modlitwą, uczestniczyć w papieskiej liturgii, audiencjach, momentach modlitwy. To ogromna łaska, zobaczyć go z bliska, ucisnąć dłoń, spojrzeć w jego oczy. Ja miałem to szczęście wiele razy i to z trzema kolejnymi Papieżami. Te chwile pozostają w pamięci na zawsze, szczególnie spotkania Janem Pawłem II, ze Świętym Wielkim Papieżem z rodu Polaków. Nigdy nie zapomnę Eucharystii w jego prywatnej kaplicy, tego skupienia, zatopienia w Bogu i, można by powiedzieć, „prostego, zwyczajnego celebrowania Mszy św. ze czcią, spokojem i namaszczeniem”, bez żadnych dodatków, żadnego dodatkowych słów, bez pozdrowień i homilii. Tylko ścisły tekst liturgii wypowiadanyz głębi ducha. Niesamowite przeżycie dla nas współcelebrujących kapłanów.

Z innych cudownych spotkań wspomnę tylko te, związane z moją pracą w Papieskiej Radzie ds. Służby Zdrowiai Duszpasterstwa Chorych. Budowaliśmy się postawą Papieża wobec chorych i cierpiących, jak i wielkim szacunkiem wobec tych, którzy im posługują.

Niezwykłą kontynuację tego dzieła dostrzegamy w obecnym pontyfikacie Papieża Franciszka.

Więź z człowiekiem (cierpiącym)

Wspomniałem przed chwilą o dykasterii, w której pracuje już ponad 12 lat. Czas leci… Pozwólcie, że wyznam tu przed wami, że jestem bardzo wdzięczny Bogu za mojąpracę w tej właśnie dykasterii. Może nie jest ona tak prestiżowa,jak Kongregacje (np. ds. Biskupów, Kleru itd.), ale jest to miejsce, gdzie można się wiele nauczyć, doświadczyć, nabrać dystansu do spraw a nawet do życia.

W ciągu tych lat poznałem wielu wspaniałych ludzi, którzy na służbę choremu i cierpiącemu człowiekowi oddali niemal wszystkie swoje siły i czas. Wśród nich pragnę wspomnieć jedynie kapłanów. Chodzi o kapelanów szpitalnych z prawdziwego zdarzenia (nie tych oddelegowanych przez biskupów, bo nie wiadomo już, co z nimi zrobić - to tragedia dla chorych, dla personelu medycznego, jak i krzywda dla samego kapłana). Kapelani z powołania to ludzie z pasją, wyważeni, pokorni, z sercem na dłoni. Kluczem do ich zrozumienia jest słowo empatia. Starają się „wczuć się” w sytuacjęczłowieka cierpiącego,wejść w ból jego ciała i niejednokrotnie duszy.Trzeba też przygarnąć rodzinę cierpiącego, dodać siły i nadziei. Zadanie szczególnie trudne, gdy dotyczy rodzin chorych terminalnie czy ciężko chorych dzieci.

Przywołam tu postać ks. Jacka Bazarnika z warszawskiego Centrum Zdrowia Dziecka. O jego pięknej kapłańskiej postawie i pracy opowiadała moja mama, kiedy odwiedzała w Centrum swego chorego wnuczka. Ks. Jacek wcale nie zamierzał być kapelanem szpitalnym. Pragnął wstąpić do zakonu trapistów i odbył już nawet u nich rocznąprobację, jednakże biskup, ze względy na brak księży poprosił, aby się wstrzymał i czasowo podjął pracę w Centrum Zdrowia Dziecka. Wyczuł sprawę…Minęło 17 lat i ks. Jacek nadal tam pracuje. Opowiada rzeczy niezwykłe, jakich doświadcza w szpitalu, jak np. kiedy pewnego dnia, gdy po całym dniu kończył już pracę, przybiegł do kaplicy młody mężczyzna stanowczo domagając się spowiedzi. Cóż było robić…w szpitalu wszystko jest możliwe. Długo trwała ta spowiedź…Po trzech dniach ten sam mężczyzna przyszedł do niego już w innym stanie, rozpromieniony z bukietem kwiatów. Co się stało, zapytał zdziwiony: «Proszę księdza moje dziecko jest zdrowe. Ja wtedy przyszedłem się wyspowiadać, gdyż Ewelinka opowiedziała mi swój sen, że przyszła do niej Matka Boża i powiedziała: „Jeżeli twój tata się nawróci, to ja przywrócę ci zdrowie”. „Proszę księdza rak zniknął!”. Przez cierpliwą posługę tego kapłana Pan Bóg dokonał podwójnego cudu: uzdrowił dziecko z choroby, a ojca wyzwolił do nowego życia!Kapłan podtrzymuje u pacjentów chęć życia: „tego nie dokona, żaden lekarz!”, stwierdzają zgodnie medycy.

Papież Franciszek wzywa nas, abyśmy byli blisko człowieka cierpiącego, poobijanego przez życie, niechcianego,odrzuconego przez innych. Nie możemy zamknąć się w naszych pokojach, plebaniach, sprawach; w naszym wygodnym życiu. Nie możemy też biernie obserwować świata z wysokości balkonu. Trzeba zstąpić w wir świata i być pośród wydarzeń, jak Jezus, by leczyć ludzkie choroby i słabości, by opatrywać rany serczłamanych. Musimy wejść w życie konkretnego człowieka, który prosi nas o modlitwę i pomoc; „stać się wszystkim dla wszystkim, żeby w ogóle ocalić przynajmniej niektórych” (1 Kor, 9, 22). Ludzie szukają w nas tej wewnętrznej, uzdrowieńczej mocy, która leczy i podnosi z upadku. Jest to ta sama moc Chrystusa Zbawiciela, z jaką Piotr zwrócił się do człowieka chromego od urodzenia: „Nie mam srebra ani złota, ale co mam to ci daję: w imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka mówię ci ‘chodź!’”(Dz 3,6).

Wieź z Chrystusem

Źródłem tej mocy jest w nas kapłanach zjednoczenie z Chrystusem Panem. Z Niego czerpiemy siłę i życie, o czym sam nas poucza: „Ja jestem krzewem winnym, wy latoroślami. Kto trwa we Mnie, a ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze mnie nic uczynić nie możecie…Wytrwajcie w miłości mojej!” (J 15).

Silna więź z Mistrzem to podstawa naszego „być” i „trwać”. Wszystkie nasze ludzkie relacje są i będą możliwe i właściwe tylko dzięki tej jedynej, podstawowej, i niepowtarzalnej relacji z Chrystusem. On nas wybrał i przeznaczył, „abyśmy szli i przynosili obfity owoc”. Jego oczy spojrzały na nas z miłością. On nas konsekrował i tchnął w nas swojego Ducha. On zawierzył nam tajemnicę Królestwa swego Ojca, abyśmy wprowadzali w nią naszych braci i siostry. Chciejmy „spocząć na Jego piersi” jak św. Jan Apostoł. Przylgnijmy do Niego, zawierzmy Mu siebie bez reszty i bez zastrzeżeń, jak zapisał pewien ksiądz w dniu swoich święceń:

„Bez kupieckich obliczeń,
Bez marzycielskich prognoz,
Bez myśli o awansie,
Bez przewidywania premii powiedzieć:
Chcę iść za Tobą Panie dokądkolwiek się udasz…”
(ks. Wacław Buryła. „W dniu święceń”)

A zatem być z Chrystusem, „dotykać” Go, wchodzić w tajemnicę Jego paschy i pozwolićinnympoprzez nas czynić to samo!

Ks. Biskup Ryś w swojej książcept: „Wiara z lewej, prawej i Bożej strony” pisze:„Kerygmat jest zawsze pierwszy: absolutnie wszystko w Kościele musimy od niego zaczynać. Jezus umarł i zmartwychwstał i w tym doświadczeniu jest moje własne. O tym trzeba krzyczeć….Jednakże kluczem do ewangelizowania jest osobiste nawrócenie. Przekaz wiary dokonuje się na zasadzie przyjąłem - przekazuję. Ja sam muszę mieć doświadczenie Jezusa, który dźwiga człowieka z upadku”… Może nawet terazdźwiga mnie samego….

Jedziemy na parafie, do posługi duszpasterskiej. Oczyśćmy nasze dusze, aby Chrystus mógł skutecznie nas używać, mimo, że jesteśmy „nieużytecznymi sługami” (Łk, 17,10). Niech przez naszą kapłańską służbę świat pozna, jak dobry i słodki jest Pan, jak wielkie jest Jego serce, jak płoniez miłości do największych nawet grzeszników.

Wieź z Maryją

Na koniec zwróćmy się do Maryi - Matki Jezusa i naszej najlepszej Matki.

Najświętsza Pani!
Dzisiaj czcimy Cię w Twej loretańskiej figurze,
za dwa dni wraz z Ojcem Świętym oddamy ci hołd w obrazie z Gwadelupy;
w tej kaplicy towarzyszysz naszemu kapłaństwu w jasnogórskiej ikonie,
Ty znasz nasze kapłańskie serca, ich radości i smutki.
Prośmy Cię dziś na nowo,
bądź Matką naszego kapłaństwa,
gdyż jest ono kapłaństwem twego umiłowanego Syna!

W pierwszym swoim Liście do kapłanówna Wielki Czwartek twój wielki czciciel i sługa św. Papież Jan Paweł II zawierzył nas Tobiew tych znamiennych słowach:

«Polecam Was Wszystkich, Drodzy Bracia, u początku mego posługiwania Matce Chrystusa, która na sposób szczególny jest naszą Matką: Matką Kapłanów. Wszak to na tego umiłowanego Ucznia, który jako jeden z Dwunastu usłyszał w Wieczerniku polecenie: „to czyńcie na moją pamiątkę” wskazał Chrystus z wysokości krzyża, mówiąc do swej Matki: „oto syn twój”. Człowiek, który w Wielki Czwartek otrzymał władzę sprawowania Eucharystii, został w tych słowach konającego na krzyżu Odkupiciela oddany Jego własnej Matce za syna. Mamy więc my wszyscy, którzy otrzymujemy tę samą władzę poprzez święcenia kapłańskie, niejako pierwsze prawo do tego, aby widzieć w Niej naszą Matkę. Pragnę więc, abyście Wszyscy ze mną razem w Maryi dostrzegli Matkę tego Kapłaństwa, które mamy od Chrystusa.
I pragnę, abyście to swoje kapłaństwo Jej w szczególny sposób zawierzyli. Pozwólcie, że ja czynię to od siebie, zawierzając Matce Chrystusa każdego z Was - każdego bez wyjątku - w sposób uroczysty i zarazem zwyczajny, codzienny. I równocześnie proszę, ażeby każdy z Was, Drodzy Bracia, uczynił to od siebie - tak jak mu dyktuje własne serce, zwłaszcza miłość do Chrystusa-Kapłana, a zarazem też własna słabość, która idzie w parze z pragnieniem służby i z pragnieniem świętości. O to proszę» (8.04.1979)

Niech Święta Dziewica nas strzeże i prowadzi na chwałę Boga w Trójcy Jedynego!

Homilia wygłoszona podczas wieczornej Eucharystii

Chłopcy się męczą i nużą, chwieją się słabnąc młodzieńcy, lecz ci, co zaufali Panu, odzyskują siły, otrzymują skrzydła jak orły: biegną bez zmęczenia, bez znużenia idą».

Drodzy Bracia w Chrystusie,

Nie przypadkowo przywołałem słowa z dzisiejszego I czytania. Kojarzą mi się on z czasem seminaryjnym, kiedy to nasz surowy i wymagający ks. Rektor upominał nas za słowo „chłopcy” wypowiedziane w jego obecności (np. chłopcy grają w piłkę). Mówił: „chłopcy to są u szewca. Tutaj są klerycy”. Może miał na myśli doświadczony ks. Rektor słowa Izajasza, „chłopcy się męczą i nużą”, my natomiast, którzy poszliśmy za Pan, mamy być jak orły, bez zmęczenia biec, bez znużenia iść!

Kilka dni temu w Ewangelii mszalnej słyszeliśmy, że „Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski. Nauczał w tamtejszych synagogach, głosił Ewangelię królestwa i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości. A widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza. Wtedy rzekł do swych uczniów: „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo”. Wtedy przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszelkie choroby i wszelkie słabości” (Mt 9,35-10,1.5.6-8).

Również my mamy udział w tej misji. Może na tym rzymskim etapie naszej kapłańskiej drogi nie męczymy się tak bardzo, jak nasi współbracia w terenie. Szczególnie w okresach przedświątecznych mają nawał pracy: oprócz tej zwykłej, dodatkowa: rekolekcje, spowiedzi. Praca z ludźmi wiosek i miast, „wielkie żniwo”, ciężki trud wypędzania złych duchów i leczenia złamanych serc, to wyczerpuje; wymaga nie tylko odpowiedniej liczby robotników, ale także ogromnej duchowej mocy każdego z nich. Czasem mimo dużych nakładów sił nie widać efektów tej pracy. Jeden z kapłanów naszej diecezji pracujący od lat we Włoszech wyznał: „nic nie rozumiem, staram się dobrze pracować, podejmuję różne akcje w parafii, a ludzie wciąż jacyś obojętni, gnuśni i nieaktywni we wspólnocie”. Innemu po 16 latach pracy, i jestem pewien, że bardzo oddanej pracy, cenionej przez lokalnego biskupa, przyszła ochota zmiany kraju i środowiska włoskiego.

Jak uchronić się przed załamaniem? Co robić, aby nie zwątpić? Skąd czerpać siły do głoszenia z nową mocą Królestwa Bożego?

Sam Mistrz przychodzi z odpowiedzią: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźmiecie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem łagodny i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie” (Mt 11,28-30).

Ktoś bardzo dosadnie zinterpretował słowa Jezusa:

- „Weźcie moje jarzmo na siebie..”

Co to jest jarzmo? - to uprząż dla bydła pociągowego (chomąto wkładane na koński grzbiet).

Mamy jednak wziąć to, co On dla nas przygotował i to ciągnąć - nie mamy naprawiać, nie mamy wybierać: „to pociągnę, a tego nie; to mogę zrobić, tego nie”…, lecz mamy po prostu ciągnąć ten wóz (mówi się potocznie: trzeba ciągnąć lub pchać ten wózek) choćby był bardzo ciężki. „Wystarczy ci mojej łaski”, zapewnia Jezus i daje nam za przykład siebie:

- „ uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem..”

Bunt przeciwko sytuacji, w której jesteśmy, niczemu nie służy. Tak samo jak załamanie czy szukanie ucieczki np. w używki (w ludzkie ramiona…) są bezproduktywne. „Tracimy siły, a mamy przecież ciągnąć. Pokora, to jest to, co pomaga w naszej sytuacji.

Nie można się poddać popadając w obojętność czy rezygnację. Jak mówiła Oriana Fallaci, włoska dziennikarka i pisarka, autorka słynnych wywiadów (m.in. z Lechem Wałęsą), korespondentka wojenna z Wietnamu, jedna z najbardziej znanych dziennikarek XX wieku: „chi si rassegna non vive ma sopravive” (ktoś się poddaje nie żyje pełnią życia, lecz egzystuje - walczy jedynie o przetrwanie).

A co nas czeka, jeśli wytrwamy?

- „znajdziecie ukojenie dla dusz waszych”.

Prośmy więc dziś „Pana żniwa”, aby nie tylko nie zabrakło robotników do pracy na Jego roli, ale także, aby ci którzy, już na niej pracują, nie załamali się, żeby „ciągnęli ten wóz” i mimo jego ciężaru wytrwali do końca. Pamiętajmy: nie jesteśmy w tym trudzi sami. Pan jest blisko Zawsze gotów wyciągnąć pomocną dłoń. On daje nam „ukojenie” - piękne słowo! Pracujemy z zapałem na jego roli; w jego winnicy. Kiedy opadniemy z sił, powierzmy Mu się, na nowo; odnówmy naszą miłość; zawołajmy w ufnej modlitwę

Jezu cichy serca pokornego uczyń serce moje według serca Twego!

Amen!

2014-12-20 19:09

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Być solą ziemi w Roku Wiary

Niedziela łódzka 49/2012, str. 1, 4-5

[ TEMATY ]

Rok Wiary

adwent

program duszpasterski

Archiwum kurii łódzkiej

Abp Marek Jędraszewski

Abp Marek Jędraszewski

Wprowadzenie

CZYTAJ DALEJ

Jak naprawdę jest w czyśćcu? Poznaj kilka wizji od św. Faustyny!

2021-09-24 09:24

[ TEMATY ]

duchowość

czyściec

stock.adobe.com

Każdy z nas ma chwile, w których zadaje sobie pytanie: co będzie po śmierci? Od razu niebo, a może najpierw czyściec? Jeśli tak, to jak tam jest? To aż tak bolesna rzeczywistość? Poznaj kilka cytatów z Dzienniczka św. Faustyny mówiących o wizji czyśćca.

Ujrzałam Anioła Stróża, który mi kazał pójść za sobą. W jednej chwili znalazłam się w miejscu mglistym, napełnionym ogniem, a w nim całe mnóstwo dusz cierpiących. Te dusze modlą się bardzo gorąco, ale bez skutku dla siebie, my tylko możemy im przyjść z pomocą. Płomienie, które paliły je, nie dotykały się mnie. Mój Anioł Stróż nie odstępował mnie ani na chwilę. I zapytałam się tych dusz, jakie ich jest największe cierpienie? I odpowiedziały mi jednozgodnie, że największe dla nich cierpienie to jest tęsknota za Bogiem. Widziałam Matkę Bożą odwiedzającą dusze w czyśćcu. Dusze nazywają Maryję „Gwiazdą Morza”. Ona im przynosi ochłodę. Chciałam więcej z nimi porozmawiać, ale mój Anioł Stróż dał mi znak do wyjścia. Wyszliśmy za drzwi tego więzienia cierpiącego. [Usłyszałam głos wewnętrzny], który powiedział: Miłosierdzie moje nie chce tego, ale sprawiedliwość każe (Dz. 20).

CZYTAJ DALEJ

Bp Włodarczyk: w tym miejscu czuję się bezpiecznie, bo przy Matce Bożej Pięknej Miłości

W tym miejscu czuję się bezpiecznie, bo przy Matce Bożej Pięknej Miłości — powiedział bp Krzysztof Włodarczyk po kanonicznym objęciu diecezji bydgoskiej. Duchowny jest drugim ordynariuszem bydgoskim od utworzenia diecezji w 2004 roku.

Bp Włodarczyk podczas uroczystości w katedrze świętych Marcina i Mikołaja podpisał dokumenty związane z objęciem diecezji wraz z dotychczasowych administratorem apostolskim diecezji bydgoskiej, ordynariuszem toruńskim biskupem Wiesławem Śmiglem i kolegium konsultorów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję