Reklama

Jak przyjąć znamię daru Ducha Świętego?

2017-11-14 15:01

Z abp. Grzegorzem Rysiem rozmawia ks. Marek Łuczak
Niedziela Ogólnopolska 47/2017, str. 10-11

Ks. Paweł Kłys
Abp Grzegorz Ryś

O Kongresie Nowej Ewangelizacji, przygotowaniu młodzieży do przyjęcia sakramentu bierzmowania i wyzwaniach stojących przed duszpasterstwem z abp. Grzegorzem Rysiem rozmawia ks. Marek Łuczak

KS. MAREK ŁUCZAK: – Księże Arcybiskupie, niektórzy mówią, że skoro sakrament bierzmowania nazywany jest sakramentem dojrzałości chrześcijańskiej, trzeba do niego dojrzeć. Inni mówią, że aby dojrzeć, potrzebny jest ten sakrament.

ABP GRZEGORZ RYŚ: – Odpowiedź na to pytanie kryje się przede wszystkim w pojęciu „sakrament inicjacji chrześcijańskiej”. W takich kategoriach myślimy przecież w odniesieniu do tego wydarzenia. Inicjacja oznacza, że jesteśmy na początku pewnej drogi, a nie na jej końcu. Dlatego m.in. najbliższy Kongres Nowej Ewangelizacji zatytułowany jest: „Matura czy inicjacja chrześcijańska?”, że za mało jest tego myślenia związanego z inicjacją, a zbyt często wkrada się myślenie, iż mamy tu do czynienia z punktem dojścia. Dlatego musimy akcentować, że chodzi o punkt wyjścia.

– Niektórzy nawet mówią, że jest to sakrament pożegnania z Kościołem.

– Takie myślenie zostawiamy na boku. Zdumiewający jest fakt, że takie stwierdzenia wychodzą nieraz z ust osób, które przed chwilą mówiły do biskupa, iż proszą o bierzmowanie dla tych osób i uznają je za przygotowane. Więc albo jedno, albo drugie.

– Jak przygotowywać młodych w parafii, by było jak najmniej osób, które przez sakrament bierzmowania żegnają się na dłuższy czas z Kościołem?

– Z tego powodu m.in. organizujemy kongres, by próbować znaleźć odpowiedź na to pytanie. Osobiście chcę wziąć udział w tej inicjatywie jako ktoś, kto słucha innych, a nie tylko do nich mówi. Przygotowanych jest kilkanaścioro warsztatów, które poprowadzą praktycy, ludzie od kilku czy kilkunastu lat prowadzący wypracowaną przez siebie metodą przygotowanie młodzieży do przyjęcia sakramentu bierzmowania. Kluczem jest ewangelizacja, która sprawia, że człowiek ma apetyt na dalsze podążanie drogą wiary.
Ks. Franciszek Blachnicki mawiał, że dobrze przeprowadzone rekolekcje ewangelizacyjne mogą sprawić, iż do 30 proc. ludzi chce kontynuować swą przygodę podążania z Chrystusem w małej wspólnocie wiary. Gdyby udało nam się osiągnąć taką statystykę wśród bierzmowanych, byłoby pięknie.
Drugim ważnym elementem są właśnie mała wspólnota i rzeczywiste relacje między młodymi ludźmi, którzy przygotowują się do bierzmowania, i tymi, którzy pomagają im w tym procesie jako animatorzy. Zwłaszcza dzisiaj, jeśli chodzi o młodzież w wieku gimnazjalnym, kluczem są relacje, a potem wszystko inne. Jeśli stworzą się te głębokie relacje, będą one miały swą trwałość. Na pewno więcej dowiemy się podczas kongresu, który będzie okazją do wymiany doświadczeń.
We Włoszech np. (również w Polsce) Droga Neokatechumenalna prowadzi młodzież do bierzmowania w taki sposób, że wypada ono w połowie drogi. Młodzi ludzie spotykają się w małych grupach, np. z jedną rodziną, a bierzmowanie jest po 2 latach takich spotkań z perspektywą następnych 2 lat. Ponieważ odbywa się to w małej wspólnocie, wchodzą oni w na tyle silne relacje przed bierzmowaniem, że po przyjęciu tego sakramentu chcą kontynuować swą drogę.

– Znam parafie w Polsce, gdzie rzeczywiście wolontariusze przygotowują młodszych, a ważnym elementem jest też dobrze przygotowana liturgia. Tak, by mieli możliwość doświadczenia jej piękna.

– Ważne są zarówno znaki, jak i wspomniane doświadczenie wspólnoty. Na szczęście w Polsce coraz częściej spotykamy się z sytuacją, że starsi członkowie wspólnot parafialnych przygotowują młodszych do tego ważnego wydarzenia w życiu człowieka.

– Kongres Nowej Ewangelizacji będzie ważny także z tego powodu, że w dużej mierze zaważy na obliczu Kościoła przyszłości...

– Kongres ma być jednym z elementów powszechniejszej w Polsce refleksji nad bierzmowaniem. To już 4. zjazd z kolei. Będzie się on odbywał według schematu, który został wypracowany na 3 poprzednich. Będzie miał charakter także rekolekcji dla wszystkich uczestników i będzie miał moment wyjścia w ramach ewangelizacji do ludzi młodych. Nie będą to zatem jedynie refleksja i warsztaty. Celem rekolekcji będzie umocnienie naszego zapału wychodzenia do młodych z Ewangelią, a sama ewangelizacja wymaga, by nie tylko o niej rozmawiać, ale też przejść do czynu. Będzie nam też chodziło o spotkanie ludzi bezpośrednio zajmujących się ewangelizacją z katechetami.
Te 2 środowiska powinny się spotkać i wzajemnie korzystać z możliwości wymiany doświadczeń.

– Katecheza powinna zatem wyprzedzić ewangelizację?

– Raczej ewangelizacja powinna wyprzedzić katechezę, ale katecheza powinna mieć na pewno wymiar ewangelizacyjny. To jednak łatwo powiedzieć, ale trudno w warunkach szkolnych przekazać doświadczenie wiary. Niewątpliwie człowiek, który przyjął Chrystusa jako swego Pana i Zbawiciela, inaczej podejdzie do katechezy. Chodziłoby więc o doprowadzenie do spotkania z żywym Chrystusem. To jest klucz do wszystkiego.

* * *

W dniach 23-26 listopada 2017 r. na Jasnej Górze odbędzie się IV Ogólnopolski Kongres Nowej Ewangelizacji. Będzie poświęcony tematyce pracy duszpasterskiej wśród ludzi młodych, a szczególnie przygotowaniu do przyjęcia sakramentu bierzmowania.

„Myślę, że wszyscy zgodzimy się co do tego, jak ogromną szansę ewangelizacyjną stwarza przygotowanie do przyjęcia tego sakramentu, a także samo jego przyjęcie jako PUNKT WYJŚCIA, a NIE DOJŚCIA. Bierzmowanie jest przecież jednym z trzech sakramentów INICJACJI chrześcijańskiej!” – mówi abp Grzegorz Ryś.

Tagi:
wywiad abp Grzegorz Ryś Duch Święty bierzmowanie Kongres Nowej Ewangelizacji

Reklama

Z seksu nie można zrobić banału

2019-10-29 12:47

Rozmawia ks. Paweł Borowski
Niedziela Ogólnopolska 44/2019, str. 16-17

Miłość jest obecna w każdej sferze naszego życia. Ma różne oblicza, barwy, nasycenie. I choć jest jedna, to zawsze inna, niespotykana, fascynująca

Ks. Paweł Borowski
Kongres w Gnieźnie zgromadził gotowych nieść Chrystusa każdemu człowiekowi

Inne jest oblicze miłości młodej dziewczyny zapatrzonej w swojego chłopaka, a inne żony, która przeżyła u boku swego męża 50 lat; inna jest miłość młodej matki, nasycona zapachem pieluch, oliwki i naleśników, a inna miłość ojca, który bierze dziecko na ramiona, by lepiej widziało świat, i trzyma je mocno, by nie upadło. Pielęgniarka, która czuwa przy łóżku chorego; lekarz, który nie patrzy na pacjenta jak na kolejny numerek, ale jak na człowieka; ksiądz, który cierpliwie czeka w konfesjonale – to wszystko miłość. Nie dziwi zatem hasło tegorocznego 5. Ogólnopolskiego Kongresu Nowej Ewangelizacji: „Radość miłości”. To właśnie dzięki doświadczeniu miłości człowiek odnajduje autentyczne szczęście.

Czterodniowy kongres, który odbył się w Gnieźnie w dniach 24-27 października br., zgromadził gotowych nieść Chrystusa każdemu człowiekowi „Bożych szaleńców” z całej Polski – od morza aż po Tatry. I choć niewątpliwie złączyła ich miłość, to w sposób szczególny pochylali się nad tajemnicą miłości małżeńskiej i rodzinnej. – Chcemy rozmawiać pozytywnie o małżeństwie i rodzinie, o miłości, o życiu erotycznym, czyli głosić Ewangelię, która dziś w naszym społeczeństwie, w naszym Kościele jest najbardziej potrzebna – powiedział abp Grzegorz Ryś.

Uczestnicy kongresu nie zajmowali się tylko teorią, ale brali udział w rekolekcjach oraz kilkunastu warsztatach tematycznych, na których poruszano problemy: rodzicielstwa, przygotowania do sakramentów w rodzinie, budowania nowej kultury, umiejętności przeprowadzenia „remontu małżeńskiego”, budowania wspólnot dla małżeństw niesakramentalnych i relacji międzypokoleniowych.

Dlaczego małżeństwo i rodzina na Kongresie Nowej Ewangelizacji? O tym udało mi się porozmawiać z abp. Grzegorzem Rysiem, przewodniczącym Zespołu ds. Nowej Ewangelizacji przy Komisji Duszpasterstwa Konferencji Episkopatu Polski.

Ks. P. B.

* * *

KS. PAWEŁ BOROWSKI: – Księże Arcybiskupie, spotykamy się na kongresie poświęconym ewangelizacji, a tu głównym mottem jest małżeństwo i rodzina. Dlaczego właśnie ten temat został wybrany? Po co Kościołowi rodzina?

ABP GRZEGORZ RYŚ: – A co Kościół może zrobić bez rodziny? Owszem, temat jest szeroki, ale mamy nadzieję, że wierni w Polsce rozumieją, iż jest to polski przekład adhortacji „Amoris laetitia” papieża Franciszka. Szukaliśmy takiego tytułu, który wprost odsyła do ewangelizacji rodziny. Temat ten zrodził się dwa lata temu po kongresie na temat bierzmowania. Podczas rozmów o ewangelizacji młodych ku bierzmowaniu przewijał się temat rodziny, tzn. że czasem młodzi zostają sami w drodze do wiary dojrzałej, że zostają sami przed bierzmowaniem i nierzadko po bierzmowaniu. A przecież najważniejszym autorytetem dla młodych są rodzice, rodzina. Dlatego ten temat jest niesłychanie aktualny.
Trwający teraz w Kościele dyskurs jest podejmowany często z negatywnej strony, czyli mówi się, co jest zagrożeniem dla rodziny, czemu musimy się przeciwstawiać, natomiast nie pokazujemy, co jest Ewangelią rodziny, na czym polega szczęście życia małżeńskiego, rodzinnego, szczęście bycia żoną, mężem – ojcem, matką, dlatego jest to dobra nowina. Teraz pilnie trzeba to pokazywać, bo liczby są zastraszające. W skali całej Polski mówi się, że jedna trzecia małżeństw się rozpada. Są takie miejsca jak moje, miejsce, w którym żyję i za które odpowiadam – nazywa się Łódź: tam liczba rozwodów sięga prawie połowy zawartych małżeństw. Są to realne zagrożenia. Choć wszyscy deklarują tęsknotę za najważniejszą wartością, jaką jest rodzina, okazuje się, że nie potrafią zgodnie z tą deklaracją funkcjonować. Człowiek, który widzi, jak jego małżeństwo się sypie, jak cierpią z tego powodu jego dzieci, sam doświadcza wielkiego cierpienia. W tym zakresie trzeba wyraźnego działania Kościoła, dlatego nawiązujemy do słów papieża Franciszka, który mówi o tym nie od wczoraj, ale od samego początku swojego pontyfikatu – że jest potrzebny katechumenat małżeński. Ostatnio miałem okazję zapytać Franciszka o ten katechumenat. Powiedział, że jest on potrzebny zarówno przed zawarciem małżeństwa, jak i po nim. Trzeba bowiem patrzeć na małżeństwo szeroko, całościowo, a nie wycinkowo. To jest potężne wyzwanie; jak poprowadzić ludzi do małżeństwa i towarzyszyć im po zawarciu tego sakramentu. Sam kurs przedmałżeński nie wystarczy; zwłaszcza taki, który odbywa się w ostatniej klasie szkoły średniej. Sama teoria nie będzie działać, bo prawdziwe problemy przychodzą z czasem.

– Kongres to nie tylko teoria, lecz także praktyka.

– Podczas kongresu odbywa się kilkanaście warsztatów. O tym, że trzeba działać, że trzeba coś robić, wiemy bardzo dobrze. Trzeba jeszcze wiedzieć, jak to robić. Zaprosiliśmy ludzi, którzy czytają swoje życie w charyzmacie ewangelizacji małżeństwa i rodziny. Każdy wybiera to, co jest dla niego odpowiednie.

– Kilka warsztatów jest poświęconych związkom niesakramentalnym.

– To dzisiaj bardzo wielkie wyzwanie dla Kościoła. Każdy proboszcz, który przygotowuje dzieci do I Komunii św., powie, jaki ich procent pochodzi z rodzin, które nie mogą przystępować do sakramentów, a przecież chcą poprowadzić swoje dziecko drogą wiary. Jak tym rodzicom towarzyszyć, aby mogli to czynić w sposób wiarygodny? Jak to zrobić, by ich nie upokorzyć, ale pomóc w osobistym rozwoju? To jest realne wyzwanie Kościoła, temat duszpasterski w każdej polskiej parafii.

– Ksiądz Arcybiskup w zaproszeniu na kongres podkreślił, że będziemy poruszać wszelkie aspekty życia małżeńskiego, także seksualność. Czy seksualność potrzebuje ewangelizacji?

– Pan Bóg stworzył człowieka jako istotę seksualną i dał nam możliwość wypowiadania miłości przez ciało. Myślę, że ta dziedzina życia człowieka to wielkie dobro, w które człowiek jest wyposażony, a które wymaga przede wszystkim uratowania od zbanalizowania. Żyjemy w kulturze, w której seks często jest redukowany do potrzeby fizjologicznej, a to jest wielką nieprawdą o człowieku mającym potrzebę miłości, którą wyraża przez ciało, podejmując życie erotyczne. Z seksu nie można zrobić banału. Tu, na kongresie, wszyscy jesteśmy przekonani, że jest Ewangelia dotycząca także życia erotycznego człowieka, która jest zbudowania na wcześniejszym przekazie np. Księgi Rodzaju. Jan Paweł II pięknie pisał o mowie ciała, jednak to nauczanie jest mało znane. Myślę, że każdy ksiądz ma takie doświadczenie: jeżeli przekazywał to nauczanie w tym kluczu, to spotykał się raczej z zainteresowaniem niż z oporem.

– Przychodzi tu na myśl także nauka Benedykta XVI, który podjął analizę miłości w jej wymiarze seksualnym, społecznym i nadprzyrodzonym. Trzeba zatem zrobić wszystko, aby eros, amor i agape stały się jednością, a raczej żeby agape wypełniała wszystkie pozostałe sfery...

– Papież Benedykt XVI w encyklice „Deus caritas est” po mistrzowsku przeprowadza analizy na temat miłości. Trzeba najpierw wczytać się w tę encyklikę, by tę błyskotliwą, a jednocześnie głęboko ludzką myśl Papieża przetrawić, przyjąć i uczynić swoją, a potem zastosować w życiu. Myślę, że wówczas świat będzie lepszy, a Kościół piękniejszy.

Rozmowa została zarejestrowana podczas 5. Ogólnopolskiego Kongresu Nowej Ewangelizacji.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Posty nakazane zachowywać

Z ks. Krzysztofem Koskiem rozmawiała Milena Kindziuk
Edycja warszawska (st.) 46/2003

Iwona Sztajner

Przykazania kościelne są zaproszeniem do współodpowiedzialności za Kościół
Zachęcają do przemyśleń, czy wiara ma wynikać z tradycji, czy z przekonania

Rozmowa z ks. Krzysztofem Koskiem, doktorem prawa kanonicznego, rzecznikiem archidiecezji warszawskiej

Milena Kindziuk: - Ostatnio media obwieściły, że Kościół zniósł post w bożonarodzeniową Wigilię. Czy rzeczywiście?

Ks. dr Krzysztof Kosek: - Przez to wprowadziły one sporo zamieszania, szczególnie u osób niezbyt dokładnie zorientowanych w tej kwestii. Przecież post w Wigilię należy jedynie do tradycji polskiej. Nigdy nie był nakazany w całym Kościele. I nadal zaproszeni jesteśmy, aby tej tradycji przestrzegać. Na marginesie dodam, że statuty zakończonego niedawno IV Synodu naszej archidiecezji stwierdzają, że w Wigilię Bożego Narodzenia należy zachować wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych.

- Ale list biskupów na temat nowej wersji przykazań kościelnych, który ma być czytany w Adwencie w kościołach, nie mówi, by zachowywać tradycję i nie spożywać pokarmów mięsnych w Wigilię.

- Bo to jest oczywiste. Wigilia z języka łacińskiego oznacza „czuwanie, oczekiwanie”. Pan Jezus często zapraszał swoich uczniów do zajęcia takiej właśnie postawy, ponieważ nie znają dnia ani godziny Jego przyjścia. Post religijny jest bowiem wyrazem panowania ducha nad ciałem, oczekiwania, pragnienia spotkania z Chrystusem, jedności z Nim. Przez to pomaga on przygotować się do danej uroczystości, głębiej ją przeżywać. Podobnie zresztą jest z postem w Wielką Sobotę. W niektórych domach spożywa się mięso już po poświęceniu pokarmów, w innych dopiero po Wigilii Paschalnej w Wielką Noc. Też jest to kwestia tradycji. Myślę jednak, że warto tu uświadomić sobie, czym jest post, jakie prawdy pomaga przeżywać. Każdemu, kto zastanowi się, jakie chwile z życia Jezusa przeżywamy w Wielką Sobotę, na pewno łatwiej będzie zachować wstrzemięźliwość w spożywaniu pokarmów.

- Jedno z przykazań w nowej wersji mówi, że należy zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, a w okresach pokuty powstrzymywać się od zabaw. Jakie są okresy „nakazane” w ciągu roku?

- Chodzi o piątki całego roku i o czas Wielkiego Postu. Wiele kontrowersji budzi czas Adwentu - nie ma on charakteru pokutnego - jest czasem radosnego oczekiwania. Ale oczekiwania, które ma być wypełnione prostowaniem ścieżek życia, przygotowaniem miejsca dla Pana w sercu - by mógł się tam narodzić. A ten proces nawrócenia wymaga ciszy, refleksji, skupienia. Już po Bożym Narodzeniu rozpoczyna się czas szczególnych zabaw - karnawał.

- Grzechem jest więc spożywanie mięsa w piątki?

- Tak, pod warunkiem, że czyni się to z wyboru. Jeśli ktoś stołuje się poza domem i w stołówce nie ma wyboru menu, może skorzystać z dyspensy od zachowania wstrzemięźliwości. Zaproszony jest do odmówienia modlitwy w intencji Ojca Świętego, złożenia jałmużny postnej.
Generalnie, powstrzymanie się od pokarmów mięsnych w piątki obowiązuje katolików, którzy ukończyli 14. rok życia. Ścisły post w Środę Popielcową i Wielki Piątek, czyli jeden posiłek do syta w ciągu dnia, obowiązuje katolików pomiędzy 18. a 60. rokiem życia.

- Można jednak nie jeść mięsa, ale w to miejsce kupić sobie inne przysmaki. Jaki sens ma wtedy taki post?

- Ważne jest właściwe rozumienie terminu: post. Nie chodzi tylko o to, aby nie jeść potraw mięsnych. Potrawy mięsne z reguły są droższe, dlatego odmawiając ich sobie jesteśmy zachęcani, aby zaoszczędzone środki przeznaczyć na potrzeby ludzi najuboższych. W wielu kościołach można spotkać puszki z napisem „Jałmużna postna”. Jeżeli na przykład ktoś jest wegetarianinem i normalnie nie je mięsa, jest zaproszony do tego, by w inny sposób narzucić sobie wstrzemięźliwość w jedzeniu i okazać swą łączność z Chrystusem, bo piątek to przecież dzień Jego męki i śmierci.

- Biskupi sugerują, że we wszystkie piątki w ciągu całego roku należy uszanować charakter pokuty, dlatego katolicy nie powinni w tym dniu uczestniczyć w zabawach. Znaczy, że nie powinno się iść na przykład na dyskotekę w piątek?

- Zdecydowanie nie powinno! Jeżeli piątek jest dniem solidarności z Chrystusem cierpiącym dla mojego zbawienia, to oczywiste jest, że nie mogę się w tym dniu bawić. Podobnie, jeśli obchodzę rocznicę śmierci bliskiej mi osoby, nie będę w tym dniu urządzał balu ani brał udziału w zabawie, to po prostu nie wypada.

- Nowością jest piąte przykazanie kościelne, zobowiązujące wiernych do troski o materialne potrzeby wspólnoty Kościoła. Nie występowało ono w poprzednich sformułowaniach. Co to znaczy w praktyce?

- Jest to odwołanie do coraz szerszego udziału wiernych świeckich w życiu Kościoła. Minęły czasy, kiedy Kościół posiadał wielkie dobra i w szerszym stopniu był mecenasem sztuki i kultury. Minęły czasy kolatorów, którzy troszczyli się o potrzeby materialne Kościoła. Z pewnym wzruszeniem można czytać opisy pierwszych Eucharystii, gdy wierni przynosili na nie dary. Po zakończeniu zanoszono chorym Komunię św., starano się także o zaspokojenie ich potrzeb materialnych.
Dziś wierni świeccy zaproszeni są do troski o potrzeby materialne Kościoła - by miał środki na sprawowanie kultu, prowadzenie działalności apostolskiej czy charytatywnej. Przecież tak prozaiczne sprawy jak oświetlenie świątyni, ogrzanie, utrzymanie w czystości czy wynagrodzenie świeckich pracowników wymaga pewnych środków. Pomijam tu sprawy związane z inwestycjami, konserwacją dzieł sztuki. W wielu parafiach działają już także - obok rad duszpasterskich - rady ekonomiczne; świeccy w bardzo konkretny sposób wspomagają swych duszpasterzy w sprawach związanych z zabezpieczeniem materialnych potrzeb parafii.
Przykazanie to mobilizuje do refleksji nad rozumieniem własności prywatnej - za pomocą dobrego użytku z pieniądza mamy zapewnić sobie wieczne szczęście. Pan Jezus mówił o niebezpieczeństwie bogactw, a Łazarz został odrzucony nie z powodu swego bogactwa, ale dlatego, że nie dostrzegał ludzi będących w potrzebie. Bardzo popularne jest obecnie słowo „sponsor” - wiele działań Kościoła nie byłoby możliwych, gdyby właśnie nie zaangażowanie materialne określonych osób, które bardzo konkretnie wypełniają normę V przykazania kościelnego.

- A po co w ogóle są przykazania kościelne, skoro jest 10 przykazań Bożych?

- Przykazania kościelne są próbą interpretacji, uszczegółowienia, przybliżenia powinności, które spoczywają na każdym wierzącym. Kościół posiada własne, przyrodzone prawo stanowienia prawa, na przykład kanonicznego, liturgicznego. Całe nauczanie Kościoła jest głoszeniem Dobrej Nowiny objawionej w Jezusie Chrystusie. W tym świetle należy odczytywać przykazania kościelne. Są one służbą temu najważniejszemu przykazaniu miłości Boga i bliźniego.

- Mogłoby ich więc na dobrą sprawę nie być?

- Oczywiście, mógłby istnieć sam Dekalog, bo on jest najważniejszy. Ale przykazania kościelne wyjaśniają pewne normy. Ważne jest, by pamiętać, że Kościół nie ma władzy nad Dekalogiem, bo pochodzi on od samego Boga. Stąd Dekalog jest niezmienny. Natomiast prawo kościelne ma charakter dynamiczny, podlega zmianom, stąd zmiana przykazań kościelnych. Najwyższym prawem w Kościele jest zbawienie dusz i temu celowi służą także zmiany w przykazaniach kościelnych.

- Czy nieprzestrzeganie przykazań kościelnych zatem jest grzechem?

- Jeżeli przykazanie kościelne mówi, żeby uczestniczyć we Mszy św. w niedziele i święta, to dotyka normy ustanowionej przez przykazania Boże. A ich nieprzestrzeganie zawsze pozostaje grzechem.

- A jeżeli nie dotyka Dekalogu?

- To jest radą, ma służyć dobru duchowemu człowieka a odrzucenie tych rad jest przynajmniej grzechem zaniedbania dobra, które mogłem uczynić.

- Czyli nie trzeba się z tego spowiadać...

- Dla przykładu: pierwsze i drugie przykazanie wyrażają minimalne oczekiwania Kościoła wobec człowieka wierzącego. Weźmy na przykład drugie przykazanie kościelne: „Przynajmniej raz w roku przystąpić do sakramentu pokuty”. Czym jest sakrament pokuty? Na spowiedzi mamy obowiązek wyznania grzechów ciężkich. Codziennie jednak doświadczamy ludzkich słabości, które są przyczyną grzechów określanych mianem powszednich. Zbyt długi odstęp między korzystaniem z sakramentu pokuty może prowadzić do pewnego zobojętnienia, znieczulenia sumienia na grzech, a więc do rozluźnienia relacji z Chrystusem. Kwestia częstotliwości w korzystaniu ze spowiedzi to sprawa osobistej wrażliwości, dobrze uformowanego sumienia. Życie przynosi tyle sytuacji, które chcemy przeżyć w sposób szczególny: święta, rocznice ślubu, śmierci, imieniny i urodziny własne czy bliskich - wszystkie one są także okazją do spotkania z Chrystusem w sakramencie pokuty.

- Podobnie w odniesieniu do sakramentu Eucharystii?

- Trudno chyba nazwać człowiekiem gorliwym w wierze kogoś, kto do Komunii Świętej przystąpi - jak wymaga tego Kościół w III przykazaniu - raz w roku w okresie wielkanocnym. Jest to minimum związku z Chrystusem, który ofiaruje się za nas w każdej Eucharystii i zaprasza nas na swoją ucztę.

- A dlaczego w przykazaniu zostały rozdzielone spowiedź od pokuty?

- Myślę, że chodzi o uzmysłowienie roli sakramentu pokuty i Eucharystii. Ludzie często spowiadają się: „Ostatni raz byłem u spowiedzi i Komunii św. wtedy i wtedy”. Panuje taki pogląd, że do Komunii przystępujemy tylko raz po spowiedzi. A jest to błędem.

- Jak długo zatem można przyjmować Komunię po ostatniej spowiedzi, jeżeli nie ma się grzechu ciężkiego?

- Nie ma tu wyznaczonej granicy. Każdy ocenia to według własnego sumienia.
Uczestnicząc w każdej Mszy św. słyszymy słowa: „Bierzcie i jedzcie”. Jesteśmy zatem zaproszeni, aby w sposób pełny brać udział w każdej Mszy. A pełny udział w niej polega także na przyjęciu Komunii. Oczywiście, był czas w historii Kościoła, gdy do Komunii przystępowano raz na kilka lat, i czynili tak nawet ludzie święci. Na fali posoborowej odnowy Kościoła jesteśmy zaproszeni do pełniejszego uczestniczenia i przeżywania Eucharystii. A że często nie czujemy się godni przyjmować Komunii? Pamiętajmy, że Msza św. rozpoczyna się aktem skruchy, pokuty. Stajemy przed Chrystusem w prawdzie o naszej słabości. Podobnie przed Komunią wyrażamy swoją niegodność słowami setnika: „Panie, nie jestem godzien...”. Św. Franciszek Salezy mówił, że potrzebują Komunii chorzy, aby wyzdrowieć, i silni, aby nie upaść. Bardzo głębokie wskazania na temat przystępowania do Komunii św. możemy znaleźć w Naśladowaniu Chrystusa Tomasza á Kempis. Jest to zresztą temat na osobną rozmowę.

- Pozostało jeszcze pierwsze przykazanie kościelne. W drugiej części mówi ono o powstrzymaniu się od prac niekoniecznych. Katechizm wyjaśnia: Są to „prace i zajęcia, które utrudniają oddawanie czci Bogu, przeżywanie radości właściwej dniowi Pańskiemu oraz korzystanie z należnego odpoczynku duchowego i fizycznego”. Co to znaczy w praktyce?

- W chrześcijaństwie niedziela jest „małą Wielkanocą”, pierwszym dniem tygodnia, w którym Kościół w szczególny sposób celebruje tajemnicę zmartwychwstania Chrystusa. Jest niedziela i Msza św. zadatkiem, antycypacją odpoczynku zbawionych w niebie, obrazem uczty, na którą Chrystus zaprasza w niebie. Dlatego Kościół przypomina, by powstrzymać się w tym dniu od prac niekoniecznych - od tego wszystkiego, co przeszkadza w pełnym bliskości obcowaniu z Bogiem. A więc takich, które z powodzeniem można wykonać przez sześć pozostałych dni. Mam na myśli: pranie, sprzątanie, robienie zakupów itp. Wydaje mi się, że w kontekście tego przykazania trzeba nam przeprowadzić namysł nad zdolnością świętowania - czy nie sprowadza się ono tylko do oglądania telewizji, mocno zakrapianego alkoholem biesiadowania przy stole, bez głębszej refleksji nad treścią przeżywanego święta. Czy chrześcijańskie świętowanie nie zakłada spotkania rodziny (na które w tygodniu nie zawsze jest czas), wspólnego posiłku, rozmowy - a nie wymiany informacji, jak dzieje się w codziennym zabieganiu - dzielenia się swoimi radościami i trudnościami, a wszystko to w atmosferze nadziei, jaką przynosi spotkanie z Bogiem przeżyte na modlitwie czy Eucharystii.

- Jesteśmy zwolnieni z obowiązku udziału w świętach, które są w Polsce dniami pracy: Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny - 8 grudnia, św. Józefa, świętych Piotra i Pawła. Nie jest to pójście na łatwiznę?

- Jest to wzięcie pod uwagę rzeczywistości. Zniesienie obowiązku udziału we Mszy św. w te święta jest realizacją uprawnień, które kodeks prawa kanonicznego przyznaje Konferencji Episkopatu. Ona, za zgodą Stolicy Apostolskiej, może znieść obowiązek udziału we Mszy św. w niektóre święta lub przenieść je na niedzielę. Mimo tego w dalszym ciągu katolicy zaproszeni są do udziału we Mszy św. w te dni. Np. wiele grup dziewczęcych szczególnie czci Maryję w tajemnicy Niepokalanego Poczęcia - one z pewnością będą tego dnia uczestniczyły we Mszy św.

- List pasterski o nowych przykazaniach mówi też o tzw. „świętach nakazanych”. Jakie to święta?

- Przesłanie biskupów ma ułatwić wiernym rozstrzyganie dylematów związanych z wymogiem uczestnictwa w liturgii w dni świąteczne, które nie są wolne od pracy. Biskupi poprosili Stolicę Apostolską o zgodę na przeniesienie uroczystości Wniebowstąpienia Pańskiego z czwartku na siódmą niedzielę wielkanocną. Świętem nakazanym pozostaje uroczystość Objawienia Pańskiego (Trzech Króli) i w tym wypadku biskupi wyrażają nadzieję, że „nadejdzie taki czas, kiedy to ważne święto stanie się dniem wolnym od pracy”. Nie ma natomiast obowiązku udziału we Mszy św. w uroczystość Niepokalanego Poczęcia, św. Józefa, świętych Piotra i Pawła - choć biskupi zachęcają, by zgodnie z tradycją uczestniczyć w liturgii w tych dniach.

- Przykazania kościelne wyrażają więc istotne treści dla wierzących.

- W sumie są one zaproszeniem do pogłębienia osobistej relacji z Bogiem, do wyrażenia jej w życiu codziennym, do podjęcia odpowiedzialności za dzieła prowadzone przez Kościół, ale zachęcają też do przemyślenia, czy wiara ma wynikać z tradycji, czy jest owocem osobistego wyboru, pochodzi z przekonania, doświadczenia w życiu miłości Bożej.

- Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Rada UE - Polityka klimatyczna

2019-12-13 19:00

Jadwiga Wiśniewska, Poseł do Parlamentu Europejskiego

Szczyt klimatyczny COP25 w Madrycie miał dokończyć wysiłki COP24 w Katowicach, podczas którego wypracowano zasady wdrażania Porozumienia Paryskiego, tzw. Katowicką Księgę Zasad. Pozostał do uzgodnienia mechanizm rozliczania uprawnień do emisji wynikających z projektów robionych wspólnie przez różne państwa tak, aby zgodnie z Art. 6 Porozumienia Paryskiego nie powodowało to podwójnego rozliczenia tego samego projektu.


Jadwiga Wiśniewska

W Katowicach okazało się to niemożliwe głównie ze względu na opór Brazylii, która ma najwięcej takich uprawnień. Brazylia miała zorganizować COP25, a po jej wycofaniu organizację przejęło Chile. Po wybuchu zamieszek w Santiago organizację szczytu przejęła Hiszpania, ale Chile utrzymało prezydencję. Niestety to zamieszanie odbiło się nie tylko na organizacji, ale również znacząco spowolniło tempo prac. Prawdopodobnie nie uda się uzgodnić zasad działania Art. 6. Delegaci na COP25 zwracają uwagę na zachowanie właściwych proporcji w działaniach w skali globalnej, tak by strony Konwencji Klimatycznej podejmowały działania zgodnie ze swoimi możliwościami.

Drugim głównym zagadnieniem na COP25 jest transfer pieniędzy między państwami rozwiniętymi, a państwami rozwijającymi się. Te ostatnie domagają się więcej pieniędzy od państw rozwiniętych, choć niektóre z nich (jak Arabia Saudyjska) są bogate. A poza tym polityka ta opiera się na założeniu, że państwa rozwinięte emitują więcej, niż rozwijające się. A prawda jest taka, że od kilku lat role odwróciły się.

Prawdziwym problemem okazały się jednak Chiny, które nagle zerwały negocjacje nad poprawą przejrzystości sprawozdawczości. To kluczowa sprawa by ocenić, czy strony faktycznie wywiązują się ze swoich zobowiązań. Gdy wydawało się, że do uzgodnienia pozostają już tylko bardzo techniczne szczegóły, takie jak format składania sprawozdań, delegacja chińska nagle zerwała rozmowy wprowadzając powszechną konsternację. Widać jak na dłoni, że jest problem z wdrożeniem Porozumienia Paryskiego.

Tymczasem Unia Europejska na COP25 tradycyjnie gra rolę prymusa. Frans Timmermans, który oficjalnie reprezentuje UE wraz z prezydencją fińską, chwali się Zielonym Ładem (Green Deal), którego głównym założeniem jest osiągniecie neutralności klimatycznej do 2050 r. , a także zwiększenie celu redukcji emisji na 2030 r. Obawiam się, że Green Deal jest nie tylko sposobem na ratowanie klimatu, ale także na stworzenie rynków dla nowych technologii, których promotorami są głównie państwa zachodnie.

Podczas spotkania z delegacją Parlamentu Europejskiego Fatih Birol, szef Międzynarodowej Agencji Energetycznej, powiedział że bardzo podoba mu się Green Deal, ale globalnie niczego on nie zmieni. Na innym spotkaniu dowiedzieliśmy się, że Japonia buduje 22 elektrownie węglowe.

W międzyczasie dobiegł końca Szczyt Rady Europejskiej poświęcony neutralności klimatycznej. Przed Szczytem Premier Mateusz Morawiecki podkreślał: „Nie możemy zgodzić się na taki model transformacji gospodarczej, aby polskie społeczeństwo na tym ucierpiało”.

Twarda postawa Premiera przyniosła efekty. Brukselski szczyt to ogromny sukces Polski. Polska uzyskała zwolnienie z zasady zastosowania polityki neutralności klimatycznej już w 2050 r. Będziemy dochodzić do niej w swoim tempie. Ten wyjątek został wpisany do konkluzji szczytu.

We wnioskach ze szczytu znalazł się również zapis o utworzeniu Funduszu Sprawiedliwej Transformacji z budżetem 100 mld euro, który ma wspomagać proces dochodzenia do neutralności klimatycznej. Znaczna część tego funduszu przypadnie Polsce na sprawiedliwą transformację. Podczas szczytu podjęto również decyzję o przeznaczeniu przez Europejski Bank Inwestycyjny dużych środków na transformację energetyczną, a we wnioskach pojawiło się także bezpośrednie odniesienie do energetyki jądrowej, co wsparła Polska. Dzięki skutecznym zabiegom Premiera Morawieckiego będziemy dochodzić do neutralności klimatycznej w sposób bezpieczny i korzystny gospodarczo.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem