Reklama

Dokument

Filmowi bracia

2017-11-14 15:01

wd
Niedziela Ogólnopolska 47/2017, str. 54

Tuż przed końcem 1895 r. Louis i Auguste Lumiere, którzy skonstruowali wcześniej i opatentowali kinematograf, zorganizowali w Salonie Indyjskim w Paryżu pierwszą publiczną projekcję filmu. Pokaz filmu „Wyjście robotników z fabryki” obejrzało 35 osób. W ogóle pierwsze filmy braci Lumiere były krótkimi migawkami z życia, ale od czegoś trzeba było zacząć... Dokument „Bracia Lumiere” w reżyserii Thierry’ego Frémaux, skądinąd dyrektora festiwalu filmowego w Cannes, to opowieść o braciach, którzy ożywili fotografię, a tym samym spełnili marzenie epoki. Film zaczyna się od próby wyjaśnienia, które z ujęć wyjścia robotników z fabryki Lumiere należy uznać za pierwszy film w historii, bo nakręcono aż 3 wersje. Później nie ma już wątpliwości, że pierwszą komedią (i fabułą!) był „Polewacz polany”. Film prezentuje ponad sto pięćdziesięciosekundowych migawek braci Lumiere, opatrzonych komentarzem Frémaux i układających się w fascynującą opowieść o początkach filmu i kina, a także o ludziach, którzy od początku byli świadomi emocji, jakie wywołają u widzów.

Reklama

Czy oglądać „Kod da Vinci”?

Z ks. prof. Józefem Naumowiczem z UKSW w Warszawie, znawcą antyku chrześcijańskiego, rozmawia Milena Kindziuk
Niedziela Ogólnopolska 21/2006, str. 9

Artur Stelmasiak
Ks. prof. Naumowicz

Gdyby Jezus był żonaty, z pewnością pisaliby o tym czterej Ewangeliści,
a Kościół nie miałby powodu, by to ukrywać.

Milena Kindziuk: - Dlaczego watykański arcybiskup Angelo Amato wezwał do bojkotu filmu według powieści Dana Browna „Kod Leonarda da Vinci”?

Ks. prof. Józef Naumowicz: - Ponieważ zarówno w powieści, jak i w filmie nie tylko roi się od błędów historycznych i teologicznych, ale pojawiają się wprost obelgi i kalumnie skierowane przeciw Jezusowi i Kościołowi. Stanowią one jawne zafałszowanie prawdy. Stąd ostrzeżenie przed tym filmem jest potrzebne.

- Dan Brown posuwa się nawet do twierdzenia, że Kościół ukrył prawdę, iż Jezus był żonaty z Marią Magdaleną i miał z nią potomstwo, czy tak?

- To jedno z fałszerstw tej książki. Oczywiście, Kościół nie bałby się mówić o małżeństwie Jezusa, ani nie ukrywałby takiej wiadomości, gdyby ona była prawdziwa. Bo dlaczego miałby ją zatajać? Przede wszystkim, gdyby Jezus był żonaty, z pewnością pisaliby o tym czterej Ewangeliści. W sposób całkiem normalny wspominają, że Jezusowi, oprócz Apostołów i innych uczniów, towarzyszła także grupa kobiet, że Jezus, ku zdziwieniu uczniów, rozmawiał z Samarytanką, że zatrzymywał się w domu Marii i Marty, że Maria Magdalena jako pierwsza rozmawiała z Chrystusem Zmartwychwstałym itd. Nie ma żadnej prawdy historycznej o Chrystusie, którą Ewangeliści by ukrywali.

- Skąd zatem problem powoływania się na wiedzę ukrytą lub zakrywaną?

- Ze złego i bałamutnego wykorzystania niektórych apokryfów, zwłaszcza gnostyckich. Pisma te powstawały od połowy II wieku, gdy od dawna istniały już cztery Ewangelie przyjęte przez Kościół. Niektóre z nich mają ciekawy charakter katechetyczny. Inne były zupełnie sekciarskie, napisane w złym guście, takie antyczne odpowiedniki Kodu. Przykładem są apokryficzne „ewangelie”, w których różne odłamy gnostyków propagowały swoją doktrynę. Powoływały się one na tajemne, ukryte objawienia. Nie chodziło jednak o to, że przechowywały jakąś historyczną tradycję, która była powszechnie nieznana lub zakazana, ale o wewnętrzne objawienia, jakie miał otrzymywać dany gnostyk. W istocie rzeczy autorzy tych nowych „ewangelii” prezentowali własne pomysły i refleksje, w sumie propagowali doktrynę gnostycką.

- Czy nowy film „Kod da Vinci” może być niebezpieczny dla ludzi wierzących?

- Znam reakcje studentów, którzy przeczytali książkę Kod Leonarda da Vinci. Zdecydowana większość z nich nie widzi w ogóle podstaw, by zajmować się prawdziwością historyczną tej książki, uważając, że to zupełna fikcja literacka, której nikt nie weźmie dosłownie ani poważnie. Niektórzy zostali nawet zainspirowani, by pogłębić wiedzę na temat powstania Ewangelii, Bóstwa Chrystusa, roli Marii Magdaleny czy też prawdziwego oblicza Opus Dei. Ale spotkałem też czytelników, wprawdzie pojedynczych, którzy po lekturze nabrali podejrzeń, że Kościół ukrywa prawdę. Sprawdzają się więc słowa Woltera: „Kłamcie, kłamcie, a coś z tego zostanie”.

- Film ten może być zatem niebezpieczny...

- Tak, ale przede wszystkim dla widzów, którzy słabo znają chrześcijaństwo i z filmu zaczerpną całą wiedzę o nim. Nie mając innych wiadomości, nie będą umieli wyrobić sobie zdania na ten temat. Będzie to także pożywka dla nielicznej, jak sądzę, grupki tych, którzy szukają argumentów przeciw wierze, by usprawiedliwić swoje uprzedzenia, stereotypy czy własne trudności. Po obejrzeniu dawki fałszerstw będą mieli obraz jeszcze bardziej zafałszowany. Jeszcze bardziej będą podejrzliwie patrzeć na Kościół, że np. ukrywa prawdę o Jezusie, o jego związku z Marią Magdaleną.

- Znów wracamy do Jezusa i Marii Magdaleny. Istnieje wiele świadectw biblijnych wyraźnie potwierdzających, że Jezus nie był żonaty. A jak jest w apokryfach?

- Podobnie. Co ciekawe: mimo że w pierwszych wiekach krążyło wiele apokryficznych „ewangelii”, niekiedy zupełnie fantastycznych, to jednak żaden z tych tekstów nie mówi o tym, że Jezus był żonaty, ani tym bardziej, że miał potomstwo. Autorzy typu Dana Browna znajdują jednak „podstawy” w jednym tekście - w gnostyckiej „Ewangelii Filipa”, którą interpretują fałszywie i tendencyjnie.

- Dlaczego?

- Tekst ten, z końca II wieku, w jednym zdaniu wspomina, że Maria Magdalena była „towarzyszką” Jezusa i że On ją „całował”. Ale pismo to, jak inne teksty gnostyckie, posługuje się całym systemem symboliki. Nie chodzi w nim o historyczną postać Marii Magdaleny, ale o symbol Mądrości i Ducha Świętego, które towarzyszą stale Jezusowi. Podobnie pocałunek nie ma tu znaczenia fizycznego, ale duchowe. Trzeba być zupełnym dyletantem albo mieć całkowicie złą wolę, aby to jedno zdanie wyrwać z kontekstu symbolicznego i rozumieć je w sensie historycznym, fizycznym, dosłownym.

- Nie ma więc w tym apokryfie mowy o faktycznym związku z Marią Magdaleną?

- Oczywiście, że nie. Wskazuje na to nie tylko symboliczny charakter gnostyckiego tekstu, ale i fakt, że gnostycy z zasady negowali wartość ciała, stworzenia, materii, małżeństwa. Trzeba też wziąć pod uwagę całe morze pism, jakie powstały w pierwszych wiekach. Z nich wszystkich jasno wyłania się obraz Jezusa bezżennego.

- Dan Brown mówi, że w słynnym obrazie Leonarda da Vinci „Ostatnia Wieczerza” zakodowana jest tajemnica: postać po prawej stronie, utożsamiana ze św. Janem, jest w rzeczywistości Marią Magdaleną...

- Kolejny wymysł autora, budzący niesmak. Wiadomo, że Jan był najmłodszym z Apostołów. W czasie Ostatniej Wieczerzy był z pewnością młodzieńcem. Dlatego na obrazie przedstawiony jest bez brody, w odróżnieniu od innych Apostołów. Nie można zaprzeczyć, że na obrazie, przy samym Jezusie, przedstawiony jest Jan, umiłowany uczeń, który - jak podaje Ewangelia - oparł głowę na piersi Chrystusa, gdy Ten powiedział, że zostanie wydany.

- W takim razie „Ostatnia Wieczerza” nie zawiera żadnego sekretu, czyli kodu?

- Na pewno nie taki, o którym mówi Brown. Ani też Leonardo da Vinci nie był członkiem tajnego stowarzyszenia, które wywodziło się z potomstwa Marii Magdaleny i miało przechowywać tajną wiedzę.

- A na jakiej podstawie mówi się, że z tego potomstwa wywodziła się królewska dynastia frankijskich Merowingów?

- To już na podstawie innej średniowiecznej legendy francuskiej. Gdy Maria Magdalena stała się patronką wielkiego sanktuarium w Burgundii, w Vézalay, powstały legendy, które wyjaśniały, jak jej relikwie trafiły do tego kościoła. Według jednej z nich, Maria, Marta i Łazarz - skazani na banicję po ukrzyżowaniu Jezusa - wsiedli do łodzi i wiosłując przybyli do Francji. Marię, siostrę Marty, połączono nawet z Marią Magdaleną. Zresztą, tradycyjnie mieszano ze sobą trzy Marie, o których mówią Ewangelie. W każdym razie istniała średniowieczna legenda o przybyciu Marii Magdaleny do Francji. Reszta jest wymysłem Browna.

- O błędach historycznych zawartych w książce Browna napisano już całe tomy. Ale autor ten popularyzuje też pogląd, że cesarz Konstantyn wymyślił naukę o Boskości Chrystusa na soborze nicejskim w 325 r. z przyczyn politycznych.

- To oszczerstwo jest bardzo bolesne dla wszystkich ludzi wierzących, ale też dla każdego, kto uczciwie szuka prawdy. Na soborze nicejskim sformułowano wyznanie wiary, a nie - wymyślono naukę o Boskości Jezusa. Już Nowy Testament oraz najwcześniejsze pisma chrześcijańskie wyrażają wiarę w Bóstwo Chrystusa. O tym mówi liturgia i cała pobożność wczesnych chrześcijan, w tym męczenników, którzy umierali za Chrystusa.

- Czy Kościół zakaże oglądania tego filmu?

- Nie chodzi o zakazywanie oglądania filmu ani o nadawanie mu większej reklamy. Należy natomiast zachęcać do rzetelnych, prawdziwych poszukiwań. Wiara rodzi się z serca, czyli z miłości, ale szuka też zrozumienia, uzasadnienia, musi mieć podstawy intelektualne, racjonalne. Zamiast więc gonić za tanią sensacją i fałszywymi nowinkami, warto zadbać o pogłębienie wiary.

Ks. prof. Józef Naumowicz - kierownik Katedry Historii Wczesnochrześcijańskiej Literatury Greckiej na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego, wykładowca patrologii w Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie; opublikował m.in. Filokalię, Genezę chrześcijańskiej rachuby lat, Dwie są drogi. Przewodnik chrześcijański oraz wiele przekładów tekstów patrystycznych z języka greckiego i łacińskiego.

Bojkot filmu „Kod da Vinci”

W związku z planami dystrybucji na terenie Polski filmu Kod Leonarda da Vinci Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Księdza Piotra Skargi w Krakowie proponuje swoją stronę internetową, na której można wyrazić sprzeciw wobec tego antychrześcijańskiego obrazu. Stowarzyszenie zaprasza do odwiedzenia strony, przesłania protestu oraz przekazania tej informacji znajomym.
Adres: www.protestuj.pl

Oszustwo „Kodu...”

Książka Oszustwo „Kodu Leonarda da Vinci” stanowi poprzedzoną starannymi badaniami, popularnie napisaną krytykę powieści Dana Browna Kod Leonarda da Vinci, która rości sobie pretensje do bycia opartą na faktach i poważnej tradycji naukowej. Oszustwo „Kodu Leonarda da Vinci” obala te roszczenia, ukazując, jak Brown wykorzystuje fałszywe informacje i naciągane hipotezy na potwierdzenie swej przedziwnej tezy, według której Jezus i Maria Magdalena byli małżeństwem i dali początek uświęconej linii potomków, zaś tradycyjne chrześcijaństwo w czasie całej swej historii spiskowało, by zataić tę prawdę.
Oszustwo „Kodu Leonarda da Vinci” odkrywa kilka zaskakujących prawd na temat powieści Browna, jest definitywną odpowiedzią na Kod Leonarda da Vinci oraz krytyką tej powieści.

Wydawnictwo Diecezjalne i Drukarnia w Sandomierzu, ul. Żeromskiego 4, 27-600 Sandomierz, tel. (0-15) 64-40-400, fax (0-15) 832-77-87, marketing@wds.pl, www.wds.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Rodziny prosiły o odwagę

2019-08-20 11:00

Beata Pieczykura

– W codzienności waszego życia Maryja chce dodać wam odwagi w duchowych trudnościach, cierpieniach – mówił o. Mariusz Tabulski, paulin, podczas Pielgrzymki Rodzin i Małżeństw do sanktuarium Matki Bożej Leśniowskiej Patronki Rodzin

Beata Pieczykura/Niedziela

Zgromadzili się wszyscy razem w Kościele, w świątyni pod niebem, na trawie i pod drzewami, aby doświadczyć obecności Matki Bożej Leśniowskiej – uśmiechniętej, łagodnej i pięknej patronki rodzin. Modlili się w różnorakich intencjach oraz o radość przeżywaną w duchu wiary. A tę radość odkrywali w Bogu, który jest bardzo bliski człowiekowi i żyje w Kościele. Byli to liczni wierni, którzy w ramach dorocznej Pielgrzymki Rodzin i Małżeństw przybyli do sanktuarium Matki Bożej Leśniowskiej Patronki Rodzin. Odbyła się 2 lipca z okazji święta patronalnego. Mszy św. przewodniczył i homilię wygłosił o. Mariusz Tabulski, definitor generalny Zakonu św. Pawła Pierwszego Pustelnika. Kaznodzieja zachęcał zebranych, by uwierzyli Bogu i naśladowali Maryję. W tym duchu mówił: – Chcemy razem z Nią słuchać Jezusa żyjącego w Kościele, słuchać i służyć, i pomagać braciom i siostrom, którzy potrzebują wsparcia, a przede wszystkim odnalezienia zwyczajnej drogi planu dla rodziny, tej jedynej drogi, która daje godność rodzinie i prawdę miłości oraz przyszłość małżonkom i ich dzieciom. O. Jacek Toborowicz, przeor sanktuarium Matki Bożej Patronki Rodzin w Leśniowie, podkreślił, że jest to wielkie dziękczynienie za wszystkie łaski. Na uroczystość przybyły pielgrzymki Rodzin Katolickich Archidiecezji Częstochowskiej, piesze – z parafii Gorzków – Trzebniów (35 osób, po raz 9.) i z Żarek, która wędrowała jako Marsz dla Życia i Rodziny, oraz rowerowa z Witkowic-Nieznanic (ok. 20 osób, po raz 16.) wraz ze swoimi duszpasterzami.

Zobacz zdjęcia: Rodziny prosiły o odwagę

Drugi dzień odpustu leśniowskiego miał miejsce 7 lipca. Tego dnia Sumie przewodniczył bp Roman Pindel, ordynariusz diecezji bielsko-żywieckiej. W dniach 3-8 lipca trwały dni maryjne prowadzone przez o. Józefa Stępnia, referenta ds. Nawiedzenia Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej. Był to czas podziękowania Leśniowskiej Patronce Rodzin oraz prośby, by wypraszała u Syna potrzebne łaski.

Mówią pątnicy

Pan Ryszard z Niegowej pielgrzymował z rodziną. Z dumą mówi, że do Matki Bożej Leśniowskiej po raz pierwszy przyjechał jego 8-miesięczny wnuczek, aby zobaczył klasztor. Wraz z żoną przystąpili do sakramentu pojednania i pokuty. Jego córka Kinga, obecnie mieszka koło Chrzanowa, wspomina, że do Maryi pielgrzymuje od zawsze, czyli ponad 20 lat. – Warto tu przyjechać – podkreśla. Cała rodzina zgodnie twierdzi, że tutaj czują się jak w domu.

– Pochodzę z parafii Żarki, a mieszkam w Płocku wraz z mężem i synem. Przyjechałam tu na odpust Matki Bożej Leśniowskiej z mamą i synem. Jestem zżyta z sanktuarium, bo tutaj właśnie kształtowała się moja wiara i tutaj wyprosiłam męża i syna Szymona, ma rok, przyszliśmy podziękować Matce Bożej – powiedziała Katarzyna.

Pani Ewa i pan Piotr z parafii w Witkowicach-Nieznanicach przybyli do Pięknej Pani Leśniowskiej w pielgrzymce rowerowej, trasa liczyła 40 km w pierwszą stronę. – Wiele razy wybierałam się tutaj, ale zawsze było nie po drodze, bo albo praca, nie było urlopu, albo małe dzieci. Jak pojawił się nowy rower i trzeba było go wypróbować na dłuższej trasie, to z potrzeby serca wybrałam się na pielgrzymkę, bo z Leśniowem jestem związana od dzieciństwa, jako dziecko, a potem jako nastolatka spędzałam tu czas na oazach rodzin – opowiada pani Ewa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem