Reklama

Co Kościół powinien dać ubogim?

2017-11-15 11:25

Ks. Mariusz Frukacz
Edycja częstochowska 47/2017, str. 1

Ks. Mariusz Frukacz

„Mamy nie miłować słowem, ale konkretnym czynem. Jeśli chcemy naśladować Chrystusa, to musimy czytać Ewangelię i żyć Ewangelią” – mówił bp Andrzej Przybylski. 12 listopada biskup pomocniczy archidiecezji częstochowskiej przewodniczył Mszy św. w Schronisku dla Bezdomnych Agape w Lubojence k. Częstochowy

Jesteśmy tutaj, bo wierzymy, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Jak człowiek ma wiarę w Boga, to nawet jak okoliczności nie są najlepsze, to ma moc i siłę” – mówił bp Andrzej Przybylski, rozpoczynając Mszę św.

W homilii nawiązując do I Światowego Dnia Ubogich, który będzie obchodzony 19 listopada, bp Przybylski pytał, po co taki dzień w życiu Kościoła? – Po to, żeby wszyscy pomyśleli o biednych i o Jezusie, który troszczy się o ubogich. To jest taki czas, który ma nas zmobilizować do tego, abyśmy objęli troską ubogich – podkreślił bp Przybylski.

Ksiądz Biskup przypomniał, że „większość stronic Ewangelii opisuje spotkania Jezusa z ubogimi”. – Jeśli chcemy być ludźmi Ewangelii, to musimy być wrażliwi na ubogich – podkreślił i pytał: – Co Kościół powinien najpierw dać ubogim?

Reklama

Odpowiadając na to pytanie, bp Przybylski przypomniał, że papież Franciszek podkreśla, że „pierwszym pokarmem i stołem, przy którym Kościół ma zasiąść z ubogimi, to jest Msza św.”. – Wszystko inne jest bardzo potrzebne, pomoc materialna, opieka, domy, różne dary, ale tutaj karmimy się Bogiem – dodał bp Przybylski.

– Najważniejsze, żeby spotkanie Kościoła z ubogimi odbywało się przez Mszę św. i wspólną modlitwę, bo wtedy spotykamy Boga. Wtedy mamy Boga w sercu – kontynuował Biskup pomocniczy archidiecezji częstochowskiej.

– Ważne są słowa św. Piotra, który gdy spotkał ubogiego, powiedział do niego, że nie ma srebra ani złota, ale daje mu Jezusa. Nawet gdybyśmy dali rzeczy materialne, to dalibyśmy wtedy dużo mniej. W Kościele chcemy dać Boga – zakończył Ksiądz Biskup.

Na Mszy św. zgromadzili się mieszkańcy schroniska, a także pracownicy z prezesem zarządu Stowarzyszenia Wzajemnej Pomocy „Agape” Kazimierzem Słobodzianem. Oprawę muzyczną Mszy św. zapewnił zespół Nowej Ewangelizacji. Po Mszy św. odmówiona została Koronka do Bożego Miłosierdzia.

Przed Mszą św. mieszkańcy schroniska i pracownicy otrzymali egzemplarze Ewangelii, jako dar od Tygodnika Katolickiego „Niedziela”.

Schroniska dla Bezdomnych Agape w Lubojence udzielają czasowego schronienia wyłącznie samotnym bezdomnym kobietom, jak i samotnym bezdomnym mężczyznom, którzy utracili dach nad głową na skutek sytuacji kryzysowych i trudności materialno-bytowych. Prowadzone są one przez Stowarzyszenie Wzajemnej Pomocy „Agape”. Zapewniają one schronienie dla 80 osób.

Tagi:
schronisko

Pod opieką św. Brata Alberta

2019-07-10 09:42

Teresa Paryna
Edycja przemyska 28/2019, str. VI

30 lat temu zebrała się w Przemyślu grupa osób, które podjęły prace na rzecz najuboższych – bezdomnych, głodnych, wykluczonych społecznie

Archiwum bp. Mariusza Leszczyńskiego
Św. Brat Albert Chmielowski

Uroczystość ku czci św. Brata Alberta w przemyskim schronisku dla bezdomnych w tym roku miała charakter szczególny. Mija bowiem 30 lat od powstania Przemyskiego Koła Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta.

W 1989 r. wychodząc naprzeciw społecznym potrzebom, Towarzystwo utworzyło w naszym mieście schronisko dla bezdomnych mężczyzn oraz kuchnię dla ubogich. Przemyskie koło było jednym z pierwszych 9 kół działających w naszej diecezji przemyskiej. Choć minęło tak wiele lat, główni twórcy tego dzieła nadal owocnie służą, dzięki – jak zawsze to podkreślają – opiece Maryi i za wstawiennictwem świętego Patrona. Jubileusz to dobra okazja do refleksji czy podsumowań, a także do podziękowań tym, którzy to dzieło stworzyli oraz tym, którzy na co dzień w różny sposób świadczą swoją pomoc.

Potrzebna modlitwa

Uroczystość rozpoczęto Mszą św. koncelebrowaną przez metropolitę przemyskiego abp. Adama Szala w asyście ks. Tadeusza Baja – proboszcza parafii pw. św. Brata Alberta oraz ks. prał. Stanisława Czenczka, który w schronisku często służy swoją kapłańską posługą. Tym razem niestety zabrakło założyciela koła i duchowego opiekuna mieszkańców schroniska ks. prał. Bronisława Żołnierczyka, który z powodu choroby nie mógł w tej niecodziennej uroczystości uczestniczyć.

W homilii abp Adam Szal gratulując Towarzystwu pięknego jubileuszu, podziękował zarówno założycielom, jak i obecnie posługującym za wszelkie dobro czynione na rzecz najuboższych – bezdomnych, głodnych, wykluczonych społecznie. Życzył, by to dzieło nadal się rozwijało i nigdy nie brakowało chętnych do pomocy. Wezwał do modlitwy, która zwłaszcza w obecnej sytuacji zmasowanego ataku na Kościół i wartości chrześcijańskie jest niezwykle potrzebna.

Dyplomy dla Przyjaciół

Po zakończeniu Eucharystii, w drugiej części jubileuszowych uroczystości przystąpiono do odczytania listów gratulacyjnych i wystąpień zaproszonych gości. Na uroczystość m.in. przybyli przedstawiciele kół z Dębicy, Dynowa i Łańcuta. Zarząd Główny reprezentowała Anna Wójcik. Na wstępie, Robert Gawlik – przedstawiciel prezydenta Przemyśla Wojciecha Bakuna odczytał jego list gratulacyjny. Następnie prezes Towarzystwa Henryk Hass wraz z Anną Wójcik przystąpili do wręczenia wolontariuszom specjalnych dyplomów: „Przyjaciel Towarzystwa im. Św. Brata Alberta” oraz do wręczenia odznaczeń: „Zasłużony dla Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta”, przyznanych przez Kapitułę Odznaczeń Rady Naczelnej Towarzystwa we Wrocławiu.

Godzina wspomnień

W programie jubileuszowych uroczystości przewidziano również godzinę wspomnień. Ks. prał. Stanisław Czenczek m.in. stwierdził, że kontakty ze schroniskiem skłoniły go do bliższego poznania św. Brata Alberta, a tym samym zbliżyły go do problemów środowiska ludzi bezdomnych. Przybyły na uroczystość poseł RP Stanisław Piotrowicz, który przez wiele lat działał w Towarzystwie, opowiadał o trudnościach, które trzeba było pokonywać, chcąc schronisko i kuchnię utworzyć i utrzymywać. Pogratulował Towarzystwu wspaniałego jubileuszu, życzył dalszej pomyślnej działalności i zapewnił o swej pomocy. Anna Wójcik – przedstawicielka Zarządu Głównego zapoznała zebranych z bieżącymi sprawami i niestety ciągłymi trudnościami, z jakimi niejednokrotnie muszą sobie radzić placówki zajmujące się problematyką ludzi najuboższych.

Nie zabrakło chleba

Jadwiga Mikołajczyk, główna obok ks. Bronisława Żołnierczyka założycielka koła podkreśliła wielkie zasługi ks. B. Żołnierczyka. Wyraziła ogromny żal z powoju jego nieobecności na uroczystości. Opowiadała o trudnych początkach, w których często niemal namacalnie można było odczuć opiekę i pomoc św. Patrona. Było ciężko, ale nigdy nie zabrakło chleba. W wielu krytycznych momentach zjawiali się życzliwi ludzie, niosąc pomoc, często bardzo znaczącą. Obecnie schronisko zapewnia mieszkańcom wygodne warunki mieszkaniowe, sanitarne, całodobowe wyżywienie, stałą opiekę lekarską, bezpieczeństwo, jak również stałą opiekę duchową. Prezes Towarzystwa Henryk Hass informując zebranych o codziennych obowiązkach w prowadzeniu koła, zwrócił uwagę na wiele zadań wynikających z państwowego prawodawstwa, co wymaga dużego zaangażowania. Wyraził ubolewanie brakiem zainteresowania ze strony ludzi młodych, którzy mogliby przyjąć na siebie obowiązki charytatywnej działalności.

Uroczystość zakończono występem zespołu muzycznego Sister&Brothers Band, utworzonym w schronisku przez wychowawców i mieszkańców. W programie poetycko-muzycznym obok znanych piosenek pielgrzymkowych były również prezentowane wiersze poświęcone św. Bratu Albertowi autorstwa członka Zarządu Towarzystwa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jak reżyseruje się „marsze równości”

2019-08-13 12:55

Rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 33/2019, str. 38-39

W Polsce marsze środowisk LGBT nazywane są „marszami równości”. Na całym świecie te same parady znane są jako „Gay Prides”, co wskazuje na ich zasadniczy cel – ukazanie dumy z bycia homoseksualistami.
W Polsce próbuje się przedstawić „marsze równości” jako spontaniczne inicjatywy ludzi, którzy twierdzą, że są dyskryminowani i walczą o należne im prawa. Ale, oczywiście, tak nie jest. Na całym świecie wszystkie „Gay Prides” mają podobną scenografię i tę samą „reżyserię”, co wskazuje na to, że służą one tym samym celom wyznaczonym przez ideologów LGBT.
O próbę przeanalizowania tego zjawiska poprosiłem prof. Tommasa Scandroglia – dawnego wykładowcę Uniwersytetu Europejskiego w Rzymie.

vitaumanainternazionale.org
Prof. Tommaso Scandroglio

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Badał Pan Profesor zjawisko parad homoseksualnych, zwanych „Gay Pride”. Co je charakteryzuje?

PROF. TOMMASO SCANDROGLIO: – Wszystkie „Gay Prides”, parady dumy gejowskiej, mają pewne wspólne cechy, które starałem się przeanalizować. Przede wszystkim cechuje je duch protestu. Parady te mają w sobie coś z ducha demonstracji 1968 r. (rewolucja studencka), które w roszczeniach dla pewnych grup społecznych (robotników, studentów, kobiet) nie proponowały postaw obronnych, ochrony danej kategorii, ale uciekały się do atakowania tych, których przedstawiano jako wrogów: pracodawców/kapitalistów przeciwstawiano robotnikom, nauczycieli/rodziców – uczniom, mężczyzn/rodziny/dzieci – kobietom. W analogiczny sposób w „Gay Prides” maszeruje się nie na rzecz osób homoseksualnych, ale zawsze przeciwko komuś. Przede wszystkim przeciwko Kościołowi, przeciwko tym, którzy twierdzą, że akty homoseksuale są nieuporządkowane, przeciwko partiom prawicowym, przeciwko ludziom o tradycyjnych poglądach itd. Krótko mówiąc – charakterystyczną cechą tych parad jest duch antagonistyczny, który zaprzecza hasłom o niedyskryminacji, integracji, otwartości na to, co różne, wykrzykiwanym podczas tych samych manifestacji. Innymi słowy – środowiska homoseksualne domagają się dialogu, otwarcia, bycia przyjaznymi, ale same przyjmują całkowicie odwrotną postawę: postawę wrogości, wojowniczości, niezdolność do dialogu.

– Dlaczego znaczna część uczestników tych parad manifestuje półnaga?

– To prawda, że „Gay Prides” to parada półnagich ciał (kostium kąpielowy jest najbardziej popularny), a to z kilku ważnych powodów. Pierwszy – to prowokacja. Zgodnie z agresywnym, wojowniczym duchem, o którym wspomniałem, konieczne jest sprowokowanie „wroga”, zmuszenie go do niekontrolowanej reakcji, by następnie oskarżać go o bigoterię, niewrażliwość i homofobię. Drugi powód – to krytyka. Nagość jest wykorzystywana jako obraza stereotypów, normalności, naturalności relacji. Kryje się za tym rewolucyjne przesłanie: obalić porządek ustanowiony przez Boga, który chciał, by mężczyzna czuł pociąg do kobiety i vice versa, a w szczególności obalić znaczenie czystości i wstydliwości, postrzeganych już nie jako cnoty, ale tabu, które trzeba przełamać, wrogie indywidualnej wolności i pełnemu wyrażaniu siebie. Trzeci powód to transgresja. Półnagie ciało osoby homoseksualnej jest wyrazem pragnienia przekroczenia wszystkich ograniczeń w sferze seksualnej. Pierwszym takim ograniczeniem jest, oczywiście, heteroseksualizm – rozpusta jest rozumiana jako wyzwalająca siła własnych popędów. Czwarty powód to przeciwstawienie „fizyczności” „wewnętrzności” – nagość świadczy o tym, że związek homoseksualny często koncentruje się na erosie, a wymiar afektywny (który jest również chaotyczny, ponieważ pochodzi z orientacji homoseksualnej, która jest nieuporządkowana, jak naucza katechizm), to aspekt drugorzędny. To właśnie fizyczność jest często źródłem stosunków homoseksualnych. Innym powodem jest narcyzm ich uczestników, dla których parada może być sceną do popisu w nadziei, że zostaną zauważeni i docenieni.

– Parady te organizowane są wszędzie i na szeroką skalę, nawet w krajach i miejscach, w których osób o skłonnościach homoseksualnych jest bardzo mało – tak jakby ktoś chciał „narzucić” społeczeństwu temat homoseksualizmu, aby przyzwyczajać ludzi do tego zjawiska...

– To prawda, ponieważ jednym z celów tych parad jest przyczynienie się do uznania zjawiska homoseksualizmu i transseksualizmu za normalne w świadomości zbiorowej, do pozbawienia zwykłych ludzi wrodzonego impulsu krytycznego. Rozpowszechnienie parad na całym świecie sprawiło, że stały się one zjawiskiem obyczajowym, już nawet nie tak nieprzyzwoitym, co w oczywisty sposób pomogło w podejmowaniu wielu innych działań mających na celu „normalizację” homoseksualizmu. Historycznie „Gay Prides” były pierwszą publiczną inicjatywą, która miała na celu akceptację homoseksualizmu w społeczeństwie.

– W Polsce, podobnie jak w innych krajach, „marszom równości” towarzyszą bluźniercze gesty. Dlaczego tak się dzieje?

– Jednym z ich wyróżników jest bluźnierczy charakter i bezczeszczenie Kościoła oraz ducha religijnego. Wspomniałem wcześniej o antagonistycznym wymiarze parad, a pierwszym wrogiem, którego należy zniszczyć, jest Kościół. Dlatego jest w nich tak wiele wulgarności, obelg i bluźnierczych przedstawień przeciwko Bogu, Matce Bożej i świętym. W tych gestach pełnych przemocy nie chodzi tylko o zamiar bezczeszczenia, modny od 1968 r. aż do chwili obecnej, ale jest to przejaw prawdziwej nienawiści do „sacrum”, tak jakby Kościół i święci byli wyrzutem sumienia dla sumienia tych ludzi.

– W większości krajów istnieją prawa uznające bluźnierstwo i oczernianie religii za przestępstwa, które podlegają karze. Dlaczego nikt nie karze homoseksualistów, którzy dopuszczają się takich przestępstw, podczas gdy ludzie przeciwni „marszom równości” są piętnowani lub wprost prześladowani?

– Z jednej strony – ludzie, którzy ośmielają się krytykować bluźniercze gesty i słowa uczestników „Gay Prides”, uważani są za homofobicznych, nieliberalnych, dyskryminujących, średniowiecznych, ponieważ rzekomo cenzurują wolność wypowiedzi. A z drugiej – ludzie, którzy obrażają uczucia religijne całego ludu, korzystają tylko z prawa do wolności słowa! Tak więc są dwie miary oceny: jeśli gej obraża Madonnę, to ta obraza jest wyrazem wolności słowa, a jeśli wierzący krytykuje homoseksualistę, który obraża Maryję, to zasługuje na pójście do więzienia za zniesławienie. Jest to skutek masowej kampanii kulturowej, która zmieniła zbiorowe postrzeganie zjawiska homoseksualizmu i sprawiła, że zwykli ludzie wierzą – z jednej strony – że działacze gejowscy są zawsze ofiarami, które należy bronić, a z drugiej – że katolik jest zawsze „katem” i dlatego zasługuje na pozbawienie wolności słowa, by nie mógł dyskryminować. Ta nierówność traktowania, a raczej otwarta dyskryminacja ludzi wierzących, wywiera w konsekwencji wpływ również na sędziów, którzy w tych sprawach przychylają się do dominujących, mainstreamowych opinii.

– Na stronie homoseksualistów „Gayly Planet” można przeczytać: „Nawet jeśli parady są przezabawne, a ty tańczysz aż do wyczerpania, pozostają demonstracjami politycznymi, by walczyć o równość i prawa społeczności LGBTQ”. Czy „Gay Prides” są formą walki politycznej?

– Według ideologów „tęczowych parad”, prawdziwy gej musi być aktywny politycznie. Homoseksualizm nie może pozostać w sferze prywatnej, ale musi stać się instancją polityczną, musi mieć wymiar publiczny, a zatem musi zostać przekształcony w walkę o swobody obywatelskie, prawa, finansowanie publiczne itp.

– Jeśli za paradami LGBT kryje się konkretna ideologia, to każdy ma prawo je krytykować, tak jak istnieje prawo do krytyki każdej partii czy ideologii...

– Krytyka, kontestacja, dezaprobata zawsze były bronią ruchu LGBT.

– Światowe lobby LGBT od dawna chce zmusić Kościół do zmiany nauki o zachowaniach homoseksualnych. Jakich metod używa, aby to osiągnąć?

– Wśród wielu strategii możemy wskazać trzy. Pierwsza to szantaż. W Kościele, jak przyznał sam Papież, działają lobby homoseksualne i są one bardzo wpływowe. Szantaż jest narzędziem do załatwiania wielu spraw. Jeśli jakiś biskup, rektor seminarium, przewodniczący jakiegoś papieskiego organizmu ma „plamy na życiorysie”, to stają się one walutą wymiany: gejowskie lobby obiecuje, że nie ujawni nic z tego, co wie o życiu biskupa, rektora czy księdza, w zamian za bycie przyjaznym gejom – „gay friendly”. Druga strategia: to przekonanie ludzi, że większość księży jest homoseksualistami. Jest to strategia promowana również przez socjologa i działacza gejowskiego Frédérica Martela w książce „Sodoma”. Twierdzi on, że skoro homoseksualizm jest tak rozpowszechniony w Kościele, to należy go „znormalizować”, uznać za naturalny wariant orientacji seksualnej. I trzecia strategia, również obecna w tekście Martela: ukazywanie homofobów (to neologizm zrodzony z teorii płci, który ma oznaczać ludzi źle nastawionych do homoseksualizmu) jako utajonych homoseksualistów. Tak więc ci, którzy krytykują homoseksualizm, są homoseksualistami, nawet jeśli o tym nie wiedzą. To sztuczka polegająca na tym, że z jednej strony zmusza się kogoś do milczenia, aby uniknąć podejrzeń o homoseksualizm, a z drugiej, na poziomie medialnym, ukazuje się środowsko konserwatywne jako garstkę bigoteryjnych hipokrytów.

* * *

Polska jest na półmetku zaplanowanej na ten rok kampanii środowisk LGBT+.

Od kwietnia do października br. w 23 polskich miastach organizowane są parady i tzw. marsze równości. Pierwsze miały już miejsce, a w sierpniu „marsze równości” przejdą ulicami: Płocka, Gorzowa Wielkopolskiego, Katowic, Szczecina, Torunia, Kalisza, Wrocławia i Lublina.

W ubiegłym roku odbyło się w Polsce 14 tęczowych parad, a w bieżącym jest ich o 40 proc. więcej. Charakterystyczne jest, że organizowane są one nie tylko w dużych aglomeracjach, ale coraz częściej w małych, odległych od centrum, ośrodkach, gdzie społeczność LGBT jest znikoma i nigdy przedtem publicznie się nie prezentowała.

(KAI)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wyszogród: wizyta Flisa Obojga Narodów w rocznicę Unii Lubelskiej

2019-08-20 21:13

eg / Wyszogród (KAI)

Flis Obojga Narodów, czyli 80-metrowa tratwa, płynąca po Polsce w 450. rocznicę Unii Lubelskiej, gościł w Wyszogrodzie w diecezji płockiej. Flisacy wykonali flisacką pieśń i strzał ze specjalnej armaty. Płyną historycznym szlakiem, łączącym Litwę i Polskę.

festiwalwisly.pl

Flis Obojga Narodów, to 80-metrowa tratwa, wykonana z 56 metrów sześciennych drewna, a dokładnie z 13-metrowych bali podsychających świerków, specjalnie na ten cel wybieranych w Puszczy Knyszyńskiej. Drewniane bele wiązane są tradycyjnymi sposobami.

Współcześni flisacy, pod kierunkiem retmana Mieczysława Łabęckiego, wyruszyli z Goniądza, aby dopłynąć do Torunia, przez: Warszawę, Nowy Dwór Mazowiecki, Czerwińsk nad Wisłą, Wyszogród, Włocławek, Ciechocinek. Tratwa płynie przez trzy rzeki: Biebrzę, Narew i Wisłę.

Trasa nie była przypadkowa: jest to szlak łączący Polskę z Litwą, służący do spławiania drewna z Polesia. Tratwa płynie więc historycznym szlakiem, łączącym Litwę i Polskę, w 450. rocznicę powstania Unii Lubelskiej, czyli Powstania Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

W Wyszogrodzie flisacy zaśpiewali pieśń i oddali strzał ze specjalnej armaty. Wyjaśnili, że chcą tym spływem przybliżyć wszystkim dawną tradycję spławiania drewna.

1 lipca 1569 r. w Lublinie dwa suwerenne narody Litwy i Polski wolą swoich przedstawicieli w niezawisłych sejmach utworzyły Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Ogromne, największe państwo ówczesnej Europy rozwijało się wzbogacając przenikaniem wzajemnym kultur Litwy i Polski oraz wszechstronną współpracą gospodarczą. Dużą rolę w łatwej i taniej wymianie towarowej spełniały rzeki. Transportowano nimi płody rolne i leśne, głównie zboża i drewno. Spławiane wodą drewno, jako niezbędny budulec domów i statków, wiązane w tratwach było częstym widokiem rzecznych pejzaży. Flis Obojga Narodów został pomyślany jako ekspedycja, która przypomina zanikłą zupełnie tradycję flisacką spławu drewna rzekami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem