Reklama

Religijne akcenty wycieczki na Kresy

2018-03-07 11:22

Krystyna Smerd
Edycja świdnicka 10/2018, str. I

Ryszard Wyszyński
Pomnik św. Jana Pawła II przed kościołem w Truskawcu

Z Wałbrzycha na początku lutego wyjechała na Kresy Południowo-Wschodnie grupa mieszkańców z urodzoną w Borysławiu Ireną Froch, prezes Stowarzyszenia Przyjaciół Ziemi Drohobyckiej Oddział w Wałbrzychu, oraz dziećmi rodziców, którzy urodzili się podobnie jak ona w Borysławiu

Zamieszkaliśmy w Truskawcu. Uzdrowisko przywitało nas piękną zimą, której w Wałbrzychu nie widzieliśmy od kilku lat. Pół metra śniegu i temperatura 17 stopni poniżej zera. Truskawiec leży w odległości 6 km od Borysławia, a 7 od Drohobycza. Do zaśnieżonego Borysławia pojechaliśmy w jedno z wolnych popołudni. Naszym celem było odwiedzenie katolickiego przedwojennego cmentarza na Hukowej Górze, gdzie w 2016 r. uczestniczyliśmy w poświęceniu nowej tablicy upamiętniającej zamordowanych okrutnie 17 Polaków w 1941 r. przez wycofujących się Sowietów. Pomimo głębokiego śniegu dotarliśmy do krzyża i pamiątkowej tablicy, gdzie zapaliliśmy symboliczny znicz. Wracając, drugi znicz ustawiliśmy przy lapidarium, które od 4 lat tworzy na tym cmentarzu rodowity borysławiak Adam Piotrowski z wałbrzyską młodzieżą uczestniczącą w corocznej akcji „Mogiłę pradziada ocal od zapomnienia”. Kolejne miejsce, do którego dotarliśmy, to nowo wybudowany kościół pw. św. Barbary, poświęcony w 2013 r. Tutaj po krótkiej modlitwie rozmawialiśmy z siostrą zakonną Julią, która zwróciła naszą uwagę na stojącą tu od niedawna zabytkową figurę Matki Bożej, cudownie odnalezioną przed kilku laty w korycie rzeki. Figura, choć jest z drewna, doskonałe się zachowała. Pobyt w Borysławiu zakończyliśmy odwiedzinami w kościele pw. Świętej Anny, który obecnie należy do grekokatolików, a przed wojną był kościołem katolickim, w którym m.in. ochrzczona została uczestnicząca w naszym wyjeździe p. Irena Froch.

Tak wzruszającej chwili, jak ta która mną zawładnęła na widok pomnika św. Jana Pawła II w Truskawcu na Ukrainie, dawno nie pamiętam. Wielka postać polskiego Papieża o przepięknym i wiernym wyrazie twarzy, przykryta kołdrą śnieżno puchu, na tle kościoła, w centrum bardzo cenionego kurortu znanego szeroko z historii dawnej przedwojennej Polski. A wszystko to dzieje się w pierwszym tygodniu lutego br., podczas mojego krótkiego pobytu wraz z grupą wałbrzyszan. Całe miasto zasypane jest śniegiem. Pomnik stoi przed kościołem rzymskokatolickim pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Truskawcu, należącym do parafii w Borysławiu, prowadzonej przez ojców redemptorystów.

O historii tej świątyni, która przeszła tak wiele złego i została odbudowana po latach, pięknie opowiada Stanisław Czapla, miejscowy Polak, który najbardziej przyczynił się do jej odrodzenia. Z zawodu budowlaniec, konserwator zabytków, a z zamiłowania człowiek, który troszczy się o polskie kościoły na Ukrainie. Historia tego miejsca jest bardzo burzliwa. Kościół był zbudowany specjalnie dla kuracjuszy w latach 1911-13. Zastąpił starą kaplicę dla kuracjuszy i mieszkańców, powstałą w Truskawcu jeszcze w 1859 r., która po prostu w dawnych czasach nie mieściła już wiernych. Z tej przyczyny przyszło zbudować w tym kurorcie – dodajmy cenionym z leczniczych wód, a w wśród leczniczej „Naftusi” – nową katolicką świątynię. Kościół był konsekrowany przez biskupa przemyskiego Józefa Pelczara 11 lipca 1914 r. Przez całe przedwojenne lata miał wielu hojnych darczyńców, którzy w Truskawcu leczyli swe zdrowie, magnatów i innych ludzi zamożnych z całej ówczesnej Polski, którzy obdarowywali świątynię licznymi darami w postaci wspaniałych dzieł malarskich i rzeźb. Były wśród nich 73 obrazy malarzy, francuskich, włoskich, hiszpańskich, flamandzkich – w tym autorstwa samego Rembrandta. Po II wojnie światowej Truskawiec wraz z Ukrainą został zaanektowany przez Związek Radziecki. Kościół zamknięto i zrabowano jego dzieła. Budynek świątyni zamieniono na magazyn nawozów sztucznych dla miejscowego kołchozu, co spowodowało szybkie zawilgocenie jego murów. Potem w części gmachu urządzono muzeum ateizmu. Tragedię obiektu dopełnił pożar wieży kościelnej, do którego doszło na początku lat 60. Po nim wkrótce zniszczeniu uległo całe sklepienie kościoła, wycięto kolumny, zrujnowano balkon chóru. Pozostał jedynie szkielet budowli, który został przykryty blachą i w którym urządzono kino. W dawnym prezbiterium, które od kina odgradzała prowizoryczna ściana, była przestrzeń zasypana śmieciami, a z boku ulokowano ubikację. Obecnie trudno to sobie wyobrazić, patrząc na schludne i piękne wnętrze tego kościoła, który po odbudowie ponownie został konsekrowany 1 czerwca 2002 r. przez ówczesnego metropolitę lwowskiego kard. Mariana Jaworskiego.

Reklama

Wnętrze kościoła i jego wygląd zewnętrzny zrekonstruowano na postawie starych zdjęć i opisów. – Z przedwojennych obrazów darowanych jako wotum temu kościołowi do dziś odtworzono już 46. Gdzie są oryginały, nikt nie wie. Pewne jest, że przetrwały wojnę, bo były w nim jeszcze pod koniec lat 50. Potem zostały zrabowane, nie wiadomo przez kogo – mówi Stanisław Czapla.

Obecne kopie odtworzone zostały na podstawie zachowanych fotografii, w tym dawny obraz Rembrandta „Powrót syna marnotrawnego” – płótno jest bardzo dużych rozmiarów. Jedną z ostatnich namalowanych kopii jest obraz z wizerunkiem św. Andrzeja. – W naszym kościele przed wojną było jeszcze drugie dzieło Rembrandta „Burza na jeziorze”, ale póki co nie mamy środków na kolejne kopie, a i tak jesteśmy z naszego rezultatu 46 kopii – szczęśliwi, bo to przecież niemało – podkreśla p. Czapla. Odbudowa kościoła i nawiązanie do jego pierwowzorów było możliwe tylko dlatego, że przedwojenny ksiądz, który posługiwał w kościele uzdrowiskowym, dokładnie opisywał otrzymywane obrazy i inne zabytki wraz z wymiarami. Dzisiaj w kościele oryginalna jest tylko jedna figura św. Pawła, ołtarz centralny, ale niestety niebędący z tego kościoła, lecz inny, który odstąpili truskawieckiej świątyni krakowscy bonifratrzy. Ma jednak tę zaletę, że pochodzi z tego samego warsztatu, co ten będący kiedyś na wyposażeniu świątyni w Truskawcu. Zabytkowe są organy, które zostały zakupione w Niemczech, a nade wszystko oryginalne jest epitafium Walerii Klimczykowej – dwudziestodwuletniej dziewczyny ur. 1866 r., która zmarła po upadku z konia w 1888 r. – Nasza Walerija, czyli kamienna tablica oraz urna z jej prochami, przeleżała w kącie kościoła pośród zalegających w nim różnych śmieci. Za czasów radzieckich wyjęto ten kamień ze ściany z urną i w tym samym miejscu zrobiono wejście do kina – dodaje nasz przewodnik, ale epitafium na szczęście nie wyrzucono. Podkreśla, że zmarła osoba związana była z rodem Żółkiewskich, którzy przed wojną hojnie obdarowywali kościół w Truskawcu licznymi darami w postaci dzieł sztuki. Za dawnej Polski w kościele tym modlili się przebywający wiele razy tutaj na kuracji m.in. Józef Piłsudski czy Jan Kiepura, który zapoczątkował tu koncerty dla kuracjuszy. Latem z uwagi na dużą liczbę wiernych były odprawiane w parku zdrojowym Msze św. polowe... Tyle historii. Dziś w odbudowanym wraz z wieżą i pięknie wyposażonym kościele WNMP modlą się katolicy przyjeżdżający do truskawieckiego kurortu, w tym Polacy, oraz miejscowi katolicy, których – jak mówi Stanisław Czapla – jest tu zaledwie kilka rodzin i wszystkich zna. Przypomina, że kościół, a właściwie jego resztki zostały zwrócone katolikom na początku lat 90. XX wieku. Stało się to po upadku ZSRS, jak powstała Ukraina. Wcześniej nie było to możliwe. Jego odbudowa trwała przeszło 23 lata i ciągle jest w nim coś do zrobienia. Cieszy też piękny pomnik Papieża, którego powstanie przed kilku laty sfinansował darczyńca, pragnący pozostać osobą anonimową. Dzięki niemu czujemy się w kurorcie, jak w domu.

W świątyni posługują ojcowie redemptoryści, mający parafię i kościół w Borysławiu. Mszę św. w Truskawcu w ostatnią sobotę przed Wielkim Postem odprawiał proboszcz ks. Krzysztof Szczygło. Kościół był wypełniony wiernymi.

– Witam serdecznie gości, którzy przybyli tu się leczyć. Witamy w Truskawcu. Życzę, by ten pobyt przyniósł jak najlepsze rezultaty w waszym zdrowiu i był owocny. By służył polepszeniu waszej kondycji zdrowotnej i duchowej – podkreślił proboszcz.

Dwa razy w tygodniu odbywają się w kościele koncerty organowe i skrzypcowe połączone z recytacją poezji po polsku i ukraińsku, które od początku, czyli o blisko 23 lat, prowadzi ich animator Stanisław Czapla, a Msze św. są sprawowane w sobotę i dwukrotnie w niedzielę, w tym przedpołudniowa po polsku.

Tagi:
kresy wycieczka

Reklama

Bałtyk jesienią też jest piękny

2018-10-16 12:09

Jolanta Kłos

Uczniowie Szkoły Podstawowej w Trzebiczu, członkowie Szkolnego Koła Caritas i Białej Armii oraz ministranci 26 września wyruszyli wraz z ks. Tadeuszem Wołoszynem, proboszczem parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Trzebiczu i opiekunami na trzydniową wycieczkę do Międzyzdrojów .

Radosław Zemsta
Dzieci i młodzież z parafii Trzebicz na wycieczce w Międzyzdrojach

Swój ostatni wyjazd w tym roku nad polskie morze rozpoczęliśmy od Mszy św. Następnie autokarem wyruszyliśmy w podróż ku jesiennej przygodzie. Podróż upłynęła nam w miłej i wesołej atmosferze, podczas której uczestnicy śpiewali pieśni religijne, jak również popularne piosenki wędrowne. W czasie pobytu zwiedzaliśmy Międzyzdroje, spacerowaliśmy po plaży wdychając jod, podziwialiśmy Bałtyk jesienią i zbieraliśmy muszelki, jak również zdobyliśmy Kawczą Górkę.

Drugiego dnia pobytu udaliśmy się promem do Świnoujścia, gdzie zwiedzaliśmy miasto, robiliśmy zakupy i odwiedziliśmy kościół pw. Chrystus Króla. We wnętrzu świątyni znajduje się podwieszony pod sufitem drewniany model korwety z 1814 roku, który podarował hamburski kupiec w podzięce za zaślubiny z córką miejscowego handlarza, a nazwał go govergissmannicht, co oznacza nie zapomina się. Obejrzeliśmy również pomnik Jana Pawła II i udaliśmy się w drogę powrotną do pensjonatu. Wieczorem wszyscy uczestnicy świetnie się bawili podczas grilowania i wieczorku integracyjnego.

Ostatni dzień pobytu nad Bałtykiem rozpoczęliśmy od Mszy św. Następnie udaliśmy się do miasta, gdzie mieliśmy okazję zobaczyć Park Chopina, dom do góry nogami, Aleję Gwiazd i molo. Co więcej, spacerowaliśmy po plaży aż po Woliński Park Narodowy. Po powrocie do ośrodka zjedliśmy pyszny obiad, pożegnaliśmy gospodarzy i autokarem wyruszyliśmy w drogę powrotną. Pobyt nad Bałtykiem pozostanie na długo w naszej pamięci, gdyż pogoda nam dopisała i wracaliśmy w świetnych humorach. Obiecaliśmy sobie że wrócimy tam za rok.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dzieją się cuda

2019-06-12 09:02

Jolanta Marszałek
Niedziela Ogólnopolska 24/2019, str. 20-21

Od kilku miesięcy w parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu znajdują się relikwie św. Szarbela z Libanu. I dzieją się cuda. Ludzie doznają wielu łask, także uzdrowienia. Jedną z uzdrowionych jest Barbara Koral – żona Józefa, potentata w branży produkcji lodów, i matka trójki dzieci. Cierpiała na raka trzustki, po którym nie ma śladu. 17 maja br. publicznie podzieliła się swoim świadectwem

Wikipedia

W październiku ub.r. wykryto u mnie nowotwór złośliwy trzustki – opowiada Barbara Koral. – Przeżyłam szok. Ale głęboka wiara i ufność w łaskawość Boga wyjednały mi pokój w sercu. Leżałam w szpitalu w Krakowie przy ul. Kopernika, nieopodal kościoła Jezuitów. Dzieci i mąż byli ze mną codziennie. Modliliśmy się do Jezusa Przemienionego za wstawiennictwem św. Jana Pawła II oraz św. Szarbela. Zięć Piotr przywiózł od znajomego księdza płatek nasączony olejem św. Szarbela. Codziennie odmawialiśmy nowennę i podczas modlitwy pocierałam się tym olejem. Czułam, że mając św. Szarbela za orędownika, nie zginę – wyznaje.

Przypadek beznadziejny

Operacja trwała ponad 6 godzin. Po otwarciu jamy brzusznej większość lekarzy odłożyła narzędzia i odeszła od stołu, stwierdziwszy, że przypadek jest beznadziejny. Jednak profesor po kilku minutach głębokiego namysłu wznowił operację. Usunął raka. Operacja się udała.

– Byłam bardzo osłabiona – opowiada p. Barbara – tym bardziej że 3 tygodnie wcześniej przeszłam inny zabieg, również w pełnej narkozie. Nic nie jadłam i czułam się coraz słabsza.

W trzeciej dobie po operacji chora dostała wysokiej gorączki, dreszczy. Leżała półprzytomna i bardzo cierpiała. – Momentami zdawało mi się, że ktoś przecina mnie piłą na pół. Zwijałam się wtedy w kłębek i modliłam cichutko do Pana Boga z prośbą o pomoc w cierpieniu i ulgę w niesieniu tego krzyża.

Lekarze robili, co mogli. Podawali leki w zastrzykach, kroplówkach, by wzmocnić chorą. Nic nie działało. Pobrano krew na badanie bakteryjne. Okazało się, że jest zakażenie bakterią szpitalną, bardzo groźną dla organizmu. Zdrowe osoby zakażone tą bakterią mają 50-procentową szansę na przeżycie. Chorzy w stanie skrajnego wycieńczenia są praktycznie bez szans.

Zawierzenie Bogu

– Rozmawiałam z Bogiem – opowiada p. Barbara. – Pytałam Go, czy po tym, jak wyrwał mnie ze szponów śmierci w czasie operacji, teraz przyjdzie mi umrzeć. Prosiłam z pokorą i ufnością: „Panie Jezu, nie wypuszczaj mnie ze swoich objęć. Uzdrów mnie, kochany Zbawicielu”. Całym sercem wołałam w duchu: „Jezu, zawierzam się Tobie, Ty się tym zajmij!”.

W tym czasie parafia pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu, do której należy rodzina Koralów, czekała na relikwie św. Szarbela (relikwie pierwszego stopnia – fragment kości). Przywiózł je z Libanu poprzedni proboszcz – ks. Andrzej Baran, jezuita, który był tam na pielgrzymce wraz z kilkoma parafianami. Zawieźli też spontanicznie zebraną przez ludzi ofiarę dla tamtejszych chrześcijan. Wiadomo bowiem, że św. Szarbel jest szczególnie łaskawy dla tych, którzy modlą się za Liban. Relikwie, zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem, miały trafić do ks. Józefa Maja SJ w Krakowie. On zgodził się przekazać je do Nowego Sącza i osobiście je tam w styczniu br. zainstalował.

Interwencja św. Szarbela

– W dniu, w którym pojechałem po relikwie do Krakowa – opowiada ks. Józef Polak, jezuita, proboszcz parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu – wstąpiłem do naszej WAM-owskiej księgarni, żeby nabyć jakąś pozycję o św. Szarbelu, bo przyznam, że sam niewiele o nim wiedziałem. Wychodząc z księgarni, spotkałem Józefa Korala z córką. Wiedziałem, że p. Barbara jest bardzo chora. Opowiedzieli mi, że wracają ze szpitala i że sytuacja jest bardzo poważna. Relikwie miałem ze sobą od dwóch godzin. Niewiele się zastanawiając, poszliśmy na oddział.

– W pewnym momencie usłyszałam głos męża – opowiada p. Barbara. – Bardzo mnie to zdziwiło, bo przecież był u mnie przed chwilą i razem z córką poszli do kościoła obok szpitala na Mszę św. Po chwili zobaczyłam męża i córkę. Już nie byli przygnębieni i smutni. Twarze rozjaśniał im szeroki uśmiech. Razem z nimi był ksiądz proboszcz Józef Polak. Przyniósł ze sobą do szpitala relikwie św. Szarbela...

Ksiądz wraz z obecnymi odmówił modlitwę do św. Szarbela. Następnie podał chorej do ucałowania relikwiarz. – Już w trakcie modlitwy nie czułam bólu – wyznaje p. Barbara. – Stałam się bardziej przytomna. Kiedy ucałowałam kości św. Szarbela, nie myślałam, czy to będzie uzdrowienie – ja byłam tego pewna. Nie mam pojęcia, skąd się wzięła ta pewność.

Święty kontra bakterie

– Gdy wchodziłem do szpitala – opowiada ks. Polak – wiedziałem, że na oddziale jest jakieś zakażenie. Podałem p. Barbarze relikwiarz do ucałowania. Zobaczyła to pielęgniarka. Wyjęła mi relikwiarz z ręki, spryskała go jakimś środkiem i włożyła pod wodę. „Co pani robi?” – zapytałem. „Muszę to zdezynfekować”. „Ale on nie jest wodoszczelny” – wyjaśniłem, nie wiedząc, że chodzi jej o to, by zewnętrzne bakterie się nie rozprzestrzeniały. To był koniec wizyty.

Następnego dnia rano okazało się, że na oddziale bakterii już nie było. To był kolejny „cud” św. Szarbela. Badania z krwi potwierdziły, że również chora nie ma w sobie bakterii. Lekarze w zdumieniu patrzyli na wyniki. Dla pewności powtórzyli badania.

– Byłam zdrowa – opowiada p. Barbara. – Powoli zaczęłam nabierać siły i radości życia. Cała moja rodzina i przyjaciele, którzy byli ze mną w czasie choroby, którzy wspierali mnie modlitwą i dobrym słowem, są wdzięczni św. Szarbelowi. Błogosławimy go za to, że się mną zajął, że uprosił dla mnie u Boga Wszechmogącego łaskę uzdrowienia. Bogu niech będą dzięki i św. Szarbelowi!

Wiara w orędownictwo

W parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu w trzecie piątki miesiąca o godz. 18 odprawiana jest Msza św. z modlitwą o uzdrowienie, następnie mają miejsce: adoracja, błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem, namaszczenie olejem św. Szarbela i ucałowanie relikwii świętego. Wielu ludzi przychodzi i prosi o jego wstawiennictwo. Św. Szarbel jest niezwykle skutecznym świętym, wyprasza wiele łask, pokazuje, że pomoc Boga dla ludzi, którzy się do Niego uciekają, może być realna. – Nie ma jednak żadnej gwarancji, że ten, kto przyjdzie do św. Szarbela, będzie natychmiast uzdrowiony – przyznaje ks. Józef Polak. – Czasami to działanie jest inne. Łaska Boża działa według Bożej optyki, a nie naszych ludzkich życzeń. Święci swoim orędownictwem mogą ludzi do Kościoła przyciągać i to czynią, także przez cuda. Wystarczy popatrzeć, jak wiele osób uczestniczy w Mszach św. z modlitwą o uzdrowienie.

* * *

Ojciec Szarbel Makhlouf

maronicki pustelnik i święty Kościoła katolickiego. Żył w XIX wieku w Libanie

23 lata swojego życia spędził w pustelni w Annaja. Tam też zmarł.

Po pogrzebie o. Szarbela miało miejsce zadziwiające zjawisko. Nad jego grobem pojawiła się niezwykła, jasna poświata, która utrzymywała się przez wiele tygodni. Łuna ta spowodowała, że do grobu pustelnika zaczęły przybywać co noc rzesze wiernych i ciekawskich. Gdy po kilku miesiącach zaintrygowane wydarzeniami władze klasztoru dokonały ekshumacji ciała o. Szarbela, okazało się, że jest ono w doskonałym stanie, zachowało elastyczność i temperaturę osoby żyjącej i wydzielało ciecz, którą świadkowie określali jako pot i krew. Po umyciu i przebraniu ciało o. Szarbela zostało złożone w drewnianej trumnie i umieszczone w klasztornej kaplicy. Mimo usunięcia wnętrzności i osuszenia ciała zmarłego dalej sączyła się z niego substancja, która została uznana za relikwię. Różnymi sposobami próbowano powstrzymać wydzielanie płynu, ale bezskutecznie.

W ciągu 17 lat ciało pustelnika było 34 razy badane przez naukowców. Stwierdzili oni, że zachowuje się w nienaruszonym stanie i wydziela tajemniczy płyn dzięki interwencji samego Boga.

W 1965 r., pod koniec Soboru Watykańskiego II, o. Szarbel został beatyfikowany przez papieża Pawła VI, a 9 października 1977 r. – kanonizowany na Placu św. Piotra w Rzymie. Kilka miesięcy przed kanonizacją jego ciało zaczęło się wysuszać.

Od tej pory miliony pielgrzymów przybywają do grobu świętego, przy którym dokonują się cudowne uzdrowienia duszy i ciała oraz nawrócenia liczone w tysiącach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prof. Vaněk: Jan Paweł II ważny również dla Czechów

2019-12-12 17:21

Krzysztof Bronk/vaticannews.va / Rzym (KAI)

Nie tylko dla Polaków Jan Paweł II odegrał kluczową rolę w obaleniu komunizmu. Podobnie był on postrzegany również w ówczesnej Czechosłowacji. Wskazuje na to prof. Miroslav Vaněk, który w Czeskiej Akademii Nauk jest dyrektorem instytutu historii współczesnej. Wziął on udział w rzymskiej konferencji z okazji 30-lecia aksamitnej rewolucji.

Vatican News
Prof. Vaněk

Podkreśla on, że coraz częściej Czesi powracają do tego wydarzenia i postrzegają je jako swoisty ideał. Przez ostatnich 30 lat ludzie się w Czechach wzbogacili, wiedzą, że ich kraj się rozwinął, ale nie są dzięki temu bardziej szczęśliwi, zadowoleni z życia. Dlatego chętnie powracają w pamięci do aksamitnej rewolucji, do panującego wówczas braterstwa i jedności. W tamtych wydarzeniach szukają orientacji na przyszłość. Ważne jest również to, że w tamtych chwilach kluczową rolę odgrywał Jan Paweł II.

„Rola Jana Pawła II była ogromna. Jego wpływ wykraczał poza granice Polski, a także Europy Wschodniej i Środkowej. Nie można go oczywiście postrzegać w oderwaniu od innych czynników zarówno w polityce międzynarodowej, jak i na szczeblu lokalnym w Czechosłowacji, NRD czy Polsce. One też odegrały swoja rolę i bez nich wszystko to byłoby niemożliwe. Jednakże znaczenie Jana Pawła II w tych wydarzeniach daleko wykracza ponad to wszystko – powiedział Radiu Watykańskiemu prof. Vaněk. – Wczoraj po raz pierwszy w życiu miałem okazję być w Watykanie. I kiedy przechodziłem obok grobu Jana Pawła II, musiałem się zatrzymać. Miałem takie wewnętrzne poczucie, że powinienem tu za coś podziękować, bo i dla mnie było to bardzo ważne. W ówczesnej Czechosłowacji Jan Paweł II wpłynął na postawę wielu ludzi. Pamiętajmy, że tuż przed aksamitną rewolucją była przecież kanonizacja św. Agnieszki, w czym bezpośrednio przejawiała się papieska działalność”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem