Reklama

Ciepło ziarnka gorczycy

2018-04-11 14:49

Małgorzata Cichoń
Edycja małopolska 15/2018, str. VI

Małgorzata Cichoń
Elżbieta Słonina – psycholog, która odkryła prawdę Pisma Świętego i moc ziarnka gorczycy

Kiedyś była wojującą feministką. Dziś jest szczęśliwą żoną i mamą sześciorga dzieci, a także młodą bizneswoman, która promuje zdrowotne wartości biblijnej rośliny

Misją jej firmy jest „przynosić ulgę w cierpieniu”. Elżbieta Słonina sama przez lata doświadczała niemałego bólu. Spotykamy się w niewielkim sklepie nieopodal centrum Wieliczki i siadamy przy stole krawieckim, gdzie powstają zdrowotne poduszki, maty, siedziska oraz inne produkty wypełnione ziarenkami gorczycy i łuską gryki. Moja rozmówczyni długo mogłaby opowiadać o zaletach tych darów natury, mnie jednak interesuje przede wszystkim historia jej osobistego nawrócenia i uzdrowienia, które przypisuje Najwyższemu.

Byłam feministką

– Modlimy się o uzdrowienie i mamy pewne wyobrażenie, jak ono ma wyglądać, oczekujemy od Pana Boga, że nas uzdrowi w mgnieniu oka. Sama doświadczyłam, że On robi coś większego: uzdrawia, ale na swój sposób. Mnie pomógł poprzez różnych ludzi. Przede wszystkim dał mi jednak nowe życie, nowe patrzenie, myślenie, a więc coś dużo większego niż uzdrowienie fizyczne. Dziś chcę Mu dziękować za wszystko i błogosławić Go, również w codziennych trudnościach – mówi Elżbieta Słonina z parafii św. Pawła Apostoła w Wieliczce-Krzyszkowicach. Mąż mojej rozmówczyni, Wojciech, od wielu lat pełni tam posługę nadzwyczajnego szafarza Komunii św. Małżonkowie mają sześcioro dzieci: 21-letnią Gabrysię, 18-latkę Natalię, 14-letniego Piotra, 12-letnią Idę, dwa lata młodszą Judytę oraz 4,5-letniego Ignasia.

– Pochodzę z Andrychowa koło Wadowic. Całe życie chciałam pracować z ludźmi oraz im pomagać. Pewnie dlatego wybrałam się na psychologię do Krakowa. Na studiach odeszłam od Kościoła. Odpowiadała mi teoria, że ludzie wymyślili Boga, żeby móc poradzić sobie z lękiem przed śmiercią. Wkrótce związałam się ze środowiskiem feministycznym i fundacją prowadzoną przez lesbijki. Weszłam w to środowisko głównie dlatego, że one tworzyły telefon zaufania dla kobiet, otwierały schronisko dla ofiar przemocy. Wtedy wydawało mi się, że moje zaangażowanie jest dobre. Ale dobre nie było.

Reklama

Mój przyszły mąż, absolwent resocjalizacji, pracował w ośrodku profilaktyki środowiskowej. Tam się poznaliśmy. To on zaprosił mnie do wspólnoty neokatechumenalnej, mówiąc, że nie poradzimy sobie w życiu bez wsparcia Bożego. Wtedy był to dla mnie kosmos! Miałam ogromne kryzysy. Były momenty, że wchodziłam do kościoła, płakałam i błagałam: „Boże, jeżeli jesteś, to mnie ratuj!”. Czułam bezsens, uwikłałam się w wiele trudnych sytuacji...

Podczas spotkań Drogi Neokatechumenalnej często czyta się Pismo Święte. Zaczęłam odkrywać, że opisuje ono wszystkie mechanizmy zachowania człowieka. Nam wydaje się, iż wynaleźliśmy coś nowego, np. na temat wychowania, stawiania granic, itp., a cała recepta na szczęście i na zdrowie psychiczne – już jest w Biblii! Tylko później demon potrafi nam pomieszać różne rzeczy...

Prosiłam i otrzymałam

Myślałam, że chcę mieć jedno dziecko, nie więcej. A Pan Bóg prowadził mnie, dając pragnienie kolejnych. Każde pojawiało się w najlepszym na to czasie. Przez lata gnieździliśmy się w małym mieszkanku. Prosiłam Boga o jakikolwiek dom, nawet stary. Znajomy powiedział mi jednak, że Pana należy prosić o „maks”, bo On pragnie ci dać wszystko. Modliłam się więc o nowy dom. I rzeczywiście wybudowaliśmy taki dom w wymarzonym miejscu. Gdy o tym myślę, chce mi się płakać. Bo wszystko, o co prosiłam, dostałam, choć nie w taki sposób, jaki sobie wyobrażałam. Bóg zrobił wszystko tysiąc razy lepiej.

Rok po urodzeniu Ignacego zaczęły się moje problemy ze zdrowiem – bóle i zawroty głowy. Było podejrzenie raka mózgu, a potem zły opis rezonansu magnetycznego, co skutkowało bezsensowną, prawie roczną prywatną rehabilitacją. W końcu wybrałam się do neurochirurga, który powiedział mi, że opis rezonansu jest do kosza. Pokazał mi dyskopatię, przepukliny i osteofity, które jeszcze trochę, a wbiłyby się w rdzeń kręgowy. Sprawa operacyjna. Pilna. Ale by ją przeprowadzić na NFZ, trzeba czekać 2 lata...

Modliłam się, pytając Boga, czy mam iść na tę operację. Trafiłam na fragment 2 Listu św. Pawła do Koryntian: „Aby nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, dany mi został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował... Pan mi powiedział: «Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali». Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa. Dlatego mam upodobanie w moich słabościach, w obelgach, w niedostatkach, w prześladowaniach, w uciskach z powodu Chrystusa. Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny” (2 Kor 12, 7-10).

Proces zdrowienia

Zrozumiałam, że muszę się zmierzyć z operacją. Proces, jaki przeszłam w czasie tej choroby, był następujący. Najpierw stwierdziłam, że Pan Bóg dał mi krzyż i ja muszę go dzielnie nieść, nie mogę prosić o uzdrowienie po prostu mam cierpieć, chcąc iść do Nieba. Okazało się jednak, że cierpię tak bardzo – przez ten ból głowy i zawroty – że nie mogę normalnie żyć. Ludzie tego z zewnątrz nie widzieli, pytali tylko: „Znowu cię głowa boli?”. A ja siedziałam i wyłam, żadne leki nie pomagały. Zaczęłam chodzić na Msze św. z modlitwą o uzdrowienie, mając wyrzuty sumienia, że o to uzdrowienie proszę. Dziś widzę, że moje myślenie, iż ja muszę cierpieć, to była pycha. Na jednej z takich Mszy św. usłyszałam słowo skierowane do osoby, która czeka na operację: „Przestań prosić, zacznij dziękować”. Poczułam, że to słowo do mnie. Wiedziałam już, że wszystko musi być dobrze.

Pieniądze na wcześniejszy zabieg zebrała wspólnota i nieznajomi ludzie przez konto Caritas. Jednak trzy tygodnie po operacji wróciły wszystkie objawy. Jakiś dramat! Po roku okazało się, że to były sprawy mięśniowe. Poszłam na rehabilitację. Tydzień po jej zakończeniu spuchła ręka: miałam zakrzepicę, więc ćwiczenia, które wykonywałam, nie były wskazane. Groziła mi amputacja. Jeszcze pół roku zastrzyków w brzuch i z ręką w końcu wszystko dobrze się skończyło. Ale bóle głowy nie ustawały.

Uwierzyłam

Po ponad dwóch latach mojego męczenia się miał nastąpić przełom. Teść mieszkający w USA dostał zieloną kartę i mógł przyjechać do Polski. Od 17 lat w Stanach zajmował się produktami z gorczycy i łuski gryki. Wiedziałam o tym, ale nie wierzyłam, że one pomogą przy tak poważnych problemach jak moje. Neurolog powiedział przecież, że do końca życia będę mieć ten ciągły ból głowy... Teść przywiózł mi czapkę i pas wypełniony gorczycą. Po dwóch tygodniach zorientowałam się, że wstaję, chodzę, normalnie śpię.

Teść w czasie wizyty mówił, że szuka kogoś, kto w Polsce zajmie się produkcją takich rzeczy. Ale ja wtedy jeszcze nie mogłam się pochylić, zrobić zadań domowych z dziećmi... Dziś mam poczucie nowego życia. Dużo mniej cierpię i nie muszę już zażywać środków przeciwbólowych, które niszczą żołądek i wątrobę. Okazuje się, że są stany chorobowe, którym – posiadająca właściwości rozgrzewające i przeciwzapalne – gorczyca może zaradzić zupełnie. W innych, bardzo poważnych – może po prostu wspomóc.

Gdy pytałam Boga, czy mam w ten biznes wejść, przypomniały mi się słowa Pana Jezusa: „Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, moglibyście powiedzieć tej morwie: «Wyrwij się z korzeniem i posadź się w morze», a byłaby wam posłuszna” (Łk 17,6). Pomyślałam, że tu nie chodzi o wielkość ziarna – są mniejsze niż ono, np. ziarnko maku. Pan Jezus podał przykład gorczycy być może dlatego, że ona silnie oddziałuje swoim ciepłem na nasz organizm. Do uprawy nie wymaga nie wiadomo jakich warunków. Sadzimy ją na poplony, bo użyźnia glebę i wpływa na pomnożenie późniejszych zbiorów. Nasza wiara jak gorczyca ma działać dobroczynnie na innych wokół nas, ma być dużo większa niż my sami. Wtedy zmienia się wszystko!

Tagi:
świadectwo

Piękne świadectwo wiary trenera Liverpoolu

2019-06-02 14:01

Zespół wPolityce.pl

Do tej pory niemiecki trener Liverpoolu Jurgen Klopp nie miał szczęścia do finałów. Jednak sobotni mecz zmienił wszystko. Liverpool FC wygrał Ligę Mistrzów. W Madrycie pokonał Tottenham Hotspur Londyn 2:0. Klopp ma nie tylko niewiarygodny wręcz talent w budowie drużyny i wydobywania ze swoich piłkarzy największych cnót. On, jak sam mówił w pierwszym wywiadzie po objęciu dowodzenia nad Liverpoolem, zmienia niedowiarków w wierzących.

Дмитрий Голубович / pl.wikipedia.org

Jednak sukces w piłce nożnej nie jest najważniejszą rzeczą w jego życiu i już po zaledwie dwóch tygodniach jako nowy menedżer Liverpoolu Klopp wykazał gotowość do otwartej rozmowy o swojej wierze w wywiadzie dla BT Sports:

- Jestem chrześcijaninem, muszę to powiedzieć, i wierzę w Boga.

To właśnie hasło „we have to change from doubters to believers” jest swoistym podsumowaniem pracy, jaką w Liverpoolu wykonał Klopp. Po przegranym meczu z Barceloną trener powiedział do swoich piłkarzy w szatni: - Chłopcy, chłopcy, chłopcy! Nie jesteśmy najlepszą drużyną na świecie. Teraz zdajecie sobie z tego sprawę. Może oni są? Kto się tym przejmuje! Ciągle możemy pokonać najlepszą drużynę na świecie. Gramy dalej! - mówił, a zawodnicy zapewne musieli być w niezłym szoku, a nawet pomyśleć, że ich trener oszalał. Jednak te słowa zmotywowały piłkarzy Liverpoolu i drużyna tydzień później zwyciężyła na Anfield 4:0.

Skąd trener Klopp czerpie swój optymizm i energię? Kilka lat temu dziennikarz „Kickera” zapytał Kloppa o to, kto jego zdaniem jest najważniejszą osobą w historii.

- Jezus Chrystus - odpowiedział bez wahania niemiecki szkoleniowiec.

Pytany niedawno o tę sytuację, wspominał, że nie miał problemu z tym pytaniem, bo jest bardzo proste.

- Jezus przyszedł na świat i miał jasny cel, choć nie był to spacerek w parku. To nie jest tak, że pojawił się i powiedział: Okej, na początku muszę wszystkim udowodnić, że naprawdę istnieję, bo to nie jest w stu procentach pewne - przynajmniej nie dla wszystkich ludzi - wyjaśniał Klopp.

- On przyszedł i wziął na siebie wszystkie nasze grzechy, i pozwolił się przybić z nimi do krzyża - podkreślił trener.

- Dla mnie jako dla chrześcijanina to jasne, że to najważniejszy moment dziejów, który wszystko zmienił. Długo zajęło nim Dobra Nowina rozprzestrzeniła się po świecie, a po drodze popełniono pewne błędy, ale dla mnie dziś, gdy myślę o Jezusie, to była największa rzecz, jaką można było osiągnąć. Nie ma takiej możliwości, żebyśmy zrobili coś takiego jak On, ale i nie ma potrzeby, bo On już to zrobił za nas. To wielki, wielki komfort - powiedział Klopp, a wielu komentatorów określiło te słowa jako „najkrótsze rekolekcje świata z Jürgenem Kloppem”.

Zdaje się, że dla drużyny Liverpoolu, której mottem są słowa „Nigdy nie będziesz szedł sam”, niemiecki trener jest po prostu przeznaczeniem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zmarł 11-miesięczny Szymonek, który został odłączony od aparatury podtrzymującej życie

2019-06-18 13:58

wpolityce.pl/polsat

Sprawa Szymonka z Radomia poruszyła całą Polskę. Niespełna 11-miesięczny chłopczyk w styczniu trafił do szpitala. Rodzice walczyli o jego życie. Dziś dziecko zostało odłączone od aparatury podtrzymującej życie. Taką decyzję po wtorkowym konsylium podjęli lekarze. Dziecko zmarło. Przed szpitalem odbył protest przeciwników tej decyzji. Mówi się, że polski przypadek Alfiego Evansa.

Rano 18 czerwca pojawiły się informacje o odłączeniu Szymonka od aparatury. Trwało wówczas konsylium, w którym uczestniczyli lekarze i rodzice. Szpital zgodził się na podjęcie rozmów i współpracy z lekarzami z zagranicy, o co prosiła rodzina dziecka.

Około godziny 11 dnia 18 czerwca pojawiła się informacja, że Szymon zmarł. Informację potwierdzono na facebookowej stronie „Szymonku walcz”, prowadzonej przez rodzinę chłopca.

„16 stycznia chłopiec został zaszczepiony przeciwko pneumokokom. Cztery dni później wystąpiła u niego gorączka oraz drgawki. Ostatecznie 21 stycznia dziecko zostało przyjęte do szpitala. Było reanimowane, wykonano kolejną tomografię komputerową głowy, powstał obrzęk mózgu” — informował tygodnik „Wprost”.

Po badaniach okazało się, że obrzęk mózgu jest poważny, a jego stan jest krytyczny. Lekarze chcieli odłączyć Szymonka od respiratora, ale matka nie wyraziła na to zgody. Rodzice mieli też zostać poinformowani, że nastąpiła śmierć mózgu. Całą sprawę opisała na Facebooku ciocia Szymona. Zrozpaczona matka chłopczyka poinformowała lekarza, że ona nie wyraża zgody na odłączenie.

Szymonek trafił na OIOM w szpitalu dziecięcym w Warszawie przy ul. Niekłańskiej. Lekarze nie dawali chłopcu żadnych szans, rodzina chciała spróbować terapii alternatywnej zaproponowanej przez kilku specjalistów z całego świata. Rozpoczęła się zbiórka pieniędzy na leczenie. Lekarze ze szpitala nie godzili się na niekonwencjonalne leczenie, a chłopiec słabł z dnia na dzień.

Na OIOM-ie lekarze leczyli chłopca już tylko paliatywnie

– Usłyszałam też od lekarzy, że nie będą wentylować zwłok — opowiada matka Szymona.

Przez kolejne miesiące trwała walka o uratowanie chłopczyka…

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Rząd podejmie temat dostępności mieszkaniowej dla wielodzietnych

2019-06-18 16:35

maj / Warszawa (KAI)

Wiceminister infrastruktury i budownictwa Artur Soboń zapowiedział podjęcie prac nad rozwiązaniami kredytowymi dla rodzin wielodzietnych. Podczas VII Ogólnopolskiego Zjazdu Dużych Rodzin w Lubartowie odbył się panel poświęcony problemowi dostępności mieszkań dla rodzin z dziećmi. Związek Dużych Rodzin „Trzy Plus” wyraża radość z faktu, że temat pojawił się w debacie publicznej.

Monika Książek

Podczas spotkania pod hasłem „Jakiej polityki mieszkaniowej potrzebują duże rodziny” eksperci Związku Dużych Rodzin „Trzy Plus” przedstawili swoje rekomendacje. Zwrócili m.in. uwagę na brak wystarczającej liczby mieszkań o większych metrażach, na bardzo niską zdolność kredytową rodzin wielodzietnych, na długi czas oczekiwania na mieszkanie komunalne w przypadku braku możliwości samodzielnego zaspokojenia potrzeb mieszkaniowych – nawet do 10 lat oraz na brak badań nt. sytuacji, zróżnicowania i prawdziwych potrzeb mieszkaniowych rodzin wychowujących dzieci.

Uczestniczący w panelu minister Artur Soboń, wiceminister infrastruktury i budownictwa, zwrócił uwagę na rozwiązania już istniejące, m.in. 99-procentową bonifikatę dla wielodzietnych z tytułu przekształcania użytkowania wieczystego we własność, dopłaty do czynszów oraz dodatki mieszkaniowe.

Zapowiedział również, że podejmie prace nad odpowiednimi rozwiązaniami kredytowymi dla wielodzietnych.

ZDR 3+ zapowiada opracowanie dokumentu podsumowującego stan wiedzy na temat sytuacji mieszkaniowej polskich rodzin wielodzietnych, a także konkretne rekomendacje w tej kwestii. Dokument gotowy będzie już 1 lipca. Zaadresowany zostanie do Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju. Eksperci ZDR liczą jednak na podjęcie tematu również przez inne resorty.

Jak podkreślają, bardzo ważne jest podjęcie współpracy z przedsiębiorcami i zwrócenie ich uwagi na fakt, że rodziny wielodzietne mogą być interesującym klientem. Wypracowanie odpowiedniego programu wspierającego dostępność mieszkaniową dla rodzin z dziećmi mogłoby się okazać korzystne dla wszystkich. ZDR 3+ postuluje, by wypracowywane rozwiązania były jak najmniej obciążające dla budżetu państwa. Planowane jest również podjęcie współpracy w tej kwestii z samorządami.

Od 14 do 16 czerwca w Lubartowie pod hasłem „Dumni z rodziny” odbywał się VII Ogólnopolski Zjazd Dużych Rodzin. Zjazdy te organizowane są rokrocznie od 2013 r. Za każdym razem podejmują konkretny temat – ważny ekonomicznie i społecznie dla polskich rodzin. W tym roku były to kwestie mieszkaniowe. W sobotę 15 czerwca podczas Zjazdu odbył się panel pod hasłem „Jakiej polityki mieszkaniowej potrzebują duże rodziny”. W spotkaniu brał udział m.in. Artur Soboń – wiceminister infrastruktury i budownictwa.

Jednym z gości VII Ogólnopolskiego Zjazdu Dużych Rodzin był premier Mateusz Morawiecki.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem