Reklama

Ośmiorniczki na pomoc wcześniakom

2018-04-25 11:32

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 17/2018, str. VII

TD
Liderki kieleckiej grupy wspomagające wcześniaków – Anna Fałdzińska i Margerita Karczewska

Ośmiorniczki kojarzą się... hm, różnie. Niektórym z aferami partyjnymi, innym z mafią. Pora, aby zaczęły kojarzyć się dobrze – z bardzo sensowną pomocą dla wcześniaków

Kilka pań w różnym wieku i różnych zawodów, kielczanek, pracowicie szydełkuje w klubie Witeź, choć to piękny wiosenny dzień i pewnie znalazłyby inne zajęcia. Wykonują ośmiorniczki z bawełny – niezwykłe maskotki dla wcześniaków, które pomagają tym najmniejszym noworodkom odzyskiwać poczucie bezpieczeństwa w ograniczonej i obcej przestrzeni inkubatora. Ośmiorniczki pachną bezpiecznie, pachną mamą. Zanim trafią do inkubatora, mamy trzymają je blisko przy swoim ciele, śpią z nimi, aby przeszły zapachem, aby – jak się fachowo mówi – zaistniał proces ich kolonizacji. Macki włóczkowych ośmiorniczek są w formie sprężynek – przypominają pępowinę, która łączy dziecko z organizmem matki, a która w okresie prenatalnym jest synonimem bezpieczeństwa. Wcześniaki tracą ważne dla prawidłowego rozwoju doświadczenia z brzucha matki. Jednym z takich „zabranych” doświadczeń jest pępowina. Dodatkowo maluchy mają mocno wykształcony odruch chwytny i często wyrywały kabelki, które są podłączone do aparatur podtrzymujących je przy życiu. Macki ośmiorniczek takie kabelki świetnie zastępują.

Akcja „Ośmiorniczki dla wcześniaków” narodziła się w Danii. Szybko rozprzestrzeniła się dalej – w Belgii, Hiszpanii, w Rosji i na Ukrainie, a nawet w Afryce.

W Polsce wszystko zaczęło się od Kielc. Inicjatorką polskiej kampanii stała się dr Marta Tomaszewska, pediatria z Patologii i Intensywnej Terapii Noworodka w Szpitalu Wojewódzkim w Kielcach. Lekarka przeczytała o bawełnianych ośmiorniczkach dla wcześniaków na blogu Polki mieszkającej w Danii i poprzez media społecznościowe dotarła do kobiet, które charytatywnie zaczęły dziergać bawełniane maskotki.

Reklama

Liderkami kieleckiego zespołu były ponad 2 lata temu Anna Fałdzińska i Margerita Karczewska.Akcja stała się popularna szczególnie po wizycie A. Fałdzińskiej w programie telewizyjnym „Pytanie na śniadanie”, w maju 2016 r. Poprzez fb i inne media społecznościowe panie popularyzowały kampanię (tak czynią do dzisiaj), chętnych szydełkujących przybywało, nawet nadwyżki ośmiorniczek dr Tomaszewska wysyłała do Łodzi, Zamościa i innych miast. Początkowo w Kielcach ośmiorniczki odbierały trzy szpitale, obecnie pozostał tylko szpital przy ul. Kościuszki, gdzie osoba odpowiedzialna za odbiór maskotek umiejętnie godzi obostrzenia Państwowej Inspekcji Sanitarnej z potrzebami wcześniaków. Nie pomagają entuzjastyczne podziękowania mam, ani opinie psychologów i lekarzy, dostępne także w Internecie i na fb, że zbyt częste pranie ośmiorniczek pozbawia je, ogólnie mówiąc, dobrej matczynej aury, że wcześniaczki, którym odebrano maskotki, stają się niespokojne…

Kielecka grupa wykonuje obecnie ok. 40 ośmiorniczek miesięcznie. W gościnnym klubie Witeź panie przynoszą wykonane ośmiorniczki i rozdzielają je do szpitali, dzielą się włóczką, dobierają kolory, pracowicie szydełkują przy parujących filiżankach herbaty, snują plany.

Maskotki od początku były i są tworzone są zgodnie z restrykcyjnymi zasadami. Ośmiorniczki muszą być wykonane z włóczki, która jest stuprocentową bawełną oraz wypełniane są antyalergiczną kulką sylikonową. Sam wzór oraz kształt ośmiorniczek także jest ściśle określony, natomiast samo ich wykończenie zależy już od inwencji twórcy. Ośmiorniczki posiadają Pozytywną Opinię Instytutu Matki I Dziecka nr Op-4887, ważna do 15.11.2019 r.

Pomóc w akcji można na wiele sposobów. Można dziergać ośmiorniczki, dostarczać materiały, lub wpłacić pieniądze na zbiórkę, z której zostaną zakupione potrzebne dla wykonania maskotek składniki.

Akcję dziergania ośmiorniczek w Polsce koordynuje Fundacja Małych Serc, która pomaga wcześniakom i dzieciom niepełnosprawnym oraz wspiera rodziców dzieci przedwcześnie urodzonych. Informację o akcji oraz o sposobach wsparcia lub przyłączenia się do dziergających wolontariuszek można uzyskać za pomocą strony fundacji i mediów społecznościowych.

Tagi:
wcześniaki

Otulamy pomocą wcześniaki

2018-02-28 11:18

Dominika Szymańska
Edycja łódzka 9/2018, str. VI

700 gram. Tyle ważył najmniejszy noworodek, który trafił pod opiekę ośrodka dla wcześniaków „Otulinka”. Dziecko lżejsze niż torebka mąki mieszczące się, dosłownie, na dłoni

Archiwum „Otulinki”
Dzieci w ośrodku „Otulinka” mogą liczyć na fachową opiekę

Liczba przedwczesnych urodzeń rośnie, a dane statystyczne wskazują, że 8,9 proc. wszystkich urodzeń w województwie łódzkim w 2016 r. stanowiły wcześniaki. W praktyce oznacza to, że co 18 min na świat przychodzi dziecko w 37. tygodniu ciąży lub wcześniej. I każde z nich wymaga specjalnej opieki. Ponad połowa wcześniaków zagrożona jest zaburzeniami rozwoju, z których najpoważniejsze stanowi dziecięce porażenie mózgowe. Często jednak rodzice maluchów, zdezorientowani i bezradni, po wyjściu ze szpitala zostawieni są samym sobie i nie wiedzą, do kogo zwrócić się o pomoc. Na rehabilitację czekać trzeba nawet do kilku tygodni, a troska o życie tych najmniejszych zbyt często pozostaje jedynie deklaracją. Od roku jednak istnieje miejsce, które jest odpowiedzią na potrzeby wcześniaków i noworodków zagrożonych wadami rozwoju – „Otulinka” działająca w ramach Fundacji Kolorowy Świat.

To pierwszy taki ośrodek w Polsce, który wypełnia lukę od momentu opuszczenia oddziału neonatologicznego do podjęcia przepisanej terapii. Co ważne, nie potrzeba posiadać orzeczenia o zaburzeniach rozwoju. Wystarczy samo ich podejrzenie, aby dzieckiem, całkowicie bezpłatnie, zajął się zespół specjalistów. W ciągu rocznej działalności „Otulinka” zapewniła opiekę 96 noworodkom. Dzieci pozostające pod opieką „Otulinki” mogą liczyć na pomoc fizjoterapeutów, psychologów, logopedów i neurologopedów.

Dzięki współpracy ze szpitalami w Łodzi, Sieradzu i Kutnie mali pacjenci trafiają do „Otulinki” już w pierwszym miesiącu życia. – Wieloletnie doświadczenie w pracy z dziećmi dotkniętymi różnymi wadami rozwojowymi, utwierdza nas w przekonaniu, że kluczowe dla rozwoju i zdrowia dziecka są pierwsze miesiące jego życia. Im wcześniej rozpoczniemy rehabilitację dziecka, tym bardziej rosną jego szanse na uzyskanie sprawności – mówi Piotr Hulewicz z Fundacji Kolorowy Świat. Po ukończeniu 4. miesiąca życia dzieci mogą kontynuować rehabilitację w ramach refundowanej przez NFZ terapii dziennej prowadzonej przez fundację.

Wsparcie potrzebne jest nie tylko niemowlętom, ale też ich rodzicom zagubionym w nowej sytuacji. Specjaliści z „Otulinki” zapewniają świeżo upieczonym rodzicom wcześniaków m.in. instruktaże pielęgnacyjne, jak właściwie podnosić, przewijać, karmić dziecko. – Staramy się jak najwięcej przekazać rodzicom, bo to oni są najlepszymi terapeutami, spędzają z nim najwięcej czasu – mówi nasz rozmówca. Mamy i ojcowie mogą też liczyć na psychologów, którzy pomagają rodzicom oswoić się z chorobą dziecka, dodają otuchy i nadziei, pokazując różne możliwości pomocy. Pani Anna, mama półrocznej Zosi, dziękuje zespołowi „Otulinki” za wsparcie merytoryczne i emocjonalne: – To miejsce faktycznie otula nas niczym miękki kocyk w czasie niepewności i strachu o przyszłość. I choć wiemy, że to nie koniec, a zaledwie początek walki o nasze dzieci, ciepło, wyrozumiałość i profesjonalizm, których tu doświadczamy, dodają nam sił.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Portoryko: tragiczna śmierć polskiego misjonarza

2019-08-19 14:19

vaticannews / San Juan (KAI)

W Portoryko tragicznie zginął polski misjonarz ks. Stanisław Szczepanik ze Zgromadzenia Księży Misjonarzy. Wiele wskazuje na to, że poniósł śmierć w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Okoliczności bada jednak policja, ponieważ nieprzytomnego kapłana znaleziono leżącego na chodniku z rozbitą głową. Obok stał rower, którym misjonarz jechał na poranną Eucharystię. Nie było żadnych świadków zdarzenia. Do wypadku doszło 16 sierpnia w Ponce, gdzie ostatnio pracował. Dwa dni później zmarł w miejscowym szpitalu. Zgodnie z ostatnią wolą ks. Szczepanika, zawartą w testamencie napisanym zakonnym zwyczajem przed wyjazdem na misje, jego narządy przekazano do przeszczepu.

pixel2013/pixabay.com

„Był człowiekiem niezwykle przyjacielskim, otwartym na ludzi, którym służył, ale i braci, z którymi dane mu było pracować” – mówi Radiu Watykańskiemu ks. Jarosław Lawrenz, którego zmarły kapłan wprowadzał w realia pracy misyjnej w Zairze. Następnie w 2000 r. razem zakładali placówkę misyjną na Haiti.

"Ks. Stanisław przede wszystkim był otwartym człowiekiem, poszukującym zawsze najlepszego rozwiązania dla dobra drugiego. Był bardzo pracowity i bardzo od siebie wymagał. Zawsze chciał się dobrze przygotować do pełnionej funkcji. Pamiętam, jak kończył pracę w terenie i poproszono go, żeby poprowadził kierownictwo duchowe w seminarium w Kinszasie. Zwrócił się wówczas do przełożonych, by wysłali go na studia. I w Paryżu u jezuitów skończył duchowość. Z kolei gdy szedł do buszu uczył się lokalnego języka, by móc z się porozumiewać z ludźmi, którzy zostali mu powierzeni. Pamiętam, że gdy w 2000 roku razem wyjechaliśmy na Haiti, zajął się klerykami będącymi na początku formacji. Pierwszą rzeczą, od której zaczął tych ludzi przygotowywać do kapłaństwa i otwierać na sens i bogactwo powołania było Słowo Boże i liturgia. Dla niego Eucharystia była bardzo ważna i myślę, że ktokolwiek go z tego czasu pamięta, to będzie wskazywał na znaczenie kaplicy w jego życiu. Dla niego miejsce spotkania z Panem było bardzo ważne. Zawsze odwoływał się do łaski Pan. Mówił, że jeżeli Bóg nas tutaj wysłał i jeżeli Bóg chciał byśmy tu byli, to On nam pomoże” - wspomina w rozmowie z papieską rozgłośnią ks. Lawrenz.

Ks. Szczepanik miał 63 lata. W 1981 r. wstąpił do Zgromadzenia Księży Misjonarzy, a w 1985 r. przyjął święcenia kapłańskie. Rok potem wyjechał na misje najpierw do dawnego Zairu (obecnie Demokratyczna Republika Konga), a następnie na Haiti, Dominikanę i do Portoryko. Współbracia wspominają go jako oddanego ludziom kapłana, niestrudzonego spowiednika i kierownika duchowego. Był też wielkim promotorem kultu Bożego Miłosierdzia. Wolą misjonarza było zostać skremowanym i spocząć w Polsce.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Niezwykłe tajemnice Wrocławia!

2019-08-20 21:39

Agata Pieszko

Dziś we Wrocławskiej Księgarni Archidiecezjalnej odbyło się spotkanie autorskie Wojciecha Chądzyńskiego, historyka, przewodnika i nauczyciela, który opowiedział gościom o swojej najświeższej publikacji „Wrocław. Wydarzenia niezwykłe”.

Agata Pieszko

Pan Wojciech jest także autorem takich pozycji jak „Wrocław, jakiego nie znacie”, czy „Tajemnice wrocławskiej katedry i Ostrowa Tumskiego”, zawierających fakty i legendy o miejscach, którymi przechodzą codziennie setki mieszkańców oraz turystów. Spotkanie z Wojciechem Chądzyńskim poprowadziła Adrianna Sierocińska, redaktorka Radia Rodzina, która od poniedziałku do piątku o godz. 10:10 prowadzi na antenie cykl „Książka na wakacje”. Legendy Wojciecha Chądzyńskiego stały się sposobem na przekazywanie suchych faktów historycznych, a tym samym inspiracją dla wielu wrocławskich przewodników.

– Jestem przewodnikiem po Wrocławiu. Bardzo często podczas wycieczek grupy zwiedzające niezbyt uważnie słuchały części historycznej. Wpadłem wtedy na pomysł, żeby opowiadać legendy, które stały się taką wisienką na torcie – mówi Wojciech Chądzyński – Wrocław w 1945 r. opuścili Niemcy, ze wschodu przyjechali ludzie ze swoją kulturą, w związku z czym miasto nie miało zbyt wielu swoich legend, przynajmniej takich dotyczących zachowanych zabytków, więc postanowiłem stworzyć aktualne legendy. Nie pamiętamy, kiedy wybudowano Wawel, ale legendę o Smoku Wawelskim zna każdy.

Autor dodaje, że w szkołach niegdyś nauczano o patriotyzmie lokalnym, dużo mówiono o mieście, jego historii i mieszkańcach, a dziś ten zwyczaj niestety zanikł. Warto więc sięgać po książki pana Wojciecha, żeby zgłębiać swoją wiedzę o mieście, w którym się żyje, ale także po to, by móc oprowadzić po nim swoich najbliższych bez pomocy przewodnika. Jeśli chcesz poznać historię schadzek Brahmsa, opowieść o sprycie wrocławskich mniszek, i przeczytać o powstaniu Hali Targowej z wiśnióweczką pani Adeli w tle – daj się porwać w świat wyobraźni Wojciecha Chądzyńskiego!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem