Reklama

Powołanie do wdowieństwa konsekrowanego

Powtórnie poślubiona

2018-04-25 11:32

Marta Wiatrzyk-Iwaniec
Edycja zielonogórsko-gorzowska 17/2018, str. IV

Archiwum „Aspektów”
Dwie pierwsze wdowy konsekrowane w naszej diecezji, 2013 r.

Stało się. Odszedł. Tyle lat wspólnego życia, łamania codziennego chleba przy kuchennym stole, omawiania bieżących spraw, uśmiechów i dąsów, ważnych rozmów i milczenia, a teraz nastała niekończąca się cisza i niekończąca się nieobecność. A właściwie inna obecność, jeśli patrzeć przez pryzmat wiary. Nie fizyczna, lecz duchowa. On nadal żyje – w sercu i pamięci, we wspomnieniach, w dobru i miłości, którą ofiarował, a nade wszystko on nadal żyje, mieszkając u Boga. Ta, która pozostała na ziemi, przyoblekła czerń, przeżyła żałobę, wypłakała morze łez, otarła je i stanęła przed pytaniem: co dalej? Czy istnieje jakieś „dalej” dla wdowy? Owszem, dla kobiety, która utraciła współmałżonka, istnieją zasadniczo trzy drogi. Pierwsza – może pozostać wierna pamięci współmałżonka, pozostając do końca życia samą, druga – może powtórnie wyjść za mąż, wiążąc się z innym mężczyzną, ale istnieje też trzecie rozwiązanie, o którym niewiele się słyszy, a jeszcze rzadziej mówi. Nie akceptacja samotnego wdowieństwa, nie ponowny związek, lecz... konsekracja. W województwie lubuskim żyją obecnie dwie wdowy konsekrowane i jedna kandydatka do tego stanu. Danuta Preisner, wdowa konsekrowana z parafii pw. św. Stanisława Biskupa Męczennika we Wschowie, opowiada o swoim powołaniu oraz drodze do poświęcenia swego życia Bogu w tym szczególnym stanie.
mw-i

MARTA WIATRZYK-IWANIEC: – Czym się charakteryzuje powołanie do wdowieństwa konsekrowanego i czym się różni od wdowieństwa zwykłego?

DANUTA PREISNER: – Wdowieństwo konsekrowane jest skarbem Kościoła, o czym przypominał św. Jan Paweł II w adhortacji „Vita Consecrata”. Bóg wybiera sobie ludzi na wyłączną własność, nie tylko w życiu zakonnym, ale i w samym sercu świata. Życie konsekrowane wdów to fascynująca przygoda scalania tego, co świeckie, z tym, co Chrystusowe. Jest to radość wprowadzania Boga w najbardziej zwyczajne i zlaicyzowane obszary życia, radość przebywania z Chrystusem Oblubieńcem pośród zwyczajnego życia. Wdowieństwo konsekrowane jest powołaniem, a Bóg wybiera kogo chce i kiedy chce. Biblijnym przykładem pokładania ufności w Bogu jest wdowa z Sarepty (1 Krl 17, 7-16). Bóg wybrał tę wdowę, aby przyjęła i nakarmiła proroka Eliasza w czasie posuchy i głodu. Aby go nakarmić, musiała ofiarować tę odrobinę, która jej pozostała i co pieczołowicie przechowywała dla samej siebie i swojego syna. Okazała posłuszeństwo, nie żądając gwarancji, ryzykując wszystko i wszystko oddając. „Nie opróżni się ani dzban z mąką, ani baryłka z oliwą” – wdowa z Sarepty wierzy Słowu Bożemu także wtedy, gdy staje się ono wręcz niewiarygodne. Ten przykład pokazuje nam, że Bóg może od nas zażądać wszystkiego i oczekiwać totalnego daru z naszej strony. W pewien sposób wdowy i wdowcy stają się wyrazicielami i świadkami ewangelicznej prawdy, o której mówił Chrystus, prawdy o przyszłym świecie, w którym ludzie nie będą się żenić ani za mąż wychodzić, „bo Bóg sam będzie wszystkim we wszystkich”.

– Jak Pani rozpoznała swoje powołanie? Proszę opowiedzieć o swojej historii...

– Myślę, że moje powołanie narodziło się z wdzięczności Bogu za dary, którymi obdarował mnie i moją rodzinę: za rodziców, za moje powołanie do życia, za rodzeństwo, małżeństwo i dar macierzyństwa. Pozwolę sobie w tym miejscu powiedzieć kilka słów o moim małżeństwie. Bóg w swojej szczodrobliwości obdarował nas synem i córką. Uważaliśmy ich narodziny za szczególny dar, największy Boży dar. Przeżyliśmy razem z mężem 39 lat. Po ciężkiej chorobie w 2006 r. Bóg powołał go do siebie, a dla mnie nastał bardzo ciężki okres. Nie umiałam żyć bez męża. Aż trudno uwierzyć, ja – głęboko wierząca, praktykująca, nie mogłam pokonać tej wielkiej niemocy. Nie utraciłam jednak wiary w to, że Bóg mnie kocha. Pewnego dnia modliłam się w ogromnym bólu i we łzach, aż moja modlitwa przemieniła się w krzyk. W tym krzyku i prośbach, gotowa na życie lub śmierć, leżałam wyczerpana na podłodze, jakbym usnęła. Nie wiem, jak długo to trwało. Kiedy się ocknęłam, uklękłam. Odczułam, jak ogarnia mnie wielki spokój – tak jakbym umarła i narodziła się na nowo. Doszło wówczas do mojej świadomości, że Bóg usłyszał mój krzyk bólu i rozpaczy. Wiedziałam, że Jezus mnie kocha, że Jego miłość jest ponad wszelką miłość. Czułam, jakby coś się przemieniło w moim umyśle, nie żeby Bóg zabrał mi cierpienie, ono nie zniknęło, ale doświadczyłam, że On je przemienił, ulitował się nade mną. Zaczęłam dziękować Bogu i uwielbiać Go. I właśnie w tamtym momencie podjęłam decyzję ofiarowania Bogu reszty mojego życia w samotności i czystości.
O wdowach konsekrowanych nic wtedy jeszcze nie wiedziałam. Dalej sprawy potoczyły się bardzo szybko. Pewnej nocy, kiedy nie mogłam spać, usłyszałam w Radiu Maryja audycję o wdowach konsekrowanych. Powiedziałam głośno: „Panie, czy Ty mówisz do mnie?”. Zastanawiałam się, czy to by było zgodne z Jego wolą, abym została wdową konsekrowaną. Odczułam w moim sercu, że tak. Postanowiłam jak najszybciej wszystkiego się dowiedzieć, ale to Bóg działał szybciej niż ja. Uczestnicząc we Mszy św. w naszym klasztorze franciszkańskim, a była to Msza z modlitwą o uzdrowienie, pewna kobieta, wdowa z Leszna, składała świadectwo swojego uzdrowienia, a na sam koniec wypowiedzi, tak jakby do mnie, powiedziała: „Jestem wdową – kandydatką do stanu wdów konsekrowanych”. Poczekałam na nią przy wyjściu z kościoła i wszystkiego się dowiedziałam. I tak w roku 2010 w czerwcu znalazłam się w Poznaniu, uczestnicząc w rekolekcjach formacyjnych dla wdów – kandydatek do konsekracji. Comiesięczne spotkania i rekolekcje dodawały mi sił i odwagi w pokonywaniu trudnych spraw życiowych, wyrabiały bardziej moją wrażliwość na stałą obecność Boga w moim życiu. Zawierzyłam Jezusowi wszystko, mówiąc symbolicznie, wrzuciłam do skarbony ostatnie dwa grosze.
Moja konsekracja odbyła się w kościele konkatedralnym pw. św. Jadwigi w Zielonej Górze w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, 8 grudnia 2013 r. Maryja Niepokalana Dziewica ma swoje szczególne miejsce w moim życiu, to Jej zawierzyłam moje dzieci, moje życie. Z Nią i tak jak Ona pragnę iść po kres mojego „tak”.

– To bardzo piękna historia, pokazuje, że Bóg ma wobec nas zamiary, które możemy przez wiarę odkrywać. Jakie są obowiązki wdowy konsekrowanej?

– Wdowy i wdowcy (mężczyźni też mogą przystąpić do tego stanu) poświęceni Bogu z natchnienia Ducha Świętego ślubują czystość, ubóstwo i posłuszeństwo, aby bardziej kochać Chrystusa i lepiej służyć bliźnim. Zgodnie ze swoim stanem i otrzymanymi charyzmatami powinni oddawać się pokucie, dziełom miłosierdzia, apostolstwu i gorliwej modlitwie. Zaleca się nam usilnie, abyśmy dla lepszego spełnienia obowiązku modlitwy odmawiali codziennie Liturgię Godzin, zwłaszcza Jutrznię i Nieszpory.
W Kościele pierwotnym styl życia wdów określił św. Paweł Apostoł w liście do Tymoteusza: „Miej staranie o wdowy – ale tylko o te, które są rzeczywiście wdowami” (por. 1 Tm 5, 3-16). Rzeczywistymi wdowami były te, które: „miały za sobą świadectwo o dobrych czynach, wychowanie dzieci, gościnność, pomoc będącym w ucisku, udział we wszelkim dobrym czynie”. Współcześnie wdowcy i wdowy konsekrowane prowadzą podobny, może mniej surowy, styl życia. Są znakiem Chrystusa w świecie. Ojciec Święty Franciszek w liście na otwarcie Roku Życia Konsekrowanego powiedział, że celem jest, aby Boska Obecność Trójcy Świętej przeniknęła dusze wdów i wdowców, aby odtworzyły się w nich rysy Oblubieńca, przemieniając serca w „żywą ikonę Boga”. To jest właśnie i moje gorące pragnienie, do którego chcę dążyć. Fundamentem mojej codzienności jest Eucharystia, Liturgia Godzin, częsta adoracja Najświętszego Sakramentu, Różaniec i oczywiście inne modlitwy uznane przez Kościół. Jeśli chodzi o praktykę miłosierdzia, to wdowy i wdowcy oddają się temu działaniu w sposób możliwy dla każdego z osobna.

– Na czym polega formacja do wdowieństwa konsekrowanego?

– Kapłan, który jest odpowiedzialny za formację do wdowieństwa konsekrowanego, organizuje regularne spotkania, na których modlimy się oraz jest głoszone słowo Boże. Oprócz rozważań i medytacji biblijnych bardzo ważna jest adoracja Najświętszego Sakramentu, uczestniczenie w dniach skupienia, rekolekcjach oraz słuchanie konferencji. Wszystko to przyczynia się do duchowego wzrostu.
Osobiście uważam, że mało jest powołań w naszej diecezji. W parafii pw. św. Stanisława Biskupa i Męczennika we Wschowie są zamawiane Msze św. w tej intencji, czyli o rozeznanie woli Bożej dla wdów i wdowców, aby Pan Bóg powoływał kobiety i mężczyzn do tego stanu, aby mogli oni rozeznać, czy przypadkiem Pan Bóg nie wzywa ich do takiego stylu życia, do całkowitego oddania się Jemu. Na te Msze św. są szczególnie zaproszeni wdowy i wdowcy. Chciałabym podziękować naszemu proboszczowi ks. Dariuszowi Ludwikowskiemu za zaangażowanie i wspieranie tego bardzo ważnego dzieła.

– Jak rozpoznać w sobie powołanie do wdowieństwa konsekrowanego i do kogo powinna udać się kobieta wdowa, która odczuwa pragnienie pójścia taką drogą?

– Wielokrotnie miałam doświadczenie, że Bóg sam okazuje zatroskanie względem wdów (wdowców). Jestem Mu wdzięczna za Jego łaski, w odpowiedzi na nie staram się coraz lepiej odpowiadać na dar powołania. Żyjąc dla Boga, uświęcamy się, i ta prawda przyświeca mojej codzienności. Ideą przewodnią jest dla mnie powiedzenie św. Pawła, który pisząc do Koryntian, stwierdził, że nie chce znać niczego więcej, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego (1 Kor 2, 2).
Wdowa, która odczuwa pragnienie powołania do życia konsekrowanego, powinna zgłosić się do proboszcza w swojej parafii, aby uzyskać informację w tej sprawie, a on już pokieruje dalej. Ja formowałam się trzy lata w Poznaniu. Co miesiąc tam jeździłam, uczestnicząc w spotkaniach i Mszach św., które odbywały się zawsze za jednego z małżonków konsekrowanej wdowy, to znaczy co miesiąc po kolei modliliśmy się za kolejnego zmarłego małżonka, a zatem był to piękny zwyczaj eucharystycznego wspominania naszych mężów. Przyjeżdżał wówczas do Poznania ks. Tomasz Tomczak z Wolsztyna. Po trzyletniej formacji w Poznaniu zostałam dwa razy wezwana na rozmowę z bp. Stefanem Regmuntem, który zdecydował o tym, że konsekracja odbędzie się w naszej diecezji, i rozpoczął ku temu odpowiednie przygotowania. Bezpośrednim przygotowaniem do konsekracji zajmowali się o. Piotr Kwiecień oraz ks. Robert Patro. Odczułam radość, kiedy ustalono termin konsekracji, była to znamienna data – uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Po okresie formacyjnym nadszedł zatem moment samej ceremonii konsekracyjnej, która była kulminacyjnym wydarzeniem mojego wdowieństwa. Uroczystość konsekracji wdów była pierwszym tego typu wydarzeniem w diecezji zielonogórsko-gorzowskiej. Wzięłam w niej udział ja i jeszcze druga wdowa, Anna Wywioł, która mieszka w Kostrzynie. To było cztery lata temu, od tamtej pory taka uroczystość nie powtórzyła się, aż do tego roku. Muszę przyznać, że jestem bardzo szczęśliwa, bo już wkrótce – 2 czerwca 2018 r. w Gorzowie w kościele Pierwszych Męczenników o godz. 18.00 odbędzie się druga w naszej diecezji ceremonia konsekracji wdowy. Przystąpi do niej jedna kandydatka, Ryszarda Axsentowicz, zamieszkała w miejscowości Świniary. Razem z nią będziemy już we trzy, a gorąco się modlę, żeby Bóg przymnożył tych powołań. Konsekracja, która odbędzie się 2 czerwca, będzie uroczystością otwartą, każdy może przyjechać do kościoła i wspólnie się modlić. Zamierzam również się na nią wybrać.
Zachęcałabym wszystkie wdowy, aby rozeznawały w swoim sercu, czy nie są powołane do konsekracji, bo może niektóre nie wiedzą, że istnieje taka możliwość, a pragną bardziej służyć Bogu i Kościołowi, i dla nich właśnie jest ta droga. Sama też służę informacją i pomocą, gdyby któraś pani chciała porozmawiać na ten temat (kontakt – do wiadomości redakcji „Aspektów”).

Tagi:
wywiad wdowy konsekrowane

Reklama

Czas najwyższy posprzątać po sobie

2019-08-21 11:24

Rozmawia ks. Jacek Molka
Niedziela Ogólnopolska 34/2019, str. 44

O nowych regulacjach unijnych dotyczących tworzyw sztucznych z Pawłem Sałkiem, doradcą Prezydenta RP ds. ochrony środowiska, polityki klimatycznej i zrównoważonego rozwoju, rozmawia ks. Jacek Molka

KS. JACEK MOLKA: – Czy nowe przepisy Unii Europejskiej dotyczące tworzyw sztucznych to naprawdę innowacyjne rozwiązania?

PAWEŁ SAŁEK: – Zanieczyszczenie tworzywami sztucznymi to bardzo poważny problem dla środowiska. Musimy ograniczyć wykorzystywanie plastiku, a tam, gdzie to możliwe, zastąpić go innymi tworzywami oraz zwiększyć poziom recyklingu tworzyw sztucznych, m.in. butelek PET. Temu ma służyć dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie ograniczenia wpływu niektórych produktów z tworzyw sztucznych na środowisko.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jak reżyseruje się „marsze równości”

2019-08-13 12:55

Rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 33/2019, str. 38-39

W Polsce marsze środowisk LGBT nazywane są „marszami równości”. Na całym świecie te same parady znane są jako „Gay Prides”, co wskazuje na ich zasadniczy cel – ukazanie dumy z bycia homoseksualistami.
W Polsce próbuje się przedstawić „marsze równości” jako spontaniczne inicjatywy ludzi, którzy twierdzą, że są dyskryminowani i walczą o należne im prawa. Ale, oczywiście, tak nie jest. Na całym świecie wszystkie „Gay Prides” mają podobną scenografię i tę samą „reżyserię”, co wskazuje na to, że służą one tym samym celom wyznaczonym przez ideologów LGBT.
O próbę przeanalizowania tego zjawiska poprosiłem prof. Tommasa Scandroglia – dawnego wykładowcę Uniwersytetu Europejskiego w Rzymie.

vitaumanainternazionale.org
Prof. Tommaso Scandroglio

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Badał Pan Profesor zjawisko parad homoseksualnych, zwanych „Gay Pride”. Co je charakteryzuje?

PROF. TOMMASO SCANDROGLIO: – Wszystkie „Gay Prides”, parady dumy gejowskiej, mają pewne wspólne cechy, które starałem się przeanalizować. Przede wszystkim cechuje je duch protestu. Parady te mają w sobie coś z ducha demonstracji 1968 r. (rewolucja studencka), które w roszczeniach dla pewnych grup społecznych (robotników, studentów, kobiet) nie proponowały postaw obronnych, ochrony danej kategorii, ale uciekały się do atakowania tych, których przedstawiano jako wrogów: pracodawców/kapitalistów przeciwstawiano robotnikom, nauczycieli/rodziców – uczniom, mężczyzn/rodziny/dzieci – kobietom. W analogiczny sposób w „Gay Prides” maszeruje się nie na rzecz osób homoseksualnych, ale zawsze przeciwko komuś. Przede wszystkim przeciwko Kościołowi, przeciwko tym, którzy twierdzą, że akty homoseksuale są nieuporządkowane, przeciwko partiom prawicowym, przeciwko ludziom o tradycyjnych poglądach itd. Krótko mówiąc – charakterystyczną cechą tych parad jest duch antagonistyczny, który zaprzecza hasłom o niedyskryminacji, integracji, otwartości na to, co różne, wykrzykiwanym podczas tych samych manifestacji. Innymi słowy – środowiska homoseksualne domagają się dialogu, otwarcia, bycia przyjaznymi, ale same przyjmują całkowicie odwrotną postawę: postawę wrogości, wojowniczości, niezdolność do dialogu.

– Dlaczego znaczna część uczestników tych parad manifestuje półnaga?

– To prawda, że „Gay Prides” to parada półnagich ciał (kostium kąpielowy jest najbardziej popularny), a to z kilku ważnych powodów. Pierwszy – to prowokacja. Zgodnie z agresywnym, wojowniczym duchem, o którym wspomniałem, konieczne jest sprowokowanie „wroga”, zmuszenie go do niekontrolowanej reakcji, by następnie oskarżać go o bigoterię, niewrażliwość i homofobię. Drugi powód – to krytyka. Nagość jest wykorzystywana jako obraza stereotypów, normalności, naturalności relacji. Kryje się za tym rewolucyjne przesłanie: obalić porządek ustanowiony przez Boga, który chciał, by mężczyzna czuł pociąg do kobiety i vice versa, a w szczególności obalić znaczenie czystości i wstydliwości, postrzeganych już nie jako cnoty, ale tabu, które trzeba przełamać, wrogie indywidualnej wolności i pełnemu wyrażaniu siebie. Trzeci powód to transgresja. Półnagie ciało osoby homoseksualnej jest wyrazem pragnienia przekroczenia wszystkich ograniczeń w sferze seksualnej. Pierwszym takim ograniczeniem jest, oczywiście, heteroseksualizm – rozpusta jest rozumiana jako wyzwalająca siła własnych popędów. Czwarty powód to przeciwstawienie „fizyczności” „wewnętrzności” – nagość świadczy o tym, że związek homoseksualny często koncentruje się na erosie, a wymiar afektywny (który jest również chaotyczny, ponieważ pochodzi z orientacji homoseksualnej, która jest nieuporządkowana, jak naucza katechizm), to aspekt drugorzędny. To właśnie fizyczność jest często źródłem stosunków homoseksualnych. Innym powodem jest narcyzm ich uczestników, dla których parada może być sceną do popisu w nadziei, że zostaną zauważeni i docenieni.

– Parady te organizowane są wszędzie i na szeroką skalę, nawet w krajach i miejscach, w których osób o skłonnościach homoseksualnych jest bardzo mało – tak jakby ktoś chciał „narzucić” społeczeństwu temat homoseksualizmu, aby przyzwyczajać ludzi do tego zjawiska...

– To prawda, ponieważ jednym z celów tych parad jest przyczynienie się do uznania zjawiska homoseksualizmu i transseksualizmu za normalne w świadomości zbiorowej, do pozbawienia zwykłych ludzi wrodzonego impulsu krytycznego. Rozpowszechnienie parad na całym świecie sprawiło, że stały się one zjawiskiem obyczajowym, już nawet nie tak nieprzyzwoitym, co w oczywisty sposób pomogło w podejmowaniu wielu innych działań mających na celu „normalizację” homoseksualizmu. Historycznie „Gay Prides” były pierwszą publiczną inicjatywą, która miała na celu akceptację homoseksualizmu w społeczeństwie.

– W Polsce, podobnie jak w innych krajach, „marszom równości” towarzyszą bluźniercze gesty. Dlaczego tak się dzieje?

– Jednym z ich wyróżników jest bluźnierczy charakter i bezczeszczenie Kościoła oraz ducha religijnego. Wspomniałem wcześniej o antagonistycznym wymiarze parad, a pierwszym wrogiem, którego należy zniszczyć, jest Kościół. Dlatego jest w nich tak wiele wulgarności, obelg i bluźnierczych przedstawień przeciwko Bogu, Matce Bożej i świętym. W tych gestach pełnych przemocy nie chodzi tylko o zamiar bezczeszczenia, modny od 1968 r. aż do chwili obecnej, ale jest to przejaw prawdziwej nienawiści do „sacrum”, tak jakby Kościół i święci byli wyrzutem sumienia dla sumienia tych ludzi.

– W większości krajów istnieją prawa uznające bluźnierstwo i oczernianie religii za przestępstwa, które podlegają karze. Dlaczego nikt nie karze homoseksualistów, którzy dopuszczają się takich przestępstw, podczas gdy ludzie przeciwni „marszom równości” są piętnowani lub wprost prześladowani?

– Z jednej strony – ludzie, którzy ośmielają się krytykować bluźniercze gesty i słowa uczestników „Gay Prides”, uważani są za homofobicznych, nieliberalnych, dyskryminujących, średniowiecznych, ponieważ rzekomo cenzurują wolność wypowiedzi. A z drugiej – ludzie, którzy obrażają uczucia religijne całego ludu, korzystają tylko z prawa do wolności słowa! Tak więc są dwie miary oceny: jeśli gej obraża Madonnę, to ta obraza jest wyrazem wolności słowa, a jeśli wierzący krytykuje homoseksualistę, który obraża Maryję, to zasługuje na pójście do więzienia za zniesławienie. Jest to skutek masowej kampanii kulturowej, która zmieniła zbiorowe postrzeganie zjawiska homoseksualizmu i sprawiła, że zwykli ludzie wierzą – z jednej strony – że działacze gejowscy są zawsze ofiarami, które należy bronić, a z drugiej – że katolik jest zawsze „katem” i dlatego zasługuje na pozbawienie wolności słowa, by nie mógł dyskryminować. Ta nierówność traktowania, a raczej otwarta dyskryminacja ludzi wierzących, wywiera w konsekwencji wpływ również na sędziów, którzy w tych sprawach przychylają się do dominujących, mainstreamowych opinii.

– Na stronie homoseksualistów „Gayly Planet” można przeczytać: „Nawet jeśli parady są przezabawne, a ty tańczysz aż do wyczerpania, pozostają demonstracjami politycznymi, by walczyć o równość i prawa społeczności LGBTQ”. Czy „Gay Prides” są formą walki politycznej?

– Według ideologów „tęczowych parad”, prawdziwy gej musi być aktywny politycznie. Homoseksualizm nie może pozostać w sferze prywatnej, ale musi stać się instancją polityczną, musi mieć wymiar publiczny, a zatem musi zostać przekształcony w walkę o swobody obywatelskie, prawa, finansowanie publiczne itp.

– Jeśli za paradami LGBT kryje się konkretna ideologia, to każdy ma prawo je krytykować, tak jak istnieje prawo do krytyki każdej partii czy ideologii...

– Krytyka, kontestacja, dezaprobata zawsze były bronią ruchu LGBT.

– Światowe lobby LGBT od dawna chce zmusić Kościół do zmiany nauki o zachowaniach homoseksualnych. Jakich metod używa, aby to osiągnąć?

– Wśród wielu strategii możemy wskazać trzy. Pierwsza to szantaż. W Kościele, jak przyznał sam Papież, działają lobby homoseksualne i są one bardzo wpływowe. Szantaż jest narzędziem do załatwiania wielu spraw. Jeśli jakiś biskup, rektor seminarium, przewodniczący jakiegoś papieskiego organizmu ma „plamy na życiorysie”, to stają się one walutą wymiany: gejowskie lobby obiecuje, że nie ujawni nic z tego, co wie o życiu biskupa, rektora czy księdza, w zamian za bycie przyjaznym gejom – „gay friendly”. Druga strategia: to przekonanie ludzi, że większość księży jest homoseksualistami. Jest to strategia promowana również przez socjologa i działacza gejowskiego Frédérica Martela w książce „Sodoma”. Twierdzi on, że skoro homoseksualizm jest tak rozpowszechniony w Kościele, to należy go „znormalizować”, uznać za naturalny wariant orientacji seksualnej. I trzecia strategia, również obecna w tekście Martela: ukazywanie homofobów (to neologizm zrodzony z teorii płci, który ma oznaczać ludzi źle nastawionych do homoseksualizmu) jako utajonych homoseksualistów. Tak więc ci, którzy krytykują homoseksualizm, są homoseksualistami, nawet jeśli o tym nie wiedzą. To sztuczka polegająca na tym, że z jednej strony zmusza się kogoś do milczenia, aby uniknąć podejrzeń o homoseksualizm, a z drugiej, na poziomie medialnym, ukazuje się środowsko konserwatywne jako garstkę bigoteryjnych hipokrytów.

* * *

Polska jest na półmetku zaplanowanej na ten rok kampanii środowisk LGBT+.

Od kwietnia do października br. w 23 polskich miastach organizowane są parady i tzw. marsze równości. Pierwsze miały już miejsce, a w sierpniu „marsze równości” przejdą ulicami: Płocka, Gorzowa Wielkopolskiego, Katowic, Szczecina, Torunia, Kalisza, Wrocławia i Lublina.

W ubiegłym roku odbyło się w Polsce 14 tęczowych parad, a w bieżącym jest ich o 40 proc. więcej. Charakterystyczne jest, że organizowane są one nie tylko w dużych aglomeracjach, ale coraz częściej w małych, odległych od centrum, ośrodkach, gdzie społeczność LGBT jest znikoma i nigdy przedtem publicznie się nie prezentowała.

(KAI)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Rzecznik Episkopatu: ambona miejscem głoszenia Ewangelii

2019-08-23 17:36

BPKEP / Warszawa (KAI)

Zgodnie z prawem kościelnym ambona jest miejscem głoszenia Ewangelii i przekazywania nauczania Kościoła katolickiego. Wykorzystywanie jej do innych celów jest nadużyciem – przypomina rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Paweł Rytel-Andrianik.

BP KEP
Ks. Paweł Rytel-Andrianik

„Zarówno Msza święta, jak i nabożeństwa oraz liturgie, to czas modlitwy. Świątynie są miejscami spotkania człowieka z Bogiem, bez żadnych wyjątków i taka jest ich rola. Kościelne ambony są przeznaczone do głoszenia Ewangelii, pocieszania strapionych, napominania, przypominania prawd wiary i magisterium Kościoła katolickiego” – zaznacza rzecznik Konferencji Episkopatu Polski.

Ks. Paweł Rytel-Andrianik dodaje, że przypadki, w których ambony są wykorzystywane do innych celów są sprzeczne z prawem Kościoła katolickiego i nie powinny mieć miejsca. „Świątynia nie jest odmianą Areopagu, gdzie każdy może przyjść i wygłaszać swoje poglądy. W kościele człowiek otrzymuje sakramenty, doświadcza bliskości Boga, słyszy ewangeliczne prawdy. Wszelkie inne formy działalności, które wykraczają poza prawo kościelne są nadużyciami” – zaznacza rzecznik Episkopatu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem