Reklama

Gigantyczna grabież

2018-04-30 11:29

Z Marcinem Horałą rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 18/2018, str. 36-37

Archiwum Marcina Horały
Marcin Horała

O mechanizmach powstania tzw. luki VAT-owskiej i identyfikowaniu okoliczności wyłudzania pieniędzy z budżetu państwa z posłem na Sejm RP Marcinem Horałą rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Przez lata III RP istniało pewne przyzwolenie społeczne – wspierane także ideologicznie przez liberalne trendy panujące w polskiej polityce – na unikanie płacenia podatków, a nawet przymykanie oka na wszelkie drobne i grubsze oszustwa podatkowe. Niedawne zidentyfikowanie i ujawnienie gigantycznej patologii związanej z podatkiem VAT okazało się – jak to określają niektórzy ekonomiści – odkryciem wielkiej grabieży, na miarę nie tylko minionego trzydziestolecia, ale nawet całego tysiąclecia Polski. A Polacy wciąż nie do końca rozumieją, o co tu chodzi...

MARCIN HORAŁA: – Ten stan społecznej świadomości ma swoje głębokie uwarunkowania; podatki Polaków przez długie okresy w historii były grabione przez obcych, ponieważ państwo polskie albo nie istniało (zabory), albo było uzależnione od innych (PRL). Na tym podglebiu w latach 90. XX wieku została nabudowana ideologia lumpenliberalizmu, tłumaczono Polakom, że z wolną gospodarką musi się wiązać daleko idąca skala oszustw, złodziejstwa, że „pierwszy milion trzeba ukraść”, a każda próba ścigania przestępstw finansowych jest wprost zagrożeniem dla wolności. Dochodziło więc do tego, że konkurencja na wolnym rynku stawała się po prostu konkurencją w tym, kto lepiej oszukuje.

– Można by powiedzieć, że to przyzwolenie na oszukiwanie było cechą polskiej transformacji gospodarczej...

– Do pewnego stopnia tak, ale oczywiście nie było jedynym – choć niewątpliwie w pewnych okresach dominowało – podejściem do wolności gospodarczej. O tym, że wolna gospodarka wymaga przestrzegania prawa, aby konkurencja rynkowa mogła być równa i uczciwa, przekonywał śp. Lech Kaczyński, który w czasie swojego krótkiego urzędowania na stanowisku ministra sprawiedliwości pokazał, że trzeba i można walczyć z tą patologią, wykorzystując istniejące przecież instrumenty prawne.

– Przedtem było to niemożliwe?

– Może raczej – nie za bardzo chciano to robić.

– Bo trzeba było kraść te pierwsze i kolejne miliony?

– Tak, to przede wszystkim, ale zapewne także dlatego, by nie drażnić społeczeństwa, któremu wmawiano, że inaczej się nie da, że te rozmaite „przekręty” to dopust Boży, który w imię demokracji trzeba znosić. Tymczasem Lech Kaczyński, gdy podjął walkę z przestępcami i oszustami, szybko zyskał popularność i poparcie społeczne, a przede wszystkim pokazał, że jednak może i powinno być inaczej.

– Jednakże ściągalność podatków się nie poprawiła jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

– Tzw. ściągalność podatków to zawsze skomplikowana kwestia. Mamy tu trzy strefy problemu. Po pierwsze, strefę białą, w której pewnej części podatków nigdy się nie da ściągnąć z przyczyn całkowicie obiektywnych (np. bankructwa firm). Po drugie, strefę szarą – tu mamy do czynienia z normalną działalnością gospodarczą, od której powinno się uiszczać podatki, ale się ich częściowo lub całkowicie unika. Najgroźniejsza jest jednak strefa czarna, czyli mafijna aktywność zorganizowanych grup przestępczych, które nie prowadzą żadnej działalności gospodarczej, a stwarzają tylko jej pozory, co służy uzyskiwaniu nienależnych zwrotów podatku VAT, czyli wyłudzaniu żywej gotówki z budżetu państwa. To ostatnie zjawisko lawinowo narastało w latach 2007-15.

– Wcześniej nie było w ogóle zidentyfikowane?

– Istniało, ale nie w tak gigantycznej skali. Umieliśmy sobie z nim poradzić jeszcze w 2007 r.; wtedy ta VAT-owska luka była jeszcze mała, a wcześniej nawet malała i była wówczas jedną z najniższych w Europie. Potem, do lat 2009-10, wzrosła kilkakrotnie i pozostała na bardzo wysokim poziomie. Po 2015 r. znów zaczęła gwałtownie maleć.

– Czym jest i skąd się bierze VAT-owska luka?

– VAT jest podatkiem od sprzedanych dóbr i usług. VAT-owska luka to różnica między wpływem z tego podatku oszacowanym na podstawie sumy wartości sprzedanych w kraju dóbr i usług w danym roku a realnymi wpływami z tego tytułu. O ile w 2007 r. te realne wpływy były o ok. 9 proc. niższe od zakładanych, to w latach 2010-15 ta luka utrzymywała się już na poziomie średnio 25 proc. Tym bardziej powinno to być zastanawiające, że przecież w owym czasie byliśmy ponoć dobrze prosperującą „zieloną wyspą”. Tymczasem wpływy z VAT-u systematycznie malały, mimo wzrostu wskaźników makroekonomicznych. Cały czas powiększała się skala wyłudzeń i oszustw i nie był w stanie temu zaradzić nawet wzrost gospodarczy. I to nawet mimo wprowadzenia przez ówczesny rząd podwyższonej stawki VAT z 22 na 23 proc.!

– Jakim cudem do 2007 r. udawało się tę VAT-owską lukę utrzymywać w ryzach?

– Tu nie trzeba było żadnego cudu, wystarczyło, by system podatkowy był odpowiednio doszczelniony. Zarówno praktyka działania służb skarbowych, instytucji zajmujących się stosowaniem prawa, jak i system prawny w owym czasie na to pozwalały. Trzeba przyznać, że VAT jest podatkiem dosyć skomplikowanym, jest machiną, którą trzeba cały czas oliwić, poprawiać, ulepszać.

– Dlatego, że jest podatny na nadużycia?

– Tak, trzeba go tak poprawiać, aby potencjalni przestępcy nie mieli szans. Jak pokazuje doświadczenie minionych kilku lat, „oliwiące” ten mechanizm instrumenty prawne nie zawsze uprzedzały działania oszustów. Oczywiście, pojawiały się wtedy nowe groźne zjawiska, np. międzynarodowe grupy wyspecjalizowane w wyłudzaniu VAT-u, ale w innych krajach Europy jakoś sobie z nimi radzono, w Polsce natomiast królowała niemoc. Potrzebne więc było radykalne przeciwdziałanie, którego z jakichś powodów nie podejmowano, a które podjął dopiero nasz rząd.

– A wystarczyło chyba naśladować te kraje, które podjęły skuteczną walkę z VAT-owskimi mafiami...

– Tak. Problemy z tego rodzaju oszustwami występowały w całej Europie, ale nie ma kraju, gdzie by sobie z nimi radzono równie źle jak w Polsce. Są kraje, jak np. Włochy, gdzie od zawsze panuje problem dużej nieściągalności podatków, i takie, które od zawsze nieźle sobie z tym radzą. Co zastanawiające, Polska jest jedynym przypadkiem kraju, gdzie podatki „dało się” nieźle ściągać, a potem przez 8 lat się „nie dało” i teraz znów się to jakoś udaje... Cały czas były dostępne opracowania, jak to robić – w Wielkiej Brytanii powstał raport z sesji Izby Lordów 2006-07 pokazujący mechanizmy wyłudzeń i metody walki z nimi (tam szczyt oszustw przypadł na lata 2005-06). Elektroniczna rejestracja faktur to rekomendacja Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju z 2008 r. Były raporty Komisji Europejskiej o corocznej luce VAT-u w krajach członkowskich, w tym w 2010 r. potężny, 600-stronicowy dokument na ten właśnie temat. Na podstawie tak licznych analiz i wskazówek można było opracować naprawdę dobry plan przeciwdziałania, ale w Polsce tego nie zrobiono albo co najwyżej pozorowano, że się to robi.

– Niedbałość, świadome zaniechanie czy coś jeszcze gorszego?

– Te kategorie można przyporządkować tylko indywidualnie – konkretnym osobom, zajmującym konkretne stanowiska i mającym swoje uprawnienia. Tym zajmie się sejmowa komisja śledcza, którą właśnie powołujemy. Poszukamy odpowiedzi na pytania, gdzie mieliśmy do czynienia z urzędniczą niedbałością, a gdzie z aktywnością zahaczającą o przestępstwo.

– Zostanie zatem możliwie dokładnie zidentyfikowane systemowe działanie zarówno wyłudzających VAT oszustów, jak i ich urzędowych pomocników?

– Raczej systemowe niedziałanie... Musimy dokładnie zbadać, dlaczego w sytuacji, kiedy w Europie nastąpiła kontrakcja wobec oszustów podatkowych, Polska stała się dla nich „zieloną wyspą”. Jak dziś wiadomo, międzynarodowe grupy przestępcze zaczęły się kierować ku Polsce, aby uciec z krajów, gdzie wprowadzono rozwiązania utrudniające im byt.

– Czy te grupy znalazły się już na celowniku polskich służb?

– Wciąż trwają śledztwa, ale już kilkadziesiąt grup polskich i tych z komponentem międzynarodowym udało się rozbić. Z pewnością jako komisja śledcza nie będziemy w stanie się nimi wszystkimi zająć, bo działalność każdej z tych grup można porównać z aferą Amber Gold, w której oszustwo szacuje się „zaledwie” na niecały 1 mld zł. Całkowita luka VAT-u w latach 2007-15 to dla budżetu państwa strata 250-300 mld zł.

– Jaką więc metodykę badania tej „afery afer” należałoby przyjąć, aby możliwie sprawnie się z nią uporać?

– Trudno mi w tej chwili o czymkolwiek przesądzać, mogę mówić tylko o swoich pomysłach i propozycjach. Zakładam, że trzeba będzie, w oparciu o analizowane przez komisję wybrane przypadki, zbudować modele mechanizmów, np. jak wyglądał wywóz wewnątrzwspólnotowy, itp.

– Od szczegółu do ogółu, od dołu do góry, po nitce do kłębka?

– Tak jest, ale z pewnością nie można się zakopać w kazuistyce, w analizie jednostkowych przypadków – choć z pewnością byłoby to ciekawe i widowiskowe – trzeba przede wszystkim dociec, gdzie na szczytach władzy zapadały w tej sprawie istotne decyzje. Chodzi nam przede wszystkim o zidentyfikowanie tych miejsc oraz tych decydentów, którzy sprzyjali tej przestępczości, zalecali bierność instytucjom państwowym, zakładali blokady w organach ścigania. Trzeba, oczywiście, przeanalizować stan prawny, konkretne ustawy ułatwiające cały proceder, ale również to, dlaczego nawet w ramach istniejących przecież możliwości prawnych nie podejmowano stosownej walki. W końcu nigdy w Polsce nie było tak, aby oszustwa były zgodne z prawem. Musi się też pojawić pytanie skierowane wprost do przedstawicieli ówczesnych służb skarbowych, Ministerstwa Finansów o to, dlaczego nie wdrażano mechanizmów zapobiegawczych według międzynarodowych rekomendacji.

– Ówcześni rządzący tłumaczą, że wszystko było przygotowane, że obecny rząd realizuje pomysły, których pozostawili pełne szuflady.

– Trzeba więc zapytać, czemu te pomysły tak długo zalegały w szufladach, dlaczego nie wprowadzano ich w życie. Przecież szczyt wyłudzeń odnotowano już w latach 2009-10, a więc rząd PO-PSL miał jeszcze pięć lat na działanie! Nie można tego wytłumaczyć inaczej jak tylko tym, że gdzieś zapadła decyzja, aby projekty rozwiązania problemu jednak pozostały w szufladach... My rządzimy zaledwie dwa lata, a już wyraźnie widać efekty uszczelniania VAT-u.

– Czyli pieniądze w budżecie na programy społeczne, co tak bardzo oburza opozycję...

– No właśnie, a to oburzenie jest tym bardziej dziwne, że ci liberałowie, kiedy sami rządzili, aby łatać dziury w budżecie, woleli podnosić podatki zamiast rozliczyć oszustów podatkowych! Postępowali wbrew wszelkiej logice, nawet nie tylko z punktu widzenia dobra państwa, ale także wbrew swoim interesom politycznym. Mieli na wyciągnięcie ręki działania, które mogły im zapewnić znaczące dodatkowe środki do budżetu, a przy okazji aplauz społeczny, bo przecież każde społeczeństwo popiera władzę ścigającą oszustów i przestępców. W zamian podnoszono stawkę VAT-u, wydłużano wiek emerytalny itd. Z jakiegoś powodu tamta władza wolała wziąć na siebie odium społeczne z tytułu tego rodzaju niepopularnych decyzji niż ukrócić wielkie okradanie państwa.

– Widać komuś bardzo się to kalkulowało... Ma Pan Poseł nadzieję, że komisji uda się dotrzeć do konkretnych winowajców?

– To będzie główny cel naszej komisji. Przy czym za winę należy tu uznawać także brak działania. Osoby odpowiedzialne za stan polskiego budżetu – np. minister finansów, ministerialni urzędnicy, urzędnicy skarbowi – mają obowiązek skutecznego działania; jeśli się z niego nie wywiązały należycie, wprost mogły się przyczynić do tej ogromnej straty, ktorą poniósł budżet państwa w związku z VAT-owskimi oszustwami. Nie mogą się więc dziś tłumaczyć, że o niczym nie wiedziały, bo taka niewiedza w ich przypadku też podlega oskarżeniu o niedopełnienie obowiązków, o umożliwianie konkretnej działalności przestępczej.

– Dlaczego komisja śledcza ds. wyłudzeń podatku VAT zamierza się zajmować tylko okresem 2007-15? Opozycja sugeruje, że podobne oszustwa mogły się zdarzyć także później, lecz rząd Zjednoczonej Prawicy nie chce ich ujawniać.

– To charakterystyczne dla Platformy Obywatelskiej odwracanie kota ogonem. Oczywiście, nigdy się nie uda ograniczyć oszustw całkowicie, do zera. Są jednak twarde dowody, że za naszych rządów sytuacja już uległa znacznej poprawie, dzięki czemu stać nas np. na finansowanie programów społecznych. Nasze państwo nie jest teoretyczne, aczkolwiek rzeczywiście, odziedziczyliśmy sporą „kupę kamieni”, która wciąż leży przed nami. Komisja śledcza jest od badania nieprawidłowości, a nie chwalenia się dobrymi działaniami, stąd tak zakreślony okres jej badań.

Marcin Horała, polityk, politolog i samorządowiec, poseł na Sejm VIII kadencji z ramienia PiS

Reklama

Dzieją się cuda

2019-06-12 09:02

Jolanta Marszałek
Niedziela Ogólnopolska 24/2019, str. 20-21

Od kilku miesięcy w parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu znajdują się relikwie św. Szarbela z Libanu. I dzieją się cuda. Ludzie doznają wielu łask, także uzdrowienia. Jedną z uzdrowionych jest Barbara Koral – żona Józefa, potentata w branży produkcji lodów, i matka trójki dzieci. Cierpiała na raka trzustki, po którym nie ma śladu. 17 maja br. publicznie podzieliła się swoim świadectwem

Wikipedia

W październiku ub.r. wykryto u mnie nowotwór złośliwy trzustki – opowiada Barbara Koral. – Przeżyłam szok. Ale głęboka wiara i ufność w łaskawość Boga wyjednały mi pokój w sercu. Leżałam w szpitalu w Krakowie przy ul. Kopernika, nieopodal kościoła Jezuitów. Dzieci i mąż byli ze mną codziennie. Modliliśmy się do Jezusa Przemienionego za wstawiennictwem św. Jana Pawła II oraz św. Szarbela. Zięć Piotr przywiózł od znajomego księdza płatek nasączony olejem św. Szarbela. Codziennie odmawialiśmy nowennę i podczas modlitwy pocierałam się tym olejem. Czułam, że mając św. Szarbela za orędownika, nie zginę – wyznaje.

Przypadek beznadziejny

Operacja trwała ponad 6 godzin. Po otwarciu jamy brzusznej większość lekarzy odłożyła narzędzia i odeszła od stołu, stwierdziwszy, że przypadek jest beznadziejny. Jednak profesor po kilku minutach głębokiego namysłu wznowił operację. Usunął raka. Operacja się udała.

– Byłam bardzo osłabiona – opowiada p. Barbara – tym bardziej że 3 tygodnie wcześniej przeszłam inny zabieg, również w pełnej narkozie. Nic nie jadłam i czułam się coraz słabsza.

W trzeciej dobie po operacji chora dostała wysokiej gorączki, dreszczy. Leżała półprzytomna i bardzo cierpiała. – Momentami zdawało mi się, że ktoś przecina mnie piłą na pół. Zwijałam się wtedy w kłębek i modliłam cichutko do Pana Boga z prośbą o pomoc w cierpieniu i ulgę w niesieniu tego krzyża.

Lekarze robili, co mogli. Podawali leki w zastrzykach, kroplówkach, by wzmocnić chorą. Nic nie działało. Pobrano krew na badanie bakteryjne. Okazało się, że jest zakażenie bakterią szpitalną, bardzo groźną dla organizmu. Zdrowe osoby zakażone tą bakterią mają 50-procentową szansę na przeżycie. Chorzy w stanie skrajnego wycieńczenia są praktycznie bez szans.

Zawierzenie Bogu

– Rozmawiałam z Bogiem – opowiada p. Barbara. – Pytałam Go, czy po tym, jak wyrwał mnie ze szponów śmierci w czasie operacji, teraz przyjdzie mi umrzeć. Prosiłam z pokorą i ufnością: „Panie Jezu, nie wypuszczaj mnie ze swoich objęć. Uzdrów mnie, kochany Zbawicielu”. Całym sercem wołałam w duchu: „Jezu, zawierzam się Tobie, Ty się tym zajmij!”.

W tym czasie parafia pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu, do której należy rodzina Koralów, czekała na relikwie św. Szarbela (relikwie pierwszego stopnia – fragment kości). Przywiózł je z Libanu poprzedni proboszcz – ks. Andrzej Baran, jezuita, który był tam na pielgrzymce wraz z kilkoma parafianami. Zawieźli też spontanicznie zebraną przez ludzi ofiarę dla tamtejszych chrześcijan. Wiadomo bowiem, że św. Szarbel jest szczególnie łaskawy dla tych, którzy modlą się za Liban. Relikwie, zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem, miały trafić do ks. Józefa Maja SJ w Krakowie. On zgodził się przekazać je do Nowego Sącza i osobiście je tam w styczniu br. zainstalował.

Interwencja św. Szarbela

– W dniu, w którym pojechałem po relikwie do Krakowa – opowiada ks. Józef Polak, jezuita, proboszcz parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu – wstąpiłem do naszej WAM-owskiej księgarni, żeby nabyć jakąś pozycję o św. Szarbelu, bo przyznam, że sam niewiele o nim wiedziałem. Wychodząc z księgarni, spotkałem Józefa Korala z córką. Wiedziałem, że p. Barbara jest bardzo chora. Opowiedzieli mi, że wracają ze szpitala i że sytuacja jest bardzo poważna. Relikwie miałem ze sobą od dwóch godzin. Niewiele się zastanawiając, poszliśmy na oddział.

– W pewnym momencie usłyszałam głos męża – opowiada p. Barbara. – Bardzo mnie to zdziwiło, bo przecież był u mnie przed chwilą i razem z córką poszli do kościoła obok szpitala na Mszę św. Po chwili zobaczyłam męża i córkę. Już nie byli przygnębieni i smutni. Twarze rozjaśniał im szeroki uśmiech. Razem z nimi był ksiądz proboszcz Józef Polak. Przyniósł ze sobą do szpitala relikwie św. Szarbela...

Ksiądz wraz z obecnymi odmówił modlitwę do św. Szarbela. Następnie podał chorej do ucałowania relikwiarz. – Już w trakcie modlitwy nie czułam bólu – wyznaje p. Barbara. – Stałam się bardziej przytomna. Kiedy ucałowałam kości św. Szarbela, nie myślałam, czy to będzie uzdrowienie – ja byłam tego pewna. Nie mam pojęcia, skąd się wzięła ta pewność.

Święty kontra bakterie

– Gdy wchodziłem do szpitala – opowiada ks. Polak – wiedziałem, że na oddziale jest jakieś zakażenie. Podałem p. Barbarze relikwiarz do ucałowania. Zobaczyła to pielęgniarka. Wyjęła mi relikwiarz z ręki, spryskała go jakimś środkiem i włożyła pod wodę. „Co pani robi?” – zapytałem. „Muszę to zdezynfekować”. „Ale on nie jest wodoszczelny” – wyjaśniłem, nie wiedząc, że chodzi jej o to, by zewnętrzne bakterie się nie rozprzestrzeniały. To był koniec wizyty.

Następnego dnia rano okazało się, że na oddziale bakterii już nie było. To był kolejny „cud” św. Szarbela. Badania z krwi potwierdziły, że również chora nie ma w sobie bakterii. Lekarze w zdumieniu patrzyli na wyniki. Dla pewności powtórzyli badania.

– Byłam zdrowa – opowiada p. Barbara. – Powoli zaczęłam nabierać siły i radości życia. Cała moja rodzina i przyjaciele, którzy byli ze mną w czasie choroby, którzy wspierali mnie modlitwą i dobrym słowem, są wdzięczni św. Szarbelowi. Błogosławimy go za to, że się mną zajął, że uprosił dla mnie u Boga Wszechmogącego łaskę uzdrowienia. Bogu niech będą dzięki i św. Szarbelowi!

Wiara w orędownictwo

W parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu w trzecie piątki miesiąca o godz. 18 odprawiana jest Msza św. z modlitwą o uzdrowienie, następnie mają miejsce: adoracja, błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem, namaszczenie olejem św. Szarbela i ucałowanie relikwii świętego. Wielu ludzi przychodzi i prosi o jego wstawiennictwo. Św. Szarbel jest niezwykle skutecznym świętym, wyprasza wiele łask, pokazuje, że pomoc Boga dla ludzi, którzy się do Niego uciekają, może być realna. – Nie ma jednak żadnej gwarancji, że ten, kto przyjdzie do św. Szarbela, będzie natychmiast uzdrowiony – przyznaje ks. Józef Polak. – Czasami to działanie jest inne. Łaska Boża działa według Bożej optyki, a nie naszych ludzkich życzeń. Święci swoim orędownictwem mogą ludzi do Kościoła przyciągać i to czynią, także przez cuda. Wystarczy popatrzeć, jak wiele osób uczestniczy w Mszach św. z modlitwą o uzdrowienie.

* * *

Ojciec Szarbel Makhlouf

maronicki pustelnik i święty Kościoła katolickiego. Żył w XIX wieku w Libanie

23 lata swojego życia spędził w pustelni w Annaja. Tam też zmarł.

Po pogrzebie o. Szarbela miało miejsce zadziwiające zjawisko. Nad jego grobem pojawiła się niezwykła, jasna poświata, która utrzymywała się przez wiele tygodni. Łuna ta spowodowała, że do grobu pustelnika zaczęły przybywać co noc rzesze wiernych i ciekawskich. Gdy po kilku miesiącach zaintrygowane wydarzeniami władze klasztoru dokonały ekshumacji ciała o. Szarbela, okazało się, że jest ono w doskonałym stanie, zachowało elastyczność i temperaturę osoby żyjącej i wydzielało ciecz, którą świadkowie określali jako pot i krew. Po umyciu i przebraniu ciało o. Szarbela zostało złożone w drewnianej trumnie i umieszczone w klasztornej kaplicy. Mimo usunięcia wnętrzności i osuszenia ciała zmarłego dalej sączyła się z niego substancja, która została uznana za relikwię. Różnymi sposobami próbowano powstrzymać wydzielanie płynu, ale bezskutecznie.

W ciągu 17 lat ciało pustelnika było 34 razy badane przez naukowców. Stwierdzili oni, że zachowuje się w nienaruszonym stanie i wydziela tajemniczy płyn dzięki interwencji samego Boga.

W 1965 r., pod koniec Soboru Watykańskiego II, o. Szarbel został beatyfikowany przez papieża Pawła VI, a 9 października 1977 r. – kanonizowany na Placu św. Piotra w Rzymie. Kilka miesięcy przed kanonizacją jego ciało zaczęło się wysuszać.

Od tej pory miliony pielgrzymów przybywają do grobu świętego, przy którym dokonują się cudowne uzdrowienia duszy i ciała oraz nawrócenia liczone w tysiącach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Przedświąteczne spotkanie w sandomierskim szpitalu

2019-12-16 14:51

ks. Wojciech Kania

W Szpitalu Specjalistycznym Ducha Świętego w Sandomierzu odbyło się przedświąteczne spotkanie opłatkowe z udziałem dyrekcji, pracowników oraz władz samorządowych.

ks. Wojciech Kania

16 grudnia, w sandomierskim Szpitalu Specjalistycznym Ducha Świętego, odbyła się tradycyjna wigilia. Na zaproszenie dyrektora placówki dr. n. med. Marka Kosa, wzięli w niej udział lekarze, pielęgniarki oraz przedstawiciele całego personelu medycznego i administracji. Byli obecni biskup sandomierski Krzysztof Nitkiewicz, Starosta powiatu sandomierskiego i Burmistrz Sandomierza.

Biskup Nitkiewicz poświęcił opłatki i podziękował pracownikom szpitala za ich pełną poświęcenia służbę, podkreślając, że towarzyszą oni człowiekowi od jego poczęcia po śmierć. – Jesteście w ten sposób szczególnymi świadkami Bożego Narodzenia, a zarazem pomocnikami Boga – szafarzami jego miłosierdzia – podkreślił biskup.

Słowa życzeń do pracowników skierowali również Starosta i Burmistrz oraz dyrektor szpitala dr Marek Kos. Po zaśpiewaniu kolędy i podzieleniu się opłatkiem, wszyscy zasiedli do świątecznego posiłku.

ks. Wojciech Kania
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem