Reklama

Drogowskazy

Ruch „Europa Christi” w Brukseli

2018-05-23 10:40

Ks. Ireneusz Skubiś, Honorowy Redaktor Naczelny „Niedzieli”
Niedziela Ogólnopolska 21/2018, str. 3

Konferencja Ruchu „Europa Christi” pod hasłem „Otwórzcie drzwi Chrystusowi” odbyła się w Parlamencie Europejskim w Brukseli 16 maja 2018 r. – w święto św. Andrzeja Boboli, patrona Polski. Po rozpoczęciu konferencji i powitaniu gości przez europosłów Waldemara Tomaszewskiego z Wilna i Mirosława Piotrowskiego z Lublina mówiłem na temat istoty ruchu i II Kongresu Ruchu „Europa Christi”. Następnie europoseł prof. Mirosław Piotrowski przedstawił aspekty polityczne, które wynikają z Ruchu „Europa Christi”, a europoseł Waldemar Tomaszewski mówił nt. skutecznego udziału chrześcijan w życiu politycznym na przykładzie AWPL-ZChR na Litwie. O zagrożeniu rodziny mówiła europoseł dr Urszula Krupa. Ks. dr Jarosław Krzewicki, rektor SWEiZ w Łodzi, mówił o wolności sumienia w Europie jako podstawie określenia i poszanowania jej wartości. Publicysta Włodzimierz Rędzioch zaprezentował temat: „Proces laicyzacji w Unii na przykładzie Francji”. Dr Bogusław Rogalski mówił o islamizacji Europy, co stanowi zagrożenie dla jej tożsamości. Dyr. Mariusz Książek zwrócił uwagę na odniesienia do chrześcijaństwa w najważniejszych dokumentach UE, a ks. prof. Mirosław Sitarz skupił się na prawie jako fundamencie ładu społecznego. Po wystąpieniach był czas na dyskusję.

To wielka radość dla nas, założycieli i członków Ruchu „Europa Christi”: w Parlamencie Europejskim –jak wiemy – nasyconym niechęcią do chrześcijaństwa, wiary i religii – odbyła się konferencja na temat chrześcijaństwa jako fundamentu europejskiej budowli!

Podczas sesji w Brukseli wybrzmiało wyraźnie, że Europa musi się oprzeć wszystkiemu, co niszczy jej tożsamość, a więc temu, co pozbawia nas Chrystusa i Jego obecności – m.in. islamizacji Starego Kontynentu.

Reklama

Ruch „Europa Christi” jest wierny temu, czego nauczał Chrystus, czego od dwóch tysięcy lat naucza Kościół. Bo to stanowi o tożsamości naszej jako chrześcijan i Europejczyków. Dlatego nasz ruch nie ogranicza się tylko do Polski czy nawet do Europy, ale idzie dalej – tam, gdzie żyje myślący człowiek. Naszym wzorem i przewodnikiem w działaniu jest św. Jan Paweł II. Ruch „Europa Christi” postuluje, by został on ogłoszony przez Kościół patronem Europy.

Jestem ogromnie wdzięczny posłom Tomaszewskiemu i Piotrowskiemu, że zaprosili Ruch „Europa Christi” do PE. Zgromadzeni otrzymali materiały przygotowane także w języku angielskim. Chcielibyśmy, żeby nasze zamyślenie nad Europą dotarło do jak największej grupy ludzi, byśmy wszyscy docenili skarb naszej wiary.

Tagi:
Europa Christi

Przesłanie z Ołomuńca

2019-04-30 09:13

Rozmawia ks. Ireneusz Skubiś – moderator Ruchu „Europa Christi”
Niedziela Ogólnopolska 18/2019, str. 38-39

Europa wprawdzie uznaje tradycję chrześcijańską, jednak traktuje ją raczej jak muzealny eksponat niż jako sposób myślenia i postępowania

B. M. Sztajner/Niedziela
Jan Graubner

KS. IRENEUSZ SKUBIŚ: – 14 lutego 2019 r. obchodziliśmy 1150. rocznicę śmierci jednego z patronów Europy – św. Cyryla, który głosił Dobrą Nowinę narodom słowiańskim. Jak Ksiądz Arcybiskup postrzega aktualność przesłania świętych Cyryla i Metodego we współczesnych Europie i świecie?

ABP JAN GRAUBNER: – Ewangelizacja nadal jest aktualna, a we współczesnej Europie jest nawet bardziej potrzebna niż dawniej. Im bardziej postępuje sekularyzacja, tym bardziej potrzebne jest głoszenie świadectwa o Chrystusie. Europa wprawdzie uznaje tradycję chrześcijańską, jednak traktuje ją raczej jak muzealny eksponat niż jako sposób myślenia i postępowania. Kultura chrześcijańska powstaje przez włączanie Ewangelii do codziennego życia. Bez tego jest martwa, a w przyszłości będzie miała znaczenie jedynie dla badań naukowych – podobne do tego, jakie egipskie mumie mają dla współczesnych archeologów. Ewangelizacja nie jest kwestią przeszłości, lecz kwestią nadziei. Brak szczerze przeżywanej Ewangelii odbiera chrześcijańskiej Europie przyszłość.
Rozgościliśmy się w chrześcijaństwie jak w wygodnym domu. Pan Jezus jednak nakazał swoim uczniom: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem” (Mt 28, 19-20). My wprawdzie chrzcimy i nauczamy, ale nie idziemy i nie zdobywamy. Siedzimy w domu, w kościele albo na plebanii, ale nie wychodzimy do świata, aby mu przynieść Boga. Nie mam na myśli agitacji, lecz raczej życie jako świadectwo, a nawet coś więcej. Jeśli bowiem pokazujemy konkretne uczynki miłości i bezinteresownie szukamy dobra w bliźnim, działa w nas sam Bóg, który jest miłością. Następnie nie tylko mówimy o Bogu, ale też prawdziwie Go przynosimy i dajemy ludziom szansę spotkania z Nim przez nas samych. Jeśli ludziom spodoba się nasze przebywanie w obecności kochającego Boga, być może zaczną interesować się naszym stylem życia, zaczną poszukiwać naszej tajemnicy i będą zadawać pytania. Wtedy nie będziemy nauczać niezainteresowanych, lecz oni będą od nas czerpać i nie dadzą nam spokoju, dopóki nie odnajdą własnej radości z Boga.
Myślę o tym często, gdy wspominam dziedzictwo Cyryla i Metodego. Oni opuścili swoją ojczyznę i wyruszyli do naszego świata, aby zdobyć naszych przodków dla Chrystusa. W tym powinniśmy ich dzisiaj naśladować.

– Jaką rolę w życiu Kościoła w Czechach i na Morawach odgrywała i dalej odgrywa tradycja cyrylo-metodiańska?

– Jeśli sięgniemy wstecz, do historii, zauważymy, że w szczególności okres odrodzenia religijnego czy narodowego był od zawsze związany z czcią świętych Cyryla i Metodego. Budowano kościoły i kaplice im poświęcone, w wielu kościołach pojawiły się przedstawiające ich rzeźby, a ludzie odbywali pielgrzymki. Fakt, że w naszym kraju oraz na Słowacji ich święto obchodzone jest nie 14 lutego, lecz 5 lipca, też świadczy o tym, że konieczne było jego przełożenie na miesiąc letni ze względu na dużą liczbę pielgrzymów, którzy nie mogliby pielgrzymować do nich w zimie. Ich święto zostało przeniesione podczas cyrylo-metodiańskiego milenijnego jubileuszu w 1863 r.

– Czy mógłby Ksiądz Arcybiskup przybliżyć czytelnikom „Niedzieli” największe postaci tradycji velehradzkiej i myśli cyrylo-metodiańskej – abp. Antonina Cyryla Stojana i kard. Tomáša Špidlíka?

– Abp. Stojan był poruszony milenijnym jubileuszem Apostołów Słowian, a ich wielkie dzieło miało na niego, jako młodego kapłana, ogromny wpływ. Zwykł mówić, że ma dwie życiowe miłości: Kościół i naród. Odegrał istotną rolę w przywróceniu Velehradowi roli miejsca pielgrzymek, podobnie jak sanktuarium maryjnemu na Świętym Hostynie. Uczył ludzi pielgrzymowania i wynoszenia z pielgrzymek duchowych korzyści dla praktycznego życia chrześcijańskiego w świecie. Jako pierwszy rozwinął u nas dzieło rekolekcji. Zaczął od nauczycieli oddalających się w tamtym czasie od Kościoła, ponieważ widział w nich istotne narzędzia wychowywania kolejnych pokoleń. Intensywnie pracował nad zjednoczeniem chrześcijan w wierze, zwłaszcza narodów słowiańskich. Velehrad stał się centrum międzynarodowych kongresów unionistycznych. Początkowo austriackie urzędy obawiały się, że wiąże się to z politycznym panslawizmem, w którym dopatrywano się ryzyka wpływu ze strony Rosji, lecz ostatecznie okazało się, że Stojanowi nie chodzi o politykę.
Kard. Tomáš Špidlík zaczynał w Velehradzie jako młody jezuita. To tam należy doszukiwać się korzeni jego wielkiego zamiłowania do duchowości chrześcijańskiego Wschodu. Dzięki temu, że został wysłany na zagraniczne studia jeszcze przed nastaniem komunizmu, mógł spędzić większą część swojego życia w Rzymie, gdzie jako profesor na Uniwersytecie Gregoriańskim, a przez pewien czas również rektor Instytutu Wschodniego oraz kierownik duchowy Czeskiego Papieskiego Kolegium Nepomucenum stał się światowym ekspertem w dziedzinie teologii wschodniej, a zwłaszcza duchowości. Do grona jego uczniów należeli m.in. prawosławni duchowni, z których niektórzy stali się znaczącymi przedstawicielami prawosławia, w tym nawet kilku patriarchów. Niektóre z jego wielu książek zyskały status oficjalnych podręczników teologii na prawosławnych akademiach kilku narodów. Był przyjacielem i doradcą Ojca Świętego Jana Pawła II. Jednym z jego uczniów i współpracowników był również prof. Marko Ivan Rupnik, którego mozaiki znane są wielu ludziom w Polsce, np. z nowego sanktuarium św. Jana Pawła II w Krakowie. Ojciec Święty za zasługi o. prof. Špidlíka mianował go kardynałem, mimo że nigdy nie został on wyświęcony na biskupa. Został pochowany za ołtarzem głównym bazyliki w Velehradzie.

– Które myśli oraz inicjatywy tych wybitnych postaci są poniekąd odpowiedzią na znaki naszych czasów i należy je rozwijać dla dobra Kościoła, być może także w ramach Ruchu „Europa Christi”?

– Obaj żyli w pełni dla Boga. Byli więc wyraźnie ukierunkowani i nie tracili czasu na sprawy zbędne. U obydwu interesujące jest połączenie wierności z dialogiem. Można nawet powiedzieć, że Sobór Watykański II za podstawę dialogu ekumenicznego uznał zasady opracowane podczas zjazdów unionistycznych w Velehradzie. Kard. Špidlíka znałem osobiście i mogę potwierdzić, że wyróżniał się on nie tylko świetnym wykształceniem i mądrością, ale także skromnością i poczuciem humoru. Dzięki temu zjednał sobie mnóstwo ludzi, którzy następnie chętnie go słuchali i wiele od niego przyjmowali. Czasami wydaje nam się, że w dialogu najważniejsze są silne argumenty, on natomiast zdołał przekonać i zjednać sobie słuchaczy swoją życzliwością. Potrafił słuchać bliźnich. Zbliżał się do nich, nie uciekał od prawdy. W tym dopatruję się wzoru godnego naśladowania dla naszej służby światu, który należy znów poprowadzić do Chrystusa.

– W jubileuszowym 1985 r. zabroniono św. Janowi Pawłowi II przybyć do Velehradu – odwiedził go dopiero w 1990 r., w czasie pierwszej wizyty duszpasterskiej w ówczesnej Czechosłowacji. W niedzielę 22 kwietnia na placu przy bazylice odprawił Mszę św. koncelebrowaną i po jej zakończeniu przed maryjną modlitwą południową wygłosił przemówienie oraz pozdrowienia w wielu językach europejskich. Pielgrzymka św. Jana Pawła II do Velehradu była traktowana jako dopełnienie jubileuszu 1985 r. – uroczystość miała wymiar ogólnoeuropejski. Jakie było jej główne przesłanie? Jakie znaczenie miał Velehrad dla św. Jana Pawła II?

– Św. Jan Paweł II miał wielki szacunek do świętych Cyryla i Metodego i dostrzegał ich znaczenie dla narodów słowiańskich, dla jedności Europy, której dużą część stanowią właśnie narody słowiańskie. Dlatego też ogłosił ich patronami Europy, obok św. Benedykta, i często podkreślał, że Europa musi oddychać obydwoma płucami, że Słowianie nie muszą czuć się wobec krajów zachodnich jak biedni krewni, że również mają co zaoferować społeczeństwu europejskiemu, zwłaszcza gdy będą potrafili patrzeć sercem, gdy będą widzieć w bliźnim istotę ludzką, z którą zbudują osobistą relację, gdy będą otwarcie przeżywać swoją wiarę i się nią dzielić.
Po upadku komunizmu Jan Paweł II chciał jak najszybciej odwiedzić Velehrad, aby podziękować tym patronom Europy za przyczynienie się do wyzwolenia sporej części kontynentu spod dyktatury. W Velehradzie ogłosił synod dla Europy.

– Ruch „Europa Christi” – nawiązując do programu odnowy moralnej Europy nakreślonego przez św. Jana Pawła II i propagując go – dąży do tego, aby Papież Słowianin został ogłoszony patronem Europy i doktorem Kościoła.

– Ten wielki Papież bez wątpienia zasługuje na obydwa tytuły. Uważam jednak, że nie wystarczy, abyśmy się tylko tego domagali, lecz musimy jawić się jako jego współpracownicy i naśladowcy jego wielkiego dzieła dla nowej ewangelizacji Europy.

– W czym upatruje Ksiądz Arcybiskup największe niebezpieczeństwo dla Europy i jakie proponuje rozwiązania?

– Największy problem stanowi skupianie się człowieka na sobie, stawianie się w roli Boga. To prowadzi do śmierci. Musimy widzieć w sobie prawdziwe sługi Boga, Jego dzieci. Pozwolić Mu się prowadzić i budować Jego królestwo prawdy, sprawiedliwości, miłości i pokoju. Musimy oddać się Bogu do dyspozycji jako Jego słudzy. Potem On sam będzie w nas działał i pogłębi nadzieję w nas i w całej Europie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Sutanna utkana przez mamę

2019-05-21 13:10

Wysłuchała Agnieszka Bugała
Niedziela Ogólnopolska 21/2019, str. 24-25

Do kapłaństwa Bóg wybiera, kogo chce. Ale wybrany nie jest znikąd, ma swoją historię: mamę, tatę i dom. Korzenie i źródło. Jeśli korzeń był mocny – byle wiatr go nie wyrwie. Jeśli źródło czyste – łatwo napoi innych.
O rodzinnych domach oraz swoich mamach Agnieszce Bugale opowiadają bp Antoni Długosz i ks. Marek Dziewiecki

Bożena Sztajner

Janina Długosz
O swojej mamie Janinie mówi bp Antoni Długosz

– Mamusia miała na imię Janina, ale mówili do niej Janeczka. Miała zaledwie dwa lata, gdy zmarł jej tato. Owdowiała wcześnie babcia Frania nigdy nie wyszła powtórnie za mąż i sama wychowała pięcioro dzieci. Mama, najmłodsza z rodzeństwa, wybrała zawód fryzjerki. Czesała pięknie, pracowała chętnie i dużo nie tylko w domu, ale kilka razy w tygodniu odwiedzała domy żon właścicieli fabryk na terenie Częstochowy – otrzymywała duże wynagrodzenie za pracę. W 1940 r. poślubiła Józefa, mojego ojca. Podjęła obowiązki żony i nadal pracowała zawodowo, pomagała mężowi w utrzymaniu rodziny. Tak było do moich urodzin. Dziadek Jan Długosz odwiedził kiedyś rodzinę syna, chcąc się zorientować, jak spełnia swoje nowe zadania. Mamusia czesała znajomą, a ja wyrywałem się z rąk babci z płaczem, upominając się o... mamusię. Wtedy dziadek odwołał tatusia „na stronę” i oświadczył, że Janeczka nie powinna pracować zawodowo, bo to ojciec ma obowiązek zapracować na utrzymanie rodziny. Dziadek Jan cieszył się dużym autorytetem, dlatego tatuś, bez dyskusji, zabronił mamusi pracować. Od tej pory z pomocą babci Frani, która do końca życia mieszkała z nami, mama uczyła się sztuki gotowania. Pierwszą zupę grochową przesoliła, ale potem było już coraz lepiej. Każdego dnia czekały na nas rano śniadanie i po szkole smaczny obiad.

Więź z Panem Bogiem odczytywałem przez całe jej życie. Wyrazem postawy wiary była częsta modlitwa, a szczególnie świętowanie niedzieli. W sobotę kierowała kąpielą dzieci, przygotowywała produkty na niedzielny obiad, pomagała w czyszczeniu obuwia. W niedzielę po modlitwie całą rodziną jedliśmy śniadanie, a po nim szliśmy na Mszę św.

Od mamy uczyłem się przebaczania ludziom oraz pamięci o nieobecnych podczas wspólnego posiłku. Zawsze pamiętała, by sprawiedliwą ilość jedzenia odłożyć dla osoby nieobecnej, która nie mogła zasiąść do stołu z całą rodziną.

Ważnym miejscem dla niej była Jasna Góra. Zazwyczaj szła pieszo, pokonując 5 km, by odprawić nowenny, modlić się z racji różnych zdarzeń rodzinnego życia. Kiedy w trzeciej klasie zostałem ministrantem, budziła mnie wcześniej, gdy miałem dyżury służenia do Mszy św., bym mógł z jej pomocą jak najlepiej wywiązać się z tego zadania. Nie pozwalała na krytykowanie księży, zawsze stawała w ich obronie. Gdy powiedziałem, że chcę zostać księdzem, ucieszyła się i z pomocą swych starszych sióstr przygotowywała mi tzw. wyprawkę do seminarium. Głęboko przeżyła moje kapłańskie święcenia i prymicje... Na drugiej placówce, w której pracowałem z poważnie chorym proboszczem, bardzo często mnie odwiedzała, przywoziła smakołyki, a także wspierała mnie finansowo. Z ojcem kupili gry planszowe i piłkę dla moich ministrantów. Modliła się dużo, zwykle na różańcu. Nie uwierzyła, gdy otrzymałem nominację na biskupa. W rodzinie uchodziłem za pogodnego człowieka, dlatego gdy zadzwoniłem po ogłoszeniu nominacji, odpowiedziała: „Nie wygłupiaj się!”.

Archiwum rodzinne
Sabina Dziewiecka, Janina Długosz

Odkąd zmarła, ciągle czuję jej obecność. Widzę ją jak dawniej: siedzi w fotelu, a ja klękam przy niej, układam głowę na jej piersi, słyszę bicie serca, a ona obejmuje mnie swoimi ramionami...

* * *

Sabina Dziewiecka
O swojej mamie Sabinie mówi ks. Marek Dziewiecki

– Mama wstawała o piątej rano, by pójść pieszo na Mszę św. do kościoła oddalonego o 2 km od domu. Gdy się budziłem, zdążyła już zrobić zakupy i przygotować śniadanie dla mnie i dla młodszego brata. Pewnego ranka zobaczyłem, że wróciła z kościoła zmoknięta i zziębnięta. Zrobiło mi się jej tak żal, że nie mogłem powstrzymać łez. Poprosiłem, by odtąd nie chodziła codziennie na Mszę św., ale by dłużej spała, bo wtedy będzie bardziej wypoczęta. Mama mnie przytuliła, uśmiechnęła się i wyjaśniła, że właśnie wtedy ma siły, gdy zaczyna dzień od spotkania z Jezusem. Promieniowała przy tym taką mocą i pewnością siebie, że odtąd już nigdy nie zaproponowałem jej postu od Eucharystii.

Nauczyła mnie tego, co decyduje o dojrzałości mężczyzny: zaufania do Boga i szacunku do kobiet. Przy rodzicach czułem się nieskończenie ważny i całkowicie bezpieczny. Wiedziałem, że mogli mnie z jakiegoś powodu upomnieć, a nawet skrzyczeć, nie mogli tylko jednego: przestać mnie kochać. Tuż przed siódmymi urodzinami chciałem przekonać rodziców, że do szczęścia jest mi koniecznie potrzebna pewna zabawka. Mama cierpliwie tłumaczyła, że nie stać nas na zakup elektrycznego autka, a miał takie jeden z kolegów w mojej klasie. W wieku siedmiu lat byłem jednak całkiem podobny do niektórych dorosłych, tzn. zupełnie nie reagowałem na rozsądne argumenty. Oznajmiłem mamie, że nie podniosę się z chodnika, dopóki nie dostanę upragnionej zabawki. Po kilku minutach mama uległa... i kupiła. Wieczorem w czasie kolacji zauważyłem, że mama je suchy chleb i pije herbatę bez cukru. Gdy zapytałem o powód takiego zachowania, odpowiedziała: „Tłumaczyłam ci dzisiaj przed sklepem, że nie stać nas na kupno takiej zabawki, jednak nie chciałeś mnie posłuchać i dlatego przez tydzień będę musiała jeść suchy chleb, żeby zaoszczędzić pieniądze wydane na samochodzik dla ciebie”. W oczach stanęły mi łzy. Przez chwilę patrzyłem to na zabawkę, to na mamusię, to na suchą kromkę chleba w jej dłoniach. Uświadomiłem sobie, że żadne zabawki świata nie mogą mi dać takiej radości, jak jeden uśmiech mamusi czy jedno radosne spojrzenie tatusia. Rzuciłem się mamie w ramiona i zacząłem płakać. Powiedziałem, że też chcę przez tydzień jeść tylko suchy chleb i popijać herbatą bez cukru. Mama szepnęła mi do ucha, że mnie bardzo kocha, i mocno przytuliła. To była dla mnie lekcja panowania nad sobą i odróżniania tego, co jest mi potrzebne do szczęścia, od tego, co jest tylko chwilowym pragnieniem.

Od wczesnego dzieciństwa mama pomagała mi żyć w obecności Boga, ufać Mu nad życie i rozmawiać z Nim o wszystkim, co było dla mnie ważne. Wcześnie nauczyła mnie znaku krzyża i pacierza. Wieczorami czytała mi Biblię i z radością opowiadała o największej historii miłości w dziejach wszechświata: o miłości Boga do ludzi. I do mnie! Moja mama żyła w obecności Boga. Na dziesiątki sposobów zapewniała mnie codziennie o tym, że warto słuchać Boga bardziej niż samego siebie. Może czuła, że przyjdą takie miesiące, w których będę musiał podjąć decyzję o tym, czy pójść za moimi marzeniami, czy też za głosem powołującego mnie Boga? Umiała mnie kochać. Była w tym naprawdę genialna! Potrafiła być czuła i jednocześnie wymagająca, gdy tylko tego potrzebowałem. Jednym spojrzeniem, gestem czy słowem potrafiła mnie mobilizować do rozwoju i do pracy nad sobą. Kształtowała moje sumienie. Fascynowała mnie świętością, którą sama promieniowała na co dzień.

Na wieczną stronę istnienia obydwoje rodzice odchodzili spokojnie. Najpierw – w wieku 88 lat – odszedł tata. Pięć tygodni po jego śmierci mama zaczęła być coraz bardziej zamyślona. I zaczęła słabnąć w oczach. Po sześciu dniach zamyślenia dała mi znak, bym ją przytulił mocniej. I usnęła, po raz ostatni w doczesności. Najwyraźniej uznała, że z tamtej strony istnienia tata nie powinien tęsknić za nią dłużej niż sześć tygodni...

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Ryś do Neoprezbiterów: ja wam przyrzekam, że będę wam Ojcem

2019-05-25 19:11

xpk / Łódź (KAI)

- Ja wam przyrzekam, że będę wam Ojcem, że będę was traktował jako współpracowników, że będę was traktował, jak swoje ukochane dzieci! Przyrzekam wam to za siebie, i przyrzekam wam to za każdego biskupa, który tu będzie na tym miejscu przewodniczył Eucharystii. Obyście nigdy nie zwątpili w tę relację, bo ona jest bardzo ważna! – mówił arcybiskup Grzegorz Ryś do przyszłych kapłanów Kościoła łódzkiego.W sobotę 25 maja, w katedrze łódzkiej abp Grzegorz Ryś metropolita łódzki wyświęcił na kapłanów dziewięciu diakonów Wyższego Seminarium Duchownego w Łodzi. Wraz z metropolitą łódzkim Eucharystię sprawowało kilkudziesięciu kapłanów. Wśród nich byli ksiądz arcybiskup senior Władysław Ziółek, biskup Ireneusz Pękalski i biskup Marek Marczak oraz wychowawcy i profesorowie WSD.

Archidiecezja Łódzka

Po odczytaniu ewangelii, ksiądz rektor imiennie wezwał każdego z kandydatów, a ten odpowiedział na wezwanie – jestem! Po zakończeniu sześcioletniej formacji i po zasięgnięciu opinii wiernych oraz formatorów, 9 diakonów zostało dopuszczonych do przyjęcia święceń w stopniu Prezbiteratu.

-Wchodzicie dziś do wspólnoty, która się nazywa prezbiterium łódzkie – mówił w homilii metropolita łódzki. – Wspólnota – to nie jest układ kolesiów. Wspólnota – to nie jest solidarność zawodowa. Wspólnota – to jest rzeczywista komunia ludzi połączonych wspólną misją, wspólnym wezwaniem, wspólną miłością do Jezusa. To jest komunia ludzi, którzy potrafią być dla siebie braćmi, którzy ze sobą nie rywalizują, którzy się nie ścigają, którzy ze sobą nie współzawodniczą, tylko współpracują. Wspólnota – to jest komunia ludzi, którzy potrafią sobie nawzajem pomóc wtedy, kiedy jeden z nich jest w głębokim kryzysie. Wchodzicie do wspólnoty i macie ją współtworzyć. Niech was ręka Boska broni od myślenia – ja sam, ja sam i lepiej, żeby mi nikt nie przeszkadzał – podkreślił metropolita łódzki.

Zaapelował do nowych kapłanów, aby wyrzucili z siebie to wszystko, co mogłoby oddalać ich od wiernych, do których zostaną posłani. – Święcenia mają was do ludzi zbliżyć. Najgorsze byłoby to, gdyby święcenia was od ludzi oddaliły. Cokolwiek by stało po waszej stronie jako przeszkoda pomiędzy wami, a ludźmi – usuwajcie to! Róbcie wszystko, by ludzie mieli do was dostęp w takim poczuciu, że jesteście jednym z nich – słaby wśród słabych. Dobrze wiecie w jakiej sytuacji o tym mówimy. Dziś jest potężna przeszkoda w naszych relacjach z całym ludem Bożym. Nasza przeszkoda nazywa się zgorszenie. Ta przeszkoda nazywa się brak zaufania. Ta przeszkoda nazywa się grzech publiczny. Musimy wszystko uczynić, by usunąć tę przeszkodę, by ludzie mieli do nas wiarygodny dostęp. To my musimy usuwać tę przeszkodę, bo myśmy ją ustawili – zauważył hierarcha.

Zawracając się do księży neoprezbiterów kaznodzieja powiedział także: – Ja wam życzę Ducha Świętego, który nie objaśnia wszystkiego na początku. Czasami was pośle w taką drogę, że nie będziecie rozumieć co się dzieje, dlaczego nie możecie robić tego, do czego jesteście przekonani, dlaczego nie możecie mówić do tych ludzi, którzy wedle waszej oceny tego strasznie potrzebują. Życzę wam takiej wiary, że przyjedzie taki moment, gdy cała ta droga się rozjaśni, bo Duch na końcu pokaże dlaczego było tak, a nie inaczej. Dokonuje się to w takim momencie, który On sam wybiera. Czasami Boga rozpoznaje się po czasie – zauważył arcybiskup.

Po zakończeniu homilii, kandydaci do święceń położyli się krzyżem na posadzce katedry, a zebrani w świątyni odśpiewali Litanię do Wszystkich Świętych. Po niej nastąpił moment modlitwy konsekracyjnej oraz nałożenie rąk, przez biskupów i obecnych w świątyni kapłanów. Każdy z diakonów swoje dłonie, włożył w dłonie biskupa, składając tym samym przysięgę wierności i posłuszeństwa swojemu ordynariuszowi. Wręczone zostały im także dary ofiarne ludu – chleb i wino, które mocą z wysoka, przez posługę nowych kapłanów, stawać się będą Ciałem i Krwią Chrystusa. Na zakończenie obrzędu świeceń ksiądz arcybiskup przekazał nowym kapłanom znak pokoju – wyraz jedności i przyjęcia nowych księży, za swoich współpracowników, braci i przyjaciół.

Dzisiejsza Msza święta święceń kapłańskich, była pierwszą, którą dziewięciu nowych księży, celebrowało w swoim życiu. Liturgię zakończyły podziękowania skierowane do biskupów, przełożonych seminaryjnych oraz rodziny.

Przed błogosławieństwem metropolita łódzki wręczył księżom neoprezbiterom książeczki jurysdykcyjne (dokument uprawniający do sprawowania sakramentu pokuty i pojednania) testimonia (dokument potwierdzający otrzymanie święceń) oraz dekrety związane z ich przyszłą posługą.

Nowi kapłani Kościoła Łódzkiego zostali posłani do:

Kamil Gregorczyk – parafii p.w. św. Józefa Oblubieńca N.M.P. w Jeżowie.

Łukasz Kaczmarek – parafii p.w. Podwyższenia Krzyża Świętego w Widawie.

Michał Kardynia – parafii p.w. św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Rzgowie.

Adrian Matuszewski – parafii p.w. N.M.P. Częstochowskiej w Brzezinach.

Kamil Siuta – parafii p.w. N.S.J. w Kurowicach.

Paweł Skowron – parafii p.w. św. Katarzyny Dziewicy i Męczennicy w Poddębicach.

Marcin Skrzydłowski – parafii p.w. św. Benedykta i św. Anny w Srocku.

Tomasz Szurek – parafii p.w. św. Marcina w Strykowie.

Adrian Zimnowłocki – parafii p.w. Wniebowzięcia N.M.P. w Marzeninie.

W najbliższych dniach księża neoprezbiterzy będą celebrować Msze święte prymicyjne w swoich rodzinnych parafiach, Wyższym Seminarium Duchownym oraz w sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej na Jasnej Górze.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem