Reklama

Nowi lektorzy w rejonie biłgorajskim

2018-06-28 10:24

Joanna Ferens
Edycja zamojsko-lubaczowska 26/2018, str. II

Zdjęcia: Joanna Ferens
Kandydaci na lektorów

74 nowych ministrantów rejonu biłgorajskiego 15 czerwca przyjęło błogosławieństwo do pełnienia funkcji lektora. Uroczystość odbyła się w sanktuarium św. Marii Magdaleny w Biłgoraju

Eucharystii przewodniczył ks. dziekan Witold Batycki, który witając zebranych, mówił: – Przeżywamy piękne wydarzenie. Oto stoją tu ci, którzy będą w naszych kościołach czytać Słowo Boże. Jest to wielki zaszczyt, ale i wielka odpowiedzialność, bo ministranci to są ci, którzy służą. Bardzo się cieszę i dziękuję za waszą obecność, waszych rodziców i księży opiekunów. Módlmy się wszyscy o Boże błogosławieństwo i potrzebne łaski dla was na wypełnianie tej pięknej i wyjątkowej posługi.

Homilię wygłosił duszpasterz Liturgicznej Służby Ołtarza rejonu biłgorajskiego ks. Adrian Borowski. – To, że tutaj dzisiaj jesteście, to nie przypadek. To, że macie na sobie alby, i że od pięciu, a może nawet i dziesięciu lat służycie do Mszy św., to nie przypadek – to działanie Pana Boga. Bóg wybiera sobie ludzi. Nie tylko wybiera księży. Wybiera też ministrantów. Wybrał was. To jest powołanie. To, co pojawiło się w waszym wnętrzu kilka lat temu, ta chęć bycia ministrantem, to właśnie było powołanie, jakim was Pan Bóg obdarzył. On zaprosił was do służby, wy na nią odpowiedzieliście i przez lata formacji odpowiadacie Panu Bogu „tak”. A przez dzisiejszą uroczystość chcecie jeszcze bardziej służyć Panu Bogu. Chcecie pięknie czytać lekcje na Mszach św. To jest wasza gotowość do służenia, do poświęcania swojego czasu. Stajecie się wybraną częścią Kościoła. Nie jesteście sami. Z wami jest Jezus – podkreślił.

Ministrantów do grona lektorów włączył ks. Witold Batycki, który również przekazał im krzyże lektorskie na znak pełnienia funkcji, do której przygotował ich 8-miesięczny kurs. Ks. Batycki gratulował nowym lektorom oraz życzył im wytrwałości na drodze do świętości. – Wraz z księżmi tutaj obecnymi serdecznie wam gratuluję. Jesteście wielką pomocą w Kościele, dlatego życzymy wam i waszym rodzicom, abyście swoje życie doprowadzili do mistrzostwa. Trwają teraz mistrzostwa świata w piłce nożnej i wiemy, że tylko jedna drużyna zdobędzie złoty medal. Niech te dzisiejsze krzyże, które otrzymaliście, zamienią się kiedyś w złoto świętości. Życzę wam, abyście się w tej świętości realizowali, czy to w służbie Panu Bogu przez kapłaństwo lub w rodzinach, w małżeństwie. Przekujcie te krzyże na świętość, abyście byli przez to ludźmi szczęśliwymi – apelował.

Reklama

Przedstawiciele lektorów wyjaśniali, jakie znaczenie dla nich ma bycie lektorem. – To wielki przełom w moim życiu, ale też swojego rodzaju przywilej i obowiązek. Mam piękną, białą albę, jestem widoczny, ale przez to muszę być przykładem, prezentować właściwą postawę, żyć w prawdzie, być dobrym i sprawiedliwym człowiekiem. Dzisiejsza uroczystość jest dla mnie wielkim świętem i nową drogą do dalszego życia w Kościele – tłumaczył Tomasz Dyrka z parafii w Łukowej. – Dziś rozpoczęła się jakby nowa epoka w moim życiu i z pewnością pozostawi on trwały ślad, gdyż czuję, że jestem bliżej Boga – wyjaśniał Mikołaj Kalinowski z parafii w Goraju.

Lektorzy podziekowali wszystkim uczestnikom uroczystości. – Wdzięczni Panu Bogu za możliwość pełnienia przy ołtarzu służby liturgicznej, pragniemy podziękować za przyjęcie nas do grona lektorów diecezji zamojsko-lubaczowskiej. Słowa wdzięczności kierujemy w stronę ks. dziekana Witolda Batyckiego. Dziękujemy za przewodniczenie dzisiejszej uroczystości oraz za włączenie nas do grona lektorów. Dziękujemy przede wszystkim za umożliwienie nam spotykania się na kursie w Księdza parafii. Wyrazy wdzięczności składamy księżom: Adrianowi Borowskiemu, Sebastianowi Koprowi i Grzegorzowi Korgulowi za zorganizowanie i przeprowadzenie kursu lektorskiego dla ministrantów rejonu biłgorajskiego. Dziękujemy naszym Księżom Proboszczom, Księżom Wikariuszom, Rodzicom i wszystkim tu obecnym za wasze wsparcie i modlitwę – mówił przedstawiciel nowo ustanowionych lektorów.

Uroczystość zakończyło pamiątkowe zdjęcie i wielka radość lektorów, którą dzielili się z kapłanami i swoimi rodzinami.

Tagi:
ministrant lektorat lektor ministranci

Reklama

W szkole słowa Bożego

2019-06-17 13:28

Ks. Adam Stachowicz
Edycja sandomierska 25/2019, str. 6-7

Na drodze formacji chłopców w Liturgicznej Służbie Ołtarza ważne miejsce zajmuje lektor. Czyta on podczas celebracji liturgicznych słowo Boże, ale również tak kształtuje swoje życie, aby czytane teksty z Pisma Świętego oddziaływały na jego życie. Spójrzmy na przygotowanie, jakie przeżywają chłopcy pragnący w świątyni czytać słowo Boże

Ks. Adam Stachowicz
Podczas jednego ze spotkań w dekanacie Pysznica

Przygotowanie do posługi lektora w zgromadzeniu liturgicznym odbywa się na czterech poziomach: formacja ascetyczna, formacja liturgiczna, formacja biblijna i formacja fonetyczna. Organizatorzy kursów w dekanatach powinni przewidzieć również dzień skupienia oraz uroczyste błogosławieństwo do posługi.

Dobre przygotowanie

Przygotowanie chłopców najczęściej koordynują dekanalni duszpasterze dzieci i młodzieży. – Szkoła lektora jest prowadzona w formie trzech spotkań. Obejmuje wykład o tematyce liturgicznej, biblijnej i ćwiczenia fonetyczne. Na spotkaniu liturgicznym kandydaci na ministrantów słowa Bożego dowiadują się, jaką rolę pełni lektor w zgromadzeniu liturgicznym, jakie ma prawa i obowiązki oraz jak może rozwijać się duchowo poprzez obcowanie z Pismem Świętym. Spotkanie biblijne obejmuje podstawowe informacje dotyczące Biblii. Czas powstania, historię, autorów, miejsce powstania, język itd. oraz podstawy posługiwania się siglami biblijnymi. Ćwiczenia fonetyczne zawsze prowadzi polonistka, która służy fachową wiedzą i radą. Kurs kończy się uroczystym błogosławieństwem, najczęściej z rąk księdza dziekana – informuje ks. Damian Stala, duszpasterz dzieci i młodzieży w dekanacie Pysznica.

Człowiek z zasadami

Kandydaci do posługi zapoznają się również z zasadami lektora. W nich możemy dowiedzieć się, że lektor powinien Jezusa Chrystusa czynić swoim „światłem i życiem oraz drogą do Ojca”, a przez to „dążyć do zjednoczenia z Nim poprzez wiarę i miłość w słowie Ewangelii, w Eucharystii i w bliźnich”. Lektor powinien wzrok swój zwracać ku Maryi, a Kościół ma stanowić dla niego dom i rodzinę. Jak mówi: „Chcę wzrastać coraz głębiej w jego braterską wspólnotę, czując się jej żywą komórką i pragnąc, aby objęła ona wszystkich ludzi”.

Oczywistym dla lektora powinna być regularna lektura Pisma Świętego czy wierność praktyce namiotu spotkania. Nie do przecenienia jest – jak mówią – „kształtowanie w sobie nowego człowieka” czy „kierowanie się sumieniem oświeconym słowem Bożym” – to jest walka wydana bezmyślności i nieodpowiedzialności.

W życiu ministranta, który żyje słowem Bożym, istotne miejsce zajmuje zasada zaczerpnięta z przekazu sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego, założyciela Ruchu Światło-Życie, mocno zatroskanego o formację Liturgicznej Służby Ołtarza. Sługa Boży mawiał, że ideał osoby, która „nie może odnaleźć się w pełni inaczej, jak tylko poprzez bezinteresowny dar z siebie”, to drogowskaz w życiu każdego człowieka pragnącego wzrastać ku Bogu.

Ważną rolę, o czym możemy dowiedzieć się z zasad lektora, jest bycie wolnym w dążeniu do wyższych wartości, które powinien on uznać za swoje. Stąd ma wypływać odwaga w przeciwstawianiu się egoizmowi oraz wszelkiego rodzaju nowomodom, a stawianie na kultywowanie wartości.

Lektora powinna charakteryzować postawa czystości w myślach, słowach i uczynkach. Stara się być wolnym od używania alkoholu, tytoniu i oczywiście narkotyków. Czytamy: „Dla dobra swojego oraz w poczuciu odpowiedzialności za drugich decyduję się na świadomą i dobrowolną abstynencję”.

W ostatnim punkcie znajdziemy stwierdzenie: „Moja droga nie jest łatwą. Dlatego nie mogę i nie chcę iść nią samotnie, moją potrzebą i radością jest cotygodniowe spotkanie we wspólnocie tych, którzy chcą iść razem ze mną przy stole ewangelicznej rewizji życia”.

Stosowanie tych zasad jest nie tylko kształtowaniem własnego charakteru, ale również gwarancją przeżycia własnego życia w sposób godny.

Przyrzeczenie lektorskie

Znamienne są też słowa przyrzeczenia, jakie każdy kandydat na lektora składa w sposób uroczysty. Warto je przytoczyć, aby uświadomić sobie, że czytanie słowa Bożego nie można powierzać przypadkowej osobie, ale traktować jako wyróżnienie i solidnie się do tego przygotowywać.

Swoje pragnienie wyraża, mówiąc: „Chcę wypełniać obowiązki lektora w Liturgicznej Służbie Ołtarza mojej parafii. Przyrzekam święte czynności lektora wypełniać pobożnie, gorliwie i radośnie, na chwałę Bożą i dla dobra wspólnoty parafialnej. Ponadto przyrzekam, troszczyć się o stan łaski Bożej w mojej duszy, a także żyć według głoszonego słowa Bożego”.

Podczas przyrzeczenia chłopcy przywołują również wstawiennictwa swojego świętego patrona, bł. Piotra Jerzego Frassati.

Diecezjalni Moderatorzy LSO w Diecezji Sandomierskiej: ks. Damian Szypuła i ks. Wojciech Zając. e-mail: lso.sandomierz@gmail.com .

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dk. Sadowski: diakonat stały to moje powołanie

2019-08-16 13:38

Maria Czerska / Warszawa (KAI)

„Jestem diakonem i jestem szczęśliwy” – deklaruje niezmiennie dk. Bogdan Sadowski, pierwszy diakon stały w archidiecezji warszawskiej i trzeci w Polsce. Wyświęcony został dziesięć lat temu, 9 sierpnia 2009 r. W rozmowie z KAI dk. Sadowski opowiada o tym, czym jest diakonat stały i o swoim doświadczeniu na tej drodze.

Al. Daniel Rynkiewicz

Maria Czerska (KAI): Księże diakonie? Panie diakonie?

Dk. Bogdan Sadowski: Najlepiej po prostu „diakonie”. Tak jest najbezpieczniej. Zadawać pytania można w formie: „Czy diakon uważa, że…?”.

- A zatem - napisał diakon pięć lat temu, po pięciu latach od święceń „Jestem diakonem i jestem z tego powodu szczęśliwy”. Czy nadal?

- Tak! To jest moja droga – marzenie życia. Zawsze byłem blisko ołtarza i w zasadzie zawsze myślałem o tym, by być duchownym. Poważnie rozważałem pójście do seminarium. Zawarłem nawet prywatną „umowę” z Panem Bogiem, że o ile nikogo nie poznam do zakończenia studiów, to wstępuję. Sprawa wydawała się oczywista, bo nie miałem zamiaru nikogo szukać. A jednak poznałem moją żonę i to w okolicznościach, które nie mogły być przypadkowe… Jesteśmy razem już czterdzieści lat. Jeszcze w czasie studiów dowiedziałem się, że Sobór Watykański II przywrócił diakonat stały i że pod koniec lat 70. pierwsi diakoni wyświęceni zostali w Niemczech. Zaraz napisałem list do nowo mianowanego arcybiskupa warszawskiego, Józefa Glempa – mam na to świadków! – że gdyby taka możliwość pojawiła się również w Polsce, proszę, by wzięto pod uwagę moją kandydaturę. Czekałem ok. trzydziestu lat, ale się doczekałem! Wyświęcony zostałem 9 sierpnia w Magdalence przez abp. Kazimierza Nycza na pierwszego diakona stałego archidiecezji i metropolii warszawskiej. Byłem trzeci w Polsce.

- Kto to jest diakon stały?

- Przede wszystkim poprzez święcenia staje się osobą duchowną. Diakonat to pierwszy stopień sakramentu święceń. Warto podkreślić, że w Kościele katolickim, mówiąc poprawnie, jest sakrament święceń, który obejmuje 3 stopnie: diakonat, prezbiterat i episkopat (biskupstwo). Diakonów można podzielić na żonatych i celibatariuszy. Nieżonaci kandydaci na diakonów w momencie święceń zobowiązują się do życia w celibacie. Mogą oczywiście być diakonami stałymi, ale w Polsce najczęściej jest to diakonat przejściowy, po którym następują święcenia kapłańskie.
Diakon stały musi mieć wykształcenie teologiczne i odpowiednie przygotowanie duchowe. W przypadku żonatych mężczyzn wymagany jest wiek minimum trzydzieści pięć lat, pięć lat stażu małżeńskiego i pisemna zgoda małżonki. Jesteśmy trochę na granicy „świata duchownych” i „świata świeckich”. Prowadzimy normalne życie, mamy dzieci, chodzimy do pracy i jednocześnie pełnimy posługę przy ołtarzu.

- Co tak naprawdę robi diakon stały?

- Najważniejsze jest asystowanie prezbiterowi (szczególnie biskupowi) w celebracjach Eucharystii. Diakon nie może oczywiście odprawiać Mszy św., to zarezerwowane jest dla kapłanów. Nie może też słuchać spowiedzi i udzielać sakramentu namaszczenia chorych. Może natomiast odprawiać nabożeństwa, błogosławić małżeństwa, głosić kazania, udzielać Komunii świętej i chrztów oraz prowadzić pogrzeby – tym się właśnie zajmuję.
Rozpocząłem swoją posługę w parafii w Magdalence. Tam byłem zaangażowany m.in. w prowadzenie grup, rekolekcji, głoszenie konferencji przed ślubem, czy przed chrztem, itp. Następnie przeniosłem się do parafii Matki Bożej Różańcowej w Piasecznie (uzyskując nota bene pierwszy w historii Kościoła w Polsce dekret biskupi przenoszący diakona stałego z parafii do parafii). Tam oprócz szeregu innych zaangażowań bardzo często pomagałem przy celebracji chrztu św. Tych chrztów było w Piasecznie bardzo dużo – bywało i kilkanaście na jednej Mszy św. Teraz posługuję w parafii Opatrzności Bożej w warszawskim Wilanowie. Z uwagi na specyfikę tego miejsca wizyty duszpasterskie trwają tam cały rok i wraz z kapłanami z tej parafii chodzę po domach. Zapukałem już do ok. 6 tys. mieszkań. Przyjęto mnie mniej więcej w 1/3, odbyłem więc ok. 2 tys. rozmów.

- Jakie znaczenie ma to, że „po kolędzie” chodzi diakon, a nie kapłan?

- Chodzę w stroju duchownym, w sutannie i z koloratką, więc ludzie widzą księdza. Nie muszę się tłumaczyć. Nikt nie myśli, że jestem świadkiem Jehowy. Wizyty są zresztą ogłaszane i zapowiadane w parafii. W większości przypadków spotykam się z ogromną życzliwością i te rozmowy są dla mnie bardzo miłe.
Przeważają ludzie młodzi, często przyjezdni. Zachowują pewną obrzędowość katolicką, mają w domu święte obrazy, ale żyją bardzo często bez sakramentów, bez ślubu i to im w większym stopniu nie przeszkadza. Ta wiara nie bardzo przekłada się na relację osobową z Bogiem, na życiowe wybory.
Wizyta jest okazją do rozpoczęcia głębszej rozmowy i o dziwo – taka rozmowa jest chętnie podejmowana. Ma to ogromny sens, bo w bardzo wielu przypadkach ludzie zupełnie nie wiedza, że mogą dążyć do uregulowania swojej sytuacji, np. stwierdzenia nieważności poprzedniego, zawartego w Kościele małżeństwa, nawet w okolicznościach, gdy małżeństwo to wydaje się ewidentnie nieważnie zawarte.
Czasem potrzebna jest też pewna zachęta, gdy ludzie żyją bez ślubu, nie mając żadnych przeszkód do przyjęcia sakramentu. Wielką radością są dla mnie sytuacje – wiem o dwóch takich przypadkach – gdy rozmowa ze mną stała się taką pozytywną inspiracją. Byłem na jednym z tych ślubów.

- Parafianie nie dowiadują się, że odwiedził ich diakon stały?

- Ależ tak, często mówię o tym! Zwykle zaczyna się od zagadkowych spojrzeń na moją obrączkę. Wyjaśniam wtedy, że mam żonę i święcenia diakonatu i że jest taka możliwość w Kościele katolickim. To zwykle spotyka się z bardzo pozytywnym przyjęciem, czasem wręcz z entuzjazmem. No i zaczynają się narzekania na celibat. A ja – to nawet trochę zabawne – występuję jako obrońca celibatu. Mówię, że to jest wybór. Nikt nikogo do tego nie zmusza. Ale taka droga ma ogromną wartość, ogromny sens. Natomiast mój przykład pokazuje, że Kościół stwarza przestrzeń dla duchowego zaangażowania żonatych mężczyzn.

- Co na to wszystko żona?

- Kiedy zdarza jej się narzekać na jakieś kolejne moje zadania związane z diakonatem, mówię: „Kochanie, sama na to wyraziłaś zgodę, mam to na piśmie”. A poważnie – to nigdy nie był między nami problem. Ja „zawsze” byłem ministrantem, lektorem. Od czasów narzeczeńskich rzadko kiedy na Mszy św. siedzieliśmy razem w ławce. Nie zostałbym zresztą dopuszczony do święceń, gdyby żona nie wyraziła na nie pisemnej zgody, ze świadomością wszystkich tego konsekwencji.
Diakonat to radość nie tylko dla mnie, ale i dla całej rodziny. Przewodniczę wielu uroczystościom religijnym w rodzinie. Sam ochrzciłem wszystkich pięciu moich wnuczków.

- Jak świętował diakon swoją rocznicę?

- Byłem na Mszy św. odprawianej w mojej intencji w Świątyni Opatrzności Bożej.
rozmawiała Maria Czerska
Bogdan Sadowski – ur. 1956 r., absolwent historii sztuki kościelnej na Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie, dziennikarz i publicysta, wieloletni pracownik TVP i TV Puls, redaktor naczelny polskiej edycji MAGNIFICAT; od 2004 członek Zespołu KEP ds. Transmisji Mszy św. w Telewizji; pierwszy diakon stały w archidiecezji warszawskiej.
***
Historia diakonatu stałego, jako posługi o charakterze sakramentalnym mężczyzn żonatych lub zobowiązujących się do życia w celibacie sięga czasów apostolskich. Do V w. w Kościele zachodnim diakonat był instytucją kwitnącą, a jego rolę i pozycję potwierdzały liczne sobory oraz praktyka kościelna. W następnych wiekach, z różnych powodów, diakonat zanikł, stając się jedynie stopniem przejściowym do kapłaństwa. W XVI w. Sobór Trydencki dążył do wskrzeszenia tego urzędu, lecz nie powziął żadnych konkretnych uchwał w tej sprawie.
Ostatecznie posługa ta przywrócona została przez Sobór Watykański II w Konstytucji dogmatycznej o Kościele „Lumen Gentium”. Wskazania Soboru wypełnił Paweł VI ogłaszając 18 kwietnia 1967 r. motu proprio "Sacrum diaconatus ordinem" z ogólnymi normami przywrócenia diakonatu stałego.
Pierwszych pięciu żonatych mężczyzn wyświęcono na diakonów w 1968 r. w katedrze w Kolonii. Diakonat stały jest dziś integralną częścią Kościołów katolickich wszystkich kontynentów i odgrywa w nich znaczącą rolę, szczególnie w Ameryce Północnej i Europie Zachodniej. Obecnie na świecie posługuje ponad 45 tys. stałych diakonów w 129 krajach. W Europie Środkowo-Wschodniej, w tym także w Polsce, posługa diakona stałego była jednak do niedawna prawie nieznana. Pierwszy diakon stały, Andrzej Chita, wyświęcony został w 1993 r. w diecezji przemyskiej (obecnie archidiecezji przemysko – warszawskiej) obrządku bizantyjsko – ukraińskiego. Polscy biskupi wprowadzili diakonat stały w Kościele rzymskokatolickim w 2001 r. Pierwsze święcenia odbyły się w 2008 r.
Do dziś w Polsce wyświęcono w Polsce 33 stałych diakonów rzymskokatolickich, 29 żonatych i 4 celibatariuszy, w tym 2 zakonników, którzy podjęli posługę poza granicami Polski. Pozostali wyświęceni zostali w diecezjach: opolskiej, ełckiej, katowickiej, szczecińsko – kamieńskiej, warszawskiej, gliwickiej, toruńskiej i pelplińskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Sokołów Podlaski: ingres bp. Piotra Sawczuka do konkatedry

2019-08-18 19:09

xmg / Sokołów Podlaski (KAI)

- Chcemy pokornie prosić św. Rocha o wstawiennictwo w zmaganiu się z zarazą naszej doby, zatruwającą ludzkie myślenie i próbującą doprowadzić do ruiny rodziny – mówił bp Piotr Sawczuk podczas Mszy św. odprawionej w Sokołowie Podlaskim ku czci św. Rocha, patrona tego miasta. Eucharystia powiązana była z ingresem biskupa do miejscowej konkatedry pw. Niepokalanego Serca NMP.

Episkopat.pl
Bp Piotr Sawczuk

W symbolicznym geście przekazania kluczy, w progu do świątyni ks. Biskupa powitał miejscowy proboszcz ks. prał. Andrzej Krupa. Słowa powitania skierowali również przedstawiciele parafii, młodzieży oraz władz samorządowych.

W homilii bp Sawczuk nawiązał do postaci św. Rocha. Jak zauważył, w cztery tygodnie po objęciu posługi w diecezji drohiczyńskiej przybywa do Sokołowa Podlaskiego, aby uczcić tak przemożnego Patrona i swoją pasterską posługę powierzyć Bogu przez jego wstawiennictwo.

Przypominając życie św. Rocha zwrócił uwagę na jego cechy i cnoty. Jak zauważył, możemy uczyć się od niego, jak wielkim i wspaniałym cudem są narodziny człowieka. Św. Roch zawstydza nas swoim zapałem apostolskim. Uczy również miłości do bliźnich. „Ilu to ludzi skupia się dzisiaj wyłącznie na sobie, na własnej wygodzie, oddaje się w niewolę złego ducha, w niewolę namiętności, pod władzę pieniądza. Jedyną niewolą św. Rocha byłą miłość miłosierna. Nie wyobrażał sobie życia bez miłości” – stwierdził. Nawiązał do ofiarnej służby św. Rocha na rzecz chorych na dżumę - czarną śmierć, która w czasach Świętego zdziesiątkowała ludność Europy. W tym kontekście odniósł się do niedawnych słów abp. Marka Jędraszewskiego mówiących również o zarazie. Jak wyjaśnił, słowo to było użyte w sensie przenośnym, by podkreślić skalę niebezpieczeństwa, jakie płynie z ideologii komunistycznej – co wiemy, i z ideologii LGBT, czego do końca nie wiemy, bo zjawisko jest dość nowe, jednak oparte o fałszywą i niebezpieczną antropologię. "Chcemy pokornie prosić św. Rocha o wstawiennictwo w zmaganiu się z zarazą naszej doby, zatruwającą ludzkie myślenie i próbującą doprowadzić do ruiny rodziny" – powiedział bp Sawczuk.

Eucharystię zakończyło wystawienie Najświętszego Sakramentu oraz procesja Eucharystyczna. Udano się również pod pomnik św. Rocha. Bp Sawczuk oraz przybyłe delegacje złożyli kwiaty.

Jak przypomniał ks. Prał. Andrzej Krupa, św. Roch jest związany z historią Sokołowa Podlaskiego. Odbierał cześć w nieistniejącym już dziś kościele. Pozostałe po świątyni kolumny stanowią część ufundowanego pomnika ku czci Świętego.

W roku 2015, na prośbę lokalnej społeczności oraz biskupa drohiczyńskiego, Ojciec Święty Franciszek ustanowił św. Rocha patronem miasta Sokołów Podlaski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem