Reklama

Wschodzące słońce nad Malulą

2018-07-10 12:29

O dokumentowaniu zbrodni wojennych, odbudowie zniszczeń i powrocie do korzeni z Abdo Haddadem rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 28/2018, str. 36-37

Grzegorz Boguszewski

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Od kilku już lat niesie Pan pomoc swoim poszkodowanym przez wojnę rodakom i jednocześnie dokumentuje zbrodnie i zniszczenia dokonywane przez islamistów w chrześcijańskich miejscowościach w Syrii, ze szczególnym uwzględnieniem Pańskiej rodzinnej Maluli. Z Syrii docierają do nas przerażające obrazy wojny, martwi nas zwłaszcza los syryjskich chrześcijan, ale chyba wciąż niewiele rozumiemy z tego, co tam się naprawdę dzieje... Proszę zatem o komentarz z pierwszej ręki.

ABDO HADDAD: – W wielu krajach, w Syrii również, islam został użyty do ataku na suwerenność i niepodległość, co świadczy o słabości tej religii. My, syryjscy chrześcijanie, nie mieliśmy żadnych problemów z religią islamu dopóty, dopóki jej wyznawcy respektowali prawa ziemi, na której się znajdują. Problem zaczął się więc wtedy, kiedy niektórzy z nich uznali, że są lepsi i mają prawo do decydowania o życiu i śmierci, do popełniania zbrodni. Tak więc dziś zbieramy dowody zbrodni przede wszystkim w geście szacunku dla tych, którzy zginęli w tej wojnie, dla naszych męczenników, ale też dla zachowania prawdy. A także w celu ochrony innych społeczności, być może również narażonych na to, czego dzisiaj doświadczają Syryjczycy.

– Jakie inne społeczności ma Pan na myśli?

– Myślę, że zwłaszcza wspólnoty i środowiska europejskie, niekoniecznie tylko chrześcijanie, są i mogą być jeszcze bardziej narażone na dokładnie takie same problemy ze strony muzułmanów. My, syryjscy chrześcijanie, czujemy się też w sposób szczególny odpowiedzialni za naszych sąsiadów muzułmanów; staramy się mimo wszystko pokazywać im tę właściwą, pokojową drogę. Podkreślamy, że jako równi obywatele mamy równe prawa i obowiązki wobec naszego kraju.

– To oczywiste i zrozumiałe dla wszystkich Syryjczyków przesłanie?

– Takie podejście do wspólnych spraw jest w Syrii powszechne, reprezentowane przez większość społeczeństwa. Dzięki temu Syria pozostaje sobą po siedmiu latach wojny. Dla Syryjczyków ogromną wartością są niepodległość, niezawisłość i jedność narodowa. Nie chodzi tu o przekonania polityczne – które są różnorodne – lecz o wyznawanie tych samych zasad etycznych od północy po południe Syrii. Tym bardziej więc teraz znakiem czasu i wyzwaniem dla Syrii i dla Syryjczyków jest przetrwanie w jedności i solidarności.

– Dlatego, że te wspólne wartości są coraz bardziej zagrożone?

– Głównie z obawy, że znajdzie się jakiś polityk, który będzie je głosił fałszywie, by wygrać, a potem szybko o nich zapomnieć. Mieliśmy tego dowód właśnie w Maluli...

– ...która została zniszczona przez takich właśnie ludzi?

– Niestety, tak. W toku prac dokumentujących zbrodnię wojenną odkryliśmy, że większość terrorystów i przywódców Al-Kaidy, frontu Al-Nusra i innych organizacji, którzy w 2013 r. zaatakowali Malulę, dzisiaj żyje spokojnie w zachodniej Europie. Znamy ich nazwiska, ich udowodnione zbrodnie. Wiemy dokładnie, że dwaj pochodzący z Maluli członkowie Al-Nusry, odpowiedzialni w tym ugrupowaniu za media, dzisiaj mieszkają w Niemczech. Wiemy, że inni ulokowali się bezpiecznie we Francji i w Szwecji oraz w Turcji, gdzie żyją sobie niczym królowie.

– Przywódcy terrorystów, którzy zniszczyli i ograbili Malulę, są znani z imienia i nazwiska?

– Tak. Dokładnie wiemy, kim byli przedtem, kim są teraz i gdzie obecnie przebywają. To głównie członkowie ugrupowania Al-Nusra oraz ugrupowania Faruk, uchodzącego za tzw. umiarkowaną opozycję, a tymczasem to właśnie oni napadli na Malulę niczym wściekła horda. Miasto było kompletnie bezbronne; w chwili ataku nie było tam żadnej siły zbrojnej – ani syryjskiej armii, ani policji. Napastnicy, wcześniej przedstawiający się jako umiarkowana siła polityczna, teraz posuwali się dosłownie do kanibalizmu. Odnotowano nawet przypadek spożywania ludzkiej wątroby oraz zapowiedź wyrywania serc... Dokumentujemy wszystkie te wręcz niewiarygodne zdarzenia, mamy nagrane zeznania świadków, zdjęcia, zbieramy wszelkie możliwe dokumenty.

– Można powiedzieć, że prowadzi Pan szeroko zakrojone, wielowątkowe śledztwo...

– Tak. Absolutnie tak można to nazwać. To śledztwo jednakże zdecydowanie przekracza granice Syrii. Najbardziej boli to, że zbrodniarze wojenni są najwyraźniej wspierani przez takie kraje, jak Turcja i Arabia Saudyjska.

– Jak Pan ocenia politykę Zachodu wobec uchodźców z Bliskiego Wschodu?

– O ile mogę jakoś zrozumieć głuche milczenie i obojętność np. Francji wobec terroryzmu, to dziwi mnie podejście Szwecji, która tak beztrosko przyjęła do siebie członków Al-Kaidy. Oni na pewno nie staną się tam przykładnymi obywatelami, lecz wcześniej czy później powrócą do swej aktywności. Niemcy natomiast zatraciły się w swej własnej polityce i nie potrafią odróżnić uchodźców, którzy rzeczywiście potrzebują pomocy, od tej fali imigracji, której celem jest islamizacja niemieckiego społeczeństwa i całej zachodniej cywilizacji. Ta fala ma swoje źródło w Turcji, gdzie była zaplanowana i zaczęła się od programu politycznego prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana.

– A co Pan sądzi o krytykowanej przez kraje zachodnie nieufnej postawie Polski wobec islamskiej imigracji?

– Bardzo cenię i szanuję podejście Polski do tej trudnej i skomplikowanej sprawy, a zwłaszcza ideę kierowania pomocy dokładnie tam, gdzie jest ona potrzebna. Takiej pomocy oczekują poszkodowani przez wojnę Syryjczycy, którzy naprawdę nie chcą opuszczać swoich domów.

– Państwa zachodnie zupełnie nie radzą sobie z identyfikacją tych, którzy uciekają przed wojną, od tych, którzy przybywają na Zachód z powodów ekonomicznych bądź z określoną misją religijno-polityczną. Czy mógłby Pan podpowiedzieć, jak to robić?

– Mogę być całkowicie szczery?

– Oczywiście! Bardzo o to proszę.

– Wierzę, że rządy państw zachodnich dobrze wiedzą, jak i co należałoby zrobić, ale z jakichś powodów nie chcą działać. A my tam, u siebie, wiemy, że trzeba ludzi wszelkimi sposobami powstrzymywać przed ucieczką. Społeczeństwo i Kościół chrześcijański w Syrii całkowicie podzielają stanowisko polskiego rządu i oczekują tylko pomocy z zewnątrz.

– Jeszcze nie tak dawno media zachodnie, także polskie, donosiły, że syryjscy chrześcijanie masowo opuszczają swoje miejscowości. Czy naprawdę są skłonni wracać?

– Codziennie tysiące ludzi – nie tylko chrześcijan – wracają z Libanu, dokąd kilka lat temu w popłochu uciekli, do swoich miejsc zamieszkania w Syrii – i nic złego im się nie dzieje. Mimo że np. społeczność Maluli i okolic została tak głęboko zraniona, udało mi się osobiście przyczynić do sprowadzenia 1,8 tys. okolicznych mieszkańców.

– Nie było to łatwe?

– Nie było też zbyt trudne. W trakcie swoich poszukiwań zrabowanych krzyży, dzwonów, świętych relikwii dostałem wiadomość od rodzin rabusiów, że są w stanie zwrócić te cenne dla nas, chrześcijan, przedmioty, które przechowywali na terenie Libanu. Wtedy rozwinęły się moje kontakty z uciekinierami. W tamtym czasie jeszcze sześciu młodych mężczyzn z Maluli było więzionych przez terrorystów. Możliwość ich uwolnienia pojawiła się, gdy Al-Nusra i inna grupa terrorystyczna zaczęły ze sobą walczyć na terytorium Libanu. Wtedy jeden z obozów dla uchodźców został całkowicie spalony, a uchodźcy – wyrzuceni na ulicę. Wówczas uznali, że skoro tak, to wolą już żyć na ulicy własnego kraju.

– Jednak nie zostali na ulicy, pozostawieni sami sobie...

– Zajęła się nimi s. Agnieszka, przełożona klasztoru znajdującego się w pobliżu Maluli – załatwiła, co trzeba, aby mogli wrócić bezpiecznie i nie zostali aresztowani za pokrewieństwo lub wcześniejszą współpracę z terrorystami. Rzecz jasna, bandyci i bojówkarze nie wrócili, bo się bali... Ich rodziny natomiast chętnie wróciły.

– To znaczy, że syryjscy chrześcijanie teraz pomagają rodzinom tych, którzy sześć lat temu zabijali ich rodziny?

– Tak. Tak trzeba. Bo my, syryjscy chrześcijanie, musimy skupić się na tym, aby właśnie stąd wyszły pokój i nauka, a nie wojna i zamachy.

– Jak przed wojną wyglądało codzienne życie mniejszości chrześcijańskiej w dominującym otoczeniu islamskim?

– Chrześcijanie nie musieli się kryć z wyznawaniem swojej wiary i aż do wojny nikt im w tym specjalnie nie przeszkadzał. W Syrii, jako państwie świeckim, mogli żyć spokojnie, zwłaszcza że nigdy nie mieli ambicji politycznych, nawet po 2000 r., od kiedy partie polityczne były już w Syrii dozwolone. Nie odmówili też uczestnictwa w wojnie jako żołnierze syryjskiej armii – ponad 60 chrześcijan z samej tylko Maluli poległo na różnych frontach tej wojny. Obecnie rola chrześcijan w Syrii nie jest już tak pasywna jak wcześniej...

– Co to znaczy?

– To znaczy, że trzeba jeszcze tylko trochę pracy, aby chrześcijanie w Syrii mogli odgrywać rolę przywódczą. Syryjscy chrześcijanie są dziś przekonani, że to oni uratują i zbudują nową Syrię.

– Trudno w to uwierzyć, gdy widzimy Syrię jako kraj islamski pogrążony w wojnie! Czy to naprawdę realne?

– Tak, jak najbardziej. Bo prawdziwy, czysty głos Syrii to właśnie głos chrześcijan, za którymi stoją wielka historia i tradycja. Słowo „Syria” w języku staroaramejskim oznacza „Wschodzące Słońce”. W dzisiejszej Syrii mamy wyraźny trend powrotu do korzeni, a przecież to my, chrześcijanie, jesteśmy tymi korzeniami!

– Ale to te właśnie korzenie zostały w czasie wojny mocno podcięte, z premedytacją zniszczone przez islamistów… Nieustannie dociera do nas przekaz, że to chrześcijanie są w czasie tej wojny najbardziej prześladowaną grupą społeczną.

– Nie tylko chrześcijanie – wszyscy Syryjczycy stali się ofiarami terrorystów, bo muzułmańska doktryna przemocy niszczy wszystko i wszystkich. Faktem jest, że chrześcijanie przede wszystkim ponieśli ogromne straty kulturowe, stracili część swego starożytnego dziedzictwa. Najstarsze kościoły i klasztory świata znajdujące się właśnie w Syrii zostały zniszczone przez terrorystów. Dlatego teraz potrzebna będzie wzmożona aktywność chrześcijan – co nie oznacza, że powstaną bojówki chrześcijańskie, których tu nigdy nie było i nie będzie.

– Jeśli obecny reżim Baszara al-Asada upadnie, to – takie przestrogi padają zwłaszcza ze strony Rosji – chrześcijaństwo w Syrii zostanie ostatecznie pogrążone. Czy to prawdopodobny scenariusz?

– To nie jest kwestia konkretnego reżimu, takiego czy innego rządu – liczą się stabilność i spójność funkcjonowania organów państwowych, a te mamy w Syrii z pewnością lepsze, niż miała je np. Libia, w której doszło do totalnej destrukcji, gdy zabrakło Muammara Kaddafiego. Ponadto świadomość społeczna i państwowa Syryjczyków jest tradycyjnie dużo wyższa niż w innych państwach naszego regionu, które w ostatnich dziesięcioleciach pogrążyły się w chaosie.

Tłumaczenie – Jan Bromski

Pożegnanie S. M. Olimpii Konopki SMCB

2019-10-15 20:43

Joanna Łukaszuk-Ritter

9 października zmarła nagle s. Olimpia Teresa Konopka, boromeuszka. W uroczystej Mszy żałobnej 14 października br. w trzebnickiej bazylice Kongregacja Sióstr Boromeuszek wraz z rodziną zmarłej, przyjaciółmi i mieszkańcami Trzebnicy pożegnała Zmarłą.

JoannaLukaszuk-Ritter

Nabożeństwu w koncelebrze sześciu kapłanów przewodniczył proboszcz parafii pw. św. Bartłomieja Apostoła i św. Jadwigi ks. Piotr Filas.

S. M. Olimpia Teresa Konopka urodziła się 15 lipca 1934 r. na Górnym Śląsku w Rudnie, w powiecie Gliwickim, jako najmłodsza z siedmiorga rodzeństwa. 3 listopada 1951 r. wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeusza w Trzebnicy. Po ukończeniu nowicjatu w 1955 r. złożyła Bogu pierwsze śluby zakonne, a trzy lata później śluby wieczyste.

Szczególne powołanie wykazała jako katechetka, wkładając w tę posługę całe swoje serce. Szukała nowych sposobów i metod dotarcia do młodego człowieka.

W styczniu 1977 r. s. Olimpia stanęła przed ponownym wyzwaniem – współtworzenia nowej placówki w Nuncjaturze Apostolskiej w Wiedniu. Tam podjęła pracę administracyjną oraz została przełożoną wspólnoty. Swoim rzetelnym wypełnianiem obowiązków i precyzją imponowała wielu. Zdobyła sobie duże uznanie nie tylko swych bezpośrednich przełożonych. Była obdarzana ogromnym szacunkiem i szczerą sympatią przez osoby, z którymi miała kontakt. Podczas swojej służby w wiedeńskiej Nuncjaturze miała okazję poznać wiele osobistości z kręgów Kościoła, polityki i kultury. Ogromnym zaszczytem dla niej był osobisty kontakt z Janem Pawłem II, który podczas swoich trzech podróży apostolskich do Austrii (1983, 1988, 1998) mieszkał w ambasadzie watykańskiej. Posługę w Wiedniu zakończyła w 1997 r. i wróciła do Trzebnicy, po tym jak Kapituła Generalna wybrała ją na stanowisko wikarii generalnej. Funkcję tą pełniła przez dwie kadencję do roku 2009.

Od 2002 r. nieprzerwanie aż do śmierci pełniła funkcję kustosza i przewodnika muzeum klasztornego – Historycznego Muzeum Pocysterskiego Klasztoru Sióstr Boromeuszek w Trzebnicy, które sama stworzyła, bezustannie je udoskonalając i uzupełniając zbiory. Muzeum, licznie odwiedzane przez turystów i osoby zainteresowane zarówno z Polski jak i z zagranicy, stało się jej wielką pasją. Na szczególne uznanie zasługuje jej heroiczna praca nad archiwizacją dokumentów i zabytków klasztoru, dbałość o renowację cennych obrazów oraz umiejętność pozyskiwania potrzebnych na ratowanie tych dóbr środków finansowych. Poprzez swoją działalność ceniona i szanowana przez osoby ze środowisk związanych z kulturą i sztuką. Ponadto s. Olimpia była tłumaczką, autorką licznych publikacji, artykułów i prac naukowych, m.in. o wybitnym rzeźbiarzu Brunonie Tschötschelu, które potwierdzają jej miłość i przywiązanie do Zgromadzenia, do duchowego dziedzictwa św. Jadwigi Śląskiej, jak i do Trzebnicy, miasta, z którym była związana prawie przez całe swoje życie.

Na zakończenie uroczystości żałobnej głos zabrał burmistrz miasta Trzebnicy, Marek Długozima, który w swym przemówieniu zaznaczył jej wielkie oddanie Kongregacji oraz miastu. Podkreślił swój podziw i szacunek dla s. Olimpii Konopki, ukazując ją jako człowieka ogromnej wiary, ogromnej miłości do świata i ludzi, pełnej dobroci oraz godnym wzorem do naśladowania dla kolejnych pokoleń. Przypomniał również, że w maju br. s. Olimpia otrzymała tytuł „Zasłużony dla gminy Trzebnica”. Jej pracowitość, rzetelność i wieloletnia praca zostały wielokrotnie uhonorowane. Jan Paweł II odznaczył s. Olimpię krzyżem „Pro Ecclesia et Pontifice”, który ustanowiony został dla „szczególne wyróżniających się znakomitą służbą i gorliwością”. Natomiast od Prezydenta Republiki Austrii otrzymała złotą odznakę za zasługi dla Republiki Austrii.

Siostra Olimpia zmarła nagle 9 października przebywając w Międzyzdrojach w domu sióstr Boromeuszek „Stella Matutina” na wypoczynku oraz na obchodach z okazji 120 lecia pełnienia służby miłosierdzia przez zakon sióstr Boromeuszek na rzecz mieszkańców Międzyzdrojów i kuracjuszy. Siostra Olimpia miała 85 lat i była w 64. roku profesji zakonnej. Spoczęła na cmentarzu parafialnym w Trzebnicy. „Droga siostro Olimpio, dom nie ręką ludzką uczyniony jest już Twoim domem. Dla nas (...) w dalszym ciągu pozostaje marzeniem. Marzeniem, które może stać się faktem, jeśli będziemy dobrze przeżywali nasze życie, służąc wiernie Bogu. Siostro Olimpio, niech Bóg przyjmie Cie do swojej chwały” – powiedział ks. Piotr Filas na zakończenie swojej homilii.

„Wszystko, co czynicie, niech się dokonuje w miłości”. W tych słowach św. Karola Boromeusza wyraża się cały charyzmat Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia i temu charyzmatowi przez całe swoje życie zakonne była wierna S.M. Olimpia Konopka.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kenia: zamordowano katolickiego księdza

2019-10-16 17:53

tom (KAI) / Nairobi

Tydzień po zaginięciu katolickiego księdza w Kenii znaleziono jego ciało. Sprawcy zabójstwa pochowali ks. Michaela Maingi Kyengo w pobliżu rzeki w mieście Makima, 100 km na północ od stolicy Nairobi. Jak informują kenijskie media policja prowadzi dochodzenie w sprawie morderstwa.

Unsplash/pixabay.com

„Ekshumujemy ciało w celu przeprowadzenia śledztwa, abyśmy mogli rzucić więcej światła na okoliczności zbrodni” - słowa rzecznika miejscowych władz cytuje gazeta "Daily Nation". Zabójstwo kapłana nazwał „nikczemnym aktem”.

Ze wstępnych ustaleń wynika, że ks. Kyengo był ostatnio widziany tydzień temu, kiedy odwiedził swoich rodziców. Po tym, jak podrzucił do domu swego współpracownika, późno w nocy, udał się do swojej parafii. Tam nieznany człowiek porwał ks. Kyengo, a później obrabował jego konto bankowe. Jak dotychczas dwóch podejrzanych zostało aresztowanych i to wskazali śledczym miejsce, gdzie zostało pochowane ciało kapłana.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem