Reklama

Chcieć – to móc

2018-07-25 12:57

Ks. Ireneusz Skubiś
Niedziela Ogólnopolska 30/2018, str. I

Księdza prymasa Augusta Hlonda ktoś nazwał „vir desideriorum” – mężem wielkich pragnień. Było to bardzo trafne określenie prymasa, który miał w swojej wizji wielką Polskę i realizował tę wizję w czasach dwudziestolecia międzywojennego, a także po II wojnie światowej, kiedy to panował reżim komunistyczny, dyktowany przez obce mocarstwa. Ksiądz kardynał wskazywał na Maryję, przekonywał, że tylko przez Jej ręce i z Jej pomocą może przyjść dla Polski zwycięstwo. I tak się stało. I dzisiaj trzeba nam, świadomym zła, które pomału wlewa się w dusze mieszkańców Europy, pragnień odnoszących się do naszej przyszłości. Wyrazicielem tych intencji jest Ruch „Europa Christi”, który widzi, że bez Chrystusa, bez nadziei pokładanej w Jego i naszej Najświętszej Matce Stary Kontynent – a w nim także Polska – utraci grunt, na którym jest zbudowany, a wraz z jego rozchwianiem rozchwieje się także cały glob.

Moc Zmartwychwstania

Dzieje Europy sięgają czasów przed narodzeniem Chrystusa. To dzieje starożytnej Grecji, która wniosła do niej swoje piękno, dała swoje definicje prawdy i była matką wielu wspaniałych zamyśleń i koncepcji dotyczących nieba i ziemi. Starożytność zawarta w mitologii, sztuce, literaturze czy muzyce sprawiła, że myślenie Europy oparte było na tym wszystkim, co jest najbliższe ludzkiej naturze, ubogaconej rozumnym spojrzeniem na całą rzeczywistość człowieka. Starożytna kultura, która stanowi o zakorzenieniu myśli ludzkiej w dziejach konkretnych narodów, objawiła się także w prawie rzymskim, które porządkowało rzeczywistość ówczesnej ludzkości.

Chrześcijaństwo – osoba Jezusa Chrystusa i Jego Ewangelia – dokonało weryfikacji wszystkiego. Można tu zacytować św. Pawła, który powiedział: „Gdyby Chrystus nie zmartwychwstał, próżna byłaby nasza wiara i próżne nasze przepowiadanie” (por. 1 Kor 15, 14). Zmartwychwstanie dało ludzkości nowe światło, które nie może zejść sprzed oczu wszystkich wierzących, które jest punktem spajającym wszystko, co wiąże się z życiem człowieka, który z jednej strony jest istotą cielesną, uwarunkowaną fizycznością, a z drugiej – obligowaną rzeczywistością duchową, która przenika świadomość wszystkich ludzi. Wychodzi od doczesności, ale biegnie ku nieskończoności. Zarówno doczesność, jak i nieskończoność są obecne w życiu i w kulturze europejskiej. Europejczyk realizował siebie i swoją wizję w oparciu o myśl starożytną, ale ze świadomością, że wszystko, co jest jego udziałem, jest naznaczone obecnością Chrystusa. Dlatego mówimy o kulturze europejskiej, która jest tak mocno osadzona w Ewangelii i nauczaniu Jezusa Chrystusa realizowanym przez Kościół.

Reklama

Kultura chrześcijańska stworzona w Europie stanowi o tożsamości europejskiej. Na różne sposoby chrześcijaństwo wsiąkało w życie i obyczaje narodów zamieszkujących ten kontynent. Myśl chrześcijańska bazująca na przykazaniu miłości Boga i bliźniego, budowana na starotestamentalnym Dekalogu, stawała się siłą wiodącą dla mieszkańców Europy i była podstawą rozwoju nie tylko Starego Kontynentu, ale także innych kontynentów.

W obronie chrześcijaństwa

Dzięki Ewangelii Europa zaczęła odgrywać coraz większą rolę w rozwoju ludzkości. Możemy więc mówić o chrześcijańskim zakorzenieniu kultury europejskiej, co stanowi o naszej tożsamości. Tak więc tożsamość europejska jest chrześcijańska, chociaż XX wiek, a w nim ogrom cierpienia związanego z II wojną światową, świadczył dobitnie o sprzeniewierzeniu się przez Europejczyków wartościom chrześcijańskim. I mimo że tacy wielcy politycy jak Alcide de Gasperi, Robert Schuman czy Konrad Adenauer tylko w powrocie do zasad chrześcijaństwa upatrywali źródła pokoju i rozwoju Europy, zdominowali ją filozofowie ateistyczni lub masoni, którzy zaczęli penetrować układy polityczne i podsuwają wciąż nowe propozycje – zdecydowanie wrogie chrześcijaństwu i religii jako takiej.

I oto widzimy, że dziś różne dokumenty UE stają w sprzeczności do chrześcijaństwa, stanowiąc tym samym zagrożenie dla tożsamości europejskiej. Dlatego Ruch „Europa Christi”, gdzie tylko może, stara się przypominać, że Europa należy do Chrystusa. Ten ruch nie bazuje na chadeckiej myśli politycznej, bo widzimy wyraźnie, że chadecja Chrystusa zdradziła. W wielu krajach Europy akceptuje się aborcję, eutanazję, związki partnerskie, ideologię gender – wszystko zdecydowanie obce kartom Pisma Świętego Starego i Nowego Testamentu. Do tego dochodzi również to wszystko, co sprzeciwia się dogmatowi chrześcijańskiemu, szczególnie w wydaniu katolickim.

Dostrzegamy więc, że Europa potrzebuje jakiegoś ocknienia, jakiegoś nowego wstrząsu wiary, nowych Zielonych Świąt, czyli poruszeń Ducha Świętego. Dlatego mówimy, że Europa potrzebuje nowego zaproszenia Chrystusa, bo w wielu przypadkach został On wyproszony albo odesłany do cienia. Jakże często pomijany jest Chrystus i Jego nauczanie w przestrzeni politycznej zarówno w niektórych państwach, jak i w ustawodawstwie Unii Europejskiej.

Istnieje swoiste zjawisko poprawności politycznej, które obejmuje kulturę, politykę, wychowanie, sposób życia społecznego itp. Ludzie mieniący się wierzącymi niekiedy spychani są do swoistego getta, nie widzi się potrzeby wiary religijnej w przestrzeni społecznej czy kulturalnej. Wychowanie, kultura, sposób życia, przez wieki kształtowane przez myśl religijną, kierowane przez przykazania Boże i kościelne, w dziwny sposób znikają z naszego życia codziennego.

W jedności siła

Ruch „Europa Christi”, pomny na zdecydowany głos Zbawiciela, który mówi: „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody” (por. Mt 28,19), a więc na nakaz misyjności religii chrześcijańskiej, wyrażony przez jej założyciela, Jezusa Chrystusa, przypomina, że są pewne zasadnicze sprawy, które powinny należeć do priorytetów naszego życia indywidualnego i społecznego. Mówimy więc: Chrześcijanie Europy, policzmy się! Jest nas dużo. Powinniśmy zaistnieć w życiu społecznym i politycznym i być ze sobą solidarni. Jeżeli będziemy solidarni w wierze, to będzie również miejsce dla Chrystusa Zmartwychwstałego w całej przestrzeni życia społecznego. Obecności Chrystusa nie trzeba się bać. Św. Jan Paweł II wołał: „Nie bójcie się Chrystusa. Otwórzcie drzwi Chrystusowi. Na oścież!”.

Mamy świadomość kryzysu duchowości europejskiej. Wiemy, że nakazy Jezusa Chrystusa, założyciela chrześcijaństwa, często są w Europie ignorowane i odrzucane. Ale żyje w niej przecież wielu chrześcijan, dla których wiara i religia są czymś najbardziej wartościowym. Europa ma wielką szansę zmartwychwstania. Tylko doceńmy to, co nas przez wieki tworzyło.

Ks. inf. Ireneusz Skubiś
Honorowy redaktor naczelny Tygodnika Katolickiego „Niedziela”, moderator Ruchu „Europa Christi”.

Jak powstały Jasnogórskie Śluby Narodu

Maria Okońska
Niedziela Ogólnopolska 19/2006, str. 10

Archiwum Instytutu Prymasa Wyszyńskiego

W bieżącym roku obchodzimy 50. rocznicę Jasnogórskich Ślubów Narodu. Jak one powstały i kto je napisał?
Był rok 1955. Prymas Polski Stefan Kardynał Wyszyński przebywał w Komańczy, w czwartym miejscu swego uwięzienia. Po swoim uwolnieniu mówił, że gdy go przewożono z Prudnika na południowy wschód Polski - do Komańczy, miał świadomość, że jedzie tym samym szlakiem, którym przed 300 laty jechał do Lwowa król Jan Kazimierz z Prymasem Leszczyńskim, aby tam złożyć swe Królewskie Śluby (1 kwietnia 1656 r.) i ogłosić Maryję, Matkę Chrystusa, Królową Polski. Wszystko po to, aby Polska była Królestwem Maryi.
Przypominając sobie to wielkie historyczne wydarzenie, Ksiądz Prymas postanowił, że w następnym roku - 1956, a więc w 300-lecie Ślubów króla Jana Kazimierza, musi powstać tekst Ślubów odnowionych, już nie królewskich, ale narodowych. Z tą myślą jechał do Komańczy i rozpoczął trzeci rok swego uwięzienia.
Takie same myśli nurtowały biskupów Polski i ojców paulinów na Jasnej Górze. Wiedzieli, że musi powstać nowy tekst Ślubów Narodu, uwzględniający potrzeby czasów współczesnych. Wszyscy uważali, że śluby może napisać tylko uwięziony Prymas Polski.
Przebywałam wtedy na Jasnej Górze. Miałam możność otrzymać przepustkę do Komańczy, o czym wiedzieli generał Zakonu Paulinów o. Alojzy Wrzalik i niektórzy biskupi. Wysłano więc mnie z prośbą do Księdza Prymasa o napisanie nowego tekstu Ślubów.
24 marca 1956 r. znalazłam się w Komańczy. Towarzyszyła mi członkini Instytutu Prymasowskiego Janka Michalska. Przedstawiłyśmy prośbę biskupów i ojców paulinów. W pierwszym momencie twarz Ojca rozpromieniła się radośnie. Widoczne było, że Ojciec nie tylko uradował się naszym przybyciem, ale także tą prośbą. Jednak byłyśmy zdumione, bo czas mijał, a Ojciec tych Ślubów nie pisał.
„Ojcze, dlaczego?” - pytałam codziennie. Dawał wymijające odpowiedzi. Wreszcie, a było to 15 maja, padła odpowiedź: „Gdyby Matka Boża chciała, abym Śluby napisał, byłbym wolny, a ja jestem więźniem i nie uczynię dobrowolnie niczego, co mogłoby się Jej nie podobać”.
Wtedy przyszła mi nagle olśniewająca myśl i powiedziałam: „Ojcze, przecież św. Paweł Apostoł najpiękniejsze swoje listy do wiernych pisał z więzienia!”. Ojciec popatrzył na mnie jakoś dziwnie, jakby mnie pierwszy raz zobaczył, i odpowiedział: „Masz rację, najpiękniejsze jego listy pochodziły z więzienia”.
Na drugi dzień rano Ojciec wszedł do domowej kaplicy, aby odprawić Mszę św. Był dziwnie radosny. Na moim klęczniku położył plik papieru maszynowego, zapisanego jego drobniutkim pismem. Tytuł widniał: „Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego”. Szczęście moje nie miało granic. A więc są Śluby!
22 maja Ojciec wysłał Janeczkę Michalską na Jasną Górę z tekstem Ślubów i z listem do Ojca Generała. W liście tym prosił, aby 26 sierpnia 1956 r. tekst Ślubów został odczytany z wałów jasnogórskich wobec zebranych pielgrzymów przez bp. Michała Klepacza, który zastępował uwięzionego Prymasa. Jeżeli władze komunistyczne przeszkodzą, niech tekst Ślubów przeczyta generał Paulinów o. Alojzy Wrzalik. Jeżeli i ten będzie „przeszkodzony”, niech przeczyta przeor Jasnej Góry o. Jerzy Tomziński. A jeżeli i jemu zabronią, „niech to uczyni kuchcik jasnogórski, byleby tylko Śluby były złożone”. Widać, jak bardzo zależało na tym Księdzu Prymasowi, bo przecież w Ślubach zawarł cały program religijnej i moralnej odnowy Narodu, program, który uczyniłby Polskę rzeczywistym Królestwem Maryi.
W czasie od maja do sierpnia 1956 r. tekst Ślubów był przepisywany przez siostry klauzurowe i nasz Instytut. Osoby przepisujące zostały zobowiązane do tajemnicy pod przysięgą. Rano 26 sierpnia tekst Ślubów - w tysiącach egzemplarzy - został rozdany pielgrzymom, których było ok. półtora miliona.
Zanim to jednak nastąpiło, wszyscy przeżywaliśmy narastające związane z tym napięcie. Będąc znowu na Jasnej Górze, dowiedziałam się, że Ojciec Generał będzie nieobecny w dniu złożenia Ślubów, bo - jak powiedział - „serce by mi pękło w czasie tej uroczystości bez Prymasa”. Mnie także serce by pękło. Pojechałam więc do Komańczy, do uwięzionego Ojca.
Przyjechałam do Komańczy 25 sierpnia wieczorem. Przywiozłam dokładny program uroczystości na Jasnej Górze i prośbę ojców paulinów, aby Ksiądz Prymas czynił to samo w Komańczy, z 10-minutowym wyprzedzeniem. Tak też się stało.
Bardzo przeżyłam moment składania Ślubów. Ojciec stanął przed ogromnym Obrazem Matki Bożej Jasnogórskiej, wziął tekst Ślubów do ręki i powiedział do mnie: „Powtarzaj - «Królowo Polski - przyrzekamy!». Jesteśmy jakby symbolem ludu zebranego pod Szczytem Jasnej Góry”. Czytał dobitnie, wyraźnie, z ogromnym wzruszeniem. Ja drżącym głosem powtarzałam: „Królowo Polski, przyrzekamy!”.
Po skończonej uroczystości Ojciec był radosny i szczęśliwy jak nigdy przedtem. Dokonało się to, czego tak bardzo pragnął: Naród złożył Śluby i Prymas złożył Śluby. W zadumie Ojciec powiedział: „Stała się wielka rzecz. Jakiś ogromny, wielki, ciężki kamień przetoczył mi się z ramion na ziemię. Czuję się wolny jak ptak. Ufam, że Królowa Niebios i Polski doznała dziś wielkiej chwały na Jasnej Górze!”.
Na drugi dzień, 27 sierpnia, musiałam wyjechać z Komańczy. Kończyła mi się przepustka. Przy pożegnaniu Ojciec powiedział mi: „Dostałem wiadomość, że Śluby zostały złożone. Było przeszło milion ludzi. To był prawdziwy cud”. I dodał: „Wiedziałem, że Matka Boża Jasnogórska jest najpopularniejszą Postacią w Narodzie, ale nie wiedziałem, że Jej potęga w tym Narodzie jest aż tak wielka. Miał rację Generalny Gubernator w okupowanej Polsce, Hans Frank, mówiąc: «Gdy wszystkie światła dla Polaków zgasną, zostaje jeszcze zawsze dla nich Święta z Częstochowy i Kościół». A inny Niemiec powiedział: «Polacy to najbardziej katolicki naród, bo swoją wiarę w Chrystusa zaczynają od Panienki z Nazaretu»”.
Kończę to szczególne wspomnienie do mojej ukochanej Niedzieli. O, zaprawdę, Matka Boża z Jasnej Góry to największy cud w Narodzie Polskim. Dzięki niech będą Bogu za Nią, za Wielkiego Prymasa Tysiąclecia i za Jasnogórskie Śluby Narodu, które są niejako Magna Charta dla wszystkich Polaków w zwycięskiej pracy nad sobą.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Portugalia: więźniowie pomogli w budowie gigantycznej szopki w Bradze

2019-12-13 19:19

mz (KAI/AE) / Braga

Więźniowie z zakładu karnego w Bradze w północno-zachodniej Portugalii pomogli przygotować jedną z największych w tym kraju żywych szopek w miejscowości Priscos. Na powierzchni ponad 30 tys. m kw. powstała tam scenografia z czasów narodzin Jezusa. Do 12 stycznia kilkuset statystów będzie przedstawiało sceny biblijne. Współodpowiedzialny za budowę szopki ks. João Torres powiedział, że w pracach przy budowie 90 scen uczestniczyło łącznie ponad 40 więźniów.

Ks. Jerzy Uchman

Priscos jest jednym z etapów szlaku bożonarodzeniowych żłóbków, do których odwiedzenia co roku zachęca archidiecezja Bragi. Na trasie zwiedzający mogą zobaczyć m.in. szopkę w tamtejszej katedrze, w muzeum Piusa XII, a także w kilkunastu parafiach miasta i okolicznych miejscowości.

Oryginalny projekt w Priscos ruszył po raz pierwszy jako owoc wystosowanego w 2006 r. przez portugalskich biskupów apelu, aby w okresie Adwentu i Bożego Narodzenia bardziej eksponować postać Dzieciątka Jezus.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem