Reklama

Wiadomości

W pułapce konsumpcjonizmu

Podczas niedawnego Kongresu „100 lat polskiej gospodarki” – który symbolicznie odbył się w gmachu Giełdy Papierów Wartościowych, dawnej siedzibie Komitetu Centralnego PZPR – zastanawiano się nad możliwością rozwijania polskiej gospodarki aż do poziomu 4.0, czyli do gospodarki wykorzystującej najnowocześniejsze innowacyjne technologie cyfrowe, informatyczne, robotyzacyjne.

Niedziela Ogólnopolska 31/2018, str. 36-37

[ TEMATY ]

gospodarka

konsumpcjonizm

Grzegorz Boguszewski

Polacy wpadli w wir konsumpcji – uważają badacze tego zjawiska

Premier Mateusz Morawiecki, gdy przedstawiał podczas kongresu stuletnią historię polskiej gospodarki, przypomniał, że aby zbudować Gdynię, budżet II RP w połowie był poświęcony na inwestycje, w dużym stopniu właśnie na tę konkretnie inwestycję. – To jest tak, jakby dziś nasze drogie społeczeństwo – mówił premier – pozwoliło nam poświęcać 200-300 mld zł rocznie na inwestycje. Na pewno wtedy Polska za 5-7 lat wyglądałaby inaczej... Ale nie ma takiego prostego przełożenia mechanizmów II Rzeczypospolitej na naszą rzeczywistość. To jest niemożliwe z różnych względów. Społeczeństwo jest dużo bardziej nastawione na konsumpcję, tak też zostało ukształtowane w latach 90. ubiegłego wieku i dwutysięcznych. Niestety, brakowało w dużym stopniu pewnych celów aspiracyjnych, które jednocześnie mogłyby być akceptowalne dla społeczeństwa...

Tyrania konsumpcji

To wypomniane przez premiera nastawienie polskiego społeczeństwa na konsumpcję jest wciąż głównym motorem wzrostu gospodarki, ale – dziś wreszcie zdajemy sobie z tego sprawę – wzrostu ograniczonego, na pewno niezapewniającego rozwoju do poziomu 4.0. Wydaje się, że osiągnięcie tego najwyższego pułapu będzie trudne, bo od czasu II RP z biegiem kolejnych wydarzeń i dziesięcioleci zabijany był w Polakach nawyk oszczędzania i inwestowania w przyszłość. A co najgorsze, po odzyskaniu wolności w 1989 r. nie wytyczono przed polskim społeczeństwem odpowiednich, dobrych dla rzeczywistego rozwoju polskiej gospodarki, „celów aspiracyjnych”. Przeciwnie – czyniono wszystko, co dobre dla innych, bardziej zapobiegliwych gospodarek. Polskim politykom zabrakło tej roztropnej zapobiegliwości w interesie własnego kraju. To taka nasza swojska „patologia wolności”.

I tak, po części na własne życzenie, staliśmy się konsumenckim rajem. Przede wszystkim dla zagranicznego biznesu, który na naszej niepohamowanej konsumpcji dóbr importowanych od trzydziestu lat zarabia krocie, ale także dla nas samych. Po latach zgrzebnego komunizmu wygłodniali – czasem nawet dosłownie – Polacy byli przeszczęśliwi, że mogą wreszcie kupować wszystko bez ograniczeń. Byli gotowi wydać ostatnie grosze, zadłużyć się, by tylko zaspokoić wszystkie materialne potrzeby, niekoniecznie te najbardziej niezbędne, a o jakimkolwiek oszczędzaniu nie było mowy. Zjawisko to narastało z biegiem lat III RP, umiejętnie podsycane i kreowane przez tych, którzy doszli do wniosku, że „tym głupim Polakom” wszystko można wcisnąć, że kupią nawet to, czego gdzie indziej ludzie nie chcą kupować (doszło już nawet do tego, że znane marki specjalnie na polski rynek produkują towary gorszej jakości).

Reklama

GUS podaje, że realna wartość konsumpcji nieustannie się zwiększa. W ostatnim czasie głównie za sprawą programu „Rodzina 500+”, który pozwolił na większe wydatki w celu zaspokojenia podstawowych potrzeb sporej rzeszy tych, którzy do tego czasu żyli na marginesie dobrodziejstw konsumpcjonizmu.

Stale wzrasta również import dóbr konsumpcyjnych, co w warunkach gospodarki mocno uzależnionej od innych jest oczywiste i co cieszy zagranicznych dostawców. Ale ekonomiści wciąż mają nadzieję na wzrost polskich inwestycji, choć doceniają walory gospodarcze wzmożonej prywatnej konsumpcji. Chodzi teraz przede wszystkim o to, aby nie była to konsumpcja próżna, aby była bardziej związana z inwestowaniem w przyszłość. Pytanie: Jak sprawić, aby przeciętny polski konsument, zwłaszcza ten wydający pieniądze z programu „Rodzina 500+”, mocniej poczuł odpowiedzialność za tę przyszłość – swoją, swoich dzieci, kraju – aby nie wydawał pieniędzy w sposób zbyt beztroski?

Wyzwolenie gospodarki spod tyranii konsumpcji, jak o tym marzy premier Morawiecki, nie będzie łatwe.

Zastaw się, a postaw się

Trudno się dziwić – tłumaczą badacze tego zjawiska z pogranicza psychologii, socjologii, etyki i biznesu – że Polacy z taką łatwością wpadli w wir konsumpcji. Niektórzy uważają, że z natury jesteśmy narodem konsumpcyjnym, kochamy konsumpcję, a bogactwo i wartości konsumpcyjne uznaliśmy za wartości podstawowe i dlatego konsumpcjonizm Polaków nie będzie stopniowo odchodził w niepamięć wraz z zaspokojeniem nawet najbardziej wygórowanych potrzeb. A to wszystko bierze się nie tylko z przeogromnych zapóźnień gospodarczych, ale też z nawyku gromadzenia zapasów dóbr w czasach biedy, z zaszłości historycznych.

Krytycy nadmiernej konsumpcji chętnie sięgają do dawnych wzorców, do staropolskiego „zastaw się, a postaw się”. Trudno nie zauważyć, że Polacy nie potrafią rozsądnie gospodarować swoimi prywatnymi zasobami, że mają wyraźną tendencję do życia ponad stan, choćby na kredyt. Ta przypadłość jest, niestety, bardzo skutecznie wzmacniana przez kooperującą z wielkim biznesem branżę reklamową oraz przez media lansujące potężną „konsumpcję rozrywkową”.

Faktem jest, że suma kredytów bankowych zaciąganych przez Polaków stale rośnie – w lutym 2018 r. było to aż 528 mld zł. Z najnowszych danych NBP na temat finansów gospodarstw domowych wynika, że wartość obecnie spłacanych kredytów jest aż o 10 proc. (o 46 mld zł) wyższa niż przed rokiem. Coraz mniej pieniędzy (tylko 270 mld zł) znajduje się natomiast na lokatach obywateli. A zatem wartość zobowiązań jest niemal dwa razy wyższa niż suma odłożonych oszczędności.

W dekadzie 2005-15 wzrost wydatków Polaków na konsumpcję był najwyższy w Unii Europejskiej; w 2015 r. statystyczny Polak kupował o prawie 32 proc. więcej dóbr i usług niż 10 lat wcześniej. Polska była jedynym krajem w Unii, który nie odnotował ani jednego kwartału ze spadkiem konsumpcji. Druga w kolejności Rumunia odnotowała wzrost o 7 proc. niższy, zaś trzecia Słowacja – o 9 proc. W ostatnich latach wydatki Polaków na konsumpcję nadal wzrastają – o ok. 2 proc. rocznie.

W świecie wydumanych potrzeb

Polski konsumpcjonizm przejął z dobrodziejstwem inwentarza – i ze swojskim wzmocnieniem – wszystkie wady tego znanego od dawna zjawiska, które zaczęło się od Ameryki i tamże rozwinęło się do rozmiarów hiperkonsumpcjonizmu.

Zmora konsumpcjonizmu zaczęła dawać o sobie znać już jakieś 200 lat temu, zaś samego pojęcia użyto po raz pierwszy na łamach amerykańskiej prasy w 1925 r. Wtedy pojawiły się już bardzo poważne obawy, że wszelkie ludzkie wartości zostaną podporządkowane jakiemuś wyimaginowanemu, ale coraz bardziej urzeczywistnianemu „standardowi życia”. Zaczęła się propaganda „właściwego stylu życia”, polegającego na niepohamowanym zaspokajaniu wszelkich, niekoniecznie niezbędnych, potrzeb. Siły biznesu zadbały o to, aby dążenie do luksusu stało się niemal powinnością każdego człowieka, który musi być – jak to dziś mówimy – trendy.

Dzisiejsze postawy konsumpcyjne Polaków – twierdzą badacze – są zróżnicowane, ale wciąż dominuje wśród nich kult posiadania, który prowadzi do narastania społeczno-kulturowego zjawiska konsumpcjonizmu, podczas gdy w niektórych krajach podejmuje się już działania zmierzające do ograniczenia tego rodzaju zachowań społecznych.

Chodzi głównie o zwrócenie uwagi na skutki uboczne konsumpcjonizmu, które najprostszą drogą prowadzą do degradacji środowiska naturalnego człowieka i samego człowieka. Nie są to jednak ani proste, ani łatwe do przeprowadzenia działania; opór materii i rozlicznych interesów jest zbyt wielki.

Konsumpcjonizm to dziś coś więcej niż zwykłe pojęcie z dziedziny ekonomii – to sposób życia świadczący o mocno zdegradowanej tożsamości współczesnej jednostki. To przede wszystkim najpopularniejsza chyba w XXI wieku – i to nie tylko w krajach bogatych – postawa niewspółmiernego do potrzeb przywiązania do dóbr materialnych i pseudoduchowych, do coraz to bardziej niepotrzebnych, wydumanych usług, do nieokiełznanej rozrywki, rzadko mającej cokolwiek wspólnego z kulturą.

Nadmierna konsumpcja i ideologia konsumpcjonizmu postrzegane są – już nie wyłącznie przez lewicowych analityków – jako sprzeczne ze zrównoważonym rozwojem, w sensie zarówno ekologicznym (nadmierna eksploatacja zasobów środowiska naturalnego i gigantyczna produkcja odpadów, śmieci), ekonomiczno-gospodarczym (nadmierna, zniewalająca władza rynku), jak i społeczno-kulturowym (zmniejszanie poziomu zaangażowania obywateli, kreowanie fałszywych potrzeb konsumentów, umacnianie bezmyślnej kultury konsumpcyjnej).

„Mieć” czy jednak „być”?

To bodaj najtrudniejsze pytanie współczesności często powtarzał Jan Paweł II. Dziś rzadko zadawane, choć chyba wszyscy zaczynają się już na swój sposób martwić widocznymi konsekwencjami rozbuchanego konsumpcjonizmu.

Jan Paweł II z właściwą sobie przenikliwością diagnozował cywilizacyjne zagrożenie ze strony konsumpcjonizmu i ostrzegał nas przed nim już wtedy, kiedy w Polsce jeszcze nawet nam się nie śniło o konsumpcyjnym rozpasaniu: „«Posiadanie» rzeczy i dóbr samo przez się nie doskonali podmiotu ludzkiego, jeśli nie przyczynia się do dojrzewania i wzbogacenia jego «być», czyli do urzeczywistnienia powołania ludzkiego jako takiego” (encyklika „Sollicitudo rei socialis” z 1987 r., nr 29).

W 1991 r., na samym początku polskich przemian gospodarczych, w „Centesimus annus” Papież Polak pisał o „ślepym poddaniu się czystej konsumpcji”, o niebezpiecznym braku odporności na „wszechobecną reklamę i nieustanne kuszące propozycje nabycia nowych produktów”, o tym, że „im więcej się posiada, tym więcej się pożąda, podczas gdy najgłębsze pragnienia zostają zagłuszone”. „Dlatego – pisze Ojciec Święty w tej encyklice – pilnie potrzebna jest tu wielka praca na polu wychowania i kultury, obejmująca przygotowanie konsumentów do odpowiedzialnego korzystania z prawa wyboru, kształtowanie głębokiego poczucia odpowiedzialności u producentów i przede wszystkim u specjalistów w dziedzinie społecznego przekazu; konieczna jest także interwencja władz publicznych” (nr 36).

Tylko tyle i aż tyle potrzeba, by „nieskonsumowane” do cna społeczeństwo chciało jeszcze i potrafiło w przyszłości skorzystać z dobrodziejstw gospodarki 4.0, uprzednio do niej aspirując przez roztropne konsumowanie dóbr – aby polska konsumpcja nie kojarzyła się jedynie z niezdrowym grillowaniem i z kosztownymi fajerwerkami przy każdej okazji, lecz z mądrą troską o przyszłość.

2018-08-01 10:29

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Trzeba trzymać rękę na pulsie

2020-02-11 08:56

Niedziela Ogólnopolska 7/2020, str. 26-27

[ TEMATY ]

gospodarka

klimat

migracja

problemy

parlament europejski

Jacek Saryusz‑Wolski

EP/photographer

Jacek Saryusz-Wolski

O problemach migracji, klimatu i gospodarki w Europie, rosyjskim „uczuleniu” na Polskę i obawach, czy Parlament Europejski sprosta nowym zadaniom w obecnej kadencji – mówi Jacek Saryusz-Wolski, eurodeputowany PiS, w rozmowie z Piotrem Grzybowskim.

Piotr Grzybowski: Stosunkowo niedawno, bo w listopadzie 2019 r., rozpoczęła się nowa kadencja Parlamentu Europejskiego. Czy zauważył Pan już jakieś różnice?

Jacek Saryusz-Wolski: Parlament Europejski jest inny, osłabł jego główny nurt polityczny, czyli ludowcy i socjaliści, a wzmocniły się skrajności – lewe i prawe skrzydło, zwłaszcza prawe. Skutkiem tego wielka koalicja utrzymująca władzę, która ma ponad 50% mandatów, osłabła i dla zachowania swojej przewagi została zmuszona do dokooptowania liberałów, których siła rośnie. Mimo brexitu jest też mały przyrost grupy konserwatystów, w której są również posłowie Prawa i Sprawiedliwości. Co ważne, konsekwencją tych zmian była niemożność zrealizowania wcześniejszej zasady, a mianowicie wyłonienia tzw. Spitzenkandidata – osoby, która prawie automatycznie przez większość w parlamencie byłaby nominowana na szefa Komisji Europejskiej. Obserwowaliśmy to w postaci porażki Manfreda Webera na rzecz przychodzącej z zewnątrz Ursuli von der Leyen, którą poparła ostatecznie Rada Europejska.

Czy blokowanie kandydatury Janusza Wojciechowskiego na komisarza ds. rolnictwa było próbą retorsji?

Tak. Na początku, potem już nie. Ale przypomnę także, że to parlament brał udział w popieraniu stosowania art. 7.

Inicjował Pan powołanie tzw. Klubu Polskiego, zrzeszającego wszystkich polskich europosłów, mającego dbać o nasze interesy...

Byłem entuzjastą tej formuły, która nawiązywała do czasów zaborów, kiedy to Polacy potrafili się łączyć ponad podziałami i walczyć o polskie sprawy w parlamentach zaborców. Z przykrością powiem, że ta idea umarła w momencie pojawienia się formuły totalnej opozycji po wygranych przez PiS wyborach. Wtedy to nastąpiły ataki opozycji nie tylko na rząd, ale i generalnie na polskie interesy w europarlamencie. Kiedyś być może wrócimy do tego pomysłu, nie tracę nadziei.

Czy pomysł Nord Stream 2 zostanie zrealizowany?

Odpowiadając najkrócej – zostanie zrealizowany, ale  z opóźnieniem. Oczywiście, kluczowe jest, jak się zachowa nowa komisja. Czy stanie po stronie wspólnego interesu unijnego, na gruncie prawa europejskiego – dyrektywy gazowej i wymusi stosowanie tego prawa wobec gazociągu Nord Stream 2, czy pozwoli obchodzić prawo, na co się zanosi. Spodziewamy się tutaj jeszcze niemiłych niespodzianek. Cały czas trzeba trzymać rękę na pulsie. Dodatkową kwestią są także sankcje ze strony Amerykanów, których pierwsze skutki już obserwujemy.

Czy w konsekwencji powstania tej inwestycji widzi Pan niebezpieczeństwo zaangażowania się sił morskich Rosji w jej zabezpieczenie?

To jest bardzo prawdopodobne. Kiedy kierowałem delegacją Parlamentu Europejskiego ds. NATO, przedstawiłem ten pogląd generalicji krajów bałtyckich i kwatery głównej NATO. Ta inwestycja daje pretekst do tego, aby pod pozorem jej ochrony wzmocnić obecność floty morskiej Rosji w jej pobliżu i zintensyfikować działania wywiadowcze. Więcej, w scenariuszach amerykańskich strategów, opisanych szczegółowo w raportach RAND Corporation, nakreślona jest możliwość zamknięcia Bałtyku przez fizyczne blokowanie cieśnin duńskich pod pozorem strzeżenia gazociągu. Taki rozwój wypadków jest możliwy i na pewno pracują nad tym wszystkie sztaby wojskowe, łącznie ze sztabem NATO.

Jakie wyzwania stoją dziś przed Unią Europejską?

Jest ich wiele. Kluczowe – to bez wątpienia problemy imigracji, klimatu i gospodarki. Rewolucja cyfrowa, w tym w zakresie technologia 5G. Relacje z Rosją i ze Stanami Zjednoczonymi czy sąsiedztwo południowe i wschodnie. Z tymi obszarami będziemy się mierzyli i starali osiągać wspólny punkt widzenia. Nie będzie to łatwe wobec często sprzecznych interesów poszczególnych państw członkowskich.

W grudniu ubiegłego roku Emmanuel Macron, prezydent Francji, wypowiedział się bardzo ostro na temat kondycji NATO...

To jest wprost zagrożenie bezpieczeństwa, jeżeli o „śmierci mózgowej NATO” mówi prezydent jednego z najważniejszych członków NATO, który ma w zasięgu ręki „czarną walizkę”, czyli decyzję o użyciu francuskiej broni jądrowej. Stąd tak natychmiastowa reakcja i  jednoznaczne do bólu w tej materii wystąpienie premiera Mateusza Morawieckiego. NATO jest w dobrym stanie i wszystkie zobowiązania z tytułu art. 5 obowiązują. Po pierwsze – Macron testuje, po drugie – czyni to nieodpowiedzialnie, po trzecie – to jest element francuskiego pomysłu na uniezależnienie się od USA. Dzisiaj Francja zaczyna grać na dwie strony: przychyla się do doktryny równego dystansu wobec Stanów i Rosji.

Jakie zagrożenia widzi Pan w rozpoczętej rosyjskiej akcji dezinformacyjnej?

Poza tym, że mamy do czynienia z historycznym rosyjskim „uczuleniem” jest to część długofalowego planu, którego celem jest osłabienie związków Polski ze strukturami zachodnimi. Wbicie klina między Polskę i Zachód, do którego z takim trudem i determinacją dołączyliśmy w postaci członkostwa w NATO i Unii Europejskiej.

Czy to tylko doraźne działanie ze strony Rosji?

Nie, to jest tylko fragment większego planu, rosyjskie ślady upatruję także w akcji ataków na polską demokrację i praworządność. Są ślady tego, że ataki na Polskę w związku z wydumanym naruszeniem praworządności, płynące z Zachodu, są insynuowane przez Rosję, przez rosyjskie ośrodki i agenturę wpływu na Zachodzie, w tym w europejskich partiach politycznych, gdzie również znajdują posłuch.

Czy decyzja prezydenta Andrzeja Dudy, aby nie brać udziału w Światowym Forum Holokaustu, była słuszna?

Więcej niż słuszna. Pan prezydent nie powinien był pojechać ze względu na towarzystwo i charakter tego wydarzenia. To ewidentnie była akcja rosyjska, zmierzająca do zakłamania historii i uczynienia z Polski sprawcy, a nie ofiary. W sytuacji, kiedy w Światowym Forum Holokaustu uczestniczą: współsprawca Zagłady – Rosja, sprawca – Niemcy i (przypomnijmy sobie historię Rządu Vichy) współsprawca – Francja, to tłumaczenie, dlaczego pan prezydent nie pojechał, jest aż nadmierne. Uważam, że nawet gdyby miał prawo głosu, to jego wystąpienie w tych proporcjach i w tej konstelacji mówców mogłoby przez swoje skutki uwłaczać godności Polski.

CZYTAJ DALEJ

Włochy: koronka do Ducha Świętego w intencji ochrony przed koronawirusem

2020-02-25 18:57

[ TEMATY ]

modlitwa

Włochy

koronawirus

stock.adobe.com

Ruch Odnowy w Duchu Świętym we Włoszech rozpoczyna w czwartek narodową kampanię modlitewną w intencji ochrony przed rozprzestrzeniającym się koronawirusem Covid-2019.

Liderzy Odnowy Charyzmatycznej zachęcają wszystkich wiernych do tego, by, począwszy od pierwszego czwartku w Wielkim Poście, każdego wieczoru między godz. 19.00 a 23.00 gromadzili się w swoich domach na modlitwie koronką do Ducha Świętego. To odpowiedź wspólnoty na prośbę włoskiego episkopatu o modlitwę w obliczu rosnącej liczby przypadków zarażenia koronawirusem Covid-19.

"Jako symbol łączności w modlitwie, zapraszamy do tego, by na czas modlitwy zapalić światło i ustawić je w pobliżu okna, na balkonie lub przed domem" - zachęca lider włoskiego ruchu Odnowy w Duchu Świętym, Salvatore Martinez.

Według danych z popołudnia 25 lutego, we Włoszech zanotowano 283 przypadki zarażenia koronawirusem Covid-19, w tym 7 przypadków śmiertelnych. Na całym świecie zarażonych wirusem jest już ponad 80 tys. osób.

CZYTAJ DALEJ

Dar Papieża Franciszka dla Jasnej Góry

2020-02-27 17:06

[ TEMATY ]

Częstochowa

Jasna Góra

papież Franciszek

odpust zupełny

Ks. Daniel Marcinkiewicz

Jasna Góra otrzymała od Papieża Franciszka przywilej odpustu zupełnego „in perpetuo”. Oznacza to, że sanktuarium ma od teraz ten przywilej na zawsze, a nie wyłącznie w czasie konkretnych rocznic i jubileuszy.

To odpowiedź Stolicy Apostolskiej na prośbę paulinów, którzy skierowali ją ze względu na pobożność wiernych i ze względu na dobro duchowe milionów pielgrzymów przybywających do częstochowskiego klasztoru.

Uzyskiwanie odpustów w sanktuariach to przywilej wielu miejsc na świecie, otrzymywany przy okazji rocznic i jubileuszy. Odpust zaś dany przez Stolicę Apostolską na sposób stały, czyli bez konieczności ponawiania, to już wyróżnienie szczególne: „Niniejszy dokument jest ważny «in perpetuo» czyli ma wieczystą moc bez potrzeby wysyłania jakiegokolwiek pisma apostolskiego w postaci breve pomimo jakichkolwiek przeciwności” – mówił przekazując specjalną bullę ks. prał. Krzysztof Nykiel, regens Penitencjarii Apostolskiej.

O. Arnold Chrapkowski generał zakonu paulinów wyjaśnił, że otrzymanie odpustu czyli darowania kary doczesnej za grzechy, to zachęta do korzystania z wielkiego bogactwa Kościoła: „Nie chodzi o miejsce, jako zbiór budynków, przestrzeń, ale chodzi przede wszystkim o tych wiernych, którzy na tym szczególnym miejscu za pośrednictwem Bożej Matki zanoszą swe modlitwy do Boga, jest to przede wszystkim troska o ducha każdego, który tu przybywa”.

Odpust można uzyskać pod zwykłymi warunkami, ale należy też: nawiedzić Jasną Górę lub w wyjątkowych sytuacjach np. choroby, pomodlić się przed Obrazem Maryi Jasnogórskiej, zanieść wezwanie o wierność Polski jej chrześcijańskiemu powołaniu oraz o nowe powołania kapłańskie i w obronie rodziny.

Generał paulinów podkreśla, że jest to również wyjątkowy dar Papieża Franciszka dla zakonników jako docenienie ich posługi, zwłaszcza w konfesjonale, ale i zachęta do jeszcze większej hojności w dostępie do mocy Bożego Miłosierdzia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję