Reklama

100 lat niepodległości

Internowani w Beniaminowie

2018-09-12 10:44

Witold Dudziński
Edycja warszawska 37/2018, str. VII

Narodowe Archiwum Cyfrowe
Uroczystości pod pomnikiem legionistów internowanych w Beniaminowie w 1931 r.

Dla części oficerów przygoda z Legionami Polskimi skończyła się po tzw. kryzysie przysięgowym, w obozie internowanych w Beniaminowie k. Zegrza

Po wydaniu 5 listopada 1916 r. proklamacji dwóch cesarzy – zawierającej obietnicę powstania pod ich protektoratem państwa polskiego – niemiecki generał-gubernator Hans Hartwig von Beseler rozpoczął organizację, u boku Niemiec, Polskiej Siły Zbrojnej (niem. Polnische Wehrmacht). Wobec niewielkiego zainteresowania ze strony Polaków akcją werbunkową, postanowił włączyć do organizowanej PSZ Legiony Polskie. Umieszczono je w Warszawie i jej okolicach.

W Wiedniu, chcąc – nie chcąc, zgodzono się na to i przekazano legiony, nazywane już Polskim Korpusem Posiłkowym, do tworzonej od wiosny 1917 r. PSZ. Zmiany i przekształcenia spowodowały konieczność złożenia przysięgi, w której Polacy mieli obiecać, „że w wojnie obecnej dotrzymam wiernie braterstwa broni wojskom Niemiec i Austro-Węgier oraz państw z nimi sprzymierzonych”. To była jedna z przyczyn tzw. kryzysu przysięgowego, ale nie najważniejsza.

Rozbieżne interesy

Dość powiedzieć, że brygadier Józef Piłsudski początkowo zaakceptował rotę przysięgi. Zmienił zdanie pod wpływem wydarzeń międzynarodowych i ich możliwych skutków. Wszak rewolucja lutowa w Rosji (ale także przystąpienie do wojny Stanów Zjednoczonych) niosła ogromną zmianę, w tym – najważniejsze z tego punktu widzenia – eliminację Rosji z wojny.

Reklama

W tej sytuacji istnienie polskich formacji związanych z państwami centralnymi na ziemiach Królestwa Polskiego wydawało się niecelowe. Niemal pewne było, że także Niemcy i Austro-Węgry też nie będą zainteresowane istnieniem osobnych formacji polskich, nie mówiąc już o polskim wojsku narodowym.

Dlatego na przełomie czerwca i lipca Piłsudski zarządził naradę dowódców legionowych, na której usłyszeli, że w momencie wyeliminowania Rosji z walki, interes Polski przestaje być zbieżny z niemieckim. W tej sytuacji składanie przysięgi na wierność wątpliwemu sojusznikowi nie ma sensu.

Wywiezieni, uwięzieni

Przysięga miała się odbyć 9 lipca 1917 r. w Warszawie i 11 lipca w okolicznych garnizonach. Wobec informacji o spodziewanej odmowie złożenia przysięgi, przeniesiono je na teren koszar. Większość żołnierzy I i III Brygady demonstracyjnie uchyliła się od przysięgi.

Złożyła ją tylko większość żołnierzy II Brygady, od samego początku słabo związanych z Józefem Piłsudskim (jej dowódcą był gen. Józef Haller). Zasilili „Polnische Wehrmacht”– pod niemieckim dowództwem i rekrutowanym z poboru.

Władze niemieckie odpowiedziały represjami. Część dowódców legionowych została aresztowana. Piłsudski i jego przyboczny płk Kazimierz Sosnkowski zostali wywiezieni i w końcu razem trafili do twierdzy magdeburskiej. Legioniści, którzy odmówili złożenia przysięgi, zostali internowani w obozach: żołnierze w Szczypiornie k. Kalisza zaś oficerowie w podwarszawskim Beniaminowie, w koszarach na zapleczu tamtejszego fortu. Z czasem te miejsca stały się częścią legendy legionowej.

Jedyna jawna siła

„Miejsce internowania odgrodzone było płotem z drutu kolczastego – pisał porucznik Anatol Minkowski z II brygady o obozie w Beniaminowie, gdzie trafiło stu kilkudziesięciu oficerów. – Od płotu w kierunku obozu ciągnął się nieprzekraczalny pas neutralny szerokości kilkunastu metrów. Wzdłuż płotu wędrowały posterunki Landszturmu”.

„Życie obozowe – jak pisał po latach Wacław Lipiński, historyk i legionista – szło mimo wszystko swoim trybem. Rano – gimnastyka, apel, potem wykłady, nauka, fechtunek, sport i książki. Niemcy nie bez podziwu przyglądali się rygorowi w ramach przez samych siebie stworzonego regulaminu.Nie przeszkadzało to jednak tępić wszelkie przejawy oporu przeciwko ich zarządzeniom. Kilku opornych wywieźli w głąb Niemiec”.

Z czasem odseparowanie, samotność robiło swoje. Przeniknięci przeświadczeniem o zbliżającej się klęsce państw centralnych, oficerowie postanowili przerwać bezczynność. „Powoli, grupkami opuszczają Beniaminów, starannie przebierani przez Niemców, meldując się bądź w Polskiej Organizacji Wojskowej, bądź też do oddziałów Polskiej Siły Zbrojnej, która jako tzw. Wehrmacht stanowiła wówczas jedyną jawną siłę wojskową Polski...” – pisał Lipiński. Obóz istniał do jesieni 1918 r., gdy wolność odzyskało ostatnich pięciu internowanych.

Tagi:
100‑lecie niepodległości

Reklama

100 minut dla Niepodległej

2019-05-08 08:13

Ks. Marcin Miczkuła
Edycja szczecińsko-kamieńska 19/2019, str. 4

Cały czas trwamy w jubileuszu 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Parafia pw. NMP Królowej Świata w Stargardzie dzięki wsparciu finansowemu Fundacji PZU zrealizowała projekt patriotyczny pod nazwą „100 minut dla Niepodległej”. Polegał ona na przygotowaniu przez dzieci i młodzież 100 minut pieśni oraz wierszy niepodległościowych

Ks. Marcin Miczkuła

Podczas warsztatów młodzi przygotowali się do nagrania płyty z okazji uczczenia jubileuszu odzyskania przez Polskę niepodległości zatytułowanego „100 minut na Niepodległej”. W projekcie wzięło udział wiele osób i instytucji: II Liceum Ogólnokształcące im. C. K. Norwida, Szkoła Podstawowa nr 5 im. Jana Pawła II, Przedszkole Miejskie nr 2 „Mali Artyści”, Przedszkole i Szkoła Podstawowa Uśmiech, Ośrodek Rehabilitacyjno-Edukacyjno-Wychowawczy, Młodzieżowy Ośrodek Socjoterapii, Państwowa Szkoła Muzyczna im. W. Lutosławskiego, Młodzieżowy Dom Kultury im. M. Zaruskiego, Chór Echo Arioso w Stargardzie oraz Szkoła Podstawowa w Strachocinie.

Dzięki zaangażowaniu wielu nauczycieli udało się przeprowadzić warsztaty przygotowujące do nagrania płyty „100 minut dla Niepodległej”. Po warsztatach, dzięki życzliwości dyrektor Młodzieżowego Domu Kultury Małgorzaty Flas, a wcześniej Elżbiety Szumskiej, pod czujnym okiem Adriana Barczaka i Ireneusza Kopczyńskiego udało się sfinalizować nasze marzenia nagrywając płytę. Pełną radość otrzymaliśmy, gdy dzięki wydatnemu wsparciu Fundacji PZU wydaliśmy płytę.

Wydana płyta jest piękną pamiątką tego wielkiego jubileuszu, który jest bardzo ważny dla każdego Polaka.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Siła modlitwy

2019-10-01 13:55

Beata Pieczykura
Niedziela Ogólnopolska 40/2019, str. 10-11

Ma moc większą od bomby atomowej. Jest najpotężniejszą bronią znaną ludziom wszystkich czasów, także w XXI wieku. To nie slogan – mówią ci, którzy doświadczyli siły modlitwy różańcowej. Dzięki niej niektórzy wciąż żyją

stock.adobe.com

Chwycili za różaniec, a sam Bóg uczynił cud we właściwym czasie. Zaufali, są pewni, że On wie, co robi. Wojownicy Maryi opowiadają o cudownej ingerencji Boga w swoim życiu.

Ocalony i nawrócony

Wielkiej siły modlitwy różańcowej, która ratuje od samobójstwa i kompletnie zmienia życie, doświadczył Marcin. Przez 15 lat pił i zrobił w życiu wiele złych rzeczy. Któregoś dnia, w 1. rocznicę śmierci swojej ukochanej babci, postanowił pójść trzeźwy na jej grób. Pamiętał, że babcia przez całe życie odmawiała Różaniec, głównie w jego intencji, więc zabrał ze sobą ten sznurek paciorków.

– W drodze na cmentarz próbowałem odmawiać Różaniec, choć właściwie nie wiedziałem jak, bo zapomniałem po I Komunii św. – opowiada Marcin. – Miałem omamy, jakbym widział diabła, który namawiał mnie, żebym się powiesił. W tym amoku zwątpiłem we wszystko i poszedłem na pole. Wiedziałem, że tam jest takie miejsce, gdzie są schowane sznury. Szukałem gorączkowo powroza, ale nie mogłem go znaleźć. To mi uświadomiło, że ta modlitwa ma wielką moc. Jestem pewny, że dzięki Różańcowi nie odebrałem sobie życia. Oszołomiony wróciłem na cmentarz i modliłem się, jak umiałem. Wtedy postanowiłem świadomie i dobrowolnie iść na terapię odwykową. Najpierw przez 3 miesiące byłem na oddziale detoksykacyjnym, a potem na oddziale odwykowym. Tam, po 15 latach, przystąpiłem do spowiedzi generalnej. Spowiednik powiedział mi, jak odmawiać Różaniec. Po powrocie do normalnego życia było mi ciężko, ale najważniejsze było to, aby „nie popłynąć”. Moją siłą i pomocą stał się Różaniec. Tak pozostało do dziś. Otrzymałem tyle łask – nie piję już 10 lat, a od 2 lat odmawiam Nowennę Pompejańską, jedną za drugą, zwłaszcza za kapłanów. Wierzę, że we współczesnym świecie najskuteczniejszą bronią jest Różaniec.

54 dni do szczęścia

Niełatwe życie odebrało jej radość i pokój serca, wszystko przestało mieć sens. Pracowała po 12 godzin dziennie, także w soboty i niedziele. Zaczęło jej szwankować zdrowie, pojawiły się konflikty w niedawno zawartym małżeństwie. Nie miała czasu dla przyjaciół, więc powoli ich traciła. Nie widziała wyjścia z tej sytuacji, a z całego serca pragnęła zmiany. – Wtedy przyjaciółka powiedziała mi, że Różaniec ma moc zmienić to wszystko – wspomina Magdalena. – Pomyślałam sobie: czemu nie, i postanowiłam spróbować. Byłam tak zdesperowana, że zdecydowałam się odmawiać Nowennę Pompejańską – każdego dnia przez 54 dni nie rozstawałam się z różańcem. Walczyłam ze sobą, z czasem, ze zniechęceniem. Wytrwałam. Dziś wiem jedno – niezależnie od tego, co by się działo, Bóg zawsze wyciągnie rękę, bo nie odmawia Matce Jezusa. Jestem szczęśliwa, wszystko powoli wraca do normy. Różaniec totalnie odmienił moje życie.

Potężniejszy od kul

Zenon różaniec otrzymał w dniu I Komunii św. i nie rozstaje się z nim do dziś. Od wielu lat modli się na nim codziennie. O trudnych dniach i modlitwie wbrew nadziei tak dziś mówi:

– Pamiętam, jak wiosną 1945 r. pijany radziecki żołnierz chciał rozstrzelać mojego ojca Jana. Mama klęczała na podwórku, na śniegu, przy ul. Paderewskiego w Grudziądzu, płakała i głośno odmawiała Różaniec, a my, dzieci, razem z nią. Baliśmy się. Po chwili przyszedł pułkownik, przełożony żołnierza, który trzymał ojca pod bronią, i zażądał dokumentów. Wtedy okazało się, że ojciec nie jest Niemcem. Pułkownik oddał ojcu dokumenty i powiedział mu, że jest niewinny. Potem znowu rosyjscy żołnierze zabrali ojca na przesłuchanie i uwięzili w piwnicach jednego z domów w Owczarkach k. Grudziądza. Długo nie wracał. Mama i ja poszliśmy tam. Cudownym trafem ojca właśnie zwolnili. Po wyzwoleniu Grudziądza całą rodziną wróciliśmy do domu – był zniszczony, ale stał. Jestem pewny, że codzienna modlitwa różańcowa naszej wieloosobowej rodziny ocaliła ojca od czerwonego zniewolenia i śmierci. Dlatego pytam młodych: Czy odmówiłeś Różaniec choć jeden raz? Może teraz weźmiesz go do ręki i będziesz się na nim modlić... To piękna przygoda spotkać Boga w tajemnicach rozważanych we wspólnocie Kościoła lub osobiście w domu, szpitalu, drodze, gdziekolwiek jesteście...

* * *

Powiedzieli o Różańcu

„Czepił się chłop Różańca jak tonący liny. Ale czegóż dzisiaj uchwycić się można, kiedy wszystko tak szybko się zmienia, przemija? Czegóż uchwycić się można w tym świecie, gdzie tempo przemian i zmian oszałamia, onieśmiela, ogłupia? Różańca babci, matki, swojego Różańca. Tego samego Różańca, co wczoraj, dziś i jutro. Najprostszego, jak prosta jest miłość. Uchwycić jego rytm, wejść w ten rytm, żyć tym rytmem – to uratować i ocalić siebie” – o. Jan Góra OP

„Nie ma w życiu problemu, którego by nie można rozwiązać z pomocą Różańca” – s. Łucja z Fatimy

„Różaniec jest modlitwą maluczkich i pokornych, ale też modlitwą najwznioślejszych duchów w Kościele; jest modlitwą teologów, doktorów, myślicieli i świętych” – kard. Stefan Wyszyński

„Jesteśmy szczęściarzami. Bo mamy Różaniec. Bo się możemy uczepić tajemnic, które dokonały największych rewolucji w dziejach świata. Bo się możemy dać wciągnąć w te tajemnice. Zresztą, czy nie są to też nasze tajemnice? Pełne radości i bólu, światła i chwały. Może dlatego modlitwa różańcem staje się wciąż, tak jak niegdyś, początkiem wielu rewolucji, w naszym życiu i życiu całej ludzkości” – ks. Rafał J. Sorkowicz SChr

„Różaniec to nie wypracowanie teologiczne. Odmawiany w chorobie, w trudnej podróży, w oczekiwaniu na wyniki badań, przed drzwiami egzaminatora – jest najmądrzejszą modlitwą” – anonim z internetu

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Prezes Trybunału broni aborcji

2019-10-21 11:34

Artur Stelmasiak

Prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska dąży do umorzenia skargi konstytucyjnej ws. aborcji eugenicznej. A przecież na finiszu kampanii politycy PiS mówili, że czekają na ten wyrok Trybunału.

trybunal.gov.pl

Według ustaleń "Niedzieli" sędziowie chcą orzekać w sprawie aborcji eugenicznej, ale od 2 lat są blokowani przez prezes Trybunału Konstytucyjnego. Wraz z pierwszym posiedzeniem Sejmu wniosek 107. posłów złożony w poprzedniej kadencji sejmu ulegnie dyskontynuacji. Oznacza to, że prawo posłów, które jest zapisane w konstytucji, zostanie skutecznie ograniczone poprzez celową blokadę w organizacji pracy sędziów w Trybunale Konstytucyjnym.

Ustalenia "Niedzieli" o coraz mocniejszej blokadzie w Trybunale Konstytucyjnym w złym świetle stawiają także najważniejszych polityków Prawa i Sprawiedliwości. To oni przecież w jesiennej kampanii wyborczej do Sejmu mówili, że są za życiem, ale czekają na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego. - W tej chwili czekamy na wyrok Trybunału Konstytucyjnego, ponieważ ustawowe zagwarantowanie tej kwestii będzie dużo słabszą gwarancją, że ta sprawa zostanie raz na zawsze rozwiązana tak, jak byśmy chcieli, żeby aborcja eugeniczna była niemożliwa.

Dlatego wybraliśmy drogę konstytucyjnego zabezpieczenia - mówił w "Naszym Dzienniku" wicepremier Jacek Sasin.

Wniosek do Trybunału ws. stwierdzenia niekonstytucyjności aborcji eugenicznej trafił w październiku 2017 roku. Początkowo prezes Trybunału Konstytucyjnego mówiła o tym wniosku w superlatywach i że będzie on traktowany poważnie. - Na pewno nie będzie nieuzasadnionych opóźnień. Apeluję do opinii publicznej, aby spokojnie oczekiwać na rozstrzygnięcia. Nadmierne emocje w takich sprawach zawsze przeszkadzają - mówiła Julia Przyłębska w listopadzie 2017 roku.

Niestety dotychczasowa postawa szefowej najważniejszego sądu w Polsce nie ma nic wspólnego z tymi deklaracjami. Tygodnik "Niedziela" już rok temu ujawnił, że prezes Przyłębska celowo blokuje wniosek, który mógłby ocalić życie ponad tysiąca zabijanych dzieci rocznie (https://www.niedziela.pl/artykul/140126/nd/). Niestety po ponad roku dalsze postępowanie pani prezes potwierdziło tylko, że publikacja tyg. "Niedziela" była w 100 proc. prawdziwa.

Także posłowie poprzedniej kadencji byli zaszokowani biernością prezes Trybunału Konstytucyjnego. Pod koniec roku 2018 wysłali do niej list z kategorycznym żądaniem (https://www.niedziela.pl/artykul/39325/Poslowie-zadaja-aby-Trybunal-zajal-sie). "Przeciągające się prace w Trybunale Konstytucyjnym odbieramy z olbrzymim niepokojem. (...) Dotyczy ona bowiem najbardziej podstawowego prawa człowieka, jakim jest prawo do życia" - czytamy w liście podpisanym przez 79. posłów.

W grudniu 2018 roku posłowie dostali odpowiedź od prezes TK, że sprawa "jest w toku postępowania merytorycznego". Dodaje, że "gdy na niejawnej naradzie skład orzekający wyznaczy termin rozpoznania ww. wniosku, zostanie on niezwłocznie opublikowany na stronie internetowej Trybunału". Zdaniem Przyłębskiej, "zarówno w tej, jak i w innych sprawach, które są rozpatrywane przez Trybunał Konstytucyjny, nie ma żadnych opóźnień".

Za czasów rządów Lewicy, AWS i Platformy Obywatelskiej nigdy nie było takiej blokady prac Trybunału Konstytucyjnego ws. tzw. światopoglądowych. W 1997 roku prezes TK prof. Andrzej Zoll doprowadził do przełomowego orzeczenia Trybunału po 5 miesiącach od złożenia wniosku ws. aborcji. Natomiast za czasów prezes Juli Przyłębskiej sprawa praktycznie nie została ruszona po 2 latach od złożenia wniosku, a przecież od dawna Trybunał ma komplet dokumentów z bardzo dobrymi opiniami Marszałka Sejmu i Prokuratora Generalnego. Wszyscy są zgodni co do faktu, że aborcja eugeniczna jest sprzeczna z konstytucją, ale dotychczasowa postawa prezes Trybunału wskazuje, że nie chce ona stanąć po stronie konstytucji. - Niestety wszystko wskazuje, że wniosek posłów będzie umorzony wraz z końcem kadencji sejmu - mówi jeden z naszych informatorów z Trybunału Konstytucyjnego.

Zgodnie z ustawą o Trybunale Konstytucyjnym, która została zmieniona za czasów rządów PiS, wniosek 107. posłów zostanie umorzony przed zaprzysiężenia nowych posłów 12 listopada. Pani prezes Julia Przyłębska ma więc niewiele czasu by wywiązać się ze swoich konstytucyjnych obowiązków. Przecież już rok temu posłowie pisali w swoim apelu, że przeciąganie prac nad aborcją eugeniczną jest motywowane względami politycznymi, co uderza w wiarygodność Trybunału Konstytucyjnego, ale także posłów – wnioskodawców.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem