Reklama

Nowy prezydent – nowe możliwości

2018-10-10 11:21

Ks. Jacek Molka
Edycja częstochowska 41/2018, str. IV

Magda Nowak/Niedziela
Brifing Artura Warzochy na pl. Biegańskiego w Częstochowie 25 września 2018 r.

Z Arturem Warzochą, senatorem Prawa i Sprawiedliwości oraz kandydatem na prezydenta Częstochowy, rozmawia ks. Jacek Molka

Ks. Jacek Molka: – To już trzeci raz, kiedy decyduje się Pan, w tym przypadku jako senator Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, kandydować na stanowisko prezydenta Częstochowy?

Artur Warzocha: – Tak. Kandyduję po raz trzeci, a wynika to z mojej wielkiej determinacji i przekonania, że wiem, co należy zrobić, żeby nasze miasto zaczęło się w końcu rozwijać. Często słyszę taką uwagę, że przecież jako senator mam bardzo wygodną pozycję polityczną, że robię ważne rzeczy dla całej Polski, dla naszej Polonii. Ale nie chodzi przecież o to, żeby było mi wygodnie, tylko o to, żeby tam, gdzie jest taka potrzeba, czyli właśnie tutaj, w Częstochowie, wykorzystać całe swoje zdobyte dotychczas doświadczenie – zarówno parlamentarne, jak i samorządowe dla naszego miasta oraz jego mieszkańców.

– Nowy prezydent – nowe możliwości... Jaki jest zatem Pana pomysł na Częstochowę? Proszę o przybliżenie najważniejszych elementów Pańskiego programu.

– Przede wszystkim należy jak najszybciej zatrzymać fatalny trend wyludniania się Częstochowy. Jest to nasz ogromny dramat. Z Częstochowy wyjechali ludzie, którzy „robią” kariery naukowe, w biznesie, jako prawnicy, w dziedzinie kultury i sztuki. Świetnie rozwijają swoje talenty poza Częstochową. Dotychczasowy prezydent ze swoją ekipą nie robi nic konkretnego, żeby przekonać młodych i ambitnych ludzi, by w Częstochowie zostali. Oferta obecnej ekipy dla młodych, ambitnych ludzi ma charakter wyłącznie propagandowy i nie zatrzymuje procesu emigracji.

– Jak Pan zamierza zatrzymać młodych częstochowian tu na miejscu?

– Po pierwsze, wraz z Regionalnym Funduszem Gospodarczym, rozwinę program Mieszkanie+, który podczas mojej ewentualnej kadencji pozwoli 1000 rodzinom zamieszkać pod własnym dachem. Nie rozumiem tego, ale obecny prezydent nie był i nie jest zainteresowany wprowadzeniem tego programu w Częstochowie. Zadbam również o stworzenie nowych, osiedlowych miejsc parkingowych.

– Dobrze, i co dalej?

– Drugi punkt mojego programu dotyczy pozyskiwania inwestorów, którzy stworzą nowe i dobrze płatne miejsca pracy dla młodych ludzi, w tym absolwentów częstochowskich uczelni. Włączymy się w program, który przyciągnie do Częstochowy tzw. inwestorów powierzchni biurowych, którzy już sygnalizują, że są zainteresowani budową na miejscu budynków pod centra dużych firm. Z wiadomych względów Częstochowa jest bardzo wygodnym punktem na mapie Polski i stąd bierze się z ich strony zainteresowanie naszym miastem. Zapewni to pracę, która powinna spełniać ambicje młodej, wykształconej kadry menedżerskiej. To w znacznym stopniu powstrzyma wyjazdy naszych mieszkańców z Częstochowy.

– A co z infrastrukturą, np. drogową?

– Zadbam również o budowę nowych, bezpiecznych dróg i modernizację już istniejących, szczególnie w dzielnicach peryferyjnych. Tutaj potrzebne będzie wsparcie naszego rządu. Z samego budżetu miasta nie będziemy w stanie szybko poprawić naszych dróg i chodników.

– A ma Pan jakąś propozycję dla częstochowskich uczelni?


– Dzięki mojej inicjatywie oraz przy wsparciu Ministerstwa Zdrowia oraz Nauki i Szkolnictwa Wyższego na Uniwersytecie im. Jana Długosza powstanie wydział lekarski, który kształcić będzie lekarzy specjalistów. Pozwoli to na znaczny wzrost poziomu służby zdrowia i zwiększy dostępność pacjentów do świadczeń opieki zdrowotnej w Częstochowie.
Punktem dla mnie bardzo istotnym jest rozwój częstochowskich wyższych uczelni. Tak jak większość częstochowian byłem zwolennikiem utworzenia uniwersytetu. Po wielu latach naszych starań to się udało i od czerwca 2018 r. mamy uniwersytet w Częstochowie.
Chciałbym dodać, że dotychczas dzięki moim zabiegom nasze uczelnie uzyskały ponad 80 mln zł. Pamiętam też o naszych studentach. Wprowadzę bezpłatne przejazdy komunikacją miejską dla wszystkich studentów i doktorantów. Oczywiście, dzieci i młodzież szkolna też będą objęte tym przywilejem.

– A jakie ma Pan plany jeśli chodzi o wypoczynek i rekreację mieszkańców Częstochowy?

– To kolejny bardzo ważny punkt. W trakcie pierwszej kadencji wraz z radnymi klubu Prawa i Sprawiedliwość zwiększymy dwukrotnie nakłady na te ważne społecznie cele. Dzięki temu częstochowscy sportowcy będą mogli znów włączyć się w walkę o najwyższe laury w kraju i za granicą, a dzieci i młodzież będą miały bezpłatny dostęp do zajęć sportowych w wielu dyscyplinach. Doprowadzę też do budowy nowoczesnego stadionu przy ul. Limanowskiego wraz z Częstochowskim Centrum Piłki Nożnej.

– W swoim spocie wyborczym wyjaśnia Pan, że uczestniczenie od wielu lat w polityce na szczeblu centralnym przekłada się potem na możliwości szybszego i skuteczniejszego załatwiania różnych ważnych dla miasta spraw. Bo zna się ludzi, zna ścieżki. Proszę rozwinąć tę myśl.

– Jak już wcześniej wspomniałem, dzięki wieloletnim zabiegom, szczególnie w ostatnich latach, pełniąc funkcję senatora RP, udało mi się „pozyskać” ogromne środki dla częstochowskich uczelni, przekonać wybitnych twórców filmowych do uruchomienia na uniwersytecie kierunku – Film i Sztuki Audiowizualne, który ruszy już wkrótce. Oznacza to, że niebawem w Częstochowie będziemy mieli szkołę filmową, którą współtworzyć będzie kadra ze sławnej Łódzkiej Filmówki – najsławniejszej tego profilu uczelni w Polsce!

– Innymi słowy, współpracując z centralą, jesteśmy w stanie zrobić więcej. Tak?


– Tak. To oczywiste. Dlatego chciałbym w tym miejscu podkreślić, że bez pomocy i współpracy z naszym rządem Częstochowa nie będzie w stanie się rozwijać w odpowiedni sposób. W chwili obecnej wpływy z podatków nie pozwalają np. na poważne uruchomienie niezbędnych inwestycji drogowych, które są bardzo kosztowne. Poprawa nawierzchni czy skanalizowanie wszystkich ulic w Częstochowie wymaga ogromnych środków. Takie zapewni nam współpraca z odpowiednimi ministerstwami i przygotowany Plan dla Częstochowy.
Tutaj znowu trzeba wrzucić kamyczek do ogródka obecnie rządzącej ekipy w naszym mieście. Otóż nie przypominam sobie w ciągu ostatnich trzech lat, żeby przedstawiciele władz samorządowych z naszego miasta zabiegali o jakiś wielki projekt dla Częstochowy w jakimkolwiek ministerstwie. Poza tym ani ja, ani inni parlamentarzyści Prawa i Sprawiedliwości Ziemi Częstochowskiej nie byliśmy nigdy proszeni przez pana Matyjaszczyka o jakąkolwiek pomoc dla miasta! A przecież, jeżeli chodziłoby o rzeczy ważne dla Częstochowy, to nikt z nas takiej pomocy by nie odmówił! Nie wiem, czy to świadome działanie, czy też nieudolność, ale odpowiedzi na oba pytania są kompromitujące dla tutejszych władz samorządowych.

– Czym trzeba byłoby zająć się bez zbędnej zwłoki?

– Pilnych problemów do rozwiązania jest bez liku. Wymienię chociażby problem zabezpieczenia przeciwpowodziowego, słaba kondycja finansowa szpitali, problemy związane z polityką społeczną, opieka nad osobami niepełnosprawnymi i seniorami, jakość częstochowskich dróg i chodników, inwestycje na niezadowalającym poziomie, brak inwestycji w ramach programu Mieszkanie+, niski poziom finansowania kultury i sportu w mieście czy inwestycje w oświacie. Czarę goryczy przelewa kompletna inercja władz miasta w sprawie pomocy dla rozwoju szkolnictwa wyższego, w tym przede wszystkim dla podniesienia statusu byłej już Akademii im. Jana Długosza do poziomu uniwersyteckiego. Całe szczęście udało się to osiągnąć dzięki ciężkiej pracy środowiska akademickiego i pomocy ze strony parlamentarzystów oraz rządu Prawa i Sprawiedliwości.

– Nie mogę nie zapytać o to, jak kandydat na prezydenta duchowej stolicy Polski wyobraża sobie relacje z Kościołem częstochowskim?


– Mamy dość nietypową sytuację w Częstochowie, jeżeli chodzi o obecność Kościoła, z czego nie każdy spoza naszego miasta zdaje sobie sprawę. Oprócz Jasnej Góry i największego, jednocześnie najważniejszego dla Polaków sanktuarium maryjnego, jesteśmy stolicą archidiecezji i metropolii. Współpraca samorządu i Kościoła musi być oparta na wzorcowo wypracowanych, normalnych standardach, choćby z tego względu, że do naszego miasta przybywa każdego roku średnio ok. 4 mln gości, głównie pielgrzymów, w celach religijnych. Warto przy tym podkreślić, że ani władze klasztoru na Jasnej Górze, ani władze Kościoła diecezjalnego nie oczekują jakiegoś szczególnego potraktowania ze strony władz świeckich. Jednak te władze powinny dbać o to, by nic nie zakłócało harmonijnej koegzystencji w granicach jednego miasta wszystkich środowisk, by nikt nie czuł się wykluczony czy prowokowany przez jakiś ośrodek władzy lokalnej.
Ostatnie lata dostarczyły, niestety, przykładów takich zachowań, które robiły szokujące wrażenie zarówno na mieszkańcach naszego miasta, często nawet takich, którzy sami nie zaliczają się do zbyt gorliwych katolików, jak i na zewnątrz. Niejednokrotnie, jako parlamentarzysta, słyszałem głosy zbulwersowanych ludzi spoza Częstochowy, którzy krytycznie wypowiadali się o różnych ekscesach w naszym mieście. Powtarzam: chodzi o normalne standardy współpracy, a władza samorządowa powinna robić wszystko, by nikt z mieszkańców nie czuł się wykluczony.

– 6 września był w mieście premier Mateusz Morawiecki, a Pan Senator czynił honory domu. Jaki był cel tej krótkiej wizyty?


– Pan Premier postanowił spotkać się ze mną – kandydatem na prezydenta miasta Częstochowy i częstochowskim środowiskiem Prawa i Sprawiedliwości, żeby porozmawiać o problemach naszego miasta i regionu. Co ciekawe, z naszej ponadgodzinnej rozmowy wynikało, że Pan Premier ma własną, niezwykle trafną perspektywę problemów naszego miasta i regionu, a przyjechał tu z propozycją ich rozwiązania. Zgodził się z naszą diagnozą, że Częstochowa nie wykorzystuje w pełni swojego potencjału, że mogłaby lepiej skorzystać na dobrej kooperacji z rządem Prawa i Sprawiedliwości i dziwił się, że takiej dobrej współpracy dotąd nie ma.
Padło wiele ciekawych propozycji współpracy i rozwiązania tych problemów. Mam nadzieję, że jako prezydent Częstochowy, jeżeli taka będzie wola wyborców, będę miał możliwość rozwiązania tych wszystkich bolączek i wprowadzimy nasze miasto na ścieżkę trwałego rozwoju.

Tagi:
wywiad

Reklama

Zamiast muzycznej kariery wybrał kapłaństwo

2019-06-26 18:39

Piotr Kołodziejski / Szczecin (KAI)

"Jestem przekonany, że spełniam wolę Bożą. To mnie trzyma tak głęboko jak kotwica" - mówi diakon Maciej Czaczyk, który wraz z dwójką innych kandydatów przyjmie święcenia prezbiteratu w szczecińskiej katedrze. W 2011 roku 17-letni wówczas licealista z Gryfina wygrał telewizyjne "Must be the music". Potem jednak wybrał inną drogę życiową.

Screenshot/www.youtube.com

Piotr Kołodziejski (KAI): Po wygranej w programie była nagrana płyta, a potem... decyzja o wstąpieniu do seminarium. Nie żałujesz tej decyzji z perspektywy lat?

Maciej Czaczyk: - Nie żałuję. To po prostu mega duża przygoda, potężna otwierająca życie. Szczęśliwe życie. Także nie sposób żałować.

KAI: Pamiętam moment, kiedy ogłosiłeś, że wstępujesz do seminarium. W mediach była duża konsternacja. Czy docierały do Ciebie komentarze w stylu "Co ty robisz człowieku?"

- Nie czytałem tych komentarzy, ale przyznam, że w prywatnych wiadomościach docierały do mnie głosy niezrozumienia. Niektórzy krytykowali bardzo mocno i czuli się zawiedzeni. Poniekąd ja sam byłem zaskoczony tą decyzją.

- W jednym z wywiadów powiedziałeś, że „realizacja pasji dla pasji jest pusta”. Co to oznacza?

- Myślę, że na każdym etapie trochę inaczej to rozumiałem. Dziś myślę po prostu, że sam dla siebie nie jestem celem. Moje realizowanie siebie, choć jest piękne i potrzebne, żeby się rozwijać i realizować swoje pasje, jest bardzo potrzebne, ale to nie jest w stanie zaspokoić człowieka. Bo człowiek jest kimś więcej i potrzebuje relacji do drugiego człowieka i miłości do drugiej osoby, żeby dawać z siebie. A nie tylko dziś każdy bardziej realizuje siebie, dla siebie, do siebie. Żeby jednak odbić w drugą stronę. Nie w stronę pasji i realizacji siebie, ale bardziej w stronę bycia dla innych. Jeśli pasja jest tak rozwijana, to jak najbardziej, ale ona wtedy nie staje się celem.

- Mówiłeś też, że jako dziecko chciałeś być księdzem, a więc u Ciebie to chyba nie był taki strzał, że nagle po sukcesie medialnym w konkursie telewizyjnym zdecydowałeś się zostać księdzem, tylko to w Tobie dojrzewało.

- Tak i to od malucha. Nim poszedłem do I Komunii Świętej i bliżej podszedłem do ołtarza, to już były zabawy w księdza. Bawiłem się w moim życiu i to pragnienie było. Tak jak dzieci bawią się w różne zawody. To była jedna z takich zabaw, ale okazuje się, że potem coraz bardziej chciałem iść w tę stronę.

- W tych zabawach bardziej skupiałeś się na głoszeniu kazań, czy to już były pierwsze próby grania na gitarze?

- Nie. Grania na gitarze wtedy nie było. Nie pamiętam czy wygłaszałem wtedy kazania. Pamiętam, że było „przeistoczenie”. Była taka śnieżnobiała cieniutka gąbeczka, materiał okrągły pod różańcem, który miałem. To był taki różaniec z Częstochowy. Spod różańca wyciągnąłem to i to pięknie wyglądało jak hostia. Było takie śnieżnobiałe i wyglądało jak hostia. Pamiętam podnosiłem się to do góry w tej zabawie.

- Wygrywasz konkurs, nagrywasz płytę. Czym dla Ciebie było wtedy szczęście, a czym jest teraz?

- Czułem wtedy na pewno radość. Było wiele emocji, stresu, a szczęście to nie emocje, bo te emocje później opadły, zaczęła się kariera i okazuje się, że to było jakieś puste głębiej. To opierało się tylko na doznaniach, emocjach, które ulatywały. Żyłem od fajerwerków do fajerwerków, od wywiadu do wywiadu, od koncertu do koncertu, żeby zapewnić sobie kolejne radochy życia, od imprezy do imprezy, a szczęście było cały czas niedostępne, nieosiągalne. No i zacząłem szukać.

- Powiedziałeś, że była w pewnym momencie doświadczyłeś pustki. Nie żałujesz więc tego doświadczenia na scenie. Czy ono było potrzebne w twoim życiu?

- Bardzo potrzebne i jestem wdzięczny najpierw Panu Bogu, a potem tym innym, których spotkałem. Wiele mnie nauczyli i to było bardzo cenne. Dziękuję im, że mogłem tego doświadczyć. To było wspaniałe doświadczenie.

- Czy to może być wskazówką dla tych młodych, którzy dziś poszukują swojej drogi i chcieliby jeszcze czegoś spróbować zanim podejmą ostateczną decyzję?

- Zdecydowanie tak. Myślę, że warto rozwijać swoje pasje, talenty i też iść za tym, co w jakiś sposób odkrywamy w swoim życiu i czego pragniemy. Pan Bóg też często w tym jest. Często podsuwa takie pragnienia. Jeśli to są rzeczy, które nas prowadzą do dobrego, to trzeba za tym iść. Na pewno trzeba rozwijać talent i szukać szczęścia, ale polecam to robić z Panem Bogiem.

- Masz poczucie, że spełniasz Wolę Bożą na co dzień?

- Jestem przekonany, że spełniam Wolę Bożą. To mnie trzyma tak głęboko jak kotwica. Mimo różnych uczuć każdego dnia, bo przecież uczucia się zmieniają, mam szczęście i pokój, że bez względu na to, co będzie się działo na morzu, jaka burza przyjdzie, to ta kotwica jest zakotwiczona. To jest mega ważne w momencie wybierania swojej drogi życiowej, żeby zakotwiczyć i wybrać drogę swojego powołania.

- Jak się Ciebie słucha, można stwierdzić, że jesteś szczęśliwym człowiekiem. Skoro się tak spełniasz, to nigdy nie było kryzysów?

- Szczęście to też kryzysy. Uczucia są różne. Miałem kryzysy. Myślę, że będę miał jeszcze nie jeden i nie dwa w swoim życiu, ale w seminarium, jak miałem kryzysy, to po nich siłą rzeczy stawałem bardziej w prawdzie o rzeczywistości o mnie i stawałem w realnym świecie, stawałem się mocniejszy. Szczęście nie wyklucza się z kryzysem.

- Czasem grasz na gitarze i pojawiasz się na scenie. Czy jest coś w diakonie Macieju Czaczyku z tego Maćka, który wygrywał „Must be the music”?

- Na pewno jest sporo rzeczy w tym Maćku Czaczyku, bo to tak naprawdę ten sam Maciek Czaczyk, chociaż niedługo kompletnie duchowo zmieni się moje życie, bo Chrystus przejmie stery oficjalnie, ale moje cechy charakteru, moje życie i patrzenie na wiele spraw ciągle wymaga nawrócenia, ale też cennych rzeczy nie zabrał mi Pan Bóg, a myślę, że jeszcze je pomnożył i rozwinął. Takie mam przeświadczenie.

- Jakie, Twoim zdaniem, są dziś motywacje kandydatów na księży?

- Wydaje mi się, że mogą być bardzo różne. Ale po to jest seminarium, aby rozeznać. Seminarium to nie jest „szkoła na księdza” ale czas rozeznawania. Niektórzy stwierdzają, że to nie jest ta droga i odchodzą. I o to chodzi. Lepiej być dobrym mężem i ojcem niż złym księdzem.

- Jak postrzegani są dziś kapłani w obliczu prób dyskredytowania Kościoła i tworzenia wizerunku Kościoła będącego w kryzysie?

- To nie jest raczej pytanie do mnie ale do jakichś sondażowni. Ja wiem, kim powinien być kapłan i jakim chcę być kapłanem. Każdy z nas ma być alter Christus, drugim Chrystusem. Można powiedzieć, że kryzys wizerunkowy był w Kościele od początku. O Jezusie współcześni też źle mówili, że żarłok i pijak, że siada przy stole z celnikami i grzesznikami. Patrząc na historię Kościoła można rzec, że gdy nas za bardzo chwalą to nie jest dobrze, bo to znak, że ulegamy panu tego świata. Kościół ma nie tyle dbać o wizerunek, ale o świętość swoich członków. A wszelki grzech widzimy jako ranę na ciele Chrystusa i nie możemy obok niej przechodzić obojętnie.

- Widzisz młodych ludzi na co dzień, którzy szukają swojej drogi życiowej. Czy są zagubieni, boją się odkryć swoją drogę? Jak patrzysz na nich?

- Patrzę na nich trochę jak na swoich młodszych kolegów i koleżanki. Widzę w nich też siebie. Wydaje mi się, że świetnie ich rozumiem. Szczególnym darem dla mnie była rodzina i rodzice. Dziś to często jest źródłem problemu, że rodziny się sypią. W tych relacjach. I ciężko to potem czymkolwiek uzupełnić. Coś, co jest fundamentalnym brakiem. Widzę, że są zagubieni. Widzę, że szukają szczęścia i nadziei w życiu. Szukają miłości. Myślę, że to się nigdy nie wyczerpie. Każdy szuka tego samego. Ktokolwiek będzie chciał spotkać się ze mną i rozmawiać na ten temat, to będę dzielił się swoim życiem. Jeżeli komuś to pomoże, to chwała Bogu.

- Co Maciej Czaczyk powie komuś, kto coś usłyszy w swoim sercu, ale boi się pójść za tym głosem dalej?

- Co ja mogę powiedzieć? Nie bój się. Mogę nawet zaśpiewać. (tu Maciej Czaczyk śpiewa) Nie bój się, chodźmy tam. To mój pierwszy singiel i jest blisko ze mną. Moja pioseneczka. Nie bój się, że ktoś ci powie, że coś, że ktoś będzie o tobie gadał. To zawsze będzie. Po prostu rób to, co Pan Bóg w sercu ci podsuwa i do przodu.

- Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kokotek: zakończył się Festiwal Życia

2019-07-15 14:49

mip (KAI/Festiwal Życia) / Lubliniec-Kokotek

W niedzielę zakończył się w Kokotku - dzielnicy Lublińca - siedmiodniowy Festiwal Życia. W ewangelizacyjnym spotkaniu młodych z 5 śląskich diecezji oraz z duszpasterstw i parafii księży oblatów wzięło w sumie udział około 700 zarejestrowanych uczestników. Kolejnych tysiąc uczestniczyło w koncertach i wydarzeniach specjalnych.

Grzegorz Szpak/Biuro Festiwalu Życia
Monika i Marcin Gomułkowie

Festiwal Życia, jak podkreślają organizatorzy, "to największe plenerowe wydarzenie chrześcijańskie w regionie, pełne radości, entuzjazmu, poznawania sensu życia, odkrywania Boga poprzez relacje z innymi, spotkanie, muzykę, warsztaty i ewangelizację". Od poniedziałku uczestnicy brali udział konferencjach z zaproszonymi gośćmi, warsztatach, nabożeństwach i Mszach Świętych czy koncertach.

Festiwal rozpoczęła Msza święta pod przewodnictwem bp. Marka Solarczyka. - Kiedy szukasz, kiedy próbujesz odnaleźć to, co jest w twoim życiu, zobacz, gdzie jest Chrystus. Dotknij się Go. Może bezpośrednio w tym wszystkim, co jest w sakramencie, może w tym, co jest spisane w całym doświadczeniu Bożego Ducha. A może dotknij się tych, którzy Go niosą i są świadkami Jego życia - zachęcał w homilii przewodniczący Rady ds. Duszpasterstwa Młodzieży KEP.

Gośćmi tegorocznej edycji festiwalu byli m.in. Tomek Cichy, Kuba Badach, Małe TGD, ks. Kuba Bartczak, Arka Noego, wspólnota braci z Taize, Monika i Marcin Gomułkowie, a także Wspólnota św. Tymoteusza.

W Kokotku Festiwal Życia odbył się po raz pierwszy w lipcu 2018 roku i zgromadził ponad 700 uczestników z całej Polski. Od tego roku organizowany jest wspólnie przez 5 diecezji województwa śląskiego i misjonarzy oblatów. Zaplecze wydarzenia zapewnia Oblackie Centrum Młodzieży NINIWA.

Festiwal ma już jednak 16-letnią tradycję. Przez 15 lat festiwale odbywały się w Kodniu na Bugiem przy sanktuarium Matki Bożej Kodeńskiej. Zapoczątkowany został przez o. Ryszarda Sierańskiego OMI, Misjonarza Oblata Maryi Niepokalanej.

Kokotek to dzielnica Lublińca położona w południowej części miasta, która znajduje się w środku pięknego lasu. Na pobliskim terenie znajdują się trzy stawy. Przy nich położone jest Oblackie Centrum Młodzieży NINIWA, którego główną funkcją jest działalność rekolekcyjna dla młodzieży.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Śmigiel do policjantów: potrzebujecie hartu ducha i odwagi serca

2019-07-16 12:32

xpb / Toruń (KAI)

- Policjanci potrzebują hartu ducha i niezwykłej odwagi, by wykonywać swoje zadania. Macie trudną pracę, pełną ryzyka, które niesie codzienność. Pamiętajcie o modlitwie i zaufaniu Bogu - powiedział do policjantów bp Wiesław Śmigiel podczas Mszy św. w toruńskiej katedrze sprawowanej w ramach toruńskich obchodów Święta Policji.

Ks. Adam Konobrodzki

Toruńskie obchody Święta Policji odbyły się we wtorek 16 lipca. Rozpoczęła je uroczysta defilada funkcjonariuszy policji z Rynku Nowomiejskiego do katedry Świętych Janów, gdzie Mszy św. w intencji służb mundurowych policji przewodniczył bp Wiesław Śmigiel, który wygłosił także homilię.

Biskup toruński podkreślił, że przeżywany jubileusz 100-lecia istnienia Policji Polskiej jest okazją do wyrażenia wdzięczności względem tych wszystkich, którzy na przestrzeni wieku stali na straży naszego życia i dobra ojczyzny.

Nawiązując do liturgii dnia, w którym wspominamy NMP z Góry Karmel przypomniał, że na tej górze Eliasz stanął do walki w obronie kultu Jedynego Boga. Eliasz przez modlitwę nabierał ducha i odwagi.

– Jeśli człowiek chce być naprawdę odważny, to nie może pokładać tylko i wyłącznie swojego zaufania w tężyźnie fizycznej, swoim wyszkoleniu, we wszystkim co ma do dyspozycji, w sprzęcie, czyli w zabezpieczeniach ludzkich, ale potrzebuje jeszcze hartu ducha, potrzebuje kontaktu z Panem Bogiem – mówił bp Śmigiel. Dodał, że „prawdziwa odwaga ma swoje źródło w sercu człowieka”. – Policjanci potrzebują hartu ducha i niezwykłej odwagi, by wykonywać swoje zadania – dodał.

Bp Śmigiel przypomniał także, że w życiu niezwykle ważne jest zaufanie Bogu. Relacja z Bogiem, świadomość Jego pomocy i ważności powierzonej sobie misji pomaga uchronić się przed rutyną w wykonywaniu swoich zadań. Przypomniał też, że od 1990 r. w czasie służby dla ojczyzny życie oddało ok. 120 policjantów.

- Potrzebujemy Bożej pomocy, odwagi serca i odwagi ducha. Modlimy się o to dla Was - zapewnił bp Śmigiel. - Macie trudną pracę, pełną ryzyka, które niesie codzienność. Pamiętajcie o modlitwie i zaufaniu Bogu – dodał.

Oprawę liturgiczną przygotowali policjanci oraz klerycy toruńskiego seminarium duchownego w Toruniu, a oprawę muzyczną orkiestra wojskowa Garnizonu Toruń.

Po Eucharystii dalsza część obchodów miała miejsce na Rynku Staromiejskim. Funkcjonariusze z Komendy Miejskiej i jednostek podległych odebrali akty mianowania na wyższe stopnie policyjne oraz nagrody.

Po zakończonej uroczystości mieszkańcy Torunia i turyści mogli z bliska obejrzeć sprzęt i wyposażenia używane przez policjantów w codziennej służbie. 

Biskup toruński będzie także uczestniczyć w obchodach Święta Policji w Grudziądzu, które odbędą się w środę 17 lipca. Rozpoczną się one Mszą św. w grudziądzkim kościele pw. Podwyższenia Krzyża Świętego. Po Mszy św. odbędzie się mianowanie na wyższe stopnie oraz festyn pod hasłem „Dzień otwarty komendy”.

Mundurowi zaprezentują zebranym jak działają w akcji i co potrafi pies służbowy. Chętni będą mogli obejrzeć z bliska policyjny sprzęt oraz radiowozy i motocykle. Na placu nie zabraknie też pojazdów z wojska i straży pożarnej. Festyn będzie okazją do oznakowania swojego roweru. Wszyscy będą mogli posilić się pyszną grochówką.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem