Reklama

Walczyli o swoje

2018-11-07 08:52

Mariusz Rzymek
Edycja bielsko-żywiecka 45/2018, str. V

Ewa Nowak
Prelegent w Starej Wsi

Trzy epizody z czasów odzyskiwania niepodległości przedstawił podczas konferencji w Starej Wsi ks. Tomasz Chrzan, aby pokazać determinację mieszkańców Podbeskidzia w walce o polskość tych ziem. Swoją historię rozpoczął od prezentacji bitwy nad Białą, do której doszło 28 czerwca 1914 r. (w tym samym czasie został zamordowany w Sarajewie książę Franciszek Ferdynand). Do zajść doszło w trakcie świętowania jubileuszu 10-lecia bielskiego Gniazda Sokoła, który działał w Domu Polskim założonym przez ks. Stanisława Stojałowskiego. Ze względu na zdominowany przez Niemców magistrat w Bielsku, Polacy nie otrzymali zgody na przemarsz przez centrum miasta. Zezwolono im jedynie na przejście ze stacji kolejowej Biała Lipnik do siedziby Domu Polskiego. Sympatyków „Sokoła” zebrało się tam około trzech tysięcy, ale jak się okazało było to za mało na znacznie liczniejszą niemiecką kontrmanifestację. Pochód Polaków został zatrzymany na kładce na rzece Biała (okolice obecnej ul. PCK) i mimo pertraktacji nie udało się go kontynuować. Iskrą, która podpaliła lont i dała sygnał do bijatyki, było pobicie czterech emisariuszy, który z ramienia „Sokolników” próbowali negocjować warunki przemarszu. Stało się to przy biernej postawie proniemieckiej policji. Był to dla Polaków wystarczający powód, aby spróbować przebić się siłą na drugi brzeg rzeki. Efekt starć to zdemolowany Dom Polski, blisko 60 osób dotkliwie pobitych po jednej i drugiej stronie konfliktu oraz wzrost napięć narodowych.

Drugi epizod: zawiązanie 2 kwietnia 1917 r. w Białej tzw. Komitetu Pięciu Miast: Wadowic, Kęt, Andrychowa, Żywca, Zatora. Cel związku: obrona praw Polski do ziemi beskidzkiej. – Ten zdecydowany akt polskich samorządowców wskazał kierunki dążeń i działań wynikające z prawdziwej tożsamości narodowej mieszkańców tych ziem – wyjaśnił ks. T. Chrzan. Dla Niemców było to niezmiernie problematyczne. Habsburgowie swoje roszczenia do dawnego Księstwa Oświęcimskiego i Zatorskiego motywowali średniowiecznymi zależnościami lennymi. Argumentowali, że już w 1327 r. sporne ziemie zostały zhołdowane królowi czeskiemu Janowi Luksemburskiemu. Ich zdaniem inkorporacja księstw do Korony w 1564 r. była jedynie czasowa, gdyż Czesi zrzekali się jurysdykcji nad nimi jedynie za panowania Jerzego z Podbiepradu. Za tym sposobem myślenia poszli później faszyści, którzy w 1939 r. tereny Oświęcimia i Zatora włączyli do Trzeciej Rzeszy, w przeciwieństwie do całej reszty Małopolski.

Reklama

Ostatnim wątkiem przy którym zatrzymał się ks. T. Chrzan był casus Rady Narodowej Księstwa Cieszyńskiego. Co ciekawe, mimo iż teren ten od średniowiecza był zależny od czeskiej monarchii, a według statystyk z 1910 r. aktywiści czescy stanowili 27 proc. ogółu ludności, a niemieccy 18 proc., polska tożsamość nie dała się tu wyrugować. Rada, o czym mówił ks. T. Chrzan, powstała w wyniku międzypartyjnego porozumienia. Był to pierwszy, formalny i całkowicie niezależny od obcego państwa rząd polski. Powstała ona 12 października, a w składzie jej prezydium zasiadł m.in. ks. Józef Londzin. Wkrótce po ukonstytuowaniu rady, w nocy z 31 października na 1 listopada, polscy oficerowie przejęli bez żadnego wystrzału cieszyński garnizon. Cztery dni później rada podpisała porozumienie z działaczami czeskimi w sprawie podziału terytorialnego. Na jego mocy naszym południowym sąsiadom przypadł powiat frydecki i częściowo frysztacki (tzw. podział etnograficzny). Zawarte wtedy ustalenia pogwałciła armia czesko-słowacka, która 23 stycznia 1919 r. zajęła przyznane Polsce tereny Śląska Cieszyńskiego. Rada zakończyła swą działalność 28 lipca 1920 r., a owocem jej pracy było m.in. powołanie do istnienia milicji ludowej oraz wprowadzenie 8-godzinnego dnia pracy.

– Te wydarzenia wspominamy po to, aby na nowo utrwalić i odkrywać własną tożsamość. Dzięki nim możemy nie tylko pytać o korzenie, ale przede wszystkim wyznaczać nowe, właściwe kierunki naszego działania – zaznaczył ks. T. Chrzan.

Tagi:
konferencja

Stosunki polsko-żydowskie i ich konteksty

2019-07-16 11:54

A.D.
Edycja kielecka 29/2019, str. 2

TD
W Archiwum Państwowym konferencja o stosunkach polsko-żydowskich

Stało się już kilkuletnim zwyczajem, że w bliskości kolejnej rocznicy pogromu Żydów w Kielcach różne środowiska organizują konferencje naukowe i wydarzenia, mające na celu rozpoznanie wciąż badanych, wciąż kontrowersyjnych i wciąż wzbudzających emocje (polityczne i naukowe) stosunków polsko-żydowskich.

3 lipca tego rodzaju konferencja odbyła się w siedzibie Archiwum Państwowego w Kielcach. Jej celem było przybliżenie różnorodności przejawów życia żydowskiego na Kielecczyźnie i w Małopolsce, przypomnienie wybranych aspektów relacji do II wojny światowej i po, prześledzenie wkładu zgromadzeń zakonnych niosących pomoc Żydom na Kielecczyźnie i w Małopolsce, wreszcie kwestia mienia pożydowskiego. Organizatorem wydarzenia był Instytut Historii Uniwersytetu Jana Kochanowskiego, we współpracy z Archiwum Państwowym.

– Wciąż za mało i wciąż pobieżnie znamy wkład zakonów i zgromadzeń żeńskich w ratowanie Żydów podczas okupacji niemieckiej – mówiła historyk Ewa Kołomańska. Analizowała m.in. ankiety, przeprowadzone wśród 27. zgromadzeń zakonnych żeńskich na temat akcji ratowania Żydów podejmowanych na Kielecczyźnie przez siostry albertynki, duchaczki, szarytki, niepokalanki, franciszkanki, imienia Jezus, m.in. Kielcach, Proszowicach, Klimontowie, Pacanowie, Chmielniku, Busku-Zdroju. Z danych z ankiet wynika, że pomoc uzyskało ponad 700 Żydów dorosłych i dzieci. Badaczka przypomniała, że naukowa kwerenda dotycząca czasów konspiracji, utajnienia danych jest nadal bardzo trudna. – Dotąd np. nie wiemy, siostry z którego zakonu wyprowadzały kobiety w habitach z kieleckiego getta. W Proszowicach bardzo aktywnie wyrabiano dokumenty i metryki chrztu dla ludności żydowskiej, michalitki z Radomia dokarmiały żydowskie dzieci – przypomniała. Część danych na ten temat znajduje się w Archiwum Diecezjalnym w Kielcach, ale są dość ogólnikowe. – Po wojnie tylko 15 zakonnic otrzymało Medal Sprawiedliwy wśród Narodów Świata – przypomniała Kołomańska, przedstawiając trudne procedury przyznawania odznaczenia i traktowanie przez stronę żydowską pomocy ze strony sióstr jako czyny niejako z definicji, z obowiązku spełniania aktów miłosiernych.

Ponadto, podejmowane na konferencji zagadnienia dotyczyły różnych dziedzin życia, np. gospodarki, religii, pamięci, materialności, literatury oraz wielu obszarów Kielecczyzny w jej przedwojennych granicach, m.in. Chmielnika, Pińczowa, Działoszyc, Lelowa, Wodzisławia, Staszowa, Starachowic i in.

Dr Anita Młynarczyk-Tomczyk z Instytutu Historii UJK wraz z licealistą kieleckim Adamem Jurkiem przedstawili projekt edukacyjny „Pasjonaci Wiedzy. Moduł zajęć z historii: Mniejszości narodowe: goście czy obywatele?”. Uczeń wygłosił referat wzbogacony prezentacją dotyczącą obecności Żydów w polskich formacjach wojskowych. Była także mowa o relacjach polsko-żydowskich w miasteczkach Kielecczyzny w latach 1918-39, o klasycznym sztetlu – ocalonym i zachowanym w literaturze pięknej, jidyszowej i polskiej, z przełomu XIX i XX wieku oraz we wspomnieniowej – w żydowskich księgach pamięci.

Dr Justyna Staszewska nakreśliła stosunek okupantów do własności Polaków i Żydów podczas I wojny światowej na przykładzie Pińczowa. Została także poruszona wzbudzająca wiele kontrowersji kwestia mienia pożydowskiego w Starachowicach-Wierzbniku po 1945 r. (Agnieszka Malinowska) oraz w Wodzisławiu (Michał Kazimierz Nowak).

Celem spotkania konferencyjnego było odkrywanie przejawów obecności i aktywności żydowskiej oraz kontrowersyjnych dylematów powojennych, będących wciąż przedmiotem kwerendy i zainteresowań historyków.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jakub blokuje LGBT

2019-08-21 11:24

Wojciech Dudkiewicz
Niedziela Ogólnopolska 34/2019, str. 38-39

Skutkiem ubocznym tzw. marszu równości w Płocku jest duża popularność 15-letniego Jakuba, który próbował zablokować go z krzyżem w ręku. „Niedzieli” opowiada, dlaczego to zrobił

SplashNews.com/EastNews
Jakub z krzyżem w ręku usiłuje powstrzymać marsz równości w Płocku

Zdjęcia i filmiki obiegły internetowe portale. Nastolatek z pokaźnym krzyżem i różańcem stanął na trasie płockiego marszu środowisk homoseksualnych, na który zwieziono autokarami aktywistów z całej Polski. Do konfrontacji nie doszło: Jakub został zatrzymany, zepchnięty i wyniesiony przez eskortujących marsz policjantów.

Dlaczego chciał zablokować marsz, a do tego z krzyżem? – Chciałem przypomnieć gest ks. Ignacego Skorupki z bitwy z bolszewikami – mówi. – Nikt mnie nie namawiał ani nie zmuszał do działania. Mam 15 lat, rozumiem otaczający mnie świat i potrafię świadomie podejmować decyzje. Zrobiłem tylko to, czego nikt inny nie chciał zrobić.

Musimy się bronić

Opinie o takich marszach są przeciwstawne. Ich poplecznicy twierdzą, że to manifestacja równości homoseksualistów itp. oraz innych normalnych ludzi; przeciwnicy mówią o wciskaniu kitu, oswajaniu z nienormalnością i propagowaniu chorych idei i zboczeń. Płocki marsz odbył się pod hasłem: „Płock napędza równość!”.

Jakub, kilkunastolatek z Płocka, ma wyrobioną opinię na temat takich marszów i zachowania ich uczestników: propaganda szerzona w czasie imprez LGBT sprzeciwia się katolickiej nauce i zdrowemu rozsądkowi. – To jest powód – tłumaczy – akcji z krzyżem w ręku.

Chciał też pokazać, że nie ma zgody na profanacje, które na takich marszach się odbywają. – Obrazki Matki Bożej z tęczową aureolą wołają o pomstę do nieba. Katolicy muszą się bronić – mówi twardo. Widział takie bluźniercze podobizny na marszu w Płocku. – To było straszne, łzy stanęły mi w oczach... – wyznaje.

Ma wiele pytań

Jakub niedawno skończył szkołę podstawową i dostał się do katolickiego liceum działającego przy miejscowym seminarium duchownym. List polecający dał mu proboszcz parafii katedralnej ks. kan. Stefan Cegłowski. Proboszcz i Jakuba, i jego rodzinę dobrze zna, ale ani o nim, ani o ostatnich wydarzeniach nie chce mówić. Twierdzi, że szkodzi to chłopcu.

Płocki duchowny zaświadcza o wiarygodności Jakuba. Chłopak żyje tym, o czym mówi. Jest głęboko wierzącym i przekonanym katolikiem, ma poglądy tradycjonalistyczne. – Interesuje się liturgią trydencką i ma wiele pytań z nią związanych. Jako jeden z niewielu w czasie udzielania Komunii św. przyklęka – mówi kapłan. – Jest inteligentny i elokwentny. Zdał do dobrej, katolickiej szkoły. Ma przed sobą przyszłość. Jeśli chce zostać księdzem, może nim zostać – dodaje. Z zastrzeżeniem: jeśli znajdzie w sobie dość pokory. Na razie w wywiadach po zdarzeniach z marszu równości, m.in. w telewizji wrealu.24.pl, ma z tym kłopot.

Chce być księdzem

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jasna Góra: pieszo, na rowerach i biegiem - trwa drugi szczyt pielgrzymkowy

2019-08-25 08:58

it / Częstochowa (KAI)

Na Jasnej Górze rozpoczął się drugi szczyt pielgrzymkowy. Na uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej przybywają kolejne tysiące pieszych, rowerowych i innych pątników. To głównie grupy parafialne i dekanalne z metropolii łódzkiej, katowickiej i częstochowskiej, ale są też diecezjalne kompanie. Wczoraj weszło ponad 20 grup, a dziś przyjdzie następnych ponad trzydzieści.

Krzysztof Świertok

W 94. pielgrzymce łódzkiej, wśród ok.2 tys. pątników, jak zwykle przyszli: papieski jałmużnik kard. Konrad Krajewski i abp Grzegorz Ryś, metropolita łódzki.

Abp Ryś podkreślał, że pielgrzymka jest „przecudownym doświadczeniem Kościoła”. - Jak odkryliście to przecudowne doświadczenie Kościoła, gdzie wszyscy podążają za Chrystusem, nawracają się, znają się po imieniu, poznają nowych ludzi, którzy od razu są ich dobrymi znajomymi, a jak trzeba to wszyscy idą na grilla, to uczyńcie Kościół taki w waszych parafiach, wspólnotach i mówicie - chodźcie i zobaczcie - zachęcał pielgrzymów metropolita łódzki.

Pątnik witał każdą z grup pieszych pielgrzymek z metropolii łódzkiej. W sumie z terenu jego archidiecezji weszło ok. 6 tys. osób.

- To jest specyfika pielgrzymki z arch. łódzkiej, że jest wiele wspólnot, które idą w tym samym czasie, z różnych miejsc, idą i razem i osobno, więc biskup się musi przenosić z miejsca na miejsce - wyjaśnia arcybiskup. Podkreśla, że zaczął pielgrzymować ze Zgierzem, „to było 20-tego, potem wyszedłem z Łodzią 21-go, potem szedłem z Łaskiem, następnie z Aleksandrowem i z Pabianicami, Kaszewicami i czekam na pozostałe grupy”.

Jak zaznacza „to bardzo piękne doświadczenie, bo w tych mniejszych grupach ludzie poczuwają się do bliższej wspólnoty, jakoś łatwiej czytają swoją tożsamość”. - Dobrze jest z nimi być. Na każdym etapie ludzie podchodzili, spowiadali się, rozmawiali, stawiali rozmaite pytania – podkreślał pasterz.

Dodawał, że Jasna Góra jest dla niego ważnym miejscem w życiu. - Pewnie sam mógłbym przyjechać w różnym czasie, ale dla mnie jest ogromnie ważne przejść z ludźmi z mojej archidiecezji, także po to, żeby skrócić pewien dystans, żeby zobaczyli, że biskup nie jest kimś na koturnach i niedostępnym, tylko idzie z nimi i sutannę ma tak samo mokrą, jak oni kurtki czy koszule. Bardzo dobre doświadczenie - podsumował arcybiskup.

Pielgrzymi podkreślają, że przybywają na imieniny Matki. - Matka chce swoje dzieci zawsze mieć wszystkie przy sobie, Maryja nas jednoczy - powiedziała pani Bożena, która siódmy raz przyszła z Wolbromia.

Karol, 10-letni pielgrzym podkreślał, że choć ciężko się szło, „bo to sto kilometrów a nogi bolą jak zwykle, to jak się tu wchodzi to jest się szczęśliwym i dumnym, że się doszło”.

Ania przedstawicielka młodzieży podkreślała, że pielgrzymka to „zawsze wspaniały czas kiedy można się modlić z innymi ludźmi i wzmacniać się w wierze”.

Niektórzy pokonali sto kilometrów, inni tysiąc. Z paulińskiego klasztoru w Rumunii i z miejsca ostatniej wizyty papieża Franciszka w Csíksomlyó przybiegło 10 osób.

Pomysłodawcą pielgrzymki jest Marian Płaszczyk, mieszkaniec Knurowa, członek Rycerstwa Jasnogórskiej Bogarodzicy, który corocznie organizuje pielgrzymki biegowe z miasteczka Knurów w woj. śląskim na Jasną Górę. Od trzech lat do pielgrzymek krajowych postanowiono dołączyć pielgrzymowanie zagraniczne, związane z tradycją i historią Zakonu Paulinów, odwiedzając klasztory paulińskie w Europie.

- Biegaliśmy od paulińskiego klasztoru do następnego. To było spotkanie z jedną Matką, ale o wielu obliczach, bo każde miejsce, gdzie zatrzymywaliśmy się było związane z Maryją - powiedział pomysłodawca wyprawy.

- Mam 57 lat, biegam dość długo, ale pielgrzymka to coś wspaniałego – wyznała pani Dorota z Bytomia. Dodała, że „ to wspaniałe przeżycia, bo człowiek sam siebie zwycięża, było trudno, deszcz, słońce i goniące nas psy. Rumunia dała nam popalić”.

W 2017 r. biegacze pokonali trasę z Jasnej Góry do Marianosztra na Węgrzech, skąd Zakon Paulinów przybył do Polski i na Jasną Górę. W 2018 r. wyruszyli z Jasnej Góry do Šaština, gdzie znajduje się Sanktuarium Matki Bożej Siedmiobolesnej, Patronki Słowacji, od niedawna klasztor odzyskany przez paulinów. W tym roku postanowiono zmodyfikować trasę pielgrzymki, i biec na Jasną Górę.

Przybywające teraz pielgrzymki są bardzo „malownicze”. Mają przeróżne pielgrzymkowe emblematy, parafialne proporce, sztandary, idą w nich druhny i druhowie z Ochotniczych Straży Pożarnych, przedstawicielki Kół Gospodyń Wiejskich, orkiestry dęte.

Sporo pielgrzymek, które docierają teraz, na odpust 26 sierpnia, w drogę powrotną uda się również pieszo.

Tak jest np. w pielgrzymce z Przedborza. - Wędrujemy dwa i pół dnia na Jasną Górę, by pokłonić się Matce Bożej, po uroczystościach w Częstochowie wracamy również pieszo do naszej Pani Serdecznej, do naszego kościoła, by ten trud pielgrzymi ofiarować również w intencji naszej Ojczyzny - opowiada ks. Stanisław Obratyński i dodaje: „wędrujemy od Matki Bożej Serdecznej do Matki Bożej Jasnogórskiej, by ta radość naszej grupy mogła się wypełnić”. Dziś dotrze jedna z największych - piesza pielgrzymka tarnowska – w której podąża ponad 8 tys. osób, przyjadą także pielgrzymi na rolkach z Warszawy.

W sumie na poniedziałkowy odpust wejdzie ok. 90 pielgrzymek, a w nich ponad 30 tys. osób.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem